Dodaj do ulubionych

Live in Landlord. Mega problem

06.01.13, 23:10
Sorki dlugie bedzie :(

Jak wynajmowalismy pokoj, przy pierwszej wizycie zostalismy poinformowani,ze landlord tam tez ma pokoj ale tylko 2 tygodnie bo sie wyprowadza do swojej narzeczonej do londynu za 2 tygodnie.

No ale minelo 2 misiace i sie okazalo,ze landlord zadnej narzeczonej nie ma. Rozstal sie na 3 miseiace przed, i kupuje sobie meble i na dobre raczej w pokoju mieszka.

Wszystko ok. ale zaczyna mnie denerwowac. Bardzo chce byc ''kolega'' wyjdziesz z pokoju do kuchni on juz slyszy leci za toba i zagaduje. Meczace jak cholera szczegolnie,ze gada ciagle o sobie. Jakby jeszcze z nim dalo sie podyskutowac na jakies fajne tematy ale gdzie. Przylazi i gada jaki on jest fajny mily pomocny ;/ On nie pracuje i wynajmuje sklep pod domem zaraz.
Wszystkie produkty ma za darmo ponoc plus pizze w pizzeri obok.
On na poczatku jak cos tam gotowac pytal czy chcemy. Mysmy odmawiali,Poznie ja gotowalam to tez spytalam z grzecznosci.
Od tej pory jak tylko widzi,ze gotuje juz jest w kuchni.. Juz pyta co to, czy dobre-wie ,ze zaraz zaproponuje... jadal tak z nami prawie przez 2 m. az sie wkurzylam troche i go sposrtowalam ze dzisiaj gotuje dla siebie.I grzecznie probowalam powiedziec,ze mnie nie stac na gotowanie dla niego tez. Nie mam problemu podzielic sie gdy ma gar bigsu czy zupy ale jak robie rolady czy kotlety to on wiecznie tez chcial. A to np. byloby na drugi dzien to juz zjedzone bo on jednak duzy facet nasze dwie porcje sam praktycznie pochlanial. Ukrocilam to.
Wzial sie na inny sposob. Stwierdzil,ze jestemy jak rodzina i wszytskim sie dzielimy. Cala sol nam wykorzystal- nie odkupil. Jak cos sie skonczy jemu po prostu bierze sobie.
Jajka, cukier cokolwiek. Probowalam rozmawiac, ze nie ma problemu ale zeby odkupil jak wezmie. Tak-tak. I dalej to samo. Ma za darmo doslownie s kroki do sklepu.... nie wezmie nasze. Ponad miesiac uzywal sobie naszych produktow.
Jak juz zaczal normalnie mieso z zamrazarki wybierac i lody itp. to juz sie naprawde zdraznilam i kazalam odkupic tu i teraz. Odkupil. Ale dalej mam wrazene ze podbiera.
On kupuje zawsze litr mleka. I za kazdym razem jak mu sie te mleko konczy on moi-to ty nie kupuj ja kupie... nie docieraja do niego slowa ze my mleka nie uzywamy (jak juz to rzadko i wtedy kupuje mala butelke) ale on sobie ubzdural ,ze my jego uzywamy!!! Na nic sie nie zdaje ,ze my nie.
Ja powiedizlam mojemu nic od niego nie bierz-oduczymy go. Nic. Raz sie zdarzylo,ze mi sie akurat kawa skonczyla chyba miesiac temu i wzielam od nie raz!!!

Oprocz tego jak sie wporwadzalismy on powiedzial: mozecie miec tu wszytsko co chcecie- nawet zwierzatko. Mysmy nic na to nie odpowiedzieli.

On czesto tez jak tylko zobaczy ze siedzimy w salonie juz przychodzi. I tak raz tez siedzielsmy przyszedl. Ok. Mysmy akurat raczyli sie winkiem po pracy. Dostal tez. I tak z rozmowy wyniko,ze ja wspomnialam,ze chyba to zwierzatko co wspomnial wezmiemy a on ze taak, super on lubi.
Kilka tygodni pozniej... wposmnialam ta rozmowe a on ,ze ''nie wynajalem tego pokoju by trzymac zwierzeta jak masz problem zglos sie do agencji'' nerwy mi juz tak puscily... ze tutaj caly czas mowil- nie traktuj jal landlorda on taki fajny mily-on to on sramto... wyslalam mu smsa ,ze jest totalnie zaklamana osoba i ze ma sie trzymac z daleka ze bedziemy tylko na kontaktach bardzo pobieznych.

Poszlam pozniej do agencji jako ,ze kopie najmu potzrebowalam. Nawet nie wpsominalam o sytuacji bo stwierdzila,ze to sprawa miedzy nami. A on facet 35 lat ktory sie uwaza za biznesmena, usiadl i tak palcem na mnie wycelowal i mowi do tej agentki ''bo ja taki dobry dla niej, wszystko dla nich...wszystkoo... a ona mi takiego smsa wyslala....''

Rece i cycki mi opadly!!!!

On kreci strasznie. Klamie kazdego.Wynjal pokoj obok dziewczynie. Obiecal ten pokoj jaki chciala. Kombinowal by tylko go nie dostala ponziej bo zaoferowal jej sowj pokoj i zmienil zdanie. Oklamal innego lokatora twierdzac ,ze ona chciala jego pokoj, byleby tylko nie dac. W agecni agenta w sumie byla w szoku ,ze on tam dalje mieszka. Powiedziala,ze jeszcze kilka dni wczesniej z nim rozmawiala i powiedzial,ze jest w Londynie u swojej rzekomej narzeczonej. 3 dni wczesniej sypiala u niego inna panna. Teraz stwierdzil,ze dom sprzedal. W agecni nic nie widzieli. Przy wpsomnianej rozmowie, powiedzial,ze jeszcze nie doszlo do transakcji.
Teraz powiedzial agencji,ze ma wynajac pokoj naszego ''sasiada'' on nie ma pojecia o tym. Spytalam czy on sie wyprowadza a on na to,ze landlord 2 dni wczesniej mu powiedzial,ze da mu umowe(oni jacys znajomi sa) . On bzdury sieje na kazdym kroku.

Na szczescie po tej kltoni teraz -to ja mam powod by znim nie rozmawiac co tez mam swiety spokoj i pelna lodowke. Chociaz i tak dalej widze,ze podbiera...
Ja koncze studa wkrotce... w maju umowe mamy do kwietnia chcielismy isc na roll on kontract ale teraz z nim nie mam pojecia co bedzie...


Sorki,ze takie dlugie ale chcialam sie gdzies wygadac... nie wiem co z nim zrobic :( mamy kontact do kwietnia, ale pokoj jest mega tani i jak go nie ma jest naprawde super. Ale z nim sie da zyc. I mysmy sie wporwadzali z mysla do mieszkania,ze to bedzie bez landlorda...
Gdybtm wiedziala,ze on tam bedzie na stale nawet by mi przez mysl nie przeszlo zeby zostac.. :(((
Obserwuj wątek
    • marninor Re: Live in Landlord. Mega problem 06.01.13, 23:28
      zasinąć zęby i tyle ;) ja tez jestem miła i pomocna? ;)
      • anika_key Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 00:04
        No teraz z nim nie rozmawiam ale nie da sie tak na dluzsza mete. Szczegolnie ,ze ja chce ten roll on kontrakt a moze sie nie zgodzic bo czy sprzedal czy to klamstwo to mimo wszytsko on jest jednak dalej wlascicielem jakby nie bylo.

        Z drugiej strony straaasznie jest mi reke nie rozmawiac z nim. Siwety spokoj :) Nie musze sluchac jaki on jest fajny.;p Tymbardziej,ze on jak zacznie gadac to nie wie kiedy skonczyc. I on nalezy do tego typu ludzie ze mowi jak ty mowisz... Ty zaczynasz a on juz ci cos tam mowi. W polowie opowiadasz a on uz mowi razem z toba- denerwujacy jak cholera! Jka starsz mu sie cos wytlumaczyc to wchodzi ci w zdanie i juz mowie... jedyne co slyszysz to jego mowiacego... Ten czlowiek jest jak kataryna!! Jak nie mowi do ciebie to gada przez telefon... tzn. wrzeszczy przez telefon!

        Ciekawa jestem reakcji nowej dziewczyny... :) ona sie wporowadza jutro :)

        Owszem postaram sie zacisnac zeby. Ale ja mu wybuchne ktorego dnia zawine mu paszzce tasma i zaczne mowic Ja!
        • szczur.w.sosie Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 11:21
          Skoro umowa do kwietnia, to ja wytrzymałabym jakoś te 3 miesiące (sama miałam sytuację, ze lepiej było te parę miesięcy wytrzymać, niż walczyć) i się wyprowadzić.
          Póki co szukac mieszkania, domu czy pokoju, co wam pasuje. Chyba zawsze coś przez ten czas się znajdzie.
          • anika_key Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 17:10
            Szczur wiem, Opracowalismy ta opcje ale problem polega tutaj na tym ze:

            Ja koncze studia pod koniec Maja. To moj ostatni rok zaraz przed obrona wiec kwiecien-May to bede najintensywniejsze miesiace w moim zyciu.
            Jesli mi wypadnie przeprowadzka to przechlapane. Tymbardziej ,ze teraz miszkamy pod manchesterem jakies 20mil i tutaj juz zostac nie chcemy a jak mielsibysmy cos brac z braku laku to niestey wiazaloby sie z tym,ze musimy tu zostac na nastepne 6misiecy min. Nikt nam mniejszej umowy nie da.

            A tak chieclimsy by skie skonczyla w kwietniu na 2m. na roll on kontract i piekne jak tylko oddam wszystkie prace zaraz skladam wypowiedzenie i uciekamy jak najdalej.
            • szczur.w.sosie Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 17:39
              Jako typ aspołeczny proponuję do momentu wyprowadzki:
              - jak najmniej kupować, np. lody zjedźcie sobie na mieście, kawę, cukier trzymac w swoim pokoju;
              - spędzać czas przy winie w swoim pokoju;

              Jakie ja miałam jazdy ze współlokatorką... Ale przeczekałam, poszukałam domu innego - zresztą tańszego i większego, a ona i tak miała pretensje, ze my sie wyprowadzamy, ale jej nikt nie bronił pozostać i związać się samej umoiwą z landlordem. Tylko brakowało jelenia co będzie płacił rent, CT, gaz, prąd... I pożyczała kasę, i woził samochodem na rozmowy kwalifikacyjne do prac, gdzie długo zagrzać miejsca nie mogła i tak, bo dymu wszędzie narobiła w pierwsze dni...
              • anika_key Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 18:18
                Narazie sie trzymam z daleko od niego i tak bede trzymac.

                Tylko sie kwurzam bo zali sie niemilosiernie.
                Moj mezczyzna ma olweajacego na wszytsko(chwala mu za to) no i on co tylko zejdzie do kuchni to ten juz go zagadauje. I mi mowi osttanio,ze mu tam zaczal opowiadac- jaka to niedobra jestem ignoruje go a on przeciez byl ''tenant'' jak dla mnie ze to ja mu przezciez warunki stawialam! Boshe- ten facet ma niepokolei w glowie! Ok, poprzestawialm kika rzeczy w domu ale spytalam wczesniej czy ktos ma cos przeciwko.Nikt niczego nie zglosil to tyle, a to byly pioerdoly jak -kupilam nowe reczniki do rak bo wczesniejsze to i podloga i wszzystko bylo wycierane i jak zobaczylam ze mi gosciu podloge recznikiem wyciera jak cos rozlal i go spowrotem zawiesil to zwrocilam uwage i kupilam 2 pare recznikow-te do podlogi-te tylko do rak! owszem powiedzialm wszystkim by jak uzywajac zmywarki wlaczyli wyzszy program bo tylko programie ''szklanki'' wszystkiego sie nie myje i co chwile wyciagalo sie brudne talerze bo nie dmywalo!.

                Ale to moi zdaniem normalne higeniczne sprawy czystosci a nie ze sie ''uwazalam jakoby byl moj dom'' jak stwierdzil. Wszystcy korzystami z tych samych recznikow i talerzy. Przeciez nie bede jadla obiadu na talerzu co loakator dzien wczsniej wcinal makaron i moj talerz zawiera resztki tego makaronu bo byl nie domyty. A myc dwa razy nie ma sendu po co w wogole wlaczac ta zmywarke..no chyba,ze sie myle!


                Ale to wszystko. On bardzo podkresla jakim on nie jest katolikiem. Pochodzi z Iranu. Obiecal choinke.. i tak w kocu obiecywal,ze w wiigilie wyslalam mojego by kupil choicnke bo na jego sie doczekac nie moglam... To tez powiedzial,ze ja ''swoja'' choinke nawet przynioslam i udekorowalam dom po ''swojemu'' ach...

                policz do trzech...
                • szczur.w.sosie Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 18:58
                  Wiesz, mi by do głowy nie przyszło wspólną choinkę ubierać... Jakbym miała swój pokój, to bym sobie sama ubrała, swoją własną. A naczynia pewnie bym swoje miała i zmywała sama. Ręczniki i inne takie duperele tez własne. A inni niech robią jak uważają.

                  Kolektyw normalnie... To że obcy ludzie wynajmują wspólnie dom, ale tereny wspólne są mniej "osobiste" niż pokój. W kuchni liczymi się z drugim, w łazience sprzątamy po sobie, ustalamy kiedy kto używa danego pomieszczenia. Ale jak bym chciała wypocząć wieczorem z winem i przy filmie, to bym nie szła do salonu, ale została we własnym pokoju.

                  I nieważne czy tym upierdliwym jest landlord czy tenant.
                  • robak.rawback Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 19:25
                    no tez mi sie wydaje - zdecyduje sie - albo choinke razem macie i swieta albo nie - tym bardziej ze gosciu nie katolik.
                    mieszkanie dzielisz wiec choinke sobie mala kup do pokoju ale nie licz ze ci landlord ja bedzie ubieral we wsppolnych pomieszczeniach - tak jak ktos wyzej powiedzial - wspolne pomieszczenia sa wspolne wiec tam sie z zasady powinno bardziej neutralnie zachowywac i nie wstawiac swoich rzeczy.
                    wogole skoncz wszsytkie rzeczy ktore powoduja ze masz z nim wspolne tematy -bo albo je masz albo nie. polowicznie sie tego nie zalatwi.

                    jak chcesz miec spokoj - to grzecznie urywasz wszystkie kontakty. jasno mowisz ze jako ze dotychczas to nie za mocno dziala to wolisz miec kompletne oddzielenie produktow, garkow, recznikow, plynow do mycia etc cokolwiek tam macie.

                    dzielicie lodowke i szafki na oddzielne i pokazujesz tu sa moje prosze nie uzywac i tyle. i ze lepiej dla wszystkich domownikow bedzie jak kazdy bedzie mial swoje - bo atmosfera bedzie mila i unknie sie konfliktow.

                    jezeli sie do zarcia waszego dobiera to nie czuj ze musisz mu cokolwiek proponowac - ustalcie godziny kiedy jestescie w salonie - powiedzmy salon w ten piatek jest dla niego a w nastepny dla ciebie i chlopaka - i jak akurat pijecie wino to jabym go wcale nie czestowala. po prostu jak w umowiony piatek kiedy salon jest dla was - wchodzi i zaczyna z wami gledzic to mowisz soty umowilismy sie ze salon dla nas i musimy z chlopakiem rozne sprawy omowic - grzecznie ale stanowczo.

                    tak samo nic od niego nie chcij i tyle. jak gada to niech gada - jestes w kuchni, robisz swoje - grzecznie mowisz ze nie masz czasu na gadanie i jak chce gadac to gada a ty w tym czasie bez slowa po prosu wyjdz z kuchni - wchodz i wychodz - chyba w koncu sie powinein kapnac ze zawraca gitare i go nie sluchasz.
                    znam pare takich typow - nie mozna sie uwolnic - oblepia jak pajeczyna.
                    • piksi.dixi Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 19:44
                      dziwne te uklady ;-)
                      sprobuj sie dogadac i przedluzyc umowe o dodatkowe 2, 3 miesiace.
                      Plus dla landlorda bedzie taki, ze bedzie szukal nowych ludzi 'w sezonie' przeprowadzkowym,
                      czyli latem.
                      a jesli juz nic nie uda sie zdzialac - przeprowadzka to nie znowu taka wielka afera.
                      tym bardziej, ze macie 1 pokoj do przeniesienia, nie piszesz o zadnych dzieciach.
                      najwiecej czasu zajmuje szukanie nowego miejsca, bo spakowac mozesz sie w 1 dzien.



                      • anika_key Re: Live in Landlord. Mega problem 07.01.13, 20:32
                        Generalnie z ta choinka i swietami to bylo tak:

                        On sie ciagle wypytywal co robimy w swieta. Strsznie chcial zrobic wspolne ale mysmy byli juz zaproszeni do znajomych wiec grzecznie odmawialam. On niemal codziennie pytal czy przypadkiem nie zminilismy zdania. Ale ja wiedzialam,ze nie.

                        On czesto sie wlasnie do nas przysiadal. I tak wlasnie tez jednego wieczoru przyszedl i zaczal gadac o tych swietach. Mysmy z chlopakiem ustalili ze zadnej choicnki czy swiatelek nie kupujemy bo szkoda kasy a i tak nas nie bedzie a jak za kilka miesiecy bedziemy miec swoje to wtedy sobie podwojnie odbijemy. No ale on wtedy przysiadl sie i staral sie ans namowic bysmy jednak zostali i zcazl gadac ,ze on ma choinke gdzies tam w garazu i, ze piekna duza z swiatelkami bajerami bla bla. No to ja ,ze skoro ma -moglby przyniesc. On tak - na pewno.... no rozochocil mnie to choinka nie milosiernie :( w koncu ja juz sobie dalam spokoj ale on co chwile mowil,ze tak przyniose -przysniose jutro- Sam zagdaywal tak jakby wiedzial ze nie ma tematu juz to wyskakiwal z choinka. - no i ja jak dziecko czeklam i czekalam az w koncu w dniu wigili wysyalalm mojego do Argosa by kupil taka bylejaka mala plus jakies swiatelka. Wydal £20 funtow kupil malutkia swliczna biala choinke plus swiatelka do salonu i do nas do pokoju.
                        Mysmy suma sumaru w ten wieczor do pracy pojechali a on gdzies do znjaomych wiec po pracy bylo milo usiasc. Jak on zobaczyl ta chonkne na drugi dzien (1wszy dzien swiat) wyskoczy z tekstem- ale ja przeciez mowilem ze przyniose... ) ech myslalam,ze mu jajka wyrwe ...


                        mamy innych wspolokatorow,jeden jest muslim ale taki troszke ''udawany'' ;) jak nazywam. On sie tez bardzo ucieszyl i milej sie zrobilo.
                        Ja nie chce tak bardzo zamykac sie w pokoju i nosa nie ysciagac, Garki cukier trzymac w pokoju bo to troche dla mnie idiotyczne, mimo ze wiem ze tak chyba by bylo najlepiej.
                        Ja bede trzymac po prostu sie tego,ze zero kontaktu. Juz teraz widze,ze sobie kupil sol, cukier i inne produkty i jeszcze je tak na srodku kuchno wystawil by bylo widac;)

                        Genrealnie w tym mieszkaniu jest spokoj, kazdy jest powyzej 25, genrealnie kolo 30stki pracujacy. Kazdy stara sie trzymac porzadek. Gdyby nie on tak napawde to nie powodu do narzekan.
                        On bardzi za wszelka cene straal sie ''zakolegowac'' po czym oczekiwal ze on do nas jak kolega bedzie bral co chcial. Albo woz albo przewoz.


                        My mamy nasze rzeczy w salonie. Telewizor, plysty stol jadalny. Sporo tego jest. Kuchenne wyposazenie tez glownie jest nasze, duzo garnkow czy sprzet elektryczny. Ale stwierdzilismy,ze i tak nie mamy gdzie tego trzymac wiec wystawmy. W pokoju juz i tam mamy swoje meble w tym szafy, loznko ogromne biurko ja mam mega duzo ksiazek i materialow na studia wiec po prostu nie ma tego gdzoe trzymac. Pakowanie mi zajelo ostatnio 2 dni, rozpakowywanie i skrecanie wszytkich mebli-lozko sporo czasu. Wydaje sie jeden pokoj ale tez rzeczy w salonie wiec jakby nie bylo 3 dni odpadaja, plus samo szukanie jezdzeniem ogladanie a to jednak jest 20mil dalej bez samochodu wiec wydaje sie szybko ale ja sie przejechalam po ostatniej przeprowadzce i wiem ,ze to nie tak hop siup.


                        Damy rade-jakos.
                        Ja bardziej sie chcialam Wam tutaj wygadac jako,ze nie znam tutaj nikogo i nie mam komu sie wyzalic :(


                        Pierwszy i ostani raz z Live in Lanadlord. Nawet ta agentka nie byla zadowloa jak uslyszala,ze on tam dalej mieszka. Sama stwierdzila,ze nie ma co probowac sie przyjaznic w takich sytuacjach bo to na ogol nie wychodzi. Ja jej tam akurat wiele nie mowilam bo nie ma sensu jej historyjki opowiadac. On jej tam naopowiadal wtedy wystarczy;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka