Dodaj do ulubionych

Wywiad z Kutzem

13.02.04, 18:09
Z tym Śląskiem jest nieklawo mówi Kazimierz Kutz


Rozmawiała Aleksandra Klich 13-02-2004, ostatnia aktualizacja 13-02-2004
12:09


czytaj dalej »
r e k l a m a



Co Pana drażni we współczesnym Śląsku?

- Że to taka ofiara. Wszystko ciągle sprzęga się przeciwko niemu. W Niemczech
był traktowany jak wewnętrzna kolonia, a w Polsce jak szkapa wprzęgnięta w
gospodarkę. Zajechano ją. A teraz w dodatku rzucił się na nią kapitalizm.

To również nasza wina, Ślązaków. Dajemy się wykorzystywać.

- Niech Pani pamięta, że Śląsk nigdy nie był rządzony przez Ślązaków. Zawsze
byliśmy poddanymi. Śląsk jest przykładem kompleksowego niewolnictwa
wielkoprzemysłowego. Nie mogliśmy pisnąć. Trzeba wreszcie zacząć sobą rządzić.

Jak mamy sobą rządzić, skoro na Śląsku trudno o elity intelektualne?

- A jak mamy je mieć, skoro nas do nich nie dopuszczano? Dlaczego tutaj nie
powstał po 1922 roku uniwersytet? Bo państwu na tym nie zależało! Tak samo
było długo po wojnie. Zawsze była potrzeba brania ze Śląska, nigdy dawania.
Gdyby Śląsk był samoistny, to jestem przekonany, że elity szybko by się
pojawiły, bo ludzie byliby zmuszeni do edukowania się.

Ale Uniwersytet Śląski ma już 36 lat!

- To jest bardzo niedużo. Czy pani kiedyś policzyła, ilu noblistów wyszło z
Uniwersytetu Jagiellońskiego?

Nie przyszło mi do głowy liczyć noblistów...

- Ja też nie wiem, ale powiem Pani, że to bardzo trudne ukształtować elitę.
Tym bardziej że ten uniwersytet powstał mniej z potrzeb społecznych, a
bardziej dla aparatu rządzących. On jest trochę z nadania. Ale dobre i to.

Czy uniwersytet nie powinien być miejscem żywszej dyskusji o regionie?

- Ba! Nieustannej. Ale w gruncie rzeczy ten uniwersytet jest bardziej
antyśląski niż śląski. Mam co do tego absolutną pewność. Proszę pamiętać, że
aby ta uczelnia mogła powstać, trzeba było tu ściągnąć kadrę pedagogów.
Przyszło sporo ludzi prawomyślnych politycznie, wielu drugorzędnych. Trochę
odeszło, wielu zostało. I ten uniwersytet grzęźnie w konwencji przybyszów i
miejscowych. Przybysze są lepsi i pilnują miejscowych. Jedynym wyjściem jest
zdanie się na czas. Przez te 36 lat wielu Ślązaków skończyło tę uczelnię. To
oni tworzą dzisiejszą śląską inteligencję. Za kilka, kilkanaście lat, gdy
zemrą resztki partyjnej mentalności, na Śląsku będziemy mieli prawdziwą elitę.

Na Śląsku jest 20 uczelni wyższych. Młodzież, która tak bardzo na nie
napiera, tak chce się uczyć, to największe - trochę wbrew naturze - szczęście
Śląska. Szkoda tylko, że duża część z nich, szczególnie tych wybitnych,
opuści ten nieżyczliwy region i kraj.

Pewien wybitnie uzdolniony osiemnastolatek powiedział mi, że chętnie ułożyłby
sobie życie na Śląsku, ale brzydzi się korupcją i dusi się w układach. Więc
pewnie stąd wyjedzie...

- Nie dziwię mu się i pochwalam jego decyzję. On instynktownie wie, że gdy tu
zostanie, to będzie musiał stać się takim samym jak ci, którymi pogardza.
Trzeba się wyrywać. Ja sam jestem przykładem, że jeśli ma się silny związek,
to się do Śląska wraca i jest z tego jakiś pożytek. Myślę zresztą, że
myślenie o śląskiej elicie wyłącznie w kategoriach geograficznych jest
błędem. Ślązacy są rozproszeni na całym świecie, ale mają poczucie absolutnej
więzi z regionem. Oni nam na pewno w przyszłości pomogą.

Ale o wizję i pieniądze dla Śląska powinni walczyć ci, których to jest
obowiązkiem...

- Urzędnicy? Na nich nie ma co liczyć. Świat trzeba odurzędniczyć. Trzeba
liczyć na zwykłych ludzi.

A posłowie? Przecież wybraliśmy ich, żeby nas reprezentowali.

- Sytuacja jest trudna. Górnicy wzięli swoje, kolejarze swoje. W Polsce
narasta fala niechęci wobec Śląska. Coraz trudniej domagać się czegoś dla
regionu. To, co się daje załatwić, to grosiki w skali potrzeb. Dewastacja
jest ogromna. A rząd szuka pieniędzy, a nie rozgląda się, żeby je komuś
oddać. Śląsk to dziura bez dna.

Widzi Pan symptomy końca przemysłowego regionu?
Obserwuj wątek
    • silesius Re: Wywiad z Kutzem 13.02.04, 18:10
      - Pewnie! Gdyby zrobić taki rejs po miejscowościach, gdzie zamknięto kopalnie i
      huty, to gołym okiem widać, jak nieodwracalny jest upadek tego wszystkiego. To
      wyrok historii, z którym trzeba się pogodzić, ale nie wolno się godzić na
      dalszą dewastację! Te kopalnie, które jeszcze istnieją i które będą istniały,
      są niedoinwestowane, a ciągle eksploatowane. Poziom bezpieczeństwa spada, giną
      górnicy.

      To, co się dzieje teraz na Śląsku, to największa klęska społeczna w dziejach
      regionu. Można ją było przewidzieć, bo takie rzeczy zdarzały się w całej
      Europie, ale państwo polskie się do niej nie przygotowało. Jak zresztą do wielu
      innych spraw. Dlatego nie dziwię się, że górnicy reagują tak nerwowo.

      Broniąc górników, narobił Pan sobie wrogów w Polsce.

      - Mnie to nie interesuje. Chociaż z drugiej strony bardzo często spotykam się z
      dowodami sympatii, solidaryzowania się z moimi poglądami. Wiem, że minister
      Hausner to być może ostatni człowiek, który ma siłę to wszystko naprawić. Z
      drugiej strony jednak chcę, by państwo miało do ludzi bardziej chrześcijańskie
      podejście. Wszystko zamyka się w kolumnach liczb, statystykach, a w ogóle nie
      myśli się o człowieku. Zawsze się przeciwko temu buntowałem, bo znam los tych
      ludzi.

      Górnictwo drąży korupcja, w sieci układów są również Ślązacy. Gdzie jest śląski
      etos uczciwości?

      - Na wolnym rynku wszystko kręci się wokół pieniądza. Życie jest bezlitosne i
      ciężkie. Żeby żyć, jak się chce, trzeba iść na różne kompromisy. Robią to
      wszyscy, a Ślązacy to nie jest naród ani wybrany, ani święty. Jeśli w
      rankingach wartości dominuje chciwość, a nie - powiedzmy - wrażliwość na
      drugiego człowieka, prostolinijność, to trudno się uchronić przed uleganiem
      wpływom.

      Gdy Śląskiem rządzili Niemcy, jeśli ktoś chciał mieć lepszą pracę, zostawał
      Niemcem. Teraz chodzi o to, żeby być bogatym. Inna sprawa, że po tych
      wszystkich wojnach, biedach jest wyjątkowa łapczywość na pieniądze. Na granicy
      zdziczenia. To dotyczy całej Polski, ale Śląska szczególnie. Bo tu jest
      najłatwiej wpaść w świat familokowej degradacji, ale i najłatwiej kraść,
      zawłaszczyć. Górnictwo to potwornie wielki młyn, idealne miejsce do wielorakich
      kombinacji. My jeszcze niewiele wiemy o sitwach, układach i ile państwowych
      pieniędzy wyciekło z kopalń.

      Dlatego górnictwo w Polsce ma tak złą opinię...

      - Ale korupcja dotyczy kadry, nie prostych ludzi na dole! Oni nie zdołali nic
      ukraść, nawet się urządzić.

      Socjolodzy nazywają ich pokoleniem straconym. Są rzeczywiście straceni?

      - Tak. Co więcej, ich bieda to będzie bieda dziedziczona. Ja ją pamiętam sprzed
      wojny. Ona teraz wraca i to mnie tak strasznie dotyka. To przykre, że teraz
      Śląsk przeżywa taką straszną degradację, za to co dla Polski zrobił. Nie
      wyobrażam sobie odbudowy Polski, gdyby nie było Śląska. Pocieszające, że
      złodziejstwo i machloje kończą się, gdy nie ma co kraść i gdzie chapać.
      Wszystko ma swój kres. On jest coraz bliższy.

      Śląsk się rozpada na świat familoków i strzeżonych osiedli. Nie boi się Pan
      konsekwencji tego podziału?

      - To cecha dzikiego kapitalizmu i tak jest na całym świecie. Jednak szybciej
      niż się spodziewamy, powstanie przeciwko temu wszystkiemu opór społeczny.

      Sugeruje Pan, że ci z familoków przyjdą do strzeżonych osiedli domagać się
      swoich praw?

      - A gdzie mogliby pójść? Przecież partii już nie ma! To się stanie, jeśli ktoś
      na tej nędzy będzie chciał zbić interes polityczny i zacznie tych ludzi
      integrować w jakiś ruch. Myślę, że tym rozbestwionym złodziejom przydałby się
      taki strach przed dniem, w którym nie pomogą ani pieski, ani szyby
      ognioodporne. Ten strach jest potrzebny, żeby zahamować poczucie bezkarności w
      złodziejstwie. Śląsk wpadł, niestety, w zagnojony zbiornik.

      Gdy w "Gazecie Wyborczej" napisaliśmy, że odnaleziono dokumenty, które być może
      dowodzą, że obrona wieży spadochronowej wyglądała inaczej niż oficjalnie
      obowiązująca wersja wydarzeń, rozpętała się burza. Dlaczego nie potrafimy
      normalnie rozmawiać o trudnej i skomplikowanej, ale jednak wspólnej historii
      polsko-niemieckiej?

      - O tych rzeczach w ogóle trudno się rozmawia w Polsce. To pewien kanon,
      którego większość dla świętego spokoju nie chce ruszyć. Rodzaj obiegowej
      monety. Dowodzi tego sprawa majora Sucharskiego czy sprawa Jedwabnego. Ja
      uważam, że to są bardzo poważne rzeczy i trzeba rozbijać skamieliny fałszywych
      mitów. To, co wy zrobiliście, jest rzeczą absolutnie pożyteczną. Wszystkim na
      rękę jest milczenie o trudnych sprawach, bo przywiązanie do mitów pozwala
      utrzymywać Ślązaków w fikcyjnym patriotyzmie. A patriotyzm powinien być realny
      i oparty na prawdzie. Nie ma lepszego lekarstwa niż prawda.

      Przed wojną o problemach Ślązaków nie pozwalał dyskutować Grażyński, po wojnie -
      partia. Niepokojące, że teraz wraca stara melodia. Znowu chce się nas
      zawalcować. Nie wolno się dać. Temat wieży rozpętał awanturę, bo to pierwsza
      taka dyskusja. Ale to wielka szansa, żeby pobudzać potrzebę takich debat. I
      trzeba w nie wciągać młodych.

      Trudno to robić w regionie, w którym odmawia się prawa do rozmawiania...

      - Jak pani myśli, dlaczego ja stąd dwukrotnie wyjechałem? Właśnie dlatego, że
      tu powietrze jest duszne. To tradycja okupacji, trzymania za mordę,
      totalitarnego traktowania tego regionu. Ślązak zawsze był podejrzany, a to
      dlatego, że brał udział w powstaniach i był zwolennikiem Korfantego, a to
      dlatego, że był w Wehrmachcie, a to, że z niemieckiego wojska uciekł do armii
      Andersa. W okresie PRL ściągnięto tu rozmaitych pilnowaczy, którzy czuli, że są
      prawomocni z racji funkcji państwa, które reprezentowali. I oni szukali wroga.
      Nigdzie indziej w Polsce nie ma czegoś takiego.
      • silesius Re: Wywiad z Kutzem 13.02.04, 18:11
        Skąd się bierze strach przed Niemcami?

        - Przez lata antyniemieckie fobie były głównym instrumentem propagandy.
        Przecież tutaj, na Śląsku, nie można się było nawet uczyć w szkole
        niemieckiego. O mnie mówi się, że jestem niemieckim agentem, bo piszę felietony
        w "Dzienniku Zachodnim" - gazecie, której właścicielami jest niemiecka firma.

        To zawsze tak było. To był instrument propagandy. Ile lat nie można się było
        uczyć niemieckiego! To była fobia propagandy. Co więcej, na takich fobiach
        można zarobić! To jest proste: żeby zgadzała się wizja świata, trzeba się
        umówić, że ludzie są tacy, a nie inni. W takiej sytuacji prawda się nie liczy.

        Jest w Panu coraz więcej goryczy.

        - A z czego tu się cieszyć? Niewiele jest podniet do radości. Rozgoryczenie to
        pewien stan, wynikający z bezradności i z malejącej wiary w państwo, władze,
        porządek, sprawiedliwość. Na Śląsku głuchota na wielkie połacie biedy jest
        straszna i okrutna.

        A może to dlatego, że jestem stary i coraz mniej rzeczy mi się podoba. Przykro,
        że jest gorzej, niż mogło być. Nadzieje, które mieliśmy, nie spełniły się.
        Ułożyło się niewiarygodnie źle. I za to Ślązacy mają prawo obwiniać państwo
        polskie, nie chcieć go, demonstrować swą odmienność, nawet narodowością śląską.
        Żyjemy w demokracji, więc ludzie mają nie tylko prawo mówić, co chcą, ale i
        zrzeszać się. Z tego ostatniego prawa rzadko korzystają i tym jestem naprawdę
        przerażony. Ślązacy muszą być tak bardzo przygnębieni, że nie ma w nich ochoty
        stawiania oporu.

        Może są - jak Pan mawia - dupowaci?

        - No tak, oczywiście. Taka jest ich mentalność. Zawsze byli skolonizowani, już
        Niemcy to na nich ćwiczyli. Wszystkie moje filmy wynikają z buntu. Trzeba się
        buntować.

        Fakt, że podczas spisu powszechnego zadeklarował Pan narodowość śląską to też
        był bunt?

        - Oczywiście, że tak.

        Jak zareagował rachmistrz?

        - To była jakąś bardzo młoda osoba, na której kompletnie nie zrobiło to
        wrażenia. Dobrze, że to zrobiłem, bo to ludzi zaszokowało. A o to mi chodziło.
        Niech do tych ludzi wreszcie dojdzie, że z tym Śląskiem jest nieklawo.

        Tylko dlatego zadeklarował Pan narodowość śląską? Żeby zaprotestować i
        zaszokować?

        - Nie tylko. Nikt już nas nie ciągnie do obcych wojsk. Możemy w znacznym
        stopniu decydować o sobie. Trzeba pobudzić potrzeby społeczne i regionalne. Nie
        rozumiem, dlaczego ruch śląski jest kojarzony tak negatywnie. No, ale cóż...
        Polska jest już tak zidiociałym krajem, że mało co mnie dziwi. To, czego nie
        rozumie, tego nienawidzi. I Śląsk jest tego przykładem.

        Ale - jakby powiedziała moja babka - sami się prosiliśmy. Korfanty to był
        świetny człowiek, ale powinien głębiej zastanowić się nad ofertą, z którą
        wyszli śląscy kapitaliści. Zamiast autonomii w ramach Niemiec lub Polski,
        zaproponowali utworzenie państwa węgla i stali. Choć z drugiej strony nie
        byłoby mu łatwo... Mocny był powiew polskości.

        Korfanty powinien stworzyć śląskie państwo?

        - Z dzisiejszej perspektywy może to byłoby rozsądne. Może mniej byłoby
        cierpienia na Śląsku? Ale na szczęście dziś rozwój demokracji europejskiej
        sprawia, że regionalizm ma coraz większe szanse.

        O Europie regionów mówią członkowie Ruchu Autonomii Śląska.

        - I słusznie mówią. Regiony to jedyny sposób na przystosowanie się do
        społeczeństwa pokoju, czyli Europy.

        Bardzo wielu Ślązaków głosowało w referendum za wejściem do Europy. Teraz są
        rozgoryczeni i boją się społecznych i gospodarczych konsekwencji zjednoczenia.
        Mają czego?

        - Nie. Dla nas wejście do Europy jest bardziej korzystne. W fatalnej sytuacji
        Śląska i przy fatalnym stosunku państwa do regionu Europa to nie jakaś mglista,
        poetycka wizja, ale realna możliwość, że wreszcie się urządzimy. Europa
        pospieszy nam z pomocą. Po to, by łagodzić skutki kryzysu i konfliktu na tym
        Śląsku, co leży jak szkapa i nie może się dźwignąć. Śląsk ma szansę, ale musi
        mieć prawo do formowania się nawet bez oglądania na państwo polskie. Dlatego
        cały czas powtarzam Ślązakom, żeby się organizowali poza partiami. Tylko w taki
        sposób oczyści się zapartyjnione samorządy, tę kryminogenną strukturę. I trzeba
        wpuścić w samorządy nowych ludzi. To sposób na zlikwidowanie zaścianka,
        przeciętności i wrednego prowincjonalizmu. Inaczej nepotyzm i złodziejstwo będą
        trwały wiecznie.



        Na Śląsku najłatwiej wpaść w świat familokowej degradacji, ale i najłatwiej
        kraść, zawłaszczyć i dorobić się. Górnictwo to potwornie wielki młyn, idealne
        miejsce do kombinowania.

        Przykro, że jest gorzej, niż mogło być. Nadzieja, którą mieliśmy, nie spełniła
        się. Ułożyło się niewiarygodnie źle. I za to Ślązacy mają prawo obwiniać
        państwo polskie, nie chcieć go, demonstrować swą odmienność nawet narodowością
        śląską.
        • Gość: Yjmyn, yjmyn!!! Synatorske uoskarżynie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.04, 22:48
          Kutz - szlónzki uoskarżyciel.

          Uoskarżóno - Polska.
    • Gość: ! nastepne swiadectwo glupoty Kutza!!!!!! IP: *.mcbone.net / *.mcbone.net 15.02.04, 03:53
      kutz to nieduczony borok co nie wie co kto to byl krol pruski, poradzi jak
      wszystkie krupnioki ino jamrowc!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      kutz z tobom to czas do truly!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: korn Re: Wywiad z Kutzem IP: *.chello.pl 17.02.04, 18:19
      Nigdy nie cenilem Kutza za inteligencje, bo zbytnio nia nie grzeszy, ale
      szanowalem go za pewna wrazliwosc. Teraz, na starosc, chyba i tego mu zabraklo.
      Kiedys podkreslal polskosc Slaska, wspominal o tym, ze czlonkowie jego rodziny
      walczyli w Powstaniach o Polske, sam czul sie Polakiem, w zaden sposob tego nie
      kwestionowal. Podkreslal nasza odrebnosc kulturowa, zarazem przypominajac, ze
      jestesmy Polakami.
      Sledzac jego wypowiedzi z lat 70-tych i 80-tych nie mozna sie bylo oprzec
      wrazeniu, ze gosc jest powaznie zindoktrynowany i potulny wobec komunistycznej
      propagandy. W swoich filmach przemycal co prawda slaskosc, ale za kazdym razem,
      z jakas namolnoscia (tak mu pewnie kazali) zaznaczal, ze Polska to dla Slazkow
      Macierz.
      Wszystko byloby w porzadku, gdyby nie to, ze zatracil gdzies swoja slaska
      konsekwencje. Powiedzmy, ze pewien konformizm jest nasza cecha, ale Kutz
      poszedl z tym dalej, siegajac niemal do granic absurdu. Jego wypowiedzi z
      ostatnich lat trącą groteska i swoista demencja starcza. Byc moze za duzo piwa
      zlopal, bo jego wypowiedzi za nic nie trzymaja sie kupy.
      Do dzis Kutz nie zaprzecza, ze jest Polakiem. Podal narodowosc slaska
      prowokacyjnie, by pewne zjawisko zaakcentowac. Poza tym uwaza sie za polskiego
      rezysera, ktoremu los kultury polskiej nie jest obojetny.
      Wiec jakies tam patriotyczne cechy (wobec Polski) tu i owdzie prezentuje. Jak
      wiec zrozumiec jego wypowiedz mowiaca o tym, ze Polska bez Slaska w okresie
      miedzywojennym by nie przetrwala w kontekscie jego innej wypowiedzi, ze moze
      Korfanty powinien pomyslec nie o autonomii lecz o niepodleglosci, ze moze tak
      byloby lepiej. Dla kogo? Przeciez nie dla Polski, ktora by (w razie
      niepodleglosci Slaska) nie przetrwala. Albo nie do konca rozumie co powiedzial,
      albo u niego z logika na bakier.
      Jestem przekonany, ze Kutz w zyciu nie zyczyl by Polsce tzw. nieistnienia. Z
      pewnoscia w jakis tam sposob dobrze jej zyczy, jest lojalnym senatorem RP.
      Tylko, cholera, rozum mu chyba wyparowal, ze wyslawia sie tak nieprecyzyjnie i
      w sposob wysoce nieprzemyslany, co troche nie licuje z godnoscia senatora-
      intelektualisty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka