Dodaj do ulubionych

Zientara-Malewska

05.04.06, 15:42
Warmianka czy Mazurka, bo nijak dotrzeć do żadnej informacji nie mogę.
Obserwuj wątek
    • tralala33 Re: Zientara-Malewska 05.04.06, 15:45
      Warmiaczka, z Brąswałdu koło Olsztyna.

      'Marian Juszczyński, dyrektor biura wspierania przedsiębiorczości w olsztyńskim
      starostwie: W 2003 roku powiat olsztyński i gmina Dywity zostały właścicielami
      dawnego domu Marii Zientary-Malewskiej w Brąswałdzie nieopodal Olsztyna.
      Mieliśmy problem, co zrobić z tym domem, w którym kiedyś była szkoła. Zależało
      nam na jego utrzymaniu, ale także na tym, by tętnił życiem. Podczas rozmów
      wymyśliliśmy ideę Domu Warmińskiego i zrobiliśmy projekt remontu.'
            • gietpe Re: Zientara-Malewska 06.04.06, 21:20
              Nasza Marychna
              Nasza Marychna ma ręce złote I do śpiewania szczerą ochotę Śpiewa od rana, jak
              polne ptaszę Kurlantki nasze. Hej śpiewa tak:
              la... la... la... la... lalalala
              Nasza Marychno, miła dziewuszko, Zabrałaś komuś młode serduszko, A on na
              skrzypkach miłość wygrywa Marychna śpiewa. Hej śpiewa tak:
              la... la... la... la... lalalala.
              Nasza Marychna grzybki zbierała, I gajowego w lesie spotkała, A choć bałamut
              skradł ci serduszko Śpiewaj dziewuszko. Hej śpiewaj tak:
              La... la... la... la... lalalala

              Ten wiersz to chyba o Was.
                • rita100 Re: Zientara-Malewska 06.04.06, 21:37
                  Autor: gietpe

                  Rajki
                  Szumi bór sosnowy Wiatr roznosi echa, Dziewczę nucąc piosnkę Mile się uśmiecha.
                  Uśmiecha się mile, Pieści sznur korali,
                  — Do ciebie, dziewczyno, Rajki przyjechali.
                  Przyjechali rajki Więc podług zwyczaju, Byś im była rada Koniki skakają! —
                  Skakają koniki Otwórz dziewczę wrota! Dostaniesz za wianek Myceczkę ze złota.
                  — Ze złota myceczkę Za wianek zielony Z mirtowych gałązek Nadobnie spleciony! —

                  Maria Ziętara Malewska

                  Tu sobzie pozwoliłam zamieścić jej wiersz o Rajkach również. Może zbierzemy jej
                  twórczość kiedyś w całości ?
                  Choć łóna gwołt jyj mnioła.


              • gajowy555 Re: Zientara-Malewska 06.04.06, 21:38
                gietpe napisał:



                > Nasza Marychna grzybki zbierała, I gajowego w lesie spotkała, A choć bałamut
                > skradł ci serduszko Śpiewaj dziewuszko. Hej śpiewaj tak:
                > La... la... la... la... lalalala
                >
                > Ten wiersz to chyba o Was.

                Toć jo nie ziedzioł, że noju Poni Zientara Malewska w lesie łoboczyła z mojó
                Marychnó ...
                La...la...la...lalalala
    • tralala33 Re: Zientara-Malewska 28.04.06, 20:57
      Patrzajta co za niespodzianka. Zajrzałam na półkę z książkami, a tam
      Wspomnienia nauczycielki spod znaku Rodła, czyli wspomnienia Marii Zientary
      Malewskiej. Stała sobie ta książka dwadzieścia lat i teraz ją zaczęłam czytać.
      Zaraz podam kilka fragmentów, są nawet krótkie wstawki, bardzo wdzięczne, po
      naszamu.
      • tralala33 Pradziad Zientara 28.04.06, 20:57
        Zientarowie należą do staropolskich rodów osiadłych na Warmii i Mazurach od
        szeregu pokoleń. Mój pradziad był powstańcem polskim, który przeszedł Narew,
        schronił się na Mazurach i w końcu osiadł w Olsztynie. Dziadek, Michał Zientara
        z Likuz koło Olsztyna tylko trochę posługiwał się gwarą warmińską, bo łatwiej
        mu było mówić po polsku tak, jak mówił jego ojciec. Przedwczesna śmierć
        pradziadka doprowadziła do zubeózenia rodziny. Moja babka Elżbieta Zientarowa
        mawiała: ‘kieby mój łojczulek żuł, toby i mnie ziency skapło z ojcowizny. Ale
        jek łojczulek łumer, to matka łożeniuła sia z Pompeckim. Mnielim gospodarstwo,
        co potem mnieli łobaj bracia przyrodni.’ Michał i Elżbieta mieli pięcioro
        dzieci. Najmłodszy August – mój ojciec – osiadł w Brąswałdzie.
        • tralala33 Pradziad Malewski 28.04.06, 20:58
          Druga babka, Elżbieta Kraskowa urodziła się w 1842 roku Wołownie, gdzie
          pradziadek Jan Malewski był kowalem. Szczycił się swoim szlacheckim
          pochodzeniem, a jeszcze bardziej był dumny z trzech dorodnych córek. Kupował im
          stroje ludowe, a do ślubu kupił każdej z córek odświętny czepek ludowy,
          zwany ‘twardą micką’. Micka szyta złotem to w tamtych czasach pokaźny majątek,
          bo kosztowała dziesięć talarów, a za jednego talara można było kupić krowę.
          Babka Elżbieta Kraskowa opowiadała, że ojciec lubił też ‘jednego wypić’.
          Wracając z karczmy krzyczał ‘Huch, Malewski jidzie!’.
          • tralala33 Rodzice Francziszka i August 28.04.06, 20:59
            Dziadek Józef Kraska kupił w Brąswałdzie chatę, chlewik i łąkę. Odziedziczyła
            to po ojcu moja matka Franciszka, która 7 listopada 1893 roku wyszła za mąż za
            Augusta Zientarę z Likuz. W tej starej, drewnianej, warmińskiej, krytej
            strzechą chacie przyszłam na świat w dniu 4 września 1894r. Matka moja miała
            wtedy lat dwadzieścia, a ojciec ukończył dwudziesty trzeci rok. W rodzinie
            Franciszki i Augusta Zientarów w 1896 r. urodziła się druga córka, Franciszka,
            a w lutym 1898 r. – trzecia, której dano na imię Monika.
            • tralala33 Narodziny 28.04.06, 20:59
              Z opowiadań mojej matki oraz babki Elżbiety Kraskowej wynika, że moje urodziny
              były nie tylko dla rodziny, ale także dla kumoszek w Brąswałdzie wielkim
              wydarzeniem. Kumoszki orzekły, że dziewczynka nie doczeka pewnie następnego
              dnia i dlatego radziły ‘roboczka’ szybko ochrzcić. Byłam podobno ‘słabiutka i
              mała jek dobra rękazica.’ Kumoszki zjadły z apetytem jajecznicę, wypiły gorące
              mleko, udzieliły swoich rad i poszły się krzątać do swoich domów. Babka
              Elżbieta Kraskowa, przyglądając się jaskółkom, powiedziała: ‘Łurodziła się ło
              godzinie jedenastej, to będzie niejeca, bo to głodna godzina, a że jaskółki
              łodlatują, to i łona będzie daleko latała po świecie’. ‘Byleby nama żuła’ –
              odpowiedziała matka. Po chwili babka odpowiedziała ‘Żidzisz? Łurodziła sie w
              klejdziku. Ale kiedy ji ten klejdzik zdejmowała Gerkowa, to go poderła. Będzie
              miała przez całe życie i dużo szczęścia i dużo nieszczęścia.’ Potem babka
              nalepiła klejdzik na papier i schowała do skrzyni, a wyjęła z niej poświęcony
              różaniec i położyła dziecku na szyjce ‘coby łodegnać zło’, na progu zapaliła
              pek poświęconych ziół ‘coby zło nie miało przystępu do izby, bo wiadomo dziecko
              nie łochrzczone.’
              • rita100 Re: Narodziny 30.04.06, 21:18
                Świetna ta babka była Marii Zientary - na wszystko zwróciła uwagę i to tak
                dokładnie, a kumoszki jeszcze lepsze - pojadły , popiły i poszły do chat.
                Takie to wtenczas bylo zycie na wsi.
          • rita100 Re: Pradziad Malewski 30.04.06, 21:14
            "Micka szyta złotem to w tamtych czasach pokaźny majątek,
            bo kosztowała dziesięć talarów, a za jednego talara można było kupić krowę."

            Teraz rozumię dlaczego tak chętnie te micki skupowali Żydzi.
            • tralala33 Re: Pradziad Malewski 30.04.06, 21:23
              Skupowali? Naprawdę? I co z nimi robili - sprzedawali dalej? Gdzieś kiedyś
              czytałam, że czasem jakaś bogobojna Warmiaczka poświęcała swoją mickę, żeby
              złotymi nićmi wyszyć na przykład chorągiew do kościoła albo ornat.
      • tralala33 Chrzciny Marychny 29.04.06, 20:35
        Jeszcze kilka fragemntów ze wspomnień Marii Zientary-Malewskiej, tych
        najwcześniejszych, najciekawszych bo mocno związanych z tradycją warmińską.

        Narodziny dziecka to ważne wydarzenie, ale nie mogło ono zasadniczo zakłócić
        rytmu życia i pracy rodziny. Gdy rano posłano po ojca, który wraz z innymi
        murarzami pracował przy budowie brąswałdzkiego kościoła, szybko pobiegł po
        akuszerkę wiejską, starą Gerkową i wrócił na budowę. W południe wraz z innymi
        murarzami wrócił do domu na obiad. Na palcach podszedł do łóżka, popatrzył na
        dziecko i siadając przy stole powiedział: ‘Mawa mała dziewczynka’. Murarze też
        poszli zobaczyć ta mała i jeden się odezwał: ‘A toć trzeba by dziecko polać,
        coby duże łurosło’. ‘Łoblejewa we wtorek i to zieczorem’ – oświadczył ojciec.
        Murarze szybko skończyli jeść, zażyli tabaki i wrócili do roboty. Ojciec, zanim
        wyszedł, poprosił babkę Kraskową w kumotry. Babka zarumieniona ze szczęścia
        powiedziała: 'Taki rzeczy sia nie łodmazia. Rada wama dziecko zaniosa do
        kościoła'.
        • tralala33 Re: Chrzciny Marychny 29.04.06, 20:36
          Po załatwieniu formalności u księdza ojciec poszedł do Likuz poprosić Michała
          Zientarę w kumotry. Tak więc ‘patką’ została babka Elżebita Kraskowa,
          a ‘patkiem’ dziadek Michał Zientara. Patkowie włożyli dziecku pod główkę każde
          srebrnego talara ‘coby zawdy miało pieniądze’, kawałek chleba ‘coby jej nigdy
          chleba nie zabrakło’, gałązkę mirtu ‘coby była cnotliwa’, święcony
          obrazek ‘coby była pobożna’ i stalówkę ‘coby dobrze pisać mogła'.

          (Biedny 'robaczek' - tyle mu pod główkę nakładli, musiało być jej niewygodnie)
          • tralala33 Re: Chrzciny Marychny 29.04.06, 20:37
            Przed odejściem do kościoła pokropiono dziecko wodą święconą i zapalono pod
            progiem święcone zielę, żeby odpędzić zło. Odchodząc oboje chrzestni
            powiedzieli: ‘Bierzewa poganina a przyniesiewa chrześcijanina’. Ksiądz
            Barczewski ochrzcił dziewczynkę nadając jej imiona Maria Rozalia.

            (zajrzyjcie do kalendarza - mała córeczka Franciszki i Michała
            Zientarów 'przyniosła' sobie imona Marii i Rozalii).
            • tralala33 Re: Chrzciny Marychny 29.04.06, 20:38
              ‘Wzielim poganina, a przynieślm chrześcijanina’ – powiedzieli chrzestni po
              powrocie z kościoła. Chrzest odbył się we wtorek i po śniadaniu każdy spieszył
              się do swoich zajęć. Do niedzieli trwały przygotowania do ‘bankietu, na który
              sproszono wszystkich krewnych. Goście wchodząc mówili: ‘Boże daj wama szczęście
              na ta mała córka, coby buła zdrowa, długo żuła, a za rok druga buła'.
              • tralala33 Re: Chrzciny Marychny 29.04.06, 20:38
                Jadła i napoju nie żałowano nikomu, napominano by goście dużo jedli ‘to
                Marychna duża łurośnie i będzie jeca’. Przed odejściem każdy dostał ‘penconek’,
                to jest węzełek z plackiem drożdżowym, kruchym ciastem i kaszanką ‘na tych co
                łostali w domu’. I babka i dziadek z Likuz szli boso ‘bo to letko i zdrowo i
                szporownie’. Rodziców odprowadził ojciec daleko za wieś.
          • tralala33 Re: Warmińska chata Zientarów 30.04.06, 21:11
            Najprzyjemniejsze były w naszej skromnej chacie godziny o ‘ściemnianku’, czyli
            o zmierzchu – najmilsze i wprost cudowne, gdy jeszcze gotowano na kominku.
            Ogień trzaskał na kominku, pachniały lasem drewka, płomyki ognia ślizgały się
            po ścianach i odbijały w szkle obrazów. A my, dzieci, siedząc na zydelkach
            wokół matki, ojca i babki, niecierpliwie czekaliśmy na pieśni i bajki.

            Zwykle najpierw śpiewaliśmy ‘Anioł Pański’, potem – i to codziennie –
            pieśń ‘Meszek w lesie się zieleni’. Potem śpiewaliśmy różne kurlantki
            warmińskie tak długo, aż babka przypominała, żeby zapalić lampę i zabrać się do
            roboty. Przy świetle lampy babka zabierała się do przędzenia, a my szyłyśmy,
            łatały i cerowały; ja najczęściej robiłam na drutach pończochy. Zdarzało się
            też, że czytałam głośno gazety, powiastki z kalendarza albo z jakiejś książki.
            • tralala33 Re: Warmińska chata Zientarów 30.04.06, 21:14
              W niedzielę, zimą, gdy było bardzo zimno, śpiewaliśmy w domu nieszpory, a po
              ich odśpiewaniu zwykle czytałam po polsku, Wszyscy słuchali z zaciekawieniem –
              najchętniej powiastek z kalendarza, który przywożono do nas od Karola Miarki.
              Któregoś też roku matka zaabonowała w księgarni Joanny Pieniężnej zeszyty
              powieściowe, których zebrało się około stu.

              Śpiewy pieśni ludowych, opowiadania o złych duchach, czarach i strachach –
              gdzie to dawniej nie straszyło! – towarzyszyły prządkom, które przychodziły do
              naszej dużej izby z ogromnym piecem, stawiały kołowrotki w dwóch rzędach wzdłuż
              izby, siadały, przędły i opowiadały i śpiewały.
              • tralala33 Re: Warmińska chata Zientarów 30.04.06, 21:16
                Jeszcze w czasach mego wczesnego dzieciństwa matka kupiła od jakiegoś człowieka
                z Poznańskiego dwa obrazy z polskimi napisami. Jeden przedstawiał Chrystusa w
                cierniowej koronie, a drugi – Matkę Boską. Te dwa polskie obrazy były
                publicznym przyznawaniem się do religii katolickiej i do polskości. Toteż
                każdy, kto umiał po polsku, wchodząc do izby pozdrawiał tradycyjnym warmińskim
                zwyczajem ‘Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus’.

                (a ja dodam tylko, że wiele, wiele lat później te obrazy uratują rodzinę
                Zientarów od wywiezienia z Brąswałdu jako Niemców; wstyd jednak, że taka
                rodzina musiała udowadniać swoją polskość, wamińskość, i swoje prawo do
                mieszkania w rodzinnym domu).
                • tralala33 Re: Warmińska chata Zientarów 30.04.06, 21:17
                  Przynajmniej raz do roku na Sylwestra musiała być na wieczerzę ‘breja’, czyli
                  prażucha z żytniego śrutu. Gęstą breję wykładano na dużą miskę, zrobiono w
                  środku okrągły dołek, w który wlewano patelnię gorącego tłuszczu ze skwarkami i
                  plasterkami przysmażonej kiełbasy. Jedząc łyżkami każdy kąsek maczało się w
                  tłuszczu, bacząc, by nie przekopać dołka, bo było to ‘nieobyczajnie’. Jedzenie
                  z jednej miski miało symbolizować jedność i zgodę całej rodziny. Matka
                  pielęgnowała ten zwyczaj przez całe życie – na Sylwestra musiała być co roku
                  breja.
                • rita100 Re: Warmińska chata Zientarów 30.04.06, 21:31
                  To bardzo ciekawe. W Wymoju poszła rodzina warmińska w głab Rosji. Ciekawe jak
                  jak rodzina Zientarów się uchroniła. Pięknie piesze to Maria. Ta stalówka pod
                  główką po narodzeniu zadziałała pozytywnie.
          • tralala33 Marychna jidzie do szkoły 01.05.06, 20:56
            W kwietniu 1901 r., bo w tym miesiącu zaczynał się w państwie pruskim rok
            szkolny, po raz pierwszy przekroczyłam progi szkoły. Mama ubrała mnie
            odświętnie w czerwoną niedzielną sukienkę i biały fartuszek. Sama wdziała na
            ten uroczysty moment zaprowadzenia córki do szkoły świąteczny strój warmiński.
            • tralala33 Re: Marychna jidzie do szkoły 01.05.06, 20:56
              W klasie było już dużo dzieci, panował gwar i hałas. Nauczyciel, Rudolf Strach,
              był Niemcem, ale w Brąswałdzie nauczył się mówić i śpiewać po polsku. Spisał
              dzieci według alfabetu i posadził w ławkach. W klasie trzema wielkimi oknami
              stały w dwóch rzędach stare długie ławki, naprzeciwko na podium – pulpit
              zwany ‘katedr’, obok duża czarna tablica na sztalugach, szafa, a w rogu duży
              brązowy piec. Na ścianie wisiał krzyż, a po jego obu stronach portrety. W domu
              dowiedziałam się od mamy, że nie są to obrazy świętych, jak mniemałam, lecz
              podobizny cesarzy niemieckich.
              • tralala33 Re: Marychna jidzie do szkoły 01.05.06, 20:57
                W czasie pierwszej lekcji starsze dzieci pisały coś i odpowiadały. Ja
                siedziałam pełna lęku, bo nic nie rozumiałam. Kiedy nauczyciel
                powiedział ‘Pause’, wszystkie dzieci wysypały się na drogę. Starsze dziewczynki
                wciągnęły nas ‘pierwszaków’ do zabawy. Przypominam sobie, że na drugiej lekcji
                usłyszałam słowo ‘jetzt’ (teraz). Sądziłam, że to znaczy ‘jeść’ i wyciągnęłam
                resztę chleba z papierka i zaczęłam jeść, co widząc Strach pouczył mnie po
                polsku, że jeść w czasie lekcji nie wolno.
                • tralala33 Re: Marychna jidzie do szkoły 01.05.06, 20:57
                  Na przerwach panował jezyk polski, a nauczyciel mówił: ‘Ja, jetzt könnt ihr
                  reden, aber inder Klasse könnt ihr kaum den Mund öffen’ (tak, teraz to umiecie
                  gadać, ale w klasie ust otworzyć nie umiecie). Czasem zmęczony, tupał nogami i
                  krzyczał : ‘Lieber Steine klopfen als Kinder unterrichten’ (Lepiej kamienie
                  tłuc niż dzieci uczyć). Wtedy dzieci szeptały: ‘Strach jest dziś zły’. Trudność
                  polegała na tym, że dzieci przychodząc do szkoły nie mówiły po niemiecku i
                  pisanie liter, pisanie niezrozumiałych słów było trudne, nie mówiąc o
                  rachunkach i opowiadaniu.
            • tralala33 Chcę być nauczycielką 03.05.06, 20:57
              Pewnego dnia nauczyciel Strach tłumaczył dzieciom, że język niemiecki to język
              panów i ludzi wykształconych. Jeśli ktoś chce się dalej uczyć, to powinien
              najpiękniej mówić po niemiecku – także w domu.
              Słowa ‘dalej się uczyć’ zapadły mi głęboko w serce. Może uda się uprosić
              rodziców, by posłali mnie do seminarium nauczycielskiego do Braniewa
              (Braunserga)? Gotowa byłam głodować, byleby dalej się uczyć. Kiedy wróciłam do
              domu, opowiedziałam mateczce o tym, co Strach mówił na lekcji.
              • tralala33 Re: Chcę być nauczycielką 03.05.06, 20:58
                - Mateczko kochana, może byśmy tak w domu odtąd gadali po niemiecku? Nauczyciel
                dziś naju tak zachęcał. Mawa prosić rodziców, coby z nama po niemiecku gadali.
                Bo jak będa mogła dobrze gadać po niemiecku, to może mnie wyśleta do seminarium
                w Braunsbergu – po raz pierwszy wyjawiłam swoje najskrytsze pragnienie.

                • tralala33 Re: Chcę być nauczycielką 03.05.06, 21:00
                  Matka zaczęła mi tłumaczyć:
                  - Zidzisz, Marychno. Po niemiecku gadać w domu nie będziewa, bo my sowa
                  Polakami. Mowa polska jest naszą moa łojczystą. Nasza mowa jest psiękna, a
                  każdy człowiek pozinien kochać mowa lojczysta. W domu będziewa tylko gadali po
                  polsku i basta. A co do drugi sprawy, to pogadawa z łojczulkiem, ale pewnie nic
                  z tego nie będzie. Jesteś najstarsza, to musisz pomagać w domu. A łoprócz tego,
                  skąd weźniewa tyle pieniędzy, coby wszystko łopłacić, bo to i szkoła kosztuje,
                  mnieszkanie i utrzymanie, a i łobleka musiałbyś mieć jak należy. No, pogadawa
                  jeszcze ło tem z łojczulkiem.

                  Niestety, łojczulek Marii nie zgodził się na wyjazd zórki do Braniewa. Wiele
                  lat później Maria swego dopięła i skończyła seminarium nauczcielskie, jednak
                  nie w Braniewie i nie po niemiecku - ale o tem potem.
                  • rita100 Re: Chcę być nauczycielką 03.05.06, 21:04
                    No tak , jak nie dziś to jutro smile
                    Moja córa też musi nauczyć się niemieckiego, bo inaczej nie obsłuży turystów,
                    którzy w większosci skladają się z Niemców na Pomorzu. Będzie nauczycielka a w
                    wakacje ma juz sezonową pracę.
    • gietpe Re: Zientara-Malewska 05.05.06, 23:09
      PRZĄDKI WARMIŃSKIE

      Płoną drzazgi na kominie,
      Sypsią złotych jiskrów moc,
      Przandą dziewki z zazijanki,
      A przez łokno patrzy noc.
      Finka siedzi przy łogańku
      I dokłada smolnych drzazg,
      Dudnią kloce na podwórzu,
      Ze stodoły słuchać trzask.
      Hej! Furkocą raźno kółka
      Łustazione w jedan rząd,
      Aż sia zietrz po jizbzie kranci
      I wymniata każdy kąt.
      — Szpulka pełna! dajta jano
      Motozidło! trzeba zzić!
      Nie łuprzandziesz putoraka,
      Wstydź sia, zgniła dziewko! wstydź!
      — Powiedz bajka nam, Marianno,
      Możesz tyle, isiuła chcesz,
      Choć gadają we wsi ludzie,
      Co ty gwałt nazmyślasz! łżesz!
      Przandą dziewki, bajka przandzie
      Jęk z 'anielskich włosów mnić,
      Ło tych strachach, ło tych czarach,
      Bandziesz potam w nocy śnić.
      POEZJE WARMII I MAZUB
      — Na, Katrynko! zacznij spsiewać,
      Bo nalepszy głos masz ty,
      Ło zianuszku lawendowam,
      Wszyscy pomożewa ci!
      I wtąpsiuła psieśń do chaty,
      Głośna psieśń, aż łokna drżą,
      Aż Aneczka zapłakała
      Nad sierotki dolą złą.
      Coraz jansze psieśni nucą,
      Coraz dłuższa cianka mnić,
      Aż sia zeger zadziwował,
      Kiedy zaczął ponoć bzić.
      Łogań łusnął na komnmie,
      Gwarna chata poszła spać,
      A do łokań nocka patrzy,
      Aż kur z rana krzyknie — „wstać!"
        • tralala33 Maria jedzie do Krakowa 06.05.06, 17:31
          Dziś fragment wspomnień, w których niebagatelną rolę odgrywa gnieźnianiń, Józef
          Gieburowski

          Pewnego dnia ksiądz Barczewski zaprosił mnie na plebanie. Gdy przyszłam, w
          saloniku oprócz gospodarza było trzech panów. Dwóch z nich znałam byli to
          lekarz olsztyński Dekowski i Władysław Pieniężny, dawniejszy komisarz
          plebiscytowy. Trzeci z panów zaczął ze mną tak mile rozmawiać, że szybko
          pozbyłam się leku i jak umiałam, opowiedziałam dlaczego piszę wiersze. Tym
          miłym rozmówcą okazał się Józef Gieburowski, kierownik Polskiej Ajencji
          Konsularnej w Olsztynie, bratanek księdza Gieburowskiego, wielkiego muzyka i
          pedagoga z Poznania.
          • tralala33 Re: Maria jedzie do Krakowa 06.05.06, 17:32
            W czasie rozmowy Józef Gieburowski zapytał mnie, czy chciałabym pojechać do
            kraju:
            -Nie – powiedziałam.
            - Nie chciałaby Pani zobaczyć naszych gór, Krakowa, Warszawy, Tatr?
            - Ach tak. Chciałabym, chętnie zobaczyłabym nasze góry i sławne miasta, ale nie
            mam pieniędzy.
            - Jeśli to jest przyczyną, pojedzie pani!
            • tralala33 Re: Maria jedzie do Krakowa 06.05.06, 17:32
              W końcu maja 1921 roku dostałam wiadomość, że wszystko jest przygotowane do
              mojego wyjazdu. Byłam w tym czasie jedną z pierwszych Warmianek, którym dane
              było podziwiać piękno Krakowa i jego zabytków, stanąć przed sarkofagami królów
              polskich i Mickiewicza, zachwycać się dziełem Wita Stwosza.. urzeczona tym, co
              widziałam, napisałam do gazety Olsztyńskiej kilka reportaży i wiersz Kraków.
              Po trzech miesiącach wróciłam na Warmię. Zgłosiłam się u Józefa Gieburowskiego,
              który wystarał się dla mnie o to stypendium. Uradowany zwołał wszystkich
              urzędników, którym musiałam opowiadać o Polsce.
              • tralala33 Re: Maria jedzie do Krakowa 06.05.06, 17:33
                Dzięki Gietpe możemy poznać ten wiersz poświęcony Krakowowi

                KRAKÓW *

                O piękny Krakowie, kto ciebie nie widział,
                Ten jest jak wędrowiec, co na progu siedział
                Własnego domu, a nie wszedł do niego
                Witać kolebkę dzieciństwa swojego.
                O zamku królewski nad Wisły wodami,
                O ty nasz cudowny Wawelu kochany,
                Ze łzą dziś patrzę na ciebie i z drżeniem,
                Przed tobą zamki krzyżackie są cieniem.
                Kościele Mariacki z hejnałem na wieży,
                Co dnie, i noce, i godziny mierzy,
                Ołtarzu Stwosza! Anioły Matejki!
                Jakże nasz naród jest zdolny i wielki!
                Jak śliczny jest Kraków! O bracia Warmiacy,
                Toć ludność Krakowa to nasi rodacy
                I Warmia była z Krakowem związana,
                Kiedy do Polski jeszcze należała.

                Olsztyn, 1923
                Wspomnienie z roku 1921 z Krakowa podczas pierwszego pobytu tamże.
                Maria Zientara Malewska
                • rita100 Re: Maria jedzie do Krakowa 06.05.06, 20:57
                  I co jo mam poziedzieć - dziankuje Mario Zientara -Malewska. Żoden Krakus nie
                  napisałby tak psianknego ziersza.
                  Dziankuje Gietpe za znalezienie takiej poezji. Tak Kraków jest do podziwiania i
                  szanowania. Łolstyn jest do mniłowania.

                  O ty nasz cudowny Wawelu kochany,
                  > Ze łzą dziś patrzę na ciebie i z drżeniem,
                  > Przed tobą zamki krzyżackie są cieniem.

                  Ale podziwiała ten Kraków, jo bym poziedziała co zwiedzała z łotwartó gambó smile
          • tralala33 Zostałam nauczycielką 08.05.06, 20:35
            Tak tytułuje Maria Zientarówna kolejny rozdział swoich wspomnień. Rzecz dzieje
            się w Krakowie:
            "W roku 1924 wyjechałam ponownie do Krakowa i wstąpiłam do Seminarium
            Nauczycielskiego. Na podstawie egzaminu wstępnego przyjęto mnie zaraz na
            czwarty kurs. Musiałam jednak w ciągu roku zdawać dodatkowe egzaminy z
            historii, matematyki, przyrody i muzyki. Nieraz myślałam, że nie podołam, ale
            postanowiłam wytrwać w zamiarze zostania nauczycielką dla dzieci polskich w
            Niemczech. Piąty rok był już trochę łatwiejszy, ale trzeba było się
            przygotowywać do egzaminów końcowych. Z wdzięcznością wspominam pomoc takich
            nauczycieli jak Maria Estreicherówna (język polski), Stefania Chmielakówna
            (matematyka), Wyrobek (przyroda), Pogorzelska (matematyka), Stanisław
            Kannenberg (historia) oraz ks. Władysław Wrana (religia)."

            Chyba się nie mylę, mysląć, że Estreicherowie to znana w Krakowie rodzina?
            • tralala33 Re: Zostałam nauczycielką 08.05.06, 20:36
              "W czerwcu 1926 roku przystąpiłam do matury. Prace pisemne z języka polskiego i
              pedagogiki oceniono na bardzo dobre. Zwolniono mnie z ustnego egzaminu z
              pedagogiki i innych przedmiotów. Zdawałam tylko egzamin ustny z religii, języka
              polskiego i historii.
              Panna Estreichówna podała mi karteczkę z pytaniem: ‘Jaka różnica i zbieżność
              zachodzi w ‘Boskiej komedii’ Dantego a ‘Nieboskiej komedii’ Krasińskiego. Były
              jeszcze pytania z gramatyki. Ocenę otrzymałam bardzo dobrą. Ponieważ na
              podstawie alfabetu byłam ostatnia ze zdających egzamin, niedługo musiałam
              czekać na werdykt Komisji. Gdy weszłyśmy na salę nastąpił moment, którego nigdy
              w życiu nie zapomnę. Członkowie Komisji wstali, a dyrektor Dropiowski
              oświadczył, że wszystkie zdałyśmy egzamin dojrzałości. Składano nam życzenia,
              ucałowały mnie serdecznie panie Estreicherówna i Cmielakówna. Byłam ogromnie
              szczęśliwa. Przed szkołą czekały na nas koleżanki z kwiatami i życzeniami. Ja
              otrzymałam pęk kwiatów wiosennych. Następnego dnia wysłałam telegram do
              Brąswałdu, zawiadamiając, że zdałam maturę i wkrótce wracam do domu."

              Oby wszyscy tegoroczni maturzyści rownie szczęśliwi wychodzili z kolejnych
              egzaminów.
              • rita100 Re: Zostałam nauczycielką 08.05.06, 21:54
                Estreicherowie to słynne nazwisko w Krakowie i związani sa chyba z inteligencją
                krakowską i literatura , ale tak szczegółowo nie jestem zaznajomiona.
                No to matura za Marią Zientarską, bardzo miłe wspomnienia ma.
                W nagrodę znalazłam coś w albumie Gajowego smile
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=0
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=1
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=2
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=3
                Tu jakby widać troszeczkę zaniedbany domek. Ciekawe co w nim teraz jest ?

                Gajowy, ale zdjęcia, ale my jestesmy wszyscy świetni smile
                  • gajowy555 Re: Izba pamięci im. Marii Zientary Malewskiej 09.05.06, 10:08
                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=19
                    To jest izba pamięci im. Marii Zientary Malewskiej.
                    Mieści się w dawnej szkole polskiej

                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=18
                    Na tej tablicy są nazwiska nauczycieli, którzy walczyli o polską
                    szkołę i język w Brąswałdzie
                    • gajowy555 Re: Kościół pw. św. Katarzyny w Brąswałdzie 09.05.06, 10:18
                      schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=6
                      Kościół pw. św. Katarzyny w Brąswałdzie

                      schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=12
                      Wnętrze kościoła

                      schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=131&pos=14
                      Ksiądz Walenty Barczewski - budowniczy i wieloletni proboszcz kościoła w
                      Brąswałdzie, (tego samego, do którego należała Maria Zientara Malewska).

                      www.domwarminski.pl/content/view/145/185/
                      więcej o kościele w Brąswałdzie
                      • tralala33 Smutny rok 1928 10.05.06, 20:51
                        Zimą 1928 roku Maria Zientarówna zachorowała ciężko na zapalenie opon
                        brzusznych i opłucnej. Zdrowie i życie Marii ratowała lekarka, pani dr
                        Dobczyńska, która nawet i trzy razy dziennie przychodziła podawać lekarstwa i
                        pomagać przy okładach. Na koniec postanowiła dawać naświetlenia lampą kwarcową,
                        co wtedy było nowością. Poradziła też wyjazd do sanatorium.

                        We Wspomnieniach Maria pisze:
                        ‘Kasa Chorych skierowała mnie do sanatorium w Lichtenrode, znajdującym się w
                        pięknie położonej nad jeziorem, blisko lasu północnej dzielnicy Berlina.
                        Pojechałam tam w maju. W sanatorium dowiedziałam się, że zmarł mój największy
                        dobroczyńca – ksiądz Walenty Barczewski. Koleżanki z Olsztyna przesyłały mi
                        paczki z owocami i słodyczami. Po czterech tygodniach wróciłam do Olsztyna,
                        skąd wysłano mnie do Gietrzwałdu do pracy w tamtejszym przedszkolu.
                        Przeniesienie do Gietrzwałdu było dla mnie krzywdzące, ale i to przebolałam.'

                        Nie martw się, Gietpe, potem Marii bardzo spodobało się w Gietrzwałdzie.
                        Jeszcze o tym napiszę.
          • tralala33 W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:07
            Chociaż początkowo Maria Zientarówna była rozgoryczona ‘zesłaniem’ do
            Gietrzwałdu, to wkrótce praca w tamtejszym polskim przedszkolu wciągnęła ją
            całkowicie i pochłaniała całe dni, bo:
            ‘Zajęcia w przedszkolu odbywały się w godzinach przedpołudniowych. Po południu
            przychodziły dzieci szkolne na lekcje języka polskiego, a wieczorem
            przychodziła młodzież dorosła.’

            ‘Jesienią 1928 roku zaproponowałam tej młodzieży wystawienie sztuki ‘Złote
            pantofelki’ z muzyką Feliksa Nowowiejskiego. Materiały na kostiumy zakupiłam w
            Olsztynie. Postanowiliśmy wystąpić w strojach ludowych. Wieczorami przychodziły
            dziewczęta i razem szyłyśmy kwieciste kostiumy i gorsety, które wyszyłyśmy
            błyszczącymi cekinami, oraz fartuchy. Kostiumy ludowe dla chłopców uszyła
            bezpłatnie pani Martena.’

            ‘Pierwszy występ odbył się zimą w Gietrzwałdzie, w sali karczmy pana
            Października. Na to przedstawienie przyszło wiele osób z Gietrzwałdu i Woryt.
            Ponieważ przedstawienie bardzo się podobało, zaproszono nas do Olsztyna, żeby
            tę sztukę zagrać na scenie Domu Polskiego (na obecnej ulicy Partyzantów).
            • tralala33 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:08
              ‘Zima 1928/29 była bardzo ostra. Mróz dochodził do 40 stopni, a śniegu nawiało
              tyle, że niektórych drzew widać było tylko czubki. Powłoka śniegu dochodziła do
              4 metrów. Jednak dzielna młodzież gietrzwałdzka przychodziła na próby teatru z
              łopatami i w kożuchach.’

              W końcu zespół pod kierunkiem Marii Zientarówny był gotów do wyjazdu do
              Olsztyna.
              ‘Do dworca w Biesalu przywieziono ich saniami i w pierzynach. Pociągiem
              pojechali do Olsztyna. Ja wyjechałam dnia poprzedniego, i czekałam na nich z
              gorącą kawą i grzanym winem (!). Wszyscy po posiłku poszliśmy do kościoła św.
              Jakuba na polskie nabożeństwo, w czasie którego śpiewaliśmy polskie kolędy. Po
              obiedzie odbyło się przedstawienie, które udało się znakomicie, a po
              podwieczorku udali się wszyscy na pociąg do Biesala, gdzie na nich czekały
              sanie i ciepłe pierzyny.'
              • tralala33 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:08
                W Gietrzwałdzie trwały starania o otwarcie polskiej szkoły. Zebrano podpisy
                rodziców, ale był kłopot ze znalezieniem lokalu. W końcu ‘wielki i ofiarny
                patriota, Antoni Fiutak zlikwidował swój sklep, w którym urządzono
                prowizoryczną klasę szkolną. Pierwszym polskim nauczycielem był Władysław
                Jankowski z Bydgoszczy.’ Po pewnym czasie szkołę przeniesiono do bardziej
                odpowiedniego budynku – ‘wynajęto dużą izbę w domu Sikorskiego naprzeciw
                kościoła, obok domu Andrzeja Samulowskiego.’ Kolejnym nauczycielem w
                Gietrzwałdzie był Bronisław Chabowski ‘dzięki niemu dzieci nauczyły się dużo
                piosenek polskich. Chabowski założył chór kościelny. Wyćwiczył z chórem tym
                polskie kolędy, które wykonał chór na Boże Narodzenie tak wspaniale, że
                proboszcz Nahlenz (Nałęcz) krytykował chór niemiecki, że nie śpiewa tak pięknie
                jak polskie dzieci. Nauczyciel Chabowski znalazł się na czarnej liście gestapo.
                Został w czasie wojny aresztowany i zginął w obozie koncentracyjnym.’
                • tralala33 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:11
                  Maria poznała w Gietrzwałdzie wileu wspaniałych ludzi. Wspomina o rodzinach
                  samulowskich, Sikroskich, Rikowskich, Fiutaków, Henigów, Lorkowskich,
                  Hermanowskich, Lskowskich, Bemów, Bosackich, Glińskich, Folksdorfów, Klimków,
                  Maternów, Malewskich i Kopaczewskich. Poza tym ‘Wszyscy mieszkańcy Gietrzwałdu
                  mieli oparcie w księdzu Augustynie Weichsel, a później w księdzu Janie
                  Hanowskim. Zasłużony w Gietrzwałdzie był też organista Józef Klatt, a po nim
                  także Popin, uczeń Feliksa Nowowiejskiego, który jeszcze po wojnie pracował
                  jako organista w gietrzwałdzkim sanktuarium’

                  Gietpe - czy któraś z tych rodzin jeszcze mieszka w Gietrzwałdzie? Czy wiesz,
                  gdzie była karczma pana Października? A dom pana Sikorskiego, w którym była
                  polska szkoła? Ktoś pamięta o nauczycielu Chabowskim? Maria Zientara pisze, że
                  jego syn po wojnie mieszkał w Olsztynie i też prowadził chóry, między innym
                  zespół 'Tęcza'.
                  • gajowy555 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:38
                    Co prowda jo nie jestem Gietpe, ale pora słów wtrące na temat.
                    Znałem Zbyszka Chabowskiego, doskonałego muzyka, wspaniałego człowieka i
                    przyjaciela, autora wielu piosenek
                    i utworów, wykonywanych przez muzyków olsztyńskich.
                    Jego syn Marian także poszedł w ślady ojca i został muzykiem.
                    Nie wiem co sie z nim teraz dzieje, bo dawno się nie widzieliśmy.
                    A w dzielnicy Jaroty jest ulica ks. Jana Hanowskiego, gdzie parę lat mieszkałem...
                    • tralala33 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:48
                      To wspaniałe - kolejne pokolenie muzyków. Ale, ale - ten najmłodszy to Marian
                      czy Maciej, bo jeśli Maciej to w tę sobotę zagra koncert na Kortowiadzie -
                      bandziewam nasłuchiwać!
                      Z programu Kortowiady 2006, koncert sobotni:
                      Enej

                      Zespół Enej powstał w 2002 roku w Olsztynie, założony przez braci Piotra i
                      Pawła Sołoducha oraz ich przyjaciela Łukasza Kojrysa. Dosyć szybko do zespołu
                      dołączył klarnecista Maciej Chabowski.
                      • gajowy555 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:55
                        W życiu nie ma przypadków. Reżyser, Ten na górze, wszystko ma rozpisane na głosy.
                        I tak sobie myślę, że Maciej może być następnym ogniwem w rodzie Chabowskich.
                        No i ten szlachetny instrument - klarnet. Trzeba mieć talent i smykałkę po
                        rodzicach, wtedy nie ma trudnych spraw.
                        Trzymam kciuki ...
                      • rita100 Re: W Gietrzwałdzie 11.05.06, 21:56
                        Cytom i cytom i niem co poziedzieć, take to wspaniale, ale dorzuce i
                        potwierdze , że język polski uczono się przez piosenki - jednak to ma bardzo
                        duży wpływ na utrzymanie języka polskiego.
                        To Kortowiada zapowiada się interesująco smile
                  • gietpe Re: W Gietrzwałdzie 19.05.06, 23:46
                    Trzy rody z wymienionych mieszkają w Giet ,niektóre mają potomków pod innymi
                    nazwiskami,częśc wyjećhała w różnych okresach lub zmarła bezpotomnie.Z
                    wymienionych nie które są prawdopodobnie przekręconesmirkikroskich-
                    Sikorski;Lskowskich-Laskowskich;Folksdorfów-Tolksdorf.
                    <Popin, uczeń Feliksa Nowowiejskiego, który jeszcze po wojnie pracował
                    jako organista w gietrzwałdzkim sanktuarium’-musze sprawdzić ale chyba jest
                    pochowany w Giet.
                    • tralala33 Re: W Gietrzwałdzie 20.05.06, 21:22
                      Za szybko klikam i dlatego czasem przestawiają mi się literki. Jeszcze raz -
                      powoli i uważnie - podam nazwiska gietrzwałskich rodzin: Samulowscy, Sikorscy,
                      Rikowscy, Fiutakowie, Henigowie, Lorkowscy, Hermanowscy, Laskowscy, Bemowie,
                      Bosaccy, Glińscy, Folksdorfowie (jednak), Klimkowie, Maternowie, Malewscy i
                      Kopaczewscy.
            • tralala33 Chabrowo 19.05.06, 20:07
              Maria Zientarówna polubiła swoją pracę w Gietrzwałdzie i nawet miała nadzieję,
              że po otwarciu tam polskiej szkoły będzie mogła pozostać w tej warmińskiej wsi –
              już jako nauczycielka. Jednak Związek Polaków w Niemczech skierował ją do
              pracy gdzie indziej. Pojechała do Chabrowa, gdzie dopiero tworzyła się polska
              szkoła. Na miejscu zastała klasę, w której stało tylko kilka ławek. Brakowało
              tablicy, a co gorsza początkowo brakowało też dzieci. Na pierwszą lekcję
              przyszło ich tylko troje – dwóch synów robotnika leśnego Hermańskiego i syn
              Michalskiego. Pozostałe rodziny polskie, choć podpisały petycję o otwarcie
              polskiej szkoły z różnych względów obawiały się przysłać dzieci a naukę do
              nowej nauczycielki. Tak Maria Zientarówna pisze o trudnych początkach pracy w
              Chabrowie:
              • tralala33 Re: Chabrowo 19.05.06, 20:07
                - Z biciem serca czekałam na przybycie dzieci. Przyszło ich tylko troje. Gdy
                stanęłam pzed nimi powiedziałam; ‘Dzieci wstańcie! Rozpoczynamy pierwszą lekcję
                w polskiej szkole polskim pacierzem.’ Ogarnęło nas głębokie wzruszenie.
                Początkowo dzieci były nieśmiałe i wstydziły się, że mówią gwarą warmińską.
                Ponieważ i ja znałam gwarę ludową Warmii, tłumaczyłam im cierpliwie, jak się
                czyta i pisze w języku ogólnopolskim. Zachęcałam je do opowiadania znanych im
                baśni i legend. Kupiłam też kilka zeszytów i atrament. Po kilku dniach
                dostarczono mi tablicę i kredę oraz kilka podręczników. Odtąd już nauka szła
                nam łatwiej.

                - Rozpoczęliśmy też zakładanie ogródka szkolnego. Omawialiśmy co posiejemy i
                zasadzimy. Dzieci znały niemieckie nazwy kwiatów i warzyw. Celem mojej pracy w
                ogródku było zaznajomienie ich z polskimi nazwami kwiatów, ziół i warzyw.
                • tralala33 Re: Chabrowo 19.05.06, 20:08
                  Do polskiej szkoły chodziło coraz więcej dzieci. Jednak pewnego dnia w maju nie
                  przyszło troje dzieci Michalskich, których ojciec pracował w lesie państwowym.
                  Leśniczy zaś był wielkim wrogiem polskiej szkoły. Maria wybrała się do
                  Michalskich:
                  - Po południu odwiedziłam rodzinę Michalskich. Na ławie przed chatą drewnianą
                  zastałam dziadka, który z płaczem mi wyznał, że jego wnuki wróciły do szkoły
                  niemieckiej. Siedział pochylony, trzymając na kolanach Gazetę Olsztyńską.
                  Wskazując na nią powiedział ‘A ja tak się radowałem, co moje wnuki będą mi
                  czytały po polsku, bo ja już kiepsko zidza.’ Obraz tego siwego, spracowanego
                  Warmiaka pozostał mi na zawsze w pamięci. Z niego też powstał później
                  wiersz ‘Do stóp uwiesza się wspomnienie.’

                  Gietpe - może masz ten wiersz w swoim zbiorku?
                  • tralala33 Re: Chabrowo 19.05.06, 20:09
                    Pociechą dla Marii był nowy uczeń Józef Meyk.
                    - Choć wcześniej hardo powiedział ‘Do baby do szkoły nie pójdę’ to jednak
                    pewnego dnia zjawił się w szkole, początkowo tylko siedział milczący i
                    obserwował. Dopiero po kilku dniach wstał i powiedział ‘Fajnie jest w polskiej
                    szkole, już do niemieckiej nie pójdę’. I pozostał! Chętnie pracował w szkolnym
                    ogródku, uczył się bardzo dobrze. Dopiero po wielu latach mój byłu uczeń
                    powiedział dlaczego nie chciał chodzić do polskiej szkoły. Józek miał już 12
                    lat, po dwóch latch miał skończyć szkołę i chciał się uczyć rzemiosła. Jednak
                    żaden majster nie mógł przyjąć absolwenta szkoły polskiej. Los Józka potoczyły
                    się zupełnie inaczej. Zamiast nauki rzemiosła wyjechał do Wielkopolski, gdzie
                    wyuczył się na nauczyciela. Po wybuchu wojny wzięto go do wojska. Kilka lat po
                    wojnie Maria Zientara-Malewska ponownie spotkała swojego ucznia. ‘Pewnego dnia
                    wszedł do mojego gabinetu polski oficer, stanął na baczność, zasalutował i
                    powiedział: Porucznik wojska polskiego zgłasza się swojej nauczycielce.’
                    Obydwoje się popłakaliśmy. Czasem przychodzi do mnie z kwiatami w Dniu
                    Nauczyciela.’

                  • gietpe Re: Chabrowo 19.05.06, 23:21
                    MARIA ZIENTARA

                    DO STÓP UWIESZĄ SIĘ WSPOMNIENIE

                    W tę aksamitną miękką ciszę
                    Idę samotna i zmęczona
                    I tylko serca bicie słyszę,
                    Jakby daleki oddźwięk dzwona,

                    Do stóp uwieszą się wspomnienie,
                    Jak ołów ciężkie, jak żelazo,
                    I tak okala me istnienie
                    Jak czarne ramy wkół obrazu.

                    Motylek usiadł mi na ręce,
                    Taki zmęczony, aż drży cały,
                    Może uciekłeś do mnie w męce,
                    Motylku mój, ty biedny, mały.

                    Może ci krzywdę kto uczynił,
                    Ze u mnie szukasz dziś obrony,
                    A tyś nikomu nie zawinił,
                    Boś też jest słaby i bezbronny.

                    Usiadł na wielkim maku w życie,
                    Jakby łzy krwawe pił wraz z rosą...
                    Powoje pną się tu obficie,
                    A miedzą chłopczyk idzie boso.

                    Zbóż pola marszczy wiatru tchnienie,
                    Mrok jasność dnia pokrywa gazą...
                    Do stóp uwieszą się wspomnienie,
                    Jak ołów ciężkie, jak żelazo.
                    • tralala33 Re: Chabrowo 20.05.06, 21:25
                      Prosiłam o ten wiersz, ale nie liczyłam, że tak szybko się doczekam. Wielkie
                      dzięki! To prawda, bez wspomnień można by było jedynie zrozumieć, że komuś było
                      smutno. Treaz wiemy dlaczego.
                • rita100 Re: Chabrowo 20.05.06, 20:49
                  - Rozpoczęliśmy też zakładanie ogródka szkolnego. Omawialiśmy co posiejemy i
                  zasadzimy. Dzieci znały niemieckie nazwy kwiatów i warzyw. Celem mojej pracy w
                  ogródku było zaznajomienie ich z polskimi nazwami kwiatów, ziół i warzyw.

                  W pocztawówce na wsi tez mieliśmy przyszkolny ogródek jako pole uprawne.
                  Sadzilismy, plewiliśmy, ale przeważnie kwiatki.
                  • rita100 Re: Chabrowo 20.05.06, 21:01
                    Czyli dzięki temu pamiętnikowi możemy bardziej zrozumieć wiersze.
                    To jest prawda, że nauczyciele pamiętają uczniów , a uczniowie jeszcze
                    bardziej, bo to była ich mlodośc i wspomnienia takie jak miała Maria.
                    Ja to wolę czytać niż pisać w tym wątku smile Dzięki Wam bardziej poznajemy jej
                    wnętrze.
                    • tralala33 Re: Chabrowo 30.05.06, 21:31
                      Nigdzie nie mogłam znaleźć tego Chabrowa na mapie Warmii. Ale Maria pisze, że
                      odjeżdżając z tej wsi poszła pożegnać się między innymi z proboszczem w
                      Butrynach. A koło Butryn leży sobie wieś, co się Chaberkowo nazywa. To pewnie
                      będzie to miejsce, tylko kiedy 'zdrobniło' nazwę?
            • tralala33 Wielkopolska 31.05.06, 21:21
              Kolejne polska szkoła, do której wyruszyła Maria Zientara znajdowała się w
              Wielkim Buczku, w powiecie złotowskim (obecnie województwo wielkopolskie). Jak
              sama pisze ‘w ciężkim sercem pożegnałam rodzinną Warmię, rodzinę i znajomych.’
              Jednak nowa szkoła okazała się bardzo przyjazna. Miłym zaskoczeniem było też
              podejście nauczycieli niemieckich do polskiej szkoły i polskich dzieci.
              ‘Na boisku szkolnym bawiły się równocześnie dzieci polskie i niemieckie.
              Zarówno Hahnke (kierownik szkoły niemieckiej), jak i pozostali nauczyciele
              niemieccy: Lucjan Krajewski oraz Dzik zachowywali się wzorowo. Kierownik szkoły
              Józef Hahnke przez kilka lat był nauczycielem niemieckiej szkoły w Argentynie.
              Okazywał mi zawsze wielki szacunek i zrozumienie. Nauczyciel Lucjan Krajewski
              był absolwentem polskiego Seminarium Nauczycielskiego w Rogoźnie. Mówił
              poprawnie po polsku i przed naszym przyjazdem uczył dzieci języka polskiego, co
              ułatwiło nam początkową pracę. Był to niewątpliwie nauczyciel z powołania. Pan
              Dzik (imienia nie pamiętam) był nauczycielem specjalnie dla dzieci wyznania
              luterańskiego. Pochodził z Ostródy ale języka polskiego nie znał. Był jednak
              koleżeński i dla ludności polskiej raczej przyjazny. W karczmie Bonina
              jadaliśmy wspólnie obiady, co przyczyniło się do zacieśnienia wspólnego
              porozumienia. Boninowie byli Polakami i posyłali dzieci do polskiej szkoły.’
              • tralala33 Re: Wielkopolska 31.05.06, 21:21
                Pierwszego dnia do szkoły zgłosiło się ponad sto dzieci, z tego 87 zapisało się
                do szkoły polskiej a w szkole niemieckiej pozostało około 20 dzieci. Były to
                dzieci celników, żandarma, sołtysa i kilku innych rodzin.
                • tralala33 Re: Wielkopolska 31.05.06, 21:22
                  W Wielkim Buczku pamiętano o imieninach pani nauczycielki.
                  ‘Wiejska kapela sprawiłą mi w dniu moich imienin wielką niespodziankę. Raniutko
                  o godzinie piatej zebrali się przed moim mieszkaniem i zagrali pieśń ‘Kiedy
                  ranne wstają zorze’, a gdy wyszłam by im podziękować, przywitali mnie marszem.
                  Potem jeszcze zagrali kilka kawałków. Zbiegło się kilkanaście osób, które
                  klaskały muzykantom. Zaprosiłam ich do siebie i przyjęłam śniadaniem z winem.
                  Następnie udałam się do kościoła, ponieważ ksiądz odprawił specjalnie uroczyste
                  nabożeństwo na moją intencję, w którym wzięły udział dzieci i ich rodzice. Po
                  nabożeństwie udałam się natychmiast do szkoły, jakże pięknie ustrojonej przez
                  dzieci. Otrzymałam naręcze jesiennych kwiatów. Proste życzenia dzieci były dla
                  mnie najcenniejszym darem imieninowym.’
                  • rita100 Re: Wielkopolska 01.06.06, 21:37
                    To miała Marysia Zientara piękne imieniny, dzis już takie się nie zdarzają , by
                    dzieci tak przygotowały i ta orkiestra. Nie dziwię się , ze miło to wspomina.
              • tralala33 W Berlinie 23.07.06, 18:22
                ‘Po dwóch tygodniach pobytu w domu rodzinnym w Brąswałdzie pojechałam do
                Bydgoszczy, aby zdać drugi egzamin nauczycielski, a po egzaminie – do Berlina.
                Jadąc pociągiem do Berlina spotkałam na dworcu w Pile Baczewskich, którzy
                zabrali mnie do swojego mieszkania w Berlinie na Kurfürsternstrasse. Później
                przenieśli się na Kantstrasse w dzielnicy Charlottenburg, gdzie nadal u nich
                mieszkałam.’ Tym razem Maria nie pracowała w szkole, czego bardzo żałowała,
                lecz w biurze Związku Polskich Towarzystw Szkolnych jak kierownik czwartego
                wydziału, odpowiedzialnego za wszystkie przedszkola polskie w Niemczech oraz
                opiekę religijną nad dziećmi polskimi przygotowującymi się do pierwszej Komunii
                Świętej. ‘Na czele Związku Polskich Towarzystw Szkolnych stał Jan Baczewski,
                były poseł na Sejm Pruski, wybrany spośród ludności polskiej na Warmii,
                Mazurach i Powiślu. Drugim posłem z tego terenu był hr. Sierakowski. Posłem ze
                Śląska był w tym czasie ksiądz Klimas.’
                • tralala33 Re: W Berlinie 23.07.06, 18:23
                  Pracy biurowej Maria Zientarówna nie polubiła. Najważniejsze były dla niej
                  wizytacje przedszkoli – zaczęła od przedszkoli w Berlinie, a potem wyjeżdżała
                  na Śląsk, Warmię, Powiśle i Ziemię Złotowską. ‘Najwięcej polskich przedszkoli
                  istniało wówczas na Warmii i na Powiślu. Jeśli chodzi o Powiśle, to tu
                  przedszkola istniały od czasu plebiscytu. Założycielką i opiekunką była hr.
                  Helena Sierakowska. Początkowo płaciła wychowawczyniom nawet pobory,
                  przydzielała na opał drzewo z własnych lasów, wizytowała przedszkola i
                  serdecznie opiekowała się przedszkolankami. Czasem zabierała też swoje dzieci,
                  żeby poznawały przedszkola i bawiły się z dziećmi.’

                  ‘Na Warmii pierwsze przedszkole powstało w roku 1926 w Olsztynie.
                  Wychowawczynią była Jadwiga Brzeszczyńska (Gransicka). Następne przedszkola
                  zorganizowaliśmy w Unieszewie, Gietrzwałdzie, Chabrowie i Nowej Kaletce.
                  Pierwszymi wychowawczyniami były: Jadwiga Brzeszczyńska, Anna Kwit
                  (Samulowska), Otylia Teschner (Grothowa), Maria Hanowska (Sendrowska). W
                  późniejszych latach zorganizowano przedszkola polskie w Dużej Purdzie,
                  Skajbotach, Jarotach, Stancelwie. Przedszkola znajdowały się także na Śląsku. O
                  ile dobrze pamiętam, istniały przedszkola w Bytomiu, Opolu, Strzelcach,
                  Raciborzu.’
                  • tralala33 Re: W Berlinie 23.07.06, 18:23
                    W 1932r. Maria Zientarówna odbyła podróż do Irlandii, dokąd Związek Polskich
                    Towarzystw Szkolnych wysłał ją na Kongres Eucharystyczny. ‘W czasie pielgrzymki
                    miałam okazję poznać wiele miast i miejsc kultu religijnego, bo jechaliśmy
                    przez Aachen (Akwizgran), przez Holandię, Belgię, byliśmy w Paryżu, Londynie, a
                    w drodze powrotnej w Lourdes.’ Kto wie, czy nie większą radość dał Marii
                    dwutygodniowy urlop, który otrzymała po powrocie do Berlina, ‘ażeby pojechać do
                    domu i do chorej, zawsze za mną tęskniącej matki. Dwa tygodnie spędzone w
                    naszej starej drewnianej chacie warmińskiej, pełnej wzajemnej miłości jakże
                    szybko minęły.’
                  • tralala33 Re: W Berlinie 23.07.06, 18:26
                    W Berlinie Maria poznała niezwykłą młodą wówczas dziewczynę, była to Helena
                    Lehr. ‘Helena Lehr była zapaloną harcerką i działaczką młodzieży polskiej w
                    Berlinie. Ojciec jej był Niemcem, ale matka Polką. Bracia w okresie
                    hitlerowskim należeli do organizacji hitlerowskichi często siostrze wymawiali
                    polskość. Helenę Lehr zobaczyłam także w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück,
                    ale nie mogłam z nią mówić. Tylko z daleka patrzyłyśmy na siebie, dodając sobie
                    otuchy. Na szczęście nie została długo w obozie. Wyszła za mąż i mieszka w
                    Warszawie. Odwiedziła mnie kilkakrotnie w Olsztynie. Współpracuje z Edmundem
                    Osmańczykiem.’

                    O Helenie Lehr udało mi się tylko tyle dowiedzieć:
                    Helena Lehr-Pelacz 16.02.1913 - 10.05.1998
                    Ciekawe, jakie były powojenne losy jej rodziny? Co stało się z jej braćmi? Czy
                    to przypadek, czy taka panowała zasada, że synowie 'przejęli' narodowość po
                    ojcu a córka po matce?
                    • rita100 Re: W Berlinie 24.07.06, 21:05
                      pl.wikipedia.org/wiki/Edmund_Osma%C5%84czyk
                      Rozległe kontakty miała Maria Zientara-Malewska i wiele podrózowała, dużo
                      widziała. I cięzkie zycie musiała mieć Helenie Lehr. Kontakty ze Śląskiem też
                      ją czegoś nauczyły.

                      Dobrze mówisz, Talala, jednak synowie najcześciej idą droga ojca, cos w tym
                      jest. Ojciec stanowi dla synów jakis taki przykład.
    • tralala33 Dzieweczka 06.09.06, 20:42
      'Dzieweczka' to wiersz Marii Zientary-Malewskiej, napisany już po drugiej
      wojnie światowej. Wiersz poświęcony jednej ze swoich wychowanek, w późniejszych
      czasach znanej olsztyńskiej Warmiaczce, Otylii Grotowej z domu Teszner.

      Przybyła do mnie z głodem wiedzy w oczach
      Serce w jej piersiach jak ptak trzepotało
      Aż drżała wstążka niebieska w warkoczach ...
      Potem codziennie, kiedy się ściemniało,
      Nad książką polską chyliliśmy głowy,
      Wchłaniając piękno macierzystej mowy.

      Mijały lata, dzieweczka wyrosła,
      W wiejskim przedszkolu uczy kochać Polskę.
      I tak do ludu przylgnęła, przyrosła,
      Jak miodne lipy, co strażują wiosnę ...
      Była im matką, pociechą, sumieniem.
      I przewodniczką, zwątpiałych natchnieniem ...
      • tralala33 Re: Dzieweczka 06.09.06, 20:42
        Słonko miłości zajrzało w jej okno
        Tworząc most złoty do szczęścia krainy.
        W wianku mirtowym oczy łzami mokną.
        Ślub nauczyciela i wychowawczyni.
        Lecz szczęście dwojga jest końca początkiem
        W owym to roku trzydziestym dziewiątym ...

        Noce sierpniowe są jasne na Warmii,
        Gwiazdy spadają jak jabłka z jabłoni,
        Jasno, że widać nad Łyną szlak sarni,
        Świerszczy orkiestra starą piosenkę dzwoni ...
        Wtem błysnęły mocne ślepia reflektorów
        I ciszę przerwał zły warkot motorów ...
        • tralala33 Re: Dzieweczka 06.09.06, 20:42
          Sie sind verhaftet! – te słowa jak sztylet
          Przecięły życie – stąd droga do piekła!
          Obóz! Więzienie! Rokiem krótkie chwile.
          Głód, poniewierka, tęsknota, do ciepła ...
          Przyszła wiadomość krwią ociekająca
          W Oranienburgu zmarł mąż – nie ma słońca! ...

          Wróciła w lipcu bosa i obdarta,
          Na sukni trójkąt czerwony jak serce,
          Ktoś dał jej kromkę, o ścianę oparta
          Trzymając chlebek w wychudzonej ręce
          Rzekła: ‘O Polsko, co mnie witasz chlebem!”
          I łzy pociekły iskrzącym szeregiem!

          Dziś znów jak dawniej pracuje w przedszkolu,
          Dzień jej jest długi i trudem brzemienny,
          Lecz kiedy dzieci wkoło niej swawolą,
          Oczy jej błyszczą, jak ranek promienny.
          Choć rany bolą – wszędzie radość nieci
          Tuląc do piersi główki polskich dzieci.

          • rita100 Re: Dzieweczka 06.09.06, 21:14
            Co tu powiedzieć , tragedie szczegolnie na Warnii były ogromne. Stąd tyle
            wierszy melancholijnych. Mimo, że nauczycielka uczy polskie dzieci, to jednak z
            bólem w sercu, która prawie każdą rodzinę dotkneło - wojna.
            Kto jak nie Zientara- Malewska potrafi to zrozumieć i oddać tego ducha w poezji.
            • gajowy555 Re: Dzieweczka 07.09.06, 10:16
              No jó, przejmujący i jakże prawdziwy wiersz. Maria Zientara-Malewska to
              mistrzyni budowania nastroju, malowania obrazów słownych, w których przegląda
              się nasza Warmia. Niestety, ojczyzna nie zawsze to doceniała...
                    • rita100 Re: "Czołem" 18.04.07, 21:22
                      Taki wiersz zadeklamował Michał Kajka na IV Zjeździe Młodzieżowym w Olsztynie w
                      1927 roku. Na zjeździe tym początkująca wówczas, a dziś popularna w całej
                      Polsce, poetka warnijska, M. Zientara-Malewska, w imieniu młodzieży wręczyła
                      poecie wiązankę polnych kwiatów.

                      Witam ci uprzejmie zasię
                      To przesławne zgromadzenie
                      W tym wdzięcznym przyjemnym czasie
                      I ślę miłe pozdrowienie.
                      (...)
                      Bierzcie z sobą wasze dziadki,
                      By przy waszym boku stały
                      I przy dzwiękach naszej gadki
                      Na młodzieńców wyrastały.
                      • rita100 Re: Maria Zientara-Malewska 04.07.07, 20:16
                        Powracam do kóntka, bo mom ziersze jij, całó game i bande psisać ku pamnieńci.
                        Ziersz z ksiójżki z 1953 roku, a jydan taki pieńkniuchny coby sia chciało mnieć
                        to na wierchu by na pamnieńć sia wyłucyć.

                        "Budujemy rymy z prostych słów
                        I proste wszysykie moje pieśni,
                        A duszę kładę w nutę słów
                        I jak ptaszęta śpiewam leśni....

                        ...Dla ludu mego śpiewać chcę,
                        Bo lud nasz biedny ukochałam,
                        Może choć jedną otrę łzę,
                        A wszystkie otrzeć tak bym chciała...."

                        Mówta co chceta, ale tym ziersz dużo mózi ło ziegim syrcu Marii
                        Zientary-Malewskiej no Warnijaków, do ludzi, do ludzi tyj ziami. I poziam woma
                        daczemu łóna taki ziersz napsisoła. Cołyj nopsisze, bo je psiankny jek druge.
                        • rita100 Re: Maria Zientara-Malewska 05.07.07, 20:43
                          Poetka ziemi warmińskiej
                          A tak łó nii nopsisoł Władysław Gębik

                          "Jako kobieta nie ma poprzedniczki, jest więc pierwszą Warmianką, która
                          poszczycić się może dużym dorobkiem pisarskim, szczególnie poetyckim."
                          Jak już wiemy Maria Zientara-Malewska wychowała się w szczególnych warunkach,
                          gdzie sąsiedzi zbierali się na wspólne pogawędki, na śpiewanie pieśni przy
                          prządzeniu lnu. A było wtenczas czego słuchać, a były to czasy kiedy nauczyciele
                          niemieccy wyśmiewali wszystko co polskie. Nie w smak było niemieckim pisarzom i
                          renegatom w rodzaju Maxa Worgitzkiego pojawienie się obrońcy polskiego stanu
                          posiadania, toteż napadali na Zientarównę wyśmiewając jej sposób pisania i
                          wykpiwając jej pierwsze próby pisania. Nie osiągnęli tym celu wręcz odwrotnie
                          Zientarówna oddaje im odprawę w tym pięknym wierszu "Odpowiedź".
                          Przeczytajcie go uważnie, bo jest to jeden z przepięknych jej wierszy.
                          • rita100 Re: "Odpowiedź" 05.07.07, 20:44
                            "Odpowiedź"
                            Budujemy rymy z prostych słów
                            I proste wszystkie moje pieśni,
                            A duszę kładę w nutę słów
                            I jak ptaszęta śpiewam leśni.

                            Mnie tajemniczy nieraz głos
                            Pobudzi nagle do piosenki
                            I wtenczas widzę: kwitnie wrzos
                            I róż na miedzach kwitną pęki

                            I widzę łanów złoty plon,
                            I kwietne łąki, wód opale,
                            Jarzębin rzędy, z których szron
                            Obrywa zwolna cud - korale.

                            I coraz dalej pędzi duch
                            I widzi rzeczy coraz nowe,
                            Cudne melodie wchłania słuch
                            I tworzy pieśni mych osnowę.

                            Ja z pieśni mych jak kwiatów wić
                            Chcę mojej Warmii wieniec nowy,
                            Bo dla niej tylko pragnę żyć,
                            Strzec obyczajów jej i mowy.

                            I pragnę wieńców tyle spleść,
                            Że stworzę wielkie, wonne szańce,
                            A wtenczas ziemi mojej cześć
                            Na jasne świata dojdzie krańce.

                            Dla ludu mego śpiewać chcę,
                            Bo lud nasz biedny ukochałam,
                            Może choć jedną otrę łzę,
                            A wszystkie otrzeć tak bym chciała.

                            Chcą ludzie, ze mam inną być,
                            Lecz ja być mogę tylko sobą...
                            Bo życia mego złota nić
                            Owita gęsto jest żałobą.

                            Bo moja młodość biegła tak
                            Jak twarda ściana pośród pola
                            I jak samotny żyłam ptak,
                            A towarzyszką mą niedola.

                            Warmio ! Co czynić, powiedz mi,
                            Powiedz mi złotych zbóż szelestem,
                            A ja czy w ciemne, czy jasne dni
                            Odpowiem zawsze karnie: "JESTEM"....
                            • rita100 Re: "Odpowiedź" 05.07.07, 20:45
                              Taka była odpowiedź Zientarówny na wyśmiewanie się z jej polskich wierszy.
                              Dobrze, ze nam to Władysław Gębik wytłumaczył. Każdy wiersz Marii
                              Zientarskiej-Malczewskiej coś nam przekazuje , o czymś mówi i znajomość czasu w
                              którym ona to pisała jest bardzo ważna, by oddać ducha tej wspaniałej twórczości.

                              Łutro dalyj pójdziewa jij ścieżką.
                              • rita100 Re: Maria Zientara-Malewska 06.07.07, 22:34
                                Dalej Władysław Gębik pisze tak o Marii Zientarskiej-Malewskiej:
                                Gdy po przegranym plebiscycie zaistniało poważne niebezpieczeństwo masowego
                                opuszczania Warmii i Mazur przez działaczy życia polskiego Maria Zientarska
                                wystąpiła z apelem o pozostanie na tej ziemi i wytrwaniu w wierszu "Wytrwaj do
                                końca", a sam udała się na najbardziej zagrożony odcinek - walki o duszę dziecka
                                polskiego. Zakłada więc pierwsze przedszkola na Warmii.
                                Zapraszam do przeczytania wiersza.
                                • rita100 Re: "Wytrwaj do końca" 06.07.07, 22:35
                                  "Wytrwaj do końca"
                                  wiersz z roku 1923
                                  proszący , by nie opuszczać tej ziemi

                                  Dokąd idziesz, bracie drogi ?
                                  Tam gdzie Wisły modre wody,
                                  Tam gdzie wolność - kraj wspanialy,
                                  A nad krajem Orzeł Biały ?

                                  Ja co wierze, orle młody,
                                  Że cię wabi do swobody,
                                  Że cię nęcą tam dostatki,
                                  Że cię cieszy myśl - "Do matki" !

                                  Lecz nie odchodź stąd, Polaku !
                                  Nie, nie odchodź tam, Warmiaku !
                                  Nie opuszczaj krętej Łyny -
                                  Czyż ci nie żal tej doliny ?

                                  A te łąki szmaragdowe ?
                                  A te lasy, te świerkowe ?
                                  Czy ci nie żal pól kwiecistych ?
                                  I tych łanów twych ojczystych ?

                                  Coś uprawiał własną ręką
                                  I ozdobił Bożą męką.
                                  Ty chcesz sprzedać ojczowiznę,
                                  Tę po dziadach twych spuściznę ?

                                  O, nie sprzedaj twojej roli !
                                  Prawda, ze cię serce boli,
                                  Gdy cię Niemcy wyzywają
                                  I ci polskość wyrzucają.

                                  Niech cię myśl ta nie zamąca;
                                  Odejść - wytrwaj aż do końca,
                                  A nagroda cię nie minie,
                                  Bo tu Polska nie zaginie.

                                  Tam w ojczyźnie - prawda - miło.
                                  Bo gdzież lepiej by nam było,
                                  Lecz i w Polsce nie ma nieba,
                                  A Polaków tu nam trzeba !
                                  • rita100 Re: Maki Matki Boskiej 29.08.07, 21:12
                                    Maki Matki Boskiej

                                    (legenda warnijska)

                                    Zadrżały wszystkie zioła w krąg
                                    o cichy szept się rwie przez pola,
                                    A do przeczystych Maryi rąk
                                    Chylą się chabry i kąkole.

                                    Najświętsza Pani idzie wzdłuż
                                    Zoranych skib pachnącej roli
                                    I pośród rżysk pożętych zbóż
                                    Nie dba, że święta nóżka boli.

                                    I nagle na źdźbłach krople krwi
                                    Wykwitły wielkie, rubinowe,
                                    Lśniące, jak krzywdy krwawe łzy,
                                    Spadłe na dziecka włosy płowe.

                                    I tam gdzie w piasku nóżek ślad,
                                    Gdzie krwi najdroższej świeże znaki,
                                    Jak długi i szeroki szlak,
                                    Nagle zakwitły wielkie maki.

                                    Odtąd corocznie pośród pół
                                    Żywym płomieniem maki płoną
                                    I Jezus pomnąc Matki ból
                                    Błogosławi je Boską dłonią.

                                    Wiersz ten napisany został w Wielkim Buczku, pow. złotowski, gdzie autorka była
                                    nauczycielką szkoły polskiej.
                                    • rita100 Re:Kołysanka Warnijska 30.08.07, 21:26
                                      Kołysanka Warnijska

                                      Śpsij, sineczku mój maluśki,
                                      Skarbie mój jedyny !
                                      Łuż posnyły niezabutki
                                      Nad brzegami Łyny!
                                      Spsió łuż ptoszki w ciepłich gnozdkach
                                      I kotek na murku!
                                      Lśni modre jyzioro w gziozdkach !
                                      Cisza na podwórku !

                                      Gra cichuśko bur sosnowy,
                                      Sad łopoziada baśnie!
                                      Skrzipsi stori krziż zioskowy....
                                      Zaśnij sinku ! zaśnij !
                                      Śpsij, jedyny skarbzie matyli,
                                      Sen niych noc ci skróci!....
                                      Nicht nie buka do dźrzwiów chatki,
                                      Tatuś twój nie wróci!

                                      Olsztyn 1948
                                      • rita100 Re:Dzisioj łurodziuła sia Maria 04.09.07, 21:21
                                        *** 1894- W Brąswałdzie koło Olsztyna urodziła się Maria Zientara-Malewska,
                                        nauczycielka szkół polskich na Warmii, poetka i pisarka, autorka zbiorów
                                        wierszy, legend i baśni regionalnych. ***

                                        Kołysanka Warnijska

                                        Śpsij, sineczku mój maluśki,
                                        Skarbie mój jedyny !
                                        Łuż posneły niezabutki
                                        Nad brzegami Łyny!
                                        Spsió łuż ptoszki w ciepłich gnozdkach
                                        I kotek na murku!
                                        Lśni modre jyzioro w gziozdkach !
                                        Cisza na podwórku !

                                        Gra cichuśko bur sosnowy,
                                        Sad łopoziada baśnie!
                                        Skrzipsi stori krziż zioskowy....
                                        Zaśnij sinku ! zaśnij !
                                        Śpsij, jedyny skarbzie matyli,
                                        Sen niych noc ci skróci!....
                                        Niech nie buka do dźwyrzów chatki,
                                        Tatuś twój nie wróci!
                                          • rita100 Re:"O Warmio Moja" 11.09.07, 21:36
                                            "O Warmio Moja"

                                            O Warnijo moja! Ziamnio brzóz i sosen,
                                            Kraino świerków szumiastych, srebrzystych,
                                            Płomnienych wrzosów i smukłych jałowców,
                                            Odzwierciedlona w jyziorach przeczystych.

                                            Jekaś ty psiankna, kedy zbudzó sia ziosnó
                                            Łuśpsione lasy - jebłonki zaksitnó....
                                            Kedy w purpurach letniego zranka
                                            Poi sia jeleń krynicó błankitnó.

                                            Jekaś ty psiankna, gdy latam twe tancze
                                            Zieszosz nad pola złocone pszanicó,
                                            Srebrzone żytam i lnami błankitne
                                            I ponad lasy pachnące żywicó.

                                            A kedy jysianió poblednó twe lica,
                                            To w jarzambzinie stroisz sia rumieńcam,
                                            Tak purpurowe, śweże i tak śliczne,
                                            Jek słodki łuśniech na ustach dziywczoka.

                                            W babziego lata welony spowita
                                            Znów zbóż szmaragdem stroisz sia łod nowa,
                                            Zianc i ptok kożdy, co stónd łodlatuje,
                                            Woła z tajsknotó: "Warnijo bóndź zdrowa!"

                                            Ło Warnijo moja ! Ło ziamnio kochana !
                                            Pracó i łzami, i krzió pośwancona,
                                            Ziamnio rodzinna: "Bóndź błogosłaziona!"
                                            • rita100 Re:"Pieśń Warmianki" 14.09.07, 21:27
                                              "Pieśń Warmianki"

                                              Kocham cię, o Warmio, bom warmińskie dziecię,
                                              Piękność twa przewyższa wszystkie obce kraje,
                                              Bo ja ciebie kocham, nade wszystko w świecie,
                                              Twe modre jeziora, łąki, bory, gaje,
                                              Twoje żyzne pola, co tak pachną chlebem,
                                              I tę dal zamgloną, co się styka z niebem.

                                              Tu mi wszystko miłe, co mnie w krąg łotacza,
                                              I ten strumyk leśny, co cichutko gwarzy,
                                              I skowronek-śpiewak, co cieszy oracza,
                                              I pobrzęki kosy wesołych kosiarzy,
                                              I klepanie kosy, co mnie budzi z rana,
                                              I ten zapach gleby, kiedy jest zorana.

                                              Druhny-wiśnie jak 'przydanki' wiosną,
                                              I pochodnie głogów, nieba podpalacze,
                                              I te dzikie róże, co na miedzach rosną,
                                              I samotna wierzba, co nad Łyną płacze,
                                              I ten krzyż przydrożny rzeźbiony przez dziadka,
                                              Gdzie przyklęknie czasem dziecięca gromadka.

                                              Nade wszystko kocham poszum nieustanny
                                              Naszych pięknych lasów bez granic i końca,
                                              Kędy wśród jałowców wysokie dziewanny
                                              Jak złociste świece płoną na cześć słońca,
                                              A w mchach aksamitnych jagódek rubiny,
                                              Śmieją się jak słodkie usteczka dziewczyny.

                                              O, ty Warnijo moja! Najdroższa Ojczyzno!
                                              Tyś mi kołysanki jak matka śpiewała,
                                              Uczyła czcić głowy okryte siwizną!
                                              Świętą wiarę ojców ! - mowę zachowała !
                                              Warnijo! ja cię kocham nade wszystko na świecie!
                                              Bom twoją jest córką! Bom warnijskie dziecię!

                                              Brąswałd 1924
                                              • rita100 Re:"Słońce zachodzi" 18.09.07, 21:25
                                                Słońce zachodzi

                                                Słonce zachodzi nad jeziorem,
                                                Płaszcz wód okala tren szkarłatu,
                                                Jesienna cisza idzie borem
                                                Pełna zadumy, majestatu.

                                                Przybrzeżnych olszyn wielkie kępy
                                                Coś tajemniczo szepczą, radzą,
                                                A znad jałowców i poręby
                                                Snuje się mgła cienutką gazą.

                                                Powoli gasną blaski dzienne
                                                I mrok liliowó dal przysłania,
                                                Cichuśko szumnio wody senne,
                                                A zwon zaklanto psieśń wydzwonia.

                                                Legenda płynie w strugach jaśni,
                                                By zapomniane wskrzesić znicze,
                                                Praojców psieśni, matulek baśnie
                                                I wlać w nie nowe, trwalsze żucie !
                                                • rita100 Re:Zmarnowany czas nie wraca 23.09.07, 20:58
                                                  Zmarnowany czas nie wraca

                                                  Nie żałuj rózy, co więdnie w jesieni,
                                                  Nie żałuj liścia, gdy ziatr niam pomniata -
                                                  Na ziosna świeża róża sia zarumnieni,
                                                  Ziylony listek w łoknie twe kołata.

                                                  Nie żałuj kłosa, co ścięty usycha
                                                  W wianku z ostróżek, powoju, kąkolu,
                                                  Bo kiedy minie zima smutkiem cicha,
                                                  Nowy kłos zboża wyrośnie na polu.

                                                  Nie żałuj ptaszka, co strzechę porzuci
                                                  Gotując skrzydła do lotu rozwiane,
                                                  Bo z nową wiosną i ptaszek znów wróci
                                                  I śpsiewać bandzie, póki tchu mu stanie.

                                                  Nie żałuj pracy, ni trudu, ni potu,
                                                  Łodpoczniesz w grobzie, a noc bandzie długa.
                                                  Niych twe łuczinki z modlitwó sia splotó,
                                                  Bo w tam no ciebzia podwójna zasługa.

                                                  Lecz żałuj godzin bezczynnie spandzonych,
                                                  Nie wypełnionych modlitwą lub pracą,
                                                  Tych chwil na zawsze dla ciebie straconych,
                                                  Bo one nigdy, łuż nigdy nie wrócą.

                                                  Łolstin 1924
                                                  • gajowy555 Re: 02.10.07, 09:44
                                                    Dzisioj 23 rocznica śmierci Pani Marii...

                                                    *** 1984- W wieku 90 lat zmarła w Olsztynie Maria Zientara-Malewska, działaczka
                                                    warmińska, nauczycielka szkół polskich na Warmii, poetka i pisarka, autorka
                                                    zbiorów wierszy, legend i baśni regionalnych. Wydała dwa tomy baśni i legend
                                                    oraz sześć tomików wierszy. ***


                                                    ...Dla ludu mego śpiewać chcę,
                                                    Bo lud nasz biedny ukochałam,
                                                    Może choć jedną otrę łzę,
                                                    A wszystkie otrzeć tak bym chciała....

                                                    Warmio ! Co czynić, powiedz mi,
                                                    Powiedz mi złotych zbóż szelestem,
                                                    A ja czy w ciemne, czy jasne dni
                                                    Odpowiem zawsze karnie: "JESTEM"....

                                                    Maria Zientara Malewska
                                                  • rita100 Re: "Wieś nad łąkami" 13.12.07, 20:10
                                                    Maria Zientara-Malewska - "Wieś nad łąkami"
                                                    Psiankna ksiójżeczka ło Brąswałdzie i tradycjach. Psiankne je też motto tyj
                                                    ksiójżeczki:
                                                    "Czytaj sercem, co zostało napisane z miłości do Ziemi Ojczystej, Warmii."

                                                    Ksiójżka wydana w 1988 roku bez Wydawnictwo Pojezierze, to znaczy po śniarci
                                                    Marii Zientary-Malewskiej (1894-1984)
                                                  • rita100 Re:Wspomnienia Warmiaka o Marii 30.01.08, 20:20
                                                    "znałem Pania Zientara-Malewska Maria, ba więcej, kiedys , to
                                                    musiało być w latach 1970-1974, zorganizowałem sotkanie autorskie, w
                                                    tartacznej świetlicy, kiedys pisała o tych ludziach trocinowych. Na
                                                    koniec przed Maria postawilismy duży tort, cała wieś sie składała na
                                                    niego i cała wieś była, był napis O Warmio moja miła. Pamietam, że
                                                    maria płakała , długo płakała, gdyż nigdy w życiu taakiego dużego
                                                    tortu od nikogo nie otrzymała. Piekne, wzruszające, ale ile ciepła
                                                    było w niej, pokochała nas.
                                                    Nie zagłębiałem sie jeszcze w chóry. To ciekawy, kolejny wątek.
                                                    Długoletnia członkini chóru im. F. Nowowiejskiego w Olsztynie. "
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=56895055&a=75067446
                                                  • gajowy555 Re:Film o Pani Marii 10.12.08, 12:53
                                                    ...wspomina siostrzenica wielkiej poetki, warto obejrzeć smile


                                                    https://www.oti.olsztyn.eu/images/stories/150_maria.jpg


                                                    www.oti.olsztyn.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=77%3Amaria-zientara-malewska&catid=10%3Asylwetki&Itemid=5
                                                  • warnija Re:Odsłonięcie tablicy pamięci olsztyńskiej poetki 06.09.10, 12:33
                                                    - To dla mnie niezwykle szczęśliwy dzień - mówi bratanica Marii Zientary-Malewskiej. - Ciotka była bardzo radosną osobą, dbała o to, żeby z każdym zamienić kilka słów. Dlatego ludzie ją szanowali.

                                                    https://bi.gazeta.pl/im/9/8333/z8333089X.jpg

                                                    W piątek odbyło się uroczyste odsłonięcie tablicy upamiętniającej Marię Zientarę-Malewską (1894-1984). Zawieszono ją na budynku na Zatorzu, gdzie znajdowało się mieszkanie warmińskiej poetki i pisarki.

                                                    Uhonorowanie autorki hymnu regionu to pomysł Społecznej Grupy Inicjatywnej, która od grudnia 2009 r. do końca sierpnia 2010 r. sprzedawała cegiełki podczas różnych wydarzeń kulturalnych. Pieniądze zostały przeznaczone na wykonanie tablicy, która powstała według projektu Sary Szerszunowicz, absolwentki olsztyńskiego Liceum Sztuk Plastycznych.

                                                    Na uroczystości była obecna Maria Surynowicz, bratanica poetki. Mówiła, że to dla niej niezwykle szczęśliwy dzień, na który czekała wiele lat. Kiedy miała sześć lat razem z matką i siostrą zamieszkały u ciotki. Pisarka zaopiekowała się nimi po śmierci ojca. Wspólnie przeżyły 38 lat. - Mieszkałyśmy w tym domu na pierwszym piętrze - opowiada kobieta. - W jednym pokoju mama spała z babcią, drugi był sypialnią cioci. Ja zajmowałam pokój od podwórza, mieliśmy też salon.

                                                    Maria Surynowicz wspomina, że poetka była bardzo otwartą osobą. - Szczególnie lubiłam wspólne wieczory, kiedy wszyscy byli już po pracy, dom był wysprzątany, na stole pojawiała się drożdżówka z kruszonką - mówi. - Wtedy ciocia snuła swoje warmińskie opowieści, a potem do późnej nocy śpiewaliśmy. Przelała w nasze serca miłość do ojczyzny. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna.

                                                    Bratanica opowiada, że warmińska pisarka była niezwykle pokorną osobą. Nigdy nie powiedziała złego słowa na innych, nawet jeśli ktoś próbował jej zaszkodzić. Nie żywiła długo urazy, umiała wybaczać. Była niezwykle radosna, zawsze dbała o to, żeby zamienić z każdym kilka słów. Dlatego ludzie niezwykle ją szanowali. Wielu towarzyszyło jej do ostatnich chwil życia.

                                                    Maria Surynowicz nigdy nie zdecydowała się wyprowadzić od ciotki. Nawet kiedy wyszła za mąż, była przy niej. Jak tłumaczy, opuszczenie osoby, która tyle zrobiła dla jej rodziny, byłoby bezduszne. Zawsze też protestuje, kiedy ktoś mówi, iż jej ciotka odeszła na zawsze. Twierdzi, że jej duch cały czas czuwa nad ludźmi bliskimi pisarce, chroni ich przed złem. Jej testamentem jest twórczość, którą poznają kolejne pokolenia. - Pozostawiła po sobie ogromny ładunek: miłość do Boga, do ojczyzny, do człowieka - wyjaśnia. - Czasem poezja nie musi być wielka. Wystarczy, żeby była komunikatywna. Wtedy będzie trafiać do wrażliwych ludzi.

                                                    https://bi.gazeta.pl/im/1/8333/z8333091X.jpg
                                                    Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

                                                    Marta Bełza
                                                    https://bi.gazeta.pl/im/7/4089/m4089857.gif
                                                  • warnija Re: Popiersie warmińskiej patriotki na 15-lecie sz 04.06.14, 16:27
                                                    Popiersie warmińskiej patriotki na 15-lecie szkoły

                                                    https://bi.gazeta.pl/im/96/60/f5/z16081046Q,Rzezba-Marii-Zientary-Malewskiej-w-Gimnazjum-nr-15.jpg
                                                    Rzeżba Marii Zientary-Malewskiej w Gimnazjum nr 15 w Olsztynie. (Fot. Patryk Skrzat)

                                                    W Gimnazjum nr 15 przy ul. Bałtyckiej w Olsztynie odsłonięto w poniedziałek rzeźbę Marii Zientary-Malewskiej, patronki szkoły. - Ciocia swoją postawą zasłużyła na takie wyróżnienie - cieszy się Maria Surynowicz, bratanica pisarki.

                                                    Szkoła w Gutkowie nie jest jedynym gimnazjum, które w tym roku obchodzi 15-lecie istnienia. Większość placówek tego szczebla powstała w Olsztynie w 1999 roku, kiedy weszła w życie reforma edukacji.

                                                    żródło :gazeta.pl


                                                    ........................................................................

                                                    Jó, fejn co ludzie baczó i drugim, młodym przybaczajó postać Pani Marii, tlo doczamu takie szpetne popiersie łurychtowoli? Nie buło lepsiejszygo twórcy podedrogó?
                                                    A Wy jek myślita?
                                                    smile
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka