Dodaj do ulubionych

Rozstanie...

26.06.13, 18:58
Prosze pomozcie mi to ogarnac, bo niewiem kiedy, jak i od czego zaczac...
Rozstajemy sie z mezem. Mieszkamy w naszym wspolnym domu (mortgage), ktorego jeszcze przez dwa lata nie oplaca nam sie sprzedac.
W domu zostaje ja, on wynajmuje sobie mieszkanie z kolega, wszystko na dniach. Co teraz?
W domu naszym wspolnym zostaje ja, dwoje dzieci 6 i 4 lata, oraz mam lokatora na pokoju, ktorego nie chcialabym sie pozbywac.
Maz pracuje w pelnym wymiarze godzin tj. 40, a ja na part time, z tym, ze jeden tydzien okolo 12 godzin, kolejny kolo 20... Nie dam rady bez pomocy. Musze oplacic dom, rachunki, znacie to, a zyc z dzieciakami trzeba. Na meza moge liczyc, nie bede potrzebowala codziennej platnej opieki dla dzieci, finansowo tez sie postara, ale nie chce go "doic"...
Rozwod z czasem zapewne, ale gdzie?
Wczesniej, tj. teraz, separacja? Cos trzeba orzec, zglosic?
Chcielibysmy przebrnac przez to jaknajszybciej. W Uk zyjemy ponad 5 lat.
Teraz pobieramy benefity na dzieci, czy w momencie rozstania zostana wstrzymane do nowej decyzji?
Mlodsza od wrzesnia idzie do szkoly, bedzie latwiej, poki co, wakacje... Niewiem jak to ogarne ;(
Obserwuj wątek
    • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:06
      I jak to dokladnie jest z tymi godzinami pracy? Ile trzeba przepracowac, by cos sie nalezalo?
      Staram sie ile moge, bardzo mi ida w pracy na reke, maz pracuje na trzy zmiany, naprawde sie do mnie dostosowuja, czasem udaje mi sie wyciagnac ponad 30 godzin, czasem zdarzy sie, ze jest ich tylko 7... Ostatnio w miare rowno sie to rozklada, ale beda jeszcze takie zawirowania, czy to ma znaczenie?
    • ann.38 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:12
      Wybacz, ze nie o tym, o co pytasz. Ale to naprawde nieuniknione? Jeszcze nie tak dawno planowaliscie kolejne dziecko?
      Przykro czytac o tym, dzieci male, mloda rodzina jestescie, ehh jak to sie w zyciu uklada.. :-(
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:16
        My sie nawet zaczelismy starac o to dziecko. Ale wszystko zaczelo sie walic... Jestem mloda. Jesli mam zaczynac wszystko od nowa, to teraz. A nie, kiedy bede miala 40 lat.
        Bardzo chcialam wierzyc, ze nam razem po drodze.
    • yumemi Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:25
      Probowaliscie marriage counselling? PRzy dzieciach w takim wieku najlatwiej o rozstania.
      A ja widze ludzi ktorzy juz to przeszli i 10 lat pozniej laduja z podobnymi problemami tyle ze juz w nowym zwiazku. Warto pracowac nad tym co sie ma, szczegolnie ze dla dzieci takie rozstanie to tragedia.
      Pisze to bo brzmi jakbyscie dosc szybko podejmowali decyzje.. wystarczy kilka miesiecy klotni i wydaje sie ze wyjscia nie ma. Jesli dwoje doroslych kocha swoje dzieci, naprawde ciezko zeby sie nie dogadali.
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 19:29
        Decyzja jest podjeta. Oboje czujemy ulge. On nie chce isc na terapie, probowalam, namawialam.
        Mysle, ze przyjazn wyjdzie nam lepiej, niz malzenstwo.
        • dorcian Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:07
          Ogarnac to sie musisz przede wszystkim ty. Jezeli dom jest wspolny to placic mortgage powinniscie po rowno, jezeli nie dasz rady finansowo to czy to sie wam oplaca czy nie bedziecie musieli pomyslec o jego sprzedazy. Masz obecnie dach nad glowa a ojciec dzieci jak rozumiem godzi sie na nie placic, masz prace wiec nie bardzo rozumiem co wiecej moze ci sie nalezec. Chb ci nie wstrzymaja aczkolwiek powinnas zglosic ze ojciec z dziecmi juz nie mieszka. Powinnas usiasc z olowkiem w reku I dokladnie policzyc na co cie bedzie stac a na co nie. Ustal tez z mezem ile miesiecznie bedzie ci placil I w jaki sposob pomagal w opiece nad dziecmi. Idealnie byloby miec to wszystko na papierze. Pomijajac caly ladunek emocjonalny tej sytuacji, maz sie troche wygodnie w niej ustawil, dom na twojej glowie, dzieci na twojej glowie - ok, roznie w zyciu bywa, ale ja bym na twoim miejscu tak przerazliwie polubowna I przyjacielska jednak nie byla.
          • makacjam25 Re: Dorcian 26.06.13, 20:30
            Dom wspolny, owszem, ale ja chce by on sie z niego wyprowadzil, wiec jaki on ma interes za niego placic, bo nie rozumiem? To wspolna decyzja. Moglby zostac w tym domu on, ale naprawde chce zminimalizowac rozwalanie dzieciom swiata. Wystarczy, ze tata nie bedzie z nimi mieszkal, nie chce do tego im zmieniac otoczenia... Mortgage to w naszym przypadku 556 f a wynajcie domu w naszym miescie to koszt srednio 500-550 f. Mam kolege na pokoju, ktory placi mi 220 f.
            Nawet jak pojde na flat za 400 f, to nie bedzie korzystniejsze, bo kolega sie ze mna nie przeprowadzi. Tak jest najlepiej.
            Jesli zaczne robic problemy i szarpac sie o kase, on wsadzi tylek do pokoju dzieci i zostanie, a nie wyobrazam sobie tak zyc. Jesli mamy sie rozstac, niech pozostanie pomiedzy nami jakis sentyment, a nie nienawisc i niechec patrzenia na siebie.
            Czy rozstanie zawsze musi wojne oznaczac, nie mozna juz tak normalnie, po ludzku, w przyjazni? Wcale nie uwazam, ze ustawil sie dobrze. Po 8 godzinach swojej pracy bedzie zaiwanial do dzieci prawie kazdego dnia. Bedzie jechal przez pol miasta np. po to, zeby dac im sniadanie i zawiezc do szkoly. On nie z tych, co pojdzie w tango i spelni swoj ojcowski obowiazek placac mi alimenty.
            • dorcian Re: Dorcian 26.06.13, 21:04
              I tego ci zycze amen:) Niestety z peryspektywy starej 40letniej purchawy ;) wiem, ze zycie pisze rozne scenariusze, niestety nie zawsze ze szczesliwym zakonczeniem, dlatego warto - bez wzgledu na to jak jest teraz - byc przygotowanym na rozne, rowniez te mniej przyjemne niespodzianki. Za jakis czas np. moze sie w jego zyciu pojawic nowa partnerka I wiele moze sie zmienic.
              A z pozyczka na dom on nie ma zadnego interesu zeby placic, Ty masz zeby on placil bo splacacie wspolna pozyczke. Jezeli powiedzmy sprzedacie dom a jest on na was oboje to jemu nalezy sie polowa zysku ze sprzedazy, nikogo nie bedzie interesowalo z czyjej kieszeni szly pieniadze.
        • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:14
          mysle, ze nie powinnas planowac tego jak ci sie beda ukladaly stosunki z ex za jakis czas - jesli rozstajecie sie w zalu, to nie znaczy ze bedziecie przyjaciolmi
          na razie musicie usiasc razem i ogarnac finanse tak, zeby wybrac opcje na ktora was bedzie stac

          wiele rozstajacych sie par na tym pierwszym etapie mieszka niestety pod wspolnym dachem bo inaczej nie byloby ich stac na nic innego

          niestety jako matka nie masz innego wyjscia tylko tak ulozyc sobie zycie, zeby nie pojsc z torbami
          poszukaj pracy, ktora da ci wieksze dochody lub wynajmij drugi pokoj lokatorom

          czasami trzeba wynajac dom i przeprowadzic sie do czegos tanszego lub mniejszego

          musisz rozpatrzyc wszystkie opcje, bo pomocy finansowej przysplacie pozyczki na dom nie dostaniesz przez dlugi czas

          zobacz co ci wyjdzie w tym kalkulatorze:
          www.entitledto.co.uk/

          • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:19
            oprocz tego powinniscie miec osobne konta
            CHB powinno byc przelewane na twoje konto/nazwisko

            ile lat maja wasze dzieci?
            • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:38
              Konta rozdzielimy.
              Dzieci maja 6 i 4 lata.
              CHB mysle, ze to kwestia jednego telefonu.

              Nie rozstajemy sie w zalu. Ostania noc zapewne spedzimy wspolnie. Po prostu nam razem nie po drodze, tak w zyciu.
              Jedyne czego sie boje, to tego, ze gdy pojawi sie nowa panna, przyjdzie jej do glowy cos w stylu "to my musimy dom wynajmowac, kiedy masz swoj wlasny i mieszka w nim Twoja byla zona...?"
              Nie sprzedam domu, nie stac mnie na placenie odsetek. Wole je splacac teraz jeszcze dwa lata i miec, gdzie mieszkac z dziecmi.
              • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:58
                >>Nie sprzedam domu, nie stac mnie na placenie odsetek.<<

                wydaje mi sie, ze jedno wyklucza drugie....

              • alki_80 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:16
                CHB może to i jeden telefon, ale dosyć długo to trwa. Bratowa chciała zmienić żeby CHB był na nią i czekali kilka miesięcy i w tym czasie im wstrzymali wypłaty (później im to wyrównali).
                • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:43
                  tak sie dzieje - czesto zawieszane sa wyplaty i innych dofinansowan, a potem wyrownuja zalegosci
                  jesli autorka ma zmienne dochody to tez bedzie musiala na bierzaco o tym informowac i pilnowac, zeby jej nie nadplacili, bo potem trzeba zwracac
    • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 20:40
      Co do benefitow w sytuacji kiedy mam swoj dom slyszalam rozne opinie. Ale glownie mi chodzi o working i child tax credit, ktory teraz pobieramy, a jest na meza. Bede ja samotna matka, prawda czy nieprawda?
      • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:00
        dlatego podalam ci linka do tego kalkulatora
        zbierz payslips, przelicz ile srednio godzin przepracowaals tygodniowo - chyba teraz musisz miec 20 zebys mogla sie ubiegac o jakiekolwiek dofinansowanie

        wpisz 20 godzin w kalkulator i zobaczysz co ci wyjdzie
        • marninor Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:12
          Iza tylko jak zaczyna się wyliczenia to już na pierwszej stronie wpisywania danych , jest:
          Important: The calculator cannot calculate your entitlements if you are not a British or Irish citizen. Please do not continue with the calculator.
          • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:20
            w sumie to nie wiem czym sie rozni pomoc dla obywateli i nie-obywateli

            mysle, ze CAB w tym moglby pomoc
            • marninor Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:37
              wiem ze z mozliwosci przeliczenia benefitow w roznych opcjach mozna skorzystac w job center, social security agency i mysle ze te wyliczenia sa wiargodne. przy okazji dowiesz sie ile czego dostaniesz. cab malo kiedy mozna spotkac kogos z sensowna wiedza. moim zdaniem jesli bedziesz chciala przepisac benefity na siebie to je wstrzymaja na czas nowych wyliczen. na working tax mozesz miec za malo godzin i moze byloby lepiej dla Ciebie pracowac ponizej 16 godz i wystapic o jobseeker allowance income based... miala bys wtedy child tax wysoki. do mortage tez bys miala byc moze pomoc... pomysl w ta strone takze
              • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:54
                mozna pojsc do pozyczkodawcy:

                If payments are stretching your finances then consider speaking to your existing lender and explain your financial situation. They have an obligation to help and changing the mortgage from repayment to interest only, if only in the short term, will help give you some breathing space.

                aczkolwiek dom jest na was oboje - wiec nie wiem jak to zinterpretuja?

                oraz to:

                www.gov.uk/support-for-mortgage-interest/overview
                aczkolwiek znowu.... dome jest na was dwoje - a ty chcialabys brac pomoc na siebie i dzieci
            • botu Re: Rozstanie... 26.06.13, 21:52
              Na gov.uk nie widac takiego zastrzezenia

              www.dwpe-services.direct.gov.uk

              Ale o zasilki dla imigrantow tak czy tak jest i bedzie coraz trudniej, dzis Osborne oglosil koniecznosc uczenia die angielskiego aby o nie wnioskowac...
              • botu Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:24
                botu napisała:
                >
                > www.dwpe-services.direct.gov.uk
                >
                Cos mi ta strona teraz juz nie wchodzi, znalazlam ja przechodzac z

                www.gov.uk/benefits-adviser
    • marninor Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:00
      no to akurat chyba dobrze ze beda wymagac znajomosci jezyka...
      • botu Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:06
        Jesli to do mnie, to nie chodzilo mi o to, ze to zle, tylko o to ze uprawnienia sie zmieniaja, zwlaszcza w ostatnich latach / miesiacach.
      • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:08
        ciekawa jestem poziomu, ktory beda wymagac
        • marninor Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:14
          z tego co na bbc czytalam to tej znajomosci jezyka maja wymagac od job seekes ktorzy chca zasiek... wiadomo ciec szukaja ale mysle sobie ze nic tak nie zadziala motywujaco... poziom hmmm kazdy lepszy niz zaden ;b
          • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:20
            wg mnie to jest logiczne wymaganie - jesli ktos potafi sie utrzymac bez znajomosci j.tubylczego - to super
            jesli nie - niech sie go uczy, najlepiej na zapas, bo nigdy nic nie wiadomo
    • 18lipcowa3 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:21
      przepraszam czy ja dobrze przeczytalam
      zostajesz sama z 2 malych dzieci w domu, pracując na part time i nie oczekujesz za wiele od niego bo.............. uwaga


      nie chcesz ''doić '' męza?

      oczadziałaś?
      • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:28
        tak, bo chcie sie z nim rozstac "w przyjazni"

        szkoda,ze tego sie do garnaka nie da wlozyc albo na konto bankowe przelac
        • gosia7813 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:54
          Tez po rozstaniu z mezem wierzylam w przyjazn. Placil po 800 funtow miesiecznie na dzieci, odwiedzal ich 3 razy w tygodniu, byl na kazde skinienie kiedy dzieci lub ja go potrzebowalismy.
          Do czasu, az poznal jakas panne. Teraz w dupie ma dzieci, nie interesuje go kompletnie nic (choroby, szkoly, ubrania, wakacje), nasze przyjaznie i to czy ja mam co do garnka wlozyc :( Dzieci tez nie chce odwiedzac.

          Mam nadzieje, ze w Twoim przypadku bedzie inaczej, ale wez pod uwage jednak najczarniejszy scenariusz.
          • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:16
            Dziekuje dziewczyny bardzo Wam za podpowiedzi.
            Myslalam po prostu, ze bedzie latwiej jak zostane w naszym domu. Chociaz przez pierwsze kilka miesiecy, az wszyscy oswoimy sie z sytuacja.
            Po krotce to bylo tak, ze maz nie chcial nigdy zebym pracowala. Bo po co? Przy czym wiecznie jeczal, ze jest zmeczony. Jak juz udawalo mi sie na troche gdzies wyrwac do pracy, to on i tak zmeczony byl bardziej. Oczywiscie kasa cala na oplaty, nic dla siebie, bo przeciez on tez nie ma nic od zycia. To takie bledne kolo.
            Chcialam pojsc do szkoly. Najpierw stanowcze nie, bo to kosztuje. Potem ostatecznie, ze moze on by poszedl ze mna... Zero swojego zycia. I z ubiegiem lat, mimo, ze wciaz go kocham, widze, ze on kocha mnie jakas chora miloscia. Widze w nim mojego tescia. Ten sam charakter, ten sam schemat. Ja jestem facet, krol swiata, zadbam o moja rodzine sam, a Ty kobieto sluchaj mojego marudzenia i badz szczesliwa, ze masz to, co masz. Tak, mam duzo. Fakt, ze w naszym zyciu podzialo sie wszystko szybko, pojawily sie dzieci. Mam 26 lat, dom, samochod, cudowne corki i meza, ktory, nie bije, nie pije, zawsze wraca do domu. Nigdy nie czulam sie ponizana.
            Takie to glupie wszystko.
            On jest bardzo prosty. Praca, obiad, sen, seks.
            A ja chce z zycia wiecej. Chce usiasc z mezem pod jednym kocem, pic herbate i rozmawiac. My nie rozmawiamy.
            Moze to ja jestem nienormalna, moze nie potrafie wytlumaczyc o co mi chodzi.
            Brakuje mi jedynie takiego poczucia, ze jestesmy jedna druzyna. Mam go, ale jestem sama i ciezko mi sie tak zyje.
            • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:22
              no to rozstajecie sie, bo on nie jest taki jakim bys ty chciala, zeby byl?

              jesli nie chcesz obudzic sie z reka w nocniku to zrobcie separacje
              mieszkajcie pod jednym dachem
              ty odloz jakies pieniadze i jak poczujesz sie, ze mas troche zabezpieczenia - rozstancie sie

              czasami niestety nei da sie odejsc bez sensownego przygotowania sie do tego
              potrzebujesz tego, zeby dzieci byly w tej samej szkole ful-time, znalezc prace w czasie ich szkoly, itp... itd

              na znalezienie kogos do siedzenia pod kocem masz mnostwo czasu - teraz musisz pomyslec o szarej rzeczywistosci i o tym jak zaplacic rachunki

              a wiesz dokladnie jakie masz wsyzstkie rachunki miesieczne?
              • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:26
                Nikogo nie szukam.
                Nie chce.
                Chce zyc dla siebie.
                Tak wiem, policzylam wszystko. Niewiem po prostu czy zostawic wszystko tak, jak jest, a jest w miare finansowo, czy zglosic, ze on sie wyprowadza, ja zostaje z dziecmi i ryzykowac, ze wstrzymaja mi tax credit i child tax credit na jakis czas.
                • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:31
                  zostawiewnie "wszsytkeigo tak jaka jest" na kilka miesiecy i odlozenie pieniedzy na czarna godzine, pojscie do szkoly, znalezienie lepszej pracy da ci spokojniejszy start na kolejne lata

                  jak dla mnie to jest jedyne rozwiazanie

                  no chyba, ze lubisz bezsenne noce i dlugi....
                  mozecie zyc w separacji pod jednym dachem, moesz w tym czasie zaczac przeprowadzac separacje finansowa

                  a ex neich sie wyprowadi jak ty staniesz na wlasnych nogach
                  bo musisz miec tyle dochodu, zebys w razie czego jak on da noge mogla sie utrzymac
            • fifka02 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:50
              Z tego co piszesz, to jest wypalenie i kryzys a nie rozpad, ale nie mnie oceniać, broń boże.
              W kwestii formalnej:
              1. Dzwonisz do revenue i zawiadamiasz o zmianie sytuacji życiowej, tj. ze oddnia tegoa tego jesteś samotną matką, masz dwoje dzieci, ojciec dzieci się wyprowadził, prowadzicie osobne gospodarstwa domowe, podajesz datę rozstania, najlepiej, żeby to byla data jego wyprowadzki od ciebie. Podajesz czy pracujesz i ile. Naliczą ci od nowa childbenefit, oraz wtc i ctc - wprzypadku, jeśłi były na ciebie i potrwa to kilka dni. Jeśli byly na męża - masz pecha, musisz aplikować od nowa na siebie, i to potrwać moze kilka miesięcy - to jest to, o czym dziewczyny piszą, ze czasem wstrzymują.
              2. Daty, którą podałaś trzymasz się zgłaszając fakt rozstania w każdej innej instytucji.
              3. Zgłaszasz fakt rozstania do councilu, powinnas dostać zniżke council tax na podstawie single occupation.
              4. dzwonisz do Child Support Agency i podajesz dane swoje, męża, dzieci i date rozstania. CSA naliczy wysokość alimentów i będize pilnował ich płacenia. To normalna procedura,która nie przeszkadza nikomu zyć w przyjaźni, jeśli się chce i lepiej miec to zalatwione na papierze, niż się co miesiąc bać, czy mu nowa panna nie zweryfikowała poglądów na temat placenia.
              5. Możesz sobie planować, że przez dwa lata jakoś to będzie z płaceniem rat za dom, że mąż ci pomoże, a potem razem go sprzedacie i podzielicie się kasą. Daję ci gwarancję stupeocentową, ze sielanka życia w przyjażni potrwa do pierwszej choroby dzieci i konfliktu na temat, kto ma wziąc niepłatne wolne na opiekę nad dizecmi. Tak więc staraj się zaplanować budżet tak, zebyś mogła od dnia rozstania płacić raty sama, i spłacać mu jego część wkladu w dom do dnia rozstania, i wtedy dom jest tylko i wyłącznie twój. Trzeba to oczywiście uregulować notarialnie. Wynajmij jeszcze jeden pokój, śpij na sofie, policz, czy dasz radę.
              6. Nie idź z nim na wojnę ani nie idx mu za bardzo na rekę. Jednego i drugiego będziesz załować.
              7. Powodzenia.
              • botu Re: Rozstanie... 27.06.13, 00:15

                > 3. Zgłaszasz fakt rozstania do councilu, powinnas dostać zniżke council tax na
                > podstawie single occupation.

                Jesli facet "na pokoju" nie jest na czarno - nie do zrobienia.
                Jesli jest na czarno - moze i do zrobienia teraz, ale grozi klopotami w przyszlosci.
                • fifka02 Re: Rozstanie... 27.06.13, 08:24
                  Fakt, zapomniałam. Ale i tak zgłosić trzeba, że jest zmiana liczby lokatorów.
            • yumemi Re: Rozstanie... 27.06.13, 08:38
              Nie mówię ze trzeba tkwić w związku dla zasady, ale przyznam ze mimo własnego udanego bardzo nie mamy za bardzo czasu na siedzenie z herbata.. Udaje sie wyrywac chwile i doceniamy to. Nie rob sobie wizji tego jak związek powinien wyglądać bo tak nigdy nie jest. To kompromis, każdy związek.
              Piszesz ze masz 26 lat i już od 6 lat jesteś mama.. Nie miałas czasu zeby po prostu pobyć sama ze sobą, zrobić cos całkiem sama chyba co? Pytam bo pare moich koleżanek w podobnych sytuacjach to tez podobny schemat.
              Wrażenie ze bedzie lepiej i fajniej jak już sie rozstaniemy. Życzę Ci zeby tak wlasnie było.
              Brzmisz jak ktoś kto sobie poradzi, byles wiedziała czego chcesz od życia. Warto skupić sie na edukacji i rozwoju własnym.
              Ps Mam określona opinie na temat facetów którzy namawiają partnerki aby nie wracały do pracy, nie uczyły sie. Za każdym razem okazuje sie ze maja kompleks głowy rodziny (muszę pokazać światu jaki ze mnie facet bo żonę i dzieci utrzymam) oraz byle żona nie zaszła w życiu dalej niż on.
              Trzymaj sie :-)
      • a74-7 Re: Rozstanie... 26.06.13, 22:58
        I tu sie musze zgodzic z 18lipcowa :-D

        Po co doic meza jesli mozna mozna doic system
        :-D
    • makacjam25 Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:33
      Jak zglosisc separacje, gdzie?
      • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:39
        zacznij od czytania tego:

        www.netmums.com/coffeehouse/advice-support-40/single-parents-support-45/821871-separated-but-not-divorced-benefits.html
        • izabelski Re: Rozstanie... 26.06.13, 23:41
          oraz:

          www.adviceguide.org.uk/england/relationships_e/relationships_relationship_problems_e/ending_a_marriage.htm
      • botu Re: Rozstanie... 27.06.13, 00:19
        > Jak zglosisc separacje, gdzie?

        Nie da sie zjesc ciastka i miec ciastka - czyli zglosic separacje ale zasilki zostawic na niego zeby nie miec ich wstrzymanych na czas rozpatrywania nowych wnioskow.
    • iwonazradomia Re: Rozstanie... 27.06.13, 10:05
      Nie zazdroszczę sytuacji i niestety przychylam się do tego co pisały bardziej doświadczone życiem koleżanki. Na przyjaźń exa nie liczylabym w tej sytuacji, dąż aby wszystko jak najszybciej załatwić formalnie. Ja z moim exem tez rozstawalam się w sposób cywilizowany i przyjacielski. Mieliśmy dom i mortgage, którego nie chcieliśmy sprzedawać bo za dużo byśmy stracili. 3 miesiące pózniej pojawiła się w jego życiu nowa kobieta i wszystkie nasze ustalenia szlag trafił. Zaczęła go ustawiać i podburzac bo nie podobał jej się nasz układ i uzgodnienia, a w szczególności ze on ma teoretycznie pól domu ale w nim nie mieszka (on sam chciał się wyprowadzić, wynajelismy jedna sypialnie i to splacalo jego cześć kredytu). Nowa panna chciała korzystać z domu i z ogrodu a mój ex się na to godził bo zależało mu na nowej miłości a ona umiejętnie nim manipulowala i oskarzala ze jest dla mnie za dobry więc coś ciagle musi do mnie czuć. Nigdy nie sądziłam ze mój ex da się tak zamamic i tak zmienić w stosunku do mnie w przeciągu kilku miesięcy i ze kompletnie oleje nasze ustalenia.
      Więc tak jak piszą koleżanki, nie przesadzaj z ta przyjaźnią i delikatnoscia wobec niego, przede wszystkim zabezpiecz interesy swoje i dzieci. Jeśli kredyt jest na Was oboje to on ma taki sam obowiązek go spłacać i w przypadku sprzedazy będzie miał prawo domagać się zysku, nawet jeśli tylko ty kredyt splacasz.
      Z trzeciej strony, niestety nie wiem jaki bank zgodzi się na przepisanie kredytu tylko na ciebie, jeśli pracujesz part time i masz na utrzymaniu 2 małych dzieci. (Mi bank odmowil, mimo ze pracowalam full time, niezle zarabialam i dzieci nie bylo) Więc niestety jeśli chcesz dom zatrzymać to trzeba będzie z mężem mądrze to rozegrać.
      Jak mówiłam, nie zazdroszczę bo przerabialam to i wiem ze jest to nerwowa straszna.
      • gabez1 Re: Rozstanie... 27.06.13, 12:41
        Absolutnie nie moge Ci doradzac.
        Zastanawia mnie jednak, ze:
        maz Cie nie zdradza, nie pije, nie poniza.
        Macie naprawde niezly dorobek: 2 dzieci, wlasny dom, samochod.
        Rozumiem ze chcialabyc, aby byl bardziej romantyczny.
        Ale moze trzeba by sprobowac Go jakos tego nauczyc?
        Masz 26 lat, mozesz sobie jeszcze ulozyc na nowo zycie, jak powiedzialac.
        26 lat to jednak tez wada, czlowiek ma jakies jeszcze wspomnienia mlodzienczej milosci.
        Kazdy zwiazek sie zmienia z biegiem lat, wkrada sie rutyna, dlatego trzeba starac sie Go urozmaicic. Probowalas kiedys wieczorem, jak dzieci pojda spac, otworzyc dobre wino, zapalic swieczki, ubrac sie seksownie i moze sprobowac naprawiac zwiazek od tego? Wydaje mi sie, ze udany seks to bardzo wiele.
        Wydaje mi sie, a widzialam troche, ze wbrew pozorom, nielatwo znalezc dobrego czlowieka na swiecie. A z Twojego opisu Twoj Maz na takiegoz mi wyglada. Pamietaj, nie ma nikogo bez wad. Ty na pewno tez masz jakies?
        Moze nie warto tak szybko rezygnowac z milosci?
        • oolijull Re: Rozstanie... 27.06.13, 12:51
          gabez1, trafilas w sedno. nie jest latwo o dobrego czlowieka na ziemi.
          ja Bogu dziekuje ze sie udalo, ale i czekalam dlugo, bo ponad 30 lat. ale tez nigdy wczesniej tak pewna nie bylam jak teraz.
          to troche od czapy, tak machnac reka na czlonka RODZINY, bo maz to w koncu rodzina. nie mowie, ze rozwody ja czasem potrzebne, rozne bydlactwo ludzie potrafia umiejetnie kisic w sobie i daja potem temu upust. takie sprawy, jak najbardziej.
          ale odpuscic, bo malo romantycznie, bo nudno? olac rodzine, dzieci, dla mzonki ze pozna sie kogos super kiedys tam? zawsze twierdzilam ze malym dziewczynkom czyta sie za duzo bajek o ksiezniczkach, potem im trudno wejsc w role w realnym, prawdziwym zyciu....
          • steph13 Re: Rozstanie... 27.06.13, 13:27
            Ja mysle, ze albo jestes bardzo jeszcze bardzo naiwna, albo idealizujesz sytuacje nie przedstawiajac rzeczywistych faktow (zrozumiale na publicznym forum) albo
            rozstajecie sie w oparciu o twoje widzi-mi-sie. Odbierasz dzieciom ojca poniewaz jest ... nudny I bez polotu. Malzenstwo rzadko wyglada tak jak w filmach Hollywood I owszem, wkrada sie nuda, brak uniesien ale nad tym musza popracowac obydwie strony.. Dobry facet, pracuje, opiekuje sie dziecmi, splaca mortgage, ciebie traktuje dobrze ale brak momentow pod kocem z herbatka? I to jest powod do rozstania? Domyslam sie, ze on jest rowniez mlody I znajdzie kobiete, ktora ukroci zapewne kontakt z dziecmi I finansowe dotacje I dzieci beda kiedys mialy zal do ciebie kiedy beda egzystowaly z matka na zasilkach - nie bardzo widze, jak inaczej mozesz im sama zapewnic jaki taki dobrobyt pracujac part time.
            Spytalas dzieci jak one widza swoje zycie bez ojca?
            Gdyby malzenstwa rozstawaly sie z tak dziecinnych powodow to malo ktore przetrwaloby probe czasu.
            • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:19
              > Spytalas dzieci jak one widza swoje zycie bez ojca?

              Nie, poniewaz on nie umiera. Bedzie sypial, gdzie indziej, bedac wciaz obecny w ich zyciu. Nie przyszlo mi nawet do glowy, by pytac o zdanie 6 i 4 latke... Za 20 lat one wyprowadza sie z domu i beda mialy swoje zycie.
          • iwonazradomia Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:05
            To prawda ze często nasze wyobrażenia o małżeństwie oparte jest na sielankach rodem z komedii romantycznych. ALE... dziewczyna ma 26 lat i chce czegoś od życia. Czegoś wiecej niż siedzieć w domu z dziećmi. Chciała pójść do pracy, Maz się nie zgodził, chciała do szkoły, on nie widzi po co. Może rzeczywiście taki troskliwy a może właśnie lubi jak kobieta jest ograniczona i od niego zależna i musi go prosić o kasę na waciki. Sorry, ale dla mnie to dzwonek alarmowy jak facet chce kobietę w domu udupic i hamować jakiś jej rozwój, możliwość własnej pracy, zarobków.
            Oczywiście nie znamy motywacji pana. Oczywiście są dobrzy prosci mężczyźni, ale to nie oznacza ze każda kobieta będzie z takim szczęśliwa. A poświęcenie swego życia "dla dzieci" ma bardzo krótkie nogi.
          • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:13
            Ja wole byc sama, niz w zwiazku, ktory wlecze sie donikad...
        • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:09
          Przepraszam, ze tak wyrywkowo odpisze. Ale mnie tutaj akurat przyciagnelo.
          > Moze nie warto tak szybko rezygnowac z milosci?
          Ja nie rezygnuje z milosci. Ja wlasnie chce zawalczyc o szanse na milosc dla siebie.
          Milosc to nie tylko udany seks. Tak, wiem nie powiedzialas tego.
          Ale nie jestes pierwsza osoba, ktora sugeruje mi, zebym wlozyla fajne gacie i zakrecila tylkiem. Probowalam, ale on nawet po udanym seksie nie ma ochoty pobyc z nami. Dla przykladu, ja z dziecmi jemy obiad przy stole, on na kanapie, przed telewizorem.
          Naprawde uwazam, ze zrobilam wszystko.
          • golfstrom Re: Rozstanie... 27.06.13, 16:40
            Separacja robicie przez prawnika.
            Najpierw dogadajcie sie, jak bedziecie sie dzielic opieka nad dziecmi i sobie to wszystko spiszcie (np. w mailu)
            Dogadajcie sie, ile beda wynosily alimenty i tez to zapiszcie.
            Idz do agenta nieruchomosci i popros o wycene domu. Na tej podstawie prawnik albo mortgage advisor wyliczy Wam, jakie macie equity i wtedy moesz ocenic czy np. mozesz zatrzymac dom splacajac meza za jakis czas,
            Jesli bedziecie miec informacje o equity to maz moze przestac sie dokladac do hipoteki jesli Ty zobowiazesz sie w dokumentach separacyjnych ze splacisz mu jego czesc wyliczona z equity.
            Najwiekszy problem to zeby potem odnowic hipoteke i przepisac ja na Twoje nazwisko, jesli nei bedziesz miala wystarczajacych dochodow.

            Rozstawanie sie bez uzerania sie to bardzo dobry pomysl. Mimo ze rozstanie nawet po przyjacielsku to nie jest majowy spacerek i od czasu do czasu bedziecie sobie chcieli nawzajem przygrzac, to da sie to zrobic. Problemy sa nieuniknione, ale wazne jest, zeby sie nie nakrecac.
            Nie musicie byc przyjaciolmi (z tego co piszesz, to i tak nei jestescie), ale mozecie sie przyjaznie do siebie odnosic. Bardzo pomaga tez ustalenie z gory, jak wspolnie wyjasniacie sytuacje dzieciom, wazne jest, ze obydwoje sie tej wersji trzymacie. Nie klamac, ale przedstawiac fakty.

            Powodzenia. Dasz rade, choc latwego chleba nie wybierasz.
            Rozumiem Twoja motywacje. Jak masz ochote napisz na gazetowego.

            • golfstrom PS 27.06.13, 16:49
              Alimenty to nie jest dojenie meza. Jest rodzicem tak samo jak Ty i utrzymanie dzieci i opieka nad nimi to nie jest opcja, tylko obowiazek.
              Ale kiedy po 2 latach separacji bedziecie przeprowadzac rozwod, sad bedzie chcial uslyszec, ze macie uklad, ktory zdaje egzamin, ze dzieci sa zadbane i ze nie ma miedzy Wami na tym tle konfliktu.

              Tak, nowa partnerka w zyciu meza to jest ryzyko, ktore trudno zminimalizowac, bo za duzo w nim niewiadomych.
    • maja3333 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:16
      "Kompromis, zycie, rodzina i zaspokajanie swoich potrzeb i tych drugiej osoby, chyba na to sie decyzdujemy slub biorac."

      czy to nie Ty pisałas te słowa jeszcze miesiąc temu ?

      Pozwole sobie wypowiedziec się w tym temacie, poniewaz podobnie jak innym osobom tutaj sie wypowiadajacym, wydaje mi sie, że to rozstanie jest na wyrost i nie do konca przemyslane.
      Ja sama mam 26 lat i dzieci (5 lat i 2lata) i mam dobrego męża. Takiego samego jak Twój, nie będe ponownie powtarzac tego co Ty napisałaś, ale opis niemal idealnie pasuje do mojego M. :)
      Myślę, że zyjesz marzeniami, brakuje Ci przygody, emocjii.. Zapewne nie poszalałaś za dużo w młodości ? to możemy sobie przybić piatke, bo ja tez nie.
      Wydaje Ci sie, że jak on odejdzie to bedziesz wolna, będziesz mogła robić kursy itd. Ja myślę, że zamiast cudownej wolności czeka Cie wiele nieprzespanych nocy, problemów zycia codziennego i przede wszystkim problemów z dziećmi, dla których świat sie nagle zawali. Nie liczyłabym, że Wasze ustalenia przetrwają dłużej niż kilka miesięcy. oddalicie sie od siebie, staniecie sie prędzej wrogami niz przyjaciółmi.
      Na Twoim miejscu przemyślałabym wszystko jeszcze raz, bo mając prace part time, dwójke małych dzieci i ex-męża "którego nie chcesz doić" możesz sobie po prostu nie poradzić.
      Jeszcze jedno co mi przychodzi do głowy to to, czy nie jest to wywołane stresem związanym z perspektywa powiększania rodziny ? planowaliscie powiekszenia, tak pisałaś. Wygląda na to, że nie chcesz być juz "kurą domową", siedziec w domu i rodzic dzieci. No i racja, nie musisz :) Nie wiem jednak czy Twój sposób na osiągnięcie tego celu jest najlepszy.. córka za chwile pójdzie Ci do szkoły, a Ty mogłabys, z pomoca męża(gdybyście sie nie rozstali), zacząć sie rozwyjać, wybrac pracę, która oferuje szkolenia i porobic kursy, podnosić kwalifikacje. Mogłabyś zacząc pracować w wiekszym wymiarze godzin.
      Nie wiem dokładnie jaki masz plan, ale przemyśl wszystko, bo możesz skończyć jako samotna matka z dwójką dzieci na zasiłkach...

      Dla osób postronnych Twoje powody do rozstania sa dziecinne, dorośli ludzie, majacy dzeci nie rozstają sie z powodu braku romantyzmu czy tym podobnych. Chyba, że cos jest głębiej "na rzeczy" ,o czym nie piszesz.
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:29
        > Na Twoim miejscu przemyślałabym wszystko jeszcze raz, bo mając prace part time,
        > dwójke małych dzieci i ex-męża "którego nie chcesz doić" możesz sobie po prost
        > u nie poradzić.
        Czyli zostac z nim. Bo wtedy bedzie latwiej finansowo. Bez komentarza.
        Nie chce ryzykowac, dlatego pytam jak sie za to zabrac, ale nie bede z nim dlatego, ze jest to korzystniejsze finansowo. Mam z nim zyc, spac, mimo, ze nie chce. Ok, nie zawsze w zyciu mamy to co chcecmy, ale na Boga, dziewczyno...
        Gdybym mogla byc z nim, jednoczesnie realizowac siebie, bez stresu, ze ucierpia na tym dzieci, z pewnoscia, ze on bedzie mnie dopingowal, bylabym z nim. Ja nie szukam adrenaliny, ani zabawy, zdaje sobie sprawe z tego, ze moge juz nie spotkac nikogo.
        Uwierz, wole z sentymentem to malzenstwo wspominac i zalowac (choc watpie), ze zrobilam cos pochopnie, niz dusic sie przy nim, zalujac, ze nie sprobowalam.
        • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 15:52
          ale praktycznie za kilka/nascie meisiecy mozesz z dziecmi stac sie bezdomna samotna matka

          czy masz sile na to, zeby tulac sie po obcych ludziach lub hotelach, gdzie nie wolno zostawac na dzien?

          ja rozumiem, ze masz prawo do szczescia, ale poki co tym nie stac cie na nie

          przygotuj sie do zycia na wlasny rachunek, zakladajac, ze dzieci beda potrzebowaly ciebie 24/7 i ex moze zniknac z horyzontu
          jak sobie wtedy poradzisz?

          ja tez jestem samotna matka, ale pracuje w niezle platnej pracy, dzieci odchowane, itp
          nie pisze wiec tych rzeczy z sufitu tylko z wlasnych doswiadczen i przemyslen

          a na jakim poziomie masz j.angielski?
    • 3-mamuska Re: Rozstanie... 27.06.13, 16:13
      > Na Twoim miejscu przemyślałabym wszystko jeszcze raz, bo mając prace part time,
      > dwójke małych dzieci i ex-męża "którego nie chcesz doić" możesz sobie po prost
      > u nie poradzić.
      Czyli zostac z nim. Bo wtedy bedzie latwiej finansowo. Bez komentarza.
      Nie chce ryzykowac, dlatego pytam jak sie za to zabrac, ale nie bede z nim dlatego, ze jest to korzystniejsze finansowo. Mam z nim zyc, spac, mimo, ze nie chce. Ok, nie zawsze w zyciu mamy to co chcecmy, ale na Boga, dziewczyno...
      Gdybym mogla byc z nim, jednoczesnie realizowac siebie, bez stresu, ze ucierpia na tym dzieci, z pewnoscia, ze on bedzie mnie dopingowal, bylabym z nim. Ja nie szukam adrenaliny, ani zabawy, zdaje sobie sprawe z tego, ze moge juz nie spotkac nikogo.



      Tak najlepiej sie rozstać, bo co 3 miesiące nowy chłop w domu i bada emocji motyle w brzuchu.

      Bedą motyle z nerwów i stresu bo nie bedzie z czego żyć.
      Latać po klubach tez nie bedzie jak bo malutkie dzieci w domu. Masakra fundowac maly dzieciom wujkow bo mamusia sie nie wyszalala.

      Przykre ze dla swoich emocji chcesz rozwalić życie dzieciom.
      I tak ich zdanie tez sie liczy, są ludzkimi i tez maja uczucia, i jesteś egoistka skoro tego nie widzisz i egoistyczne do tego podchodzisz.
      I tak za kilka miesięcy moze zniknąć z ich życia, odzwyczaji sie stosunki przyjaźń z tobą siecrozluzni. I znajdzie kogoś i tyle...

      A jak poznasz kogoś na dłużej to tez w pewnym momencie bedzie to samo dom rachunki i rutyna.

      Za dom musicie płacić pól na pól jak jest na was oboje.
      • illegal.alien Re: Rozstanie... 27.06.13, 17:00
        Przeczytalas post, ktory cytujesz?
      • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 27.06.13, 17:08
        > Tak najlepiej sie rozstać, bo co 3 miesiące nowy chłop w domu i bada emocji mot
        > yle w brzuchu.
        eh, chyba za pochopna Twoja ocena...autorka nie pisze ze ma zamiar sprowadzac do domu nowych facetow co tydzien/ co 3 miesiace. Nawet wspomniala, ze moze zostanie sama...Nie w glowie jej zabawy, ma dzieci, i tez nie pisze postow w stylu gdzie zostawic dzieci zeby isc na dyskoteke, tylko pyta jak wszystko unormowac przy rozstaniu. Calkiem racjonalne podejscie.


        > Przykre ze dla swoich emocji chcesz rozwalić życie dzieciom.
        > I tak ich zdanie tez sie liczy, są ludzkimi i tez maja uczucia, i jesteś egoist
        > ka skoro tego nie widzisz i egoistyczne do tego podchodzisz.
        > I tak za kilka miesięcy moze zniknąć z ich życia, odzwyczaji sie stosunki przyj
        > aźń z tobą siecrozluzni. I znajdzie kogoś i tyle...

        Jak dobrze wspomniala bodajze iwona z radomia (?) :) to zyc z mezem tylko dla dobra dzieci i samemu sie meczyc tez bez sensu. Dzieci docenia bardziej spelniona matke z usmiechem na ustach niz sfrustrowana matke, ktora zle sie czuje uwiazana w domu przez meza, bez odskoczni w postaci kursow itp. (swoja droga autorka pisze o doszkalaniu nie imprezowaniu, prawda?). za jakis czas moze byc z mezem jak piszesz, fakt, wszyscy juz to pisali, wiec ma swiadomosc, jej wybor. skoro sie wyprowadzi z domu proste ze do konca zycia chlop sam nie bedzie, zwlaszcza ze mlody jest zapewne....


        > A jak poznasz kogoś na dłużej to tez w pewnym momencie bedzie to samo dom rachu
        > nki i rutyna.
        Rutyna moze byc w kazdym zwiazku, i jest ale jest roznica codziennie jesc obiad przez rok o 17;00 z mezem, przy stole z dziecmi, i jest roznica wyskoczyc gdzies, zjesc z przyjaciolmi, zrobic grilla na obiad, cos urozmaicic. Jezeli ona chetna a on nie to nic z tego nie bedzie. I tu jest roznica z partnerami takze- jeden nie bedzie chcial, drugi chetnie, i rutyny nie bedzie :) Jej maz- chce zmieniac, rozstac sie- i tak bedzie to jej wybor z pelnymi konsekwencjami, ale ma do tego prawo.
        • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 17:28
          super - ale co wlozyc do garnka?
          2 malych dzieci bedzie potrzebowala opieki przez nastepne 7 lat
          w tym czasie wiele sie moze zmienic - rozstawac sie bez zaplecza finansowego i planu wg mnie to samobojstwo a w najlepszym wypadku jazda do tylu bez trzymania
          • gabez1 Re: Rozstanie... 27.06.13, 17:33
            Co zauwazylam to fakt, iz wiele samotnych mam- oprocz izabelski chyba tylko-namawia do rozstania. Dlaczego?
            • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 18:10
              kazdy wychodzi z innego punktu widzenia

              oczywiscie - damy sobie rade, ktos pomoze, ktos wyciagnie reke...

              ale autorka nie ma stalego dochodu, rozsadnie platnej pracy, nie wiem jaki jest poziom jezyka u niej, jaki ma zawod

              moze ja jestem starsza od reszty i patrze na wszystko z pryzmatu doswiadczenia i tego, ze sama wlasnie tak zdecydowalam - rozstanie sie bylo fazowe, potrwalo wiele miesiecy, ba lata...
              i uwazam, ze tak bylo najlepiej dla wszystkich - a na uwadze mialam glownie dobro dzieci, bo rozstanie przypadlo na okres zmian ich szkol i egzaminow

              kazdy robi jak uwaza lepiej, jak mu pasuje
              ja mimo tego, ze mialam bardziej komfortowa sytuacje niz autorka (bylam wtedy bezrobotna, ale dostalam duza odprawe) nie wyrzucilam exa ot tak za drzwi - sama sie musialam pomeczyc z nim pod wspolnym dachem dopoki nie ulozyly sie nam lepiej finanse
              • izabelski Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:39
                oraz.....

                ja nie namawiam na pozostanie w zwiazku - tylko na odejscie z planem
            • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:38

              > Co zauwazylam to fakt, iz wiele samotnych mam- oprocz izabelski chyba tylko-nam
              > awia do rozstania. Dlaczego?

              Ja tam juz nie samotna, ale przechodzilam przez to :) I nie namawiam tylko tak z autopsji jak ma sie czlowiek meczyc w zwiazku, codzien zadawac sobie pytanie czy warto, frustrowac sie, rezygnowac z samorozwoju, pasji, zyc razem ale osobno, dochodzic do wniosku ze z ta osoba nie warto spedzac reszty zycia, a zycie przed nami, ze nie mamy juz wspolnych celi a wspolne obowiazki (czy kredyty), ktore jedynie nas lacza poza dziecmi- to powiem ze nie warto zycia sobie marnowac.
              Mawia sie ze malzenstwo to dwa konie ciagnace woz- jak jeden w prawo, drugi w lewo, a nie razem (wspolne cele) to nie ma sensu juz dalej... I to jest prawda. Jest mloda, skoro czuje ze to nie to, to czemu z drugiej strony ma sobie odmawiac byc moze znalezienia super dopasowanej drugiej polowy i szczesliwego zycia ? Mi tam rozstanie na dobre wyszlo, odetchnelam, poczulam sie jeszcze pewniejsza siebie bo dalam rade wyjsc z tego calo i tylko z trauma przemocy na lata, no ale to byla inna sytuacja niz ta tutaj, i nie zaluje - no moze tylko tego ze nie zakonczylam tego dziesiec lat wczesniej :)
      • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:36
        > Tak najlepiej sie rozstać, bo co 3 miesiące nowy chłop w domu i bada emocji mot
        > yle w brzuchu.

        Od 11 lat w moim zyciu jest jeden facet i musisz mi uwierzyc na slowo, ze na ta chwile bardziej wyobrazam sobie to, ze zostane sama, niz to, ze pojawi sie ktos nowy.

        > Bedą motyle z nerwów i stresu bo nie bedzie z czego żyć.
        > Latać po klubach tez nie bedzie jak bo malutkie dzieci w domu. Masakra fundowac
        > maly dzieciom wujkow bo mamusia sie nie wyszalala.

        yyyyy.... A skad to wzielas? Czy ja napisalam, ze chce szalec?

        > Przykre ze dla swoich emocji chcesz rozwalić życie dzieciom.
        ;)
        > I tak ich zdanie tez sie liczy, są ludzkimi i tez maja uczucia, i jesteś egoist
        > ka skoro tego nie widzisz i egoistyczne do tego podchodzisz.
        > I tak za kilka miesięcy moze zniknąć z ich życia, odzwyczaji sie stosunki przyj
        > aźń z tobą siecrozluzni. I znajdzie kogoś i tyle...

        Czyli kolejny powod, bym z nim byla. Bo zapomni o dzieciach... Mi tez przykro w takim razie, ale na to jakim bedzie ojcem po rozwodzie to akurat nie ja mam najwiekszy wplyw.
        > A jak poznasz kogoś na dłużej to tez w pewnym momencie bedzie to samo dom rachu
        > nki i rutyna.
        >
        > Za dom musicie płacić pól na pól jak jest na was oboje.
    • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 27.06.13, 16:40
      mimo ze uwazam ze wasza decyzja jest pochopna, nie bede cie probowala odciagnac od pomyslu pozostania z mezem. jezeli czujesz ze to nie to, i podjelas decyzje-ok. za jakis czas mozesz decyzji zalowac, mozesz tez uwazac ja za sluszna. mozesz zostac singlem, moze pojawic sie w Twoim zyciu partner, ktory bedzie gorszy od meza. Moze pic, bic i wogole sielanka sie urwie (na poczatku zawsze jest kolorowo), a potem bedziesz w sytuacji takiej jak dzis. Nie zycze Ci tego absolutnie, tylko podjecia dobrej decyzji. Wracajac do tematu- mozesz sobie poradzic sama z dziecmi, korzystajac z pomocy panstwa. przepisz wszystkie zasilki na siebie. Wszystko, absolutnie, powinno byc na papierze.Wasze ustalenia takze. Oczywiscie standard zycia bardzo sie Tobie obnizy. Przekalkuluj koszta. Pomysl o zmianie pracy, zmiania godzin na elastyczne, dorabianiu wieczorami gdy maz zajmie sie dziecmi itp. Nie licz na dlugotrwala przyjazn. jak pisza dziewczyny, tu zgodze sie, wszystko sie utnie gdy pojawi sie nowa partnerka. Moze juz nie miec tyle czasu dla dzieci. Moze kombinowac , zeby nie zaopiekowac sie nimi, i tylko placic alimenty. Przerabiama to wszystko, dalalm rade sama ale bylo tak ze nie bylo co do garnka wlozyc..., niestety. I bylego to nie obchodzilo, jak i nie obchodzi, ze ma obowiazki wzgledem dziecka. O samych dzieciach takze...pomysl, jak im sensownie wszystko wyjasnic, i co zrobic zeby ucierpialy na tym jak najmniej.Tu masz jakies pole do manewru, bynajmniej na ta chwile, gdy ojciec przejawia chce zajmowania sie potomstwem i nie ma nowej partnerki :) To jest korzystne, bo niestety nie wszyscy maja taka mozliwosc (tez z doswiadczenia, ojciec znika nagle z zycia dziecka i juz sie nie pojawia). I zycze powodzenia i cierpliwosci. Przemysl wszystko raz jeszcze.
    • bramhall Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:31
      Czytam,czytam i wlasnym oczom nie wierze! Jaki wlasciwie jest powod tego rozwodu? Konkretnie. I kto podjal taka decyzje? Z tego,co tu piszecie,wynika ze miesiac temu wychwalalas zycie rodzinne. Klamalas wtedy? Czy moze stalo sie cos gwaltownego,z natychmiastowym skutkiem rozwodowym,jak np.zdrada? Kto tu od kogo odchodzi? Jesli on od Ciebie-nie mam pytan. Nie da sie nikogo zmusic do milosci. Mozesz tylko wziac sie w garsc. Ale ja tu czytam jakies bzdury o niemoznosci robienia kursow, o braku koca, samorealizacji, o zyciu dla siebie itp. Przy mezu nie mozesz robic kursu,tak? A moze zapytaj go o co chodzi? Myslisz,ze jak zostaniesz sama,to sobie zrobisz kurs,tak? Ja mysle,ze to jakas bzdura. Wszystkie te niby-powody. Nie wierze tez,ze nie myslisz o potencjalnym nowym mezczyznie. Nikt nie chce byc sam i samotnosci nie planuje. Poza tym,po to sie czlowiek rozwodzi, miedzy innymi. No i dzieci. Tu mi rece opadaja. Sa takie kobiety,ktore zostaja z tyranami,zdradzaczami,bo nie potrafia ich kopnab w dupe i tlumacza
      • bramhall Re: Rozstanie... 27.06.13, 19:46
        C.D.

        i tlumacza sobie to pozostawanie z tyranem tym, ze robia to "dla dobra dzieci". Na drugim biegunie sa kobiety, ktore bardzo chetnie sie rozwioda, tlumaczac to sobie i calemu swiatu, ze chca zeby ich dzieci mialy "szczesliwe i spelnione matki". Co za obrzydliwosc!!! Nie myslicie o dzieciach wcale! Tylko o sobie. Bo ja to albo ja tamto! Pamietam, jak bedac w II albo i I klasie podstawowki, moi rodzice sie poklocili i sie do siebie nie odzywali. Pamietam, ze poszlam wtedy do szkoly bardzo zdenerwowana. Caly czas myslalam o rodzicach, nie moglam sie skupic na lekcjach, bylo mi wrecz niedobrze... Mysle, ze to pierwszy zapamietany przeze mnie stres i musial byc bardzo silny, bo pamietam to, jakby to bylo wczoraj. I wyobrazam sobie tylko co czuja dzieci, gdy rodzice sie rozwodza. To jest rzeczywista tragedia. I wierz mi, ze nie bedzie Ci latwiej i te wszystkie komentarze, obrazalskiej pani za to, ze ktos Ci przypomina o finansach, to jest naiwnosc. Ale poki co, mieszkacie razem, narazie to jest takie tylko gadanie. Wiec przypuszczam, ze jakos sie zejdziecie. W nerwach czlowiek mowi rozne rzeczy. Nie jestem zwolenniczka bycia razem za wszelka cene, ale uwazam, ze rozwalanie rodziny musi miec jakis konkretny i powazny powod. Pozdrawiam i zycze niepodejmowania pochopnych decyzji.
        • zurekgirl Re: Rozstanie... 27.06.13, 20:02
          Moja mama poklocila sie z tata, gdy mialam lat 15, bylam juz w liceum, tata nie spal przez tydzien w domu, przychodzil do mnie do szkoly na dlugiej przerwie i zabieral na obiad zeby pogadac o pierdolach, co zwykle robilismy wieczorami po szkole i pracy, a teraz wieczorami go nie bylo. To byl dla mnie najbardziej traumatyczny tydzien w zyciu, choc teoretycznie rodzice nie chcieli, by to sie w jakimkolwiek stopniu na mnie odbilo. I wiadomo bylo, ze to klotnia krotkotrwala, bo poszlo o jakies durne interesy pracowe. Niby jestem zwolenniczka rozstan, jesli cos nie wychodzi, ale nie ma mozliwosci, zeby dzieci gleboko nie przezyly nowego ukladu, nawet jesli tata sie stara jak moze i spedza z nimi kazda wolna chwile.
          • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:55
            Nie dam sobie wmowic, ze trzeba miec meza tyrana, psychola lub alkoholika by od niego odejsc, ze nie moze dwoje doroslych ludzi po prostu stwierdzic, ze im razem dalej nie po drodze. Sa dzieci i one sa najwazniejsze. Tylko czy zycie w takiej "fikcyjnej" rodzinie wyjdzie im na dobre. Podobno dzieci czuja wiecej, niz sie wydaje.
            Nie chce by moje corki rosly w domu, gdzie nie ma czulosci miedzy rodzicami. Takich zwyklych gestow, jak podanie herbaty wlasnie, czy buziak gdzies w biegu. Wole by dorastaly przy szczesliwej, realizujacej sie mamie i spedzaly weekendy u szczesliwego taty, chocby przytulacjacego inna kobiete na ich oczach.
        • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 08:10
          Jeremy Kyle strikes again.
          Jak dobrze i zaszczytnie jest osadzac innych na podstawie wyrywkowych informacji na forum.
          • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:05
            A jak to poprawia samopoczucie, samoocene podnosi... Szkoda słów nakomentarz. Autorka nauczona wątkiem o planowaniu dziecka mam nadzieję się nie zrazi.

            A wracając do tematu, skoronie ma rozstania burzliwego i nagłego, a jak mówisz, jest porozumienie, to może rozważ opcję pozostania z mężem pod jednym dachem przez czas, który bdize potrzebny na przeniesienie benefitówna ciebie. Będzie łatwiej rpzez tenokresnie generując dodatkowych kosztów takich jak wynajęcie lokum dla męża. Dopiero wtedy sięrozejdźcie i zgłoście eparację. Wtedy, jak juz pisałam, naliczaci zmianę w benefitach w ciągu kilku dni.

            Inny pomysł, jakbys po skalkulowaniu kosztówmiala sobie nie proadziać i mogłaby wisiec nad tobą groźba bezdomności z powodu nie płacenia kredytu. Możecie ustalić, że dom bierze mążi on cię spłaca. Ty natomiast zgłaszasz się do councilu pomieszkanie socjalne. Będzietańsze niż kredyt, i zawsze w razie potrzeby możesz ubiegać sie o zasiłek na czynsz. Ponadto bedizesz miećjakieś pieniądz na start, bo mąż cie bedize spłacał. Oprócz alimentów.
            A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.
            Dom socjalny mozesz po jakims czasie wykupic ze znizka, jak zapare lat staneisz na nogi.
            Wiem, zeto nie jest szczyt marzen i ambicji, ale to jest opcja BEZPIECZNA.
            • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 10:11
              > A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.
              Zakladajac, ze ojciec nie spisze testamentu, w ktorym dom apisze na swoja przyszla zone albo swoje przyszle dzieci.
              • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:17
                Takie samo założenie jak to, że bedą żyli po rozstaniu w przyjaźni na długie lata. :)

                Autorka wątku sprawia wrażenie bardzo niegłupiej, poradzi sobie, jestem tego pewna. Jedynie to założenie, że będa sobie szli na reke i będa zyć w przyjaźnina długie lata mnie "martwi". Bo na tym się przejedzie, i z całego tego zamieszania na forum mam nadizeję, że wywnioskuje, że ma wszystko mieć na papierze, oficjalnie załtwione, i to szybko, póki faktycznie ta dobra wola po obu stronach jest, a nie za niedługo, jak sie pojawią pierwsze konflikty. A dogadywać się ustnie oczekująć dobrej woli moze co do prezentów urodiznowych. :)
                • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:52
                  Nie no, sielanki nie bedzie. Ale nie musi tez byc totalnej wojny.
                  Dlatego napisalam, ze jest roznica miedzy "be friends" a "be friendly".

                  Swoja droga, zauwazylas moze te dziwna prawidlowosc, ze do pozostania w jalowym zwiazku namawiaja glownie osoby, ktore od parnera spodziewaja sie wylacznie tyle, by nie pil, nie bil i nie zdradzal?
                  • szprotka6 Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:01
                    > Swoja droga, zauwazylas moze te dziwna prawidlowosc, ze do pozostania w jalowym
                    > zwiazku namawiaja glownie osoby, ktore od parnera spodziewaja sie wylacznie ty
                    > le, by nie pil, nie bil i nie zdradzal?

                    Wiem do czego pijesz golfstrom, to stary i dobrze znany mechanizm-jesli ja się na coś nie zdobyłam to kazdy kto to zrobi będzie przeze mnie potępiony (by chronic , uzasadniać, usprawiedliwiac swoją decyzję).
                    Gdy się rozwiodłam to najbardziej zacietrzewiona i złowrogą mi osoba okazała się moja ciotka, ktora od lat zyla w związku z alkoholikiem i nie odwazyla się na rozwod.
                    • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:10
                      Wiesz, ja nie mam nic przeciwko ludziom, ktorzy tylko tyle chca od malzenstwa: zeby nie pil i nie bil, nie zdradzal i zapewnil ladne auto.
                      Nie bede oceniac ludzi, ktorzy zostaja w zwiazkach z alkoholikiem, bo czytalam na temat wspoluzaleznienia. I choc sama bym sie na to nie zdecydowala, to zdaje sobie sprawe, ze ja jestem kompletnie innym czlowiekiem.

                      Mnie po prostu dziwi, ze ludzie nie zdaja sobie sprawy, ze wybor nie jest miedzy konsekwencjami a ich brakiem, tylko mieyz jednym a drugim zestawem konsekwencji.
                      Oraz to, ze ludzie nieodmiennie kreuja sie na wszechwiedzacych (jak to w znacznie bardziej elegancki sposob ujela onmytoes) i nawet nie przejdzie im przez glowe, ze byc moze sa zwyczajnie aroganccy.

                      Z tej okazji chyba kupie sobie podkoszulke
                      • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:11
                        abstrahujac od tematu dyskusji
                        popatrzylam na tshirt i najpierw poczulam nieprzyjemny scisk w glowie bo nie zalapalam o co chodzi. pomyslalam wtf to przeciez tylko napis na koszulce a ja nie jarze ahahahha

                        golfstrom napisała:

                        >
                        > Z tej okazji chyba kupie sobie podkoszulke
                    • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:01
                      szprotka6 napisała:

                      > > Swoja droga, zauwazylas moze te dziwna prawidlowosc, ze do pozostania w j
                      > alowym
                      > > zwiazku namawiaja glownie osoby, ktore od parnera spodziewaja sie wylaczn
                      > ie ty
                      > > le, by nie pil, nie bil i nie zdradzal?
                      >
                      > Wiem do czego pijesz golfstrom, to stary i dobrze znany mechanizm-jesli ja się
                      > na coś nie zdobyłam to kazdy kto to zrobi będzie przeze mnie potępiony (by chro
                      > nic , uzasadniać, usprawiedliwiac swoją decyzję).
                      > Gdy się rozwiodłam to najbardziej zacietrzewiona i złowrogą mi osoba okazała si
                      > ę moja ciotka, ktora od lat zyla w związku z alkoholikiem i nie odwazyla się na
                      > rozwod.

                      Dokladnie tak.
                      Tez widzialam ten sam motyw jak moja mama sie rozwiodla. Najgorecej krytykowala ja pseudoprzyjaciolka, ktora maz notorycznie bil, nie pracowal, a ona tkwila w malzenstwie "dla dobra dzieci". A teraz pseudoprzyjaciolka rozpacza, ze jej corka zwiazala sie z damskim bokserem.
            • illegal.alien Re: Rozstanie... 28.06.13, 12:42
              Tylko po to mieszkanie socjalne to ja bym poszla szybciutko - rozmawialam ostatnio z wujkiem/kuzynem/innym pokretnym krewnym w afrykanskim systemie rodzinnym o wprowadzeniu Universal Credit i list pierwszenstwa do mieszkan socjalnych. Ten facet pracuje wlasnie w Housing Association i mowil mi, ze jak wprowadza Universal Credit to najprawdopobniej stanie na glowie system przyznawania mieszkan - bo pieniadze nie beda szly prosto do wlascicieli mieszkan czy housing associations a do kieszeni ludzi i to oni beda odpowiedzialni za oplaty - nie biore za te slowa odpowiedzialnosci, tylko poddaje je do przemyslenia. Nie uwazam rowniez krewnego mojego W za alfe i omege w dziedzinie mieszkan socjalnych (ani w zadnej innej ;)).
              • izabelski Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:09
                >>pieniadze nie beda szly prosto do wlascicieli mieszkan <<
                tak jest w przypadku prywatnie wynajmowanych mieszkan
                nie mam pojecia o czym on mowil
                • botu Re: Rozstanie... 28.06.13, 19:55
                  izabelski napisała:

                  > >>pieniadze nie beda szly prosto do wlascicieli mieszkan <<
                  > tak jest w przypadku prywatnie wynajmowanych mieszkan
                  > nie mam pojecia o czym on mowil

                  O tym, ze jedna z przeslanek wprowadzenia universal credit jest nauczenie zasilkowcow gospodarowania pieniedzmi, ktore beda wyplacane tylko raz w miesiacu na konto delikwenta I on sam bedzie musial zadbac o oplacanie m.in. swojego czynszu.

                  www.gov.uk/government/policies/simplifying-the-welfare-system-and-making-sure-work-pays/supporting-pages/introducing-universal-credit
                  Dotychczas pokolenia zasilkowcow byly prowadzone za reke z wyplatami w malych czesciach co tydzien - dwa, a najwazniejsze oplaty typu zasilek mieszkaniowy wplywaly od razu na konto zarzadcy lokalu, co mialo uchronic te kase przed jej rozplynieciam sie na procenty i prochy.
                  Teraz podejscie ma sie zmienic na promocje samodzielnosci, co moze sie skonczyc roznie, w tym masowym zadluzaniem sie lokatorow wydajacych bez umiaru na przyjemnosci zamiast na czynsz.
                  • izabelski Re: Rozstanie... 28.06.13, 20:02
                    no akurat co do czynszu to wiem, ze nie wplywa na konto wlasciciela z konta gminy, tylko na konto wynajmujacego - stad biora sie dlugi niezaplacone przez posiadaczy DSS

                    co to tego, ze nie bedzie to tygodniowka tylko miesieczna bodajrze wyplata to wiedzialam
                    • illegal.alien Re: Rozstanie... 29.06.13, 10:37
                      Jezeli wynajmujesz od councilu (czyli rozumiem, ze od housing associations tez) to HB wplywa prosto na konto tego councilu lub HA. Jak wprowadza Universal Credit to tak nie bedzie.
                      • fifka02 Re: Rozstanie... 29.06.13, 11:40
                        Nigdy nie pobierałam hb, ale widziałam formularze z mojego councilu, i tam był wybór, czy aplikant chce na konto swoje, czy bezpośrednio do landlorda.
                        • botu Re: Rozstanie... 29.06.13, 17:41
                          Tak było do tej pory i właśnie to ma się zmienić.
            • steph13 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:05
              fifka02 napisał(a):

              > Inny pomysł, jakbys po skalkulowaniu kosztówmiala sobie nie proadziać i mogłaby
              > wisiec nad tobą groźba bezdomności z powodu nie płacenia kredytu. Możecie usta
              > lić, że dom bierze mążi on cię spłaca. Ty natomiast zgłaszasz się do councilu p
              > omieszkanie socjalne. Będzietańsze niż kredyt, i zawsze w razie potrzeby możesz
              > ubiegać sie o zasiłek na czynsz. Ponadto bedizesz miećjakieś pieniądz na start
              > , bo mąż cie bedize spłacał. Oprócz alimentów.
              > A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.


              fifka, malujesz chyba nadmiernie optymistyczny obrazek. Koncza sie czasy kiedy mozna bylo zrobic siebie dobrowolnie 'homeless' I oddac sie w zamian w opieke panstwa. Znajoma pracuje jako tlumacz dla council I opowiadala, ze obecnie tacy 'potrzebujacy' odchodza masowo z kwitkiem. Jezeli osiagneli juz jakis dorobek jako malzenstwo to raczej absolutna ostatecznoscia byloby z niego zrezygnowac.

              > A dom i tak pozosanie w rodzinie, bo dzieci go po ojcu dziedziczą.

              Zakladasz, ze ojciec zyly sobie podetnie z rozpaczy kiedy tylko dom przejdzie na niego? A co bedzie, jesli w tym domu zalozy sobie nowa szczesliwa rodzine? Dzieci nie odziedzicza NIC.
              • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:24
                jak zawsze i wszędzie - zalezy od zasobów councilu. jak ma pustostany, to woli je wynająć niż utrzymywać, więc moze się zdarzyć, ze wcale nie taki diabeł straszny.
                pozatym ja tylko podaję opcję do rozważenia/sprawdzenia.

                jeśli maż nie wydziedziczy dzieci, to dziedziczą po ojcu tak samo jak ewentualne nowe dzieci z nowego zwiazku.

                na tym skończmy ten watek dyskusji, bo bedizemy się przekonywać, a w żaden sposób się to autorce wątku nie przyda. podałam jej opcję, bedzie chciala, to w lokalnym councilu sprawdzi.
          • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:09
            Jeremy Kyle nie powstal w prozni, tylko z wyraznej 'potrzeby spolecznej' :)
            Mysle, ze wiekszosc dziewczyn tutaj nie osadza autorki, tylko snuje rozne domniemania co w tym konkretnie zwiazku jest powodem decyzji, i kto wie, z nuz autorka rozpozna w ktoryms wariancie (bo jest ich tu sporo) ziarenko prawdy a to sprowokuje ja do zastanowienia sie albo nad sama decyzja jeszcze raz, albo nad sposobem i ramami czasowymi jej realizacji. Co w tym zlego?
            • fifka02 Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:14
              Forma. Ton i słownictwo, sugerujące potępienie i pogardę.
              Co innego powiedzieć "zastanów sie jeszcze", a co innego "we łbie ci sie poprzewracało gówniaro".
              • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 09:31
                Chyba nieuwaznie czytalam bo gowniary nie zauwazylam.
                Poza tym zupelnie obcy patrzacy z zewnatrz czasami trafi w sedno sprawy. A dosadny jezyk czasami jeszcze poprawia ostrosc obrazu.
                Jeszcze raz powtarzam, Jeremy Kyle spelnia potrzebe spoleczna :)
                • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 10:29
                  Ania, wystarczy wrocic do postu 3-mamuski na przyklad, gdzie kompletnie z dupy rzucane sa teksty o sprowadzaniu nowego chlopa do domu w 3 miesiace i imprezowaniu. Albo bramall, ktora stwierdza, ze jak dziewczyna chce sie uczyc to jakies bzdury, bo jej sie zamarzyly jakies kursiki. Lub inne podobne zarzucajace autorce dziecinnosc powodow do rozstania.

                  Naprawde zdumiewa mnie wydawanie tego typu osadow na tematu cudzego zycia na podstawie kilku watkow na forum, co gorsza, jak 3-mamuska, nawet tych watkow nie przeczytawszy!
                  Czemu to sluzy jak nie poklepaniu sobie w klawiature i ulaniu nieco wlasnych frustracji?

                  Zadna z nas nie mieszka w domu autorki i raczej nie widziala nigdy jej meza, skad wiec ta pewnosc, ze ona powinna z tym mezem zostac i ze jej powody rozstania sa dziecinne?
                  Zadna z nas z tym mezem nie bedzie musiala co wieczor zasypiac przez nastepne 30-40 lat. Tylko ona. Wiec bardzo latwo jest sobie siedziec przed komupterem i krytykowac powody jej decyzje o odejsciu.

                  Ale przeciez, jak na matke Polke przystalo, powinna sie poswiecic, dla dobra dzieci i trwalosci rodziny. Zrezygnowac z ambicji, doksztalcania sie, lepszej pracy, bo przeciez pan maz sobie tego nie zyczy. Spedzic nastepne 20 lat odchowujac dzieci i uczac je na wlasnym przykladzie, ze w malzenstwie zyje sie obok siebie we frustracji i niezadowoleniu. Pieknie!
                  • bramhall Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:40
                    Widze, ze niektórzy maja wątpliwości co do moich wypowiedzi, wiec postaram się wyjasnic swój punkt widzenia. Otoz nigdzie nie napisałam, ze dziewczyna ma się nie doksztalcac! Sama konczylam studia wychowując malutkie dziecko. Bzdura jest dla mnie podawanie tego, ze maz nie zgadza się na kurs, jako powod do rozwodu. Może wystarczy usiasc i porozmawias skad u niego taka niechęć..? Może martwi się o opieke nad najmłodszym dzieckiem? Może chodzi o finanse? Może wystarczy NA SPOKOJNIE wysluchac i porozmawiać..? Na pewno znajdziecie jakiś kompromis. Może trzeba będzie odlozyc ten pomysl o rok, a może trochę zaoszczedzic, skorzystać z pomocy opiekuna...nie wiem. Wiem tylko, ze przecież ten maz nie trzyma Autorki sila w domu. Przeciez Ona pracuje, wiec sadze ze z kursem tez nie byłoby problemu, tylko trzeba najpierw przedyskutować wszystkie opcje. Ale , dla niektórych to najlepiej wszystko pipeprznac w kat i już. Po sprawie. Doradzajcie sobie jak chcecie. Wierze, ze Autorka dogada się i w tej sprawie z mezem, bo dla mnie to nie jest powod do rozwodu. Mysle, ze to tylko chwilowe frustracje, skoro miesiąc temu starali się o dziecko i przez ten czas nic się chyba nowego nie wydarzyło. Powodzenia raz jeszcze!
                    • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:10
                      Przeciez Ona pracuje, wiec sadze ze z kursem tez nie byłoby pr
                      > oblemu, tylko trzeba najpierw przedyskutować wszystkie opcje. Ale , dla niektór
                      > ych to najlepiej wszystko pipeprznac w kat i już. Po sprawie. Doradzajcie sobie
                      > jak chcecie. Wierze, ze Autorka dogada się i w tej sprawie z mezem, bo dla mni
                      > e to nie jest powod do rozwodu. Mysle, ze to tylko chwilowe frustracje, skoro m
                      > iesiąc temu starali się o dziecko i przez ten czas nic się chyba nowego nie wyd
                      > arzyło. Powodzenia raz jeszcze!

                      Mam takie samo zdanie. I zgadzam sie z tym co napisalas wczesniej.
                      I znam wiele sytuacji gdzie byly szybkie rozstania, bo cos tam. Rozstanie i rozwod tam gdzie sa dzieci, to cos co powinno zajac troche czasu i gdzie powinien byc czas na zastanowienie (chyba ze mamy do czynienia z wariatem czy alkoholikiem).
                      Jesli jestesmy na tyle odpowiedzialni ze decydujemy sie na dzieci, to sorry ale naszym obowiazkiem jest zrobic co sie da aby ratowac rodzine. Na dzieci rozwod dziala koszmarnie, rozwala im spora czesc zycia i obojetnie jak rodzice po rozwodach czasem chca to umniejszac, dla dziecka to tragedia. Bywa ze mniejsze zlo niz pozostanie z tatusiem w domu, ale czesto to po prostu dorosli ktorzy nie chca sie dogadac. Bo trawa bedzie zielona po drugiej stronie plotu oczywiscie.
                      Autorka glownego postu wyszla super mlodo za maz, super mlodo, za mlodo, zostala matka. Teraz chce nadrabiac, chce robic kursy, maz pewnie w szoku bo sie nie spodziewal. I w niczym nie przeszkadza zeby robila kursy olewajac jego opinie.
                      Ale rozwod bez dania sobie czasu na rozmowy, tego akurat nigdy nie rozumiem jesli w gre wchodza dzieci.
                      Mam znajoma ktora wszystkich wokolo namawia do rozwodow jesli tylko wspomni ktoras z nas ze sie klocimy w naszych zwiazkach. A sama nie jest szczesliwa po rozwodzie i wyladowala w nowym zwiazku z takimi samymi problemami na jakie narzekala w pierwszym.
                      Ludzie sie nie zmieniaja, warto jednak pracowac nad tym co sie ma.
                      Bo jednak ktos tego faceta wybral in the first place, a chyba ufamy odrobine wlasnej inteligencji:)))
                      • ann.38 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:20
                        yumemi napisała:
                        > Autorka glownego postu wyszla super mlodo za maz, super mlodo, za mlodo, zostal
                        > a matka. Teraz chce nadrabiac, chce robic kursy, maz pewnie w szoku bo sie nie
                        > spodziewal.

                        W watku o planach dotyczacych kolejnego dziecka, to Autorka chciala powiekszyc rodzine i zostac w domu, a maz wolal aby szla do pracy. Miejmy nadzieje, ze to chwilowy kryzys jaki dopada wiele malzenstw i w koncu dogadaja sie, bo naprawde warto podjac trud.
                        • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:33
                          ann.38 napisał(a):


                          > W watku o planach dotyczacych kolejnego dziecka, to Autorka chciala powiekszyc
                          > rodzine i zostac w domu, a maz wolal aby szla do pracy. Miejmy nadzieje, ze to
                          > chwilowy kryzys jaki dopada wiele malzenstw i w koncu dogadaja sie, bo naprawde
                          > warto podjac trud.

                          Dokladnie o tym mowie.. sama przeszlam duzy kryzys w moim malzenstwie, taki ze rozwod byl juz w rozmowach i potem okazalo sie ze mozna sprobowac i 2 lata pozniej jest lepiej niz bylo kiedykolwiek. Czasem trzeba dac sobie szanse, zrobic krok do tylu, pojsc na kompromis.
                          Trudne ale warto.
                        • gabez1 Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:34
                          Nie czytalam tamtego watku.
                          Ale jesli jest, tak jak piszesz ann, to pojawiaja sie 2 rozne wersje.
                      • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 14:51
                        yumemi napisała:

                        > Przeciez Ona pracuje, wiec sadze ze z kursem tez nie byłoby pr
                        > > oblemu, tylko trzeba najpierw przedyskutować wszystkie opcje. Ale , dla n
                        > iektór
                        > > ych to najlepiej wszystko pipeprznac w kat i już. Po sprawie. Doradzajcie
                        > sobie
                        > > jak chcecie. Wierze, ze Autorka dogada się i w tej sprawie z mezem, bo dl
                        > a mni
                        > > e to nie jest powod do rozwodu. Mysle, ze to tylko chwilowe frustracje, s
                        > koro m
                        > > iesiąc temu starali się o dziecko i przez ten czas nic się chyba nowego n
                        > ie wyd
                        > > arzyło. Powodzenia raz jeszcze!
                        >
                        > Mam takie samo zdanie. I zgadzam sie z tym co napisalas wczesniej.
                        > I znam wiele sytuacji gdzie byly szybkie rozstania, bo cos tam. Rozstanie i roz
                        > wod tam gdzie sa dzieci, to cos co powinno zajac troche czasu i gdzie powinien
                        > byc czas na zastanowienie (chyba ze mamy do czynienia z wariatem czy alkoholiki
                        > em).
                        > Jesli jestesmy na tyle odpowiedzialni ze decydujemy sie na dzieci, to sorry ale
                        > naszym obowiazkiem jest zrobic co sie da aby ratowac rodzine. Na dzieci rozwod
                        > dziala koszmarnie, rozwala im spora czesc zycia i obojetnie jak rodzice po roz
                        > wodach czasem chca to umniejszac, dla dziecka to tragedia. Bywa ze mniejsze zlo
                        > niz pozostanie z tatusiem w domu, ale czesto to po prostu dorosli ktorzy nie c
                        > hca sie dogadac. Bo trawa bedzie zielona po drugiej stronie plotu oczywiscie.
                        > Autorka glownego postu wyszla super mlodo za maz, super mlodo, za mlodo, zostal
                        > a matka. Teraz chce nadrabiac, chce robic kursy, maz pewnie w szoku bo sie nie
                        > spodziewal. I w niczym nie przeszkadza zeby robila kursy olewajac jego opinie.
                        > Ale rozwod bez dania sobie czasu na rozmowy, tego akurat nigdy nie rozumiem jes
                        > li w gre wchodza dzieci.
                        > Mam znajoma ktora wszystkich wokolo namawia do rozwodow jesli tylko wspomni kto
                        > ras z nas ze sie klocimy w naszych zwiazkach. A sama nie jest szczesliwa po roz
                        > wodzie i wyladowala w nowym zwiazku z takimi samymi problemami na jakie narzeka
                        > la w pierwszym.
                        > Ludzie sie nie zmieniaja, warto jednak pracowac nad tym co sie ma.
                        > Bo jednak ktos tego faceta wybral in the first place, a chyba ufamy odrobine wl
                        > asnej inteligencji:)))

                        Tak naprawde to wszystko sa spekulacje na temat i obok tematu. Moze wybrala, moze wpadla? Moze ona sie zmienila, moze on sie nie zmienil. Moze to chwilowy kryzys, a moze narastajace latami ogolne przekonanie o zyciowej pomylce? Moze ona nie powiedziala, ze chce sie doksztalcic, a moze on to widzi jako zagrozenie swojej pozycji w zwiazku i nie zgodzi sie by baba byla madrzejsza od niego.

                        To wszystko nasze gdybania, ale tez odnosze wrazenie, ze umknelo Wam pare istotnych szczegolow. Na przyklad to, ze autorka napisala, ze probowala wszystkiego. Ze chciala namowic meza na terapie, ale on zupelnie nie byl zainteresowany. Ze nie zgadzal sie aby poszla do pracy, nie zgadzal sie na to aby poszla do szkoly.

                        Oczywiscie, ze sa zwiazki o ktore warto walczyc, kryzysy, ktore da sie przetrwac i co wiecej, wyjsc z nich mocniejsi jako para.

                        Ale tez sa faceci, ktorych jedynym zainteresowaniem zyciowym jest telewizor i obowiazek malzenski raz w tygodniu przy zgaszonym swietle. Sa tacy, ktorzy beda kobiete dolowac, uziemiac, niszczyc jej ambicje (po co ci praca, po co ci szkola) tylko po to aby miec nad nia kontrole, uzaleznic od siebie.
                        Tu tylko markacjam moze chyba sobie odpowiedziec, do ktorej kategorii nalezy jej facet i czy jest w stanie spedzic z tym facetem reszte zycia.

                        Sa zwiazki o ktore warto walczyc i sa tez takie, z ktorych trzeba uciec, zeby nie obudzic sie za 20 lat z poczuciem zmarnowanego zycia.
                        • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:25
                          > Ale tez sa faceci, ktorych jedynym zainteresowaniem zyciowym jest telewizor i o
                          > bowiazek malzenski raz w tygodniu przy zgaszonym swietle. Sa tacy, ktorzy beda
                          > kobiete dolowac, uziemiac, niszczyc jej ambicje (po co ci praca, po co ci szkol
                          > a) tylko po to aby miec nad nia kontrole, uzaleznic od siebie.
                          > Tu tylko markacjam moze chyba sobie odpowiedziec, do ktorej kategorii nalezy je
                          > j facet i czy jest w stanie spedzic z tym facetem reszte zycia.

                          Nie mozna sie nie zgodzic, tez tak uwazam. Ale tego akurat zadna z nas tutaj nie wie, bo mozemy tylko mowic na podstawie wlasnych doswiadczen.
                          Ja walczylam o moj zwiazek bo uwazalam ze warto, bo wierzylam ze gdzies tam jest ten super facet ktorego poznalam iles lat temu.
                          Gdybym posluchala rad jednej z kolezanek, to pewnie juz bym dzisiaj mocno zalowala ze nie probowalam.
                          • onmytoes Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:24
                            yumemi napisała:

                            > Gdybym posluchala rad jednej z kolezanek, to pewnie juz bym dzisiaj mocno zalow
                            > ala ze nie probowalam.

                            No wlasnie, dlatego ja uwazam, ze w takich sytuacjach najlepiej nic nie radzic i nie sluchac niczyich rad tylko wlasny rozum miec ;)
                            Doradcy niestety, nawet ci z dobra wola, czesto maja swoj wlasny bagaz, swoje doswiadczenia, ktore im zakrzywiaja widzenie swiata.
                            Nie mowiac juz o innych zzyczliwych, ktorych mottem jest "aby nikt nie mail lepiej ode mnie" :P
                            • izabelski Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:36
                              akurat z tym sie nie zgodze - szukac rad i opinii - jak najbardziej
                              inaczej przerobisz bledy poprzednikow a nie musisz

                              natomiast uzywac wlasnego rozumu i inicjatywy co do tego co i kiedy zrobic
                              • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:55
                                dokladnie - zgadzam sie z izabelski - zgromadzic cale spektrum opinii i rad a potem z tego wyciagnac dla siebie najpotrzebniejsze rzeczy.
                                nigdy czlowiek sam nie pomysli o wszystkich mozliwosciach. czesto druga osoba proponuje rozwiazanie z zupelnie innego punktu widzenia ktore okazuje sie strzalem w dziesiatke a samemu by sie na to nie wpadlo.

                                izabelski napisała:

                                > akurat z tym sie nie zgodze - szukac rad i opinii - jak najbardziej
                                > inaczej przerobisz bledy poprzednikow a nie musisz
                                >
                                > natomiast uzywac wlasnego rozumu i inicjatywy co do tego co i kiedy zrobic
                    • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:13
                      > dla mnie podawanie tego, ze maz nie zgadza się na kurs, jako powod do rozwodu.
                      > Może wystarczy usiasc i porozmawias skad u niego taka niechęć..? Może martwi s
                      > ię o opieke nad najmłodszym dzieckiem? Może chodzi o finanse? Może wystarczy NA
                      > SPOKOJNIE wysluchac i porozmawiać..? Na pewno znajdziecie jakiś kompromis. Moż

                      Moze podam konkretny przyklad.
                      Rozmowa o szkole byla kilka tygodni temu. Jako, ze pobieramy working tax credit oplaty za semestr bylyby naprawde niewielkie. Nie chce teraz wymyslac, ale napewno nie wiecej niz 200GBP. Maz sie wsciekl. Bo wymyslam, bo pieniadze... Pomyslalam, ok, poczekam, wezme wiecej godzinm odloze sobie.
                      Im wiecej zarabiam, tym wiecej on potrzebuje ode mnie na oplaty...
                      I teraz sytuacja odzwierciedlajaca nasza tragiczna sytuacje finansowa w przypadku, gdy to ja chce w siebie ZAINWESTOWAC oraz nienajgorsza w przypadku gdy on chce czegos dla siebie.
                      On do pracy, ja do pracy, jedno dziecko do szkoly, drugie do przedszkola, czasem ciezko to bylo ogarnac majac jeden samochod. Wiec moj maz wpadl na genialny pomysl, zeby mnie odciazyc ! Kupil sobie sciagacza Yamahe R6 za 1650 funa :D Tadaaam. I wszystkim naokolo opowiadal, ze to dla mnie, zebym zawsze miala samochod :D To jest inwestycja. Na moj komentarz, ze mogl kupic jakies autko za 700 tylko sie zasmial...
                      • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:30
                        Kupil sobie sciagacza Yamahe R6 za 1650 funa :D Tad
                        > aaam.

                        W takim ukladzie, czemu Ty sobie w ten sam sposob nie zaplacilas za kurs?
                        Mam wrazenie ze albo zwiazek zrobi sie partnerski i maz zacznie sie z Toba liczyc albo faktycznie nie ma nad czym pracowac... Probowalas z nim o tym rozmawiac?
                        Wazne zebys sie uczyla i byla finansowo niezalezna..
                        • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:56
                          > Wazne zebys sie uczyla i byla finansowo niezalezna..
                          \Niestety, dochodze do wniosku, ze moj maz to ten typ, ktory nie chce sie starac, dbac o kobiete, rozumiec. Lepiej niech bedzie uzalezniona finansowo, nie ucieknie.
                          • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:01
                            no ale to chyba normalne, nie? - siedzi baba w domu wychowuje dzieci nie pracuje a mezu po 20 latach odchodzi z sekretarka - ladna, mloda i pracujaca - a baba w domu z reka w nocniku zostaje z nieprzepracowanymi 20 latami i bez przygotowania zeby wejsc z powrotem na rynek pracy. to powinna byc podstawowa lekcja przedmalzenska
                            chyba ze masz prenup - ze nie zaleznie od sytuacji wychodzisz ze zwiazku z £2 milionami - ale jak maz ma dobrego adwokata to i z tego sie wykreci
                            do tego nie trzeba szkoly konczyc wystarczy czytac kolorowe magazyny dla kobiet i ogladac telenowele

                            makacjam25 napisał(a):

                            .
                            > \Niestety, dochodze do wniosku, ze moj maz to ten typ, ktory nie chce sie stara
                            > c, dbac o kobiete, rozumiec. Lepiej niech bedzie uzalezniona finansowo, nie uci
                            > eknie.
                          • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:09
                            Makacjam, z tym, ze pamietaj, ze niezaleznosc finansowa kobiety nie jest konieczna do udanego malzenstwa. Istnieja bardzo udane malzenstwa, gdzie kobieta nie jest niezalezna finansowo, bo maz z zona stanowia dwuosobowy zespol, i nie ma niezaleznosci, jest wspolzaleznosc. Kobieta przez wiele lat opiekuje sie dziecmi, i jest wtedy (wiem, ze wielu paniom tutaj baaaardzo nie podoba sie to slowo) na utrzymaniu meza. Wspolzaleznosc, wspieranie i uzupelnianie sie nie dotyczy tylko finansow, ale rowniez obejmuje opieke nad dziecmi, psem, kotem, gotowanie obiadow, i wykonywanie nudnych obowiazkow typu wystawianie czarnych workow na ulice.
                            • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:14
                              ja bym nie miala nic przeciwko byciu na utrzymaniu bogatego meza - trzeba tylko tak to zabezpieczyc ze jak maz odejdzie to czy ja mam z czego zyc albo czy jestem przygotowana isc do pracy - w sensie czy jestem zatrudnialna - chyba wymyslilam wlasnie nowe slowo ;b

                              aniaheasley napisała:

                              > Makacjam, z tym, ze pamietaj, ze niezaleznosc finansowa kobiety nie jest koniec
                              > zna do udanego malzenstwa. Istnieja bardzo udane malzenstwa, gdzie kobieta nie
                              > jest niezalezna finansowo, bo maz z zona stanowia dwuosobowy zespol, i nie ma n
                              > iezaleznosci, jest wspolzaleznosc. Kobieta przez wiele lat opiekuje sie dziecmi
                              > , i jest wtedy (wiem, ze wielu paniom tutaj baaaardzo nie podoba sie to slowo)
                              > na utrzymaniu meza. Wspolzaleznosc, wspieranie i uzupelnianie sie nie dotyczy t
                              > ylko finansow, ale rowniez obejmuje opieke nad dziecmi, psem, kotem, gotowanie
                              > obiadow, i wykonywanie nudnych obowiazkow typu wystawianie czarnych workow na u
                              > lice.
                            • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:18
                              aniaheasley napisała:

                              > Makacjam, z tym, ze pamietaj, ze niezaleznosc finansowa kobiety nie jest koniec
                              > zna do udanego malzenstwa. Istnieja bardzo udane malzenstwa, gdzie kobieta nie
                              > jest niezalezna finansowo, bo maz z zona stanowia dwuosobowy zespol, i nie ma n
                              > iezaleznosci, jest wspolzaleznosc.

                              Tak, wszystko jest super do momentu jesli cos sie stanie i ten maz nie moze pracowac i zarabiac. Albo nie chce. Albo nagle przestanie byc fajny i sobie pojdzie. Najfajniejszemu moze nagle cos sie przytrafic.
                              Kazdy dorosly czlowiek powinien miec swiadomosc ze w takiej sytuacji sobie poradzi.
                              I obojetnie co autorka postu bedzie robic w przyszlosci i z kim bedzie, swiadomosc ze sobie sama poradzi bardzo pomaga.
                              • illegal.alien Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:28
                                Dodam jeszcze, ze o ile wierze, ze sa ludzie, ktorzy tworza szczesliwe zwiazki mimo zaleznosci finansowej jednego od drugiego, tak wiele historii pokazuje, ze kobieta zalezna od meza finansowo ma duzo mniejsze pole manewru niz kobieta niezalezna. I chyba w tych beznadziejnych zwiazkach tkwia raczej zaleznie niz niezalezne, nie?
                                • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:38
                                  tak mi sie przypomina zona i corka lub dwie corki jakiegos znanego bakiera - pani oczywiscie na utrzymaniu nadzianego meza - jakis czas temu o nich bylo glosno w gazetach i chyba nadal sie sprawa w sadzie ciagnie - milionerzy - dopoki gosciu nie postanowil zostawic zony - z mnilionowych domow i szkol - nie wiem gdzie ta laska teraz mieszka - pan oglosil bakrutctwo. nie mam watpliwosci ze swoje miliony dobrze schowal. pani z corkami zyje z darowizn bogatych znajomych - o ile pamietam miedzyi inymi tatusia top shopu.
                                  ale musial byc dla niej szok swoja droga ha ha ha
                                • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:55
                                  W beznadziejnych zwiazkach tkwia kobiety z wielu powodow, niektore nie potrafia odejsc koniec kropka, niektore wierza, ze on sie zmieni, niektore 'dla dobra dzieci', inne 'nie wierza w rozwody', albo no ale on mowi, ze mnie kocha, ze sie zabije jak odejde, to jak moge odejsc, i to sa chyba glowne powody.
                                  • yumemi Re: Rozstanie... 28.06.13, 18:42
                                    aniaheasley napisała:

                                    > W beznadziejnych zwiazkach tkwia kobiety z wielu powodow, niektore nie potrafia
                                    > odejsc koniec kropka, niektore wierza, ze on sie zmieni, niektore 'dla dobra d
                                    > zieci', inne 'nie wierza w rozwody', albo no ale on mowi, ze mnie kocha, ze sie
                                    > zabije jak odejde, to jak moge odejsc, i to sa chyba glowne powody.

                                    Niestety brak swiadomosci ze mozna urzymac samodzielnie dom i dzieci jest tutaj bardzo waznym bodzcem. Zwykle poczatki sa takie ze wczesnie bardzo wychodzi za maz, nie ma czasu pobyc sama nawet pare dni, slub, dzieci i zawsze przy mezu. Jak dla mnie kazdy normalny facet bedzie namawial swoja zone aby cos robila i jakies dochody miala, jesli sam nie jest w stanie zapewnic jej dozywotniego dochodu:)
                                    Robak ma racje, jesli sie nie ma odlozonej sporej kasy na koncie albo prenup, to po prostu jest ryzyko z ktorym trzeba sie liczyc. Obojetnie jaki super i fajny ten maz. Moze na przyklad zachorowac na cos czego Critical Illness insurance nie pokrywa, i trzeba za cos zyc.

                                    Zupelnie innym tematem jest to ze zwiazek dwojga ludzi nie potrzebuje tego aby byc zbalansowany i szczesliwy, np u nas czasem maz zarabial wiecej, czasem ja. Nie mialo to znaczenia.
                                    Jak sie ma finansowa niezaleznosc jakas w miare, nie trzeba tkwic w chorym zwiazku ze strachu 'jak ja sobie poradze'.
                      • illegal.alien Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:44
                        Ale jak to jest mozliwe, ze Twoj maz od Ciebie 'potrzebuje na oplaty' i jednoczesnie jest w stanie wyciagnac 1650 funtow z konta i za cos zaplacic? Jaki wy macie uklad finansowy?
                        Wiesz co, dla mnie w tym zwiazku szwankuje jedno: komunikacja. Ten przyklad ze scigaczem to dla mnie przyklad na dopierdzielanki, ktore mozna urzadzac w piaskownicy - zamiast siasc i porozmawiac to jakies glupie pokazywanie co on moze i ze ma Twoje zdanie w dupie.
                        Moze nieslusznie to tak odbieram, ale takie mam odczucia.
                        (my mamy osobne konta, nie zagladamy sobie na nie wzajemnie - poniewaz w roznych miesiacach/tygodniach roznie zarabiamy, to informujemy sie wzajemnie o kwotach zarobkow - z tym, ze ja nie mam do tego glowy, wiec zazwyczaj pamietam tylko info typu duzo/malo ;) nie wyobrazam sobie jednak, zeby moj konkubent poszedl i kupil cos za wiecej niz 50 funtow bez ustalenia tego ze mna - jednoczesnie jak komus potrzebne sa pieniadze to sobie je przelewamy bez wiekszego pytania).
                        • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:53
                          ale sie usmialam

                          illegal.alien napisała:
                          z tym, ze ja nie mam do tego glowy, wiec zazwyczaj pamietam tylko
                          > info typu duzo/malo ;)
            • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 10:08
              Tak, z potrzeby spolecznej o bardzo dlugiej tradycji o nazwie "Jak rzuce w kogos kamieniem, to znaczy, ze jestem praworzadnym obywatelem swojej spolecznosci".
              Page 3 tez istnieje z potrzeby spolecznej.

              Mysle, ze sie myslisz, albo przeczytalas inny watek, albo zapomnialas, jak przy innych okazjach stojace z boku, lepiej widzace osoby probowaly Cie w ten sam semi-cywilizowany sposob sprowokowac do zatanowienia sie nad Twoimi decyzjami tu na forum. No i co w tym zlego?
              • steph13 Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:13
                Niestety, ale fora publiczne, na ktorych ludzie wynurzaja swoje prywatne problemy zawieraja jakis element JK Show. O tyle inaczje, ze anonimowo I nie trzeba sie osobiscie ujawnic. ze nie pojawiaja sie friends & family aby dorzucic kolorytu I opinii drugich stron, I nikt nie podjudza do konfrontacji. Jest to jednak okazja, aby kazdy Tom Dick & Harry wypowiedzial sie na temat I trzeba sie z tym liczyc, ze niektore opinie moga sie nie podobac, dotknac czy zabolec, nawet jesli ich autor nie mial takich intencji. Stad nalezy sie chyba z gory zastanowic czy nie ma jednak lepszych zrodel pomocy.
                • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 11:41
                  No wlasnie, chcialoby sie wierzyc w idealy: ze dzieki technologii wiecej ludzi bedzie mialo dostep do informacji i wsparcia na zyciowym zakrecie; ze dzieki edukacji wiecej ludzi bedzie potrafilo przeczytac i zrozumiec "prosze o pomoc bo nie wiem jak to ogarnac"; ze dzieki zalewowi literatury popularno-naukowej wiecej ludzi bedzie w stanie zdobyc sie na jakas autorefleksje; albo przynajmniej ze dzieki cotygodniowemu recytowaniu Ewangelii pod niektorymi szerokosciami geograficznymi ludzie beda bardziej skorzy do wspolczucia niz do szyderstwa w obliczu czyjegos cierpienia.

                  A tymczasem jest tak, jak napisal Lem "Dopoki nie skorzystalem z internetu, nie wiedzialem, ze na swiecie jest tylu idiotow."
                  • bramhall Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:09
                    Sorry, golfstorm, ale szyderstwo (z tych,ktorzy maja zdanie odmienne od Twojego), najbardziej bije z Twoich postow (zwlaszcza ostatnich). Wyraza sie ono w tych sformulowaniach 'chcialoby sie wierzyc...',jakze szyderczym nawiazaniu do udzialo w mszach sw. (choc nikt nie wspominal o religijnym aspekcie rozwodu) i rownie blyskotliwym sugerowaniu,ze cala reszta,to ludzie nie potrafiacy czytac i rozumiec,nie znajacy autorefleksji i oczywiscie nie wspolczujacy w cierpieniu. Istne potwory! O nie, przepraszam, zapomnialam ze na koniec,calkiem nie-szyderczo, w zawoalowany sposob nazwalas nas 'idiotami'. Nie,oczywiscie,to byl cytat. A do kogo sie odnosil? Autorka ma wlasny rozum,zrobi co zechce. Ja mam dosc juz tego tlumaczenia sie z wlasnych pogladow. Zycze owocnej dyskusji.
                    • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:15
                      > Ja mam dosc juz tego tlumaczenia sie z wlasnych pogladow

                      Ty sie z niczego nie tlumaczysz. Ty sie denerwujesz, bo ktos smie stawiac Cie w sytuacji, w ktorej powinnas sie tlumaczyc ze swoich pogladow, zaraz po tym, jak postawilas kogos w sytuacji, w ktorej powinien tlumaczyc sie ze swoich decyzji zyciowych.

                      Jak to milo byc w sytuacji, w ktorej nam wolno oceniac innych, bo nam sie wydaje, ze jestesmy madrzejsi, ale sami jestesmy nietykalni. Niestety! Kolejny nieosiagalny ideal.

                    • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:15
                      W sprawie szyderstwa zgadzam sie z bramhall, mistrzostwo forumowe dla golfstrom. Dziewczyna zawsze miala ciete pioro, ale kiedys miala tutaj rywalke godna siebie. Ostatnio po odejsciu tejze golfstrom rulez.
                      • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:27
                        Serce mi krwawi na te niesprawiedliwosc, ktora spotyka z mojej strony forumowe panie Dulskie.
                        Wszak one tylko chca zyskac poczucie, ze sa praworzadne i kieruja sie w zyciu jedynie slusznymi zasadami, jakze sie godzi tak im wypominac podwojna moralnosc. Bezczelnosc, domagac sie, zeby mialy kwestionowac wlasne przekonania.

                        Masz racje. Poddaje sie. Nie od dzis i nie od wczoraj wiadomo, ze zycie w spoleczenstwie niewiele rozni sie od zycia w stadzie i najwazniejsze jest to, zeby pokazac, kto jest alfa.
                        • aniaheasley Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:04
                          Ouch. Przestan.
                  • steph13 Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:31
                    golfstrom napisała:

                    > No wlasnie, chcialoby sie wierzyc w idealy: ze dzieki technologii wiecej ludzi
                    > bedzie mialo dostep do informacji i wsparcia na zyciowym zakrecie; ze dzieki ed
                    > ukacji wiecej ludzi bedzie potrafilo przeczytac i zrozumiec "prosze o pomoc bo
                    > nie wiem jak to ogarnac"; ze dzieki zalewowi literatury popularno-naukowej wiecej ludzi bedzie w stanie zdobyc sie na jakas autorefleksje; albo przynajmniej ze dzieki cotygodniowemu recytowaniu Ewangelii pod niektorymi szerokosciami geog
                    > raficznymi ludzie beda bardziej skorzy do wspolczucia niz do szyderstwa w obliczu czyjegos cierpienia.

                    Wiara w idealy latwo tworzy cynikow. Postep technologii rzeczywiscie udostepnil wszelkie zrodla informacji ale nie wyobrazam sobie sytuacji, w jakiej chcialabym opowiadac o osobistych problemach na publicznym forum, ludziom, ktorzy nie znaja mnie, nie znaja mojego meza, nie wiedza nic o moim zyciu, oprocz tego co ja chce im, zapewne wybiorczo, opowiedziec I oczekiwac rzetelnej, rzeczowej Iobiektywne porady. Bo skad I jak? Nie ma co dziwic sie roznorodnym reakcjom w takim kontekscie. Naturalnie nie ma potrzeby szydzic czy zlosliwie dogryzac ale kazdy komentuje ze swojego jednak punktu widzenia.


                    > A tymczasem jest tak, jak napisal Lem "Dopoki nie skorzystalem z internetu, nie
                    > wiedzialem, ze na swiecie jest tylu idiotow.

                    Najwyrazniej pan Lem zyl bardzo sheltered life w czasach pre-internet.
                    • golfstrom Re: Rozstanie... 28.06.13, 13:48
                      O ile z praktycznego punktu widzenia sie z Toba zgadzam (nie ma sensu pisac o takich rzeczach na forum, zwlaszcza otwartym), to jednak nie moge sie oprzec wrazeniu, ze kazdy, nawet najostrozniejszy post odslaniajacy czyjas slabosc i proszacy o pomoc, spotyka sie z zalewem bardziej lub mniej wybrednie wyrazonych opinii, a opiniodawcy, traktujacy z gory nedznikow, ktorzy sprowadzili na siebie swoje nieszczescie, za najwieksza bezczelnosc uwazaja, ze ktos moze im wytknac traktowanie z gory.

                      Ok, powoli godze sie z tym, ze wiekszosc ludzi przede wszystkim musi poczuc sie lepiej czyims kosztem, i robi to bez oporow i zastanowienia ferujac wyroki. Mam nadzieje, ze wszyscy, ktorzy uwazaja, ze trzeba koniecznie wydawac wyroki przy kazdej nadarzajacej sie okazji rowniez pogodza sie z tym, ze kazda ich wypowiedz moze byc potraktowana jako okazja na wydanie wyrokow na nich samych.

                      Skor taka musi byc natura forum, no to niech juz tak bedzie.
                      • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:21
                        nie ma co przesadzac - po to forum zeby pytac a co z tego wyjdzie to juz inna sprawa.
                        zawsze lepiej 50 glow niz jedna jak sie zdarzylam przekonac osobiscie wielokrotnie, nawet jak mi sie nie podobaja niektore wypowiedzi i sa odmienne od mojej to zawsze mozna wysnuc z tego jakis pomysl.

                        owszem zgadzam sie ze jak ktos wrazliwy albo w depresjii albo nie przyzwyczajony do interakcji internetowej to moze bardzo przezyc albo zbyt osobiscie odebrac to w jaki sposob inni kieruja do niego wypowiedzi.

                        nie ma co przesadzac na temat publicznego obnazania sie - bez przesady - wlasnie dzieki technologii ludzie dostaja pomoc wieksza niz jak jej nie bylo. i to ze sie pyta nie swiadczy o checi obnazania tylko szukaniu rozwiazania.
                        osobiscie jak mam zatwardzenie to mi wisi co kto o mnie na forum pomysli - jestem zainteresowana jak je zlikwidowac.
                        to samo z autorka watku - chce zobaczyc co ludzie maja na ten temat do powiedzenia.
                        • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:44
                          udzielilam mszy w poprzednim poscie ale zapomnialam dodac komentarza merytorycznie i na temat - nie wiem jaka sytuacja - czy to twoja wina ze wam nie wychodzi czy jego czy zwyczajnei nie pasujecie do siebie. osobiscie jakby mi facet powiedzial ze mam siedziec w domu albo nie isc na kurs/nie doksztalcac sie etc to nei zwiazalabym sie z nim bo to juz od poczatku smierdzi. ale pewnie u ciebie dopiero po jakims czasie wyszlo szydlo z worka. mysle ze trzeba dykutowac i sie dowiedziec o co chozi z jego opiniami natomiast napewno tez widzisz jakie sa uklady rodzinne i jak u niego w rodzinie bylo. jak uklad patriarchalno afganistanski to pewnie i uciebie tak samo bedzie chcial... nie wiem

                          chyba to izabelski powiedziala juz wczesniej - jak nei ma sytuacji ze gosciu bije etc i w sytuacji kiedy nie mozesz sama zapewnic sobie w miare dobrej pracy i finansowej stabilizacji - to sie rozstawac na raty - najpierw idziesz do szkoly czy na kurs etc szukasz pracy lepszej/w w iekszym wymiarze godzinowym/zastanawiasz sie jak rozwiazac sprawe opieki nad diecmi kiedy ty w pracy - to sobei opracowujesz i planujesz.

                          bylabys totalnie naiwna liczac na to ze sie dobowolnie ugodzisz na placenie alimentow i pomoc w wychowaniu dzieci - nie mowie ze sie nie zdarza to na swiecie - na pewno sie zdarza ale na to bym nie liczyla. pozna nowa panne i mu sie moze mocno odmienic.
                          to ze sobie podpiszesz nawet znim prywatny uklad - moze sie bedzie do niego stosowal moze nie. jak stwierdzi ze musie odmienilo i owszem podpisal ci ze bedzie placic a teraz chce placic tylko polowe - to jak go zmusisz? itp itd
                          • robak.rawback Re: Rozstanie... 28.06.13, 15:46
                            jeszcze dodam -

                            jak wyzej bylo powiedziane - wasze wspolne dzieci wiec 'POWINIEN' ojciec placic wystarczajaco - jak w zyciu bywa to juz inna bajka, znam nadzianych ktorzy wynajmuja adwokatow zeby udowodnic w sadzie ze ich nei stac na alimenty te he

                            a propo boyfriends ktore ma rozwiedziona mama - znam dobrze dzieci ktorych mamy mialy boyfriends on and off, nie koniecznie live-in, i nic sie dzieciom nie stalo, boyfiriends byli normalni, wiec nei przesadzajmy - trudno zeby dorosla osoba tkwila w zwiazku ktory jest nieudany bo sa dzieci - oeszem dizeci stroja fochy i potrafia uprzykrzyc zycie rodzicom z tego powodu.... i nie mowie ze to nie jest stresujace dla dzieci....
                            zgadzam sie ze najlepiej zeby dzieci mialy oboje rodzicow i to zadowolonych i szczesliwych rodzicow, bo dziecko potrzebuje obojga rodzicow, ale to jest ideal.

                            zgadzam sie ze trzeba popracowac nad utrzymaniem zwiazku bo kazdy zwiazek staje sie nudny i wychodzi w miare uplywu lat szydlo z worka i trzeba niestety o dzieciahc myslec ale dzieci to nie jest najwazniejszy argument ktory ma skazac na nieudany zwiazek na reszte zycia

                            jako matka trzeba patrzec racjonalnie - czy ja jestem w stanie utrzymac sama dwoje dzieci - i nad tym najpierw popracowac.
                      • steph13 Re: Rozstanie... 28.06.13, 16:54
                        golfstrom napisała:


                        > Skor taka musi byc natura forum, no to niech juz tak bedzie.

                        golfstrom, a dlaczego myslisz ludzie wogole udzielaja sie na forach I temu podobnych? Czy budza sie rano I mysla, ok, dzisiaj chce komus pomoc, poszukam life's victims na Matkach Polkach I udziele porad ku pokrzepieniu serc? Czy tez, zajrze na forum bo mialam zly dzien I musze sie na kims bezpiecznie wyzyc? Mysle, ze raczej nie. Zagladaja z ciekawosci - o czym tu dzisiaj pogaduszki; co na biezaco nurtuje innych; z nudow; dla zabicia czasu; tak sobie czekajac na parzaca sie herbate. Czasami trafiaja na interesujacy temat, czasami wieje beznadziejna nuda. Nie widze potrzeby dorabiania gornolotnej filozofii do calego zagadnienia.
                        A jesli ktos ze mnie szydzi czy zlosliwie mnie krytykuje, to co z tego? Narazamy sie na to swiadomie przez sam poprzez udziual w dyskusji.
                        • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 28.06.13, 17:59
                          To nie jest tak, za natura forum jest jechanie po calosci od gory do dolu. Jest tak wlasnie, ze wchodzi sie na forum, z zastanawianiem, co tam dzis dziewczyny pisza, co jest ciekawego. Widze watek ktory mnie interesuje-wchodze, czytam i pisze swoja opinie. Omine takie, gdzie temat nie dla mnie. Opinii tyle ile ludzi. Kazdy ma prawo swoja wyrazil, a ze to sie komus nie spodoba i czysto sa na forach spory- ot, jego uroda. Zgodze sie ze wrazliwych moze to dotknac bardziej, moga do siebie wziazc za duzo. No ale jak sie pytam na forum jak cos rozwiazac, to licze sie z negatywnymi komentarzami i wlasnie jechanka po calosci takze, nie tylko same pochwaly i wsparcie bedzie.
                          W temacie watku uwazam ze autorka ma glowe na karku, i nie zginie. I jezeli ma sie meczyc to nie ma sensu- juz wybrali-teraz nalezy sprawe sensownie doprowadzic do konca. Zadbac o swoje interesy. Musisz byc troche egoistka- nie licz ze pan maz pomoze z dobrej woli i bedzie tak caly czas.czasy sie zmieniaja, ludzie takze, warto zadbac o wlasna dupe i tak poukladac wszystko aby nie przymierac glodem i nie martwic sie splata mortgage w miare mozliwosci.dasz rade :)
                          • makacjam25 Re: Rozstanie... 28.06.13, 23:02
                            Dziekuje Wam bardzo dziewczyny za wsparcie, rady. Wiele rzeczy mi sie rozjasnilo, na wiele rozwiazan nawet bym nie wpadla. Narazie tyle ;)
                            Musze sobie wszystko w glowie poukladac.
                            Ja go kocham wglebi serca gdzies tam. Ale to juz nie jest ten sam czlowiek. Celowo nie pisalam o tym, bo nie chcialam ukierunkowywac Waszych wypowiedzi, w strone "zostaw go, bo to dno". Palil marihuane. Ponad rok, niewiem nawet czy nie codziennie. I nie mam gwarancji, ze nie dluzej, niz ten ostatni rok. Ale plakal, blagal, przysiegal, rodzicom swoim, przy moim bracie i bratowej blagal o szanse. Ba, nawet kumplom oswiadczyl, ze koniec z tym. Dalabym sobie glowe uciac, ze poradzilismy sobie z tym, bo wiedzielismy skad to sie wzielo. Staralam sie ze wszystkich sil, ale bolalo jak widzialam, ze wszystko zaczyna znaczyc dla niego coraz mniej. I ostatnio znow znalazlam w samochodzie trawe... Ale to naprawde nie to, ja bym z tym zyla, gdyby go to tak bardzo nie "wymrazalo" w sensie emocjonalnym. W lozku natomiast dochodzilo do sytuacji, w ktorych czulam sie ponizana. Zadna agresja, bron Boze, czy wulgaryzm. Bylo dziwnie, bo to juz nie byl on.
                            I tu zaczelam tesknic do takich zwyklych chwil we dwoje... Nie, zadne motyle w brzuchu, wlasnie marze o tej nudnej rutynie, ale z jakim poczuciem wlasnej wartosci i szacunku w jego oczach... a tu nic, lodowka. Przytulam sie, wiec albo do lozka i akcja, albo "po co mnie draznisz"...
                            I nigdy, ale to nigdy nie wykorzystam tego faktu przeciwko niemu. Dla niego fakt, ze musi isc do pracy i zarobic na rachunki jest swiety i tu nigdy mnie nie zawiodl. Za dzieci oddalby zycie. Ale jakby pusty byl w srodku.
                            • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 28.06.13, 23:26
                              Czytam twoje wypowiedzi i wylania mi sie obraz trzezwo myslacej kobiety, ktora wie czego oczekuje od zycia, i to mi sie podoba. Jezeli czujesz ze to nie to i ze dasz rade to sie nie zastanawiaj, szkoda najlepszych lat zycia spedzac z osoba z ktora ci nie po drodze. To nie wazne czy on pali marihuane czy nie, wazne co ci obiecal. Nie dotrzymal slowa. Wazne ze zmienil sie w stosunku do Ciebie i juz jest inaczej niz bylo. Jalowe malzenstwo, na papierze, jest bo jest to strata czasu dla obu stron. Nie chce namawiac do rozstania, decyzja jest wylacznie Twoja. Natomiast sadze ze meczysz sie z nim chyba, i masz jaja zeby odejsc. To wazne, bo duzo mlodych kobiet boi sie tego kroku, zwlaszcza ze tu male dzieci, kredyt, codzienne sprawy...Naprawde podziwiam Cie i zazdroszcze odwagi, mi to zajelo znacznie dluzej, nim zrozumialam ze nie warto i definitywnie sama wszystko zakonczylam z dnia na dzien w sumie zostajac sama, tez z praca part time :)
                              • izabelski Re: Rozstanie... 29.06.13, 00:30
                                no coz - czas pokaze jak sie ulozy wasza sytuacja
                                jednakowoz nawet palenie trawy moze wplynac na zmiane osobowosci naduzywajacego
                                byc moze, ze jego komentarze i to jak go odbierasz wynikaja wlasnie z tego...

                                uzaleznienie jest ciezka choroba, ktora juz teraz dotyka ciebie i dzieci
                                w takim wypadku nie dziwie sie, ze masz tego dosc
                            • aniaheasley Re: Rozstanie... 29.06.13, 12:37
                              To co teraz napisalas 'troche' zmienia postac rzeczy.
                              Przychodza na mysl slowa na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie....
                              • a74-7 Re: Rozstanie... 29.06.13, 13:50
                                a mnie sie czerwone swiatlo znowu zapala bo na poczatku tego watku autorka napisala ze nie chce ojca dzieci "doic ".
                                • e-vil Re: Rozstanie... 29.06.13, 17:23
                                  ja nigdy nie wpadłam na pomysł wyjść za mąż i nie potrafiłabym złożyć takiej przysięgi "na zawsze" ale nie o mnie chciałam pisać..

                                  rozumiem, że w związku może być nijak i odechciewa się.. zamiast patrzeć na partnera z czułością jest coraz większe zniechęcenie.. czasem już przechodzi to w podrażnienie i stąd krótka droga do nienawiści - lepiej rozstać się niż fundować sobie takie emocje..

                                  tylko..

                                  na taki krok najlepiej zdecydować się jeśli mamy zaplecze finansowe i plan - nie wiem jak jest żyć samemu, ale domyślam się, że nie jest lekko
                                  widzę, że jesteś honorowa na zasadzie "udowodnię, że dam radę sama" - ale tu nie chodzi o to, by go "doić" - tylko o jego OBOWIĄZEK względem dzieci - nawet jak nie jesteście razem powinien stawać na rzęsach, by dzieciom niczego nie zabrakło - ja gdzieś kiedyś gdzieś tam wyczytałam, że im więcej facet w coś zainwestuje tym bardziej jest mu to droższe - więc niech dzieci będą dla niego drogie :)
                              • yumemi Re: Rozstanie... 29.06.13, 17:38
                                aniaheasley napisała:

                                > To co teraz napisalas 'troche' zmienia postac rzeczy.
                                > Przychodza na mysl slowa na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie....

                                Czasem sie zastanawiam, gdzie (i czy w ogole) tu jest granica, na ile 'w zdrowiu i w chorobie'. Nie wiem.
                                • onmytoes Re: Rozstanie... 29.06.13, 18:46
                                  yumemi napisała:

                                  > aniaheasley napisała:
                                  >
                                  > > To co teraz napisalas 'troche' zmienia postac rzeczy.
                                  > > Przychodza na mysl slowa na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie....
                                  >
                                  > Czasem sie zastanawiam, gdzie (i czy w ogole) tu jest granica, na ile 'w zdrowi
                                  > u i w chorobie'. Nie wiem.


                                  Jak dla mnie to ogromna roznica, czy jest to choroba w ktora ktos swiadomie sie wpedza i konsekwentnie odmawia leczenia, pozwalajac aby nalog rujnowal zycie najblizszych.
                                • aniaheasley Re: Rozstanie... 29.06.13, 20:06
                                  Ja natomiast wiem (o ile to mozna wiedziec do konca o sobie) ze w razie jakichkolwiek uzaleznien, choroby psychicznej czy fizycznej czulabym sie 'moralnie' czy jakkolwiek tego nie nazwac, zobowiazana do pozostania w zwiazku (o ile bylby to jeszcze zwiazek). Jakos tak wtedy bym sie czula odpowiedzialna za tego czlowieka, za jego leczenie, czy za proby namawiania na leczenie. Wydaje mi sie, ze czulabym, ze po tylu latach razem, po wspolnych ciazach, dzieciach, kupnach domu, po smierci kota i rybek w oczku wodnym, po wspolnym przezywaniu kryzysow finansowych, itp, itd, mam obowiazek zostania z nim. O wiele bardziej niz w wypadku zdrady czy innego wybryku.
                                  • szpil1 Re: Rozstanie... 29.06.13, 20:41
                                    Niech zgadnę, nigdy nie mieszkałaś z kimś kto jest uzależniony i nie chce sie leczyc?
                                  • londynwarszawaparyz Re: Rozstanie... 29.06.13, 23:43
                                    Jakos tak wtedy bym sie czula odpowiedzialna za tego czlow
                                    > ieka, za jego leczenie, czy za proby namawiania na leczenie. Wydaje mi sie, ze
                                    > czulabym, ze po tylu latach razem, po wspolnych ciazach, dzieciach, kupnach dom
                                    > u, po smierci kota i rybek w oczku wodnym, po wspolnym przezywaniu kryzysow fin
                                    > ansowych, itp, itd, mam obowiazek zostania z nim.

                                    Nie wiem jaka jest granica, ale powiem ze wcale tak nie jest. Mozesz czuc sie w obowiazku, bo to maz, bo tyle lat razem, bo dzieci, bo...probujesz raz, drugi, trzeci, nalog powraca. Ile razy znosilabys w domu obok spiacego w domu dziecka za sciana, meza, ktoremu na dobre i zle slubowalas, z rozsypanymi kreskami kokainy, z kumplami, litrami alkoholu? Ile razy moglabys wybaczac, ile razy prosic, plakac, tlumaczyc? Ile razy mozna znosic upokorzenia, ile dni w roku martwic sie o siebie, dzieci? Ile razy mozna sie zastanawic ile tym razem czasu on wytrwa w postanowieniu poprawy i za ile czasu nadejdzie dzien, gdy szczesliwa wrocisz do domu z zakupami i zostaniesz wspomniany powyzszy obrazek?
                                    Gwarantuje, ze ze wzgledu na wlasne zdrowie psychiczne i dobro dzieci- odejdziesz, nie wytrwasz w chorobie jakim jest uzaleznienie.Po pewnym czasie ma sie poprostu dosc i zaczyna sie patrzec juz tylko na siebie, nie na uzalezniona osobe. Na wlasne szczescie i bezpieczenstwo.
                                    • turmalinka Re: Rozstanie... 29.06.13, 23:48
                                      londynwarszawaparyz napisał(a):


                                      > Nie wiem jaka jest granica, ale powiem ze wcale tak nie jest. Mozesz czuc sie w
                                      > obowiazku, bo to maz, bo tyle lat razem, bo dzieci, bo...probujesz raz, drugi,
                                      > trzeci, nalog powraca. Ile razy znosilabys w domu obok spiacego w domu dziecka
                                      > za sciana, meza, ktoremu na dobre i zle slubowalas, z rozsypanymi kreskami kok
                                      > ainy, z kumplami, litrami alkoholu? Ile razy moglabys wybaczac, ile razy prosic
                                      > , plakac, tlumaczyc? Ile razy mozna znosic upokorzenia, ile dni w roku martwic
                                      > sie o siebie, dzieci? Ile razy mozna sie zastanawic ile tym razem czasu on wytr
                                      > wa w postanowieniu poprawy i za ile czasu nadejdzie dzien, gdy szczesliwa wroci
                                      > sz do domu z zakupami i zostaniesz wspomniany powyzszy obrazek?
                                      > Gwarantuje, ze ze wzgledu na wlasne zdrowie psychiczne i dobro dzieci- odejdzie
                                      > sz, nie wytrwasz w chorobie jakim jest uzaleznienie.Po pewnym czasie ma sie pop
                                      > rostu dosc i zaczyna sie patrzec juz tylko na siebie, nie na uzalezniona osobe.
                                      > Na wlasne szczescie i bezpieczenstwo.

                                      amen

                                      a od siebie jeszcze dodam, ile razy pozwolisz, zeby dzieci zapitego czy zacpanego ojca? ile razy bedziesz w stanie go przed nimi tlumaczyc?
                                      • a74-7 Re: Rozstanie... 30.06.13, 00:00
                                        alez turmalinko , makacjam napisala wyraznie :
                                        " Na meza moge liczyc, nie bede potrzebowala codziennej platnej opieki dla dzieci, finansowo tez sie postara, ale nie chce go "doic"...
                                        :-D
                                        • turmalinka Re: Rozstanie... 30.06.13, 00:13
                                          ja nie do autorki tylko do ani h pisalam

                                          a co do autorki to mam mieszane uczucia, chociazby biorac pod uwage sam fakt ze z uzaleznionym chciala sie o dziecko starac, regularnie palona marihuana dlugo utrzymuje sie w organizmie, jaki ma wplyw na sperme? no, ja bym sie bala :/
                                          w kazdym razie srednio mnie powody ich rozstania interesuja, ale tez pamietam watek o trzecim dziecku, ktorego to ona chciala a nie maz...
                                          • makacjam25 Re: Turmalinko 30.06.13, 00:59
                                            Nie musisz miec do mnie zaufania, ciezko bys miala, nie znajac mnie wcale.
                                            Kilka tygodni temu wpadlam w panike, ze jestem w ciazy. Tak, w panike, poniewaz czulam, ze koncem koncow juz dobrze miedzy nami nie bedzie. Naprawde strasznie sie balam, tymbradziej, ze nasza firma miala mega kryzys i pracy bylo ile bylo. Spytalam z czystej ciekawosci o maternity, z przerazenia, ze zostane bez chlopa, z dwojka dzieci i trzecim w drodze. I nie daj Boze jeszcze chorym, bo tatus miewa slabosc do trawki...
                                            Z dwojga zlego okazalo sie, ze to zespol policystycznych jajnikow, skad brak miesiaczki.
                                            Teraz w agencji przedstawilam jak sie sprawy maja i obiecali, ze na glowie stana, zebym miala tyle godzin, ile bede potrzebowala. Zawsze jest kryzys na wiosne. Chce sie utrzymac tam do lutego, potem bede szukala pracy na 8 godzin. Mlodsza od wrzesnia zaczyna szkole, sa kids cluby, bedzie latwiej.

                                            • turmalinka Re: Turmalinko 30.06.13, 01:07
                                              ale nie musisz sie tlumaczyc, twoje wybory, twoja sprawa, to raz
                                              dwa, rok temu pisalas o trzecim dziecku, jak bardzo bys chciala, a teraz piszesz, ze conajmniej od roku facet regularnie pali, pracowalam z narkomanami, wiem z czym to sie je, nie ma bata, zeby marihuany nie zauwazyc, to widac i czuc :/ a jednak sie zdecydowalas na starania...
                                              ale, nie moj cyrk, nie moje malpy, ty podejmujesz decyzje, ty bedziesz z nimi zyc
                                              • makacjam25 Re: Turmalinko 30.06.13, 01:13
                                                Naprawde dlugo nie wiedzialam. I nie ja to zauwazylam. Dla mnie stawal sie dziwny i tyle. Tlumaczylam to praca, przemeczeniem, wszystkim, a trawa do glowy mi nie przyszla. Dopiero jak przyjechal prosto od kumpla po mnie do kolezanki, ona mi powiedziala, ze jest ujarany... Wtedy pracowal w fabryce ze szklem. I tak tez sobie tlumaczylam jego czerwone oczy...
                                                • turmalinka Re: Turmalinko 30.06.13, 01:31
                                                  no wiec dlugo musialo byc u was zle, bo trawe czuc, ma specyficzny zapach, przenika przez ubranie, czuc go z rak, ust... ale naprawde, nie chce wnikac

                                                  btw piszesz, ze dlugo nie wiedzialas, ale jak sie dowiedzialas tez nie zadbalas o 'zabezpieczenie' stad 'panika'
                                                  • makacjam25 Re: Turmalinko 30.06.13, 01:32
                                                    > btw piszesz, ze dlugo nie wiedzialas, ale jak sie dowiedzialas tez nie zadbalas
                                                    > o 'zabezpieczenie' stad 'panika'

                                                    no tak, bo jak wszyscy wiemy, jest tyle metod stuprocentowych... a wladki 21 wieku sie nie zdarzaja...
                                                  • turmalinka Re: Turmalinko 30.06.13, 01:40
                                                    wiesz, ustalymy.. ja ci nie wierze, ty nie musisz mi sie tlumaczyc... i zakonczmy dyskusje bo zaraz do niepokalanego poczecia dojdziemy
                                                  • makacjam25 Re: Turmalinko 30.06.13, 01:41
                                                    Ja nigdzie nie napisalam, ze z nim w ogole nie sypiam.
                                                    I sie nie tlumacze.
                                          • a74-7 Re: Rozstanie... 30.06.13, 11:45
                                            wiem turmalinko, wiem ze bylo to do Ani , weszlam tylko w linijke .
                                            Masz 100 procent racji odnosnie palenia maryski , to nie tylko czerwone oczy ,
                                            dziwne ze makacja ze swoja "trzezwa ocena " nie przerobila sobie tematu czym pachnie partner - cpun .Moze byc tak jak w piosence :
                                            www.youtube.com/watch?v=SAAyNyywhHc
                                            Tylko jakos nie bardzo widze faceta zacpanego na tym speedo motorze :-)
                                        • turmalinka Re: Rozstanie... 30.06.13, 00:46
                                          a jeszcze tylko dodam, ktos kto pyta o maternity przy zarobkach 25 funtow na tydzien, a dwa tygodnie pozniej pisze o przemyslalnym rozstaniu nie wzbudza mojego zaufania, dlatego czytam watek, ale doradzac autorce nie zamierzam :/ odnioslam sie tylko do tego co Ania pisala, ze nie potrafilaby odejsc od osoby uzaleznionej
                                          • steph13 Re: Rozstanie... 30.06.13, 12:04
                                            Zawsze uwazalam, ze w takich sytuacjach opisywanych na forum nie ma sensu udzielac porad. There is always more to it than meets the eye, ze tak powiem. I mialam racje. Powoli wychodza dodatkowe czynniki, to nie tylko nuda, brak uniesien ale sporo wiecej. Kto wie co jeszcze ma wplyw na ogolna sytuacje w zwiazku? Co malzonek mialby do powiedzenia gdyby chcial tutaj poopowiadac? Czy rzeczywiscie bedzie placil na dzieci, rachunki, mortgage kiedy posiada nalog, ktory zapewne tez kosztuje? Wspolczuje kobiecie jesli rodzina jej sie rozpada, ale w powody nie ma co wnikac bo tylko ona I maz je znaja. Stad poradnictwo tez bezsensowne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka