cherrie
16.03.18, 23:48
Dla niewtajemniczonych przypominam: rodzina biednych polskich emigrantow 2+1 i pies szuka wlasnego domu. Nie ma szans na znalezienie domu marzen, ani domu nie-marzen w miejscowosci naszego osrodka zyciowego, wiec rozszerzylam region poszukiwan. Minelo troche czasu i dalej doopa;-( Nie wiem z czego zrezygnowac, a kompromisow sporo sie szykuje.
W sumie najwiekszym wyzwaniem jest dla mnie pogodzenie sie z brakiem ogrodka i wielkoscia pomieszczen. Stac nas na domy w ktorych pokoj dzienny ma 10-14mkw, sypialnie po 6-9mkw. Boje sie ze umre z powodu klaustrofobii;-(
No i tak dumam....Mam trzy opcje:
1. Dom szeregowy dla chomikow, 50mkw, 3 bed, 2 living rooms po 10mkw, bez ogrodka, tylko betonowy yard, nie wymaga remontu, ale jest przy srednio ruchliwej ulicy w miescie. Zaleta sklepiki, kawiarnie itp w odleglosci 2min. Z moich obserwacji wynika, ze szybko tam sie domy sprzedaja.
2. Dom wiekszy, 70mkw + garaz i z ogrodkiem, na peryferiach miasta, ale w gorszej dzielnicy. Dosyc drogi, jak na nasz budzet i wymaga jakiegos tam remontu, na ktory przez najblizsze 5 lat moze nas nie byc stac.
3. Poszukac dom jeszcze dalej od naszego “centrum interesow zyciowych” w nieznanej nam okolicy i przeklinac te decyzje stojac codziennie w korkach?
Co jest dla Was super wazne? Wielkosc domu, okolica, cena, odleglosc do pracy? Czy rzeczywiscie lepszy ciasny ale wlasny? Mozna zyc bez ogrodka (malutkiego chocby skrawka trawki)?