aguerre
12.03.08, 21:49
Parę tygodni temu media zaczęły nagle bić na alarm, że grozi nam
kosmiczna apokalipsa. Niezwłocznie włączyłem TVN24 i trafiłem na
rozmowę z zaproszonym ekspertem od kosmonautyki. Ekspert ten
uspokajał, że zagrozenie ze strony "tej" satelity jest znikome, a
zresztą na pewno uda się "ją" zestrzelić.
Jako purysta językowy najpierw się wkurzyłem, ale potem pomyślałem:
niby z jakiej racji "satelita" ma być rodzaju męskiego? Czy wyrazu
tego nie należałoby wreszcie sfeminizować? Ta satelita - tak samo
jak ta chata, ta chabeta, ta szmata, ta sałata, ta lokata. Po co
utrzymywać w przypadku satelity taki "nienaturalny" rodzaj męski?
Kiedyś "kometa" też była/był rodzaju męskiego. "Był to kometa
pierwszej wielkości i mocy" - pisał w "Panu Tadeuszu" Adam
Mickiewicz. Potem jednak płeć tego słowa została zmieniona - zgodnie
z dominującym w polszczyźnie wzorem.
Zapewne w perspektywie kilkudziesięciu lat to samo stanie się
z "satelitą"...