Gość: OBERSCHLESIER
IP: *.dip.t-dialin.net
27.03.04, 15:23
Niemieccy wypędzeni zrzeszeni w organizacji "Preussischer Treuhand" ("Pruskie
Powiernictwo") grożą Polsce pozwami przed Trybunałem Praw Człowieka w
Strasbourgu. Czy ich pozwy mają szanse na powodzenie? Rozmowa "Między Odrą a
Renem" z prof. Christianem Tomuschatem.
Bartosz Dudek: Jak ocenia Pan szanse "Preussischer Treuhand" na
wyprocesowanie odszkodowań przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasbourgu?
Prof. Tomuschat: Europejska Konwencja Praw Człowieka obowiązuje dane państwo
dopiero od momentu jej ratyfikacji. W przypadku Polski był to rok 1992.
Dlatego Trybunał w Strasburgu nie może orzekać o żadnych sprawach sprzed tej
daty.
Bartosz Dudek: Jak ocenia Pan w ogóle szanse wypędzonych na wyprocesowanie
zwrotu majątków bądz odszkodowań?
Prof. Tomuschat: Być może dla niejednego niemieckiego wypędzonego zabrzmi to
gorzko, ale stan prawny jest tu jasny. Na terytorium Polski obowiązuje w
kwestii własności polskie prawo, a tereny na wschód od Ody i Nysy są uznanym
przez prawo międzynarodowe terytorium Polski. Jedyna możliwość w tym
przypadku to sprawdzenie czy nie ma jakiejś umowy międzynarodowej albo
jakiejś ogólnej normy prawnej, na której można by oprzeć takie roszczenia.
Generalnie w prawie międzynarodowym obowiązuje zasada, że pojedyncza osoba
nie prawa indywidualnie domagać się odszkodowania za szkody wyrządzone przez
inne państwo.
Natomiast - jak już powiedziałem - Europejska Konwencja Praw Człowieka nie ma
tu zastosowania, a prawodawstwo unijne nie ma z tymi sprawami nic wspólnego.
Bartosz Dudek: "Pruskie Dziedzictwo" w razie przegranej przed sądami w
Europie grozi Polsce pozwami przed sądami amerykańskimi. Na ile w ogóle sądy
amerykańskie mogą rozstrzygać te kwestie?
prof. Tomuschat: Moim zdaniem sądy amerykańskie nie są w ogóle władne
rozstrzygać w tej sprawie. Mogą one rozstrzygać tylko sprawy związane ze
swoim krajem. Takiego punktu styczności tutaj nie ma. Nie potrafię sobie
wyobrazić by jakikolwiek amerykański sąd mógł tutaj znaleźć najmniejszy
chociażby punkt zaczepienia.
Bartosz Dudek: Rząd Niemiec oficjalnie nie popiera roszczeń wypędzonych, ale
kwestię zwrotu własności uznaje za otwartą. Skąd ta dwulicowość?
Prof.Tomuschat: Niemiecki rząd boi się pozwów wypędzonych. Mogłoby się
zdarzyć, że Federalny Trybunał Konstytucyjny zasądziłby dodatkowe, nawet
bardzo wysokie świadczenia na rzecz wypędzonych. Możliwe byłoby to jednak
tylko wtedy, gdyby rząd RFN oficjalnie zrezygnował z roszczeń wobec Polski.
Formalne zamknięcie tej kwestii mogłoby spowodować fatalne skutki finansowe.
A na to w chwili obecnej Niemców nie stać.