Gość: Trepidus
IP: *.tele2.pl
14.10.06, 14:57
Po bardzo długiej nieobecności zajrzałem znów na forum. I co widzę? Ad nauseam
wałkowane są te same sprawy. W tym również kwestia reklamy i wiarygodności
Piotra z Zell-am-See i Agi/Dominika z Zillertal. Ponieważ ich znam i
korzystałem z ich gościnności, czuję się w obowiązku, by "dać świadectwo",
również różnym imperatorom i ich żonom. Spóźnione wprawdzie, ale lepiej późno,
niż wcale.
Taka scena: "wieczór pożegnalny" u Piotra w Zell, gdzie gościliśmy w styczniu
br. Impreza rozkręciła się na dobre, trochę już mamy w czubie i oto ok. 23
telefon ze szpitala. Trafiła tam młoda Polka z poważną kontuzją, przy jej
łóżku czuwają zdesperowani i zagubieni rodzice. Oto turnus się kończy, oni nie
wiedzą jak długo córka pozostanie w szpitalu, jaki jest naprawdę jej stan, nie
mogą się z nikim tam dogadać, a przecież trzeba załatwić lokum na
niespodziewanie przedłużony pobyt.
Konsternacja. Piotr nie kwalifikuje się do jazdy. Do szpitala wyrusza ekipa w
składzie: żona Piotra - Sonia (która dość dobrze rozumie po polsku) oraz jego
brat Marcin. Z tego co wiem, finał sprawy był w miarę szczęśliwy. Rodzice
uzyskali potrzebne informacje, załatwiono im hotel na przedłużony pobyt,
skontaktowano się z ubezpieczycielem i zorganizowano transport do Polski.
Tak to wygląda - telefon Piotra znajduje się w szpitalu i w razie potrzeby
jest on wzywany bez względu na porę dnia i nocy.
Nie wiem, czy coś "z tego ma", oprócz satysfakcji, rzecz jasna. I zupełnie
mnie to nie interesuje. Wiem, że wykonuje tam b. dobrą robotę.
Tak więc ktokolwiek będziesz w salzburskiej ziemi - wiedz, że na kłopoty
(szpital, policja...) najlepszy jest Piotr. Tak na wszelki wypadek zapiszcie
sobie do niego kontakt gdzieś w kalendarzyku. A poza tym to b. miły,
bezpośredni facet, wynajmujący w dobrej cenie przyzwoite kwaterki w doskonałej
lokalizacji. Ale tu ocieram się o reklamę, więc wolę na tym poprzestać.
Pozdrowienia