Dodaj do ulubionych

no oczom własnym nie wierzę

22.05.12, 16:32
podesłała mi koleżanka
www.dailymail.co.uk/news/article-2147976/Influx-Polish-children-schools-helped-improve-British-pupils-grades.html
Obserwuj wątek
    • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 16:45
      Daily Mail bardzo czesto podejmuje tematy zwiazane z degrengolada zycia w UK, oglednie mowiac artykuly biadolace, jak to wszystko jest w dzisiejszych czasach to d...py - kiedys tam pisali np, ze w UK dzieci zyja w wiekszej biedzie niz w PL i innych krajach wschodnioeuropejskich, albo ze raka mozna wyleczyc sobie szybciej w Estonii niz w Anglii, ze w UK edukacja jest na koncu Europy i temu podobne zalamywanie rak.

      Tak wiec artykul jak najbardziej z cyklu "klasyka gatunku", dlaczego oczom nie wierzysz?
      • moccabristol Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 16:58
        czyli co? kłamstwo, bo pozytywnie o polskich dzieciach?
        • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 17:06
          moccabristol napisała:

          > czyli co? kłamstwo, bo pozytywnie o polskich dzieciach?

          Jakie klamstwo? O co Ci chodzi?
          • steph13 Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 18:13
            zamknij Dzięki Tobie Forum może być lepsze - zgłoś wpisy łamiące regulamin założycielowi forum.

            Zaproś znajomych, piszcie razem. Załóż forum prywatne.
            Matki Polki w UK

            Autor:
            steph13@gazeta.plkorzysta z IP: (77.101.226.25) .Temat:
            .Treść:
            . Powiadamiaj mnie mailem o odpowiedziach w wątku .Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.
            . .

            Odpowiadasz na:
            jaleo napisała:

            > moccabristol napisała:
            >
            > > czyli co? kłamstwo, bo pozytywnie o polskich dzieciach?
            >
            > Jakie klamstwo? O co Ci chodzi?


            jaleo, jasne o co jej chodzi, o sprowokowanie dyskusji na temat wyzszosci dzieci polskich nad angielskimi. Uwazaj co mowisz haha
            • westlondon Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 18:32
              Mysle, ze chodzi o to, ze w koncu napisano cos pozytwnego o Polakach a nie tylko o tym, ze zjadaja labedzie :). Dlatego pewnie trudno w to uwierzyc :)
              • steph13 Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 18:38
                westlondon napisała:

                > Mysle, ze chodzi o to, ze w koncu napisano cos pozytwnego o Polakach a nie tylk
                > o o tym, ze zjadaja labedzie :). Dlatego pewnie trudno w to uwierzyc :)

                Nawet jesli artykul pochodzi z wyklinanej przez wszystkich tutaj Daily Mail?
                DM maja racje tym razem, tak wyjatkowo, bo pasuje pod ego?
                • westlondon Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 19:17
                  Nie przesadzaj- nie wszyscy tu wyklinaja DM, ja osobiscie nawet lubie tez The Sun. Ale ja lubie wszystkie gazety.
                  Nie chodzi o zadne ego. Po prostu na sto negatywnych tekstow o Polakach pojawil sie jeden przedstawiajacy nasza nacje w jasniejszych barwach. I pewnie dlatego to wywarlo takie wrazenie. Mysle, ze podobne wrazenie wywarloby zdobycie przez polska reprezentacje mistrzostwa Europy albo zdobycie 50 zlotych medali na IO.
                  Nie ma sie co w tym doszukiwac jakiegos drugiego dna.
                  • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 19:33
                    westlondon napisała:


                    > Nie chodzi o zadne ego. Po prostu na sto negatywnych tekstow o Polakach pojawil
                    > sie jeden przedstawiajacy nasza nacje w jasniejszych barwach.

                    E tam. Jak znam Daily Fail, to absolutnie nie chodzilo im o "przedstawienie naszej nacji w jasniejszych barwach", tylko o kolejny artykul z klasyki gatunku DM czyli jak to edukacja brytyjska schodzi na psy, jak to mlodzi ludzie to yobs, jak to UK jest na szarym koncu Europy we wszystkich statystykach, i ogolni Sodoma z Gomorra i upadek obyczajow. Do tego na stronie trzeciej pewnikiem byl jakis panikarski artykul z cyklu jedzenie makreli powoduje raka, a na stronie piatej szeroko zakrojona saga o upadku jakejs arystokratycznej rodziny.
                    • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:00
                      Tez uwazam, ze uzycie akurat polskich dzieci jest tutaj zupelnie drugorzedne, chodzilo o to, zeby zjechac na czym stoi brytyjski system edukacji.

                      Gdyby w Polsce, w analogicznej gazecie (pewnie takiej nie ma ale tak hipotetycznie) pojawil sie analogiczny artykul, ze naplyw emigrantow z dajmy na to Kazachstanu poprawil oceny polskich uczniow w szkolach, to Polacy nie zaczeliby sie zachwycac, jakie te kazachstanskie dzieci zdolne niesamowicie, tylko wpadliby w powazne przygnebienie, jak to polskie szkolnictwo osiagnelo dno absolutne, skoro nawet imigranci z takiego kraju jak Kazachstan maja lepsze wyniki od autochtonow.

                    • galadriella Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:29

                      > E tam. Jak znam Daily Fail, to absolutnie nie chodzilo im o "przedstawienie na
                      > szej nacji w jasniejszych barwach", tylko o kolejny artykul z klasyki gatunku
                      > DM czyli jak to edukacja brytyjska schodzi na psy, jak to mlodzi ludzie to yobs
                      > , jak to UK jest na szarym koncu Europy we wszystkich statystykach, i ogolni So
                      > doma z Gomorra i upadek obyczajow.

                      A jeśli te same badania (Researchers led by Prof Sandra McNally, a professor of economics at Surrey University, who is also director of the CEP’s research programme on education, looked at data from the English schools census for the years 2005 to 2009) cytuje i omawia także The Telegraph to świadczy o o czym?
                      www.telegraph.co.uk/news/uknews/immigration/9280815/Polish-children-boosting-standards-among-English-pupils-study-suggests.html
                      • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:48
                        galadriella napisała:

                        >
                        > > E tam. Jak znam Daily Fail, to absolutnie nie chodzilo im o "przedstawie
                        > nie na
                        > > szej nacji w jasniejszych barwach", tylko o kolejny artykul z klasyki ga
                        > tunku
                        > > DM czyli jak to edukacja brytyjska schodzi na psy, jak to mlodzi ludzie t
                        > o yobs
                        > > , jak to UK jest na szarym koncu Europy we wszystkich statystykach, i ogo
                        > lni So
                        > > doma z Gomorra i upadek obyczajow.
                        >
                        > A jeśli te same badania (Researchers led by Prof Sandra McNally, a professor of
                        > economics at Surrey University, who is also director of the CEP’s resear
                        > ch programme on education, looked at data from the English schools census for t
                        > he years 2005 to 2009) cytuje i omawia także The Telegraph to świadczy o o czym
                        > ?
                        > www.telegraph.co.uk/news/uknews/immigration/9280815/Polish-children-boosting-standards-among-English-pupils-study-suggests.html

                        Nie rozumiem, o co chodzi w tym pytaniu. O ile dobrze zrozumialam, zalozycielka watku nie moze uwierzyc, ze "takie rzeczy" wypisuja w Daily Mail. Co ma do tego Telegraph?
                        • galadriella Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 21:02
                          > Nie rozumiem, o co chodzi w tym pytaniu.

                          Jest sobie informacja. Można by przyjąć, że przedstawia Polaków pozytywnie.
                          Ale skoro zamieściłą ją DM to
                          > > absolutnie nie chodzilo im o "przedstawienie naszej nacji w jasniejszych barwach",
                          > > tylko o kolejny artykul z klasyki gatunku DM

                          Wobec tego zaciekawiło mnie o co mogło chodzić przedstawiającemu tę samą informację Telegraphowi. Więc pytam, bo sama kiepska jestem w rozróżnianiu jaką klasyką gatunku prezentują poszczególne tytuły.
                          • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 21:11
                            galadriella napisała:

                            > Wobec tego zaciekawiło mnie o co mogło chodzić przedstawiającemu tę samą inform
                            > ację Telegraphowi. Więc pytam, bo sama kiepska jestem w rozróżnianiu jaką klasy
                            > ką gatunku prezentują poszczególne tytuły.

                            Dalej nie rozumiem.
                            Przeciez wlasnie o to w tym watku chodzi, ze nikt by sie nie zdziwil, gdyby o wynikach tych badani napisal Guardian, Times, Daily Telegraph czy nawet Daily Mirror. Natomiast jesli napisal DM, to zdziwienie, bo oni jak o emigrantach, to tylko negatywnie. Jesli nie zrozumialam tego "no oczom wlasnym nie wierze" to mnie popraw, bo juz sama zaczynam sie zastanawiac nad swoim zdrowiem psychicznym.
                            • galadriella Re: no oczom własnym nie wierzę 23.05.12, 00:25
                              Nie, nie chodziło mi o zdziwienie, tylko o ten fragment, który zacytowałam.
                              Ale odpuszczam, nie jest to aż takie istotne.
                  • moccabristol Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:06
                    westlondon napisała:

                    >
                    > Nie chodzi o zadne ego. Po prostu na sto negatywnych tekstow o Polakach pojawil
                    > sie jeden przedstawiajacy nasza nacje w jasniejszych barwach. I pewnie dlateg
                    > o to wywarlo takie wrazenie.
                    > .
                    > Nie ma sie co w tym doszukiwac jakiegos drugiego dna.
                    >

                    dokładnie tak. Nie mogę uwierzyć, że można cokolwiek pozytywnego w tym brukowcu na temat Polaków przeczytać . Jestem w szoku. I już.

                    • dontteaseme Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:21
                      No akurat tym razem ten szmatlawiec napisal chociaz kawalek prawdy. Pracuje 3 lata w przecietnej, ocenianej na satisfactory podstawowce, ponad 70% dzieci u nas to dzieci dla ktorych angielski jest drugiem jezykiem. Ponad 30% to dzieci ktore przybyly do UK w ciagu ostatnich 2 lat. Jesli chodzi ogolnie o matme i science to te wlasnie dzieci sa w czolowce. Podobnie jest z wynikami SATS.
                      Wsrod najwyzej ocenianych dzieci dominuja nazwiska polskie, litewskie i łotewskie.
                      Moja kolezanka pracuje dla councilu i chodzi do roznych, co najmniej 7-8 szkol na zmiane pomagac takim dzieciom i potwierdza, ze i w innych szkolach jest tak samo.
                      • spawacz.drewna Re: no oczom własnym nie wierzę 23.05.12, 23:12
                        bo podstawowka jest niewazna, zobaczymy jak polskie dzieci poradza sobie na studiach w przyszlosci bo tam nie ma przepros
                        • glasscraft Re: no oczom własnym nie wierzę 23.05.12, 23:15
                          Nie opowiadaj glupot, moze w podstawowoce nie ucza mechaniki kwantowej, ale ucza podstaw, na ktorych szkola srednia i nastepne etapy edukacji beda bazowac.
                          • spawacz.drewna Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 07:48
                            jakich to niby podstaw ucza w podstawowce,ze potem to jest niezbedne do pozniejszego funkcjonowania?
                        • beibichek Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 01:13
                          gdzie nie ma przepros? na tych smiesznych angielskich uniwerkach z egzaminami open-book?
                          • spawacz.drewna Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 07:51
                            moge sie tylko usmiechac i powiedziec, ze nie masz kompletnego pojecia jak wygladaja studia wyzsze w anglii
                            dodam tylko ze po smiesznych angielskich uniwerkach (tych dobrych) z dobrym degree spokojnie zawsze znajdziesz prace o ktorej 90% polakow moze tylko pomarzyc
                            • beibichek Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 00:29
                              naprawde nie mam pojecia? wystarczy ze wiem z autopsji kolego, ukonczenie MA na uniwerku plasujacym sie w pierwszej setce swiatowego rankingu to byla pestka w porownaniu z moim polskim BA na marnym Jagiellonskim
                              • spawacz.drewna Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 11:37
                                jaki to byl MA? MA rzadza sie innymi zasadami niz BSc czy BA, jak bys zrobil studia pierwszego stopnia na uniwersytecie angielskim to bys zrozumial ze w wiekszosci MA to uzupelnienie lub doksztalcenie sie
                                ja mialem 6 egzaminow co pol roku tez na uniwersytecie z pierwszej setki i z autopsji moge powiedziec, ze w porownianiu z tym co mialem na UJ to nie byla pestka
                                wydaje sie Tobie, ze polskie studia sa ciezki bo musiales wyryc na pamiec nikomu niepotrzebna wiedze i nie rozumiesz ze egzamin open book ma sprawdzac Twoje umiejetnosci analityczne (zalezy co tam studiowales) a nie skupiac sie np na jaka dyrektywn ma cos zapewnia - masz umiec zastosowac dyrektywe a nie znac ja na pamiec
                                slabo cos te studia przeszedles skoro tego nie rozumiales
                                zreszta rozumiem, ze jesli to byla taka pestka to wyciagnales CO NAJMNIEJ 70% i headhunterzy sie o Ciebie zabiaja - bo jak patrze na moich mlodszych ale madrzejszych kolegow to po pierwszym badz drugim roku juz ich sciagneli i maja rok przerwy na doswadczenie w pracy w powaznych firmach
                          • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 14:29
                            Jasne. Powszechnie wiadomo, ze polskie uniwersytety bija na glowe te wszystkie uniwerki typu Cambridge, Oxford, Imperial College, UCL, LSE i inne tego typu dno. Ech.....
                            • beibichek Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 00:39
                              Powszechnie wiadomo, gdzie te uniwerki sie plasuja, ja tez sobie moge ulozyc ranking wedlug moich wytycznych, co tam wiedza wyniesiona, wazne ze na moim uniwerku mialam 3 sale informatyczne na osobe
                              • spawacz.drewna Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 11:47
                                widzisz, Twoje niechec badz kompleksy tak zaslaniaja Ci jak jest naprawde, ze piszac takie rzeczy sprawiasz wrazenie kogos innego niz pewnie jestes
                                roznego typu rankingi wykorzystuja lista filadelfijske gdzie jest ok 8 tysiecy najlepszych na swiecie czasopism naukowych - kto wiecej opublikuje badan tym lepiej stoi w rankingu
                                natomiast zeby miec publikacje to trzeba miec naukowcow, zeby miec naukowcow to albo trzeba ich sciagnac (USA) albo ich wyksztalcic (Europa)
                                i nie chodzi tylko o pieniadze - pieniadze sa wazne w takich dziedzinach jak fizyka czy astronomia gdzie zabawki sa koszmarnie drogie, chodzi przede wszystkim o nieszablonowe podejscie do tematu, dawanie szans mlodym, kreowane relacji mentor-uczen itp, czlowieku ja mialem swojego tutora z ktorym mialem spotkania co tydzien celem omowienia progresu - on wiecej niz chetny zeby mnie poprowadzic, wyjasnic cz pomoc, nie mowiac o tym, ze prawie kazda sensowna inicjatywa byla witana z bananem na twarzy
                                w przeciwiestwie do UJ gdzie istnieje niesamowita klika ludzi, ktorzy nic nie prezentuja ze soba, sa doktorami od 20 lat i ich ostatnia publikacja to byla publikacja w zeszytach jagiellonskich na dodatek traktuja studentow jak zlo konieczne - uwierz mi, wiem co mowie akurat te srodowisko znam dobrze (ale bez szczegolow)
                    • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:51
                      moccabristol napisała:

                      > dokładnie tak. Nie mogę uwierzyć, że można cokolwiek pozytywnego w tym brukowcu
                      > na temat Polaków przeczytać . Jestem w szoku. I już.
                      >

                      Mozna mozna. Tylko w wieszkosci przypadkow ma to wlasnie jakis bardziej lub mniej ukryty cel.
            • kalina_19 Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 20:14
              sluchajcie. moj syn chodzi do 3 klasy.z matematyki jest super ze slówkami tak sobie. i nie widze problemu zeby moje dziecko mialo dodatkowe lekcje. dodam ze wiekszasc angielskich dzieci jets na tym samym etapie lub gorszym . i tez nie widze problemu bze oni maja dodatkowe lekcje. a niech sobie maja na zdrowie:) a co do gazety no coz polacy zawsze sa na ble
    • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 22.05.12, 20:16
      Jaleo ma racje, ten artykul nie jest po to zeby pochwalic polskie dzieci, tylko po to zeby znalezc cokolwiek co by moglo byc anty-system edukacji i to co sie teraz dzieje.
      Wszystko byle bylo kontrowersyjnie i sie sprzedawalo.

      Podchodze do tego tak samo jakby napisali dzieci z Rumunii, czyli bez patriotycznych zapedow bo nie ma potrzeby:) Zreszta z natury nie ulegam tlumom i ruchom patriotycznym:)
    • beibichek Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 01:15
      Przeczytaliscie ten smieszny artykulik? to teraz poczytajcie sobie komentarze... ale sie piana puscila:D
    • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 08:18
      Najlepiej komentuje to jeden z komentarzy:

      The influx at my child's former primary school had the opposite effect, much of the teaching time was taken up teaching them to speak English to the detriment of the rest of the class. At break and lunch the Polish children would speak to each other in Polish, excluding their classmates. When their parents collected them again they only spoke their own language. The only time they spoke English was in the classroom, Monday to Friday 9 until 3, see them out of school and they only spoke Polish. So tell me how that has a positive influence on our children?

      Albo mozna i krocej: yeah right
      • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 10:47
        Autor komentarza nawyrazniej nie znal polskiego i nie wiedzial ze te polskie dzieci rozmawiaja po polsku o... matematyce i stad takie dobre wyniki :)
        • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 12:24
          Wrzuce swoje trzy grosze z tego co widuje z pierwszej reki, raczej niz z tego co mi sie wydaje.

          Od kilku lat siedze z polskim dziecmi z klas 6 podczas ich egzaminow (o, przepraszam, testow sprawdzajacych poziom) SATS. W ciagu ostatnich kilku lat byla to tylko matematyka, w tym roku, eksperymentalnie w niektorych tylko szkolach wrocily rowniez testy SATS z science, i tez mialam okazje z dziecmi lat 10-11 siedziec jako tlumacz (gdyby byl potrzebny).

          Po pierwsze, te dzieci maja na egzamin 56 minut, dzieci, nazwijmy je roboczo angielskie, 45 minut.

          Po drugie, dzieci polskie przystepuja do tych egzaminow dopiero jezeli chodzily tutaj do szkoly co najmniej rok.

          Jezeli dzieci chodzily do szkoly co najmniej rok to naprawde nie maja one problemow ze zrozumieniem tekstu polecen na tescie, tym bardziej ze przed egzaminami szkola walkuje te testy do znudzenia.

          Mimo to dzieci te maja 11 minut wiecej czasu na rozwiazanie tych testow.

          Porownujemy tu troche apples and oranges.
          • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 13:03
            Z tego co ja widze:
            - Polskie dzieci, przynajmniej poczatkowo w wiekszosci trafiaja do szkol w biedniejszych dzielnicach typu inner city, gdzie procent emigrantow jest wysoki, a osiagane przez szkoly wyniki nie powalaja na kolana. Nie oszukujmy sie, ze tak nie jest ;-)
            - Wiele polskich dzieci w takich szkolach pochodzi z rodzin, tkore nastawieniem do zycia i tzw etosem spolecznym roznia sie diametralnie od tzw masy w danej szkole. Pamietajmy, ze w UK jest spora "ghettoizacja" zycia (przepraszam za koszmarek jezykowy) tzn. szkoly w wiekszosci skladaja sie z okreslonej wartswy spolecznej , pewnego "typu" rodzin, nie ma czegos takiego jak bywalo w PL, ze w jednej klasie sie dzieci profesora uniwersyteckiego i dzieci sprzataczki. Brak tej ghettoizacji w Polsce i w ogole wieksza egalitarnosc w systemie szkolnictwa jest jedna z przyczyn, ze polska edukacja jest na dobrym poziomie (przynajmniej moim zdaniem).
            - Polskie dzieci w zwiazku z tym w wielu szkolach, do ktorych trafiaja, "wystaja ponad przecietnosc" i podciagaja poziom, na czym zyskuje szkola.

            Ja czesto trafiam na takie obrazki, jak polska rodzina tu przyjezdza i sie osiedla w takiej dzielnicy i posyla dzieci do takiej szkoly, ze "wlosy deba staja", ale chyba nie trzeba tlumaczyc, dlaczego tak jest. Znam np. jedna taka polska rodzine w Newcastle, ktora dostala dom komunalny na osiedlu, ktore jest tzw dumping ground gdzie council przeflancowuje rodziny, ktore na innych osiedlach robily zadymy. Jest to, tak z oglednych obeserwacji, jedyna chyba rodzina na tym osiedlu ktora (1) pracuje (2) dzieci mieszkaja z matka i ojcem biologicznym (3) nie ma problemow alkoholicznych, narkotykowych czy ze zdrowiem psychicznym. Z jednej strony bardzo dobrze, ze takie rodziny tu przyjezdzaja, a z drugiej, boje sie, jak to sie na tych dzieciach odbije, czy sie "nie zmarnuja". Zostaje tylko miec nadzieje, ze jak sie rodzina "odrobi" i bedzie ich stac, to sie wyprowadza gdzies w lepsze miejsce.
            • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 14:34
              Zastanawia mnie czy w istocie wyjatkowo duzo dzieci polskich imigrantow chodzi do "najgorszych szkol". Na pewno wielu Polakow mieszka w najtanszych dzielnicach ale to chyba sa bardziej single albo "tymczasowi" ktorzy tu rodzin nie sprowadzaja. Polska emigracja jest chyba pierwsza w UK ktora dotarla do "middle England", nawet do malych wiosek. Polskie dzieci sa naprawde wszedzie, takze w village schools, tam gdzie nigdy wczesniej nie dotarli imigranci z Azji czy Afryki. Mysle ze nawet w szkole na Isles if Scilly sie jakies znajdzie.

              Poza tym wiekszosc polskich rodzin wynajmuje domy czy mieszkania i dzieki temu latwiej im zalapac sie w catchment dobrej szkoly. Wynajac na pol roku mozna prawie wszedzie i koszt wynajmu nie jest duzo wyzszy niz poza rejonem - w przypadku kupna domu jest to juz duzo trudniejsze.

              No i polskie dzieci chyba maja wiecej dyscypliny w domu, mniej TV/DS itp, oczywiscie srednio, bo ludzie sa przeciez rozni.

              To pokolenie odniesie ogromny sukces, mysle ze wiekszy niz dzieci z 1 pokolenia emigrantow polskich w USA czy tez np imigrantow z Inddi w UK. W skali swiatowej ten sukces bedzie na pewno wiekszy niz ich rowiesnikow w Polsce.
              • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 14:56
                parttimemama napisała:

                > Zastanawia mnie czy w istocie wyjatkowo duzo dzieci polskich imigrantow chodzi
                > do "najgorszych szkol". Na pewno wielu Polakow mieszka w najtanszych dzielnicac
                > h ale to chyba sa bardziej single albo "tymczasowi" ktorzy tu rodzin nie sprowa
                > dzaja. Polska emigracja jest chyba pierwsza w UK ktora dotarla do "middle Engla
                > nd", nawet do malych wiosek. Polskie dzieci sa naprawde wszedzie, takze w villa
                > ge schools, tam gdzie nigdy wczesniej nie dotarli imigranci z Azji czy Afryki.
                > Mysle ze nawet w szkole na Isles if Scilly sie jakies znajdzie.

                Nie tylko polskie dzieci, ale w ogole dzieci "emigranckie" sa bardziej skoncentrowane w niektorych miejscach - stad np szkoly, gdzie 75% dzieci jest obcokrajowych (takich szkol np pelno w Londynie i inncyh duzych miastach) i szkoly, gdzie ten procent wynosi zero albo jest bardzo maly (np szkoly w moim hrabstwie).
                Nie uzywalabym tez okreslenia "najgorsze szkoly" bo te szkoly nie zawsze sa najgorsze, wrecz przeciwnie, czesto sa to dobrze prowadzone szkoly z dobra kadra nauczycielska, z tym, ze populacja w tych szkolach jest taka a nie inna.

                > No i polskie dzieci chyba maja wiecej dyscypliny w domu, mniej TV/DS itp, oczyw
                > iscie srednio, bo ludzie sa przeciez rozni.

                Dyscyplina i tzw. szacunek do edukacji jak najbardziej - kulturowo Polacy moim zdaniem maja to bardziej zakorzenione niz np. Brytyjczycy, a juz na pewno bardziej powszechnie wsrod wszystkich warstw spolecznych, a nie tylko wsrod ludzi, ktorzy sami sa wyksztalceni. To samo chcialam wyrazic w swojej wypowiedzi powyzej.
                • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 15:09
                  Czy naprawde sa szkoly gdzie nie ma dzieci poskich imigrantow? Sa w wiekszosci szkol prywatnych, sa w szkolach C of E (moze w zydowskich czy islamskich szkolach ich nie bedzie). Sa tez polskie dzieci w grupach homeschooling. O ile mi wiadomo listy uczniow nie sa do wgladu publicznego, a polskie dzieci nie musza mowic w szkole po polsku, nie musza tez miec polsko brzmiacych imion czy nazwisk.

                  Sa tez polskie dzieci o ktorych koledzy w klasie nie wiedza ze sa dziecmi imigrantow - przynajmniej nie wiedza w szkole podstawowej, gdy dzieci sie tu wychowaly i mowia bez akcentu.

                  Niewatpliwie sa szkoly w wielkich miastach, zwlaszcza katolickie, gdzie nawet ponad 50% to dzieci polskie, ale w skali calego kraju nie musi to byc wiekszosc. Jesli w kazdej szkole na prowincji bedzie 1-2 polskich dzieci to zrobia sie z tego dziesiatki, jesli nie setki tysiecy.

                  Moze to wlasnie najbardziej wkurza autochtonow - ze Polacy odwazyli sie wyjsc poza getto?
                  • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 15:21
                    Ale dlaczego wkurza?
                    Polacy sa wszedzie, kazdy znajomy i nieznajomy mnie o tym wszedzie informuje. No bo sa wszedzie. Sa w malych miastach i miasteczkach, bo tam jest wiele fabryk, magazynow, jest tam praca, to Polacy tam osiadaja.

                    Z tym, ze nie oszukujmy sie. Tysiace Polakow przyjezdzajacych za chlebem do UK po 2004 to w ogromnej wiekszosci nie sa elity.

                    Jak juz wielokrotnie pisalam, to forum nie jest reprezentatywne dla polskiej pounijnej emigracji. Piszemy tutaj w ciagu dnia, z biura, z domu, z iphona czy z blackberry. Wiekszosc emigrantow polskich jest w tej chwili w pracy fizycznej, gdzie jest zakaz posiadania przy sobie telefonow komorkowych, albo internet ma tylko w pobliskiej kafejce. Obecnosc ich dzieci w szkole powoduje, ze lokalne rodziny zabieraja z takiej szkoly swoje dzieci.
                    • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 15:32
                      Wiekszosc kazdego spoleczenistwa to nie sa elity, stad definicja elity. Jednak nie uwazam ze wsrod polskich imigrantow w UK jest mniej ludzi "elitarnych" czy tez wiecej "pospolstwa" niz przecietnie w PL czy tez przecietnie w UK. Forum w istocie nie jest reprezentatywne bo wielu nie ma potrzeby utrzymywania kontaktu z diaspora.
                      My bywamy w roznych miejscach i widzimy i slyszymy. Polskie dzieci sa na zajeciach NAGC, na koncertach orkiestr dzieciecych, na meczach rugby w najbardziej wiejskich rejonach Oxfordshire. Fakt, nie sa to tlumy, ale w skali calego kraju sie nazbiera, w wcale ci z council estates nie musza dominowac.
                      Ostanio najbardziej inspirujaca byla dla mnie historia dziewczynki z Walii, ktora wygrala konkurs ortograficzny. Mala nawet do szkoly nie chodzi bo uczy sie w domu:
                      www.agnieszkaproductions.me.uk/
                      BTW, oboje rodzicow Agnieszki sa Polakami.
                      • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 15:40
                        Rzadko bywam w Polsce, to troche nie pamietam jak to z tymi elitami i pospolstwem jest.
                        Wiem tylko, ze moi goscie z Polski patrzac na Polakow w UK wielokrotnie komentowali w stylu 'jak to dobrze ze tacy Polacy do was tu zjechali, przynajmniej w Polsce ich mniej bedzie' .
                        • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 15:55
                          Znajomi malo widzieli, i nie wszyscy Polacy w UK sa widoczni. A ci co sa widoczni w istocie stanowia wiekszosc, tyle tylko ze taka sama wiekszosc stanowia w Polsce (Michal Garpich nawet jakies badania robil pare late temu i tak mu wyszlo).
                          Blad wnioskowania wynika stad ze w Polsce ludzie tez sa posegregowani, choc mniej niz w UK. Absolwenci UJ rzadko ocieraja sie na codzien o blokersow z Nowej Huty. W UK stosunkowo czesciej sie zdarza ze Polacy z roznych klas spolecznych maja okazje sie spotkac. Dlatego ci z UJ nagle dostrzegaja tych z Nowej Huty i mysla za cala Nowa Huta zjechala do UK.
                          A to bierze sie czesciowo nieznajomosci klasowych uwarunkowan w UK. Klasa srednia z PL nie rozumie kodu klasy sredniej z UK i musi minac troche czasu az sie zorientuje, a dopoki sie zorientuje to ma zazwyczaj wiecej do czynienia z imigrancka klasa robotnicza.
                          • moccabristol Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 16:10
                            Aniu, tak na spokojnie, a czy nie jest może trochę tak , ze właśnie Twoja praca jako tłumacza trochę wypacza obraz tej nowej grupy przybyłych? Że właśnie z racji tej pracy z takim menelami masz do czynienia, z taką "bandą" jak kiedyś o nich napisałaś?
                            Tez spotykam na ulicy klnących Polaków, jak i klnących Anglików ale to nie jest moje środowisko ani moja bajka. Stąd pewnie ja i inni mi podobni oburzają się , ze wkłada się nas wszystkich do jednego wora.
                            • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 16:16
                              Wlasnie sie nad tym samym zastanawiam ;)
                              Chyba spaczenie zawodowe. Z Polakami rzeczywiscie spotykam sie prawie wylacznie na stopie zawodowej, w sadach (z ogonkiem) pracy lub na sprawach karnych, w szkolach, lub na spotkaniach z opieka spoleczna.
                              Pewnie jest sporo Polakow bardzo dbajacych o wyksztalcenie i przyszlosc swoich dzieci. Tylko dlaczego na swojej drodze ich nie spotykam, jezeli juz to tylko na tym forum. I jednym podforum :)
                  • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:08
                    Tak, sa szkoly i nawet cale regiony, gdzie Polakow jest malutko lub wcale.
                    W szkole mojej corki (katolicka, obslugujaca kilka okolicznych wsi i miasteczek) do niedawna nie ma ani jednego polskiego dziecka (nie liczac mojej corki, ktora na potrzeby raportu, o kotrym jest mowa w pierszym poscie, nie bylaby klasyfikowana jako polska emgrantka ;-) To tak sadzac po imionach i nazwiskach. Zreszta, gdyby nawet bylo polskie dziecko z brytyjskim imieniem i nazwiskiem to pewnie tez w klasyfikacji tych badan nie byloby zaliczane jako polskie dziecko.

                    Jez polskiego nie slysze W OGOLE w moim miasteczku i okolicznych miasteczkach i wsiach w ktorych sie obracam - czy to w supermarkecie, czy na zajeciach dzieci, czy gdzie indziej. A "obracam sie" w wielu miejscach, bo jestem w klubie biegaczy, w klubie kolarskim, chodze do kolka robotek na drutach, corka chodzi na balet i gitare, udzielam sie w roznych akcjach charytatywnych, w lokalnym oddziale organizacji zawodoewej itd itd. Prawde powiedziawszy, jedyne miejsce, gdzie regularnie slysze jez polski (tzn powiedzmy raz na dwie, trzy wizyty) to galeria handlowa Metro Centre ;-)
                    Za to np. czesto mnie zadziwia, jak duzo Polakow jest w niektorych miejscach, ktore sa jeszcze wiekszym koncem swiata, niz Northumberland - np szkockie Higlandy, miasteczko typu Aviemore - Polakow zatrzesienie ;-)

                    Druga sprawa, tak a propos wypowiedzi w tym watku o "elitach" i "menelach". Mnie zawsze wkurza, kiedy sie uzywa tego typu okreslen w dyskusjach o rozwarstwieniu spolecznym. Klasa robotnicza nie jest w niczym gorsza od klasy sredniej, klasy spoleczne maja inny styl zycia, inny rodzaj wyksztalcenia i wykonywanej pracy, ale na boga, to nie jest tak, ze mamy artystokratow -> inteligencje -> robotnikow -> meneli! W UK np to wlasnie working class przez cale wieki byla ostoja wartosci rodzinnych i moralnych, za to w Polsce ludzie pracujacy fizycznie czesto maja wiekszy szacunek dla wiedzy i wyksztalcenia niz niejeden inteligent itd.
                    • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:17
                      W sprawie 'meneli' to zaczyna sie zabawa w gluchy telefon ;) Ja powiedzialam, ze wiekszosc to nie elity, ironicznie mialo to byc, potem ktos powtorzyl pospolstwo, teraz mamy juz menele, w nastepnych postach to pewnie beda juz beda wykolejency, margines, recydywa....
                      • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:27
                        Tu nie chodzi o to jak sie mysli samemu tylko jak mysli wiekszosc spoleczenstwa. Oczywiscie sa ludzie ktorzy wymowe z glottal stop uwazaja za punkt honoru, ale sa i tacy, ktorzy mowienie "Can I have...?" zamiast "May I have..?" uwazaja za barbarzynstwo.
                        Klasy w UK to cyrk na kolkach i mozna sie tym niezle ubawic, a najlepiej miec komfort pozostawania poza tym cyrkiem w roli obserwatora :)
                        • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:44
                          parttimemama napisała:

                          > > . Oczywiscie sa ludzie ktorzy wymowe z glottal stop uwazaja za punkt honoru, al
                          > e sa i tacy, ktorzy mowienie "Can I have...?" zamiast "May I have..?" uwazaja z
                          > a barbarzynstwo.

                          Ja tak obok tematu, ale mnie to zaciekawilo, co ma glottal stop do klas spolecznych?
                      • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:30
                        aniaheasley napisała:

                        > W sprawie 'meneli' to zaczyna sie zabawa w gluchy telefon ;) Ja powiedzialam, z
                        > e wiekszosc to nie elity, ironicznie mialo to byc, potem ktos powtorzyl pospols
                        > two, teraz mamy juz menele, w nastepnych postach to pewnie beda juz beda wykol
                        > ejency, margines, recydywa....
                        >
                        No, ja wiem, i to nie do Ciebie bylo tylko tak "sobie a muzom", bo temat klasowosci w polskiej mentalnosci to moznaby rozwinac w osobnym watku ;-)
                        Dziwie sie jeszcze, ze nikt nie napisal, ze wiekszosc ludzi przyjechala "ze wsi" (bo "ze wsi" = gorszy!?!)
                        • messier31 Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 08:53
                          jaleo napisała:

                          > Dziwie sie jeszcze, ze nikt nie napisal, ze wiekszosc ludzi przyjechala "ze wsi
                          > " (bo "ze wsi" = gorszy!?!)

                          A z malych miast gorsi od tych z duzych, a z Warszawy gorsi od tych z Krakowa a pozniej Ci z Warszawy czy Krakowa zaczynaja sie licytowac od ilu kto pokolen a kto pierwsze pokolenie ze wsi :-) To taki polski cyrk :-)

                          Ale chyba odbiegam od tematu watku!
                          • ta_ruda Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 08:56
                            to nie tylko polski cyrk;-)
                            w UKju sie tez licytuja tylko bardziej subtelnie, kto do lepszej szkoly, kto lepszym angielskim mowi, kto gdzie mieszka, kto do jakiej klasy spolecznej przynzlezy. tez cyrk tylko w troche innym wydaniu.

                            messier31 napisała:

                            > jaleo napisała:
                            >
                            > > Dziwie sie jeszcze, ze nikt nie napisal, ze wiekszosc ludzi przyjechala "
                            > ze wsi
                            > > " (bo "ze wsi" = gorszy!?!)
                            >
                            > A z malych miast gorsi od tych z duzych, a z Warszawy gorsi od tych z Krakowa
                            > a pozniej Ci z Warszawy czy Krakowa zaczynaja sie licytowac od ilu kto pokolen
                            > a kto pierwsze pokolenie ze wsi :-) To taki polski cyrk :-)
                            >
                            > Ale chyba odbiegam od tematu watku!
                            • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 09:08
                              ta_ruda napisała:

                              > to nie tylko polski cyrk;-)
                              > w UKju sie tez licytuja tylko bardziej subtelnie, kto do lepszej szkoly, kto le
                              > pszym angielskim mowi, kto gdzie mieszka, kto do jakiej klasy spolecznej przynz
                              > lezy. tez cyrk tylko w troche innym wydaniu.

                              Naprawde? Licytuja sie? Gdzie Ty takie rozmowy slyszysz? Sek w tym, ze nie ma potrzeby sie licytowac, bo "kon jaki jest, kazdy widzi" ;-)
                    • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:23
                      Oczywiscie ze takie szkoly sa, ale mysle ze jest ich niewiele. Moze twoja szkola jest stosunkowo niewielka, np z jednka klasa na rok, wtedy isotnie prawdopodobienstwo jest male. Bo jesli jest wieksza, to skad moglabys wiedziec czy polskie dzieci sa czy nie? Polscy rodzice czesto mowia do dzieci tylko po angielsku, zwlaszcza w miejscach publicznych gdy nie chca zwracac na siebie uwagi. Oczywiscie, gdybys taka mame slyszala, to bys poznala po akcencie, ale przeciez nie wszystkich rodzicow slyszalas. Do tego, sa poslcy rodzice ktorzy zatrudniaja angielskie opiekunki (niektorym moze sie to nie miescic w glowie, ale tak bywa), wiec rodzicow pod szkola nie bedzie. Jesli dziecko na na imie Anna, Robert czy Edward to przeciez nie wiadomo czy ma polskich rodzicow. Jedyne zrodlo informacji to statystyki ze szkoly albo zaslyszane informacje ze "ta Anna is Polish", ale zeby to zaslyczec to musza to wiedziec inne dzieci lub ich rodzice. A jesli szkola w ktorej prawie nie ma mniejszosci nie robi celebry z etnicznosci i dzieci nie opowiadaja o "swoim kraju", to niby skad maja 7 latki wiedziec ze Anna jest Polish? Wiekszosc polskich dzieci w UK to 7 i 6 latki, wiec szkole dopiero zaczynaja i moze nawet PTA czy governorns nie beda zorientowani.
                      To nie jest wyssane z palca tylko przypadki z zycia.
                      • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:35
                        parttimemama napisała:

                        > Oczywiscie ze takie szkoly sa, ale mysle ze jest ich niewiele. Moze twoja szkol
                        > a jest stosunkowo niewielka, np z jednka klasa na rok, wtedy isotnie prawdopodo
                        > bienstwo jest male. Bo jesli jest wieksza, to skad moglabys wiedziec czy polski
                        > e dzieci sa czy nie?

                        Ale tu chyba nie mowimy o dzieciach, ktorych pierwszym jezykiem jest angielski lub pochodza z mieszanych rodzin, tylko o niedawno przybylych dzieciach, i takich, co edukacje rozpoczely w PL, bo chyba o tym byly te badania?

                        Mieszkam w Norhtumberland kilkanascie lat, i jak Ci powiem, ze jez polski slyszalam chyba ze dwa razy na te kilklanascie lat, to bedziesz mi wmawiac, ze to wcale nie oznacza, ze tu nie ma Polakow bo (1) sa ale mowia biegle po angielsku z lokalnym akcentem (2) maja brytyjskie imiona i nazwiska??

                        Ja wystarczajaco duzo podrozuje po UK zeby wiedziec, ze sa "skupiska" Polakow i sa miejsca, gdzie jest ich bardzo malo albo zero.
                        • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:51
                          Sa dzieci z 100% polskich rodzin dla ktorych angielski jest dominujacym jezykiem i ktore to dzieci mowia w domu po angielsku (a po polsku tylko gdy babcia przyjedzie). Wczesniej byly juz dyskusje o dwujezycznosci i wcale nie musi byc tak ze zgodnie z regula OPOL po angielsku musi mowic English native. Sa polscy rodzice mowiacy poprawnie po angielsku i rozmawiajacy z wlasnymi dziecmi po angielsku wlasnie. Czesto ci rodzice mowia po anglelsku poprawniej niz natives, choc w istocie trudno im poprawnie artykulowac glottal stop :)
                          Tak bedzie coraz czesciej, bo poki co wiekszosc polskich dzieci jest jeszcze mala, ale juz zaczynaja mowic do rodzicow tylko po angielsku, co powoduje ze i rodzice-Polacy powoli przechodza na angielski, zwlaszcza w miejscach publicznych.
                          • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:00
                            parttimemama napisała:

                            > Sa dzieci z 100% polskich rodzin dla ktorych angielski jest dominujacym jezykie
                            > m i ktore to dzieci mowia w domu po angielsku (a po polsku tylko gdy babcia prz
                            > yjedzie). Wczesniej byly juz dyskusje o dwujezycznosci i wcale nie musi byc tak
                            > ze zgodnie z regula OPOL po angielsku musi mowic English native. Sa polscy rod
                            > zice mowiacy poprawnie po angielsku i rozmawiajacy z wlasnymi dziecmi po angiel
                            > sku wlasnie. Czesto ci rodzice mowia po anglelsku poprawniej niz natives, choc
                            > w istocie trudno im poprawnie artykulowac glottal stop :)
                            > Tak bedzie coraz czesciej, bo poki co wiekszosc polskich dzieci jest jeszcze ma
                            > la, ale juz zaczynaja mowic do rodzicow tylko po angielsku, co powoduje ze i ro
                            > dzice-Polacy powoli przechodza na angielski, zwlaszcza w miejscach publicznych.

                            Alez ja nie neguje, ze sa, ale cala dyskusja jest o "polskich" dzieciach w definicji tego artykulu i badan za nim stojacych (czyli - dzieci przyjechalych niedawno, czesto poprzednio z polskich szkol, itd). I ja wlasnie o takich dzieciach pisze, kiedy mowie, ze sa ich skupiska w niektorych rejonach. Jak nie widzisz tej roznicy, to juz nie wiem, jak tlumaczyc.
                            Bo jak rozszerzymy to do dzieci "of Polish descent" to moznaby nawet moj szwagier, ktorego wielu z Was w TV ogladalo by sie na te defincje zalapal, i wg CH4 byl on Polish businessman...
                            • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:11
                              Zaden "polish descent", sa dzieci ktore sie tu urodzily 5-7 lat temu, ktorych rodzice przyjechali po wejsciu PL do Unii, ktorzy zyja dostatnio, jak "klasa srednia" i ktorych na pierwszy rzut oka trudno rozpoznac - trudno rozpoznac rodzicow a dzieci wcale sie nie da. To po prostu rodziny professionals, najrozmaitszych, a jest ich masa, zwlaszcza na zachod od Londynu (nie chodzi mi o City, zreszta tam chyba glownie single bez dzieci). Wielu ma kierownicze stanowiska, wielu juz awansowalo albo zalozylo wlasne firmy (np firmy IT z odzialami w PL), niektorzy "tworza miejsca pracy". Nie chodzi tu o milonerow typu Kinga Legg ale o dochod £60K. O takich ludziach DM nigdy nie napisze bo to sie po prostu nie miesci w pale, zbyt duzy dysonans poznawaczy.
                              • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 19:02
                                parttimemama napisała:

                                > Zaden "polish descent", sa dzieci ktore sie tu urodzily 5-7 lat temu, ktorych r
                                > odzice przyjechali po wejsciu PL do Unii, ktorzy zyja dostatnio, jak "klasa sre
                                > dnia" i ktorych na pierwszy rzut oka trudno rozpoznac - trudno rozpoznac rodzic
                                > ow a dzieci wcale sie nie da. To po prostu rodziny professionals, najrozmaitszy
                                > ch, a jest ich masa, zwlaszcza na zachod od Londynu (nie chodzi mi o City, zres
                                > zta tam chyba glownie single bez dzieci). Wielu ma kierownicze stanowiska, wiel
                                > u juz awansowalo albo zalozylo wlasne firmy (np firmy IT z odzialami w PL), nie
                                > ktorzy "tworza miejsca pracy". Nie chodzi tu o milonerow typu Kinga Legg ale o
                                > dochod £60K. O takich ludziach DM nigdy nie napisze bo to sie po prostu ni
                                > e miesci w pale, zbyt duzy dysonans poznawaczy.

                                Dobra, jeszcze raz, ale naprawde nie wiem, jak to prosciej jeszcze napisac, bo caly czas sie nie rozumiemy. To nie sa te dzieci, ktore "podnosza poziom" w brytyjskich szkolach, o kotrych byly te badania i ten artykul! "Impact of non-native speakers on the results of children in English primary schools". A gdyby jeszcze to bylo malo, kilka razy wspominaja, ze te dzieci "arrived better educated" itd.
                              • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 20:41
                                To po prostu rodziny professionals, najrozmaitszy
                                > ch, a jest ich masa, zwlaszcza na zachod od Londynu (nie chodzi mi o City, zres
                                > zta tam chyba glownie single bez dzieci). Wielu ma kierownicze stanowiska, wiel
                                > u juz awansowalo albo zalozylo wlasne firmy

                                W City jest bardzo niewielu Polakow (chyba ze w sklepach z kanapkami i restauracjach). Bierze sie to pewnie stad ze jesli ktos mial dobra prace i zawod w Polsce, to raczej nie mial potrzeby emigrowac za chlebem, i emigracje sa takie glownie w stylu Niemcow czy Holendrow, czyli kwestia innego doswiadczenia zawodowego, znaczenie City w swiecie finansow, etc.
                    • moccabristol Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:41
                      jaleo napisała:

                      > Klasa robotnicza nie jest w niczym gorsza od klasy sredniej, k
                      > lasy spoleczne maja inny styl zycia, inny rodzaj wyksztalcenia i wykonywanej pr
                      > acy, ale na boga, to nie jest tak, ze mamy artystokratow -> inteligencje -&
                      > #62; robotnikow -> meneli!

                      Tylko dla wyjaśnienia menel w żaden sposób nie = się - robotnik. Ani słownikowo ani w potocznym znaczeniu. Menelem może stać się każdy bez względu na klasę społeczną. To rodzaj degeneracji, która jest niezależna od wykształcenia ,a jedynie od własnych wyborów życiowych.
                      • glasscraft Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:43
                        A czy jaleo napisala gdziekolwiek, ze robotnik rowna sie menel?
                      • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 17:51
                        moccabristol napisała:

                        >
                        > Tylko dla wyjaśnienia menel w żaden sposób nie = się - robotnik. Ani słownikow
                        > o ani w potocznym znaczeniu. Menelem może stać się każdy bez względu na klasę
                        > społeczną. To rodzaj degeneracji, która jest niezależna od wykształcenia ,a jed
                        > ynie od własnych wyborów życiowych.

                        Masz absolutna racje. Moj post napisalam tylko "ku przestrodze", bo watek jakos tak wyewaluowal od napisania, ze wielu Polakow, ktorzy przyjechali do UK, jest zmuszonych mieszkac w nieciekawych dzielnicach, do tego, ze wieszkosc ludzi, co tu przyjechala, pracuje fizycznie, az do tego, ze przyjechalo duzo meneli. Nawoluje, zeby sie otrzasnac ze takiego toku myslenia.
                        Co wiecej, dla mnie wlasnie tu jest pies pogrzebany jesli chodzi o te dobre wyniki polskich dzieci w szkolach i ich gorowanie nad rowniesnikami - sa to dzieci czesto z "biednych" jak na standardy brytyjskie, domow, ale z wartosciami, ktore niestety rzadko sie w tubylczych "biednych" domach spotyka - a dlaczego rzadko, to tez temat na osobny watek :-)
                        • moccabristol Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:07
                          jaleo napisała:

                          > Masz absolutna racje. Moj post napisalam tylko "ku przestrodze", bo watek jak
                          > os tak wyewaluowal od napisania, ze wielu Polakow, ktorzy przyjechali do UK, je
                          > st zmuszonych mieszkac w nieciekawych dzielnicach, do tego, ze wieszkosc ludzi,
                          > co tu przyjechala, pracuje fizycznie, az do tego, ze przyjechalo duzo meneli.
                          > Nawoluje, zeby sie otrzasnac ze takiego toku myslenia.

                          Dokładnie się z Tobą zgadzam. Start tych, już się boje nawet nazwać "normalnych " rodzin są trudne. Szczególnie tych , którzy borykają się z językiem , zamieszkują kątem u znajomych albo po prostu tam gdzie najtaniej ,żeby dać na początek radę ale z czasem orientują się , ze można mieszkać lepiej , w lepszej, spokojniejszej dzielnicy, z lepszą szkołą i często właśnie ze względu na edukacje dzieci szukają innych miejsc, bo dostrzegają potrzebę nauki aby dzieciom było lepiej. I z takim podejściem mamy potem uczniów, którzy osiągają bardzo dobre wyniki i w dalszej edukacji.




                        • aniaheasley Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:12
                          Jaleo, mysle ze masz bardzo idealisyczne wyobrazenie o aspiracjach polskiej tzw. Klasy robotniczej. A co do odpowiedzi na pytanie dlaczego tychze aspiracji wedlug Ciebie (podkreselenie wedlug CIEBIE) nie ma English working class to zapewne dlatego ze niedobra pani Thatcher ich przemysl rozwalila I chec do pracy na dziesiatki lat odebrala...? :))))
                          • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:54
                            aniaheasley napisała:

                            > Jaleo, mysle ze masz bardzo idealisyczne wyobrazenie o aspiracjach polskiej tzw
                            > . Klasy robotniczej. A co do odpowiedzi na pytanie dlaczego tychze aspiracji we
                            > dlug Ciebie (podkreselenie wedlug CIEBIE) nie ma English working class to zapew
                            > ne dlatego ze niedobra pani Thatcher ich przemysl rozwalila I chec do pracy na
                            > dziesiatki lat odebrala...? :))))
                            >
                            No a jak ze by inaczej? ;-)

                            Co do polskiej "klasy robotniczej" to pisze z doswiadczenia na podstawie rodzin, na ktore mialam okazje tu sie natknac.
                            Piszac o tubylczych ludziach "biednych" w cudzyslowiu celowym, to nie working class mialam na mysli, ale to tez wina Thatcher :-D

                        • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:45
                          To nie tak ze wiekszosc ludzi ktora tu przyjechala pracuje fizycznie (czy tez unskilled jako service), bo po prostu wiekszosc ludzi tak pracuje, i w UK i w PL. Jesli sie litowac, to trzeba tak samo sie litowac nad innnymi. Nie ma podstaw zeby sadzic ze wsrod imigrantow polskich w UK jest procentowo wiecej unskilled labour niz wsrod rodzimej populacji, czy tez w ogolnej populacji w PL. Wszedzie jest rozklad wedlug krzywej i te krzywe sie pokrywaja. Najbogatszy czlowiek z Polski tez mieszka w UK i swoje dzieci (a raczej dzieci jego polskiej zony) ksztalci w UK. Sa tacy co mieszkaja w squatach, ale przeciez nie tylko Polacy tak mieszkaja, tyle tylko ze o Polakach napisze DM.

                          Polscy imigranci sa mlodzi, zdrowi, ambitni i zahartowani. Nad jednymi mozna sie litowac bo biedni working class, a innych mozna nienawidziec jak kapitalistycznych krwiopijcow, bo tacy tez sa - podazajac klasowym tokim myslenia.

                          Kiedys na forum DT byla dyskusja o zatrudnianiu Polakow. Chyba przy okazji tych kanapek z bekonem. Czytelnicy pisali, jak zwykle, ze trzeba zatrudniac miejscowych. Skomentowal tez polski przedsiebiorca ktory zatrudnia ponad 20 osob i ktory sie z tym zgodzil piszac ze akurat w jego branzy komunikacja jest kluczowa i zatrudnia tylko natives.
                          • espionka Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 18:55
                            nie siedze w temacie, nie znam danych ale mam takie samo wrażenie jak aniaashley - większość Polaków wykonuje tu pracę nie wymagającą wyższych kwalifikacji.

                            A propo edukacji to mam tu dwóch znajomych wykładowców na uniwerkach i oni strasznie narzekają na angielskich studentów, że są leniwi (przytaczam wyłacznie opinie), na uniwersytecie w Guildford gdzie wykłada jeden z nich 50 % studentów stanowią obcokrajowcy. To raczej sporo.
                            U męża w pracy bardzo mało zgłasza się absolwentów Anglików, brakuje ludzi do pracy i muszą ściągać inżynierów z całego świata (ale ci starsi już zatrudnieni reprezentują wysoki poziom wiedzy).
                            Czytam również o tym w branżowej gazetce :(
                            Dlaczego tak jest? przecież mają ten Cambridge itd.
                            Ja się tylko zastanawiam :) chętnie poczytałabym jakieś dane, ilu Anglików idzie tutaj na studia i wybiera kierunki techniczne?


                            • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 21:45
                              Raz jeszcze, nikt nie twierdzi ze wiekszosc Polakow w UK wykonuje prace wymagajaca wyzszych kwalifikacji, bo rowniez wiekszosc Anglikow takiej pracy nie wykonuje. CHodzi o to, ze w przedziale wiekowym 20-30 latkow, poziom tych kwalifikacji jest podobny, jesli nie jest to praca wymagajaca doskonalej znajomosci jezyka (tu np specjalisci IT czy telecom nadrobia innymi umiejetnosciami, a wielu zna inne jezyki obce).

                              Poza tym czesto sie slyszy ze wielu polakow pracuje w UK ponizej swoich kwalifikacji z Polski. Ale czesto te kwalifikacje z PL sa pozorne, to sa dyplomy z europeistyki czy turystyki z prywatnych uczelni, ktore przy calym szacunku, nie swiadcza o wyzszych kwalifikacjach. Tacy absolwenci rowniez w PL pracuja w marketach na kasie czy w hurtowniach, chyba ze maja tzw "plecy".
                              • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 22:03
                                >Ale czesto te kwalifikacje z PL sa pozorne, to sa dyplomy z europeistyki czy turystyki z >prywatnych uczelni, ktore przy calym szacunku, nie swiadcza o wyzszych kwalifikacjach.

                                +
                          • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 19:16
                            parttimemama napisała:

                            > To nie tak ze wiekszosc ludzi ktora tu przyjechala pracuje fizycznie (czy tez u
                            > nskilled jako service), bo po prostu wiekszosc ludzi tak pracuje, i w UK i w PL
                            > . Jesli sie litowac, to trzeba tak samo sie litowac nad innnymi. Nie ma podstaw
                            > zeby sadzic ze wsrod imigrantow polskich w UK jest procentowo wiecej unskilled
                            > labour niz wsrod rodzimej populacji, czy tez w ogolnej populacji w PL.

                            Polacy sa najnizej zarabiajaca grupa etniczna w UK. Tak wynika z badan Public Policy Research.
                            • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 19:33
                              Byc moze, ale trzebaby porownac apples with apples. Polacy w UK to glownie 20-30 latkowie, a wiec na dorobku. Jedyne sensowne porownanie to do ich rowiesnikow np Anglikow czy Szkotow. Oczywiscie uwzglednic 50 letnich angielskich dyrektorow, prezesow czy po prostu spadkobiercow-kapitalistow, to Polacy zarabiaja mniej.
                              Rowniez pod kontem oszczednosci Polacy mogliby wypasc lepiej niz Anglicy z tej samej grupy wiekowej.
                              Niech nam nie wmawaiaja ze jestesmy gorsi bo jeszcze w to zaczniemy wierzyc.
                              • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 19:51
                                parttimemama napisała:

                                > Niech nam nie wmawaiaja ze jestesmy gorsi bo jeszcze w to zaczniemy wierzyc.

                                No wlasnie taka mentalnosc jak Twoja mnie wkurza - ktos zarabia malo albo jest biedny to jest "gorszy".

                                Polacy zarabiaja mniej od Somalijczykow i Balgladeshi bo niedawno tu przyjechali, bo nie znaja jezyka - jest tysiace innych powodow. Przytoczylam te statystyki w odpowiedzi na Twoje twierdzenie, ze Polacy w UK pracuja w najnizszych stanowiskach w tych samych proporcjach, co natywni, bo to jest nieprawda.
                                • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 20:28
                                  W zadnym wypadku nie chodzilo mi o to ze sa gorsi w sensie oceniajacym tylko w sensie czysto obiektywnym: zarabiaja gorzej, ale tez ze sa "pozytywnie gorsi", czyli w jakis sposob poszkodowani, "biedni", mniej zaradni, trzeba im pomagac, trzeba sie nad nimi litowac itp.

                                  Czy naprwde Polacy w UK (z oewej imigracji) zarabiaja mniej niz przybysze z Bangladeszu i Somalii? Czy statystyki uwzglednialy wszystkich Somalijczykow, rowniez tu urodzonych? Bo jesli tak, to Polakow powojennych tez trzebaby uwzgledniac - wielu z nich - dzieci/wnukow imigrantow - wpisuje w formularze British czy nawet English. Nie upieram sie ze tak nie jest, tylko mnie to zaskakuje. Co do Hindusow to watpliwosci raczej nie ma.
                                  Czy te dane sa na podstawie badan ankietowych, z HMRC (self-assesment), czy z jeszcze innych zrodel? A moze do dochodu doliczane sa wszystkie benefity, w ktorych chyba Polacy nie przoduja.
                                  • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 20:42
                                    parttimemama napisała:

                                    > W zadnym wypadku nie chodzilo mi o to ze sa gorsi w sensie oceniajacym tylko w
                                    > sensie czysto obiektywnym: zarabiaja gorzej, ale tez ze sa "pozytywnie gorsi",
                                    > czyli w jakis sposob poszkodowani, "biedni", mniej zaradni, trzeba im pomagac,
                                    > trzeba sie nad nimi litowac itp.
                                    >
                                    > Czy naprwde Polacy w UK (z oewej imigracji) zarabiaja mniej niz przybysze z Ban
                                    > gladeszu i Somalii? Czy statystyki uwzglednialy wszystkich Somalijczykow, rowni
                                    > ez tu urodzonych? Bo jesli tak, to Polakow powojennych tez trzebaby uwzgledniac
                                    > - wielu z nich - dzieci/wnukow imigrantow - wpisuje w formularze British czy n
                                    > awet English. Nie upieram sie ze tak nie jest, tylko mnie to zaskakuje. Co do H
                                    > indusow to watpliwosci raczej nie ma.
                                    > Czy te dane sa na podstawie badan ankietowych, z HMRC (self-assesment), czy z j
                                    > eszcze innych zrodel? A moze do dochodu doliczane sa wszystkie benefity, w ktor
                                    > ych chyba Polacy nie przoduja.

                                    Nie mam pojecia, jak badania byly robione, ale statystyki sa na podstawie median wage, wiec benefity raczej nie byly brane pod uwage. Ale nadal nie rozumiem, co chcesz udowodnic tak zajadle kwestionujac fakt, ze Polacy w UK na ogol sa malo zamozni?

                                    Co do lepszy-gorszy, odnosze sie do calosci Twoich wypowiedzi, z ktorych jakis taki snobizm przebija. Nie wiem skad wzielas tych poszkodowanych, i godnych litosci? Czy czlowiek pracujacy fizycznie jest poszkodowany? Czy kazdy musi byc "z zawodu dyrektorem" jak to jedna pani mowila? Czy polski emigrant zarabiajacy £60K w City to jest lepszy emigrant od tego zarabiajacego minimalna stawke? A juz jak nie mozna go odroznic od Anglika to juz jest w ogole jest elita emigracyjna, bo Ci, co sa na stanowiskach i dobrze zarabiaja, to na Polakow nie wygladaja w ogole :-D

                                    Jak ktos mieszka na Scotswood w Newcastle otoczony rodzinami zywcem z Jeremy Kyle show, i ma na tyle energii i samozaparcia, zeby pracowac na kilka etatow, a jego dzieci ucza sie lepiej od tubylczych, to mozna byc z tego dumnym. A Ty jakos tak koniecznie chcesz udowadniac, ze na jednego takiego z Scotswood przypada jeden polski dyrektor z szesciocyfrowa pensja. W jakim poronionym systemie wartosci to jest w ogole wazne???
                                    • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 21:25
                                      Zadnego systemu wartosci w tym nie ma, chodzi tylko o fakty. Na jednego polskiego dyrektora moze przypada 1000 polskich "zmywakow", ale tez na jednego angielskiego dyrektora (mowimy o przedziale wiekowym 20-30 latkow) przypada 1000 angielskich manual workers. Podobne proporcje bylyby w Polsce.

                                      Ale poniekad wizerunek Polakow w UK jest dla mnie wazny (mimo mojego egalitarnego systemu wartosci). Lepiej by bylo zeby slowo Polak nie kojarzylo sie Anglikom z hard work for low pay, zwlaszcza ze ani jedno ani drugie nie musi byc statystycznie prawdziwe. Moze tak bylo 8 lat temu, kiedy nowoprzybyli lapali sie pracy za zanizone stawki, ale z czasem sie zorientowali, doszkolili, doszlifowali jezyk, zmienili prace albo przeszli na swoje. Moze nie w Newcastle, ale przeciez miejscowi w Newcastle przeda podobnie, wiec chyba Polacy szczegolnie nie odstaja.

                                      A jesli chodzi o statystyki, to podejrzewam ze wliczono w nie pracownikow tymczasowych zboerajacych truskawki za £2 na godzine lub sprzatajacych pokoje hotelowe za £3. Ci ludzie nie sa imigrantami, oni zyja w obozach pracy i mysle ze wieklszosc z nich nie ma dzieci w angielskich szkolach. Somalijczycy tak nie pracuja, bo nie przyjechali tu z Somalii na pol roku. Tak, tym ludziom trzeba jakos pomoc, nawet gdyby oznaczalo to litosc.
                                      • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 22:00
                                        >Na jednego polskiego dyrektora

                                        a sa tu tacy? chyba wlasnych malych firm dyrektorzy... albo jakas naturalnie przydzielona pozycja ze wzgl na rodzaj regionu jakim sie zajmuje :Head of Sales for Eastern Europe

                                        Kurcze... pracuje w 10tysiecznej korporacji i jak okiem siegam to we wszystkich oddzialach USA i UK tylko znam jednego dyrektora jakiego English is not a native language ( facet Wloch). W poprzedniej firmie tez wielotysiecznej byl tylko dyrektor od finansow z Indii ( trzeba przyznac ze byl dziesiec razy lepszy niz jakikolwiek konkurent) ale poza tym niestety:( nie spotkalam sie....
                                        • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 22:24
                                          > Kurcze... pracuje w 10tysiecznej korporacji i jak okiem siegam to we wszystkich
                                          > oddzialach USA i UK tylko znam jednego dyrektora jakiego English is not a nati
                                          > ve language ( facet Wloch). W poprzedniej firmie tez wielotysiecznej byl tylko
                                          > dyrektor od finansow z Indii ( trzeba przyznac ze byl dziesiec razy lepszy niz
                                          > jakikolwiek konkurent) ale poza tym niestety:( nie spotkalam sie....

                                          W City calkiem sporo, bardzo naturalna jest obecnosc obcokrajowcow np Holendrow, Niemcow.
                                          • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:22
                                            > W City calkiem sporo, bardzo naturalna jest obecnosc obcokrajowcow np Holendrow
                                            > , Niemcow.

                                            ale ja nie mowie o ludziach jacy pracuja w City. City to po prostu dzielnica z profilem It/Finance w jakiej pracuje i moja kolezanka jako ksiegowa jaka nie jest zadnym dyrektorem. Lata temu i ja tam mieszkalam ( niestety na Aldgate) i pracowalam jak masy ludzi.

                                            Mowie o bardzo wysokich stanowiskach.
                                            Z moich obserwacji wynika, ze mimo wszystko istnieje widocznie jakas tam bariera ."jakas tam" skoro przy statystycznie tylu jest emigrantow a na najwyzsze stanowiska w duzych firmach ci non-native-speakers rzadko sie oni dostaja.
                                            • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:28
                                              City to po prostu dzielnica z
                                              > profilem It/Finance w jakiej pracuje i moja kolezanka jako ksiegowa jaka nie je
                                              > st zadnym dyrektorem. Lata temu i ja tam mieszkalam ( niestety na Aldgate) i pr
                                              > acowalam jak masy ludzi.

                                              Przyznam ze nie bardzo rozumiem co napisalas:)) Napisz jakos przystepniej no:)

                                              > Mowie o bardzo wysokich stanowiskach.
                                              No dokladnie o tym ja mowie:)) Mowie o typowych wysokich stanowiskach w City, w bankach inwestycyjnych, duzych korporacjach finansowych, etc. To tak miedzynarodowe srodowisko ze mieszanina narodowosci jest czyms normalnym:)
                                              • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:34

                                                > Przyznam ze nie bardzo rozumiem co napisalas:)) Napisz jakos przystepniej no:)

                                                bo ja zrozumialam, ze opisujesz ze w City pracuja i Polacy. Oczywiscie- pelno tam polskich informatykow, chodzilo mi o stanowiska top executives

                                                >wie o typowych wysokich stanowiskach w City, w
                                                > bankach inwestycyjnych, duzych korporacjach finansowych, etc. To tak miedzynar
                                                > odowe srodowisko ze mieszanina narodowosci jest czyms normalnym:)

                                                Masz jakies przyklady?
                                                Nie, ze ci nie wierze, ale pracuje przez cale zycie w miedzynarodowych organizacjach typu matrix, ale jak siegne w pamieci w przeszlosci czy rozejrze sie obok nazwiska top executives i non natives to jakas rzadkosc na tym poziomie z wyjatkiem jak mowilam tzw regional positions.
                                                • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 00:20
                                                  > bo ja zrozumialam, ze opisujesz ze w City pracuja i Polacy. Oczywiscie- pelno t
                                                  > am polskich informatykow, chodzilo mi o stanowiska top executives

                                                  Nie, nie mialam na mysli Polakow, w sumie nie napisalam co mialam na mysli, konkretnie myslalam o korporacjach bankowo-inwestycyjno-ubezpieczeniowych ktore zwykle mocno miedzynarodowe sa. Ale Polakow w pracy ja osobiscie widze tylko w kafejach jak wychodze po lunch. Zawodowo w moim bliskim otoczeniu Polakow nie spotkalam jeszcze, moze pare razy gdzies smignelo polskie nazwisko, ale raczej w typowej 'support function', na pewno nie dyrektorskie stanowiska tutaj.

                                                  > Masz jakies przyklady?
                                                  Pelno:)
                                                  www.prudential.co.uk/prudential-plc/aboutpru/ourpeople/ourboard/
                                                  www.deloitte.com/view/en_GB/uk/industries/financial-services/19a3bb4b7100e110VgnVCM100000ba42f00aRCRD.htm
                                                  www.efinancialnews.com/story/2012-03-07/goldman-sachs-international-reshuffles-board-yoel-zaoui-christopher-french-david-wildermuth-matthew-westerman
                                                  Czy np CEO Lloyds group, António Horta-Osório
                                                  I wyjatkowo 'brytyjska' firma, tez ma non-native nawet:) www.aviva.com/investor-relations/corporate-governance/board-of-directors/
                                                  • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 00:34
                                                    no ale ja o Polakow konkretnie pytam, bo takich paru non-natives wyjatkow tez spotkalam paru i nawet podalam dwie osoby.

                                                    Zawodowo w moim bliskim otoczeniu Polakow nie spo
                                                    > tkalam jeszcze, moze pare razy gdzies smignelo polskie nazwisko, ale raczej w t
                                                    > ypowej 'support function', na pewno nie dyrektorskie stanowiska tutaj.

                                                    no wlasnie. To jest tez moje spostrzezenie i zastanawia mnie dlaczego..
                                                  • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 00:42
                                                    > no wlasnie. To jest tez moje spostrzezenie i zastanawia mnie dlaczego..

                                                    Moje calkiem osobiste spostrzezenie? Czesto sa do tylu z networking i czasem maja za duze narodowe poczucie waznosci (Polak wszystko wie najlepiej, Polacy to najlepsi matematycy/leakrze itp, dumy i powagi:)) Podkreslam slowo 'czasem'. Kwestia czasu i asymilacji pewnie.
                                                  • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 00:48
                                                    ale zwaz yumemi, ze Amerykanie jeszcze bardziej sa nadeci i nikt tam nikogo specjalnie nie slucha... a jednak ekonomie rozwineli niezle w swoim kraju.
                                                  • yumemi Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 11:12
                                                    princesswhitewolf napisała:

                                                    > ale zwaz yumemi, ze Amerykanie jeszcze bardziej sa nadeci i nikt tam nikogo spe
                                                    > cjalnie nie slucha... a jednak ekonomie rozwineli niezle w swoim kraju.

                                                    Sa bardziej pozytywni, otwarci. U Polakow problemem jest to odwieczne pomieszanie kompleksu wyzszosci z kompleksem nizszosci. Mam nadzieje ze lata otwartosci na swiat beda to zmieniac.
                                                  • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 25.05.12, 11:32
                                                    Zgadzam sie w zupelnosci z uzyciem slowa <pozytywni>. To fakt. Nie narzekaja jak nasi rodacy. Otwarci tez sa. Pracuje w firmie amerykanskiej ( jak i i przez 5 lat na zach wybrzezu US studiowalam) i musze przyznac ze maja pewna ceche: kazdy z nich uwielbia zabierac glos bez wzgledu czy maja cos sensownego do powiedzenia czy tez tylko mowia by „zaistniec”. Meetingi przeciagaja sie na cale godziny. Wole pod tym wzgledem brytyjczykow jacy sa bardziej rzeczowi.


                                        • jaleo Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 22:27
                                          princesswhitewolf napisała:

                                          > >Na jednego polskiego dyrektora
                                          >
                                          > a sa tu tacy? chyba wlasnych malych firm dyrektorzy... albo jakas naturalnie p
                                          > rzydzielona pozycja ze wzgl na rodzaj regionu jakim sie zajmuje :Head of Sales
                                          > for Eastern Europe

                                          Sa, tylko Ty ich nie zauwazasz, bo sie tak upodobnili do Brytyjczykow, ze sie niczym nie roznia :-DD
                                          • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:03
                                            > Sa, tylko Ty ich nie zauwazasz, bo sie tak upodobnili do Brytyjczykow, ze sie n
                                            > iczym nie roznia :-DD

                                            nazwiska imiona i akcent tez pozmieniali:/ widac
                                        • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 22:43
                                          Moze nie top executives, bo to tez kwestia wieku, wiec 20-30 latkow wielu top execs nie bedzie, ale senior managers juz jest troche. Proponuje wejsc na LinkedIn, wybrac kraj UK a w wyksztalceniu wpisac uniwersytet albo akademia (po polsku). Mozna tez wybrac polski jako znajomy jezyk, ale nie wszyscy Polacy wpisuja jezyk polski (!). Sa ludzie obracajacy milionami.
                                          • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:10
                                            Ja o top executives mowie przeciez a nie jakims manager jakich na peczki nawet w wydaniu senior.... Managerem to jestem od 2000r, obracam tez potezna suma w robocie - zadna atrakcja ( bo nie moje lol), takich jak ja to w setkach w kazdej korporacji. Pytam sie o CEO, dyrektorach w wielkich firmach, czy szefach dzialow, heads, managing directors zwal jak zwal ale wysoko- nie znam ich tu i w USA innych niz Amerykanow czy Brytyjczykow z naprawde nielicznymi wyjatkami. Tylko szefowie dzialu na Polske, tzw Europe wschodnia bywaja Polakami Oooo przepraszam, kiedys pracowalam w francusko-brytyjskiej firmie i dyrektorem marketingu byl... Francuz....
                                            • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:47
                                              Zgadza sie. Polskich CEOs duzych korporacjach na Zachodzie nie ma bo:
                                              1) Sa jeszcze za mlodzi jesli kariere zaczynali na Zachodzie
                                              2) Sa juz za starzy jesli ja zaczynali w centralach handlu zagranicznego :)
                                              Byc moze dochodzi jeszcze kwestia osobowosci, bo zeby byc top exec to zazwyczaj trzeba byc niemal pozbawionym emocji robotem albo i "sprzedac dusze diablu". Byc moze ludzie wychowani w kulturze Europy wschodniej (ale i poludniowej) sie do tego nie nadaja, bo sa zbyt emocjonalni, maja dylematy, sa za slabi zeby byc ostatnim sukinsynem? Podejrzewam ze wielu polskim imigrantom wychowujacym sie w UK przyjdzie to latwiej, choc wcale im tego nie zycze. Znacznie lepiej byc super specjalista z pewnym zawodem i przebierac w ofertach za £50-100K niz wyrzekac sie czlowieczenistwa za milion(y).

                                              Podobno Polacy maja duze wziecie w chinskich korporacjach, jakos sie latwo dopasowuja kulturowo.
                                              • princesswhitewolf Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 23:52
                                                parttimemama napisała:

                                                > Zgadza sie. Polskich CEOs duzych korporacjach na Zachodzie nie ma bo:
                                                > 1) Sa jeszcze za mlodzi jesli kariere zaczynali na Zachodzie

                                                moze tu jest pies pogrzebany...- zobaczymy za jakis czas jak dobija 50tki


                                                > Byc moze dochodzi jeszcze kwestia osobowosci, bo zeby byc top exec to zazwyczaj
                                                > trzeba byc niemal pozbawionym emocji robotem albo i "sprzedac dusze diablu".

                                                Eeee przesadzasz. Moja bezposrednia szefowa jest vice president w wielotysiecznej firme i jest zupelnie sympatyczna Matka Amerykanka. Ot siedzi w firmie od 18tu lat..... i tak wyszlo

                                                > Podobno Polacy maja duze wziecie w chinskich korporacjach, jakos sie latwo dopa
                                                > sowuja kulturowo.

                                                :))))))))
                                        • parttimemama Re: no oczom własnym nie wierzę 24.05.12, 22:48
                                          i jeszcze "politechnika"
                                          • espionka Engineering and technology 25.05.12, 11:03
                                            Mnie bardziej nurtuje dlaczego brak jest młodych inżynierów (np.elektryków, piping itd.) w UK?, dlaczego tak mało Anglików przychodzi do pracy po kierunkach ścisłych?
                                            dlaczego pracownikow trzeba sprowadzać z całego świata zamiast zatrudniać Anglików?
                                            U męża w pracy płacą 1000 funtów za polecenie inżyniera z Polski, z którym firma podpisze umowe bo brakuje ich wśród Anglików. Owszem są starsi projektanci,designerzy itd. ale brak nowej kadry do pracy.
                                            Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje przecież mają Cambridge, Oxford itd.

                                            Kolega (Polak) wykładowca na University of Surrey twierdzi, ze 50 % studentów stanowią obcokrajowcy. To według mnie dużo, dlaczego Anglicy nie chcą studiować?

                                            Czytam o tym również w miesięczniku "Engineering and technology"

                                            The organisation's annual report on the state of UK engineering gives an estimated need for an additional 2,217,500 engineers over the next 5 to 10 years, but warns that jobs will move abroad if UK skills base cannot meet the demmand.

                                            ... the message for parents, teachers was "take physics and maths"
                                            już więcej nie przepisuję :)

                                            • princesswhitewolf Re: Engineering and technology 25.05.12, 11:37
                                              Espionka bo zapotrzebowanie na inzynierow wszelakiej masci w UK jest duuuzo wieksze niz np w Polsce. Ponadto byle inzyniera to nie problem znalezc. Problem ze znalezieniem kogos z wieloletnim doswiadczeniem w bardzo scislej dziedzinie, a niestety to taka branza, ze jest setki podzialow i odmian ich.
                                              • espionka Re: Engineering and technology 25.05.12, 11:52
                                                wiem, że to wąska branża
                                                ale skoro jest takie zapotrzebowanie to dlaczego tak mało absolwentów zgłasza się do pracy?
                                                i to już nawet nie chodzi o specjalistów z doświadczeniem ale dosłownie o ludzi świeżo po studiach, ich też chce firma zatrudniać, przechodzą specjalny proces rekrutacyjny, szkolą się szybko, w czym problem?
                                                Często to nawet nie jest kwestia posiadania dyplomu ukończenia uczelni tylko znajomość programów, nabycia doświadczenia i można pracować np. na stanowisku designera i to też nie za małe pieniądze
                                                • princesswhitewolf Re: Engineering and technology 25.05.12, 11:55
                                                  Moja aktualna lokalizacja to R&D dzial pelen engineerow ( chociaz nie jestem akurat czescia tego dzialu). 80% procent inzynierow mechanical, applicational, software etc – to nie sa obcokrajowcy tylko brytyjczycy. W poprzedniej firmie bylo podobnie.
                                                  Troche cos nie tak z tymi statystykami
                                                • poppy76 Re: Engineering and technology 25.05.12, 11:56
                                                  Espionka, o jakim programie mowisz? autocad?
                                            • jaleo Re: Engineering and technology 25.05.12, 11:52
                                              espionka napisała:

                                              > Mnie bardziej nurtuje dlaczego brak jest młodych inżynierów (np.elektryków, pip
                                              > ing itd.) w UK?, dlaczego tak mało Anglików przychodzi do pracy po kierunkach ś
                                              > cisłych?

                                              Jest kilka przyczyn, nauczanie matmy is sciences w szkolach bardzo sie zmienilo przez ostatnie kilkanascie lat, enzynieria wypadla z "mody", itd

                                              > Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje przecież mają Cambridge, Oxford itd.

                                              Oraz pare innych uniwersytetow kotre w inzynieri maja szczytne tradycje i wysoki poziom

                                              >
                                              > Kolega (Polak) wykładowca na University of Surrey twierdzi, ze 50 % studentów s
                                              > tanowią obcokrajowcy. To według mnie dużo, dlaczego Anglicy nie chcą studiować?

                                              Hmm, to jest chyba troche urban myth, bo w 2009 roku po raz pierwszy w historii byl spadek (1% czyli nic ;-) w liczbie brytyjskich studentow.

                                              To nie jest tak, ze Brytyjczykow mniej studiuje, to obcokrajowcow wiecej studiuje.

                                              Duze znaczenie ma tu zjawisko, ze studia w UK sa postrzegane jako stosunkowo latwy (i w porownaniu z niektorymi innymi sposobami) tani sposob na osiedlenie sie w UK na stale. Uniwersytety tutejsze sa wrecz oblegane przez obcokrajowcow, i uniwersytetom to bardzo na reke (finansowo).

                                              Do tego dochodza takie anomalie, jak np fakt ze Anglik chcacy studiowac na szkockim uniwerku musi oplacic czesne, a np Niemiec czy Holender moze tam studiowac za darmo.
                                              • espionka Re: Engineering and technology 25.05.12, 12:19
                                                >Jest kilka przyczyn, nauczanie matmy is sciences w szkolach bardzo sie zmienilo przez ostatnie kilkanascie lat, enzynieria wypadla z "mody", itd

                                                i to da się odczuć i jak na razie to dla mnie jedyne sensowne wytłumaczenie od lat :(

                                                Czyli Anglicy chetnie wybierają techniczne specjalizacje ?

                                                A dysponujesz jakimiś danymi ? chetnie bym sie z nimi zapoznala bo przełożenia w pracy nie widzimy

                                                >To nie jest tak, ze Brytyjczykow mniej studiuje, to obcokrajowcow wiecej studiu
                                                je.

                                                Jestem ciekawa ilu Brytyjczyków tu studiuje? i czy to jest tendencja wzrostowa
                                                inny znajomy wykładowca statystyk (Włoch) strasznie narzeka na angielskich studentów- ale to może być jego problem :D Ale człowiek jak się tego nasłucha zaczyna w to wierzyć, eh
                                            • steph13 Re: Engineering and technology 25.05.12, 20:43
                                              espionka napisała:

                                              > Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje przecież mają Cambridge, Oxford itd.
                                              Te instutucje wypuszczaja inzynierow na rynek co roku, ale nie sa to tysiace specjalistow.
                                              >
                                              > Kolega (Polak) wykładowca na University of Surrey twierdzi, ze 50 % studentów s
                                              > tanowią obcokrajowcy. To według mnie dużo, dlaczego Anglicy nie chcą studiować?

                                              Pewnie stad, ze niewiele angielskich studentow bedzie wyrzucac pieniadze na uczelnie typu University of Surrey. A dla cudzoziemcow jest to pewien punkt zaczepienia w UK.
                                              Poza tym, zadziwiajaca ilosc absolwentow engineering wybiera prace w City, czy w roznych consulting institutions ,zamiast w wyuczonym zawodzie - szybszy progres do wysokich zarobkow wydaje sie byc motywacja..

                                              > ... the message for parents, teachers was "take physics and maths"

                                              Zeby to zrealizowac, trzeba najpierw wyszkolic przyzwoitych nauczycieli od tych przedmiotow. Jesli do zawodu nauczyciela zglaszaja sie ci, ktorym nie udalo sie znalesc nic lepszego, nic dziwnego ze nie zaszczepiaja oni zainteresowania tymi przedmiotami u uczniow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka