czasem chyba juz tu pisalam, a czytam od dawna
mieszkam z mezem Austriakiem, aktualnie w Niemczech, za 1,5 roku wracamy do Austrii na rok, a co dalej? tego nie wie nikt. synek 2 lata i 9 miesiecy. drugi wierci sie i kreci, a pojawi sie oficjalnie na swiecie za 3 miesiace.
synek odkad ma 7 miesiecy uczeszcza do zlobka. na poczatku bylo to 2-3 razy w tygodniu po 3-4h. teraz to juz przedszkolak pelna para.
kiedy jestem obecna mowi wlasciwie w 100% po polsku. przeskakuje na ten polski nawet w stosunku do osob, ktore polskiego nie znaja (mamy bardzo miedzynarodowe towarzystwo pracowo-przyjacielskie). wklada w to tyle entuzjazmu, ze ludzie ucza sie przy nim pojedynczych slow

. wystarczy ze sie pojawie i juz mamy nasza mala Polske. ja tak naprawde rzadko mam okazje posluchac jak on mowi po niemiecku.
w domu rozmawiamy troche po polsku, troche po niemiecku, a jak chcemy zeby nie rozumial to po angielsku, oboje pracujemy naukowo i w pracy poslugujemy sie praktycznie tylko angielskim.
synek po polsku mowi porownywalnie do rowiesnikow w kraju (bledy typu: chodzialismy wczoraj do zoo, wypijales swoje kakao jutro?) widze olbrzymia roznice w jego jezykowym zaawansowaniu w stosunku do prawie wszystkich polskojezycznych (jeden rodzic Polak) dzieci. i widze, ze ta roznica skorelowana jest z tym ile po polsku mowi partner nie-polskojezyczny.
chocby dlatego warto sie uczyc polskiego