yourdoubt
11.01.13, 17:39
Czy ktoś z Was mieszkał/ma zamiar mieszkać w Australii, a może ktoś z rodziny, ze znajomych i mógłby się podzielić wrażeniami?
Mój mąż dostał ofertę pracy w Australii i oczywiście rozważa wyjechanie.
Ja jestem co do tego bardzo sceptyczna a wręcz negatywnie nastawiona.
Do UK przyjechaliśmy 2,5 roku temu. Zaraz po przyjeździe zaciążyłam a ciąża była dla mnie okropnym okresem (bardzo źle ją znosiłam). Mąż przeważnie w pracy, a ja sama w łóżku, w 4 ścianach. Okropnie wspominam ten okres, jako jedną wielka samotność. Mąż Anglik myślał że od razu wystartujemy tu z kopyta, że będzie łatwo, ale początki wcale nie były łatwe ( w końcu i tu kryzys przyszedł), bo pracę miał za nieciekawe pieniądze i bardzo stresującą itd. Pierwsze 1,5 roku dla mnie to był koszmar. Nie znałam nikogo prócz męża i teściów (a ja dusza towarzystwa), z wielkiego miasta przeprowadziłam się do małej wsi (obecnie mieszkamy w małym miasteczku), angielski na wtedy pozostawiał sporo do życzenia itd.
No ale w końcu przyszedł czas, że angielski znacząco się poprawił w ciągu tego czasu (sami Anglicy wokół, angielska tv itd), teraz codziennie z synkiem chodzę na toddlers groups i poznaję nowych ludzi, zawiązuje znajomości i zaczyna się robić coraz fajniej. W między czasie zdałam prawo jazdy, więc sobie mogę śmigać gdzie chcę. Jednym słowem zaczęłam budować tu swoje życie. Pozostaje jeszcze kwestia zawodowa, ale cienko to widzę, bo etatów w moim zawodzie brak (miejsce zamieszkania również w tym nie pomaga).
Nie chciałabym od nowa przechodzić tego w Australii, tej samotności, poznawania wszystkiego od nowa (bo wiadomo, mąż będzie w pracy, choć mniej godzin niż w UK). Wogóle się dziwię że dałam się namówić na emigrację, bo nigdy nie widziałam siebie w tej roli.
Niby zarobki tam większe ale i wszystko dużo droższe. Gdybyśmy pracowali oboje, to wtedy moglibyśmy życ jak pączki w maśle (kwestia czy dostanę pracę)Mam gdzieś obawy, że mąż znowu jest bardziej optymistą niż realistą i żyje marzeniami i że wcale nie będzie nam tak kolorowo tam jak on myśli. A jak pojedziemy tam i coś by nie wypaliło, to nie bardzo mielibyśmy do czego tu wracać (najgorszy scenariusz) No i ta odległość.... Swoich przyjaciól i rodzinę wtedy już będę widzieć dużo rzadziej a i do Polski nie będę się wyrywać, bo nie będę się skazywać na lot samolotem (od urodzenia synka loty mnie przerażają). Można powiedzieć, że będziemy tylko MY.
W Australii widzę takie pozytywy jak cudna pogoda (ja ciepłolubna), więc chce się więcej wychodzić, że ludzie bardziej zrelaksowani, bardziej nastawieni na czas rodzinny, i że powinnam mieć tam większe szanse pracowania zgodnie ze swoim wykształceniem i do tego za bardzo dobre pieniądze.
Ale cała reszta: przeprowadzka, lot, odległość, ryzyko... mnie przeraża.
Nie wiem jaką decyzję podejmiemy.
Ciekawa jestem waszych opinii.