Wschodniopruski Stonehenge
Pod takim tytułem zamieścił Artur Wołosz swoją recenzję z wydanej w
Niemczech, w 1999 roku, książki Jürgena Tietza ‘Das Tannenberg –
Nationaldenkmal’. Autor recenzji, historyk sztuki, nie ogranicza się jedynie
do opisania książki – sam też sporo pisze o Tannenbergu. A zaczyna od końca –
od zniszczenia tego pomnika upamiętniającego bitwę z I wojny światowej i
będącego później narodowym mauzoleum Niemiec.
‘Mauzoleum bitwy [...] zostało częściowo wysadzone w powietrze przez
wycofujących się Niemców, a reszty zniszczeń dopełnili „gospodarni” włodarze
tych ziem, wykorzystując je jako kamieniołom, obrobionych kamiennych ciosów,
by wykorzystać je do prac budowlanych w Olsztynie (Pomnik Wdzięczności Armii
Radzieckiej) i Warszawie (Dom Partii, Pałac Kultury i Nauki). Co jeszcze
pozostało – wykorzystali okoliczni mieszkańcy, którzy w wieloletnim trudzie i
znoju wznosili swoje nowe chlewiki, obórki i kurniki.’
Sic transit gloria mundi.
Ale to nic nowego – niejeden dom i ulica w Rzymie powstały z kamieni
wydobywanych z Koloseum