Gość: o_andrzej
IP: *.ghnet.pl
15.06.07, 23:19
Uwaga Felimeny odnosnie wlasnej kontuzji i pomocy kubygr (zdalnej) nasunela mi
pewna refleksje. Na tym forum niewiele sie pisze o kontuzjach, ale na
skiforum, gdzie kubagr niejednemu juz pomogl i wciaz pomaga, co rusz slychac o
powaznych kontuzjach kolan. Moze z racji, srednio biorac, mlodszego wieku
uczestnikow tamtego forum, a moze z przypadku, pelno tam przykrych historii o
zerwanych sciegnach, powaznych operacjach lekotek, dlugich rehabilitacjach.
Czasem az sie serce kraje, gdy sie czyta te wszystkie historie mlodych i
bardzo mlodych ludzi (dla mnie to dzieci). Jeden nieuwazny ruch, zagapienie
sie, brawura. Czesto zdarza sie to slabo zaawansowanym, ale i czesto dobrze
jezdzacym. Taka konktuzja, niestety, nawet dobrze wyleczona, zostawia slady na
cale zycie. Moze sie myle, ale w czasach mojego dziecinstwa i mlodosci, pomimo
marnego sprzetu, kiepskich wiazan (moje pierwsze kandahary byly wiazaniami w
100% niebezpiecznikowymi :)), nie slyszalo sie o tylu wypadkach tego typu. Mam
na mysli ludzi duzo wtedy jezdzacych, bo narciarstwo oczywiscie nie mialo tak
masowego charakteru jak dzis. Co jest wiec grane? Przeciez stoki sa srednio
biorac lepiej przygotowane. Te wszystkie zerwane, ponaciagane sciegna i
torebki stawowe rzadko kiedy sa wynikiem zderzen z inna osoba czy bliskim
spotkaniem z drzewem. Przewaznie dochodzi do nich w dosc glupich sytuacjach.
Carving? Inny sposob jazdy? Szybkosc? Za czasow mojej mlodosci tez sie szybko
jezdzilo. Nie rozumiem.