mrs.t
25.08.10, 12:18
Pisze co by podpytac, czy to normalne, czy tylko w mojej
(angielskiej) rodzinie taka grzybowa panika.
Bylam u rodziny meza w devon, piekne zalesione tereny,poszlismy z
dziecmi na spacer, i jak to w lesie - tu jakas jagorka, tu malinka,
orzech laskowy dojrzewajacy, grzybek.
no i dwa kozlarki z mama znalazlysmy
i w polskim duchu ( czyli tym ze ryby lowi sie po to by je jesc a
nie wrzuca z powrotem do rzeki, a owocow lesnych jest dosc i dla
zwierzat i ludzi) wzielysmy je ze soba.
ku OGROMNEMU przerazeniu angielskiej czesci rodziny.
dzieci to normalnie do nas na pol metra nie mogly podejsc poki
grzyby trzymalysmy (abstrachujac od tego ze to w zasadzie dobra
nauka, i dzieci same z lasu NIC Nie powinny jesc,bo jagody jagodom
nie rowne).
Ta rodzina jest niemiejska raczej, maja dom od dziada pradziada w
countryside i ktos taki w polsce o grzybach mialby conajmniej jakies
pojecie...a to juz ja wiecej wiedzialam ( a na grzybach bylam w
zyciu moze 2 razy) :/
w sumie wiem ze dla nich pieczarki to grzyby
i ze dzieci nei wiedza ze frytki robia sie z ziemniakow, i mysla ze
jajka to z fabryki pochodza;)
i ze z grzybami nalezy wykazac ostroznosc jak najwyzsza..
no ale ...i tak sie usmialam z nich ;)
totalne oderwanie od darow natury...polske tez to czeka za kolejnych
20 lat kapitalizmu?