Dodaj do ulubionych

Pech - na codzień i od święta...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.06, 11:06
U mnie raczej od święta. Moje życie to taka sinusoida - w górę i zaraz potem
leci w dół...
Ostatnio idzie w górę, ale od końca czerwca do połowy sierpnia było tak:

1. Skręcenie kostki (w czasie sesji na uczelni)
2. Spuchnięcie oka (wyrywałam chwasty w ogródku... nie wiem co mi się stało)
3. Po odebraniu prawa jazdy urwałam lusterko i pogięłam drzwi wyprowadzając
samochód z garażu)
4. Przeciekł dach w domu, oczywiście lało się tylko w moim pokoju
5. Spadłam se schodów... na szczęście tyłkiem... ale bolało...
6. Wyskoczyła mi opryszczka na pół twarzy (tzn. najpierw była na ustach i ją
niechcący rozniosłam na policzek...)

... to chyba tyle...
a Wasze przypadki pecha??? Na codzień lub tak jak u mnie... od święta?? :-)

Obserwuj wątek
    • drzejms-buond Re: Pech - na codzień i od święta... 07.09.06, 12:33
      hmmm....pozostaje pytanie..za co siebie nie lubisz?
      • Gość: czystopraktyczna Re: Pech - na codzień i od święta... IP: *.pronet.lublin.pl 07.09.06, 23:59
        u mnie chodzą stadami raz na jakiś czas
        1. Wyjeżdżałam z akademika na dworzec, autobus na dworzec przyjechał kilka
        minut później, potem okazało się że jest objazd i jedzie do tego dworca 2 razy
        dłużej, w ostatniej chwili wpadłyśmy na dworzec z koleżanką, ja po bilet ona z
        torbami do pociągu,
        potem nie mogłam jej znaleźć, 2 stacje dalej się dopiero znalazłyśmy, pociąg
        podjechał do skarżyska, tam wysiadałam ona miała jechać dalej, oczywiście
        wysiadłam z jej biletem w kieszeni, jak już wlazłam z torbą na schody to sobie
        przypomniałam i zpowrotem do pociągu, zdążyłam ten bilet przez okno podać, jak
        wróciłam na te schody do kładki to zobaczyłam jak odjeżdża mój autobus do
        domu...

        2 sytuacja: przejechał mnie rower, dośc poważnie poturbowana byłam, na drugi
        dzień więc stwierdziłam że pojadę z akademika do domu, na dworzec dojechałam
        taksówką, znów pociągiem do skarżyska, chodzić nie bardzo mogłam, do pociągu
        jakoś się wtoczyłam. Dojechałam do tego skarżyska, tam jest taka kładka nad
        torami i zanim się wdrapałam to autobus mi uciekł, ale myślę nic to, podjedzie
        z a pół godziny bus. W międzyczasie zadzwoniłam z automatu do rodziców żeby po
        mnie wyjechali jak już tym busem dojadę. Wsiadłam w busa, kilka km za
        Skarżyskiem busa zatrzymała policja, okazało się że pan nie ma ważnej licencji
        i ludziom kazali wysiąść. No to wysiedli i zaczęli iść w stronę oddalonego o
        pół kilometra przystanku. Jak byli w połowie drogi to ja dopiero uszłam z 20
        metrów, zauważyli mnie ci policjanci taką posiniaczoną, zabandażowaną, kazali
        wsiąść do radiowozu. W międzyczasie ludzie doszli na przystanek, po 20 minutach
        zabrał ich z tamtąd ostatni tego dnia autobus do mojej miejscowości a ja siedzę
        w radiowozie i czekam aż panowie skończą mandat temu busiarzowi wypisywać.
        no wreszcie wsiedli i sobie jadą, po chwili pytają co mi się stało i gdzie jadę
        itp. no to dogonili ten autobus, przesiadłam się. Oczywiście jak dojechałam do
        siebie to nikt na dworcu nie czekał, no to siedzę pół godziny i czekam bo
        chodzić nie bardzo mogę, nic nie widać. To w końcu idę do domu piechotą 4 razy
        dłużej niż zwykle, kilkaset metrów od domu łaskawie zgarnęła mnie moja mama do
        samochodu z pretensją "gdieś ty była, nigdzie cię nie ma" w tym momencie już
        nie wytrzymałam i się rozryczałam
        oczywiście na skutek tej wędrówki dostałam w tej rannej nodze poważnego
        zapalenia tkanki które na jakiś czas mnie w łóżku unieruchomiło

        nie policzę takich zwykłych, pojedyńczych wypadkówtypu upadki z czegoś i inne

        ale nie narzekam, jak będę miała więcej czasu to napiszę o 2 znanych mi osobach
        które chyba większego pecha miewały
        • Gość: jaija Re: Pech - na codzień i od święta... IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.09.06, 02:02
          Szczerze współczuję...

          Ja już kiedyś gdzieś tu opisywałam pecha, który mi się raz przydarzył - miałam
          oddać pracę licencjacką do dnia tego i tego. Mieliśmy oddać te prace
          zabindowane, co miałam zrobić w pewnym zakładzie przy uczelni. W
          przeddzień,kiedy jeszcze drukowałam pracę, skończył mi się o 23:00 tusz do
          drukarki :/ Oczywiście, wszyscy najbliżsi znajomi nie mieli drukarek, bądź nie
          mieli tuszu. Na szczęście, znalazła się jedna litościwa osoba, która nie spała.
          Okazało się, że niektóre strony trzeba poprawić, a ja nie miałam juz papieru :/
          Litościwa osoba na szczęście poratowała.
          Drugiego dnia miałam zawieźć pracę na uczelnię, pociąg gdzieś 12:20, do 15
          przyjmowanie prac. Nastawiłam budzik, poszłam spać. Budzę się i co widzę?
          Budzik nie zadzwonił, godz. gdzieś ok. 11:40! Biegiem ubrałam się, umyłam tylko
          zęby, chwyciłam zrobioną w pośpiechu kanapkę i dawaj, do pociągu - ostatniego,
          by zdążyć z pracą! Kiedy dojechałam, okazało się że zakładzik przy uczelni
          zamknięty, a prace przyjmują do 14 jednak, nie do 15! Na szczęście
          przypomniałam sobie, że na wydziale przy ksero robią te usługi, więc jeszcze
          zdążyłam, tak sobie myśląc, czy nie zabindują mi po niewłaściwej stronie, jak
          to się czasem zdarza. No, ale nie :)
          • gorgolka Re: Pech - na codzień i od święta... 08.09.06, 17:07
            kuzyn mojej znajomej:
            1. pzewrócił sie do tyłu, na podłogę jak długi runął, po chwili się podniósł z
            listewką wbitą w tył głowy, na szczeście niezbyt głęboko
            2. Załapał się z żoną na coś takiego: papież raz w roku udziela ślubu iluś tam
            parom, no i pojechali do tego Rzymu, uroczystość w pełni, trafił in się złamany
            klęcznik, jak runęli to panna się sukienką nakryła
            3. oglądał wyścig kolarski ulicami naszego miasta i wjechał w niego peleton
            kolarzy, wtedy naprawdę ciężko był poturbowany.
          • gorgolka Re: Pech - na codzień i od święta... 08.09.06, 17:14
            i jeszcze znajoma kolegi z pracy:
            1. była zima, przebiegali grupą przez śliską ulicę do przystanku na którym stał
            już autobus, tylko ona poślizgnęła się tak, że pod ten autobus poprostu wjechała
            2. kiedyś chciała skleic=ć coś super glu, wyjęła tubkę z pudełka, naciska,
            naciska, nie leci. W końcu kapnęła się że trzeba przebić szpilką. I w taką
            ściskaną butelkę tą szpilkę wbiła, klej jak wystrzelił to skleił jej rzęsy.
            Kolega w trybie pilnym wiózł ją do kliniki okulistycznej
            3. No i przypadek najgorszy, dzień przed własnym weselem kąpała się, wychodziła
            z wanny i nadepnęła na słoik który ktoś tam wcześniej postawił. Słoik
            oczywiście pękł i pokaleczył jej dotkliwie stopę. Ale zniosła to dzielnie,
            ślubu nie odwołali, nawet usiłowała trochę tańczyć.

            kolega powiedział że odkąd wyszła za mąż to jej pech minął.


            analizując przypadki swoje własne i tych znajomych, stwierdzam, że do takich
            pechów trzeba mieć poprostu skłonność, jedni mają sporadycznie, inni stadami.
            Tylko że zauważyłam że ci drudzy jakoś wychodzą z tego i wracają do formy w
            miarę szybko.
            Czyżby SZCZĘŚCIE W PECHU????
            • Gość: Nuna Re: Pech - na codzień i od święta... IP: *.pools.arcor-ip.net 08.09.06, 18:29
              Zaczelo sie od samochodu, wyjezdzajac z parkingu porysowalam go i urwalam
              klamke, nie dlugo po tym dowiedzialam sie, ze syn ma ADs i musi brac tabletki z
              pochodna amfetaminy, ufarbowalam sobie wlosy na piekny kurczakowy kolor,
              spalila sie nasza piwnica, o trzeciej rano musielismy wszyscy ewakuowac sie na
              dwor,min. spalily sie nasze walizki a trzy dni pozniej mielismy jechac na urlop
              i na koniec w piatek wieczorem zlamal mi sie zab, przed samym wyjazdem i to by
              bylo.Wszystko w przeciagu miesiaca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka