Dodaj do ulubionych

Żuk Gnojak - Prolog

17.08.04, 10:47
Miasto powoli budziło się do życia. Śnieg padał cała noc, po zaułkach smętnie
przemykały wychudłe żuki gnojaki. Zima spowodowała zastój w interesie, żuki
nie mogły toczyć swych kulek.
Jeden nieborak próbował utoczyć ze śniegu kulkę. Toczył kulkę przez ulicę.
Gdy nagle jak z zakrętu wypadł czarny mechaniczny potwór. Żuk przyspieszył
proces turlania kulki, nerwowo pchał do przodu, ale kulka zaczęła się obracać
w miejscu. Błyszczący Star w kolorze czarnym zbliżał się co raz bardziej. Żuk
gnojak od dawna nie miał takiego moralnego dylematu, zostawić swoja kulkę na
pastwę losu czy dalej kontynuować walkę o jej uratowanie.
Ostatnio Żuk tak się czuł gdy tłumaczył swojemu malutkiemu synkowi dlaczego
są żukami gnojakami. Mały mózg Żuka podjął decyzję o ucieczce. Star był już
naprawdę blisko. Nagle stała się jasność, oniemiały Żuk stanął i patrzył.
Nagle sobie przypomniał że widział podobne zdarzenie. To było na premierze
amerykańskiej super produkcji „Dzień niepodległości”. Przemykając z kulka
utoczoną z czipsów widział podobną jasność i podobny pojazd na ekranie kina.
Podobny pojazd ale nie taki sam. Pojazd w kolorze białym wirował jak bączek
nad Starem, samochodem ze Starachowic. Zobaczył że ze Stara unosi się do góry
postać człowieka w kufajce i walonkach. Żuk poczuł wilgoć w łapkach, to kulka
stopiła się od ciepła dochodzącego z wirującego pojazdu. Postać człowieka
zniknęła w pojeździe. Nagle wszystko zgasło, na opustoszałej drodze stał
czarny Star a między jego kołami przemykał Żuk gnojak.
Żuk nawet nie przypuszczał jak bardzo zmieni się jego życie za sprawą
człowieka w kufajce i walonkach.
Obserwuj wątek
    • snowgoose Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 12:52
      Stefan miał życiorys prosty jak autostrada. Urodził się na pace "żuka", którym
      ojciec wiózł jego matkę do szpitala. Od dziecka lubił ciężarówki. Nie istniało
      nic innego, ciężarówki, ciągniki siodłowe, busy dostawcze, itp. Stefan nie był
      najlepszym uczniem, skończył z trudem siedem klas podstawówki, jedyne w czym
      był naprawdę dobry to w-f i ZPT. W szopie ojca rozbierał i składał na nowo
      wszelkie możliwe silniki od suszarki przez wentylatory, odkurzacze, na silniku
      ojcowskiego "żuka" kończąc. Ojciec załatwił mu robotę w firmie przewozowej.
      Najpierw pracował jako pomocnik mechanika, czyli biegał do sklepu po kolejne
      butelki piwa. Potem wykazał się i dostał własny zestaw narzędziowy. W końcu
      mógł zbliżyć się do tej pięknej nowej ciężarówki, którą niedawno zakupiła
      firma. Do błyszczącego Stara w kolorze czarnym. Opiekował się tą maszyną jak
      własnym dzieckiem. Po kilku latach mycia, serwisowania i pieszczenia
      starachowickiego samochodu dostawczego Star, firma przyznała mu status kierowcy
      i przyznała Stefanowi Stara jako wóz służbowy.
      Miasto powoli budziło się do życia. Śnieg padał cała noc, po zaułkach
      smętnie przemykały wychudłe żuki gnojaki. Błyszczący Star w kolorze czarnym
      wypadł zza zakrętu niczym czarny mechaniczny potwór. Siedzący w Starze Stefan
      ubrany jak zwykle w kufajke i welonkizauważył coś dziwnego na drodze. Zatrzymał
      się dość gwałtownie. między jego kołami przemykał Żuk gnojak. Stefan nawet nie
      przypuszczał jak bardzo zmieni się jego życie za sprawą Żuka gnojaka.
      • yapkovitz Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 12:59
        Sie splakalem, buahahahhahahahahaha, w mojej autentycznej historii o Zuku,
        wystepuje Zenon Wilgotny, czyli Twoj Stefan:) czekam na dalszy ciag
        alternatywnej historii Stefana (Zenona Wilgotnego)
        • yapkovitz ŻUK GNOJAK - Część 1. Opowieść Sowieto 17.08.04, 13:04
          Słońce wypalało dziury w malutkich muzgach biedronek, mrówki dyszały ciężko z
          pragnienia, pająk Niemiec i truteń Sowieta konczyli kolejna kolejkę bimbrozji.

          - jest ciepło- rzekł Niemiec,
          - no – odpowiedział Sowieta, głośno puszczając bonka.

          Pająk z trutniem wygodnie leżeli na płytce chodnikowej i patrzyli na wielki
          plakat reklamujący Shreka 2. Lato w mieście, lato w Warszawie totalnie
          rozleniwiło tych dwóch, każdego dnia zbijali bonki, pili bimbrozje i patrzyli
          na plakaty, marazm.
          Ale tego południa truteń spojrzał wstecz, zrobił sobie rachunek sumienia ze
          swojego trutniego życia i zaczął opowiadać Niemcowi o tym jak dawno temu
          studiował, o swoich przygodach z czasów gdy był młodym, pięknym trutniem.
          Mieszkałem w akademiku, zaczął Sowieta bezbarwnym głosem, w pokoju spało nas 9,
          był Pies na baby, Glista, Puszysty zwany rumuńskim alfonsem, Żuk Gnojak,
          Borowik, Radziecki Pierożek, Prosie Tuczone..........
          Pewnego razu cała wesoła gromadką wybraliśmy się na smaczną i tanią bimbrozję.
          Dzielna kompanija zasiadła za drewnianym stołem, jedząc, pijąc, dziewki
          karczemne podszczypując. Pijany Glista wstał od stołu, chwiejąc się na swych
          piszczelach, wymamrotał straszliwe słowa:

          - Radziecki Pierożku, którą ty łapką bijesz siusiaka? prawą czy lewą?

          Zapadał śmiertelna cisza, w powietrzu słychać było jak się śmieją karczemne
          dziewki, a śmiech one maja jak świnia kaszel. Żuk Gnojak o mały włos z klaty
          się nie udławił bimbrozją. Cała dzielna kompanija wbiła swoje ślepia w Gliste i
          Pierożka, wszyscy znali gniew Pierożka, każdy z nich wiedział ze jest okrutny w
          swym szale.

          - Psie na baby obrażają Ciebie, powiedział Pierożek.

          Całe bractwo rykneło chóralnym śmiechem, każdy z nich wiedział że Pies na baby
          to prawa ręka Pierożka, a Borowik to lewa ręka.

          - piękna opowieśc, lakonicznie stwierdził pająk. Wiesz co Sowieto, ostatnio na
          Pradze spotkałem jakiegoś Żuka, szlaja się z niejakim Zenonem Wilgotnym. Goście
          jeżdżą czarnym starem po Wawie. Jacyś dziwni są.
        • snowgoose Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 13:14
          yapkovitz napisał:

          > Sie splakalem, buahahahhahahahahaha, w mojej autentycznej historii o Zuku,
          > wystepuje Zenon Wilgotny, czyli Twoj Stefan:) czekam na dalszy ciag
          > alternatywnej historii Stefana (Zenona Wilgotnego)


          A zastanawiałem się czy nie nazwać Stefana Zeneon, powaga.
          Coś czuje, że nam tu niezłe arcydzieło powstanie.......
          • yapkovitz Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 13:58
            Czy moge zamienic Stefana na Zenona? Bo w miejscu gdzie publikuje Zuka
            wystepuje Zenon, oczywisce dodam wzmianke ze Ty jestes autorem alternatywnej
            historii Zuka
            • snowgoose Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 14:01
              yapkovitz napisał:

              > Czy moge zamienic Stefana na Zenona? Bo w miejscu gdzie publikuje Zuka
              > wystepuje Zenon, oczywisce dodam wzmianke ze Ty jestes autorem alternatywnej
              > historii Zuka


              Jasne nie ma sprawy. Jak chcesz to mogę nazywać Stefana Zenonem, wszystko da
              się załatwić
    • snowgoose Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 13:59
      Stefan zawsze był małomówny, ale żukowi to nie przeszkadzało, sam uwielbiał
      gadać. Opowiedział stefanowi prawie całą historię swojego życia, opowiadał o
      swojej pierwszej kulce, o tym jak tata zabrał go na pierwsze kulanie,
      opowiedział o czasach szkolnych, gdzie założył kółko teatralne i wystawiał z
      kolegami sztuke "O dwóch takich co ukradli kulkę". Opowiadał o czasach
      studenckich, kiedy to z Radzieckim Pierożkiem i jego bandą chodzili na
      bimbrozję. Stefan lubił słuchać trajkotania Żuka, wolał je od wiadomóści
      podawanych co pół godziny w jego samochodowym radio. Jeździli po Warszawie....
      Pewnego dznia....
      Stefan z Żukiem zatrzymali się przy barze "smak" na małe śniadanko. Stefan
      zamówił hamburgera z frytkami i cole, przez chwilę zastanawiał się co by tu
      zamowić dla pilnującego Stara Żuka, ale w końcu stwierdził, że poprostu
      podzieli się swoją porcją. Gdy wydszedł z baru zobaczył, że drzwi od Stara są
      otwarte, a przy nich jakiś facet się nerwowo się otrzepuje od czasu do czasu
      pokrzykując.
      -Co pan robi?- krzyknął Stefan. Facet na widok barczystego, wysokiego kierowcy
      wziął nogi za pas. Z nogawki wyleciał mu Żuk gnojak.
      -Co się stało?- spytał Stefan Żuka obiadającego się kulką zrobioną z frytki w
      majonezie.
      -Facet się włamał do naszej maszyny, to go pogoniłem
      -Ale jak??
      -Wlazłem mu w miejsce gdzie słońce nie zagląda i zacząłem kręcić kulki.
      Strasznie go to łaskotało i nie mógł wytrzymać
      -Zaskakujesz mnie mój mały przyjacielu-Powiedział Stefan odpalając silnik Stara.
      Wystartowali spod baru smak zadymiając całe wejście. I dobrze im tak, kto to
      widział żeby za siedem niedosmażonych frytek i na pół surowego kotlecika o
      średnicy 10 cm brać 8.50? Hańba.
      Między tumanami kużu i spalin pojawiła się postać pająka......
      • yapkovitz Re: Żuk Gnojak - Prolog 17.08.04, 14:07
        Link do Zuka :)
        www.webfm.pl/modules/newbb/viewforum.php?forum=16
        • yapkovitz ŻUK GNOJAK - Część 2. Drim Tim 18.08.04, 07:31
          W odległości miliona wiorst od Wawy, w Tęczowym Mieście, Mieście Sexu i Łez, w
          chatce z piernika, na piecu z landrynek leżeli Ogień i Czarny Mamb, romantyczni
          kochankowie a na zydlu siedziała Masterka i Komanderka, reporterka ze
          stajlowego czasopisma „Twój Oddech”.

          – Powiedz to całej Polsce: z Ogniem pokochamy się dopiero na jego 33 urodziny,
          na razie tylko się pieścimy – Czarny Mamb bawi się sutkiem Ognia. – Napiszesz
          to w Twoim Oddechu? – prosi na osobności Masterke i Komanderke.

          Ogień, chłopak w majtkach z beżowego skaju, którego Czarny Mamb, póki co, tylko
          pieści, na razie z tęczowego rytmu wyrywa się jedynie na weekendy. Zna dobrze
          ten rytm: zawodówka – urząd pracy – dla tych, którym się udało, jakaś robota w
          kotłowni. Jeśli rozrywka, to siłownia albo ping-pong u Dana Wontroby , który
          zorganizował stół, żeby wyrwać Ogień na sex.

          W tym samym czasie, w głębokim mateczniku starożytnej puszczy rozległ się
          potworny okrzyk. Miejscowi włościanie powtarzali sobie szeptem plotkę gminną,
          iż tak krzyczy mieszkająca w mateczniku Latex Girl, gdy udaje się na łowy.
          Latex Girl z morderczym okrzykiem, tocząc pianę z ust, z szaleństwem w białych
          oczach zaczynała łowy na leśniczych. Ubrana w czarny stroj z latexu, ozdobiony
          drogocennymi ćwiekami i cekinami, z kijem bejsbolowym w delikatnej rączce
          biegła przez dzikie ostępy, od czasu do czasu porykując.
          Gdyby w tym momencie ktoś ciekaw spojrzał na puszczę z lotu nietoperza,
          zobaczyłby zdumiewający widok, jak z puszczy próbują się wyrwać oszalałe ze
          strachu stada lesniczych, kwiczące z rozpaczy, a wokół nich krąży dzika Latex
          Girl.

          Powoli drodzy czytacze poznajecie Drim Tim, bandę z którą będzie się musiał
          zmierzyć nasz dzielny Żuk Gnojak, jednakże nie będzie sam, będą wspierać i
          pomagać Żukowi, jego ukochana Masterka i Komanderka, bliźniaki Siostra Owca i
          Zimny Mors a także kochający się skrycie w Żuku tęczowy Ogień.
          Drim Tim tworzą Czarny Mamb, Latex Girl, Dan Wontroba oraz paru ich ziomków i
          ziomali.
          • jednooka_kwoka Re: ŻUK GNOJAK - Część 2. Drim Tim 19.08.04, 22:29
            Przesadziłem - rzekł Żuk Gnojak po opróżnieniu siódmej butelki bimbrozji..tak
            przesadziłem-powtórzył po czym wydobył ze swych trzewi bekniecie, mające siłę
            wiosennego grzmotu. Na tylnym siedzeniu kimał, też "mocno już zmeczony", Zenon
            Wilgotny. Wsłuchujacego się w jego miarowy oddech Żuka naszła refleksja:
            Girls.....rzekł sam do się Gnojak, gdzież one wszystkie sie podziewają...?
            Dronka Sronkostonka - moja pierwsza (i jedyna) miłość jeszcze z lat szkolnych.
            Zapewne pracuje teraz w hipermarkecie w dziale zdrowej żywnosci i tam zlizuje
            przeterminowane mleczko sojowe, wyciekające spod napuchnietych wieczek...Tak
            ta laska zawsze miała ambicje, o robocie w Hipie marzyła przecież od zawsze, a
            trzeba wiedzieć, że osoby takie jak Dronka zawsze dostawały tego czego chcą,
            Dowodem na to był zresztą też ów przelotny romansik z Gnojakiem. Myśli, iż był
            on dla Sronkostonki jedynie trofeum z wczesnej młodosci amator bimbrozji
            oczywiscie do siebie nie dopuszczał, gdyż był romantykiem. Prawda była jednak
            brutalna. Dronka lubiła typ męzczyzny zwany "rumiankiem", czyli taki, który
            puszczał farbę w obecności każdej samicy, nawet wiekowej woźnej Antoniny
            Prukwy. Gnojak dodatkowo nie przejawiał szczególnego zainteresowania sprawami
            higieny osobistej, toteż perwersyjnie smrodolubna, Dronka, wydzielała obficie
            soki za kazdym razem, gdy Żuczek przechodził obok niej, powracając z fajki do
            szkolnego warsztatu, gdzie wraz z kolegami ciągnął druty, ... Ale o tym
            wszystkim Gnojak nie mógł wiedzieć...i nie wiedział. Z lubością za to
            rozpamiętywał jak po W-fie na wzajem z Dronką lizali sobie pancerze i jak ona
            wprowadzająć go w arkana ars amandi cicho sobie popiskiwała. Z tym odległym,
            cichnacym z biegiem lat, piskiem cichła jednoczesnie nadzieja na dalsze podboje
            Żuka. Tak, tak....Żuk był Rumiankiem, a wiec nie Casanową. Cieszył sie on
            jednak, że przewyższa on swoim doświadczeniem Zenona - osobnika lat 28. któremu
            nie dane było uświadczyć połowy bodaj niewiasty...cóż bywa i tak-
            egzystenscjalnie westchnął Gnojak, przypatrujac się Zenonowi, który z rozporka
            wydobywał właśnie swój oręż, aby oddać się od lat celebrowanemu
            rutułałowi...cóż bywa i tak - raz jeszcze skonstatował Gnojak. Oczy jego jednak
            kleiły mu sie już niczym świeże końskie łajno, odgarnął więc baterię szkła po
            bimbrozji i udał się w strone królestwa Morfeusza, aby tam spotkać się ponownie
            ze swą lubą Dronką...
            • yapkovitz ŻUK GNOJAK - Część 3. Sex w Mieście Aniołków 20.08.04, 07:40
              Żuk Gnojak i Zenon Wilgotny w samo południe wyruszyli czarnym Starem w kierunku
              Miasta Aniołków. Rano sekretarek pan Żakiecik pracujący w Centrum Dowodzenia
              Światem w Szczękach, odebrał fona z prośbą od niejakiej Kuwety, aby ekipa z
              Pogotowia Centralnego Ogrzewania (PCO) przyjechała do Miasta Aniołków i
              napaliła w starym piecu. Pan Żakiecik przekazał meldunek Zenonowi Wilgotnemu i
              Żukowi Gnojakowi, a sam oddał się praktykom sadło masło przez fona z Kuwetą.

              Kolejne wiorsty pokonywał czarny Star, Żuk i Wilgotny widzieli jak się zmienia
              krajobraz, wjedżali w krainę porośnietą i zarosnietą puszczą. Przy drodze
              dostrzegli stojące Czarne Stopy, czekające na nagrzanych klientów. W przerwach
              między obsługiwaniem klientów, Czarne Stopy sprzedawały leśne runo lub
              pilnowały tirów. Chłopcy z PCO dostrzegli jak gigantyczne stada leśników
              zmierzały do wodopojów. Zaczynało się zmierzchać, słonce chowało się za
              wysokimi tujami, a na niebo zaczął wchodzić pyzaty księżyc. Jechali już 4
              godzin przez puszczę, puszczańscy których pytali, jak daleko jest do Miasta
              Aniołków, twierdzili że już za zakrętem, zobaczą owa osadę. Czarny Star
              pokonywał już setny zakręt ale żadnego Miasta Aniołków nie dostrzegli. Żuk
              Gnojak przyciął komara a Zenon jak Pitbull, siedział twardo za kierownikiem i
              jechał wciąż. Na pace mieli 8 ton wengla ze Ślunska. Wystarczy aby dobrze
              zapalić w starym piecu, uwielbiam ten dżob, pomyślał Zenon. Kończyła się już
              noc, robiło się szarawo, co raz częściej przed maskę czarnego Stara wyskakiwały
              pojedyncze sztuki leśniczych.
              Żuk Gnojak przetarł kułakami ślepia i już był rześki, gotowy do akcji. Za
              porannej mgły zaczęły się wyłaniać budynki Miasta Aniołków, nad miastem górował
              posępny kasztel, w którym władzę dzierżyła Latex Girl, okrutna władczyni tych
              ziem. Czarny Star podskakiwał na wybojach, ale dzielnie przemierzał Miasto
              Aniołków.
              Żuk dokładnie odczytał jeszcze raz meldunek o napaleniu w starym piecu. Wedle
              meldunku stary piec znajdował się przy miejscowym ZOO, znakiem rozpoznawczym
              miał być Dan Wontroba, paradujący w pobliżu ze strusiem na wierzchu.
              Patrz- krzyknął Żuk, to chyba jest Dan Wontroba i jego legendarny Struś, co
              wygląda bardziej na koliberka, lub wróbelka elemelka.

              Dan stał oparty o stary piec, czarny Star gwałtownie zahamował.
              Żuk i Wilgotny wyskoczyli z kabiny, miło było rozprostować piszczele, po wielu
              godzinach jazdy, Zenon wskoczył na pakę a Żuk podszedł do Dana.

              Ty jestes Dan Wontroba? Onanista?- zapytał Gnojak.
              A ty jesteś Żuk? Pan Chora Głowa? – odrzekł Dan, delikatnie szczypiąc swojego
              Strusia.

              Żuk i Dan zmierzyli się wzrokami, Żuk oparł dłoń na kaburze w której tkwił 6
              strzałowy colt, jeżeli trzeba będzie to napakuje tego typa ołowiem –pomyślał
              Żuk, a Dan oparł dłoń na Strusiu, jeżeli trzeba będzie to wpakuje mojego
              Strusia w jego kakało – pomyślał Dan.

              Jakiś problem – krzyknął z paki Wilgotny, trzymając w dłoni łopatkę.
              Kajne problem, kajne grence –odkrzyknął Żuk, podśpiewując pod nosem piosenkę o
              mendi, o mendi, łzawy song o weszkach.

              Nagle usłyszeli tupot, ale nie był to tupot białych mew i myszek po wieczornym
              piciu bimbrozji, to był tupot zwiastujący big problemy. Dan z półobrotu, rzucił
              się na Żuka, który opadł na matke ziemię, jak błyskawica pojawiły się dwie
              istoty ubrane w latexy, dosiadające lesniczych, chwyciły oszołomionego Żuka i
              pognały w siną dal. Zenon nie zdarzył nawet zareagować, zobaczył jak latexy
              uciekają unosząc ze sobą Żuka a za nimi biegł kłusem Dan Wontroba, krzyczący
              ihaha ihaha ihaha.

              PKP, KJM – krzyknął na cały głos Zenon, ej zawołał do przebiegającego obok
              leśniczego, co to były za istoty w tych latexach? I o co tutaj chodzi?
              To była Latex Girl i jej wierna służka Kuweta, porwały Twojego kompana aby go
              sexualnie wykorzystać.

              Zenon wyciągnął z kieszeni kufajki komure i zafonował do Załogi Punktu G. Nie
              upłynęła jedna nanosekunda, gdy obok czarnego Stara wylądowała Kosmiczna
              Dojarka. Załoga Punktu G składała się z kapitanki Masterki i Komanderki oraz
              rodzeństwa Siostry Owcy i Zimnego Morsa. Wszyscy ubrani byli w żółte pelerynki,
              czarne lakierki a na głowach mieli mohoerowe berety z antenką.
              Masterka i Komanderka dyszała ze wsciekłości, pałała żądzą zemsty, jakaś Latex
              Girl porwała jej umiłowanego Żuka Gnojaka. Razem planowali wspólna przyszłość,
              przyszłość pełną stada małych gnojków. Zenon Wilgotny zapakował się do
              Kosmicznej Dojarki i cała gromadka poleciała w stronę posępnego kasztelu,
              uwolnić Żuka, którego Latex Girl i Kuweta chciały sadło masło wykorzystać.
              Ustalono że Siostra Owca i Zimny Mors stworzą komando Lew Morski, które uwolni
              Żuka.
              Kosmiczna Dojarka zawisła bezszelestnie nad kasztelem, komando spuściło się na
              kasztel. Bezszelestnie jak duchy przemykali przez wilgotne i zimne sale,
              jaskinie, na swej drodze spotkali nawet Biedronkę z reklamy.
              Rodzeństwo usłyszało stek przekleństw, to był głos Żuka, który koncertowo
              bluzgał i obrzucał mięsem dwie napalone białogłowy. Zimny Mors dostrzegł
              przyklejonego na klej do lampy Żuka, a wokół niego densowały Latex Girl i
              Kuweta. To była dosłownie ostatni chwila, Latex Girl zbliżała się do Żuka z
              wierzbową witką a Kuweta trzymała w ręce pokarm dla piesków.
              Komando Lwa Morskiego przystąpiło do akcji, nie mogli się pomylić, byli w końcu
              zawodowcami, takie akcje ćwiczyli nonstop. Siostra Owca skoczyła na plecy
              Kuwety a Zimny Mors rzucił się na Latex Girl. Wykonali automatyczne ruchy,
              wielokrotnie ćwiczone, zapakowali w uszy Kuwety i Latex Girl bateryjki
              Duracell. Nagle zaczęło trzepać Latex Girl i Kuwetą, obydwie odpłyeły do
              Wahalli rozkoszy.
              Po unieszkodliwieniu latexowego duetu, Komando piłką do metalu odcięło Żuka od
              lampy. Siostra Owca wzięła Żuka na ręce i cała trójka wycofała się do
              Kosmicznej Dojarki. Na pokładzie Dojarki Żuk został przekazany w ręce Masterki
              i Komanderki, która posiada ręce które leczą.
              Kosmiczna Dojarka odleciała w stronę zachodzącego słońca, a w posępnym kasztelu
              Latex Girl dochodziła do siebie po kulistym orgazmie, knując okrutną zemstę na
              Żuku Gnojaku i jego ekipie.
              • jednooka_kwoka Re: ŻUK GNOJAK - Część 3. Sex w Mieście Aniołków 20.08.04, 12:42
                Errata do "Gnojak i Dronka czyli Żuk w światyni dumania"
                Dear Yapko i inni...w mojej nieudolnie nakreslonej opowiastce jest wiele
                niedociagnięć.....i tak np: Droka i Gnojak lizali sobie odwłoki , nie zaś
                pancerze i działo się to w kinie to raz
                Zenon oddawał sie swej passi przez sen, a działo sie to rzecz jasna na tylnym
                siedzeniu Stara to dwa
                poza tym Żuk Gnojak wcale nie poszedł spać, ponieważ ujrzawszy Zenona
                dzierżącego w dłoni pingwinka zawstydził się (wrazliwy z niego chłopak) i udał
                się na nocna wycieczke, na której spotkał Litwinów to trzy.

                I to by było na tyle
                Pozdrowienia dla Cie Yapkovitz
                PS. Pozwól jednak Gnojakowi aby przezył jakiś mietny romans

                Bye Kwoka
                • yapkovitz Re: ŻUK GNOJAK - Część 3. Sex w Mieście Aniołków 20.08.04, 14:05
                  Dear Kwoka

                  Żuk przezyje namietny romans w czesci 5 oficjalnego cyklu o Żuku Gnojaku. Czesc
                  4 juz wkrotce na tym forum, aktualnie jest dotepna pod tym linkiem
                  www.webfm.pl/modules/newbb/viewtopic.php?topic_id=289&forum=16
    • Gość: mysiak Wyprawa Masterki i Komaderki do Żuka Gnojaka:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 08:34
      Była porno duszna noc. Noc, jakich wiele było w smutnym i samotnym życiu
      Masterki i Komanderki.Siedziała w ciemności sącząc sake z kaszy kus-kus i
      dopalając kolejnego skręta z marychy, czytając poraz setny powieść pod
      tytułem „Co się nie wydarzyło w Landrynka Country”Gęste łzy strumieniami lały
      się po opuchniętym ze zmęczenia i bólu istnienia obliczu pięknej redaktorki
      najbardziej stajlowego czasopisma we wszechświecie.
      „Muszę coś z tym zrobić” –pomyślała. Jej umysł zaprzątała jedna myśl,
      myśl o tym , co robi jej umiłowany Żuk Gnojak , dlaczego się nie odzywa , choć
      dobrze wiedziała, że siedzi teraz samotnie i wtłacza w organizm bimbrozję ,
      jednocząc się z nią w myślach . Być może powodem jego milczenia był fakt że
      kąpał się – jak to robi zwykle raz na rok- w rzece z glonami, puszkami po piwie
      i śniętymi rybami i podczas tej orzeźwiającej kąpieli pirania z gatunku mutanto
      zjadła mu telefon komórkowy wystający z kieszeni barchanowych boxerek
      wydzierganych przez Masterkę , podarowanych Żukowi w 20 rocznicę pierwszego
      jego beknięcia kiedy spożywali romantyczną kolację przy świecach dymnych i
      bigosie z przeterminowanej kapusty kiszonej zakupionej po promocyjnej cenie w
      Makro Kaszana end Kura.
      Nie myśląc dłużej osiodłała swojego zdezelowanego kucyka chorującego na
      pylicę płuc , przyczepiła do jego kopyt antystatyczne podkowy, zaopatrzyła go w
      turbodopalacz odbytniczy, następnie zapakowała do tobołka stringi, kuloodporny
      biustonosz, butelkę bimbrojzji dla swojego ukochanego, po czym upojona wizją
      spędzenia kilku turbo odlotowych, ale jakże wiele znaczących chwil ze swoim
      Gnojakiem, ruszyła w nieznane, skłonna pokonać największe przeszkody, byle
      tylko znaleźć się u jego prawego boku.
      Jechała tak przez stepy i prerie Centrum Dowodzenia Światem
      podśpiewując pod nosem najnowszy hit Brudnej Spirs o podciętych skrzydłach, gdy
      nagle jej oczom ukazał się wielki las...las krzyży...

      Zawiało grozą i zapachniało stęchłym popsutym żurem sprzed tygodnia.
      Masterka i Komanderka zaprowadziła swojego biednego kucyka pod pobliską
      choinkę , uwiązała go na postronku i wyszeptała mu w jego ucho „Zostań tu stary
      Przyjacielu, nie mogę narażać Ciebie na taki stres, czuję
      niebezpieczeństwo ,nie martw się ,Siostra Owca będzie tędy wracać za dwie
      godziny tranzytem z wakacji, upcha Cię w bagażnik i zaopiekuje się Tobą pod
      moją nieobecność”. Pożegnali się czule po czym dzielna Masterka i Komanderka na
      wszelki wypadek założyła na siebie wspaniały kuloodporny biustonosz i
      wkomponowała się w pierwszy rząd krzyży „Muszę to zrobić, muszę dotrzeć do
      celu, niczego się nie boję”-powtarzała w myślach.
      Nagle zaczęła odczuwać dziwny niepokój. Dzięki płytce ze styropianu
      umieszczonej w pięknej głowie Masterki podczas operacji ,którą musiała przejść
      ze względu na ciężki wypadek w czasach dzieciństwa kiedy to zderzyła się z
      tramwajem , zawsze wyczuwała zagrożenie. I tym razem się nie myliła-kątem
      lewego oka ujrzała czającą się w czwartej alejce za piątym krzyżem Latex Girl,
      celującą w Masterkę ze swej gumowej kuszy. Odwróciła się błyskawicznie szybko w
      kierunku nadlatującej zatrutej strzały,nadstawiła swoją drobną pierś i
      pomyślała „Jak dobrze że posłuchałam rady mojego przyjaciela Zimnego Morsa,
      który troszcząc się o moje życie uczynił podstępny rekonesans i podjął przed
      moim wyjazdem dyskusje z Latex Girl o biustonoszach ,jakie lubi, jakie nosi i
      jaki odporne są na jej jadowite strzały. Dzięki niemu ocalę swe istnienie,
      natychmiast po powrocie udam się z nim do karczmy i zafunduję mu kasztanowego
      browara w podzięce” . Jadowita strzała odbiła się od kuloodpornego biustonosza
      i jak bumerang zmieniła lot, trafiając prosto w czoło wściekłej Latex Girl ,
      powodując jej upadek prosto w świeżo wykopany grób.
      „Uffff, jaka ulga” powiedziała sama do siebie Masterka i Komanderka.
      Styropianowa płytka dalej jednak nie pozwoliła jej się uspokoić. Przebijając
      się przez piętnastą alejkę zmurszałych krzyży została chwycona jakąś parszywą
      zimną dłonią w okolicach kostki. Z przerażeniem patrząc w dół ujrzała
      wyłaniającą się z grobu postać .Oblicze jej parszywe, toczone przez robale i
      pluskwy,na głowie kaskada czerwonych włosów a na szyi uszczerbione próbówki
      prawdopodobnie skradzione w ubiegłym wieku z Banku Nasienia, z których zwłoki
      owe wykonały sobie zdobyczny naszyjnik. Masterka i Komanderka wymamrotała „O
      Bosz...przecież to Spagettinesscafe, postrach środkowo-wschodniego
      Azerbejdżanu...” Rozległ się głuchy gardłowy ryk z ust Czerwonowłosej „Taaak to
      jaaaa a ty Masterko zginiesz , potrzebuję świeżego mięsaaa” Przebiegła Masterka
      uśmiechnęła się do upiorzycy i z figlarnym błyskiem w oczach powiedziała „Puść
      moja droga mą nogę a usłyszysz propozycję”. Spagettinesscafe zdębiała i z
      baranim spojrzeniem wlepionym w Masterkę wysepleniła „Mów” . „Pamiętam że za
      życia swego niebywale dbałaś o włosy swe, wybacz ale obecnie są parszywe, nie
      wiem czy winą jest brak światła w okolicy zamieszkiwanej przez Ciebie i brak
      możliwości przeglądania się w lustrze. Z chęcią wyczaruję z twoich herów cud
      fryzurę, po to, byś moja droga zamiast straszyć potencjalne ofiary –
      hipnotyzowała je jak syrena żeglarzy na morzu. Użyję do tego celu moich
      cudownych wałków do włosów,które dodatkowo zostawię tobie w prezencie”.
      Spagettinesscafe uśmiechnęła się ukazując jeden kręcony ząb jaki posiadała w
      dolnej szczęce , bardzo spodobało się jej to, że może kogoś zahipnotyzować,
      zniewolić. „Co chcesz w zamian Masterko?” spytała „Życie” -konkretnie
      odpowiedziała Masterka. W przeciągu godziny wyczarowała na głowie
      Spagettinesscafe cud fryzurę przy której sam Majkel Truskawkowski to cieniarz,
      pożegnała się ze swoją modelką która downowatym śmiechem cieszyła się z fryzury
      i bawiła wałkami z radością równą radości murzyna z posiadania baterii i
      wyruszyła w ciąg dalszy koszmarnej podróży.

      Obijając się w ciemnościach o krzyże rozmyślała o swej drogiej
      przyjaciółce Frani, która została tam, daleko, w Centrum Dowodzenia Światem i o
      krzywdzie jaka ją spotkała. Pan Ogień chciał ją uczynić swoją niewolnicą i
      zmuszać ją codziennie do orania pługiem swojej plantacji arbuza. Frania miała
      wykonywać tę pracę sama, biedna zaprzągnięta do starego postkomunistycznego
      zardzewiałego pługa a w zamian ...to żałosne...jako że Frania jest
      wyjątkowo utalentowaną artystką i jej marzeniem jest malowanie Ognia na tle
      martwej natury, w zamian miała otrzymywać co tydzień pięć minut na uwiecznianie
      swojego ideału mężczyzny w negliżu na tle arbuzów. Orając pewnego dnia arbuzowe
      pole Frania nadepnęła swoją pokrwawioną i umęczoną stopą na obły,oślizły
      zielony przedmiot.Było to jajo potocznie zwane zbukiem,gdyż po pęknięciu
      wydostał się z niego odór przy którym zapach gnijących trupów to wyrafinowana
      poezja. Frania zamarła w ciężkim szoku,zastygła w przerażeniu-oto ze zbuka
      wykluł się Mechagodzilla a gębę miał jak pisuar po huraganie.Jego cel był
      przewidywalny jak pogoda w Afryce-chciał natychmiast uwieść i ochędożyć Franię,
      gdyż długo tkwił w zbuku i potrzebował kobiety. Frania to estetka,więc po
      ochłonięciu z szoku natychmiast zaczęła wrzeszczeć, efekt był dla niej
      zbawienny ponieważ Mechagodzilla zachował się w tym przypadku odwrotnie do
      ekshibicjonisty którego podnieca kobiece przerażenie,podkulił swój ogon i z
      paniką zwiał z arbuzowej plantacji pozostawiając za sobą ślady swoich 5
      metrowych stóp i smród taki, że w południowo zachodnim Pakistanie populacja
      ludzka uszczupliła się w przeciągu 4 minut o 90%. Masterka i Komanderka myślała
      o swojej przyjaciółce i postanowiła że po powrocie zafunduje Frani pobyt w
      sanatorium w Pierdziszewie Dolnym „Odpocznie, zrelaksuje się biedna Frania po
      • yapkovitz ŻUK GNOJAK - Część 4. Kaszana 26.08.04, 08:40
        Wściekła Latex Girl chłostała witką brzozową Dana Wontrobe po gołej pupie.
        Wciąż miała przed oczyma swoja porażkę, uczucie orgazmu kulistego, uczucie
        które szczerze nienawidziła. Chłostanie Dana, było formą odreagowania na
        poniesioną klęskę. Chłostała i chłostała go, Dan cierpliwie stał, umilając
        sobie chłostanie grą na flecie poprzecznym. W pewnym momecie Latex Girl
        przestała go chłostać i kazała służbie zawołać swoja służkę i powiernicę
        Kuwete. Dawno temu Latex Girl podróżowała po południowych rubieżach i w jednej
        z karczm usłyszała śmiech dziewki, śmiech który ją zachwycił a który należał do
        Kuwety. Po krótkiej rozmowie o pierdołach Kuweta najęła się na służbę do Latex
        Girl. Do obowiązków Kuwety należało czyszczenie kozaczków pani oraz ścinanie o
        zachodzie słońca świeżych witek wierzbowych.

        Pani – rzekła spoconym głosem Kuweta
        Co jest? – wymamrotała Latex Girl
        Moja przecudnej urody Pani, może wybierzemy się między włościan? Służkowie
        donieśli mi że w Pod kopułą Wygrzmotu odbędą się walki w kaszance, rozerwiesz
        się Pani, może walkami, może granatem, może nawet pługiem śnieżnym – wyszeptała
        słodko Kuweta.

        Latex Girl zarządziła wymarsz z kasztelu w celu zażycia prostych tubylczych
        rozrywek. Wraz z Latex Girl udał się cały dwór pochlebców i przydupasów.
        Spoceni leśniczowie pchali przed sobą traktor, na szczycie którego siedziała w
        kucki Latex Girl, a Kuweta wachlowała swoja panią koronkową chusteczką. Wokół
        traktora podrygiwał w takt bębenków Zespół Pieśni i Tańca Kasztelanki. Po 4
        fakach i 5 sietach wesoła gromadka przybyła do Pod kopuły Wygrzmotu.

        Pod kopuła Wygrzmotu była oblepiona plakatami i krowimi plackami. Z plakatów
        uśmiechały się do zgromadzonej tłuszczy piękne zawodniczki Kaszan KI.
        Dzisiejszego wieczoru stylem Kaszan KI walczyć miały Pudliszka i KFC wersus
        Wejście Smoka i Wielka Stopa. Zderzenie dwóch światów, dwóch kultur,
        zapowiadała się krwawa kiszka i kaszana.

        Pod kopuła Wygrzmotu mogła pomieścić w swoim wnętrzu kilkaset ton tłuszczy i
        śmietanki miejscowej. Była to antyczna arena, na której widzowie wielokrotnie
        oglądali straszliwe pojedynki mocarzy. W czasach, których nie pamiętają nawet
        starożytni Rosjanie, doszło do mitycznego pojedynku między kaszanką a
        krupniokiem. Zwycięską okazała się kaszanka i to ona na stulecia określiła styl
        walki zwany Kaszan Ką.

        Latex Girl zasiadła z Kuwetą w honorowej loży i łaskawie zarośniętą rączką
        pozdrawiała siedzących na nocnikach włościan i tradycyjnie upoconych
        leśniczych, którzy dokonywali hurtowych wygrzmotów w emaliowane nocniki.

        Szoł czas zacząć – krzyczał Ogień, który oprócz tego że był blisko związany z
        Czarnym Mambem, zajmował się również szołmenką,

        Ogień znany pod pseudonimem artystycznym Owczarek Pieczarek, ubrany w majtki z
        beżowego skaju, w ażurową narzutkę koloru pink, od wielu lat jeździł po kraju z
        walkami w kaszance, jego znakiem rozpoznawczym były trzy kucyki, które miał
        wytatuowane na udach. Stanął mu skromnie z boczku, gdy na arenę wybiegły skąpo
        ubrane wojowniczki Kaszan Ki.

        Po muskularnych ciałach zawodniczek sexownie obsuwała się kaszanka, a one same
        po kolana grzęzły w kaszankowej mazi. Publika wyła na nocnikach, Latex Girl
        zawodziła smętnie dumki kozackie a Kuweta przygrywała jej na bałałajce. Dzikie
        zawodniczki łypały na siebie kaprawymi ślepiami i krążył wokół siebie jak kogut
        wokół kury, jak pies wokół miski, jak jeż wokół żaby. Pudliszka i KFC z rykiem
        rzuciły się na Wejście Smoka i Wielka Stopę, skoczyły im do gardeł. Zaczęły je
        szybko napychać kaszanką, ponieważ zawody przegrywał ten zespół, który wyglądał
        jak batony pastowane, jak kaszanki w sklepie, tłuste i ciężkostrawne. KFC
        szybki ruchem skoczyła po szufelkę i lejek, widzowie zobaczyli jak w zwolnionym
        tempie wsuwa Wielkiej Stopie lejek do nosa i pakuje szufelką kilogramy kaszanki
        do jej organizmu. Pudliszka natomiast drobną stópką siedmiomilową upychała w
        gardle Wejścia Smoka kolejne porcje kaszanki. Zawody powoli dobiegały do końca.
        Wielka Stopa i Wejście Smoka wyglądały jak nadymane baloniki odpustowe, leżały
        i kwiczały, to był ich koniec. Znowu przegrały.
      • Gość: mysiak I ciąg dalszy bo wcięło treść IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 08:40
        ciężkich przeżyciach,zasługuje na to jak nikt inny.Ona będzie matką chrzestną
        dla moich małych Gnojaków” Myśląc o tym uśmiechnęła się sama do siebie –
        wyobraziła sobie znów swojego ukochanego grającego w kapsle na
        chodniku,pijącego bimbrozję i głośno puszczającego bonki. ”Jaki on jest
        przystojny” –westchnęła... Gdy wtem....Zakrztusiła się z obrzydzeniem i zatkała
        nos.Styropianowa płytka w głowie Masterki była rozgrzana do
        czerwoności ,odwróciła się i ujrzała widok, który wstrząsnął jej układem
        pokarmowym. Oto za nią stał potwór z małpią twarzą,z ropiejącymi czakami
        norrisami na skórze i co najgorsze stał nago.Masterka z trudem hamując pawia
        który pragnął uwolnić się z jej żołądka targanego konwulsjami zadała
        pytanie „Czego??” Usłyszała „Jam Mechagodzilla,Pan i Władca Lasu Krzyży, oddaj
        mi się niewiasto a zaznasz prawdziwej rozkoszy”. Tego było już za wiele jak na
        nerwy Masterki. Z jej pięknych ust potoczyła się lawina najgorszych,
        najochydniejszych przekleństw,ordynarnych epitetów,mega wulgarnych inwektyw.Z
        radością popatrzała jak cały Mechagodzilla kurczy się w zastraszającym
        tempie.Przestała na chwilę,wyjęła z tobołka trzy ogórki kiszone,jeden wetknęła
        mu do pisuarystycznej gęby, dwa do uszu.To był ostateczna batalia.Mechagodzilla
        nie żył.Masterka z trudem pokonując dystans między ostatnią alejką
        krzyży ,widząc promienie światła ,pierwsze od wielu godzin – zemdlała ze
        zmęczenia i wzruszenia. Jej drobne ciało opadło na suche żółte jesienne liście
        .W pobliżu nie było nikogo.

        Minęły dwie godziny.Masterka i Komanderka leżała dalej na liściach a po
        niej chodziły pająki.Nagle zza drzew wyłonił się rower na czterech kółkach- to
        Żuk Gnojak jechał do sklepu po piwo i czosnek. Ujrzawszy swoją umiłowaną leżącą
        w bezwładzie z wrażenia dobił do drzewa i roztrzaskał swój rower.Z najwyższej
        gałęzi owego drzewa spadł kolczasty kasztan, ugodził w czoło Masterki i
        Komanderki,wyzwalając ją ze stanu komy. Żuk Gnojak wziął swoją kobietę na ręce
        i zadał pytanie przepełnione miłością „Łot de fak ju duin in hir bejbe?”
        Masterka odpowiedziała paroma słowami „Musiałam coś z tym zrobić, a teraz
        zabierz mnie stąd, w tobołku mam bimbrozję, uczcijmy w Twojej lepiance nasze
        spotkanie” Żuk Gnojak uśmiechnął się promiennie, po raz pierwszy od wygrania
        zakładu kto utoczy większą kulkę z kupy nie czuł się taki szczęśliwy.

        To była wspaniała noc. Śmiali się, bekali, pili bimbrozję, spuszczali z
        balkonu worki z wodą na głowy sąsiadów,patrzeli na przemówienia Edwarda Gierka
        i tańczyli do rana przy muzyce Ałły Pugaczowej. Wiedzieli że do końca życia
        będą razem, oni i stado malutkich gnojków, które po tej szczęśliwej nocy
        zadomowiły się w organiźmie Masterki i Komanderki. To była czysta magia i
        szczęście które spotyka tylko wybrańców losu. Nareszcie zaczęli żyć normalnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka