Dodaj do ulubionych

Rozstanie...

26.06.13, 18:58
Prosze pomozcie mi to ogarnac, bo niewiem kiedy, jak i od czego zaczac...
Rozstajemy sie z mezem. Mieszkamy w naszym wspolnym domu (mortgage), ktorego jeszcze przez dwa lata nie oplaca nam sie sprzedac.
W domu zostaje ja, on wynajmuje sobie mieszkanie z kolega, wszystko na dniach. Co teraz?
W domu naszym wspolnym zostaje ja, dwoje dzieci 6 i 4 lata, oraz mam lokatora na pokoju, ktorego nie chcialabym sie pozbywac.
Maz pracuje w pelnym wymiarze godzin tj. 40, a ja na part time, z tym, ze jeden tydzien okolo 12 godzin, kolejny kolo 20... Nie dam rady bez pomocy. Musze oplacic dom, rachunki, znacie to, a zyc z dzieciakami trzeba. Na meza moge liczyc, nie bede potrzebowala codziennej platnej opieki dla dzieci, finansowo tez sie postara, ale nie chce go "doic"...
Rozwod z czasem zapewne, ale gdzie?
Wczesniej, tj. teraz, separacja? Cos trzeba orzec, zglosic?
Chcielibysmy przebrnac przez to jaknajszybciej. W Uk zyjemy ponad 5 lat.
Teraz pobieramy benefity na dzieci, czy w momencie rozstania zostana wstrzymane do nowej decyzji?
Mlodsza od wrzesnia idzie do szkoly, bedzie latwiej, poki co, wakacje... Niewiem jak to ogarne ;(
Obserwuj wątek
    • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:06
      I jak to dokladnie jest z tymi godzinami pracy? Ile trzeba przepracowac, by cos sie nalezalo?
      Staram sie ile moge, bardzo mi ida w pracy na reke, maz pracuje na trzy zmiany, naprawde sie do mnie dostosowuja, czasem udaje mi sie wyciagnac ponad 30 godzin, czasem zdarzy sie, ze jest ich tylko 7... Ostatnio w miare rowno sie to rozklada, ale beda jeszcze takie zawirowania, czy to ma znaczenie?
    • ann.38 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:12
      Wybacz, ze nie o tym, o co pytasz. Ale to naprawde nieuniknione? Jeszcze nie tak dawno planowaliscie kolejne dziecko?
      Przykro czytac o tym, dzieci male, mloda rodzina jestescie, ehh jak to sie w zyciu uklada.. :-(
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:16
        My sie nawet zaczelismy starac o to dziecko. Ale wszystko zaczelo sie walic... Jestem mloda. Jesli mam zaczynac wszystko od nowa, to teraz. A nie, kiedy bede miala 40 lat.
        Bardzo chcialam wierzyc, ze nam razem po drodze.
    • yumemi Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:25
      Probowaliscie marriage counselling? PRzy dzieciach w takim wieku najlatwiej o rozstania.
      A ja widze ludzi ktorzy juz to przeszli i 10 lat pozniej laduja z podobnymi problemami tyle ze juz w nowym zwiazku. Warto pracowac nad tym co sie ma, szczegolnie ze dla dzieci takie rozstanie to tragedia.
      Pisze to bo brzmi jakbyscie dosc szybko podejmowali decyzje.. wystarczy kilka miesiecy klotni i wydaje sie ze wyjscia nie ma. Jesli dwoje doroslych kocha swoje dzieci, naprawde ciezko zeby sie nie dogadali.
        • dorcian Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:07
          Ogarnac to sie musisz przede wszystkim ty. Jezeli dom jest wspolny to placic mortgage powinniscie po rowno, jezeli nie dasz rady finansowo to czy to sie wam oplaca czy nie bedziecie musieli pomyslec o jego sprzedazy. Masz obecnie dach nad glowa a ojciec dzieci jak rozumiem godzi sie na nie placic, masz prace wiec nie bardzo rozumiem co wiecej moze ci sie nalezec. Chb ci nie wstrzymaja aczkolwiek powinnas zglosic ze ojciec z dziecmi juz nie mieszka. Powinnas usiasc z olowkiem w reku I dokladnie policzyc na co cie bedzie stac a na co nie. Ustal tez z mezem ile miesiecznie bedzie ci placil I w jaki sposob pomagal w opiece nad dziecmi. Idealnie byloby miec to wszystko na papierze. Pomijajac caly ladunek emocjonalny tej sytuacji, maz sie troche wygodnie w niej ustawil, dom na twojej glowie, dzieci na twojej glowie - ok, roznie w zyciu bywa, ale ja bym na twoim miejscu tak przerazliwie polubowna I przyjacielska jednak nie byla.
          • makacjam25 Re: Dorcian 26.06.13, 20:30
            Dom wspolny, owszem, ale ja chce by on sie z niego wyprowadzil, wiec jaki on ma interes za niego placic, bo nie rozumiem? To wspolna decyzja. Moglby zostac w tym domu on, ale naprawde chce zminimalizowac rozwalanie dzieciom swiata. Wystarczy, ze tata nie bedzie z nimi mieszkal, nie chce do tego im zmieniac otoczenia... Mortgage to w naszym przypadku 556 f a wynajcie domu w naszym miescie to koszt srednio 500-550 f. Mam kolege na pokoju, ktory placi mi 220 f.
            Nawet jak pojde na flat za 400 f, to nie bedzie korzystniejsze, bo kolega sie ze mna nie przeprowadzi. Tak jest najlepiej.
            Jesli zaczne robic problemy i szarpac sie o kase, on wsadzi tylek do pokoju dzieci i zostanie, a nie wyobrazam sobie tak zyc. Jesli mamy sie rozstac, niech pozostanie pomiedzy nami jakis sentyment, a nie nienawisc i niechec patrzenia na siebie.
            Czy rozstanie zawsze musi wojne oznaczac, nie mozna juz tak normalnie, po ludzku, w przyjazni? Wcale nie uwazam, ze ustawil sie dobrze. Po 8 godzinach swojej pracy bedzie zaiwanial do dzieci prawie kazdego dnia. Bedzie jechal przez pol miasta np. po to, zeby dac im sniadanie i zawiezc do szkoly. On nie z tych, co pojdzie w tango i spelni swoj ojcowski obowiazek placac mi alimenty.
            • dorcian Re: Dorcian 26.06.13, 21:04
              I tego ci zycze amen:) Niestety z peryspektywy starej 40letniej purchawy ;) wiem, ze zycie pisze rozne scenariusze, niestety nie zawsze ze szczesliwym zakonczeniem, dlatego warto - bez wzgledu na to jak jest teraz - byc przygotowanym na rozne, rowniez te mniej przyjemne niespodzianki. Za jakis czas np. moze sie w jego zyciu pojawic nowa partnerka I wiele moze sie zmienic.
              A z pozyczka na dom on nie ma zadnego interesu zeby placic, Ty masz zeby on placil bo splacacie wspolna pozyczke. Jezeli powiedzmy sprzedacie dom a jest on na was oboje to jemu nalezy sie polowa zysku ze sprzedazy, nikogo nie bedzie interesowalo z czyjej kieszeni szly pieniadze.
        • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:14
          mysle, ze nie powinnas planowac tego jak ci sie beda ukladaly stosunki z ex za jakis czas - jesli rozstajecie sie w zalu, to nie znaczy ze bedziecie przyjaciolmi
          na razie musicie usiasc razem i ogarnac finanse tak, zeby wybrac opcje na ktora was bedzie stac

          wiele rozstajacych sie par na tym pierwszym etapie mieszka niestety pod wspolnym dachem bo inaczej nie byloby ich stac na nic innego

          niestety jako matka nie masz innego wyjscia tylko tak ulozyc sobie zycie, zeby nie pojsc z torbami
          poszukaj pracy, ktora da ci wieksze dochody lub wynajmij drugi pokoj lokatorom

          czasami trzeba wynajac dom i przeprowadzic sie do czegos tanszego lub mniejszego

          musisz rozpatrzyc wszystkie opcje, bo pomocy finansowej przysplacie pozyczki na dom nie dostaniesz przez dlugi czas

          zobacz co ci wyjdzie w tym kalkulatorze:
          www.entitledto.co.uk/

            • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:38
              Konta rozdzielimy.
              Dzieci maja 6 i 4 lata.
              CHB mysle, ze to kwestia jednego telefonu.

              Nie rozstajemy sie w zalu. Ostania noc zapewne spedzimy wspolnie. Po prostu nam razem nie po drodze, tak w zyciu.
              Jedyne czego sie boje, to tego, ze gdy pojawi sie nowa panna, przyjdzie jej do glowy cos w stylu "to my musimy dom wynajmowac, kiedy masz swoj wlasny i mieszka w nim Twoja byla zona...?"
              Nie sprzedam domu, nie stac mnie na placenie odsetek. Wole je splacac teraz jeszcze dwa lata i miec, gdzie mieszkac z dziecmi.
              • alki_80 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:16
                CHB może to i jeden telefon, ale dosyć długo to trwa. Bratowa chciała zmienić żeby CHB był na nią i czekali kilka miesięcy i w tym czasie im wstrzymali wypłaty (później im to wyrównali).
                • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:43
                  tak sie dzieje - czesto zawieszane sa wyplaty i innych dofinansowan, a potem wyrownuja zalegosci
                  jesli autorka ma zmienne dochody to tez bedzie musiala na bierzaco o tym informowac i pilnowac, zeby jej nie nadplacili, bo potem trzeba zwracac
    • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:40
      Co do benefitow w sytuacji kiedy mam swoj dom slyszalam rozne opinie. Ale glownie mi chodzi o working i child tax credit, ktory teraz pobieramy, a jest na meza. Bede ja samotna matka, prawda czy nieprawda?
      • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:00
        dlatego podalam ci linka do tego kalkulatora
        zbierz payslips, przelicz ile srednio godzin przepracowaals tygodniowo - chyba teraz musisz miec 20 zebys mogla sie ubiegac o jakiekolwiek dofinansowanie

        wpisz 20 godzin w kalkulator i zobaczysz co ci wyjdzie
        • marninor Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:12
          Iza tylko jak zaczyna się wyliczenia to już na pierwszej stronie wpisywania danych , jest:
          Important: The calculator cannot calculate your entitlements if you are not a British or Irish citizen. Please do not continue with the calculator.
            • marninor Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:37
              wiem ze z mozliwosci przeliczenia benefitow w roznych opcjach mozna skorzystac w job center, social security agency i mysle ze te wyliczenia sa wiargodne. przy okazji dowiesz sie ile czego dostaniesz. cab malo kiedy mozna spotkac kogos z sensowna wiedza. moim zdaniem jesli bedziesz chciala przepisac benefity na siebie to je wstrzymaja na czas nowych wyliczen. na working tax mozesz miec za malo godzin i moze byloby lepiej dla Ciebie pracowac ponizej 16 godz i wystapic o jobseeker allowance income based... miala bys wtedy child tax wysoki. do mortage tez bys miala byc moze pomoc... pomysl w ta strone takze
              • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:54
                mozna pojsc do pozyczkodawcy:

                If payments are stretching your finances then consider speaking to your existing lender and explain your financial situation. They have an obligation to help and changing the mortgage from repayment to interest only, if only in the short term, will help give you some breathing space.

                aczkolwiek dom jest na was oboje - wiec nie wiem jak to zinterpretuja?

                oraz to:

                www.gov.uk/support-for-mortgage-interest/overview
                aczkolwiek znowu.... dome jest na was dwoje - a ty chcialabys brac pomoc na siebie i dzieci
            • botu Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:52
              Na gov.uk nie widac takiego zastrzezenia

              www.dwpe-services.direct.gov.uk

              Ale o zasilki dla imigrantow tak czy tak jest i bedzie coraz trudniej, dzis Osborne oglosil koniecznosc uczenia die angielskiego aby o nie wnioskowac...
              • botu Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:24
                botu napisała:
                >
                > www.dwpe-services.direct.gov.uk
                >
                Cos mi ta strona teraz juz nie wchodzi, znalazlam ja przechodzac z

                www.gov.uk/benefits-adviser
    • 18lipcowa3 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:21
      przepraszam czy ja dobrze przeczytalam
      zostajesz sama z 2 malych dzieci w domu, pracując na part time i nie oczekujesz za wiele od niego bo.............. uwaga


      nie chcesz ''doić '' męza?

      oczadziałaś?
        • gosia7813 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:54
          Tez po rozstaniu z mezem wierzylam w przyjazn. Placil po 800 funtow miesiecznie na dzieci, odwiedzal ich 3 razy w tygodniu, byl na kazde skinienie kiedy dzieci lub ja go potrzebowalismy.
          Do czasu, az poznal jakas panne. Teraz w dupie ma dzieci, nie interesuje go kompletnie nic (choroby, szkoly, ubrania, wakacje), nasze przyjaznie i to czy ja mam co do garnka wlozyc :( Dzieci tez nie chce odwiedzac.

          Mam nadzieje, ze w Twoim przypadku bedzie inaczej, ale wez pod uwage jednak najczarniejszy scenariusz.
          • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:16
            Dziekuje dziewczyny bardzo Wam za podpowiedzi.
            Myslalam po prostu, ze bedzie latwiej jak zostane w naszym domu. Chociaz przez pierwsze kilka miesiecy, az wszyscy oswoimy sie z sytuacja.
            Po krotce to bylo tak, ze maz nie chcial nigdy zebym pracowala. Bo po co? Przy czym wiecznie jeczal, ze jest zmeczony. Jak juz udawalo mi sie na troche gdzies wyrwac do pracy, to on i tak zmeczony byl bardziej. Oczywiscie kasa cala na oplaty, nic dla siebie, bo przeciez on tez nie ma nic od zycia. To takie bledne kolo.
            Chcialam pojsc do szkoly. Najpierw stanowcze nie, bo to kosztuje. Potem ostatecznie, ze moze on by poszedl ze mna... Zero swojego zycia. I z ubiegiem lat, mimo, ze wciaz go kocham, widze, ze on kocha mnie jakas chora miloscia. Widze w nim mojego tescia. Ten sam charakter, ten sam schemat. Ja jestem facet, krol swiata, zadbam o moja rodzine sam, a Ty kobieto sluchaj mojego marudzenia i badz szczesliwa, ze masz to, co masz. Tak, mam duzo. Fakt, ze w naszym zyciu podzialo sie wszystko szybko, pojawily sie dzieci. Mam 26 lat, dom, samochod, cudowne corki i meza, ktory, nie bije, nie pije, zawsze wraca do domu. Nigdy nie czulam sie ponizana.
            Takie to glupie wszystko.
            On jest bardzo prosty. Praca, obiad, sen, seks.
            A ja chce z zycia wiecej. Chce usiasc z mezem pod jednym kocem, pic herbate i rozmawiac. My nie rozmawiamy.
            Moze to ja jestem nienormalna, moze nie potrafie wytlumaczyc o co mi chodzi.
            Brakuje mi jedynie takiego poczucia, ze jestesmy jedna druzyna. Mam go, ale jestem sama i ciezko mi sie tak zyje.
            • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:22
              no to rozstajecie sie, bo on nie jest taki jakim bys ty chciala, zeby byl?

              jesli nie chcesz obudzic sie z reka w nocniku to zrobcie separacje
              mieszkajcie pod jednym dachem
              ty odloz jakies pieniadze i jak poczujesz sie, ze mas troche zabezpieczenia - rozstancie sie

              czasami niestety nei da sie odejsc bez sensownego przygotowania sie do tego
              potrzebujesz tego, zeby dzieci byly w tej samej szkole ful-time, znalezc prace w czasie ich szkoly, itp... itd

              na znalezienie kogos do siedzenia pod kocem masz mnostwo czasu - teraz musisz pomyslec o szarej rzeczywistosci i o tym jak zaplacic rachunki

              a wiesz dokladnie jakie masz wsyzstkie rachunki miesieczne?
              • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:26
                Nikogo nie szukam.
                Nie chce.
                Chce zyc dla siebie.
                Tak wiem, policzylam wszystko. Niewiem po prostu czy zostawic wszystko tak, jak jest, a jest w miare finansowo, czy zglosic, ze on sie wyprowadza, ja zostaje z dziecmi i ryzykowac, ze wstrzymaja mi tax credit i child tax credit na jakis czas.
                • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:31
                  zostawiewnie "wszsytkeigo tak jaka jest" na kilka miesiecy i odlozenie pieniedzy na czarna godzine, pojscie do szkoly, znalezienie lepszej pracy da ci spokojniejszy start na kolejne lata

                  jak dla mnie to jest jedyne rozwiazanie

                  no chyba, ze lubisz bezsenne noce i dlugi....
                  mozecie zyc w separacji pod jednym dachem, moesz w tym czasie zaczac przeprowadzac separacje finansowa

                  a ex neich sie wyprowadi jak ty staniesz na wlasnych nogach
                  bo musisz miec tyle dochodu, zebys w razie czego jak on da noge mogla sie utrzymac
            • fifka02 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:50
              Z tego co piszesz, to jest wypalenie i kryzys a nie rozpad, ale nie mnie oceniać, broń boże.
              W kwestii formalnej:
              1. Dzwonisz do revenue i zawiadamiasz o zmianie sytuacji życiowej, tj. ze oddnia tegoa tego jesteś samotną matką, masz dwoje dzieci, ojciec dzieci się wyprowadził, prowadzicie osobne gospodarstwa domowe, podajesz datę rozstania, najlepiej, żeby to byla data jego wyprowadzki od ciebie. Podajesz czy pracujesz i ile. Naliczą ci od nowa childbenefit, oraz wtc i ctc - wprzypadku, jeśłi były na ciebie i potrwa to kilka dni. Jeśli byly na męża - masz pecha, musisz aplikować od nowa na siebie, i to potrwać moze kilka miesięcy - to jest to, o czym dziewczyny piszą, ze czasem wstrzymują.
              2. Daty, którą podałaś trzymasz się zgłaszając fakt rozstania w każdej innej instytucji.
              3. Zgłaszasz fakt rozstania do councilu, powinnas dostać zniżke council tax na podstawie single occupation.
              4. dzwonisz do Child Support Agency i podajesz dane swoje, męża, dzieci i date rozstania. CSA naliczy wysokość alimentów i będize pilnował ich płacenia. To normalna procedura,która nie przeszkadza nikomu zyć w przyjaźni, jeśli się chce i lepiej miec to zalatwione na papierze, niż się co miesiąc bać, czy mu nowa panna nie zweryfikowała poglądów na temat placenia.
              5. Możesz sobie planować, że przez dwa lata jakoś to będzie z płaceniem rat za dom, że mąż ci pomoże, a potem razem go sprzedacie i podzielicie się kasą. Daję ci gwarancję stupeocentową, ze sielanka życia w przyjażni potrwa do pierwszej choroby dzieci i konfliktu na temat, kto ma wziąc niepłatne wolne na opiekę nad dizecmi. Tak więc staraj się zaplanować budżet tak, zebyś mogła od dnia rozstania płacić raty sama, i spłacać mu jego część wkladu w dom do dnia rozstania, i wtedy dom jest tylko i wyłącznie twój. Trzeba to oczywiście uregulować notarialnie. Wynajmij jeszcze jeden pokój, śpij na sofie, policz, czy dasz radę.
              6. Nie idź z nim na wojnę ani nie idx mu za bardzo na rekę. Jednego i drugiego będziesz załować.
              7. Powodzenia.
              • botu Re: Rozstanie... 27.06.13, 00:15

                > 3. Zgłaszasz fakt rozstania do councilu, powinnas dostać zniżke council tax na
                > podstawie single occupation.

                Jesli facet "na pokoju" nie jest na czarno - nie do zrobienia.
                Jesli jest na czarno - moze i do zrobienia teraz, ale grozi klopotami w przyszlosci.
            • yumemi Re: Rozstanie... 27.06.13, 08:38
              Nie mówię ze trzeba tkwić w związku dla zasady, ale przyznam ze mimo własnego udanego bardzo nie mamy za bardzo czasu na siedzenie z herbata.. Udaje sie wyrywac chwile i doceniamy to. Nie rob sobie wizji tego jak związek powinien wyglądać bo tak nigdy nie jest. To kompromis, każdy związek.
              Piszesz ze masz 26 lat i już od 6 lat jesteś mama.. Nie miałas czasu zeby po prostu pobyć sama ze sobą, zrobić cos całkiem sama chyba co? Pytam bo pare moich koleżanek w podobnych sytuacjach to tez podobny schemat.
              Wrażenie ze bedzie lepiej i fajniej jak już sie rozstaniemy. Życzę Ci zeby tak wlasnie było.
              Brzmisz jak ktoś kto sobie poradzi, byles wiedziała czego chcesz od życia. Warto skupić sie na edukacji i rozwoju własnym.
              Ps Mam określona opinie na temat facetów którzy namawiają partnerki aby nie wracały do pracy, nie uczyły sie. Za każdym razem okazuje sie ze maja kompleks głowy rodziny (muszę pokazać światu jaki ze mnie facet bo żonę i dzieci utrzymam) oraz byle żona nie zaszła w życiu dalej niż on.
              Trzymaj sie :-)
    • iwonazradomia Re: Rozstanie... 27.06.13, 10:05
      Nie zazdroszczę sytuacji i niestety przychylam się do tego co pisały bardziej doświadczone życiem koleżanki. Na przyjaźń exa nie liczylabym w tej sytuacji, dąż aby wszystko jak najszybciej załatwić formalnie. Ja z moim exem tez rozstawalam się w sposób cywilizowany i przyjacielski. Mieliśmy dom i mortgage, którego nie chcieliśmy sprzedawać bo za dużo byśmy stracili. 3 miesiące pózniej pojawiła się w jego życiu nowa kobieta i wszystkie nasze ustalenia szlag trafił. Zaczęła go ustawiać i podburzac bo nie podobał jej się nasz układ i uzgodnienia, a w szczególności ze on ma teoretycznie pól domu ale w nim nie mieszka (on sam chciał się wyprowadzić, wynajelismy jedna sypialnie i to splacalo jego cześć kredytu). Nowa panna chciała korzystać z domu i z ogrodu a mój ex się na to godził bo zależało mu na nowej miłości a ona umiejętnie nim manipulowala i oskarzala ze jest dla mnie za dobry więc coś ciagle musi do mnie czuć. Nigdy nie sądziłam ze mój ex da się tak zamamic i tak zmienić w stosunku do mnie w przeciągu kilku miesięcy i ze kompletnie oleje nasze ustalenia.
      Więc tak jak piszą koleżanki, nie przesadzaj z ta przyjaźnią i delikatnoscia wobec niego, przede wszystkim zabezpiecz interesy swoje i dzieci. Jeśli kredyt jest na Was oboje to on ma taki sam obowiązek go spłacać i w przypadku sprzedazy będzie miał prawo domagać się zysku, nawet jeśli tylko ty kredyt splacasz.
      Z trzeciej strony, niestety nie wiem jaki bank zgodzi się na przepisanie kredytu tylko na ciebie, jeśli pracujesz part time i masz na utrzymaniu 2 małych dzieci. (Mi bank odmowil, mimo ze pracowalam full time, niezle zarabialam i dzieci nie bylo) Więc niestety jeśli chcesz dom zatrzymać to trzeba będzie z mężem mądrze to rozegrać.
      Jak mówiłam, nie zazdroszczę bo przerabialam to i wiem ze jest to nerwowa straszna.
      • gabez1 Re: Rozstanie... 27.06.13, 12:41
        Absolutnie nie moge Ci doradzac.
        Zastanawia mnie jednak, ze:
        maz Cie nie zdradza, nie pije, nie poniza.
        Macie naprawde niezly dorobek: 2 dzieci, wlasny dom, samochod.
        Rozumiem ze chcialabyc, aby byl bardziej romantyczny.
        Ale moze trzeba by sprobowac Go jakos tego nauczyc?
        Masz 26 lat, mozesz sobie jeszcze ulozyc na nowo zycie, jak powiedzialac.
        26 lat to jednak tez wada, czlowiek ma jakies jeszcze wspomnienia mlodzienczej milosci.
        Kazdy zwiazek sie zmienia z biegiem lat, wkrada sie rutyna, dlatego trzeba starac sie Go urozmaicic. Probowalas kiedys wieczorem, jak dzieci pojda spac, otworzyc dobre wino, zapalic swieczki, ubrac sie seksownie i moze sprobowac naprawiac zwiazek od tego? Wydaje mi sie, ze udany seks to bardzo wiele.
        Wydaje mi sie, a widzialam troche, ze wbrew pozorom, nielatwo znalezc dobrego czlowieka na swiecie. A z Twojego opisu Twoj Maz na takiegoz mi wyglada. Pamietaj, nie ma nikogo bez wad. Ty na pewno tez masz jakies?
        Moze nie warto tak szybko rezygnowac z milosci?
        • oolijull Re: Rozstanie... 27.06.13, 12:51
          gabez1, trafilas w sedno. nie jest latwo o dobrego czlowieka na ziemi.
          ja Bogu dziekuje ze sie udalo, ale i czekalam dlugo, bo ponad 30 lat. ale tez nigdy wczesniej tak pewna nie bylam jak teraz.
          to troche od czapy, tak machnac reka na czlonka RODZINY, bo maz to w koncu rodzina. nie mowie, ze rozwody ja czasem potrzebne, rozne bydlactwo ludzie potrafia umiejetnie kisic w sobie i daja potem temu upust. takie sprawy, jak najbardziej.
          ale odpuscic, bo malo romantycznie, bo nudno? olac rodzine, dzieci, dla mzonki ze pozna sie kogos super kiedys tam? zawsze twierdzilam ze malym dziewczynkom czyta sie za duzo bajek o ksiezniczkach, potem im trudno wejsc w role w realnym, prawdziwym zyciu....
          • steph13 Re: Rozstanie... 27.06.13, 13:27
            Ja mysle, ze albo jestes bardzo jeszcze bardzo naiwna, albo idealizujesz sytuacje nie przedstawiajac rzeczywistych faktow (zrozumiale na publicznym forum) albo
            rozstajecie sie w oparciu o twoje widzi-mi-sie. Odbierasz dzieciom ojca poniewaz jest ... nudny I bez polotu. Malzenstwo rzadko wyglada tak jak w filmach Hollywood I owszem, wkrada sie nuda, brak uniesien ale nad tym musza popracowac obydwie strony.. Dobry facet, pracuje, opiekuje sie dziecmi, splaca mortgage, ciebie traktuje dobrze ale brak momentow pod kocem z herbatka? I to jest powod do rozstania? Domyslam sie, ze on jest rowniez mlody I znajdzie kobiete, ktora ukroci zapewne kontakt z dziecmi I finansowe dotacje I dzieci beda kiedys mialy zal do ciebie kiedy beda egzystowaly z matka na zasilkach - nie bardzo widze, jak inaczej mozesz im sama zapewnic jaki taki dobrobyt pracujac part time.
            Spytalas dzieci jak one widza swoje zycie bez ojca?
            Gdyby malzenstwa rozstawaly sie z tak dziecinnych powodow to malo ktore przetrwaloby probe czasu.
            • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:19
              > Spytalas dzieci jak one widza swoje zycie bez ojca?

              Nie, poniewaz on nie umiera. Bedzie sypial, gdzie indziej, bedac wciaz obecny w ich zyciu. Nie przyszlo mi nawet do glowy, by pytac o zdanie 6 i 4 latke... Za 20 lat one wyprowadza sie z domu i beda mialy swoje zycie.
          • iwonazradomia Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:05
            To prawda ze często nasze wyobrażenia o małżeństwie oparte jest na sielankach rodem z komedii romantycznych. ALE... dziewczyna ma 26 lat i chce czegoś od życia. Czegoś wiecej niż siedzieć w domu z dziećmi. Chciała pójść do pracy, Maz się nie zgodził, chciała do szkoły, on nie widzi po co. Może rzeczywiście taki troskliwy a może właśnie lubi jak kobieta jest ograniczona i od niego zależna i musi go prosić o kasę na waciki. Sorry, ale dla mnie to dzwonek alarmowy jak facet chce kobietę w domu udupic i hamować jakiś jej rozwój, możliwość własnej pracy, zarobków.
            Oczywiście nie znamy motywacji pana. Oczywiście są dobrzy prosci mężczyźni, ale to nie oznacza ze każda kobieta będzie z takim szczęśliwa. A poświęcenie swego życia "dla dzieci" ma bardzo krótkie nogi.
        • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:09
          Przepraszam, ze tak wyrywkowo odpisze. Ale mnie tutaj akurat przyciagnelo.
          > Moze nie warto tak szybko rezygnowac z milosci?
          Ja nie rezygnuje z milosci. Ja wlasnie chce zawalczyc o szanse na milosc dla siebie.
          Milosc to nie tylko udany seks. Tak, wiem nie powiedzialas tego.
          Ale nie jestes pierwsza osoba, ktora sugeruje mi, zebym wlozyla fajne gacie i zakrecila tylkiem. Probowalam, ale on nawet po udanym seksie nie ma ochoty pobyc z nami. Dla przykladu, ja z dziecmi jemy obiad przy stole, on na kanapie, przed telewizorem.
          Naprawde uwazam, ze zrobilam wszystko.
          • golfstrom Re: Rozstanie... 27.06.13, 16:40
            Separacja robicie przez prawnika.
            Najpierw dogadajcie sie, jak bedziecie sie dzielic opieka nad dziecmi i sobie to wszystko spiszcie (np. w mailu)
            Dogadajcie sie, ile beda wynosily alimenty i tez to zapiszcie.
            Idz do agenta nieruchomosci i popros o wycene domu. Na tej podstawie prawnik albo mortgage advisor wyliczy Wam, jakie macie equity i wtedy moesz ocenic czy np. mozesz zatrzymac dom splacajac meza za jakis czas,
            Jesli bedziecie miec informacje o equity to maz moze przestac sie dokladac do hipoteki jesli Ty zobowiazesz sie w dokumentach separacyjnych ze splacisz mu jego czesc wyliczona z equity.
            Najwiekszy problem to zeby potem odnowic hipoteke i przepisac ja na Twoje nazwisko, jesli nei bedziesz miala wystarczajacych dochodow.

            Rozstawanie sie bez uzerania sie to bardzo dobry pomysl. Mimo ze rozstanie nawet po przyjacielsku to nie jest majowy spacerek i od czasu do czasu bedziecie sobie chcieli nawzajem przygrzac, to da sie to zrobic. Problemy sa nieuniknione, ale wazne jest, zeby sie nie nakrecac.
            Nie musicie byc przyjaciolmi (z tego co piszesz, to i tak nei jestescie), ale mozecie sie przyjaznie do siebie odnosic. Bardzo pomaga tez ustalenie z gory, jak wspolnie wyjasniacie sytuacje dzieciom, wazne jest, ze obydwoje sie tej wersji trzymacie. Nie klamac, ale przedstawiac fakty.

            Powodzenia. Dasz rade, choc latwego chleba nie wybierasz.
            Rozumiem Twoja motywacje. Jak masz ochote napisz na gazetowego.

            • golfstrom PS 27.06.13, 16:49
              Alimenty to nie jest dojenie meza. Jest rodzicem tak samo jak Ty i utrzymanie dzieci i opieka nad nimi to nie jest opcja, tylko obowiazek.
              Ale kiedy po 2 latach separacji bedziecie przeprowadzac rozwod, sad bedzie chcial uslyszec, ze macie uklad, ktory zdaje egzamin, ze dzieci sa zadbane i ze nie ma miedzy Wami na tym tle konfliktu.

              Tak, nowa partnerka w zyciu meza to jest ryzyko, ktore trudno zminimalizowac, bo za duzo w nim niewiadomych.
    • maja3333 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:16
      "Kompromis, zycie, rodzina i zaspokajanie swoich potrzeb i tych drugiej osoby, chyba na to sie decyzdujemy slub biorac."

      czy to nie Ty pisałas te słowa jeszcze miesiąc temu ?

      Pozwole sobie wypowiedziec się w tym temacie, poniewaz podobnie jak innym osobom tutaj sie wypowiadajacym, wydaje mi sie, że to rozstanie jest na wyrost i nie do konca przemyslane.
      Ja sama mam 26 lat i dzieci (5 lat i 2lata) i mam dobrego męża. Takiego samego jak Twój, nie będe ponownie powtarzac tego co Ty napisałaś, ale opis niemal idealnie pasuje do mojego M. :)
      Myślę, że zyjesz marzeniami, brakuje Ci przygody, emocjii.. Zapewne nie poszalałaś za dużo w młodości ? to możemy sobie przybić piatke, bo ja tez nie.
      Wydaje Ci sie, że jak on odejdzie to bedziesz wolna, będziesz mogła robić kursy itd. Ja myślę, że zamiast cudownej wolności czeka Cie wiele nieprzespanych nocy, problemów zycia codziennego i przede wszystkim problemów z dziećmi, dla których świat sie nagle zawali. Nie liczyłabym, że Wasze ustalenia przetrwają dłużej niż kilka miesięcy. oddalicie sie od siebie, staniecie sie prędzej wrogami niz przyjaciółmi.
      Na Twoim miejscu przemyślałabym wszystko jeszcze raz, bo mając prace part time, dwójke małych dzieci i ex-męża "którego nie chcesz doić" możesz sobie po prostu nie poradzić.
      Jeszcze jedno co mi przychodzi do głowy to to, czy nie jest to wywołane stresem związanym z perspektywa powiększania rodziny ? planowaliscie powiekszenia, tak pisałaś. Wygląda na to, że nie chcesz być juz "kurą domową", siedziec w domu i rodzic dzieci. No i racja, nie musisz :) Nie wiem jednak czy Twój sposób na osiągnięcie tego celu jest najlepszy.. córka za chwile pójdzie Ci do szkoły, a Ty mogłabys, z pomoca męża(gdybyście sie nie rozstali), zacząć sie rozwyjać, wybrac pracę, która oferuje szkolenia i porobic kursy, podnosić kwalifikacje. Mogłabyś zacząc pracować w wiekszym wymiarze godzin.
      Nie wiem dokładnie jaki masz plan, ale przemyśl wszystko, bo możesz skończyć jako samotna matka z dwójką dzieci na zasiłkach...

      Dla osób postronnych Twoje powody do rozstania sa dziecinne, dorośli ludzie, majacy dzeci nie rozstają sie z powodu braku romantyzmu czy tym podobnych. Chyba, że cos jest głębiej "na rzeczy" ,o czym nie piszesz.
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:29
        > Na Twoim miejscu przemyślałabym wszystko jeszcze raz, bo mając prace part time,
        > dwójke małych dzieci i ex-męża "którego nie chcesz doić" możesz sobie po prost
        > u nie poradzić.
        Czyli zostac z nim. Bo wtedy bedzie latwiej finansowo. Bez komentarza.
        Nie chce ryzykowac, dlatego pytam jak sie za to zabrac, ale nie bede z nim dlatego, ze jest to korzystniejsze finansowo. Mam z nim zyc, spac, mimo, ze nie chce. Ok, nie zawsze w zyciu mamy to co chcecmy, ale na Boga, dziewczyno...
        Gdybym mogla byc z nim, jednoczesnie realizowac siebie, bez stresu, ze ucierpia na tym dzieci, z pewnoscia, ze on bedzie mnie dopingowal, bylabym z nim. Ja nie szukam adrenaliny, ani zabawy, zdaje sobie sprawe z tego, ze moge juz nie spotkac nikogo.
        Uwierz, wole z sentymentem to malzenstwo wspominac i zalowac (choc watpie), ze zrobilam cos pochopnie, niz dusic sie przy nim, zalujac, ze nie sprobowalam.
        • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:52
          ale praktycznie za kilka/nascie meisiecy mozesz z dziecmi stac sie bezdomna samotna matka

          czy masz sile na to, zeby tulac sie po obcych ludziach lub hotelach, gdzie nie wolno zostawac na dzien?

          ja rozumiem, ze masz prawo do szczescia, ale poki co tym nie stac cie na nie

          przygotuj sie do zycia na wlasny rachunek, zakladajac, ze dzieci beda potrzebowaly ciebie 24/7 i ex moze zniknac z horyzontu
          jak sobie wtedy poradzisz?

          ja tez jestem samotna matka, ale pracuje w niezle platnej pracy, dzieci odchowane, itp
          nie pisze wiec tych rzeczy z sufitu tylko z wlasnych doswiadczen i przemyslen

          a na jakim poziomie masz j.angielski?
    • 3-mamuska Re: Rozstanie... 27.06.13, 16:13
      > Na Twoim miejscu przemyślałabym wszystko jeszcze raz, bo mając prace part time,
      > dwójke małych dzieci i ex-męża "którego nie chcesz doić" możesz sobie po prost
      > u nie poradzić.
      Czyli zostac z nim. Bo wtedy bedzie latwiej finansowo. Bez komentarza.
      Nie chce ryzykowac, dlatego pytam jak sie za to zabrac, ale nie bede z nim dlatego, ze jest to korzystniejsze finansowo. Mam z nim zyc, spac, mimo, ze nie chce. Ok, nie zawsze w zyciu mamy to co chcecmy, ale na Boga, dziewczyno...
      Gdybym mogla byc z nim, jednoczesnie realizowac siebie, bez stresu, ze ucierpia na tym dzieci, z pewnoscia, ze on bedzie mnie dopingowal, bylabym z nim. Ja nie szukam adrenaliny, ani zabawy, zdaje sobie sprawe z tego, ze moge juz nie spotkac nikogo.



      Tak najlepiej sie rozstać, bo co 3 miesiące nowy chłop w domu i bada emocji motyle w brzuchu.

      Bedą motyle z nerwów i stresu bo nie bedzie z czego żyć.
      Latać po klubach tez nie bedzie jak bo malutkie dzieci w domu. Masakra fundowac maly dzieciom wujkow bo mamusia sie nie wyszalala.

      Przykre ze dla swoich emocji chcesz rozwalić życie dzieciom.
      I tak ich zdanie tez sie liczy, są ludzkimi i tez maja uczucia, i jesteś egoistka skoro tego nie widzisz i egoistyczne do tego podchodzisz.
      I tak za kilka miesięcy moze zniknąć z ich życia, odzwyczaji sie stosunki przyjaźń z tobą siecrozluzni. I znajdzie kogoś i tyle...

      A jak poznasz kogoś na dłużej to tez w pewnym momencie bedzie to samo dom rachunki i rutyna.

      Za dom musicie płacić pól na pól jak jest na was oboje.
      • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 27.06.13, 17:08
        > Tak najlepiej sie rozstać, bo co 3 miesiące nowy chłop w domu i bada emocji mot
        > yle w brzuchu.
        eh, chyba za pochopna Twoja ocena...autorka nie pisze ze ma zamiar sprowadzac do domu nowych facetow co tydzien/ co 3 miesiace. Nawet wspomniala, ze moze zostanie sama...Nie w glowie jej zabawy, ma dzieci, i tez nie pisze postow w stylu gdzie zostawic dzieci zeby isc na dyskoteke, tylko pyta jak wszystko unormowac przy rozstaniu. Calkiem racjonalne podejscie.


        > Przykre ze dla swoich emocji chcesz rozwalić życie dzieciom.
        > I tak ich zdanie tez sie liczy, są ludzkimi i tez maja uczucia, i jesteś egoist
        > ka skoro tego nie widzisz i egoistyczne do tego podchodzisz.
        > I tak za kilka miesięcy moze zniknąć z ich życia, odzwyczaji sie stosunki przyj
        > aźń z tobą siecrozluzni. I znajdzie kogoś i tyle...

        Jak dobrze wspomniala bodajze iwona z radomia (?) :) to zyc z mezem tylko dla dobra dzieci i samemu sie meczyc tez bez sensu. Dzieci docenia bardziej spelniona matke z usmiechem na ustach niz sfrustrowana matke, ktora zle sie czuje uwiazana w domu przez meza, bez odskoczni w postaci kursow itp. (swoja droga autorka pisze o doszkalaniu nie imprezowaniu, prawda?). za jakis czas moze byc z mezem jak piszesz, fakt, wszyscy juz to pisali, wiec ma swiadomosc, jej wybor. skoro sie wyprowadzi z domu proste ze do konca zycia chlop sam nie bedzie, zwlaszcza ze mlody jest zapewne....


        > A jak poznasz kogoś na dłużej to tez w pewnym momencie bedzie to samo dom rachu
        > nki i rutyna.
        Rutyna moze byc w kazdym zwiazku, i jest ale jest roznica codziennie jesc obiad przez rok o 17;00 z mezem, przy stole z dziecmi, i jest roznica wyskoczyc gdzies, zjesc z przyjaciolmi, zrobic grilla na obiad, cos urozmaicic. Jezeli ona chetna a on nie to nic z tego nie bedzie. I tu jest roznica z partnerami takze- jeden nie bedzie chcial, drugi chetnie, i rutyny nie bedzie :) Jej maz- chce zmieniac, rozstac sie- i tak bedzie to jej wybor z pelnymi konsekwencjami, ale ma do tego prawo.
        • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 17:28
          super - ale co wlozyc do garnka?
          2 malych dzieci bedzie potrzebowala opieki przez nastepne 7 lat
          w tym czasie wiele sie moze zmienic - rozstawac sie bez zaplecza finansowego i planu wg mnie to samobojstwo a w najlepszym wypadku jazda do tylu bez trzymania
            • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 18:10
              kazdy wychodzi z innego punktu widzenia

              oczywiscie - damy sobie rade, ktos pomoze, ktos wyciagnie reke...

              ale autorka nie ma stalego dochodu, rozsadnie platnej pracy, nie wiem jaki jest poziom jezyka u niej, jaki ma zawod

              moze ja jestem starsza od reszty i patrze na wszystko z pryzmatu doswiadczenia i tego, ze sama wlasnie tak zdecydowalam - rozstanie sie bylo fazowe, potrwalo wiele miesiecy, ba lata...
              i uwazam, ze tak bylo najlepiej dla wszystkich - a na uwadze mialam glownie dobro dzieci, bo rozstanie przypadlo na okres zmian ich szkol i egzaminow

              kazdy robi jak uwaza lepiej, jak mu pasuje
              ja mimo tego, ze mialam bardziej komfortowa sytuacje niz autorka (bylam wtedy bezrobotna, ale dostalam duza odprawe) nie wyrzucilam exa ot tak za drzwi - sama sie musialam pomeczyc z nim pod wspolnym dachem dopoki nie ulozyly sie nam lepiej finanse
            • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:38

              > Co zauwazylam to fakt, iz wiele samotnych mam- oprocz izabelski chyba tylko-nam
              > awia do rozstania. Dlaczego?

              Ja tam juz nie samotna, ale przechodzilam przez to :) I nie namawiam tylko tak z autopsji jak ma sie czlowiek meczyc w zwiazku, codzien zadawac sobie pytanie czy warto, frustrowac sie, rezygnowac z samorozwoju, pasji, zyc razem ale osobno, dochodzic do wniosku ze z ta osoba nie warto spedzac reszty zycia, a zycie przed nami, ze nie mamy juz wspolnych celi a wspolne obowiazki (czy kredyty), ktore jedynie nas lacza poza dziecmi- to powiem ze nie warto zycia sobie marnowac.
              Mawia sie ze malzenstwo to dwa konie ciagnace woz- jak jeden w prawo, drugi w lewo, a nie razem (wspolne cele) to nie ma sensu juz dalej... I to jest prawda. Jest mloda, skoro czuje ze to nie to, to czemu z drugiej strony ma sobie odmawiac byc moze znalezienia super dopasowanej drugiej polowy i szczesliwego zycia ? Mi tam rozstanie na dobre wyszlo, odetchnelam, poczulam sie jeszcze pewniejsza siebie bo dalam rade wyjsc z tego calo i tylko z trauma przemocy na lata, no ale to byla inna sytuacja niz ta tutaj, i nie zaluje - no moze tylko tego ze nie zakonczylam tego dziesiec lat wczesniej :)
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:36
        > Tak najlepiej sie rozstać, bo co 3 miesiące nowy chłop w domu i bada emocji mot
        > yle w brzuchu.

        Od 11 lat w moim zyciu jest jeden facet i musisz mi uwierzyc na slowo, ze na ta chwile bardziej wyobrazam sobie to, ze zostane sama, niz to, ze pojawi sie ktos nowy.

        > Bedą motyle z nerwów i stresu bo nie bedzie z czego żyć.
        > Latać po klubach tez nie bedzie jak bo malutkie dzieci w domu. Masakra fundowac
        > maly dzieciom wujkow bo mamusia sie nie wyszalala.

        yyyyy.... A skad to wzielas? Czy ja napisalam, ze chce szalec?

        > Przykre ze dla swoich emocji chcesz rozwalić życie dzieciom.
        ;)
        > I tak ich zdanie tez sie liczy, są ludzkimi i tez maja uczucia, i jesteś egoist
        > ka skoro tego nie widzisz i egoistyczne do tego podchodzisz.
        > I tak za kilka miesięcy moze zniknąć z ich życia, odzwyczaji sie stosunki przyj
        > aźń z tobą siecrozluzni. I znajdzie kogoś i tyle...

        Czyli kolejny powod, bym z nim byla. Bo zapomni o dzieciach... Mi tez przykro w takim razie, ale na to jakim bedzie ojcem po rozwodzie to akurat nie ja mam najwiekszy wplyw.
        > A jak poznasz kogoś na dłużej to tez w pewnym momencie bedzie to samo dom rachu
        > nki i rutyna.
        >
        > Za dom musicie płacić pól na pól jak jest na was oboje.
    • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 27.06.13, 16:40
      mimo ze uwazam ze wasza decyzja jest pochopna, nie bede cie probowala odciagnac od pomyslu pozostania z mezem. jezeli czujesz ze to nie to, i podjelas decyzje-ok. za jakis czas mozesz decyzji zalowac, mozesz tez uwazac ja za sluszna. mozesz zostac singlem, moze pojawic sie w Twoim zyciu partner, ktory bedzie gorszy od meza. Moze pic, bic i wogole sielanka sie urwie (na poczatku zawsze jest kolorowo), a potem bedziesz w sytuacji takiej jak dzis. Nie zycze Ci tego absolutnie, tylko podjecia dobrej decyzji. Wracajac do tematu- mozesz sobie poradzic sama z dziecmi, korzystajac z pomocy panstwa. przepisz wszystkie zasilki na siebie. Wszystko, absolutnie, powinno byc na papierze.Wasze ustalenia takze. Oczywiscie standard zycia bardzo sie Tobie obnizy. Przekalkuluj koszta. Pomysl o zmianie pracy, zmiania godzin na elastyczne, dorabianiu wieczorami gdy maz zajmie sie dziecmi itp. Nie licz na dlugotrwala przyjazn. jak pisza dziewczyny, tu zgodze sie, wszystko sie utnie gdy pojawi sie nowa partnerka. Moze juz nie miec tyle czasu dla dzieci. Moze kombinowac , zeby nie zaopiekowac sie nimi, i tylko placic alimenty. Przerabiama to wszystko, dalalm rade sama ale bylo tak ze nie bylo co do garnka wlozyc..., niestety. I bylego to nie obchodzilo, jak i nie obchodzi, ze ma obowiazki wzgledem dziecka. O samych dzieciach takze...pomysl, jak im sensownie wszystko wyjasnic, i co zrobic zeby ucierpialy na tym jak najmniej.Tu masz jakies pole do manewru, bynajmniej na ta chwile, gdy ojciec przejawia chce zajmowania sie potomstwem i nie ma nowej partnerki :) To jest korzystne, bo niestety nie wszyscy maja taka mozliwosc (tez z doswiadczenia, ojciec znika nagle z zycia dziecka i juz sie nie pojawia). I zycze powodzenia i cierpliwosci. Przemysl wszystko raz jeszcze.
    • bramhall Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:31
      Czytam,czytam i wlasnym oczom nie wierze! Jaki wlasciwie jest powod tego rozwodu? Konkretnie. I kto podjal taka decyzje? Z tego,co tu piszecie,wynika ze miesiac temu wychwalalas zycie rodzinne. Klamalas wtedy? Czy moze stalo sie cos gwaltownego,z natychmiastowym skutkiem rozwodowym,jak np.zdrada? Kto tu od kogo odchodzi? Jesli on od Ciebie-nie mam pytan. Nie da sie nikogo zmusic do milosci. Mozesz tylko wziac sie w garsc. Ale ja tu czytam jakies bzdury o niemoznosci robienia kursow, o braku koca, samorealizacji, o zyciu dla siebie itp. Przy mezu nie mozesz robic kursu,tak? A moze zapytaj go o co chodzi? Myslisz,ze jak zostaniesz sama,to sobie zrobisz kurs,tak? Ja mysle,ze to jakas bzdura. Wszystkie te niby-powody. Nie wierze tez,ze nie myslisz o potencjalnym nowym mezczyznie. Nikt nie chce byc sam i samotnosci nie planuje. Poza tym,po to sie czlowiek rozwodzi, miedzy innymi. No i dzieci. Tu mi rece opadaja. Sa takie kobiety,ktore zostaja z tyranami,zdradzaczami,bo nie potrafia ich kopnab w dupe i tlumacza
      • bramhall Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:46
        C.D.

        i tlumacza sobie to pozostawanie z tyranem tym, ze robia to "dla dobra dzieci". Na drugim biegunie sa kobiety, ktore bardzo chetnie sie rozwioda, tlumaczac to sobie i calemu swiatu, ze chca zeby ich dzieci mialy "szczesliwe i spelnione matki". Co za obrzydliwosc!!! Nie myslicie o dzieciach wcale! Tylko o sobie. Bo ja to albo ja tamto! Pamietam, jak bedac w II albo i I klasie podstawowki, moi rodzice sie poklocili i sie do siebie nie odzywali. Pamietam, ze poszlam wtedy do szkoly bardzo zdenerwowana. Caly czas myslalam o rodzicach, nie moglam sie skupic na lekcjach, bylo mi wrecz niedobrze... Mysle, ze to pierwszy zapamietany przeze mnie stres i musial byc bardzo silny, bo pamietam to, jakby to bylo wczoraj. I wyobrazam sobie tylko co czuja dzieci, gdy rodzice sie rozwodza. To jest rzeczywista tragedia. I wierz mi, ze nie bedzie Ci latwiej i te wszystkie komentarze, obrazalskiej pani za to, ze ktos Ci przypomina o finansach, to jest naiwnosc. Ale poki co, mieszkacie razem, narazie to jest takie tylko gadanie. Wiec przypuszczam, ze jakos sie zejdziecie. W nerwach czlowiek mowi rozne rzeczy. Nie jestem zwolenniczka bycia razem za wszelka cene, ale uwazam, ze rozwalanie rodziny musi miec jakis konkretny i powazny powod. Pozdrawiam i zycze niepodejmowania pochopnych decyzji.
        • zurekgirl Re: Rozstanie... 27.06.13, 20:02
          Moja mama poklocila sie z tata, gdy mialam lat 15, bylam juz w liceum, tata nie spal przez tydzien w domu, przychodzil do mnie do szkoly na dlugiej przerwie i zabieral na obiad zeby pogadac o pierdolach, co zwykle robilismy wieczorami po szkole i pracy, a teraz wieczorami go nie bylo. To byl dla mnie najbardziej traumatyczny tydzien w zyciu, choc teoretycznie rodzice nie chcieli, by to sie w jakimkolwiek stopniu na mnie odbilo. I wiadomo bylo, ze to klotnia krotkotrwala, bo poszlo o jakies durne interesy pracowe. Niby jestem zwolenniczka rozstan, jesli cos nie wychodzi, ale nie ma mozliwosci, zeby dzieci gleboko nie przezyly nowego ukladu, nawet jesli tata sie stara jak moze i spedza z nimi kazda wolna chwile.
          • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:55
            Nie dam sobie wmowic, ze trzeba miec meza tyrana, psychola lub alkoholika by od niego odejsc, ze nie moze dwoje doroslych ludzi po prostu stwierdzic, ze im razem dalej nie po drodze. Sa dzieci i one sa najwazniejsze. Tylko czy zycie w takiej "fikcyjnej" rodzinie wyjdzie im na dobre. Podobno dzieci czuja wiecej, niz sie wydaje.
            Nie chce by moje corki rosly w domu, gdzie nie ma czulosci miedzy rodzicami. Takich zwyklych gestow, jak podanie herbaty wlasnie, czy buziak gdzies w biegu. Wole by dorastaly przy szczesliwej, realizujacej sie mamie i spedzaly weekendy u szczesliwego taty, chocby przytulacjacego inna kobiete na ich oczach.
          • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:05
            A jak to poprawia samopoczucie, samoocene podnosi... Szkoda słów nakomentarz. Autorka nauczona wątkiem o planowaniu dziecka mam nadzieję się nie zrazi.

            A wracając do tematu, skoronie ma rozstania burzliwego i nagłego, a jak mówisz, jest porozumienie, to może rozważ opcję pozostania z mężem pod jednym dachem przez czas, który bdize potrzebny na przeniesienie benefitówna ciebie. Będzie łatwiej rpzez tenokresnie generując dodatkowych kosztów takich jak wynajęcie lokum dla męża. Dopiero wtedy sięrozejdźcie i zgłoście eparację. Wtedy, jak juz pisałam, naliczaci zmianę w benefitach w ciągu kilku dni.

            Inny pomysł, jakbys po skalkulowaniu kosztówmiala sobie nie proadziać i mogłaby wisiec nad tobą groźba bezdomności z powodu nie płacenia kredytu. Możecie ustalić, że dom bierze mążi on cię spłaca. Ty natomiast zgłaszasz się do councilu pomieszkanie socjalne. Będzietańsze niż kredyt, i zawsze w razie potrzeby możesz ubiegać sie o zasiłek na czynsz. Ponadto bedizesz miećjakieś pieniądz na start, bo mąż cie bedize spłacał. Oprócz alimentów.
            A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.
            Dom socjalny mozesz po jakims czasie wykupic ze znizka, jak zapare lat staneisz na nogi.
            Wiem, zeto nie jest szczyt marzen i ambicji, ale to jest opcja BEZPIECZNA.
            • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 10:11
              > A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.
              Zakladajac, ze ojciec nie spisze testamentu, w ktorym dom apisze na swoja przyszla zone albo swoje przyszle dzieci.
              • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:17
                Takie samo założenie jak to, że bedą żyli po rozstaniu w przyjaźni na długie lata. :)

                Autorka wątku sprawia wrażenie bardzo niegłupiej, poradzi sobie, jestem tego pewna. Jedynie to założenie, że będa sobie szli na reke i będa zyć w przyjaźnina długie lata mnie "martwi". Bo na tym się przejedzie, i z całego tego zamieszania na forum mam nadizeję, że wywnioskuje, że ma wszystko mieć na papierze, oficjalnie załtwione, i to szybko, póki faktycznie ta dobra wola po obu stronach jest, a nie za niedługo, jak sie pojawią pierwsze konflikty. A dogadywać się ustnie oczekująć dobrej woli moze co do prezentów urodiznowych. :)
                • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:52
                  Nie no, sielanki nie bedzie. Ale nie musi tez byc totalnej wojny.
                  Dlatego napisalam, ze jest roznica miedzy "be friends" a "be friendly".

                  Swoja droga, zauwazylas moze te dziwna prawidlowosc, ze do pozostania w jalowym zwiazku namawiaja glownie osoby, ktore od parnera spodziewaja sie wylacznie tyle, by nie pil, nie bil i nie zdradzal?
                  • szprotka6 Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:01
                    > Swoja droga, zauwazylas moze te dziwna prawidlowosc, ze do pozostania w jalowym
                    > zwiazku namawiaja glownie osoby, ktore od parnera spodziewaja sie wylacznie ty
                    > le, by nie pil, nie bil i nie zdradzal?

                    Wiem do czego pijesz golfstrom, to stary i dobrze znany mechanizm-jesli ja się na coś nie zdobyłam to kazdy kto to zrobi będzie przeze mnie potępiony (by chronic , uzasadniać, usprawiedliwiac swoją decyzję).
                    Gdy się rozwiodłam to najbardziej zacietrzewiona i złowrogą mi osoba okazała się moja ciotka, ktora od lat zyla w związku z alkoholikiem i nie odwazyla się na rozwod.
                    • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:10
                      Wiesz, ja nie mam nic przeciwko ludziom, ktorzy tylko tyle chca od malzenstwa: zeby nie pil i nie bil, nie zdradzal i zapewnil ladne auto.
                      Nie bede oceniac ludzi, ktorzy zostaja w zwiazkach z alkoholikiem, bo czytalam na temat wspoluzaleznienia. I choc sama bym sie na to nie zdecydowala, to zdaje sobie sprawe, ze ja jestem kompletnie innym czlowiekiem.

                      Mnie po prostu dziwi, ze ludzie nie zdaja sobie sprawy, ze wybor nie jest miedzy konsekwencjami a ich brakiem, tylko mieyz jednym a drugim zestawem konsekwencji.
                      Oraz to, ze ludzie nieodmiennie kreuja sie na wszechwiedzacych (jak to w znacznie bardziej elegancki sposob ujela onmytoes) i nawet nie przejdzie im przez glowe, ze byc moze sa zwyczajnie aroganccy.

                      Z tej okazji chyba kupie sobie podkoszulke
                      • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:11
                        abstrahujac od tematu dyskusji
                        popatrzylam na tshirt i najpierw poczulam nieprzyjemny scisk w glowie bo nie zalapalam o co chodzi. pomyslalam wtf to przeciez tylko napis na koszulce a ja nie jarze ahahahha

                        golfstrom napisała:

                        >
                        > Z tej okazji chyba kupie sobie podkoszulke
                    • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:01
                      szprotka6 napisała:

                      > > Swoja droga, zauwazylas moze te dziwna prawidlowosc, ze do pozostania w j
                      > alowym
                      > > zwiazku namawiaja glownie osoby, ktore od parnera spodziewaja sie wylaczn
                      > ie ty
                      > > le, by nie pil, nie bil i nie zdradzal?
                      >
                      > Wiem do czego pijesz golfstrom, to stary i dobrze znany mechanizm-jesli ja się
                      > na coś nie zdobyłam to kazdy kto to zrobi będzie przeze mnie potępiony (by chro
                      > nic , uzasadniać, usprawiedliwiac swoją decyzję).
                      > Gdy się rozwiodłam to najbardziej zacietrzewiona i złowrogą mi osoba okazała si
                      > ę moja ciotka, ktora od lat zyla w związku z alkoholikiem i nie odwazyla się na
                      > rozwod.

                      Dokladnie tak.
                      Tez widzialam ten sam motyw jak moja mama sie rozwiodla. Najgorecej krytykowala ja pseudoprzyjaciolka, ktora maz notorycznie bil, nie pracowal, a ona tkwila w malzenstwie "dla dobra dzieci". A teraz pseudoprzyjaciolka rozpacza, ze jej corka zwiazala sie z damskim bokserem.
            • illegal.alien Re: Rozstanie... 28.06.13, 12:42
              Tylko po to mieszkanie socjalne to ja bym poszla szybciutko - rozmawialam ostatnio z wujkiem/kuzynem/innym pokretnym krewnym w afrykanskim systemie rodzinnym o wprowadzeniu Universal Credit i list pierwszenstwa do mieszkan socjalnych. Ten facet pracuje wlasnie w Housing Association i mowil mi, ze jak wprowadza Universal Credit to najprawdopobniej stanie na glowie system przyznawania mieszkan - bo pieniadze nie beda szly prosto do wlascicieli mieszkan czy housing associations a do kieszeni ludzi i to oni beda odpowiedzialni za oplaty - nie biore za te slowa odpowiedzialnosci, tylko poddaje je do przemyslenia. Nie uwazam rowniez krewnego mojego W za alfe i omege w dziedzinie mieszkan socjalnych (ani w zadnej innej ;)).
                • botu Re: Rozstanie... 28.06.13, 19:55
                  izabelski napisała:

                  > >>pieniadze nie beda szly prosto do wlascicieli mieszkan <<
                  > tak jest w przypadku prywatnie wynajmowanych mieszkan
                  > nie mam pojecia o czym on mowil

                  O tym, ze jedna z przeslanek wprowadzenia universal credit jest nauczenie zasilkowcow gospodarowania pieniedzmi, ktore beda wyplacane tylko raz w miesiacu na konto delikwenta I on sam bedzie musial zadbac o oplacanie m.in. swojego czynszu.

                  www.gov.uk/government/policies/simplifying-the-welfare-system-and-making-sure-work-pays/supporting-pages/introducing-universal-credit
                  Dotychczas pokolenia zasilkowcow byly prowadzone za reke z wyplatami w malych czesciach co tydzien - dwa, a najwazniejsze oplaty typu zasilek mieszkaniowy wplywaly od razu na konto zarzadcy lokalu, co mialo uchronic te kase przed jej rozplynieciam sie na procenty i prochy.
                  Teraz podejscie ma sie zmienic na promocje samodzielnosci, co moze sie skonczyc roznie, w tym masowym zadluzaniem sie lokatorow wydajacych bez umiaru na przyjemnosci zamiast na czynsz.
                  • izabelski Re: Rozstanie... 28.06.13, 20:02
                    no akurat co do czynszu to wiem, ze nie wplywa na konto wlasciciela z konta gminy, tylko na konto wynajmujacego - stad biora sie dlugi niezaplacone przez posiadaczy DSS

                    co to tego, ze nie bedzie to tygodniowka tylko miesieczna bodajrze wyplata to wiedzialam
            • steph13 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:05
              fifka02 napisał(a):

              > Inny pomysł, jakbys po skalkulowaniu kosztówmiala sobie nie proadziać i mogłaby
              > wisiec nad tobą groźba bezdomności z powodu nie płacenia kredytu. Możecie usta
              > lić, że dom bierze mążi on cię spłaca. Ty natomiast zgłaszasz się do councilu p
              > omieszkanie socjalne. Będzietańsze niż kredyt, i zawsze w razie potrzeby możesz
              > ubiegać sie o zasiłek na czynsz. Ponadto bedizesz miećjakieś pieniądz na start
              > , bo mąż cie bedize spłacał. Oprócz alimentów.
              > A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.


              fifka, malujesz chyba nadmiernie optymistyczny obrazek. Koncza sie czasy kiedy mozna bylo zrobic siebie dobrowolnie 'homeless' I oddac sie w zamian w opieke panstwa. Znajoma pracuje jako tlumacz dla council I opowiadala, ze obecnie tacy 'potrzebujacy' odchodza masowo z kwitkiem. Jezeli osiagneli juz jakis dorobek jako malzenstwo to raczej absolutna ostatecznoscia byloby z niego zrezygnowac.

              > A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.

              Zakladasz, ze ojciec zyly sobie podetnie z rozpaczy kiedy tylko dom przejdzie na niego? A co bedzie, jesli w tym domu zalozy sobie nowa szczesliwa rodzine? Dzieci nie odziedzicza NIC.
              • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:24
                jak zawsze i wszędzie - zalezy od zasobów councilu. jak ma pustostany, to woli je wynająć niż utrzymywać, więc moze się zdarzyć, ze wcale nie taki diabeł straszny.
                pozatym ja tylko podaję opcję do rozważenia/sprawdzenia.

                jeśli maż nie wydziedziczy dzieci, to dziedziczą po ojcu tak samo jak ewentualne nowe dzieci z nowego zwiazku.

                na tym skończmy ten watek dyskusji, bo bedizemy się przekonywać, a w żaden sposób się to autorce wątku nie przyda. podałam jej opcję, bedzie chciala, to w lokalnym councilu sprawdzi.
          • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:09
            Jeremy Kyle nie powstal w prozni, tylko z wyraznej 'potrzeby spolecznej' :)
            Mysle, ze wiekszosc dziewczyn tutaj nie osadza autorki, tylko snuje rozne domniemania co w tym konkretnie zwiazku jest powodem decyzji, i kto wie, z nuz autorka rozpozna w ktoryms wariancie (bo jest ich tu sporo) ziarenko prawdy a to sprowokuje ja do zastanowienia sie albo nad sama decyzja jeszcze raz, albo nad sposobem i ramami czasowymi jej realizacji. Co w tym zlego?
            • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:14
              Forma. Ton i słownictwo, sugerujące potępienie i pogardę.
              Co innego powiedzieć "zastanów sie jeszcze", a co innego "we łbie ci sie poprzewracało gówniaro".
              • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:31
                Chyba nieuwaznie czytalam bo gowniary nie zauwazylam.
                Poza tym zupelnie obcy patrzacy z zewnatrz czasami trafi w sedno sprawy. A dosadny jezyk czasami jeszcze poprawia ostrosc obrazu.
                Jeszcze raz powtarzam, Jeremy Kyle spelnia potrzebe spoleczna :)
                • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 10:29
                  Ania, wystarczy wrocic do postu 3-mamuski na przyklad, gdzie kompletnie z dupy rzucane sa teksty o sprowadzaniu nowego chlopa do domu w 3 miesiace i imprezowaniu. Albo bramall, ktora stwierdza, ze jak dziewczyna chce sie uczyc to jakies bzdury, bo jej sie zamarzyly jakies kursiki. Lub inne podobne zarzucajace autorce dziecinnosc powodow do rozstania.

                  Naprawde zdumiewa mnie wydawanie tego typu osadow na tematu cudzego zycia na podstawie kilku watkow na forum, co gorsza, jak 3-mamuska, nawet tych watkow nie przeczytawszy!
                  Czemu to sluzy jak nie poklepaniu sobie w klawiature i ulaniu nieco wlasnych frustracji?

                  Zadna z nas nie mieszka w domu autorki i raczej nie widziala nigdy jej meza, skad wiec ta pewnosc, ze ona powinna z tym mezem zostac i ze jej powody rozstania sa dziecinne?
                  Zadna z nas z tym mezem nie bedzie musiala co wieczor zasypiac przez nastepne 30-40 lat. Tylko ona. Wiec bardzo latwo jest sobie siedziec przed komupterem i krytykowac powody jej decyzje o odejsciu.

                  Ale przeciez, jak na matke Polke przystalo, powinna sie poswiecic, dla dobra dzieci i trwalosci rodziny. Zrezygnowac z ambicji, doksztalcania sie, lepszej pracy, bo przeciez pan maz sobie tego nie zyczy. Spedzic nastepne 20 lat odchowujac dzieci i uczac je na wlasnym przykladzie, ze w malzenstwie zyje sie obok siebie we frustracji i niezadowoleniu. Pieknie!
                  • bramhall Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:40
                    Widze, ze niektórzy maja wątpliwości co do moich wypowiedzi, wiec postaram się wyjasnic swój punkt widzenia. Otoz nigdzie nie napisałam, ze dziewczyna ma się nie doksztalcac! Sama konczylam studia wychowując malutkie dziecko. Bzdura jest dla mnie podawanie tego, ze maz nie zgadza się na kurs, jako powod do rozwodu. Może wystarczy usiasc i porozmawias skad u niego taka niechęć..? Może martwi się o opieke nad najmłodszym dzieckiem? Może chodzi o finanse? Może wystarczy NA SPOKOJNIE wysluchac i porozmawiać..? Na pewno znajdziecie jakiś kompromis. Może trzeba będzie odlozyc ten pomysl o rok, a może trochę zaoszczedzic, skorzystać z pomocy opiekuna...nie wiem. Wiem tylko, ze przecież ten maz nie trzyma Autorki sila w domu. Przeciez Ona pracuje, wiec sadze ze z kursem tez nie byłoby problemu, tylko trzeba najpierw przedyskutować wszystkie opcje. Ale , dla niektórych to najlepiej wszystko pipeprznac w kat i już. Po sprawie. Doradzajcie sobie jak chcecie. Wierze, ze Autorka dogada się i w tej sprawie z mezem, bo dla mnie to nie jest powod do rozwodu. Mysle, ze to tylko chwilowe frustracje, skoro miesiąc temu starali się o dziecko i przez ten czas nic się chyba nowego nie wydarzyło. Powodzenia raz jeszcze!
                    • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:10
                      Przeciez Ona pracuje, wiec sadze ze z kursem tez nie byłoby pr
                      > oblemu, tylko trzeba najpierw przedyskutować wszystkie opcje. Ale , dla niektór
                      > ych to najlepiej wszystko pipeprznac w kat i już. Po sprawie. Doradzajcie sobie
                      > jak chcecie. Wierze, ze Autorka dogada się i w tej sprawie z mezem, bo dla mni
                      > e to nie jest powod do rozwodu. Mysle, ze to tylko chwilowe frustracje, skoro m
                      > iesiąc temu starali się o dziecko i przez ten czas nic się chyba nowego nie wyd
                      > arzyło. Powodzenia raz jeszcze!

                      Mam takie samo zdanie. I zgadzam sie z tym co napisalas wczesniej.
                      I znam wiele sytuacji gdzie byly szybkie rozstania, bo cos tam. Rozstanie i rozwod tam gdzie sa dzieci, to cos co powinno zajac troche czasu i gdzie powinien byc czas na zastanowienie (chyba ze mamy do czynienia z wariatem czy alkoholikiem).
                      Jesli jestesmy na tyle odpowiedzialni ze decydujemy sie na dzieci, to sorry ale naszym obowiazkiem jest zrobic co sie da aby ratowac rodzine. Na dzieci rozwod dziala koszmarnie, rozwala im spora czesc zycia i obojetnie jak rodzice po rozwodach czasem chca to umniejszac, dla dziecka to tragedia. Bywa ze mniejsze zlo niz pozostanie z tatusiem w domu, ale czesto to po prostu dorosli ktorzy nie chca sie dogadac. Bo trawa bedzie zielona po drugiej stronie plotu oczywiscie.
                      Autorka glownego postu wyszla super mlodo za maz, super mlodo, za mlodo, zostala matka. Teraz chce nadrabiac, chce robic kursy, maz pewnie w szoku bo sie nie spodziewal. I w niczym nie przeszkadza zeby robila kursy olewajac jego opinie.
                      Ale rozwod bez dania sobie czasu na rozmowy, tego akurat nigdy nie rozumiem jesli w gre wchodza dzieci.
                      Mam znajoma ktora wszystkich wokolo namawia do rozwodow jesli tylko wspomni ktoras z nas ze sie klocimy w naszych zwiazkach. A sama nie jest szczesliwa po rozwodzie i wyladowala w nowym zwiazku z takimi samymi problemami na jakie narzekala w pierwszym.
                      Ludzie sie nie zmieniaja, warto jednak pracowac nad tym co sie ma.
                      Bo jednak ktos tego faceta wybral in the first place, a chyba ufamy odrobine wlasnej inteligencji:)))
                      • ann.38 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:20
                        yumemi napisała:
                        > Autorka glownego postu wyszla super mlodo za maz, super mlodo, za mlodo, zostal
                        > a matka. Teraz chce nadrabiac, chce robic kursy, maz pewnie w szoku bo sie nie
                        > spodziewal.

                        W watku o planach dotyczacych kolejnego dziecka, to Autorka chciala powiekszyc rodzine i zostac w domu, a maz wolal aby szla do pracy. Miejmy nadzieje, ze to chwilowy kryzys jaki dopada wiele malzenstw i w koncu dogadaja sie, bo naprawde warto podjac trud.
                        • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:33
                          ann.38 napisał(a):


                          > W watku o planach dotyczacych kolejnego dziecka, to Autorka chciala powiekszyc
                          > rodzine i zostac w domu, a maz wolal aby szla do pracy. Miejmy nadzieje, ze to
                          > chwilowy kryzys jaki dopada wiele malzenstw i w koncu dogadaja sie, bo naprawde
                          > warto podjac trud.

                          Dokladnie o tym mowie.. sama przeszlam duzy kryzys w moim malzenstwie, taki ze rozwod byl juz w rozmowach i potem okazalo sie ze mozna sprobowac i 2 lata pozniej jest lepiej niz bylo kiedykolwiek. Czasem trzeba dac sobie szanse, zrobic krok do tylu, pojsc na kompromis.
                          Trudne ale warto.
                      • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:51
                        yumemi napisała:

                        > Przeciez Ona pracuje, wiec sadze ze z kursem tez nie byłoby pr
                        > > oblemu, tylko trzeba najpierw przedyskutować wszystkie opcje. Ale , dla n
                        > iektór
                        > > ych to najlepiej wszystko pipeprznac w kat i już. Po sprawie. Doradzajcie
                        > sobie
                        > > jak chcecie. Wierze, ze Autorka dogada się i w tej sprawie z mezem, bo dl
                        > a mni
                        > > e to nie jest powod do rozwodu. Mysle, ze to tylko chwilowe frustracje, s
                        > koro m
                        > > iesiąc temu starali się o dziecko i przez ten czas nic się chyba nowego n
                        > ie wyd
                        > > arzyło. Powodzenia raz jeszcze!
                        >
                        > Mam takie samo zdanie. I zgadzam sie z tym co napisalas wczesniej.
                        > I znam wiele sytuacji gdzie byly szybkie rozstania, bo cos tam. Rozstanie i roz
                        > wod tam gdzie sa dzieci, to cos co powinno zajac troche czasu i gdzie powinien
                        > byc czas na zastanowienie (chyba ze mamy do czynienia z wariatem czy alkoholiki
                        > em).
                        > Jesli jestesmy na tyle odpowiedzialni ze decydujemy sie na dzieci, to sorry ale
                        > naszym obowiazkiem jest zrobic co sie da aby ratowac rodzine. Na dzieci rozwod
                        > dziala koszmarnie, rozwala im spora czesc zycia i obojetnie jak rodzice po roz
                        > wodach czasem chca to umniejszac, dla dziecka to tragedia. Bywa ze mniejsze zlo
                        > niz pozostanie z tatusiem w domu, ale czesto to po prostu dorosli ktorzy nie c
                        > hca sie dogadac. Bo trawa bedzie zielona po drugiej stronie plotu oczywiscie.
                        > Autorka glownego postu wyszla super mlodo za maz, super mlodo, za mlodo, zostal
                        > a matka. Teraz chce nadrabiac, chce robic kursy, maz pewnie w szoku bo sie nie
                        > spodziewal. I w niczym nie przeszkadza zeby robila kursy olewajac jego opinie.
                        > Ale rozwod bez dania sobie czasu na rozmowy, tego akurat nigdy nie rozumiem jes
                        > li w gre wchodza dzieci.
                        > Mam znajoma ktora wszystkich wokolo namawia do rozwodow jesli tylko wspomni kto
                        > ras z nas ze sie klocimy w naszych zwiazkach. A sama nie jest szczesliwa po roz
                        > wodzie i wyladowala w nowym zwiazku z takimi samymi problemami na jakie narzeka
                        > la w pierwszym.
                        > Ludzie sie nie zmieniaja, warto jednak pracowac nad tym co sie ma.
                        > Bo jednak ktos tego faceta wybral in the first place, a chyba ufamy odrobine wl
                        > asnej inteligencji:)))

                        Tak naprawde to wszystko sa spekulacje na temat i obok tematu. Moze wybrala, moze wpadla? Moze ona sie zmienila, moze on sie nie zmienil. Moze to chwilowy kryzys, a moze narastajace latami ogolne przekonanie o zyciowej pomylce? Moze ona nie powiedziala, ze chce sie doksztalcic, a moze on to widzi jako zagrozenie swojej pozycji w zwiazku i nie zgodzi sie by baba byla madrzejsza od niego.

                        To wszystko nasze gdybania, ale tez odnosze wrazenie, ze umknelo Wam pare istotnych szczegolow. Na przyklad to, ze autorka napisala, ze probowala wszystkiego. Ze chciala namowic meza na terapie, ale on zupelnie nie byl zainteresowany. Ze nie zgadzal sie aby poszla do pracy, nie zgadzal sie na to aby poszla do szkoly.

                        Oczywiscie, ze sa zwiazki o ktore warto walczyc, kryzysy, ktore da sie przetrwac i co wiecej, wyjsc z nich mocniejsi jako para.

                        Ale tez sa faceci, ktorych jedynym zainteresowaniem zyciowym jest telewizor i obowiazek malzenski raz w tygodniu przy zgaszonym swietle. Sa tacy, ktorzy beda kobiete dolowac, uziemiac, niszczyc jej ambicje (po co ci praca, po co ci szkola) tylko po to aby miec nad nia kontrole, uzaleznic od siebie.
                        Tu tylko markacjam moze chyba sobie odpowiedziec, do ktorej kategorii nalezy jej facet i czy jest w stanie spedzic z tym facetem reszte zycia.

                        Sa zwiazki o ktore warto walczyc i sa tez takie, z ktorych trzeba uciec, zeby nie obudzic sie za 20 lat z poczuciem zmarnowanego zycia.
                        • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:25
                          > Ale tez sa faceci, ktorych jedynym zainteresowaniem zyciowym jest telewizor i o
                          > bowiazek malzenski raz w tygodniu przy zgaszonym swietle. Sa tacy, ktorzy beda
                          > kobiete dolowac, uziemiac, niszczyc jej ambicje (po co ci praca, po co ci szkol
                          > a) tylko po to aby miec nad nia kontrole, uzaleznic od siebie.
                          > Tu tylko markacjam moze chyba sobie odpowiedziec, do ktorej kategorii nalezy je
                          > j facet i czy jest w stanie spedzic z tym facetem reszte zycia.

                          Nie mozna sie nie zgodzic, tez tak uwazam. Ale tego akurat zadna z nas tutaj nie wie, bo mozemy tylko mowic na podstawie wlasnych doswiadczen.
                          Ja walczylam o moj zwiazek bo uwazalam ze warto, bo wierzylam ze gdzies tam jest ten super facet ktorego poznalam iles lat temu.
                          Gdybym posluchala rad jednej z kolezanek, to pewnie juz bym dzisiaj mocno zalowala ze nie probowalam.
                          • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:24
                            yumemi napisała:

                            > Gdybym posluchala rad jednej z kolezanek, to pewnie juz bym dzisiaj mocno zalow
                            > ala ze nie probowalam.

                            No wlasnie, dlatego ja uwazam, ze w takich sytuacjach najlepiej nic nie radzic i nie sluchac niczyich rad tylko wlasny rozum miec ;)
                            Doradcy niestety, nawet ci z dobra wola, czesto maja swoj wlasny bagaz, swoje doswiadczenia, ktore im zakrzywiaja widzenie swiata.
                            Nie mowiac juz o innych zzyczliwych, ktorych mottem jest "aby nikt nie mail lepiej ode mnie" :P
                            • izabelski Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:36
                              akurat z tym sie nie zgodze - szukac rad i opinii - jak najbardziej
                              inaczej przerobisz bledy poprzednikow a nie musisz

                              natomiast uzywac wlasnego rozumu i inicjatywy co do tego co i kiedy zrobic
                              • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:55
                                dokladnie - zgadzam sie z izabelski - zgromadzic cale spektrum opinii i rad a potem z tego wyciagnac dla siebie najpotrzebniejsze rzeczy.
                                nigdy czlowiek sam nie pomysli o wszystkich mozliwosciach. czesto druga osoba proponuje rozwiazanie z zupelnie innego punktu widzenia ktore okazuje sie strzalem w dziesiatke a samemu by sie na to nie wpadlo.

                                izabelski napisała:

                                > akurat z tym sie nie zgodze - szukac rad i opinii - jak najbardziej
                                > inaczej przerobisz bledy poprzednikow a nie musisz
                                >
                                > natomiast uzywac wlasnego rozumu i inicjatywy co do tego co i kiedy zrobic
                    • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:13
                      > dla mnie podawanie tego, ze maz nie zgadza się na kurs, jako powod do rozwodu.
                      > Może wystarczy usiasc i porozmawias skad u niego taka niechęć..? Może martwi s
                      > ię o opieke nad najmłodszym dzieckiem? Może chodzi o finanse? Może wystarczy NA
                      > SPOKOJNIE wysluchac i porozmawiać..? Na pewno znajdziecie jakiś kompromis. Moż

                      Moze podam konkretny przyklad.
                      Rozmowa o szkole byla kilka tygodni temu. Jako, ze pobieramy working tax credit oplaty za semestr bylyby naprawde niewielkie. Nie chce teraz wymyslac, ale napewno nie wiecej niz 200GBP. Maz sie wsciekl. Bo wymyslam, bo pieniadze... Pomyslalam, ok, poczekam, wezme wiecej godzinm odloze sobie.
                      Im wiecej zarabiam, tym wiecej on potrzebuje ode mnie na oplaty...
                      I teraz sytuacja odzwierciedlajaca nasza tragiczna sytuacje finansowa w przypadku, gdy to ja chce w siebie ZAINWESTOWAC oraz nienajgorsza w przypadku gdy on chce czegos dla siebie.
                      On do pracy, ja do pracy, jedno dziecko do szkoly, drugie do przedszkola, czasem ciezko to bylo ogarnac majac jeden samochod. Wiec moj maz wpadl na genialny pomysl, zeby mnie odciazyc ! Kupil sobie sciagacza Yamahe R6 za 1650 funa :D Tadaaam. I wszystkim naokolo opowiadal, ze to dla mnie, zebym zawsze miala samochod :D To jest inwestycja. Na moj komentarz, ze mogl kupic jakies autko za 700 tylko sie zasmial...