Gość: wsad
IP: 195.117.14.*
19.07.02, 15:23
Przychodzi najebany mąz do domu po jakimś przyjemnym wieczorku z kolesiami i
zaraz po wejściu do mieszkania woła do żony:
- Zocha, dawaj wiadro, będę rzygał, tylko kurwa szybko, bo zafajdam cały
przedpokój.
Zocha uwinęła się jak szybko mogła, przyniosła wartko stary kosz na śmieci i
biegnie do męża. Ten z radosnym i wyrażającym wielką, nieskrywaną ulgę
usmiechem na ustach uspakaja:
- Zocha daj spokój. Zmiana planów - zesrałem się, po czym dodaje.
- Dawaj teraz miskę i bierz się za pranie.
Cóz samo życie, może nieco zwulgaryzowane.