mackofff
10.11.06, 11:16
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3728674.html
Tyle przyznał pewnemu warszawiakowi sąd za to, że przed laty poturbował się
na ulicy. Mężczyzna jechał rowerem, wpadł do dziury i się przewrócił. Czy
warszawiak wybaczy teraz ZDM?
Sprawa wydaje się komiczna. Był lipiec 1994 r. Tadeusz P. jechał ponad
20-letnim rowerem ul. Grójecką. Wiózł zakupy. Na zakręcie wpadł nagle w dziurę
i się przewrócił. Na ulicę wysypały się makaron i ziemniaki. Rama roweru miała
się pogiąć. Mężczyzna odniósł nieduże obrażenia: miał spuchnięty łokieć,
obtarcia, siniaki. Bez problemu mógł szybko wrócić do pracy.
Pechowy rowerzysta pozwał jednak do sądu Zarząd Dróg Miejskich, pod którego
opieką znajduje się Grójecka. Za swoje straty i krzywdy zażądał w sumie ponad
200 tys. zł (wliczył w to także rentę). Proces trwał latami i zakończył się
dopiero w zeszłym roku. Sąd okręgowy przyznał mężczyźnie 4 tys. zł
zadośćuczynienia. Niezadowolony rowerzysta się odwołał. Tłumaczył, że wybaczy
ZDM, ale dopiero gdy wypełni on pokutę.
Wczoraj sąd apelacyjny orzekł, że 4 tys. zł zadośćuczynienia za taki wypadek
to wystarczająca kwota. Wyrok jest ostateczny.
P. znany jest warszawskim sądom, bo powytaczał też inne niecodzienne procesy.
A z ZDM procesuje się jeszcze ok. 30 innych rowerzystów, pieszych i kierowców.