Gość: wnuczek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.07.06, 13:46
wczoraj zasłyszałem ciekawą historie i postanowiłem sie nią podzielić.
Opowiadała to obecna babcia kolegi.
Pewien 40-letni facet w latach 50tych pojął za żonę dziewcze 18 letnie, (czyli
babcie) pochodzące tak jak i on z rodziny rzemieślników. Wiązało sie to ze
wzmocnieniem firmy, a w jakich warunkach działał w kraju wtedy kapitalizm
starsi forumowicze pamiętają.
Strach, wieczne kontrole, donosy, anonimy , nie ułatwiały młodemu małżeństwu
życia, ale pomimo tego żyli w luksusach. Szczególnie pan młody, który w swym
40letnim życiu zakosztował na dobre w jego urokach. Niestety lewa kasa szybko
sie kończyła i orgie kawalerskie trwały góra 3-5 dni.
Pewnego razu, a było ku wieczorowi "dziadek" dzwoni do domu, dygoczącym głosem
, szybko szeptem przekazuje dyspozycje.
- "Pije właśnie z naczelnikiem skarbówki - znowu jakiś donos- pokazał mi nakaz
przeszukania mieszkania. Wyczyść skrytki, zostaw drobne a reszte razem ze
złotem i bizuterie schowaj jak się sciemni pod budę psa. Ja będe rano, nie czekaj.
Babka wydygała, klnąc pod nosem na ludzką zawiść. Wyczekawszy do wieczora
wyniosła zawinięty w chustę majątek i rozglądając się na boki ukryła całość
między fundament a budę wiernego stróża.
Około 1 w nocy obudził ją silnik podjeżdżającego samochodu. Zamarła..czyżby w
nocy rewizja? Przykryła się kołdrą po czubek włosów i oczekiwała rozwoju wydarzeń.
Po chwili usłyszała perliste śmiechy damskie i odgłos zapalanego silnika.
Popatrzyła przez okno i zobaczyła dziadka wsiadającego do taksówki. Buda jakoś
też nie na swoim miejscu :( ..
P.S. Wrócił za 3 miesiące.