00zuza00
11.11.13, 17:55
Dziewczyny, może któraś z Was wie, jak to w końcu jest? Dwa lata temu podczas rutynowej cytologi, tu, w UK, wykryto u mnie tą bakterię. Z wynikami dostałam pismo, że bakteria jest normalnie obecna w organizmach większości ludzi i nie powoduje objawów, jednak może być groźna dla kobiet w ciąży. Konkretnie może stanowić zagrożenie dla dziecka, które może zarazić się podczas porodu. Konsekwencje mogą być poważne, łącznie z trwałym uszkodzeniem mózgu i śmiercią - wszystko to było napisane we wspomnianym liście. Była też rada, żeby w razie ciąży powiadomić o tym fakcie położne, wówczas zostanie mi podczas porodu podany antybiotyk i ryzyko zakażenia przez dziecko znacznie spadnie.
Powiedziałam o tym zaraz na pierwszym spotkaniu, booking appointment w szpitalu. Tamta położna wpisała to do moich green notes i powiedziała, żeby przypomnieć położnej prowadzącej bliżej daty porodu. Obecnie jestem w 33 tygodniu. Pytałam o to na ostatnim spotkaniu i ku mojemu zdziwieniu usłyszałam, że nic nie trzeba robić, bo tej bakterii już prawdopodobnie we mnie nie ma, a nawet jeśli jest, to może pojawić się tuż przed porodem, bo to taki typ, który pojawia się i znika - a więc pewności nie ma. Zapytałam, czy jeśli zrobię teraz cytologię (dostałam nawet ostatnio zaproszenie na tą darmową), i wyjdzie że jednak mam, powiedzmy w 38 tygodniu, to czy dostanę antybiotyk przy porodzie. Na co usłyszałam, że nie powinnam teraz wykonywać cytologii i zaczekać co najmniej do 6 tygodni po porodzie... WTF??
O ile unikam jak mogę zbędnych badań, kuracji, antybiotyków w ciąży i cieszę się, że jestem tu, a nie w Polsce, gdzie się moim zdaniem z tym przesadza, to jednak ta kwesta nie daje mi spokoju. Poczytałam trochę o tej infekcji i naprawdę nie uśmiecha mi się olanie tego, biorąc pod uwagę że ryzyko dla dziecka jest spore.
Czy któraś z Was miała podobny problem? Czy faktycznie w końcówce ciąży cytologia jest niewskazana? czy jeśli zrobię prywatnie, to zostanie to potraktowane poważnie i dadzą mi ten nieszczęsny antybiotyk? Help!