Dodaj do ulubionych

wiela Nos tu je?

31.08.04, 01:32
mom na mys`li tych prawdziwych S`loonzoko`w?,
no tych pool prawdziwych i polskich tysz?,
no wiela?,

dobre...,
kupa!

Obserwuj wątek
    • misiek001 Re: wiela Nos tu je? 06.09.04, 22:30
      A kto to jest "prawdziwy Ślązak"?
      • alex.stela Re: wiela Nos tu je? 14.09.04, 17:18
        "Prawdziwy Ślązak" to każdy Ślązak. Bo każdy Ślązak powie o sobie, że to on jest "prawdziwym Ślązakiem".

        Ale tak naprawdę prawdziwym Ślązakiem jest ten, kto Śląsk ma w sercu i w duszy. No i w rodowodzie ;-)
        • albrecht1 Re: wiela Nos tu je? 20.09.04, 20:40
          alex.stela napisał:

          > Ale tak naprawdę prawdziwym Ślązakiem jest ten, kto Śląsk ma w sercu i w
          duszy.
          > No i w rodowodzie ;-)

          No wiesz, chyba lepiej nie można było tego napisać. Choc zaakcentowałbym przede
          wszystkim te dwie pierwsze cechy. Bywa, że ludzie "nie stela" znajdują tutaj
          swoją drugą ojczyznę, chocby tą małą.
          • alex.stela Re: wiela Nos tu je? 21.09.04, 11:41
            No i bardzo się z tego cieszę! Zresztą z tym rodowodem to różnie bywa...
            • broneknotgeld Re: wiela Nos tu je? 25.03.06, 23:44
              Toż se tyż melduja i pozdrowiom ze stolicy fraszki.
          • hanys131 wela nos tu je 01.10.06, 15:52
            Kurna hynysy suchejcie to nima fto je ''ślązkiem'' yno fto je Hanysym. bo
            "Ślązkiem" to może być kożdy jebnynty gorol jak sie na śląsk prziprowdzi. kurna
            hanysy piszcie na lukash14@yahoo.com.au chopy jo nima póltoń jo jak widza polske
            godło to na te hujstwo pluja. "naprowda oplułech już welaśtam razy te gorolske
            szmatajstwo.
    • faithless_dz Re: wiela Nos tu je? 08.01.05, 01:45
      rodowód to jest jedna sprawa .. ... .. a hanys to hanys .. .. .. .

      najwazniejsze by umioł szanować ta ziemia ... i kochać ją jak każdy hanys kocho
      ... żeby szanowoł ludzi którzy som w porządku do innych a pientnowoł tych co
      żadnego szacunku do innych nie majom ... nio i żeby wiedzioł że ślonzk to jego
      ojczyzna ...

      i tyla wiyncej ni cza ...

      :>:>
    • eichenau Re: wiela Nos tu je? 22.05.05, 16:26
      Builider Tys je pra syncysko ze Sosnowitz a "Sosnowitz" tysch wedug ciebie
      Oberschlesien HE HE HE ! Ja Jaśu Kiepura tysch tak łozprawioł a w duchu był
      polok i gorol jak ty!!
      • sas12 Re: wiela Nos tu je? 28.05.05, 15:06
        Ni wiela nos tu je. Wiela nos je przeca w rajchu.
        • sloneczko1 Re: wiela Nos tu je? 22.06.05, 09:43
          nos je bardzo wiela,ale niykiere sie bojom to guośno pedzieć
          • eichendorff Re: wiela Nos tu je? 22.06.05, 13:07
            sloneczko1 napisała:

            > nos je bardzo wiela,ale niykiere sie bojom to guośno pedzieć

            Powoli nabierom uodwagi... :-)
            • sloneczko1 Re: wiela Nos tu je? 25.06.05, 08:41
              niy yno Ty ,ale jeszcze wiela sie boi,ze historia sie obroci i zaś bydzie jak kiedyś
              • eichendorff Re: wiela Nos tu je? 25.06.05, 21:40
                sloneczko1 napisała:

                > niy yno Ty

                Powoli nabierom uodwagi... :-)

                W znaczeniu "oni nabiorą", a nie "ja nabieram".
                W języku śląskim to słowo akurat, brzmi tak samo w 3 osobie liczby mnogiej
                czasu przyszłego i 1 osobie liczby pojedynczej czasu teraźniejszego :-)
                • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 26.06.05, 23:13
                  ja? niy wiedziauach--jak ty szybko odkroues żech je lis farbowany i niy je jo
                  ślonzaczka--detektyw z Ciebie abo co?odważny z Ciebie karlus widza,no,no
                  • starzik Re: Do eichendorffa 27.06.05, 09:21
                    Jo tyż żech je

                    pyrsk !
                  • eichendorff Re: Do eichendorffa 27.06.05, 20:22
                    sloneczko1 napisała:

                    > jak ty szybko odkroues żech je lis farbowany i niy je jo ślonzaczka--detektyw
                    > z Ciebie abo co?

                    Nie interesuje mnie czy ktoś ma rodziców ze Śląska czy nie. Dla mnie liczy się
                    tylko stosunek danej osoby do kultury śląskiej. Poznałem już Goroli, którzy za
                    Śląsk daliby się zabić, jak również Ślązaków, którzy w d.pie mieli swoje
                    pochodzenie i tożsamość.
                    Nikogo nie osądzamy po czystości krwi! Nie jesteśmy nazistami...
                    • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 28.06.05, 21:09
                      eichendorff napisał:

                      > sloneczko1 napisała:
                      >
                      > > jak ty szybko odkroues żech je lis farbowany i niy je jo ślonzaczka--dete
                      > ktyw
                      > > z Ciebie abo co?
                      >
                      > Nie interesuje mnie czy ktoś ma rodziców ze Śląska czy nie. Dla mnie liczy się
                      > tylko stosunek danej osoby do kultury śląskiej. Poznałem już Goroli, którzy za
                      > Śląsk daliby się zabić, jak również Ślązaków, którzy w d.pie mieli swoje
                      > pochodzenie i tożsamość.
                      > Nikogo nie osądzamy po czystości krwi! Nie jesteśmy nazistami...

                      >przepraszam Cię za ten post ale nie wiedziałam,że Ty zajmujesz się wraz z
                      innymi kodyfikacją języka śląskiego--pomyślałam ,że chcesz mnie pouczać--a z
                      resztą Twojej wypowiedzi zgadzam sie w 100 %---ale jeszcze jedno
                      pytanie---jestem ślązaczką czy nie--jak myślisz?
                      • stefan_ems Re: Do eichendorffa 28.06.05, 22:12
                        sloneczko1 napisała:

                        > >przepraszam Cię za ten post ale nie wiedziałam,że Ty zajmujesz się wraz z
                        > innymi kodyfikacją języka śląskiego--pomyślałam ,że chcesz mnie pouczać--a z
                        > resztą Twojej wypowiedzi zgadzam sie w 100 %---ale jeszcze jedno
                        > pytanie---jestem ślązaczką czy nie--jak myślisz?

                        Nie ważne co on myśli, ważne jest to, jak Ty na to pytanie sobie odpowiesz, a on może tylko uszanować Twoją wolę, jakakolwiek by ona nie była.
                        Ale sama deklaracja to tylko puste słowo.
                        Pzdr.
                        • sloneczko1 Re: Do Stefana_emsa 29.06.05, 05:43
                          tak samo myśla
                      • eichendorff Re: Do eichendorffa 30.06.05, 14:25
                        sloneczko1 napisała:

                        > przepraszam Cię za ten post ale nie wiedziałam,że Ty zajmujesz się wraz z
                        > innymi kodyfikacją języka śląskiego--pomyślałam ,że chcesz mnie pouczać--a z
                        > resztą Twojej wypowiedzi zgadzam sie w 100 %---

                        Nie ma za co przepraszać. To ja popełniłem błąd bo mogłem zauważyć, że słowo,
                        które wpisuję może być odczytane dwuznacznie. Wystarczyło więc, że
                        przed "nabierom" postawiłbym "uoni"...

                        > ale jeszcze jedno pytanie---jestem ślązaczką czy nie--jak myślisz?

                        Nie mam zielonego pojęcia. Abym mógł to stwierdzić, musiolibyśmy się spotkać :-)
                        • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:37
                          a jak by my sie spotkali to po czym byś to poznou,po godce?
                          • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:42
                            Koło w młynie mojego ojca obracało się, wesoło pluszcząc w wodzie. Śnieg
                            topniał na dachu, a krople wody z narastającą częstotliwością spadały na ziemię.
                            Wróbelki ćwierkały i jakby wtórowały odgłosom młyńskiego koła.
                            Siedziałem na progu chałupy i ocierałem oczy z resztek snu. Było mi bardzo
                            przyjemnie w promieniach wiosennego słońca. Wtedy ojciec wyszedł z domu. On już
                            od wczesnego
                            ranka pracował w młynie. Spojrzał na mnie i powiedział: - Ty nicponiu.
                            Przeciągasz się na słońcu jak kot i nie zważasz na to, ze wszelkie prace muszę
                            wykonywać sam. Nie będę cię już dłużej karmił. Wiosna puka do drzwi. Idź
                            wreszcie w świat i zarób sobie sam na chleb.
                            Wtedy rzekłem - skoro jestem nicponiem, to pójdę w świat, żeby poszukać dla
                            siebie szczęścia. Od dawna o wędrowaniu rozmyślam. Często też - stojąc w zimowe
                            dzionki przy oknie - o podróżach i przygodach pośpiewuję.
                            Wszedłem zatem do domu, by zabrać moje skrzypce, wiszące na ścianie, ojciec dał
                            mi parę groszy i - w drogę. Otworzył się przede mną szeroki, wolny świat.
                            Przesłałem ostatnie pozdrowienia zapracowanym w polu gospodarzom i poczułem -
                            jakby odtąd wszystkie dni tygodnia były niedzielami. Kiedy wreszcie znalazłem
                            się na otwartym polu, ująłem skrzypce pod brodę i zacząłem grać i śpiewać.
                            • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:42
                              Gdy łaskę komuś Bóg uczyni
                              wysyła go w daleki świat
                              Tam mu objawia cuda ziemi
                              gór, lasów, rzek odwieczny lad.
                            • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:42
                              Kiedy tak idąc - grałem i śpiewałem - to nawet nie spostrzegłem za plecami
                              jadącego wolno powozu. Odwróciwszy się, ujrzałem w powozowym oknie dwie damskie
                              głowy. Jedna, niczym kwiatuszek co dopiero zerwany w ogrodzie. Druga równie
                              piękna, ale jakby nieco starsza. Kiedy zaprzestałem śpiewania, starsza dama
                              nakazała zatrzymanie powozu. Zagadnęła mnie słowami: wesoły wędrownik z ciebie,
                              młodzieńcze. Znasz piękne pieśni.
                              - Łaskawa pani - znam jeszcze dużo piękniejsze.
                              - Dokąd to droga prowadzi tak wczesnym rankiem?
                              Zawstydziłem się, bowiem sam nie znalem celu podróży.
                              - Do Wiednia - odpowiedziałem, bo coś należało powiedzieć.
                              Wtedy obie damy przemówiły do siebie językiem, który nie był mi znany. Starsza
                              przemawiała, a młodsza potrząsała głową. Obie śmiały się serdecznie.
                              - Wskocz na tył powozu - zarządziła starsza dama. My tez do Wiednia podążamy.
                              Wnet zająłem miejsce z tylu, a kiedy powożący trzasnął z bata i konie ruszyły z
                              kopyta, poczułem miły powiew wiatru i radośnie zrobiło mi się na duszy.
                              Zostawiłem za sobą wioski, ogrody, wieże kościelne, a przede mną nowe wioski,
                              zamki i góry. Zaś pode mną - kępki trawy, łąki kolorowe od kwiecia. Na niebie
                              dużo skowronków w niebieskawym, przezroczystym powietrzu. Wstydziłem się
                              krzyczeć głośno, ale w moim wnętrzu grało, huczało i było radośnie.
                            • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:43
                              iedy w południe damy zarządziły przerwę, wtedy w cieniu korony potężnego drzewa,
                              zobaczyłem oczami wyobraźni moją wieś, ojca, młyn. Ogarnęło mnie dziwne uczucie,
                              jakby nakazujące powrót do domu. Wetknąłem moje skrzypce pomiędzy kamizelkę i
                              marynarkę, usiadłem na stopniu powozu i zamyśliwszy się - zasnąłem.
                              Kiedy się obudziłem, powóz stał w cieniu rozłożystych lip i w pobliżu potężnych
                              kolumn, pomiędzy którymi były schody, prowadzące do zamku. W prześwicie pomiędzy
                              drzewami było widać wieże Wiednia. Damy już dawno wysiadły, konie były wyprzęgnięte.
                              Przestraszyłem się, bo pozostawiono mnie samego. Udałem się na schody,
                              prowadzące do holu zamku. Z otwartego u góry okna dał się słyszeć głośny śmiech.
                              Kiedy znalazłem się w holu i począłem się rozglądać - poczułem dotknięcie laską
                              w ramię. Odwróciwszy się, ujrzałem dostojnego pana w służbowym stroju, zdobnym w
                              świecidełka i naszywane paski. Wnet zebrało się kilka osób służby obojga płci. Z
                              ust młodej dziewczyny usłyszałem, iż jestem szarmanckim młodzieńcem. Starszy pan
                              zapytał - czy nie zechciałbym pomagać ogrodnikowi w jego pracach.
                              Sięgnąłem do kieszeni. Okazało się, że tych parę groszy, jakie otrzymałem od
                              ojca - wyskoczyło mi w czasie podróży. Oprócz gry na skrzypcach i śpiewania,
                              niczego innego nie umiałem. Odpowiedziałem tedy - tak, chcę służyć jako chłopiec
                              ogrodowy.
                              Mila była praca w ogrodzie. Zieleń, krzewy, kwiaty, klomby, ciche bzykanie
                              pszczółek - aż się chciało śpiewać.
                              Śpiewałem sobie tedy:
                            • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:43
                              Dokąd się udam i spojrzę,
                              w pole, dolinę, las
                              z góry w otchłań niebieską
                              łaskawe panie - widzę was
                              i po tysiąckroć pozdrawiam.
                            • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 30.06.05, 22:44
                              Aż tu niespodziewanie zza okiennych żaluzji przygląda mi się para błyszczących
                              oczu. Byłem zmieszany i nie dokończywszy śpiewania, podjąłem ogrodową pracę.
                              Wieczorem - a była to sobota - podeszła do mnie służąca z butelką wina i słowami:
                              - Łaskawa pani, dla której pan tak pięknie śpiewał, przesyła butelkę wina, byś
                              wypił za jej zdrowie. Położywszy flaszkę na parapecie okna altany, zniknęła w
                              gąszczu niczym zwinna jaszczurka.
                              Ośmielony tym gestem, ująłem skrzypce brodą i z wielkim uczuciem śpiewałem pieśń
                              o i dla łaskawej pani. Często grywałem pod oknami z ukrycia w gęstwinie krzewów
                              i kwiatów.
                              Pewnego razu w oknie zjawiła się - równie piękna, ale starsza dama. Zdawało mi
                              się, ze ta młodsza spoziera zza firanek. Udałem się w pobliże ogrodowego stawu.
                              Podszedłem do lodzi, rozkołysana wprawiała mnie w błogi nastrój. Wsłuchiwałem
                              się w odgłosy spacerowiczów, dochodzące z różnych stron.
                              Wnet miejsce w lodzi zajęły damy, pan w okularach i jeszcze ktoś, chwycił za
                              wiosła. Mój śpiew i granie ścieliło się nad lustrem wody i jakby pochłonięte
                              przez przybrzeżne krzewy - milkło.
                              Przybiwszy do brzegu - pan w okularach nie omieszkał zauważyć, że w czasie
                              śpiewania byłem obiektem obserwacji młodej damy. Kiedy towarzystwo opuściło łódź
                              i rozeszło się po ogrodzie, uświadomiłem sobie, jak bardzo śpiewałem pod
                              dyktando serca, płonąc z miłości do młodej damy. Kiedy zostałem sam, rzuciłem
                              się na trawę i gorzko zapłakałem.
                          • eichendorff Re: Do eichendorffa 01.07.05, 14:32
                            sloneczko1 napisała:

                            > a jak by my sie spotkali to po czym byś to poznou?

                            To je moja suodko tajymnica :-)
                            • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 02.07.05, 10:08
                              lubia suodkości bo ktoż je niy lubi,a jak jeszcze tajymnica..............
                              • eichendorff Re: Do eichendorffa 04.07.05, 10:39
                                sloneczko1 napisała:

                                > lubia suodkości bo ktoż je niy lubi,a jak jeszcze tajymnica..............

                                :-))))))))))))))))))))))))))
                                • sloneczko1 Re: Do eichendorffa 04.07.05, 23:22
                                  onephoto.net/uploads/eviva/1120490224_gal_okno0407w_oph.jpg
    • pit-zeolit Jak widzę to niewielu...... 01.06.06, 15:35

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka