t.edyta
11.06.12, 12:42
Moj maz zmarl w piatek rano, przy mnie w szpitalu.
Nie cierpial z bolu ale przez ostatnie tygodnie zle sie czul i co tydzien do szpitala go zabierali.
Poza tym opiekowalam sie w nim w domu.
Mial wszystko co mozliwe (lozko szpitalne, specjalna pompe do dozowania lekow 24 godz. na dobe,pielegniarki przychodzily codziennie wymieniac.
Opieka NHS spisala sie na medal i jestem spokojna, nie mam wyrzutow sumienia,ze czegos mu nie zapewnilam a moglam.
Teraz zalatwiam (zamykam ) wszystkie jego sprawy i zaczynam zalatwiac pogrzeb.
Nie czuje sie straszliwie zalamana,moze dlatego,ze mialam czas na przygotowanie sie na jego smierc, ponad rok.
Mam kilku przyjaciol,ktorzy bardzo mile mnie zaskoczyli,ale wlasnie w takich sytuacja sie ich rozpoznaje.
Trzymam sie i w nastepnym tyg. wracam do pracy bo dotychczas bylam na bezplatnym i jest ciezko.
Niech spi w spokoju...