Dodaj do ulubionych

Naju maziurskie smakozitości

24.02.10, 23:49
Takich pewno nie znata, takich nikaj nie znojdzieta, bo łone puchnó tak jek
puchnie ziamniczka w Skiroławkach, w malutkej zagubzionej pośród lasów i
jyzior zioski, dzie ludzia lejdujó sia kochać i jeść do syta. Sami poczytajta
jek woma w nozdrzach bandzie gilgać, a w bełkach łorchestra grać.
I cole nie machluje.
Obserwuj wątek
    • rita100 Kiszóne łogóreczki w spiżarni 24.02.10, 23:58
      Nasamprzód łobaczwa, co mo doktór Niegłowicz w swojij spiżarni i jek robzi prztwory.
      Tak goda doktór Niegłowicz:
      "Weźmy na ten przykład ów ogóreczek kiszony, który pani właśnie chrupie.

      W mojej spiżarni mam aż siedem rodzajów w rozmaity sposób zakiszonych
      ogóreczków. Stoją w dużych słojach. Co roku sam doglądam, aby we właściwy sposób
      zamarynowała je moja gospodyni. Bo inaczej smakuje kiszony ogóreczek, ktoremu
      dodano więcej kopru, a zupełnie inaczej smakuje ten, do którego włożono więcej
      pasków korzenia chrzanu, liści dębowych albo wiśniowych, lisci czarnej
      porzeczki, dodano czosnku, gorczycy. Ogóreczek z listkami wiśniowymi jest jędrny
      i chrzęści w zębach, a z dodatkiem większej ilości czosnku wydaje pod naciskiem
      zębów tylko suchy i niewyraźny trzask, jakby ktoś łamał zapałkę. Natomiast ma on
      smak ostrzejszy i niekiedy aż pali w język. Podobnie jest z ogóreczkiem, do
      którego dodano sporą ilość gorczycy. Zachowuje twardość i ostrość, chrupie w
      zębach bardzo smakowicie.
      Tak zakiszone ogórki trzymam na dolnej półce, bo półkę wyżej zajmuje ćwikła i
      pikle z ogórków nasiennych oraz cebulka marynowana, dynia w occie i korniszony,
      a także botwina w butelkach i fasolka szparagowa w słojach.

      Z octem jednak należy uważać, gdyż powszechnie sądzi się, że powoduje on anemię.
      Ale przecież nie można marynować bez ostu! Oczywiście, są zwolennicy suszenia
      jarzyn, warzyw, a także grzybków. Ja także mam trochę tego suszu w spiżarni w
      lnianych torebkach, ładnie podwiązanych i uwieszonych na specjalnych haczykach.
      Nie ma jednak nic smakowitego nad rózne rodzaje marynowanych grzybków..."

      (Zbigniew Nienacki)
      • rita100 Re: Kiszóne łogóreczki w spiżarni 25.02.10, 23:16
        I jek ? Psiankna spiżarnia , no jo !
        • rita100 Re:Pyzy nadziewane mniajsem 25.02.10, 23:18
          Pyzy nadziewane mniajsem

          Dzisiaj zaś, doktór Niegłowicz bandzie łopoziadał jeki to bandzie łobziod w swojam domecku na tam cypelku kaj mnieszko. Pewno sia pytata, a komu łón tak warzy i komu tak psianknie łopoziada. A łodpoziedź je prosta, łówam dochtór łopoziada kobziecie, bo jek zawdy goda nosamprzód trza kobziete łupokorzyć.

          I tletygo, do rzeczi brok cdn
          • rita100 Re:Pyzy nadziewane mniajsem 25.02.10, 23:20
            "Doktor odezwał się:
            - Na obiad, który zjemy z pewnym opóźnieniem, będzie barszczyk czerwony i pyzy.
            Moja gospodyni tak przyrządzała. Cebulkę posiekała bardzo drobno, lekko ją
            przyrumieniła i przepuściła przez maszynkę razem z uduszoną wołowiną. Kazałem
            dać nieco więcej pieprzu niż zazwyczaj, a ciasto będzie z ziemniaków dobrze
            ugotowanych z dodatkiem masła. I poprosiłem także, aby było w nim jajeczko,
            nawet dwa jajeczka. Lubię pyzy nadziewane mięsem, ale raczej małe, nie większe
            od włoskiego orzecha. Niektórzy wolą pyzy i znacznie większym kształcie, ale
            wtedy gubi się smak klusek i nadzienia. Zaleciłem polać je roztopionym tłuszczem
            ze skwareczkami, będzie to chudy boczek, który dopiero się położy na patelni,
            gdy przysiądziemy. A zrobimy to już sami, bo gospodynię odesłałem do jej domu.
            Co do surówki (bo zawsze należy do pyz nadziewanych jeść jakąś surówkę),
            proponuję kapustę kiszoną. Mam jej aż trzy rodzaje w wielkich kamiennych garnkach.
            Co pani woli, kapustę kiszoną z większą ilością kminku i kopru, czy też z
            jabłuszkami, marchewką i liśćmi laurowymi ? Specjalnie dla pani wydobędę z
            garnka głąb ukiszony, gęsto ponacinany, który wchłonął kwaśny sok i nabrał aromatu.

            No i ziyta jak to dali buło smile
            Frejlina Józia z Warszawi nic nie łodpoziedziała, bo usta mnioła pełne śliny smile ha!
            • rita100 Karp w galarycie na słodko 01.03.10, 21:23
              Pora podać do stołu. A dzisioj na stole zielga uczta, bo to do dochtóra
              Niegłowicza przyjechał syn Joachim, sztudirent, grajek na skrzipkach. Joachim
              świyrgoliuł tak psianknie, prazie tak jekby łotwieroł sia łogromny las.
              A potam siedli do stołu dzie leżałi półmiski z karpiem zrobzionym na słodko, w
              galarecie, podług kryjomego przepisu eszcze przed wojny, kedy to matula Gertrudy
              dostała łod staryj Żydówki z Bart.
              • rita100 Karp w galarycie na słodko 01.03.10, 21:29
                "Do tej potrawy należało wziąć karpia niezbyt dużego, najwyżej do dwóch
                kilogramów, obciąć mu głowę, wypatroszyć uważnie, aby nie rozlać zółci. Garnek
                do przygotowania tej potrawy winien być raczej szeroki i płaski, wypełniony wodą
                z trzema marchewkami, pociętymi w talarki i dwiema sporymi cebulami pokrojonymi
                w plastry. Wodę trzeba było zagotować, włożyć do niej rybę podzieloną na dzwonka
                i potem gotować na bardzo wolnym ogniu, po pół godzinie dodając dwie czubate
                łyżki cukru, łyżeczkę soli i sporo pieprzu. Tajemnica przedziwnego, słodkiego
                smaku kryła się w powolnym i niezwykle długim jej gotowaniu, nie krótszym niż
                dwie godziny, a pod koniec gotowania dodawało się garść zmielonych rodzynków i
                pociętych w piórka migdałów. Rybę wykładała Makuchowa na półmisek, ale to
                wówczas, kiedy zupełnie ostygła; przybierała plasterkami marchwi, uprzednio
                wyrzuciwszy cebule. Potem zalewała ją wywarem z garnka. Tak przyrządzony karp
                miał smak słodki i zarazem pikantny, jadło się go rzecz jasna na zimno,
                zagryzając bułeczką lub chlebem."

                Rzecz jasna do tego jeszcze lampeczka zinka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka