Dodaj do ulubionych

Jestem Prusakiem czyli dniem i nocą

15.02.08, 20:09
"Pochodzę gdzieś z Marchii. Jestem Prusakiem.
Moje barwy, które znacie - to czerń i biel.
Czerń - to noc. A biel - to dzień.
Jestem dniem i nocą."

Alfred Henschke, zwany Klabundem,
ur.1890 r. w Crossen w Marchii.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Jestem Prusakiem czyli dniem i nocą 15.02.08, 20:12
      "Bo czerń i biel - barwy Prus - symbolizują sąsiedztwo sprzeczności w tym
      państwie, które upadło; kto widzi tylko jedno, nie widząc także drugiego, nie
      oddaje Prusom sprawiedliwości."

      "Prusy" - krajem nieograniczonych możliwości - to jest teza postawiona przez
      Bernta Engelmanna, autora ktory jest berlińczykiem, Prusakiem. Książka
      Engelmanna wprowadza nas w gąszcz problematyki pruskiej.
    • rita100 Re: Jestem Prusakiem czyli dniem i nocą 15.02.08, 21:03
      "Tak, kochamy ten kraj......
      I wśród wszystkich przeciwieństw trwa - niewzruszona, bez sztandaru, bez
      katarynki, bez sentymentalizmu i obnażonego miecza - cicha miłość do naszej
      ojczyzny."

      Kurt Tucholsky
      ur. w 1890 w Berlinie
      • rita100 Re:Co rozumiemy przez "Prusy" ? 15.02.08, 21:05
        Co rozumiemy przez "Prusy" ?
        Czy europejską wspólnotę ?
        Koszary zorganizowane w formie państwa ?
        Państwo zorganizowane na kształt koszar ?
        Siłę porządkową ? Przeżytek ? Zmorę ? Styl żucia ?
        A może tylko fikcję ?

        Nie, to kraj nieograniczonych mozliwości. Jeden przykład: w tym samym czasie, w
        którym jedni uciekali z niemożliwej do zniesienia niewoli pruskiej - inni
        znajdowali tam azyl i słwili Prusy jako ostoję wolności i tolerancji w Europie.
        • rita100 Re:Barwy Prus 15.02.08, 21:10
          Barwy Prus
          Dedykacja dla Premiera Kaczyńskiego smile
          bez żadnej złośliwości, tak jedynie na przyszłość smile

          "Czerń i biel - to barwy Prus i w czarno-białej manierze próbuje się też osądzać
          to, co niegdyś było pruskie. Przy tym jedni widzieli i widzą tylko to, co białe,
          inni zaś to, co czarne. Tymczasem prawda nie leży - jak to się często zdarza -
          pośrodku. Nie. Prusy trzeba pojmować na podobieństwo ich flagi, jako
          współistnienie czerni i bieli. Prusy powstały w stałej sprzeczności z sobą i w
          oparciu o tą dialektykę - i tak tylko można je zrozumieć. Sprawę tę pomijało się i
          pomija często - i nierzadko rozmyślnie.

          Tak pisze Engelmann w swoim kraju nieograniczonych możliwości.

          "Bo czerń i biel - barwy Prus - symbolizują sąsiedztwo sprzeczności w tym
          państwie, które upadło; kto widzi tylko jedno, nie widząc także drugiego, nie
          oddaje Prusom sprawiedliwości."
          • rita100 Re:Prusy upadły 15.02.08, 21:52
            "W ustawie nr 46 alianckiej Rady Nadzorczej - "najwyższej władzy" w Niemczech,
            ustanowionej przez mocarstwa zwycięskie w drugiej wojnie światowej -
            postanowiono w dniu 25 lutego 1947r, a wkrótce potem ogłoszono w jezykach:
            angielskim, francuskim i rosyjskim oraz - dla zwyciężonych - w niemieckim, co
            następuje:

            "Niniejszym rozwiązuje się państwo pruskie, jego rząd i wszystkie podległe mu
            władze".
            • rita100 Re:Kto to powiedział ? 16.02.08, 19:39
              "Sądzę, ze stolica Niemiec powinna znajdować się na południowym zachodzie
              aniżeli na wschodzie. Jeśli tylko Berlin zostanie znowu stolicą, nieufność
              zagranicy nigdy nie przeminie. Ten, kto uczyni Berlin nową stolicą, stworzy
              duchowe nowe Prusy".

              Napisano w "Die Welt" 30 litopada 1946r, na stronie 3

              I właśnie będziemy szukać ducha Prusów. Jaki on jest naprawdę.
              • rita100 Re:Kto to powiedział ? 16.02.08, 22:51
                dr Konrad Adenauer, pierwszy Kanclerz RFN
                • rita100 Re:"Pruski duch" 16.02.08, 22:52
                  Jak i co rozumieć pod pojęciem 'pruski duch' ?
                  Czy to co oświadczył w roku 1968 Georg Lukacs - że żywi 'ogromną nienawiść do
                  wszystkiego co pruskie' ?
                  A może chodziło o wypowiedź Winstona Churchilla w 1943 roku, ktory na
                  konferencji w Teheranie powiedział:
                  "Chciałbym podkreślić, że źródłem zła są Prusy" ?
                  Czy ".... korzeniem zła są Prusy" ?

                  Prusactwo i związany z nim nierozerwalnie militaryzm to umysłowość poddańcza,
                  którą Prusy XIX wieku narzuciły Niemcom. W jaki sposób Prusy potrafiły w XIX w.
                  zawładnąć duszą niemiecką ?

                  Trzeba by było prześledzić rozwój państwa zwanego "Prusami" i zacząć od Marchii
                  Brandenburskiej, bo to właśnie ten bardzo biedny, słabo zaludniony kraik na
                  północno-wschodniej granicy Świetego Cesarstwa Rzymskiego Narody Niemieckiego
                  przekształcił się w owo wielkie mocarstwo europejskie, które pod nazwą "Prus"
                  nie dało wytchnąć światu.
                  (fragmenty z "Prusy" kraj nieograniczonych możliwości - Bernt Engelmann.)
                  • rita100 Re:"Pruski duch" 16.02.08, 22:54
                    A więc Prusy kojarzą nam się: że szczękiem broni i bitewną chwałą, z
                    fryderycjańskim duchem agresji, skromnością i surowością, dzielność i
                    poświęcenie, najściśleszą dyscypliną i jej poprawność jak i również wielki upór.
                    Kojarzą się nam również z równym krokiem armii pruskiej, żelaznymi stemplami do
                    nabijania broni, a przede wszystkim straszliwy dryl prowadzący do unicestwienia
                    samoświadomości i wszelkich innych uczuć.
                    Bardziej żołnierze mają sie bać swoich instruktorów niż wrogów.
                    Typowo pruskie są sądy i sędziowie w nich, typowo pedantycznie wiernych ustawom,
                    sądzących sprawiedliwie nawet najbiedniejszych, występujacych przeciwko
                    najpotężniejszym.
                    • rita100 Re:"Pruski duch" 17.02.08, 16:03
                      Oto cytat Francois Andrieux, poety francuskiego:

                      "Stare Prusy uchodzą za autorytarne państwo butnych wojskowych, do przesady
                      dokładnych urzędników, wszechobecnej policji, nadętych junkrów i pobrzękujących
                      szablami monarchów. Uchodzą za kraj uzbrojony po zęby, a przy tym bardzo biedny
                      i dlatego zawsze żądnych podbojów i zdobyczy, zagrażający swoim sąsiadom.
                      Uchodzą za anachroniczną wspólnotę, bardzo zacofaną pod względem politycznym,
                      nader biurokratycznie rządzącą swoimi wyzbytymi praw obywatelami od kolebki po
                      grób, uchodzą za kraj, w którym uczeni i artyści cieszyli się niewielkim
                      szacunkiem, kupcy - bardzo małym, za to szlachetnie urodzeni oficerowie - ogromnym.
                      Uchodzą za kraj, gdzie 'ograniczonym umysłom poddanych' nie wolno było
                      krytykować posunięć władzy, nie mówiąc już o zarządzeniach wojskowych i gdzie
                      gorliwa służba Bogu, królowi i nazwanemu 'ojczyzną' państwu była dożywotnim
                      obowiązkiem każdego obywatela, który winien był podporządkować jej wszelkie
                      interesy prywatne."

                      łobaczym czy tak rychtycznie buło ?
                      • rita100 Re:Arcypiaskownica 18.02.08, 20:03
                        Świętego Cesarstwa Rzymskiego
                        Każdy kraj powinien mieć swoją stolicę. W Monarchii Brandenburskiej były dwa
                        miasta Berlin i Kolln położone naprzeciwko siebie nad Szprewą i to one w XV
                        wieku odegrały największą rolę w tworzeniu się Państwa Brandenburgii. Nie było
                        łatwo ponieważ Cesarstwo Rzymskie cieszyło się złą sławą. Tu działali najwięksi
                        rabusie i mordercy ówczesnej Europy. Rycerze rozbójnicy w wieku XIV i XV
                        terroryzowali Marchię Brandenburską i byli plagą tego kraju, rujnującą
                        mieszkańców. Napadali na wsi i miasteczka, rabowali bydło, mordowali, gwałcili i
                        łupili. Z ziemi siłą wydartej chłopom rycerstwo Marchii utworzyło swoje wielkie
                        majątki, a ich nieszczęsne ofiary musiały uprawiać pola swoich ciemiężców. Ale
                        rycerzom rozbójnikom było wciąż mało, trwonili pieniądze, dlatego też wkrótce
                        zaczęli podejmować nowe wyprawy podbojowe.
                        • rita100 Re:Brandenburscy Hohenzollerzy 18.02.08, 20:48
                          Sytuacja się zmieniła na lepsze, kiedy to Brandenburgia otrzymała nowego pana,
                          który przyrzekł kres tym stałym zamętom. Nowym margrabią i księciem elektorem w
                          1411r został burgrabia norymberski, Fryderyk von Hohenzollern.
                          Niestety wojna trzydziestoletnia i zarazy, epidemie jak czerwonka potem dżuma
                          spustoszyła miasta. Mimo tego wyeksploatowana Brandenburgia powiększyła się o
                          nowe tereny. W 1660 roku w dwanaście lat po podpisaniu pokoju westfalskiego,
                          który zakończył wojnę trzydziestoletnią w Niemczech, zdobyła władzę daleko na
                          wschodzie, nad Prusami. Był to bardzo korzystny wynik pokoju dla brandenburskich
                          Hohenzollerów, który Polacy i Szwedzi zawarli w Oliwie pod Gdańskiem. Odtąd
                          Prusy stały się odległą kolonią, o której sami Niemcy nie wiele wiedzieli.
                          • rita100 Re:Brandenburgia stała się Prusami 18.02.08, 20:53
                            Zakon Krzyżacki po wojnie trzynastoletniej zbankrutował, musiał wysprzedawać
                            swoje dobra, twierdze, miasta, posiadłości. Polacy odnieśli ostateczne
                            zwycięstwo. Już w 1456 roku żołnierze najemni Zakonu sprzedali wszystkie
                            nieruchomości królowi Polski i zostali zmuszeni do opuszczenia Malborka, zaś
                            Prusy Wschodnie bez Warmii i ziem wokół Gdańska i Elbląga pozostała w reku
                            Zakonu jako kraj lenny Polski. Ostatni z Wielkich Mistrzów, margrabia Albrecht
                            von Ansbach z dynastii Hohenzollerów rozwiązał państwo zakonne i przekształcił
                            się w księstwo świeckie. Zawarł pokój z królem Polski i w 1525 roku w Krakowie
                            oddał mu Ksiestwo Pruskie w lenno. Trwały spory na tle wyznaniowym, jedni
                            osłabiali władzę książęcą, a inni z konfliktem zwracali się do króla polskiego.
                            Rokowania się ciągły, aż wreszcie za olbrzymią sumę zakwestionowano prawa lenne
                            i władzę elektorską objęli Brandenburczycy. W 1660 roku Wielkiemu Elektorowi
                            Fryderykowi Wilhelmowi udało się z pomocą szwedzką pozbyć polskiej władzy lennej.
                            Ale nie było to łatwe bo..
                            • rita100 Re:I o jakim 'duchu pruskim' mówił ? 18.02.08, 20:56
                              bo pruskie miasta i stany ziemskie nie chciały uznać nowego elektora i żądały
                              swoich przywilejów i zwolnień z podatków. Pod przywództwem burmistrza Królewca
                              Hieronima von Rotha i generała Albrechta von Kalcksteina, właściciela Knauten,
                              sprzeciwili się zarządzeniom elektora i wydali mu walkę zbrojną. Dopiero po
                              dwuletniej walce i pacyfikacji kraju przez wojska brandenburskie powstańcy
                              ulegli. Księstwo Prusy Wschodnie (Prusy Książęce) miało swoją stolicą w Królewcu.

                              I o jakim 'duchu pruskim' mówił Konrad Adenauer skoro nie znajdujemy w nich ani
                              służalczości, ani ślepego posłuszeństwa, ani militaryzmu, ani nadmiernego
                              zdyscyplinowania, ani przesadnej surowości - takie pytanie stawia Engelmann.
                              • rita100 Re:Sprawa mieszanki krwi 18.02.08, 20:59
                                Jak się ona przedstawia ?
                                Prusowie, stare plemiona pruskie nie były ani Słowianami, ani Germanami, ale
                                jeśli prześledzimy pojęcie "Prusy" do wieku XVIII to faktycznie mieszkała
                                ludność zgermanizowana lub zniemczona, jednakże z pochodzenia w większej części
                                słowiańska. Na południu Prus Wschodnich mieszkała ludność pochodzenia
                                słowiańskiego i mowiło się wyłącznie po mazursku, a na północnym wschodzie tej
                                prowincji ludność mówiła wyłącznie po litewsku w większości częśc.

                                Co więc miał na myśli i jak należy rozumieć przez "Prusy" i przez 'ducha
                                pruskiego', którego Adenauer uważał za szkodliwego ?

                                Należy wykluczyć, ze miał na myśli kraj Prusów czy też kraj Zakonu Krzyżackiego,
                                czy stare księstwo. Dawne, w dużym stopniu niezależne i podległe władzy
                                zwierzchniej Polski Ksiestwo Pruskie ożywiał raczej duch bardziej wolnościowy
                                niż u większych innych ówczesnych państw europejskich.

                                Prawda, ze ciekawie pisze ten Engelmann.
                                • rita100 Re:Ick jeh' jedem aus'm Weje 18.02.08, 21:06
                                  "Szerokie masy mieszkańców Prus nigdy bowiem nie były militarystyczne i
                                  agresywne ani też pedantyczne, głupie i zarozumiałe. Były one co najwyżej trochę
                                  bardziej twarde, uparte - i jeśli chodzi o warstwę mieszczańską - bardziej
                                  tolerancyjne. Formuła, ktora kierowali się w życiu, brzmiała - mowiąc słowami
                                  starego dorożkarza berlińskiego:
                                  "Schodzę każdemu z drogi, ale żądam, zeby mi też każdy schodził z drogi !"
                                  "Ick jeh' jedem aus'm Weje, aber ick verlange, det mir ooch jeder aus'm Weje jeht !"
                                  • rita100 Re:Przedsiębiorstwo rodzinne 19.02.08, 21:01
                                    No bo jak inaczej można nazwać tych pionierów jedności niemieckiej z rodu
                                    Hohenzollerów jek:
                                    "Wielki Elektor" Fryderyk Wilhelm (1620-1688)
                                    król Fryderyk II zwany Wielkim (1712-1786)
                                    oraz Wilhelm I, król pruski i cesarz niemiecki, którego wnuk, Wilhelm II, a
                                    także zwany Wielkim, jak również jego "żelazny kanclerz" Otto von Bismarck.
                                    Wszyscy brandenburscy Hohenzolerowie uważali zdobyte tereny za prywatną
                                    własność, za odziedziczoną posiadłość rodzinną i która miała być dziedziczona
                                    dalej. Mieszkańcy tych ziem byli poddanymi i zaliczali się do żywego inwentarza.
                                    Wcale nie troszczyli się o cesarza i Rzeszę.
                                    Do armii werbowano ludzi siłą najczęsciej bezrobotnych, włóczęgów, zebraków,
                                    chłopaków wiejskich jak i cudzoziemców. Wśród zwerbowanych cudzoziemców, było
                                    bardzo wielu łotrzyków, skłonni do dezercji, tak że bez surowości nadzoru i
                                    ćwiczeń wojskowych armia ta w mgnieniu oka przekształciłaby się w bandę
                                    rozbójników i morderców. W celu obrony osobistej elektora utworzono kompanie z
                                    wybranych Szwajcarów.

                                    Engelmann wspomina w tym rozdziale o
                                    pochodzącym z polskiej Warmii Otto Fryderyk von der Groben, który potem jako
                                    generał przeszedł do służby polskiej. Założył on dla Brandenburgii-Prus kilka
                                    baz w Afryce i przez cztery lata prowadził handel niewolnikami. Najwyrażniej
                                    musiał wpaść i uciekł do Polski smile
                                    • rita100 Re:Smutny obraz po Tatarach 19.02.08, 22:03
                                      Szczególnie smutny obraz przedstawiało Ksiestwo Pruskie. Kraj ten został
                                      spustoszony podczas wojny szwedzko-polskiej. Najgorzej zaś poczyniali sobie
                                      Tatarzy, ktorych Polacy wezwali na pomoc.
                                      "Nie sposób opisać to nieszczęscie. Tatrzy uprowadzili chrześcijan, mężczyzn
                                      sprzedawali, przykuwali do galer, kobiety i dziewczęta zatrzymywali do
                                      nierządów. Brali w jasyr żołnierzy, pachołków, dziewczyny, kobiety i dzieci z
                                      Prus. Ludzie ci nigdy już nie ujrzeli swoich bliskich, zostali uprowadzeni do
                                      straszne tatarskiej i tureckiej niewoli, a tam nadzy i bosi, zostali pojmani i
                                      publicznie sprzedani jak bydło. Postradało wówczas życie takze wielu
                                      szlachciców. Te straszne wydarzenia trwały zaledwie dwa do trzech tygodni.
                                      Jednakże katastroficzne skutki napadów Tatarów odczuwano wyraźnie jeszcze przez
                                      wiele dziesiatków lat."

                                      Wobec tej sytuacji dla Fryderyka Wilhelma, którego kraj cierpiał na brak
                                      ludności przyszła nadzieja, bo oto rozpoczęły sie w innych krajach, szczególnie
                                      we Francji prześladowania religijne i dzięki przyzwoleniu elektora przyjeźdzali
                                      masowo uchodźcy z Francji zasiedlając ten kraj Hohenzollerski.
                                      • rita100 Re:Miłość Fryderyka do Holandii 20.02.08, 20:40
                                        a była to bogata, kwitnąca kraina.

                                        Potem było małżeństwo elektora Fryderyka Wilhelma z Holenderką Luizą Orańską.
                                        Dzięki temu i miłości do Holandii na ziemie Pruskie ściągali imigranci.
                                        Holendrzy zakładali gospodarstwa zwane 'holendernami', sprowadzili bydło
                                        holenderskie, a sama małżonka elektora jako pierwsza posadziła w swoim pieknym
                                        ogrodzie gdzie potem zbudowano pałac Monbijou - ziemniaki, które wcześniej w
                                        Prusach nie były znane. Przybysze z Holandii ściągali do Prus i zakładali swoje
                                        kolonie.
                                        Znacznie więcej jednak napłynęło ludności francuskiej, którzy masowo opuszczali
                                        swoją ojczyznę przed prześladowaniami religijnymi. Byli to protestanci francuscy
                                        zwani hugenotami.(Także osiedlali się w Królewcu i Kłajpedzie.) Najważniejszym
                                        ośrodkiem hugenockim stał się Berlin. I oni to wciągu niewielu pokoleń
                                        przekształcili to wyludnione i zubożałe miasto w europejską metropolię.
                                        • rita100 Re:"Saure Jurken sind auch Kompott" 20.02.08, 21:04
                                          "Saure Jurken sind auch Kompott"
                                          "Kiszone ogórki to też kompot" - mówi stare berlińskie porzekadło, którego
                                          autorstwo przypisuje się sławnemu żydowskiemu oberżyscie, Frankowi. Jeśli jednak
                                          ktoś spodziewał się brzoskwiń albo truskawek, to nie wiele entuzjazmu wzbudzi w
                                          nim podany w zamian kiszony ogórek."

                                          A chodzi tu o gminy żydowskie z Wiednia i Dolnej Austrii, ktore w latach 1670/71
                                          postanowił cesarz Austrii wypędzić ze swojej stolicy, a "Wielki Elektor"
                                          Fryderyk Wilhelm postanowił sprowadzić do Berlina pięćdziesiąt rodzin
                                          najbogatszych Żydów. Zaczeły się pertraktacje..... i jak widzicie Prusy zasilą i
                                          Żydzi.
                                          • rita100 Re:Żydzi 'wiedeńczycy'. 20.02.08, 22:23
                                            Zaczęły się pertraktacje elektora z Żydami wiedeńskimi. Żydzi jak to Żydzi,
                                            przyjęli z szacunkiem tą propozycję ale....wypertraktowali sobie najlepsze
                                            warunki ich życia w Berlinie to znaczy mieli korzystać ze specjalnych uprawień
                                            korzystając ze specjalnej goscinności. Po podpisaniu odpowiedniego dokumentu
                                            gwarantującego Żydom profity przybyło najpierw 12 rodzin żydowskich, a potem
                                            stopniowo przybywało ich więcej, tak , ze liczba pięćdziesięciu rodzin znacznie
                                            została przekroczona.

                                            "Wiedeńczycy", jak ich nazywano w Berlinie, należeli do intelektualnej elity w
                                            Rzeszy Niemieckiej. Byli wykształceni, zamożni i znacznie przewyższali pod
                                            względem stylu życia berlinczyków
                                            • rita100 Re:I tak powstały publiczne ustępy. 20.02.08, 22:24
                                              I tak pomijając okazały pałac elektora Fryderyka Wilhelma, co było jedynym
                                              bogactwem i luksusem to w 1671 roku znajdowały sie w Berlinie wspaniały domy
                                              prywatne: pałac Danckelmanna i pałac Gerfflingerów, następnie pałac von
                                              Schombergów ( w XIX wieku była to siedziba następcy tronu). Ale ogólnie miasto
                                              było tak brudne, ze elektor Fryderyk Wilhelm musiał w 1680r rozkazać:
                                              "Jeśli ktoś wyrzuca śmieci na ulicę, trzeba by mu je z powrotem wrzucić do domu.
                                              Kto w nieprzystojny sposób zanieczyszcza ulice bedzie postawiony pod pręgierz,
                                              dzieci karać rózgą". I tak powstały publiczne ustępy.
                                              • rita100 Re:Nikt nie staje się Prusakiem 21.02.08, 21:08
                                                Ale kiedy przybyli zamożni Zydzi do Berlina w 1671 r, ta smętna mieścina
                                                zamieniła sie w wielkomiejskie życia. Pojawili się 'wiedeńczycy' czyli wielcy
                                                kupcy, uczeni, jubilerzy i bankierzy. Berlinczycy śledząc ich wyładowane wozy
                                                nie mogli wyjśc z podziwu. Takich rzeczy niw było nawet w zamku książęcym. Cuda
                                                to były w postaci żyrandoli, mebli, materiałów.
                                                'Wiedeńczycy' zamierającą gospodarkę tej mieściny zamieniali w rozkwitłą i pełna
                                                blasku przedsiębiorstwa.
                                                Sami berlinczycy uczestniczyli w tym rozkwicie jako robotnicy pomocnicy. Żydów
                                                przybywało coraz więcej z różnych stron świata i to bez zezwolenia, ale
                                                przybywali biedniejsi, ktorzy zaczeli robić konkurencję rodzimym bogatszym. W
                                                Berlinie ludnośc zaczęła protestować. Ale jak sie okazało, najbardziej
                                                protestowali i szukali poparcia u elektora ci najbogatci Żydzi.
                                                • rita100 Re:chyba że z konieczności........ 21.02.08, 21:11
                                                  Pierwszym domem berlińskiego Żyda był to wspaniały Pałac Ephraima jaki kazał
                                                  sobie zbudować w 1765r mincerz FryderykaII i zaliczał sie najpiekniejszej
                                                  budowli Berlina. (Na szczęscie pałac ten nie został zburzony ale tak rozebrany
                                                  by można go odbudować)
                                                  Nastepnym architektem był rodowity Holender Johann Arnold Nering (Długi Most -
                                                  Lange Brucke)
                                                  Holendrami byli też pierwsi założyciele fabryki fajansu, ale manufakturę
                                                  porcelany w Berlinie założył w 1760r pochodzący z Polski Jan Ernst Gotskowski,
                                                  która potem stała się królewską i istnieje do dziś jako państwowa fabryka
                                                  porcelany w Berlinie. Powstała też fabryka broni, stalownia itd. W każdym razie
                                                  "Wielki Elektor" Fryderyk Wilhelm pozostawił po sobie metropolię marchijską. A
                                                  wszytko to dzieki przyjeciu uchodźców z Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii,
                                                  Austrii, Czech i Polski.
                                                  • rita100 Re:a jeśli nim został, dziekuje Bogu! 21.02.08, 21:12
                                                    a jeśli nim został, dziekuje Bogu !
                                                    Dlatego wśród uchodźców, zarówno chrześcijan, jak i Zydów krążyło popularne
                                                    porzekadło:
                                                    "Nikt nie staje się Prusakiem,
                                                    chyba że z konieczności........
                                                    a następnym wierszem tego porzekadła brzmiała nastepująco:
                                                    "..... a jeśli nim został, dziekuje Bogu !".
                                                  • rita100 Re:Fryderyk III "Krzywy Fryc" 21.02.08, 22:40
                                                    "Wielki Elektor" Fryderyk Wilhelm miał ze swoją pierwszą małżonką Luizą Orańską
                                                    (Holandia) trzech synów. Przezył ojca tylko ten średni i najsłabszy Fryderyk,
                                                    którego natura potraktowało po macoszemu, dając mu słabowite ciało, skrzywiony
                                                    kręgosłup i próżność duchową. Dzięki jednak swojemu wychowawcy, ktorym był
                                                    Eberhard von Danckelmann, pochodzącym z Holandii mógł rządzić i został
                                                    Fryderykiem III, którego berlińczycy nazywali "krzywym Frycem" i bezlitośnie
                                                    wyszydzali:
                                                    "być głupim, to lepsze niż być garbatym, tego tak nie widać, i pomyśleć, ze
                                                    Frycek jest jedym i drugim".
                                                    A Eberhard von Danckelmann ściągnął do Berlina swoich sześciu braci i powierzył
                                                    im wszystkie stanowiska administracyjne. Jak mówili wtenczas berlinczycy :
                                                    "Siedmiokonny zaprzęg Danckelmanna" kierował przedsiębiorstwem rodzinnym -
                                                    Brandenburgią-Prusami - przez dziewięć lat do 1697r
                                                  • rita100 Re:"Siedmiokonny zaprzęg Danckelmanna" 21.02.08, 22:44
                                                    Więc widzicie, ze Brandenburgią zawładneli Holendrzy, zbiegli hugenoci z Francji
                                                    i oni to zostali twórcami pięknych ogrodów i pałaców. Zręczność Danckelmanna z
                                                    jaką potrafił kierować na rozsądne drogi prózność Fryderyka III była rozsądna.
                                                    Założył on też w Berlinie Akademie Sztuk Pięknych.
                                                    Fryderyk III pojął za żonę Sophie Charlotte, księżną a córkę pózniejszego
                                                    elektora Hanoweru, zbudowano pałac z ogrodami w Charlottenburgu na wzór wersalski.
                                                    Niestety Danckelmann popadł w niełaskę Fryderykowi w 1970 roku ponieważ pojawili
                                                    sie w Berlinie różni przybysze w poszukiwaniu szczęścia jak kuglarze, alchemicy,
                                                    tancerze, dziewczęta lekkich obyczajów i zabałamucili frywolnośc 'krzywego
                                                    Fryca'. Powstawały gospody, domy publiczne i zaczęto uganiać się za
                                                    przyjemnościami. Na dworze Fryderyka III pojawiła się córka szynkarza i
                                                    handlarza win Katarzyna Rickers z Emmerich, przepiękna dziewczyna. Fryderyk sie
                                                    w niej zakochał i wydał ją za koniuszego von Kolbe robiąc ich baronami. Byli to
                                                    teraz Kolbe von Wartenberg. Za radą Kolbego 'krzywy Fryc' wtrącił Danckelmanna
                                                    dozywotnio do cieżkiego więzienia i skonfiskował jego majątek. Odtąd o całej
                                                    polityce brandenburko-pruskiej decydowało jedynie małżeństwo Kolbe, które
                                                    plądrowało kraj. Ambicją Fryderyka III było zostanie królem. W zamian za zgodę,
                                                    całą armię brandenburko-pruską oddano na dziesięć lat Habsburgom.
                                                    (za pieniadze)
                                                  • rita100 Re:Berlin - Schloss-Charlottenburg - foto 21.02.08, 22:52
                                                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/c6/Berlin_-_Schloss-Charlottenburg.jpg/800px-Berlin_-_Schloss-Charlottenburg.jpg
                                                    Fryderyk III pojął za żonę Sophie Charlotte, księżną a córkę pózniejszego
                                                    elektora Hanoweru, zbudowano pałac z ogrodami w Charlottenburgu na wzór wersalski.

                                                    Ponieważ ten pałac musiał być zbudowany szybko, Fryderyk III zniósł szewskie
                                                    poniedziałki smile
                                                  • rita100 Re:Koronacja Fryderyka III 22.02.08, 21:00
                                                    Odbyło się to z niezwykłym przepychem 18 stycznia 1701 roku w Królewcu i
                                                    Fryderyk wręcz pławił się ze szczęścia. Z okazji koronacji Fryderyka III Kolbe
                                                    został mianowany marszałkiem Prus oraz kanclerzem założonego przez siebie
                                                    "Zakonu Czarnego Orła" z bajecznym wynagrodzeniem. Teraz dopiero apetyty
                                                    wzrosły, plądrowanie kraju nie miało granic. To co uczynili feldmarszałek
                                                    Wartensleben i marszałek dworu, hrabia Wittgenstein, którzy związali sie z
                                                    hrabiną Katarzyną Kolbe tego nawet Napoleon sto lat później nie uczynił.
                                                    Wartenberg, Wartensleben i Wittgenstein - to była ta 'potrójna udręka', jak lud
                                                    berliński z gorzką ironią nazywał trio rabusiów.
                                                    A sama Katarzyna Kolbe von Wantenberg nazbierała niezliczone ilości klejnotów,
                                                    diamentów, domów, obrazów, dywanów , dzięki temu cesarz w Wiedniu, Józef I
                                                    podniósł do rangi hrabstwa von Wartenberg bezpośrednio podległe do Rzeszy. W ten
                                                    sposób hrabiowie von Wartenberg stali się równi pozostałym panującym domom w
                                                    Rzeszy Niemieckiej i mieli już własny kraj do rządzenia.
                                                  • rita100 Re:Łatwiej policzyć muszle na plaży 22.02.08, 21:12
                                                    Takie wesołe ich życie w Berlinie nie mogło trwać wiecznie, przecie kasy,
                                                    arsenały i koszary były prawie puste. A tu jeszcze przez Marchię bez przeszkód
                                                    przechodziły liczne wojska uwikłane w Wojne Północną jak rosyjskie, polskie i
                                                    saksońskie.
                                                    Wobec takiej syutacji 'krzywy Fryc' stał się stary, chory i czuł zbliżającą sie
                                                    śmierć.
                                                    Niestety król Fryderyk III już nic nie mógł zrobić Kolbom, ani całemu trio,
                                                    ponieważ podlegali już oni Rzeszy, jedynie co mogli zrobić to opuscić Prusy.

                                                    Co do samej hrabiny Katarzyny von Kolbe von Wantenberg to pozostawiła po sobie
                                                    taki majątek, ze sama na łożu śmierci powiedziała "Łatwiej policzyć muszle na
                                                    plaży Scheveningen" ( i z których czerpie esce po dziś dziań paru bogatych ludzi
                                                    w Republice Federalnej)
                                                  • rita100 Re:Fryderyk I Hohenzollern 23.02.08, 22:07
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Fryderyk_I_Pruski
                                                    Szydercy mówili, że "jeżeli Fryderyk każdego dnia wstawał o godz. 3 nad ranem,
                                                    to dlatego, by móc się dłużej cieszyć przyjemnością bycia królem".
                                                  • rita100 Re:Podsumowanie okresu FryderykaI 23.02.08, 22:10
                                                    To widzicie jak Królestwo Pruskie we wczesnych latach XVIII wieku cierpiało nie
                                                    tylko z powodu korupcji 'potrójnej udręki', ale teraz doszły jeszcze epidemie
                                                    dżumy, które docierały z Polski. Największe straty ludności były w Prusach
                                                    Wschodnich. Zaraza zaoszczędziła Berlin. Nastąpił nagły rozwój miasta na skutek
                                                    nowej fali imigracji z Włoch, Szwajcarii, Czech i z Polski.
                                                    Armia pruska służąca jako mięso armatnie w interesie Habsburgów wykrwawiała
                                                    się. Zołnierzy tej armii rekrutowano przeważnie z zasiedziałej ludności
                                                    wiejskiej Marchii Brandenburskiej, Pomorza, Prus Wschodnich.
                                                    Służyli też cudzoziemcy z Irlandii, Szkoci, Holendrzy, Szwedzi jak i synowie
                                                    polskiej i litewskiej szlachty.
                                                    Synowie biednych chłopów i szlachty wiejskiej musieli płacić największy haracz
                                                    krwi, podczas gdy imigranci jak i obywatele miasta Berlina byli zwolnieni od
                                                    służby wojskowej.

                                                    Pytanie, czy siły zbrojne z 1713 roku były 'typowo pruskie' ?
                                                    Nie były, tak pod względem składu czy liczebności. W każdym razie armia ta nie
                                                    mogła zagrażać innych państwom.

                                                    "Okres panowania Fryderyka I nie przebiegał w sposób 'typowo pruski'. Nie
                                                    dokonano żadnych podbojów, otrzymano tylko parę spadków i zakupiono nowe tereny,
                                                    a panujący na dworze luksus i rozrzutność nie mówiły też o skromności i surowych
                                                    obyczajach."
                                                  • rita100 Re:Koronacja Fryderyka Wilhelma I 23.02.08, 22:34
                                                    Gdy "krzywy Fryc" ukrywał swojego garba pod długą peruką ukoronował się w 1701
                                                    roku na pierwszego króla w Prusach wydał z wielką pompą sześć milionów talarów.
                                                    Jego syn i następca, Fryderyk Wilhelm I koronował się w 1713 roku i wydał na nią
                                                    2547 talarów i 9 fenigów i oświadczył uroczyście, ze jest to jego ostatnia
                                                    rozrzutność, ktorą toleruje.
                                                    I tak na następny dzień zwolnił większą część dworu. Nie było już muzyki
                                                    dworskiej, zwolniono kapelę , wystawiono na licytację luksusowe konie, karoce
                                                    oraz wina zmagazynowane w piwnicach zamkowych. Nie mówiąc o dywanach, meblach
                                                    czy garderobe. Odtąd elegancka odzeż, perfumy i szminki były na dworze zakazane.
                                                    Takie były rygorystyczne posunięcia oszczędnościowe.
                                                    Setki rzemieślników utraciło swoją klientelę.
                                                    Przerwano budowę zamku królewskiego, a zwolnieni robotnicy umieścili na głównym
                                                    wejściu napis " Ten zamek łącznie ze stolicą Berlinem jest na sprzedaż". smile
                                                    Dobre !
                                                  • rita100 Re:"Król żołnierzy" 23.02.08, 22:55
                                                    Teraz Fryderyk Wilhelm rozpoczął natychmiast powiększać swoją armię. Zaczęła się
                                                    rekrutacja w Berlinie i okolicach. Wydawano ogromne sumy pieniędzy, by do armii
                                                    zaciągnąć mocnych i silnych zołnierzy. Fryderyk Wilhelm I upodobał sobie
                                                    'długich chłopaków' i 'olbrzymiów'. Zaangażował się nawet w to Car Rosji Piotr
                                                    I, ktory corocznie dostarczał w imię przyjąźni olbrzymów ze Syberii, Fin,
                                                    Kozaków. Ochotników też werbowano fałszywymi obietnicami. Podatnicy pruscy
                                                    musieli za wszystko płacić, przy czym straty pieniezne nie były jeszcze
                                                    najgorszą rzeczą. Król zezwolił swoim werbownikom na łamanie wszelkich praw.
                                                  • rita100 Re:Handel żywym towarem 23.02.08, 22:57
                                                    " W Prusach odbywało się formalne polowanie z nagonką na takich mocnych
                                                    chłopaków. Nikt nie uchodził uwadze szpiegowskim oczom i pięściom werbownikom
                                                    jeśli miał to nieszczęście, być bardzo wysokim. Chwytano go i przebierano za
                                                    żołnierza, albo się wykupić i w zamian dostarczyć innego olbrzyma. Żaden wysoki
                                                    student Prus nie chciał juz studiować w Berlinie, bojąc sie o własna osobę. A
                                                    gorliwie tropiący werbownicy zaczeli podróżować już po sąsiednich krajach... Na
                                                    skutek tego Fryderyk Wilhelm popadł z tego powodu w konflikt z sąsiadami bliski
                                                    wojnie. Kraje sąsiednie zaczęły wykorzystywać tą słabość króla Prus i
                                                    pertraktować dobre warunki za przysłanie królowi olbrzymów. Sama cesarzowa Anna
                                                    podesłała czterech skrzydłowych w zamian za jakiś tam układ. Taki sposób
                                                    okazania wdziecznośći przekształciła się w formalny handel żywym towarem.
                                                    Żaden nakaz rozumu, żadne przykazanie religijne nie mogły powstrzymać krola
                                                    przed tą pasją... Sądził, ze natura stworzyła wysokich ludzi wyłącznie dla niego".
                                                  • rita100 Re:Król 'olbrzymów' 24.02.08, 22:39
                                                    Nawiasem mówiąc 'olbrzymi' z pułku gwardyjskiego jeśli poddali sie losowi mieli
                                                    dobrze, nie uciekali, mieli podwójny żołd i o wiele lepiej niż inni żołnierze.
                                                    Król chętnie pozwalał się żenić i dawał im nawet żony silne i wysokie,
                                                    obdarowywał ich ziemią i domami by tylko rodziły sie olbrzymie dzieci, bywał
                                                    nawet ojcem chrzestnym potomstwa 'olbrzymów', a cały Poczdam zaludniał się
                                                    'długimi chłopakami', a miasto Poczdam stał się dziełem Fryderyka Wielkiego,
                                                    przekształcił się w siedzibę garnizonu 'olbrzymów'. Stąd i miasto nie było
                                                    typowo pruskie, zasiedlali je cudzoziemcy. Była to kosztowna zabawa z tymi
                                                    'olbrzymami'.
                                                    Przez dwadzieścia lat Fryderyk Wilhelm I zachowywał pokoj, powiększył armię
                                                    pruską, a licząca prawie 3000 żołnierzy gwardia złożona z 'olbrzymów' stanowiła
                                                    trzon sił zbrojnych. Ponadto armia pruska za czasów 'króla żołnierzy' zdobyła
                                                    sobie wielka sławę bardzo zdyscyplinowanej armii całej Europy. Mówiono nawet, ze
                                                    potrafo szybciej maszerować, ładować broń i strzelać trafiając do każdego celu.
                                                    Sąsiedzi Prus patrzyli na tą potężną machinę wojenną z niepokojem.
                                                  • rita100 Re:Rozwój gospodarki 25.02.08, 20:23
                                                    Aby zaspokoić armię pruską trzeba było rozwijać gospodarkę. Król dał zielone
                                                    światło dla licznych manufaktur. Sprowadzał do Prus coraz to nowe gałęzie
                                                    przemysłu. Zasiedlił ludnością kolonialną Prusy Wschodnie, której ludność
                                                    wymarła przez zarazę. Schronienie tu znalazła ludność protestancka, dostarczono
                                                    im pieniędzy i innego wsparcia.
                                                    Dzięki napływowi zagranicznych sił robotniczych przemysł pruski nabierał
                                                    rozmachu. Coraz bardziej brakowało rąk do pracy. Większość oficerów pruskich
                                                    pochodziła ze szlachty, z rodzin junkierskich, nic więc dziwnego, ze traktowali
                                                    żołnierzy jak dziedzicznych poddanych i również musieli pracować.
                                                    Szwajcar Ulrich Braker, schwytany i przywieziony do Berlina przez werbowników
                                                    pruskich, pisze w swoich wspomnieniach, ze żołnierze wykonywali w mieście różne
                                                    prace, wszędzie tam gdzie mógł sobie coś dorobić. Widziałem jak setki zołnierzy
                                                    zajmowały sie załadunkiem i wyładunkiem towarów, w koszarach trudniono sie
                                                    róznym rzemiosłem. Żony ich zajmowały się kramarstwem, inni prowadzili
                                                    'garkuchenie'. Szefowie kampanii za zatrudnienie żołmierzy w fabrykach dostawali
                                                    prowizję. A kto nie chciał pracować w warunkach niewolniczych uchodził za
                                                    dezertera, ponieważ żołmierze podlegali sądowi wojskowemu. Wszyscy byli
                                                    przymuszani do pracy w manufakturach. Czas pracy w manufakturach wynosił 14
                                                    godzin, a potem ćwiczenia wojskowe jeszcze.
                                                  • rita100 Re:"Z drogi, król jedzie !" 25.02.08, 21:37
                                                    I wtenczas Fryderyk Wilhelm I zlikwidował wolne poniedziałki, doszło na jednej
                                                    budowie do strajku czeladników, wtenczas to król nakazał powiesić przywódce, a
                                                    że przywódca uciekł powieszono pierwszego lepszego. Kary za nie pracę były
                                                    drakońskie. W Berlinie i Poczdamie, kiedy ludność widziała, ze zbliża sie król
                                                    krzyczeli - "Z drogi, król jedzie !". Szczególnie krzyczeli szewczykowie, a
                                                    ludzie uciekali, ulice pustoszały. Bo jesli król schwytał jakiegoś nie
                                                    pracującego nieszczęśnika to grzmocił go batem i to mocniej przy słowach:
                                                    "Nie macie się mnie bać, tylko kochać !"

                                                    Ale jego poddani go nie kochali i czym usilniej nakłaniał tym bardziej
                                                    szczególnie berlinczycy go nie kochali.
                                                    Protesty przeciw werbowaniu żołnierzy zmusiły 'krola żołnierzy' do spasowania,
                                                    ponieważ ludność zaczeła samowolnie wyrzynać 'werbowników'.
                                                  • rita100 Re:"Tak szybko Prusacy nie strzelają" 26.02.08, 20:51
                                                    Legendą jest niestety to, ze Fryderyk Wilhelm ujarzmił junkierstwo. Za pewnie
                                                    tego chciał, ale jego władza tak daleko nie sięgała. Junkrzy z Marchii
                                                    najbardziej przeciwstawiali się królowi i protestowali daninom jakie żądał król.
                                                    Fryderyk Wilhelm grzmiał na 'nieposłuszne pospólstwo' wśród których określił
                                                    jako 'najgorszych':
                                                    von Schulenbergów, von Alvenslebenów i von Bismarcków.
                                                    Prawdziwymi panami miast stali się szefowie garnizonów i oni mogli zachowywać
                                                    się bezkarnie. Jeśli tylko z kogoś byli niezadowoleni obrzucano obelgami i bito;
                                                    żaden uczony nie był bezpieczny przed ich ordynarnymi żartami i prześladowaniem.
                                                    Armia , króla żołnierzy' zżerała dochody państwowe, i nie była typowo 'pruska',
                                                    wielu żołnierzy, szczególnie 'dłudzy chłopcy' byli cudzoziemcami. Armia była
                                                    skorumpowana do szpiku kości, a większość żołnierzy harowała w majątkach
                                                    ziemskich, albo jako niewolnicy w manufakturach. Nie była prowadzona żadna
                                                    poważna polityka, a i inne mocarstwa zauważyły, ze z armią pruską nie ma co sie
                                                    poważnie liczyć.
                                                    Wówczas to zrodziło się następne powiedzenie o 'pruskim wietrze', co zamieniło
                                                    się w porzekadło: "Tak szybko Prusacy nie strzelają" ("So schnell schiessen die
                                                    Preussen nicht" - tak szybko to nie idzie).
                                                  • rita100 Re:Fryderyk Wielki - 'Stary Fryc' 26.02.08, 22:58
                                                    Na tronie zasiadł w 1740 po śmierci ojca, wychowany na 'francuskiego lekkoducha'
                                                    Fryderyk Wielki... Fryderyk II, stał się szermierzem nowych , lepszych czasów,
                                                    nie tylko dla Prus, lecz dla całych Niemiec, których był największym synem - jak
                                                    pisze Person. Fryderyk wybierał sobie najchetniej Francuzów za przyjaciół jako
                                                    doradców i ministrów.
                                                    On to jako król napadł w grudniu 1740 roku na kwitnącą prowincję austrijacką
                                                    Śląsk i przez to umożliwił aneksje Alzacji Francuzom, rywalizując z Habsburgiem
                                                    o hegemonię w Europie.
                                                    Kraj i ludzie byli własnością jednowładcy, a kraj król określał jako 'moja
                                                    własność'. Przymus i ucisk w której żyli poddani sprawiła, ze kraje pruskie
                                                    stały się postrachem. Cudzoziemiec unikał pobytu, a nawet nie chciał przejeźdzać
                                                    przez nie. Syn szewca, Johann Joachim Winckelmann uczony swoich czasów, uciekł z
                                                    Prus do Włoch. Powiedział on później: "Lepiej być obrzezanym Turkiem niż
                                                    Prusakiem, przechodzi mnie dreszcz od stóp do głowy, kiedy myśle o pruskim
                                                    despotyzmie i o kacie narodów (Fryderyka II).
                                                    Fryderyk II jako "Stary Fryc" doprowadził do tego, ze jego kraj był najbardziej
                                                    niewolniczym w owym czasie krajem Europy. Przeważająca część pruskich poddanych
                                                    epoki fryderycjańskiej żyła nie wiele lepiej niż murzyni na plantacjach.
                                                  • rita100 Re:Chłopi jako inwentarz. 27.02.08, 21:33
                                                    Chłopi pruscy byli przypisani do ziemi. Jako żywy inwentarz należeli do majątku.
                                                    Można było z nimi wszystko zrobić, nawet wygrać lub przegrać w karty.
                                                    Podlegali władzy policyjnej, sądowniczej i swoich panów. Byli po większej częsci
                                                    analfabetami, a na skutek ubóstwa, głodu i nędzy byli tym co się zowie
                                                    'zdeprawowanym motłochem'.
                                                    Zaczęły się tworzyć grupy arystokracyjne. Pierwsi byli Francuzi, którzy w tym
                                                    pruskim tyglu zmieniali nazwiska na niemieckobrzmiące. Drugą grupą niepruską
                                                    byli Żydzi, nauczyli się mówić czystą niemczyzną, przy czym bogaci się opłacali,
                                                    a biedni musieli opuszczać teren. Dużo Żydów przeszło w tym czasie na
                                                    chrześcijaństwo. Trzecią grupą były kolonie czeskie jako grupa uprzywilejowana.
                                                    Wszyscy się zintegrowali. Po wojnie siedmioletniej i innych wojnach
                                                    napastniczych, które przyniosły wielkie straty Fryderyk II znów zasiedlał swoje
                                                    posiadłosci i nie pytał o narodowości ani o wyznanie.
                                                    W 1740 roku zlikwidowano tortury, ale w rzeczywistości mógł je zastosować sędzia
                                                    śledczy.
                                                  • rita100 Re:Kara łamania kołem 27.02.08, 22:57
                                                    Dopiero w 1811 roku zniesiono w Królestwie Pruskim karę łamania kołem. Polegała
                                                    ona na tym, 'że miażdzono lub łamano przestępcy cięzkim kołem najpierw golenie i
                                                    przedramiona, potem uda i ramiona, a następnie kładziono go, jeszcze żywego, na
                                                    koło, i koło to wbijano na pal, tak, że nieszczęśnicy żyli jeszcze niekiedy
                                                    wiele dni'.
                                                  • rita100 Re:Proces młynarza Arnolda 28.02.08, 20:19
                                                    Był to proces, który ciągnął się dziewięć lat. Arnold posiadał młyn wodny i nie
                                                    zapłacił dzierżawy właścicielowi majątku, hrabiemu Schmettau, motywując to tym,
                                                    ze hrabia zakładając staw z karpiami powyżej młyna, pozbawił go wody. Wyższy sąd
                                                    prowincjonalny po dokładnym rozpoznaniu sprawy odrzucił zarzut jako nie uzasadniony.
                                                    Młynarz Arnold w tym wypadku zwrócił się ze skargą do króla i Fryderyk jako, ze
                                                    prawo musi być równe tak dla bogatych i biednych rozkazał jednemu swojemu
                                                    zaufanemu oficerowi zbadać sprawę. Oficer przyznał rację młynarzowi choć
                                                    dookoptowany do sprawy rzeczoznawca potwierdził wyrok sądu. Doszło do nowej
                                                    rozprawy przed Sądem Apelacyjnym w Kostrzynie i on po rozpoznaniu sprawy
                                                    młynarza uznali, ze skarga Arnolda nie ma żadnych podstaw. Król nie wytrzymał.
                                                    Osobiście przekazał sprawę młynarza Sądowi Kameralnemu w Berlinie do ponownego
                                                    rozpatrzenia. Ci zauważyli, ze król zagolopował się i sądząc, że młynarzowi
                                                    dzieje się krzywda i odrzucili wniosek o rewizję wyroku.
                                                    Co król na to ?
                                                    Ano król strasznie się rozłoscił z tej decyzji i zwymyślał radców nazywając ich
                                                    'największych łobuzów na świecie', a sam wyrok 'krętactwem' i podejrzewając ich
                                                    o korupcję zapytał, ile zapłacił sędziom landrat von Gersdorff, który za
                                                    pozwoleniem hrabiego Schmettau kazał założyć kwestionowany staw z rybami.
                                                    i słuchajcie do dalej się dzieje smile
                                                  • rita100 Re:Proces młynarza Arnolda 29.02.08, 21:07
                                                    Natychmiast uwieziono odpowiedzialnych za decyzję Sądu Kameralnego. Król zniósł
                                                    wyrok Sądu Kameralnego. Młynarz Arnold mógł powrócić do swego młyna. Na rozkaz
                                                    króla zniszczono staw z karpiami należący do landranta von Gersdorffa; a on sam
                                                    i jego przełożony, prezydent trybunału Nowej Marchii, hrabia Finck von
                                                    Finckenstein, utracili swoje urzędy bez możliwosci obrony.
                                                    Na tym jednak nie koniec. Król chciał, aby zwykłe sądownictwo osądziło i surowo
                                                    ukarało także sędziów berlińskiego Sądu Kameralnego. Ażeby nie zaszła żadna
                                                    pomyłka, ustalił z góry kary. I w piśmie do sędziów napisał król:
                                                    "A więc wzywam was, zebyście natychmiast tych trzech ludzi z Sądu Kameralnego
                                                    osądzili ostro i zgodnie z ustawą skazali na pozbawienie urzędu oraz areszt w
                                                    twierdzy. Powiadam wam przy tym, że jeśli się to nie stanie z całą surowością,
                                                    to wy i całe kolegium kryminalne bedziecie mieli ze mną do czynienia".
                                                    A król był znany ze swej 'łaskawości'

                                                    I co dalej, bo sprawa jeszcze się nie zakończyła, bo oto....
                                                  • rita100 Re:Proces młynarza Arnolda 01.03.08, 21:30
                                                    W sprawie młynarza Arnolda senat Sądu Kameralnego i urzędnicy całych Prus
                                                    stawili zdecydowany opór królowi i wbrew wszystkim rozkazom i groźbom króla.
                                                    Sędziowie poczuli się obrażeni i zrozumieli, ze orzecznictwo sądowe zamieniło
                                                    się w farsę, a sądownictwo pruskie stało się marionetką w reku króla i
                                                    przedmiotem drwin całej Europy. Tak więc radcy Sądu Kameralnego nie chcieli
                                                    przeprowadzić procesu dyscyplinarnego, nie chcieli ukarać kolegów, za coś co
                                                    sami po zbadaniu sprawy najdokładniej uznali za słuszne. Także minister
                                                    sprawiedliwości, baron Karl Abraham von Zedlitz z Landeshut na Śląsku,
                                                    oświadczył krolowi, ze nie widzi możliwości 'wydania wyroku przeciwko urzędnikom
                                                    sądowym, aresztowanym w związku ze sprawą młynarza Arnolda'.
                                                    Wówczas król sam musiał nagiąc prawo. Zarządził, ze 'winni' mają wpłacić
                                                    'odszkodowanie' młynarzowi (który juz tymczasem zmarł) i kazał radców Sądu
                                                    Kameralnego wtrącić na rok do twierdzy w Spandau.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Wyjaśnienie sprawy Arnolda 02.03.08, 19:45
                                                    Nie ma wątpliwości, ze król od samego początku do końca sprawy postępował
                                                    niesłusznie. Twierdzenie młynarza, ze jego młyn staną dlatego, iż założono tam
                                                    staw z karpiami, okazało się zupełnie nieprawdziwe. Miedzy tym stawem a młynem
                                                    Arnolda znajdował się bowiem tartak, który w owym czasie nie cierpiał na brak wody.

                                                    Tak więc ingerencja króla w sprawę Arnolda była bezprawnym aktem sadownictwa
                                                    rządowego.
                                                    Ale o co w tym wszystkim chodziło ? - pytacie
                                                    O to, że rozpowszechnił się pogląd w całej Europie, ze król pruski w
                                                    przeciwieństwie do innych panujących w innych krajach tyranów, jest naprawdę
                                                    sprawiedliwy, że broni słabych przed potężnymi, że ostro karze urzędników, jeśli
                                                    się tylko dzieje krzywda poddanemu, choćby to był tylko biedny młynarz.

                                                    Sprawa młynarza Arnolda była w owych czasach najsłynniejszą sprawą Europy.
                                                  • rita100 Re:'Fryderyk Jedyny'jak go zwali, czy 'Stary Fryc' 03.03.08, 21:04
                                                    A więc w samym królestwie, ludzie mieli mało powodów by kochać Fryderyka, żaden
                                                    bowiem władca przed i po nim tak nie znęcał się nad krajem jak właśnie "Fryderyk
                                                    Jedyny" jak go zwali czy 'Stary Fryc'.
                                                    Prowadził trzy wojny napastnicze, które przyniosły bardzo wątpliwe korzyści.
                                                    Prowadzono je, poświęcając życie i zdrowie setek tysięcy ludzi.
                                                    Pod koniec wojny siedmioletniej, gdy juz wyczerpano wszystkie rezerwy ludzi,
                                                    rekrutowano przymusowo także dziadków i wyrostków. Żołnierze musieli atakować
                                                    pozycje nieprzyjaciela zawsze zwartym szyku, stanowiąc nieomylny cel dla ognia
                                                    wroga. W swoich bardzo obcisłych mundurach mogli się poruszać tylko wolno,
                                                    musieli równym krokiem maszerować do bitwy, nadzorowani i popędzani kijami przez
                                                    kaprali i sierżantów, mając za sobą konnych podchorążych i oficerów z gotowymi
                                                    do strzału pistoletami. Inaczej zbiegliby, jak to miało miejsce w ziemie
                                                    1744/1745 podczas odwrotu z Czech, kiedy to w ciągu paru dni zdezertowało 15000
                                                    żołnierzy.

                                                    Wiele dziesiątek tysiecy inwalidów z tych czterech wojen, nawet jeśli było
                                                    Prusakami, tylko w wyjątkowej sytuacji mogło liczyć na wsparcie. Większość kalek
                                                    odesłały władze wojskowe do rodzinnych gmin, wręczając im - jako zapłatę za
                                                    dobre sprawowanie - zezwolenie na uprawianie żebractwa. !o
                                                  • rita100 Re:Nędza w kraju była ogromna 04.03.08, 22:39
                                                    Fryderyk II - prowadził wojny i przekształcił swoje przedsiębiorstwo rodzinne
                                                    Brandenburgię-Prusy w państwo europejskiej rangi. Jego armia podbiła Ślask,
                                                    zagarnęła ziemie polskie podczas pierwszego rozbioru w 1772r. Wielkie mocarstwo,
                                                    ale mocarstwo wykrwawione, zubożałe i o wiele słabsze niż się pozornie wydawało.
                                                    Nędza w kraju była ogromna, a najgorzej działo się właśnie na Śląsku, który,
                                                    zanim Fryderyk go zagarnął, był najbogatszą prowincją Habsburgów.

                                                    Urywki pracy Lujo Brentano "Die feudale Grundlage der schlesischen
                                                    Leineningustrie" - dla ścisłości podaje.

                                                    "Bardzo Slonskowi zaszkodziła polityka pruska, a przede wszystkim tkaczom.
                                                    Wprawdzie już w okresie przedfryderycjańskim tkacze slonscy byli zmuszeni
                                                    harować jak niewolnicy na swoich panów, których byli dziedzicznymi poddanymi,
                                                    później jednak zostali uwolnieni od tego jarzma dzięki reformom Józefa II, na
                                                    terenach pozostałych przy Austrii. Dla nowych poddanych 'oświeconego' króla Prus
                                                    niewolnictwo trwało jednak nadal, a nawet się powiększało."
                                                  • rita100 Re:Nędza w kraju była ogromna 05.03.08, 21:13
                                                    Polityka pruska bardzo zaszkodziła na podbitym Slonsku przez Starego Fryca i to
                                                    własnie najbardziej tkaczom. Byli skazani na dożywotnią harówkę przy pomocy
                                                    przestarzałych wrzecion recznych, a wkrótce także na śmierć głodową, ponieważ
                                                    lniarstwo czeskie i irlandzkie szybko wyprzedziło tkactwo slonskie.
                                                    Lujo Brentanto pisze:
                                                    "Często byli bliscy śmierci glodowej i utrzymywali się przy życiu tylko w ten
                                                    sposób, ze ściągali padłe zwierzęta i jedli je, albo też zamiast chleba jedli
                                                    pieczywo z mchu... Nie było zadnego bodźca dfo pracy poza przymusem, głodem i
                                                    barbarzyńskimi karami... Jednakże ani ciężkie roboty, ani kij, ani pręgierz czy
                                                    więzienie nie mogły poprawić złej jakości tkanin śląskich."
                                                    Na dodatek krol kazał zakwaterować w domach 'opiekunów policyjnych', czyli
                                                    zandarmów konnych i to też nie pomogło tkaczom ślonskim.
                                                    W tym wypadku król postanowił powierzyć ekspertom francuskim cały zarząd
                                                    finansami w Prusach. Fachowcy od ściągania podatków załozyli "Rege" czyli
                                                    zarząd. Ci wymyślili podatki od spożycia i danin. Król zaś zachęcał do
                                                    intensywnego zbierania podatków słowami:
                                                    "Bierzcie tylko od tych, którzy mogą płacić; daruję ich wam"
                                                    Słowa zamieniły się w czyny. Francuscy 'markizy-rozbójnicy' pojeli apel krola i
                                                    dawj... wyciskali ludzi do ostatka. Rozrosła się administracja. Dwustu do
                                                    trzystu 'zarządców' francuskich przystąpiło do plądrowania Prus i opodatkowania.
                                                    Wszystko co potrzebne do życia i śmierci zostało opodatkowane .
                                                    Momentalnie najbardziej lubiana kawa stała się niesłychanie droga. I tu się
                                                    troche zatrzymamy.
                                                  • rita100 Re:Nędza w kraju była ogromna 05.03.08, 21:14
                                                    Czym więcej żądał monopol tym więcej kwitł czarny handel surową kawą. W celu
                                                    jego zwalczania zarząd monopolu zatrudniał całą armię celników i szpicli. Zwano
                                                    ich 'wąchacze kawy', bo chodzili i próbowali po zapachu wykryć potajemne palenie
                                                    kawy, a kary były drakońskie.
                                                    W ten sposób król wzniecił nienawiść do obcych, a przede wszystkim do Francuzów.
                                                    Matka filozofa Artura Schopenhauera też przeżyła szykany celników francuskich i
                                                    opisała jak to celnicy się przed niczym nie cofali podczas rewizji. Wtenczas
                                                    weszły w modę szerokie suknie kobiece, składające się oczywiście z wielu
                                                    kieszeni po stronie wewnętrznej sukni. Wtenczas też wyrosło przekonanie, ze
                                                    najkulturalniejszym językiem jest francuski. Nawet w Pruskiej Akademi
                                                    najchętniej widziani byli Francuzi. Nikt wtenczas nie zwaracał uwagi na filozofa
                                                    Kanta czy na "Cierpienia młodego Wertera". Tak muzyka ja Mozarta, Haydna czy
                                                    Glucka była dla krola okropieństwem. I Bach musiał się przenieść do Hamburga, bo
                                                    go król nazwał cymbalista.
                                                    Tylko Antoine Pesne, ktory już za czasów Fryderyka Wilhelma I był dworskim
                                                    malarzem, miał szczęście być Francuzem i przynajmniej zostać dyrektorem Akademii
                                                    Berlińskiej.
                                                    I gdzież tu szukać 'ducha pruskiego' kiedy 'maniery francuskie' zaczęły rządzić.
                                                    Wśród innych monopoli, rozkwitały publiczne, uprzywilijowane burdele, które z
                                                    mocy prawa też miały coś zaspakajać. Życie kwitło tej warstwy uprzywilejowanej w
                                                    winiarniach, hulankach, grach i innych uciech.

                                                    "Chmara obcych, ktorzy zbiegali się tu ze wszystkich stron świata, przyczyniały
                                                    się do zatarcia pozostałych jeszcze resztek szlachetnych cech charakteru dawnych
                                                    berlinczyków. Przez małżeństwa powstawała mieszanina nadto pstra i lekkomyślna".
                                                  • rita100 Re:Śmierć "Starego Fryca" 1786r 06.03.08, 21:17
                                                    Reasumując zatem, nie było nic dziwnego, ze raczej nie opłakiwano śmierci
                                                    "Starego Fryca" w stolicy Prus.
                                                    "Wydaje się, ze żal jest tu bardzo mały" - zauważył Rumancow w sierpniu 1786
                                                    roku, w parę dni po śmierci Fryderyka II, owego króla, którego potomni uważali
                                                    wprost za ucielestnienie prusactwa, a który przecież myślał i działał zupełnie
                                                    inaczej niż jego Prusacy, którzy po jego śmierci odetchnęli z ulgą, a których on
                                                    ze swej strony darzył tylko pogardą."
                                                    W miarę dystansu czasowego wizerunek króla przekształcił się, o paradoksie, w
                                                    pruski ideał.

                                                    "Stary Fryc" zmarł bezdzietnie w 1786 roku. Pozostawił swojemu bratankowi i
                                                    następcy tronu Fryderykowi Wilhelmowi II poważnie powiększone królestwo. Było w
                                                    całych Prusach ogromna ilośc manufaktur, kopalni, stoczni i innych zakładów
                                                    przemyslowych. Prusy dysponowały olbrzymią armią.

                                                    Po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 roku wcielono do królestwa jako "Prusy
                                                    Zachodnie" Warmię, województwo pomorskie, malborskie i chełmskie, a także część
                                                    Kujaw i rekrutów nie werbowano już cudzoziemców. Większość żołnierzy pochodziła
                                                    teraz z poddanej ludności Połabia. Ich językiem ojczystym był przeważnie polski,
                                                    litewski kaszubski lub mazurski; prawie nie znali niemieckiego i niemal wszyscy
                                                    bez wyjątku byli analfabetami.
                                                  • rita100 Re:Fryderyk Wilhelm II, król armat 07.03.08, 21:53
                                                    A zatem po śmierci "Starego Fryca" wszystko pozostało po staremu - poza tym, ze
                                                    zwolniono francuskich urzędników i odesłano do domów. Ale ulgi im to nie
                                                    przyniosło, podatki dalej trzeba było płacić. Tylko zmiana ekipy nastąpiła. Nowy
                                                    krol Fryderyk Wilhelm II, ktorego lud nazywał "Wilhelmem Grubym", czasem
                                                    dodając: "król z kraju armat", był mało ważnym władcą. Zajmował sie swoimi
                                                    metresami niż polityką.
                                                    Ciekawostką jest to, ze jego pierwszą metresą była Wilhelmina Enke, córka
                                                    trębacza. Wilhelmina urodziła mu pięcioro dzieci, które zostały mianowane
                                                    hrabiami i hrabinami. Chociaż wkrótce wyparła ją inna dama dworu Wilhelmina
                                                    zachowała sympatię krola i została mianowana jako hrabina von Lichtenau. Inna
                                                    dama dworu Julia von Voss została mianowana na hrabinę Julia von Ingenhein i też
                                                    urodziła mu syna. Po jej śmierci król pojął za żonę hrabinę Sophie von Donhoff,
                                                    potem się z nią rozszedł. Syn jej otrzymał nazwisko hrabia Wilhelm von
                                                    Brandenburg i pewnie jeszcze do tego nazwiska nawiążemy.
                                                  • rita100 Re:Wkracza Rewolucja Francuska 1789r 09.03.08, 20:53
                                                    Już w 1764 roku Prusy dały się wodzić za nos Rosji i to bardzo grzecznie, bez
                                                    żadnych oporów, ponieważ już 'Stary Fryc" zrozumiał, ze dla istnienia pruskiego
                                                    systemu ucisku i wyzysku dla rozwoju posiadłości Henzollerów (Prus) konieczne
                                                    było poparcie Rosji. Rosja to kierowała siłami pruskimi aby zapędzić w swoje
                                                    sieci polską i turecką dzicz - jak pisze Franz Mehring.
                                                    I za rządów Fryderyka Wilhelma II wieki sąsiad na Wschodzie dyktował politykę
                                                    zagraniczną Prus.
                                                    "Z diabelską zręcznością - pisał dalej Mehring - w interesie swoich polskich
                                                    wojen zbójeckich caryca Katarzyna namówiła króla do awanturniczej wojny z
                                                    Rewolucją Francuską", która wybuchła w Paryżu 1789 roku i wstrząsnęła
                                                    podwalinami feudalnej Europy."
                                                    Gdy jesienią 1789, w parę tygodni po wybuchu Rewolucji Francuskiej, w gazetach
                                                    berlińskich zaczeły się mnożyć głosy radosne wychwalając wojnę domową dzielnych
                                                    Franków i wtedy to.... wkroczyła cenzura, a gazety berlińskie uchodziły za
                                                    najbardziej nudne na świecie.
                                                    Za Fryderyka Wilhelma II cenzura prasy została jeszcze bardziej zaostrzona.
                                                    Został wydany "Edykt ku ochronie najświętszej religii"
                                                  • rita100 Re:Burę dostał nawet Emanuel Kant. 16.03.08, 13:11
                                                    "Ostrą burę dostał także filozof Emanuel Kant w 1794 roku nawet w odległym
                                                    Królewcu. Konni pocztylioni zużyli osiemdziesiąt sześć godzin aby mu dostarczyć
                                                    pismo z Berlina. Kant musiał przyrzec, ze wstrzyma się od wszystkich rozważań
                                                    religijnych , bo jak się wstrzyma to w imieniu króla bedą nieprzyjemne
                                                    zarządzenia smile
                                                    Chcąc utrzymać stary porządek przed rewolucyjnymi ideami nie wiedzieli tajniacy,
                                                    ze Kant w Królewcu już dawno owocnie przeprowadził rewolucję w filozofii. Już w
                                                    1781 roku czyli osiem lat przed atakiem na Bastylię napisał Kant "Krytykę
                                                    czystego rozumu" i dowiódł, ze jest rewolucjonistą, a nawet wprost burzycielem
                                                    starych sił.

                                                    To tak, tytułem wstępu o Kancie. Jeszcze do niego wrócimy.
                                                  • rita100 Re:Wkroczy przez Bramę Brandenburską 23.03.08, 21:54
                                                    Nikt, ani w Berlinie, ani w Prusach Wschodnich nie wiedział co to są rewolucje,
                                                    co to przewrót i dlatego wojska pruskie nie rozumiały celu walki, jedynie pod
                                                    presją carycy Katarzyny w 1972 roku Prusy włączyły się w walkę. Oczywiście
                                                    właściciele fabryk i wielcy kupcy cieszyli się z wysokiej koniunktury, którą
                                                    wywołała wojna. "Berlinianki płakały nad kochankami czy mężami, którzy
                                                    pociagnęli w pole. Wszyscy byli przekonani, ze armia wróci już wkrótce zwycięsko
                                                    do domu i wkroczy przez Bramę Brandenburską, oddaną do użytku w ubiegłum roku.
                                                    Nawiasem mówiąc, temu dziełu Ślązaka, Karla Gottharda Langhansa, brakowało
                                                    jeszcze - do r 1795 - owego poczwórnego zaprzęgu z brązu z boginią zwycięstwa,
                                                    wznosząca w niebo herb Prus. Pracował jeszcze nad tym Gottfried Schadow,
                                                    niepokojąc się, ze może nie ukończyć swojego dzieła na czas uroczystego wejścia
                                                    zwycięskich wojsk pruskich."
                                                  • rita100 Re:Brama Brandenburska 23.03.08, 22:09
                                                    Brama Brandenburska
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Brama_Brandenburska
                                                    Budowana po wojnie siedmioletniej, w czasach umacniania Prus (kiedy w Polsce
                                                    trwał Sejm Czteroletni), w roku rewolucji francuskiej została wzbogacona
                                                    kwadrygą, którą powoziła naga wówczas Wiktoria, bogini zwycięstwa uwieńczona
                                                    dębowymi liśćmi. Na biało pomalowana budowla nazwana została wtedy Bramą Pokoju
                                                    i nikt na nią nie zwracał specjalnej uwagi. Znaczenie nadał jej dopiero Napoleon
                                                    Bonaparte, wywożąc kwadrygę do Paryża.
                                                    www.berlimix.net/zabytki/inne/bramabrandenburska.php
                                                  • rita100 Re:Planowany spacer do Paryża 24.03.08, 19:59
                                                    "Wprawdzie w Berlinie i w całych Prusach szybko rozniosło się, że 'planowany
                                                    spacer do Paryża', przekształcił się w uciążliwą kampanię, ze żołnierze utknęli
                                                    w błotach Szampanii, że są sparaliżowani przez epidemie dyzenterii. Nie wierzono
                                                    też w pogłoski jakoby żołnierze pruscy sympatyzowali z Francuzami, którzy
                                                    uwolnili się od przymusu i pańszczyzny.
                                                    Ale myśli pruskich żołnierzy nie grają roli; zawsze maszerowali przeciw wrogowi,
                                                    bardziej obawiając się swoich przełożonych niż kul nieprzyjacielskich.
                                                    Korpus francuski zdobywał twierdze, zajął też twierdzę w Moguncji. Wszystkie
                                                    dwory książęce Niemiec zachodnich ogarnęło przerażenie. Wszędzie chowano
                                                    pośpiesznie skarby w bezpieczne miejsca i lękano sie przed zalewem całych
                                                    Niemiec przez francuską armię rewolucyjną.
                                                    Ale ludnośc podbitej Moguncji witała tą francuską armię z entuzjazmem jako
                                                    wyzwolicielkę. Wojsko francuskie zniosło poddaństwo, przywileje szlachty,
                                                    ciężary lenne, dziesięcinę, a przede wszystkim prawo panów do polowań.
                                                    Wojna przeciwko Francuzom przybrała obrót rozczarowujący Prusy i ich
                                                    sojuszników. Po poczatkowych sukcesach musieli sie oni pod koniec 1793 r wycofać.
                                                    I co się dalej dzieje ? - pytacie
                                                  • rita100 Re:Brutalny handel 25.03.08, 20:48
                                                    Ano, król Fryderyk Wilhelm II wrócił sam do Berlina, a żołmierzy i część armii
                                                    pruskiej wynajął Brytyjczykom i Holendrom do wykorzystania. I ten brutalny
                                                    handel przyniósł mu wiele zysku. Była to transakcja.
                                                    "Na mocy tej umowy, wynajął król swoich poddanych za gotówkę obcym państwom.
                                                    Odtąd hańba sprzedaży żołnierzy ciążyła na Prusach. Bezwstydu takiego handlu nie
                                                    zmniejszało, przeciwnie jeszcze go zwiększalo to, że Prusy faktycznie oszukiwały
                                                    angielskiego kupca, ponieważ zagarnęły wprawdzie brytyjskie złoto, ale żywy
                                                    towar dostarczały niechętnie i skąpo, a na koniec nie dostarczyły go wcale.
                                                    Gdy Anglicy dostrzegli, ze zostali oszukani i wstrzymali wypłatę złota, Prusy
                                                    oświadczyły, niewinnie i beztrosko jak zawsze, ze Anglia zerwała umowę i wobec
                                                    tego Prusy są wolne od zobowiązań."

                                                    Tak pisze Prusak Kurt Eisner
                                                    (Kurt Eisner, jeszcze dziś znany jako przywódca rewolucji w Monachium w
                                                    listopadzie 1918 roku, zamordowany już w lutym 1919 roku, pierwszy premier
                                                    wolnego państwa Bawarii.)
                                                  • rita100 Re:Co trzeci Prusak był polskiej 26.03.08, 22:23
                                                    "Niemal równocześnie z rozpoczęciem sprzedaży żołnierzy pruskich na zachodzie
                                                    Polacy zerwali się do ostatniej, rozpaczliwej walki o zachowanie niepodległości.
                                                    Pod wodzą Tadeusza Kościuszki pobili 4 kwietnia 1794r Rosjan pod Racławicami i
                                                    zmusili ich do odwrotu. Następnie, 18 kwietnia, wybuchło powstanie także w
                                                    Warszawie. Tym razem Fryderyk Wilhelm II, nie chcąc stracić polskich zdobyczy,
                                                    musiał przyjść z pomocą Rosjanom. Polacy bronili się skutecznie. Niestety,
                                                    arystokracja polska nie była zadowolona, ponieważ Kosciuszko znosił poddaństwo i
                                                    tak Polacy zostali skłóceni, przez co powstania polskie upadły.
                                                    Niepodlewgła Polska powstała po dopiero 124 lata póżniej, w listopadzie 1918
                                                    roku, po bankructwie "trzech koronowanych rozbojników" - rosyjskich carów,
                                                    pruskich Hohenzollerów i austriackich Habsburgów - kiedy to ich armie złożyły broń.
                                                    Jednakże w czasie, gdy królestwo Hohenzollerów rozrastało się coraz bardziej na
                                                    wschód i juz co trzeci Prusak był polskiej narodowości, a jego jezykiem
                                                    ojczystym był polski."
                                                  • nereus1 Re:Co trzeci Prusak był polskiej 26.03.08, 23:40
                                                    Ich bin ein Ostpreußer und Ermländer zugleich!
                                                  • rita100 Re:Co trzeci Prusak był polskiej 27.03.08, 20:14
                                                    nereus1 napisał:

                                                    > Ich bin ein Ostpreußer und Ermländer zugleich!

                                                    Nereus, prosze, przetłumacz - bardzo ciekawa jest historia Prus. To jest dla
                                                    mnie wielka przyjemność pisać w tym temacie.
                                                  • rita100 Re:Śmierć Fryderyka Wilhelma II 27.03.08, 21:44
                                                    Śmierć Fryderyka Wilhelma II
                                                    która nastąpiła w listopadzie 1797r przyjęto w Berlinie i całych Prusach bez
                                                    większego współczucia, ale też bez ulgi. Ludność, a zwłaszcza mieszczaństwo
                                                    powitało z nadziejami objęcie rządów przez Fryderyka Wilhelma III. Nowy król i
                                                    jego młoda aktualna żona królowa Luiza zapowiadała nowe czasy, w których miały
                                                    zniknąć różnice stanowe.
                                                    Wówczas to zrodziło się w Berlinie powiedzonko:
                                                    "W życiu jest tak jak w lecie, tylko że nie tak ciepło."
                                                  • nereus1 Re:Śmierć Fryderyka Wilhelma II 27.03.08, 22:17
                                                    Hallo Rita, na Twoje zyczenie przetłumaczę Ci mój wpis. Jestem wschodnim Prusem
                                                    i jednocześnie Warmiakiem. Tylko tu ludzie pod słowem Warmiak rozumieją inaczej,
                                                    to po prostu katolik z Prus Wschodnich.
                                                  • rita100 Re:Śmierć Fryderyka Wilhelma II 27.03.08, 22:23
                                                    No właśnie, Warmiak to też Prusak Wschodni - a najczęsciej mówi się o Mazurach
                                                    pomijając Warmię.
                                                  • rita100 Re:Prusy i Fryderyk Wilhelm III 27.03.08, 22:25
                                                    "Sytuacja w Prusach zaostrzyła się, a to z powodu rządów Napoleona w Europie.
                                                    Nienasycony Bonaparte wybrał sobie Królestwo Pruskie na następną ofiarę. We
                                                    wrześniu 1806 roku król Prus, ktorego berlińczycy uważali za postępowego i
                                                    oświeconego, a którego Engels nawał trafnie 'jedynym z największych tępaków,
                                                    jaki kiedykolwiek zasiadł na tronie' popełnił zgubny dla Prus błąd. A to król
                                                    Fryderyk Wilhelm III wystąpił z ultimatem do Napoleona, a ten (Napoleon) przyjął
                                                    wyzwanie z wdziecznością i miał pretekst do zaatakowania Prus. Z oszałamiającą
                                                    prędkścią Napopleon zaczął działać. Kierownictwo pruskie natomiast opanowała
                                                    ślepota, albowiem wierzyło ono że armia pruska jest doskonale przygotowana."
                                                  • rita100 Re:Sztuka wojenna a Napoleon 28.03.08, 20:53
                                                    "A tymczasem armia pruska nie była ani dobrze wyposażona ani dobrze uzbrojona.
                                                    Zołnierze cierpieli z powodu ogłupiającego drylu, złego zaopatrzenia i kijów
                                                    wymierzanych im przez kaprali. Ani młodzi ani starzy oficerowie nie mieli
                                                    pojęcia o zmienionej sztuce wojennej. Wszyscy oni znali i cenili jedynie sztukę
                                                    drylu i mieli blisko stuletnie reguły atakowania w zwartym szyku.
                                                    "Oburzenie budził widok jak niedorośli oficerowie bili starych żołnierzy za
                                                    najmniejsze uchybienie, zostawiając ich na wpół żywych.." - pisze Piersona - "
                                                    Zgodnie bowiem ze starą modą żołnierze byli obładowani ciężkim bagażem,
                                                    oficerowie zaś wiedli ze sobą ogromne tabory... Tak więc wojska ciągnęły,
                                                    obładowane jak juczne zwierzęta, źle ubrane, źle odżywione i często bite. Ludzie
                                                    ci nie czuli ani miłości do ojczyzny, ani entuzjazmu. Służbę traktowali jako
                                                    brzemię. Nigdy nie mogli zostać oficerami, zawsze groził im kij, byli
                                                    maltretowani przez własnych przełożonych.
                                                    Nie było więc nic dziwnego, ze większość obywateli sympatyzowała po kryjomu z
                                                    Francuzami, maltretowani zaś żołnierze - 'wzwyż do stopnia sierżanta' zwycięstwa
                                                    życzyli Napoleonowi.
                                                    Zwłaszcza w zachodnich prowincjach Prus ludność kokietowała już wkraczajacych
                                                    'nieprzyjaciół' i upatrywała we Francuzach swoich wyzwolicieli."
                                                  • rita100 Re:Kapitulacja oddziałów pruskich 29.03.08, 20:53
                                                    W dniu 7 października 1806r Napoleon dostał ultimatum pruskie co było pretekstem
                                                    do uderzenia na Prusy.
                                                    Tegoż samego dnia wojska napoleońskie wkroczyły do walki i 10 października
                                                    rozbili odział pruski. Już 14 października Francuzi zaatakowali wojska pruskie
                                                    miedzy Eisenach a Jeną. Pogrom był wielki, a króla Wilhelma III jako widza
                                                    zamurowało i nie mógł podjąć żadnej korzystnej decyzji.
                                                    Pruski major August Neithardt von Gneisenau tak pisze:
                                                    "To było straszne! Lepiej tysiąc razu umrzeć, niż przeżyć to jeszcze raz."
                                                    W dwa dni po klęsce pod Jeną i Auerstedt, 16 października, książę Orański oddał
                                                    bez walki twierdze Erfurt. W następnych dwudziestu dniach twierdze pruskie
                                                    kapitulowały jedna po drugiej."
                                                  • rita100 Re:Napoleon w Bramie Brandenburskiej 30.03.08, 12:26
                                                    Zaraz po katastrofie pod Jeną pośpiesznie przybył do Berlina jeden z oficerów,
                                                    który nie stracił głowę pruski rotmistrz von Dorville i zarządził w Berlinie
                                                    stan gotowości gdyż tam zmagazynowane były wielkie ilości broni i amunicji w
                                                    twierdzy Spandau, oraz umieścić w bezpiecznym miejscu rodzinę królewską, skarby
                                                    państwa i tajne archiwa.
                                                    Po ucieczce dworu królewskiego, po części do Szczecina, a po części z
                                                    Fryderykiem Wilhelmem III do Kostrzyna, także pozostali w Berlinie arystokraci
                                                    opuścili pośpiesznie Berlin.
                                                    A w samym Berlinie zdjęto wszystko co przypominało orła; nawet listonosze
                                                    odrywali z rękawów mosiężne oznaki. Ukryto popiersie króla i cara a ludność w
                                                    pośpiechu wykonywała rysunki Napoleona.
                                                    Kiedy wszyscy ważniacy opuścili stolicę urząd gubernatora objął książę Ludwig
                                                    von Hatzfeld, generał- porucznik w stanie spoczynku. Wydał proklamację o
                                                    zachowanie spokoju i wyjechał pośpiesznie do Poczdamu na spotkanie z cesarzem
                                                    Napoleonem. Tam ofiarował mu klucze od Berlina oraz twierdzy Spandau nad którą
                                                    powiewała biała flaga.
                                                    W dniu 26 października Napoleon po obejrzeniu Spandau zajął kwaterę w zamku
                                                    Charlottenburg.
                                                  • rita100 Re:Napoleon w Bramie Brandenburskiej 31.03.08, 21:29
                                                    Vive l'Empereur !
                                                    Niepojęte było, ze żołnierze napoleonscy byli na luzie. Jakiś francuski jeździec
                                                    siedział na koniu z potężnie dymiącą fajką w zębach, a maszerowali przez ulice
                                                    reprezentanci nowego czasu. Na ulicach i placach Berlina zapanował zgiełk i
                                                    wrzawa. Piwo i wódka lały się strumieniami. Nastrój był karnawałowej zabawy.
                                                    Nic więc dziwnego, ze także cesarza Napoleona witano z wielką radością i
                                                    głośnymi okrzykami: Vive l'Empereur! gdy 27 października po południu, przy
                                                    pięknej pogodzie, biciu w dzwony i strzałach armatnich, z wielkim orszakiem
                                                    złożonym z mameluków, ze strażą przyboczną i pułkamu gwardii wymaszerował przez
                                                    Tiergarten i Bramę Brandenburską do stolicy.
                                                    Tak Napoleon komentował:
                                                    "Szeroka aleja z Charlottenburga do Berlina jest bardzo piekna, a ta brama
                                                    Brandenburska - wspaniała !"
                                                    Berlińczycy ze swej strony byli również pod wrażeniem małego Korsykanina i jego
                                                    pewnych siebie żołnierzy, nie popędzanych kijami kapralów, dzwięku fanfar i
                                                    obcej muzyki janczarów."
                                                  • rita100 Re:Ślubowanie wierności Napoleonowi 01.04.08, 20:31
                                                    Fryderyk Wilhelm III gratulował swemu "Panu Bratu" Napoleonowi w okazji wejścia
                                                    do stolicy i napisał do niego:
                                                    "Pragnę gorąco, zeby Wasz Majestat został w moich pałacach przyjęty i
                                                    potraktowany w miły dla Niego sposób i z zapałem podjąłem już w tym celu
                                                    wszystkie środki, na jakie pozwalają mi okoliczności. Oby mi się udało!"
                                                    Także wszyscy w Berlinie wysocy urzędnicy i całe duchowieństwo miasta,
                                                    przysięgali 'wieczną wierność' cesarzowi Francuzów. Ślubowali też 'popierać ze
                                                    wszystkich sił zarządzenia wydane w służbie armii francuskiej i nie utrzymywać
                                                    żadnych kontaktów z wrogiem".
                                                  • rita100 Re:Friedrich Karl vom und zu Stein 02.04.08, 20:14
                                                    "Generałowie pruscy poddali swoje twierdze bez walki.
                                                    W dniu 28 października skapitulował von Massenbach, w dniu 29 października
                                                    poddał się Szczecin, 1 listopada Kostrzyn.
                                                    Tylko paru było takich, którzy wykazywali odwagę, rozsądek i charakter.
                                                    1. Pochodzący z Nadrenii baron Friedrich Karl vom und zu Stein, który był
                                                    odpowiedzialny za sprawy finansowe stanu i który uratował z własnej inicjatywy
                                                    skarb państwa i wywiózł go do Królewca.
                                                    2. Gebhard Leberecht von Blucher, Maklenburczyk, rodem z Rostocku, piastował
                                                    funkcję gubernatora Westfalii przebił się z żołnierzami do Lubeki gdzie pod
                                                    wpływem przerażającej przewagi francuskiej musiał skapitulować.
                                                    3. Gerhard Johann David Scharnhorst, z rejonu Hanoweru.
                                                    4. Simon Kremser Żyd, pochodzący z Wrocławia - uratował kasę wojenną armii.
                                                    5. Joachim Nettelbeck, syn chłopa z Kołobrzegu z poświęceniem zapobiegał
                                                    kapitulacji twierdzy Kołobrzeg.
                                                    6. August Wilhelm Anton Neithardt von Gneisenau, rodem z Saksonii - również
                                                    odznaczył się wielką bojownością o Kołobrzeg.
                                                    7. Ferdynand Baptysta von Schill - również przebił się do Kołobrzegu i tam na
                                                    Pomorzu napadał na tylne odziały oblegających.
                                                  • rita100 Re:Najlepsza dwunastka wojowników 02.04.08, 20:15
                                                    8. Karl Georg Wilhelm von Grolman, berlińczyk, syn mieszczanina, uczestniczył w
                                                    bitwie pod Jeną. Podczas kapitulacji twierdzy Prenzlau uciekł i przedostał się
                                                    do armii w Prusach Wschodnich, gdzie awansował na majora i organizował obronę na
                                                    linii Wisły.
                                                    9. Rene Guillaume de l'Homme de Courbiere - gubernator Grudziądza nie oddał bez
                                                    walki tej twierdzy nad Wisłą, w przeciwności do komendantów wszystkich twierdz
                                                    pruskich. W nagrodę za to został mianowany feldmarszałkiem, a twierdza nad Wisłą
                                                    otrzymała ku jego czci nazwę "Fest Courbiere".
                                                    10. Wilhelm Antoine von L'Estoq, bronił uparcie lini Wisły. Później został
                                                    podporządkowany nieudolnemu dowódcy wojsk ruskich przysłanych na pomoc Prusakom,
                                                    Benningsenowi i tu 8 lutego 1807 roku rozstrzygnął bitwę pod Iławą. Była to
                                                    jedyna bitwa, której Napoleon nie wygrał.
                                                    11. Hermann von Boyen urodzony w Kreuzburg w Prusach Wschodnich, pochodzący z
                                                    rodziny uchodźców czeskich. Został ranny pod Auerstedt, zdołał się jednak
                                                    uratować z niewoli i po wyzdrowieniu przebić do armii w Prusach Wschodnich,
                                                    gdzie został majorem w sztabie generalnym i bliskim współpracownikiem Scharnhorsta.
                                                    12. Joseph Zerboni di Sposetti - pruski radca wojenny, został karnie wtrącony do
                                                    więzienia za to, ze gorąco protestował przeciwko złej gospodarce junkrów i szlachty.

                                                    To było dwunastu patriotów pruskich owego czasu.
                                                  • rita100 Re:Ucieczka króla do Kłajpedy 03.04.08, 22:05
                                                    " Zawstydzającym było szczególnie przedwczesna ucieczka Fryderyka Wilhelma III i
                                                    jego rodziny, która przyśpieszyła klęskę. Król uciekł wraz z resztką dworu przez
                                                    Kostrzyn, Kwidzyn, Szczytno i Wehlau do Królewca, gdzie 10 grudnia 1806 roku
                                                    zajął kwaterę w starym zamku. Po drodze w Kwidzynie, gdzie dla całej królewskiej
                                                    rodziny znalazły sie tylko dwie nędzne izby, a dla urzędników posłania na
                                                    słomie, dla wszystkich zaś skąpa żywność Fryderyk Wilhelm III wyruszył w dalszą
                                                    ucieczkę przez mierzeję Kurońską i dalej zatoką do Kłajpedy, najodleglejszego
                                                    zakątka królestwa, które poza tym było całkowicie zajęte przez wroga."
                                                    Tak pisze Franz Mehring:
                                                    "Fryderyk Wilhelm III, na drodze długiej ucieczki z Jeny do Kłajpedy, wzdłuż
                                                    której każdy kamień milowy był świadkiem nowej klęski, wskutek której tracono
                                                    wszystko, przede wszystkim honor, uratował jeden cenny, nienaruszony i
                                                    nieokaleczony klejnot: całą promienną, zadowoloną z siebie głupotę wiary w to,
                                                    ze jego władza pochodzi z łaski bożej."
                                                  • rita100 Re:Pokój w Tylży 04.04.08, 20:11
                                                    21 czerwca 1807 roku zawarte zostało tajne przymierze miedzy Francją a Rosją,
                                                    potem pokój w Tylży.
                                                    Największego upokorzenia doznał Fryderyk Wilhelm III wtedy kiedy Napoleon
                                                    polecił mu zakomunikować, że jedynie z szacunku dla cara zezwala na zwrot
                                                    niektórych terenów pruskich.
                                                    Polacy, którym Napoleon podczas marszu przez Prusy przyrzekł przywrócenie
                                                    niepodległosci narodowej i uwolnienie chłopów od ciężarów feudalnych i bili
                                                    Prusaków na tyłach, znowu odeszli z kwitkiem.
                                                    Pokój w Tylży, który przypieczętował upadek starej monarchii pruskiej święcono w
                                                    Berlinie iluminacją. To znaczy zostało zarządzone, by wieczorem we wszystkich
                                                    oknach było oswietlenie i wywieszony transparent.
                                                    Pewien kupiec berliński zamieścił na swojej wystawie sklepowej transparent
                                                    oświetlony z tyłu mnóstwem świec z napisem:
                                                    "Wprawdzie nie wiem, co to znaczy pokój,
                                                    ale z posłuszeństwa i z obowiązku
                                                    spalam także moje ostatnie światło !"
                                                  • rita100 Re:'Odnowa duchowa' Prus 05.04.08, 21:35
                                                    Upadek państwa pruskiego spowodowany był tym, ze w Prusach nie było miast i
                                                    mieszczan. Wspólnoty, które zarazem były majątkami ziemskimi lub garnizonami.
                                                    Mieszczaństwo dopiero się tworzyło tak w Królewcu jak i we Wrocławiu. W stolicy
                                                    Prus budziło się "duchowe odrodzenie" szczegolnie u obywateli pochodzenia
                                                    niepruskiego. W rzeczywistości ta 'odnowa duchowa' i odrodzenie Prus zaczęła
                                                    się od Żydów berlińskich, z których wielu było ochrzczonych.
                                                    Ich powiedzeniem było:
                                                    "Być cierpliwym, to nie znaczy być obojętnym."
                                                    "Duldsam heisst nicht, gleichgultig seyn."

                                                    Jednym z tych odnowicieli był: David Friedlander, urodzony w 1750 roku w
                                                    Królewcu, fabrykant jedwabiu w Berlinie.

                                                    Tak pisał Theodor Fontane: "że prężniejsze życie towarzyskie w Berlinie
                                                    inspirowane było tylko przez Żydów - rzekłbym: przez Żydówki."
                                                    Przede wszystkim oni, zwłaszcza w Berlinie, zastępowali wielkie mieszczaństwo,
                                                    które jeszcze nie istniało. To własnie jeszcze formalnie pozbawieni praw Żydzi
                                                    pruscy przyczynili się do moralnego, umyslowego i politycznego odrodzenia
                                                    państwa, które zdecydowali sie uznać za swoją ojczyznę.
                                                  • rita100 Re:Zu Stein i Oktoberedikt 06.04.08, 19:46
                                                    Po zawarciu Pokoju Tylżyckiego Fryderyk Wilhelm III powołał ponownie barona von
                                                    und zum Stein, ktorego wypędził pół roku temu i udzielił mu zgrzytając zębami
                                                    pełnomocnictwa, które wcześniej odmówił. We wrześniu 1807 roku Stein był
                                                    ministrem całej administracji cywilnej Prus. Był on zwolennikiem idei
                                                    demokratycznych jak i zjednoczenia Niemiec, i z miejsca wziął się do pracy, a więc:
                                                    Juz w październiku 1807 roku Stein wydał sławny edykt (Oktoberedikt), ktorego
                                                    paragraf 12 mówił:
                                                    "Wraz z dniem Św. Marcina - 11 listopada 1810r - ustaje wszelkie poddaństwo...
                                                    Po dniu Św.Marcina 1810 roku będą tylko wolni ludzie".
                                                    No i się zaczeły protesty szlachty wiejskiej, nienawiśc do Steina junkrów
                                                    pruskich, no i sprzeciw Fryderyka Wilhelma III.
                                                    "Pochodzący z drobnej szlachty kaszubski generał Johann David von Yorck, który
                                                    miał zwyczaj nazywać swoich chlopów "robactwem", a po zawarciu Pokoju
                                                    Tylżyckiego został komendantem Kłajpedy, nazwał edykt październikowy
                                                    "szyderstwem ze szlachty", a barona vom Steina - "arcylumpem".

                                                    Junkrzy, tak niezadowoleni z edyktu długo utrzymywali jej treść w tajemnicy
                                                    przed chłopami.
                                                  • rita100 Re:Zu Stein i Oktoberedikt 07.04.08, 20:19
                                                    Następnym wielkim dziełem Steina była nowa pruska ordynacja miejska z 19
                                                    listopada 1808r, przewidywał on wybór magistratu oraz tajne i równe wybory
                                                    deputowanych miejskich przez obywateli, do których po raz pierwszy zaliczano
                                                    Żydów. Za nim ustawa weszła w życie junkrzy w podstępny sposób wymusili
                                                    ustąpienie znienawidzonego reformatora.
                                                    "Jedna szalona głowa została już podeptana - cieszył się generał Yorck, gdy
                                                    potępiony Stein musiał w grudniu uciekać z Prus i rządy objęła grupa reakcyjna
                                                    hrabiego Dohna i barona Altensteina - a drugi pomiot żmii rozpuscił się we
                                                    własnej truciźnie!"
                                                    Po ucieczce Steina - najpierw do Czech, potem do Petersburga - jego następcy
                                                    starali się dogodzić okupantom francuskim, a rozpoczęte wyzwolenie chłopów tak
                                                    przekształcili, że państwo i chłopi mieli zapłacić junkrom wielkie odszkodowania
                                                    za to, przez co nie zdołali spełnić finansowych żądań okupantów francuskich i
                                                    zaproponowali królowi aby w zamian odstąpił Francji prowincje śląską. Fryderyk
                                                    Wilhelm III się wściekł i zwolnił swoich reakcyjnych ministrów powołując nowego
                                                    kanclerza Karla Augusta von Hardenberga.
                                                  • rita100 Re:Pruski system oświatowy - Humboldta 08.04.08, 20:08
                                                    Wilhelm von Humboldt przejął zacofany system oświatowy i zreformował go -
                                                    "wycisnął on swoje piętno na całym systemie oświatowym Niemiec ! Było to jego
                                                    największe osiągnięcie, dzieło stulecia. System szkolny Humboldta obowiązywał aż
                                                    do naszych czasów: dla całego narodu - szkoła podstawowa; dla mieszczan i
                                                    urzędników - gimnazjum; i uniwersytet jako swobodne pole do badań naukowych" -
                                                    pisał Hellmut Diwald.
                                                    Uniwersytet Berliński, dzieło Humboldta przepojony był jego duchem i wyzwolonego
                                                    mieszczaństwa.
                                                    "I naprawdę zakrawało na ironię to, że przez 139 lat nosił imię swego króla
                                                    Prus, Fryderyka Wilhelma III, który bardzo nieufnie traktował intelekt i
                                                    wykształcenie, który z wielką niechęcią przystał na założenie uniwersytetu i
                                                    przez całe życie odnosił się do niego wrogo. Dopiero w 1949 roku uczelnia ta
                                                    otrzymała wreszcie imię swojego twórcy."
                                                  • rita100 Re:Biedne Niemcy ! 09.04.08, 20:35
                                                    Kiedy wybuchła wojna między Rosją a Francją, Prusy chciały być neutralne.
                                                    Niestety w 1812 roku pod wpływem nacisków i układowi paryskiemu król pozwolił
                                                    Napoleonowi wykorzystać Prusy jako teren koncentracji wielkiej armii przeciwko
                                                    Rosji.
                                                    "Z tchórzostwa podpisaliśmy poddańczy pokój, który okrywa nas hańbą, a krew i
                                                    majątek narodu wydaje na łup obcej samowoli! - pisał Gneisenau - Biedne Niemcy !
                                                    Twoi najuczciwsi synowie, zmuszeni przez swoich książąt do niewolnictwa, będą
                                                    mogli w przyszłości walczyć tylko za obcy kraj..."
                                                    Krótko potem Gneisenau, Boyen i Clausewitz opuścili 'splaminą hańbą' królestwo i
                                                    udali się do zbiegłego towarzysza swych poglądów, barona vom Steina, do Rosji.
                                                    Wraz z nimi tłumnie opuścili i inni oficerowie patriotyczni. Zwłaszcza ze Sląska
                                                    - jak pisał poseł Wirtembergii - nadchodziły całe pakiety podań o zwolnienie."
                                                  • rita100 Re:Taurogi - to spotkanie zmiana bieg 10.04.08, 20:46
                                                    Późną jesienią 1812 roku do Prus nadeszły pierwsze wiadomości, ze wielka armia
                                                    Napoleona przystąpiła do odwrotu. Całkowita katastrofa Napoleona, a w Prusach
                                                    Wschodnich zaczeły się mnożyć oznaki świadczące, ze wkrótce rozpoczną się
                                                    powstania zbrojne przeciwko okupantowi francuskiemu. Yorck przekonywany przez
                                                    Steina zaczął myśleć i zdecydował się wreszcie na samodzielne działanie. W dniu
                                                    30 grudnia spotkał się on w młynie położonym w pobliżu małego litewskiego
                                                    miasteczka Taurogi z komendantem korpusu rosyjskiego Hansem von Diebitsch (Iwan
                                                    I.Dybicz), urodzonym w Wielkiej Lipie na Ślasku i wyszkolonym w berlińskiej
                                                    szkole kadetów oraz z innymi oficerami, którzy przeszli z armii pruskiej do
                                                    rosyjskiej z powodów haniebnych układów Fryderyka Wilhelma III z Napoleonem.
                                                    I tu właśnie w tym małym miasteczku Taurogi grupa ludzi zmieniła zwrotnicę
                                                    sytuacji. Feudalni ciemiężcy mieli teraz uwolnić Niemcy od panowania Napoleona.
                                                    Generał von Yorck podjął ryzyko.
                                                    Franz Mehring nazywa tą konwencję z Taurogów jedną z najśmielszych akcji
                                                    historii Prus. Wbrew woli króla, Yorck opuścił Francuzów, aby na własną rękę
                                                    decydować o polityce państwa pruskiego."
                                                  • rita100 Re:Król jedzie na Śląsk..... 11.04.08, 20:21
                                                    Niestety Fryderyk Wilhelm III , uniósł się wielkim gniewem i choć musiał z
                                                    przymusu zaakceptować postawę Yorcka natychmiast go pozbawił dowództwa za zdradę
                                                    stanu, a sam przeniósł swoją rezydencję z Berlina do Wrocławia. Ponieważ stolica
                                                    Śląska nie była okupowana przez Francuzów. miał tam król lepsze szanse
                                                    przetrwania. Władzę na terenach Prus Wschodnich sprawował dalej baron von Stein.
                                                    "Mówiąc krótko, Jego Królewska Mość - był w 'wielkich tarapatach', a nie mająca
                                                    szacunku dla króla młodzież berlińska kpiła z niego wcześniej śpiewając: "Nasz
                                                    dureń pojechał do Kłajpedy", a potem ułożyła inne powiedzonko:
                                                    "Król jedzie na Śląsk, wkrótce przestanie być królem"
                                                    "Der Keenich macht nach Schlesjen, bald isser Keenich jewesien!"
                                                  • rita100 Re:Król wezwał i przyszli wszyscy 12.04.08, 19:44
                                                    "Żadna pruska legenda nie jest tak ubarwiona i z taką miłością kultywowana jak
                                                    legenda o potężnym powstaniu narodowym wiosną 1813 roku.
                                                    Król wezwał i przyszli wszyscy, ale to wszyscy.
                                                    W rzeczywistości Fryderyk Wilhelm III, ze strachu i z największym trudem dał się
                                                    nakłonić przez swoje otoczenie, aby zaakceptował sojusz z Rosją i apel "Do
                                                    mojego ludu". Sam Stein przybył do Wrocławia jako pełnomocnik cara Rosji by
                                                    króla przekonać.
                                                    Apel krolewski "Do mojego ludu" był pierwszym, którego władca pruski poniżył się
                                                    do tego by zwrócić się bezpośrednio do ludu zobowiązanego do 'ślepego
                                                    posłuszeństwa'.
                                                    Jak historycy piszą prześcigując się w tej legendzie: zwłaszcza w Prusach
                                                    Wschodnich, Prusacy, którzy nie byli niemieckiego pochodzenia, postępowali tak
                                                    samo jak ci co byli Niemcami, chwycili za broń i śpieszyła wszelkimi drogami i
                                                    ścieżkami do Grudziądza, do Wrocławia i na oczach garnizonów francuskich
                                                    dokonywał się istny wymarsz (!) ludzi na Sląsk, do króla przerywając wszelkie
                                                    tamy. !"

                                                    No cóż prawdziwi historycy udowodnili jaki to był strasznie fantazyjny wymarsz,
                                                    jak rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
                                                  • rita100 Re:Prasa pruska - cenzura 14.04.08, 20:30
                                                    W pierwszych dziesiecioleciach XIX wieku ludzie odczuwali potrzebę szybkiej
                                                    informacji. Dlatego liczba gazet i czasopism była coraz większa. Szczególnie po
                                                    zakończeniu wojen napoleońskich bardzo dużo sie działo. Szybkośc informacji
                                                    pozostawała jednak dużo do życzenia. Poczta konna z Kolonnii do Berlinna trwała
                                                    osiem dni, a z Królewca do Berlina - pięć dni. Tak więc informacje gazetowe,
                                                    zanim dotarły do czytelnika, były już nieaktualne. Cenzura pruska do 1840 roku
                                                    była niezwykle surowa. Każdy czytelnik czytał w miarę możliwości wiele gazet
                                                    codziennie i porównywał informacje majac nadzieję, ze cenzura coś przepuściła.
                                                    Z tego też powodu powstawały w Berlinie cukiernie, kawiarnie, winiarnie w
                                                    których tworzyły się kółka czytelnicze. Najczęściej tworzone przez szwajcarskich
                                                    cukierników.
                                                  • rita100 Re:Genialna cyganeria niemiecka 15.04.08, 20:31
                                                    Powstawały kółka czytelnicze i ośrodki czytelnicze. Jednym z najbardziej
                                                    popularnym takim ośrodkiem było koło Braci Serafiońskich. Mieli oni swoje
                                                    miejsce w winiarni przy Gendarmenmarkt. Goścmi tej winiarni, którą potem
                                                    nazywano 'genialną cyganerią niemiecką' byli młodziutki Heinrich Heine jak i
                                                    E.T.A. Hoffmann - założyciel tego koła.

                                                    Ernst Theodor Wilhelm Hoffman - był wielbicielem Mozarta z tego też powodu
                                                    trzecie imię zmienił sobie na Amadeusz i zostało E.T.A. Hoffmann. (Jedyny
                                                    rdzenny Prusak)

                                                    Heinrich Heine - był uczniem Hegla na Uniwersytecie Berlińskim, którego zdanie
                                                    "wszystko co istnieje, jest rozsądne" oznacza w rzeczywistości: "wszystko, co
                                                    jest rozsądne, być musi."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - Radca Sądu Ka... 16.04.08, 21:32
                                                    E.T.A. Hoffmann - Radca Sądu Kameralnego
                                                    Wszyscy ci pruscy poeci, artyści, intelektualiści przeważnie byli pochodzenia
                                                    żydowskiego, hugenockiego lub włoskiego. Jedynie 'prawdziwym' Prusakiem był
                                                    Hoffmann. Bardzo ciekawa osobowość tego 'rdzennego' Prusaka i warto poświęcić mu
                                                    czas i bliżej się z nim zapoznać.
                                                    A więc tak, zacznijmy od interesującej sytuacji w jego życiu. A jest to sprawa
                                                    kota Hoffmanna, który w kręgach Braci Serafiońskich był bardzo znany. Elita
                                                    Berlina otrzymała pocztą nekrolog wydrukowany ozdobną antykwą. Jego tekst brzmiał:
                                                    " W nocy z 29 na 30 listopada br zasnął, aby zbudzić się do lepszego życia, mój
                                                    drogi, ukochany wychowanek, kot Murr, w czwartym roku swego obiecującego życia.
                                                    Kto znał tego wpisanego do wieczności młodzieńca, kto widział, jak kroczy drogą
                                                    cnoty i prawa, zrozumie mój ból i uczci go milczeniem."

                                                    Tak, wspaniale inteligentny był to kot. Zawsze wylegiwał na pulpicie do pisania,
                                                    a ktorego - jak pisze właściciel kota - zgłaskiwał iskry z sierści.
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - Radca Sądu Ka... 17.04.08, 20:27
                                                    "Hoffmann przyszedł na świat w Królewcu, w Prusach Wschodnich, w dniu 24
                                                    stycznia 1776 roku jeszcze za rządów Fryderyka II. Jego ojciec, prusko-królewski
                                                    adwokat i późniejszy radca kryminalny, Hoffmann utalentowany, oryginalny i
                                                    bardzo impulsywny człowiek, był jeszcze tak uprzejmy, ze z okazji urodzin syna
                                                    zamówił muzykanta, który matce i noworodkowi odegrał jakiś utwór na lutni. Potem
                                                    jednak pan radca Hoffmann zniknął z życia obydwojga. Kazał się przenieść do sądu
                                                    w Insterburgu (Wystruć), rezygnując z zabrania rodziny i nigdy się więcej nie
                                                    pokazał. Z domu w Królewcu wypędziło go pedantyczne zamilowanie żony do
                                                    porządku, mającej skłonność do wielogodzinnych szlochów.

                                                    Syn, Ernst Theodor Wilhelm - bo Amedeuszem nazwał się później - chował się u
                                                    starszego brata matki. Wuj Otto był bardzo muzykalny, ale poza tym dość głupawy.
                                                    Co wieczór tańczył po pokojach ubrany w oliwkowy albo śliwkowy surdut, przy
                                                    wtórze muzykującej rodziny i przyjaciół."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - dzieciństwo 18.04.08, 20:06
                                                    Biografka Hoffmanna, Gabrielle Wittkop-Menardeau tak opisuje:
                                                    "Było to z pewnością dziwne dzieciństwo, jakie E.T.A. Hoffmann przeżył w
                                                    wielkim, szarym domu przy Poststrasse, którego ogród stykał się z ogrodem pensji
                                                    dla dziewcząt. Wyobraźmy sobie zamożny dom w dawnych Prusach z piecami z
                                                    ozdobnymi kaflami, z cymbałami i harfą, wyplatanymi z trzciny krzesłami i
                                                    pomalowanymi na szaro podłogami, z lodowatą czystością i ciążącą nad wszystkim
                                                    nudą. Nudą, tak, ale nie ciszą, od czasu do czasu bowiem przeszywało cały dom
                                                    wycie obłąkanej babci. Obłąkana, której krzyki przepoiły dzieciństwo poety,
                                                    zajmowała na wyższym piętrze mieszkanie, które dzieliła z synem, Zachariasem
                                                    Wernerem.
                                                    E.T.A. Hoffmann nigdy w życiu nie zdołał nawiązać kontaktu ze starszym o sześć
                                                    lat Zachariasem Wernerem, który później zdobył wielką sławę jako poeta. Już w
                                                    pierwszym roku szkolnym nawiązał natomiast ścisły kontakt i przyjaźń z Theodorem
                                                    Gottliebem Hippelem, i ta sympatia, jaka się wówczas zrodziuła, przetrwała aż do
                                                    smierci obydwóch.
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - po mieczu Polak 19.04.08, 19:23
                                                    "Po zakończeniu nauki w szkole, którą ukończył Hoffmann mając 16 lat, zaczął
                                                    studiować prawo na uniwersytecie w Królewcu. Został znakomitym prawnikiem,
                                                    chodził na wykłady Kanta lecz nie okazywał żadnego zainteresowania Kantem i jego
                                                    filozofią - jak sam wyznał - wcale jej nie rozumiał, mógł ze swej strony
                                                    poszczycić się tym, ze jego przodkowie po mieczu pochodzili ze starej szlachty
                                                    polskiej, mianowicie z rodu Bagieńskich, a po części z Węgier, co dzisiejsi
                                                    biografowie Hoffmanna uważają za rzecz udowodnioną. To jednak, ze E.T.A
                                                    Hoffmann, oprócz innych jezyków, mówił także trochę po polsku, mało inne
                                                    przyczyny bowiem został zatrudniony przy rządzie pruskim w Poznaniu."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - karykatury 20.04.08, 09:28
                                                    "W ten sposób dla asesora Hoffmanna zaczęło się poważne życie, choć młody
                                                    królewiecczanin nie zdawał sobie z tego sprawy. Uznał, że życie w Poznaniu jest
                                                    niesłychanie puste i nudne. I aby ożywić trochę stare akta, którymi musiał się
                                                    zajmować, rysował niekiedy na marginesie karykatury. Ponieważ był bardzo
                                                    utalentowanym rysownikiem, dopuścił do tego, ze jego karykatury obiegłszy
                                                    kolegów i znajomych dotarły przed oblicze przełożonych. Pewien pan generał von
                                                    Zastrow poczuł się zniesławiony i sprawił, ze Hoffmanna przeniesiono do Płocka
                                                    nad Wisłą."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - żona Misia 21.04.08, 20:38
                                                    "Zanim Hoffmann wyjechał tam, gdzie było jeszcze bardziej pusto i nudno niż w
                                                    Poznaniu, poślubił dziewczynę nazwiskiem Maria Michalina Rorer-Trzyńska, zwaną
                                                    Misią. Była to młoda Polka z długimi, czarnymi rzęsami i promiennymi, fiołkowymi
                                                    oczami. Misia była o wiele wyższa od Hoffmanna i wcześnie zaczęła tyć. Jej
                                                    dobroć i cierpliwość były bezgraniczne, tak że akceptowała wszystko co wyprawiał
                                                    ten mały, chudy kobold, będący jej mężem. Nigdy nie robiła mu wyrzutów i
                                                    wytrwała przy nim przez dwadzieścia lat aż do wczesnej i załosnej śmierci
                                                    Hoffmanna."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - w Warszawie 22.04.08, 21:46
                                                    W 1803 r E.T.A. Hoffmann został radcą rządu w Warszawie. Dzięki przyjacielowi
                                                    Hippela, który na skutek bogatego spadku stał się szlachcicem i właścicielem
                                                    wielkiego majątku Hoffmann zawdzięcza, ze wyszedł z kłopotów finansowych i z
                                                    nudnego Płocka, gdzie żył z jałmużny bowiem asesor nie dostawał pieniędzy.
                                                    Teraz nasz Hoffmann stał się zamożnym radcą rejencyjnym i uważał, ze w Warszawie
                                                    znalazł się u celu pragnień. No niestety, tą idyllę przerwał mu Napoleon, bowiem
                                                    w listopadzie 1806 roku weszli Francuzi i kariera urzędnicza Hoffmanna się nagle
                                                    załamała. Został zwolniony z posady i pozbawiony dochodów. Wraz z Misią znaleźli
                                                    się w beznadziejnej sytuacji.
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - w pracy 27.04.08, 20:58
                                                    Hoffmann zdecydował się udać z prośbą do Berlina. Niestety, nie znalazł i tam
                                                    pracy mimo, że obiecano mu posadę dyrektora muzycznego w Bambergu, jak się
                                                    później na miejscu okazało ktoś inny zajął to stanowisko.
                                                    Aż do 1813 roku Hoffmann radził sobie pracując jako kompozytor za 30 guldenów
                                                    miesiecznie, udzielał też lekcji, aż udało mu się znaleźć pracę w zespole
                                                    aktorskim w teatrze lipskim gdzie przeniósł się z Misią.
                                                    Przykrą mam wiadomość dalszą, bo oto zamęt wojny wyzwoleńczej doprowadził do
                                                    zamknięcia tego teatru.
                                                    Odtąd aż do jesieni 1816 roku utrzymywał siebie i Misię pisząc, komponując i
                                                    rysując karykatury Napoleona, by wreszcie dzięki staraniom przyjaciela Hippela i
                                                    Hitziga powrócił do pruskiej służby państwowej.
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - w pracy 01.05.08, 21:33
                                                    "W 1816 roku pan radca sądu kameralnego Hoffmann z żoną wprowadzili się do
                                                    nowego mieszkania w Berlinie i szybko się rozniosło, ze pan radca nie tylko
                                                    przesiaduje często w Cafe Manderlee, lecz płaci co wieczór znaczne rachunki w
                                                    winiarni Lutter & Wegener. Zaczeło uchodzić, że pan radca swoją pracę wykonuje
                                                    nadzwyczaj dokładnie i poprawnie, a z działalności pisarskiej uzyskuje poważne
                                                    wpływy.
                                                    Przyjaciele przyzwyczaili się także do jego kaprysów, min i nieopanowanej
                                                    gestykulacji, a nawet do strasznych żartów, które miał zwyczaj robić sąsiadom
                                                    przy stole w winiarni; napędził im na przykład strachu 'małym przeklętym
                                                    pędrakiem', którego nagle dostrzegł, wypełzającego ze szpary w podłodze, przy
                                                    czym całe jego zachowanie nie dopuszczało wątpliwości, że miał rację."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - w pracy 02.05.08, 22:33
                                                    "Ten śmieszny, poza służbą bardzo swobodny radca Sądu Kameralnego Hoffmann, przy
                                                    tym niesłychanie pracowity pisarz, mający już sukcesy, ale stale cierpiący na
                                                    brak pieniędzy, również wynalazca trunku - z wina reńskiego i szampana - zwanego
                                                    "kardynałem", ktory to trunek miał zwyczaj przygotowywać osobiście swoim Braciom
                                                    Serafiońskim, zakładając biały fartuch na brązowy frak i żółte spodnie - otóż
                                                    ten własnie pan radca Hoffmann zajmował się ważną sprawą powierzoną przez rząd
                                                    królewski, a mianowicie ściganiem demokratycznych i innych zagrażających państwu
                                                    machinacjach.
                                                    A więc stał na czele 'komisji specjalnej do śledzenia powiązań, mających na celu
                                                    zdradę stanu'."
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - w pracy 04.05.08, 21:22
                                                    "Stał się Hoffmann kimś w rodzaju pełnomocnika do spraw ochrony państwa w
                                                    najwyższej instancji karnej Prus, odpowiedzialnej za wykroczenia polityczne. Na
                                                    skutek tego miał Hoffmann wystarczająco wiele sposobności do prowadzenia ze
                                                    swoim kotem rozmów nie tylko o krasnoludkach i demonach, lecz także o poważnych
                                                    rzeczach.
                                                    Szczególny dowcip w prawie powierzenia panu radcy Sądu Kameralnego E.T.A.
                                                    Hoffmannowi polegał na tym, ze Hoffmann nie miał celu doprowadzać przekazanych
                                                    mu spraw do prokuratury i karania obwinionego. W rozmowie z mruczącym kotem
                                                    Murrem wysilał swój prawniczy umysł, aby w niepodważalny sposób, wykazać, że
                                                    ujęci przez policję 'demagodzy' nie powinni zostać ukarani przez prawo."
                                                    Będzie przykład smile
                                                  • rita100 Re:E.T.A. Hoffmann - w pracy 05.05.08, 20:50
                                                    "Hoffmann starał się wykazać, że ujęci przez policję polityczną 'demagodzy' nie
                                                    powinni zostać ukarani przez prawo. Starał się wykazać, ze założyciel
                                                    paramilitarnej organizacji sportowej Friedrich Ludwig Jahn - przeciwko któremu
                                                    toczyło się śledztwo - był wprawdzie strasznym grubianinem i chętnie zmyślał i
                                                    fantazjował, a nawet podstępne myśli o demokratycznej gimnastyce na poręczach i
                                                    przeciaganiu liny mogą być ważne z punktu widzenia prawa karnego dopiero
                                                    wówczas, jeśli można je powiązać przyczynowo z udowodnionym przestępstwem."
                                                  • rita100 Re:Śledztwo przeciwko Hoffmannowi 05.05.08, 20:52
                                                    "Bardzo filozoficznie rozpatrywał Hoffmann sprawy i uwolnił od wszelkiej winy
                                                    Jahna, a resztę urzędowego papieru zużył Hoffmann na napisanie historyjki o
                                                    duchach. Ich postacie ujrzał w winiarni tak żywe, ze gruba Misia musiała usiąść
                                                    tuż przy nim z robotą na drutach, zeby atramentowe krasnoludki nie ukradły mu
                                                    słów z papieru, a może i myśli z głowy."

                                                    hahahaha, doskonałe smile

                                                    Niestety w owych czasach odpowiedzialnym za policję był von Kamptz, kreatura,
                                                    który uważał, że wyniki śledztwa prowadzonego przez Hoffmanna były
                                                    niezadawalające i Kamptz kazał jednak zaaresztować tak starannie przez Hoffmanna
                                                    oczyszczonego z winy Friedricha Ludwiga Jahna i na dodatek wszczął tajne
                                                    dochodzenie przeciwko samemu radcy Sądu Kameralnego Hoffmanna."

                                                    i co dalej ?
                                                  • rita100 Re:Śledztwo przeciwko Hoffmannowi 07.05.08, 21:52
                                                    "I teraz zaczęła się łamigłówka, która nie miała sobie równych w nowszej
                                                    historii literatury niemieckiej. Hoffmann dowiedział się - bo miał jeszcze
                                                    dobrych przyjaciół - że von Kamptz planował skonfiskować manuskrypt "Mester
                                                    Floch" i napisał do wydawcy o zmiane pewnych słów, mając nadzieję, ze w ten
                                                    sposób uniknie kłopotów. Jednakże list został przejęty przez pruską policję.
                                                    Kamptz wniósł oskarżenie przeciwko Hoffmannowi i kazał skonfiskować manuskrypt.
                                                    Zawiadomiono nawet Fryderyka Wilhelma III i król kazał przedłożyć sobie protokół
                                                    przesłuchania natychmiast. Mimo to Hoffmannowi z pomocą różnych prawnych
                                                    sztuczek, przy poparciu swoich przyjaciół Hippela i Hiziga udało się otrzymać
                                                    pozwolenie na druk w zmienionej wersji i tak ocenzurowane strony w 1905 roku
                                                    udało się odnaleźć w pruskim Tajnym Archiwum Państwowym."
                                                  • rita100 Re:Śledztwo przeciwko Hoffmannowi 09.05.08, 21:18
                                                    "Śledztwo przeciwko Hoffmannowi trwało jednak dalej i mimo interwencji
                                                    przyjaciół Kamptz był zdecydowany postawić Hoffmanna przed sądem jako wroga
                                                    państwa. Hoffmann jednak uniknął wszelakiej ziemskiej kary, ponieważ już 24
                                                    lipca 1822 roku zmarł po wielkich cierpieniach, na skutek swego nieregularnego
                                                    trybu życia, na uwiąd rdzenia.

                                                    Tyle przykładowy życiorys jednego z niewielu wielkich Prusaków, który był
                                                    naprawdę Prusakiem, a ponadto człowiekiem obowiązkowym, wykonujący wzorowo swój
                                                    zawód, bardzo wytwornym, a przy tym niekiedy surowym także wobec siebie,
                                                    nieprzekupnym i wybierający raczej niełaskę, jeśli posłuszeństwo nie przynosiło
                                                    zaszczytu."
                                                  • rita100 Re:Hoffmann był 'typowo pruski' 11.05.08, 22:34
                                                    "E.T.A. Hoffmann był 'typowo pruski' jeszcze pod jednym względem; wypełniała go
                                                    i powodowała nim owa wewnętrzna sprzeczność, która decydowała o charakterze
                                                    dawnych Prusaków. Właśnie on, prawdziwy lub domniemany potomek polskiego
                                                    szlacheckiego rodu Bagieńskich odmówił w 1807 roku złożenia przysięgi na
                                                    wierność nowemu rządowi Księstwa Warszawskiego. Król pruski natomiast, wobec
                                                    którego czuł się jeszcze zobowiązany, zaniedbał swój obowiązek, otoczenia opieką
                                                    wiernego mu radcy Hoffmanna, który w następnym dziesięcioleciu często był bliski
                                                    śmierci głodowej."
                                                  • rita100 Re:Hoffmann sam o sobie. 13.05.08, 20:29
                                                    Jak sam stwierdził Hoffmann - "Bardzo charakterystyczne w moim życiu jest to, że
                                                    dzieje się zawsze to, czego wcale nie oczekiwałem, bez względu na to, czy jest
                                                    to coś dobrego, czy złego, i że zawsze jestem zmuszony robić to, co jest
                                                    sprzeczne z moją właściwą, głębszą zasadą."

                                                    I tyle mamy o Hoffmannie, ale bardzo ciekawy jest też rozdział o życiu Emanuel
                                                    Kant ( nie wiem jak sie to odmienia).
                                                  • rita100 Re:Emanuel Kant 14.05.08, 21:58
                                                    "Trudno jest opisać historię życia Emanuela Kanta. Nie miał on bowiem ani życia,
                                                    ani historii. Prowadził uporządkowane mechaniczne, prawie abstrakcyjne życie
                                                    starego kawalera, przy cichej, ustronnej uliczce w Królewcu... Wstawanie, picie
                                                    kawy, wykłady na uniwersytecie, jedzenie, spacer - wszystko miało swój określony
                                                    czas i sąsiedzi wiedzieli dokładnie, ze wybiło wpół do czwartej, kiedy Emanuel
                                                    Kant w szarym surducie, z hiszpańską trzcinką w ręku przekraczał próg domu i
                                                    wędrował wąską alejką lipową.... Spacerował tam i z powrotem osiem razy, o
                                                    każdej porze roku, a kiedy było pochmurno... widziano, jak jego sługa, stary
                                                    Lampe, z trwożliwym niepokojem szedł za nim, z parasolem pod pachą, jak
                                                    wcielenie Opatrzności."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Emanuel Kant 15.05.08, 21:11
                                                    "Dziwny to kontrast między codziennym życiem tego człowieka, a jego
                                                    rewolucyjnymi, burzącymi świat ideami ! Doprawdy, gdyby obywatele Królewca
                                                    przeczuli całe znaczenie tych idei, baliby się tego człowieka o wiele bardziej
                                                    niż kata, który uśmierca tylko ludzi. Ale ci poczciwcy widzieli w nim jedynie,
                                                    profesora filozofii, i kiedy mijał ich o określonej porze, pozdrawiali go
                                                    przyjaźnie i nastawiali według niego swoje zegarki....
                                                    A przecież - jak w pracy Heinego pisze z 1834 roku - "szturmował niebo, wyciął w
                                                    pień całą załogę. Władca Świata pływał we własnej krwi, nie było już
                                                    miłosierdzia.....cdn
                                                  • rita100 Re:Emanuel Kant 16.05.08, 21:24
                                                    "...Nie było zapłaty na tamtym świecie za zachowanie wstrzemięźliwości na
                                                    tym.... a stary Lampe stał przy tym z parasolem pod pachą... i łzy spływały mu
                                                    po twarzy. Wówczas Emanuel Kant zlitował się i pokazał, że jest nie tylko
                                                    wielkim filozofem, lecz także wielkim człowiekiem. Na wpół z ironią powiedział:
                                                    "Stary Lampe musi mieć Boga, inaczej ten biedny człowiek nie bedzie mógł być
                                                    szczęścilwy - tak mówił praktyczny rozum"
                                                    "A może dodał Heine z ironią - "Kant zaakceptował Zmartwychwstanie nie tylko z
                                                    powodu starego Lampe, lecz także ze względu na policję ? A może też i naprawdę
                                                    działał z przekonania ?"
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Emanuel Kant 17.05.08, 21:55
                                                    "Bez względu na to, jak było naprawdę, teoretyczny rozum Kanta - według jego
                                                    określenia "czysty" rozum zniweczył Boga, zaś jego rozum praktyczny zwrócił go
                                                    ludziom, i onże Bóg musiał z każdym bądź razie mieć wiele poczucia humoru, skoro
                                                    dał spotkać się dwom tak skrajnie odmiennym Prusakom, Kantowi i Hoffmannowi, w
                                                    rodzinnym mieście ich obu, Królewcu, chyba tylko po to, aby wskazać, jak dalece
                                                    różne rzeczy można zmieścić w rubryce zatytułowanej "Duch pruski".
                                                  • rita100 Re:Emanuel Kant 18.05.08, 22:16
                                                    "Należy przy tym zauwazyć, ze sam Emanuel Kant zawsze podkreślał, iż jest
                                                    pochodzenia szkockiego. Niektórzy badacze twierdzili jednak później, ze to
                                                    nieprawda. W każdym razie sam filozof wcześnie zmienił początkową literę swojego
                                                    nazwiska. Jego ojciec, który mieszkał na poczatku XVIII wieku w Kłajpedzie, był
                                                    drobnomieszczaninem, rymarzem. Później przeniósł się ze swoją rodziną do
                                                    Królewca i pisał się jeszcze Cant. Opowiadał też dzieciom, ze jego ojciec
                                                    przybył do Prus angielskim statkiem z Wielkiej Brytanii."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Emanuel Kant 19.05.08, 20:23
                                                    "W owych czasach była też w Królewcu - obok kolonii francuskiej i holenderskiej,
                                                    gminy żydowskiej, bardzo wielu Polaków oraz emigrantów ze wszystkich państw
                                                    nadbałtyckich i Szwajcarii - takze poważna liczba Anglików, którzy osiedlili się
                                                    tam, podobnie jak w innych pruskich miastach portowych."

                                                    I tyla je ło Kancie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka