Dodaj do ulubionych

Czy należy obalać mity

02.12.03, 09:34
Czy nie uważacie, ze historia Śląska Cieszyńskiego jest w duzym stopniu
zafałszowana. Myślę, że istnieje tutaj mnóstwo mitów min. na temat rzekomej
polskości Śląska Cieszyńskiego. W Katowicach juz zabrano sie za obalanie
mitów teraz pora na Cieszyn. Powiinnismy dążyć do prawdy a nie cały czas
karmić sie mitami.
Obserwuj wątek
    • czech4 Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 11:14
      co rozumiesz przez "rzekomą polskość"
      • josef_kozdon Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 11:41
        czech4 napisał:

        > co rozumiesz przez "rzekomą polskość"
        Choćby to, ze wiekszość Cieszynioków nie czuła się nigdy Polakami tylko
        Ślązakami. Dlaczego nigdzie nie mówi się jak wielkim poparciem cieszyła sie
        Ślaska Partia Ludowa Kożdonia.
    • stoik1 Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 11:51
      Idź se obalić co innego
      • peterpaul Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 11:57
        Mity to polska specjalnosc.
        Jest mit obrony Katowic, mit polskosci Slaska, mit Westerplatte.
        Jak mity runa, to zostanie przykra prawda.
        • alex.stela Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 14:05
          Są też śląskie mity...
          • alex.stela Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 14:16
            A także mity o mitach...

            :D
    • peterpaul Kutz o mitach 02.12.03, 12:01
      Miłość do ojczyzny nie może być dla wojskowych upoważnieniem do szafowania
      ludzkim życiem. Tylko dyktatorzy pozwalają sobie na taką bezceremonialność.
      Albo oficerska głupota wojskowych, podobna tej, która stoi za hekatombą
      Powstania Warszawskiego. Ale ona wyrasta z tradycji dziewiętnastowiecznych
      powstań polskich, które z rozsądnym myśleniem niewiele miały wspólnego.

      W 1939 roku wojsko polskie zostawiło Górny Śląsk na pastwę losu, a urzędnicza
      gwardia Michała Grażyńskiego czmychnęła, jakby jedni okupanci uciekali przed
      kolejnymi oprawcami. Tak zwana obrona Górnego Śląska w 1939 roku nie istniała i
      na dobrą sprawę powinno się o tej sprawie milczeć, albo właściwie ją nazywać, a
      nie czynić z niej patriotycznej grochówki. Dla mnie obrona Śląska przed
      Wehrmachtem w wykonaniu dzieci była zawsze sprawą żenującą. I budowanie wokół
      niej aury patriotycznych uniesień, legend i mitów, a co za tym idzie wzorców
      zachowań, uważam w płaszczyźnie moralnej za rzecz niestosowną, by nie
      powiedzieć - żałosną. Zwłaszcza na Górnym Śląsku. Owszem, można by o tym
      rozmawiać, gdyby wtedy przy śląskich harcerzach był - nadany z urzędu -
      wojewoda śląski, a jednocześnie od 1931 roku przewodniczący Związku Harcerstwa
      Polskiego (!!), Michał Grażyński. Ale on wziął tyłek w troki i gnał na
      Zaleszczyki. Uciekał. Jego tyle Górny Śląsk obchodził, ile było w nim
      nienawiści do Wojciecha Korfantego. Był tu z misją polityczną Piłsudskiego, a
      nie z miłości do Śląska; miał go spolonizować, a nie służyć mu. Cóż go mogły
      obchodzić śląskie harcerki w szarych mundurkach albo maniakalni powstańcy?!

      Trzeba sprawiedliwie napomknąć, że podczas kampanii wrześniowej Grażyński nie
      mógł mieć zbyt wiele czasu dla swojego województwa, bo został powołany na
      stanowisko ministra propagandy. Więc wybełkotał przez radio parę patriotycznych
      apeli, potem hajda w stronę Rumunii! Zachodzi tedy podejrzenie, że te pukawki
      na Górnym Śląsku we wrześniu 1939 roku mogły być jedynym sukcesem propagandowym
      pierwszego harcerza Rzeczpospolitej.

      katowice.naszemiasto.pl/felietony/specjalna_artykul/20152.html
      • peterpaul Okupanci 02.12.03, 12:02
        > W 1939 roku wojsko polskie zostawiło Górny Śląsk na pastwę losu, a urzędnicza
        > gwardia Michała Grażyńskiego czmychnęła, jakby jedni okupanci uciekali przed
        > kolejnymi oprawcami.
        • tomek9991 O czym trzeba przypominać Niemcom i Slooonzakom 02.12.03, 13:15
          Nie wszystkim Niemcom, bo bardzo dużo jest OK
          i nie Ślązakom, tylko Slooonzakom,
          którzy ględzą o polskich mitach :

          www.wprost.pl/ar/?O=53065
          • tomek9991 Tekst Bratkowskiego do poczytania 02.12.03, 13:22
            Stefan Bratkowski
            Pisarz, dziennikarz, historyk, scenarzysta

            To zdumiewające! Prof. Heinrich Olschowsky ("Gazeta Wyborcza" z 25 listopada
            2003 r.) przypisuje polskiej stronie odmowę dialogu. Drogi profesorze, nie
            jestem tu nikim po tej stronie, mam jakiś tam swój wpływ na polską opinię
            publiczną, a nie spotkałem po stronie niemieckiej żadnej odpowiedzi na żaden
            argument z moich tekstów opublikowanych na łamach "Wprost". Nie powtórzę
            wszystkiego, co napisałem, ale mam w Berlinie przyjaciół, którzy mogą to panu,
            profesorze, przetłumaczyć - jeśli pan tylko naprawdę zechce. Pytanie, czy pan
            zechce.

            Co niepokoi Polaków
            Nie myśmy rozpętali tę aferę. Nie my chcemy budować Centrum przeciw
            Wypędzeniom, nie projektowaliśmy Centrum Ofiar Hitleryzmu, choć polskie i
            żydowskie ofiary zbrodni hitlerowskich można liczyć w milionach. I nie my
            wypominamy dzisiejszym Niemcom zbrodnie poprzednich pokoleń Niemców. Sam
            podkreślałem, że ludzie z pokolenia Eriki Steinbach nie brali udziału w
            zbrodniach, tym bardziej Niemcy młodsi od niej. Nie żądaliśmy, by tacy bili się
            w piersi za pokolenie zbrodniarzy. To my uczyliśmy się zapominać. To dzięki
            temu młodzi Polacy przyjaźnią się z młodymi Niemcami. To my przypominaliśmy
            niemiecki wkład w historię naszych dzisiejszych ziem zachodnich. To my
            pisaliśmy o losie niemieckich przesiedleńców, nie tylko o polskich wypędzanych
            z Poznańskiego i Pomorza, tudzież bezbronnych rozstrzeliwanych lub wieszanych
            zaraz po wejściu armii niemieckiej. Niepokoje odżywają dzisiaj nie z naszej
            inicjatywy. Nie tylko niepokoje o stosunki polsko-niemieckie. Także o
            przyszłość Europy.
            Niepokoi nas wiele różnych rzeczy, poczynając od zgoła marginesowych, choćby
            tego, że dobrym korespondentem zagranicznym mediów niemieckich jest
            dziennikarz, który źle pisze i źle mówi o kraju swego pobytu. Nasi
            korespondenci słyszą zaś, jak pogardliwym tonem rozmawia się o Polsce i
            Polakach w komisjach Bundestagu, kiedy wydaje się im, że są tylko we własnym
            gronie.

            O czym trzeba przypominaĆ Niemcom
            Związek Wypędzonych dostaje rocznie od rządu RFN 18 mln euro, co oznacza, że
            jest częścią polityki rządu. Nie dostaje nic organizacja Polaków pokrzywdzonych
            przez III Rzeszę, robotników przymusowych żyjących dziś w Niemczech. Co do
            szansy dialogu o idei budowy Centrum przeciw Wypędzeniom: trzeba zebrać cały
            materiał dokumentujący zbrodnie hitlerowskie w Polsce na Polakach i Żydach,
            wydać w paru tomach w językach niemieckim, angielskim i francuskim. Trzeba
            zbudować w Warszawie, mieście zrównanym z ziemią, muzeum pokazujące dzieło
            hitleryzmu i dopilnować wspólnie z historykami z Niemiec, by tamtejsze
            podręczniki uwzględniały ten materiał. Trzeba ustanowić odpowiednik żydowskiej
            Ligi przeciwko Defamacji, by protestowała, ilekroć na łamach niemieckiej prasy
            ukaże się tekst mówiący o "polskich obozach koncentracyjnych" - Auschwitz,
            Majdanku czy Treblince.
            Pozostaje pytanie, co Niemcy będą myśleć o sobie samych. Co będą myśleć o
            Niemczech niemieccy politycy i profesorowie uniwersytetów, tacy jak Heinrich
            Olschowsky? Z kim i z czym będą się utożsamiać? Bo jeśli ma być pełny dialog,
            to musi on objąć swą tematyką Prusy, Niemcy pruskie, które wywołały dwie wojny
            światowe, a przedtem uczestniczyły w łajdackich rozbiorach Polski i w roku 1866
            podbiły Saksonię, Bawarię, Hanower, Wirtembergię, Badenię, Hesję oraz
            pomniejsze oporne państewka niemieckie. Niemcy pruskie jednoczyły kraj "krwią i
            żelazem", zgodnie z programem Bismarcka. Nazwisko prof. Olschowsky'ego
            znakomicie ilustruje dokonania Prus: przedtem Niemcy byli przyjaciółmi Polaków
            i przez wieki polonizowali się w Królestwie Polskim, asymilowani otwartością
            polską i dobrobytem, który zresztą rozłożył polską demokrację szlachecką. XVII-
            wieczny Olszowski był polskim arcybiskupem, potomkowie Olszowskich niemczyli
            się w XIX wieku jako renegaci szukający karier wśród zaborców.

            Jak odradzajĄ siĘ pruskie Niemcy
            Pisałem, że Niemcy nie chwalą się tym, jak budowali współczesną swoją
            demokrację. Żadnej popularnej książki, żadnego serialu o tym, jak z moralnej
            katastrofy doszli do dzisiejszej demokracji, która - przy typowej dla
            kontynentu skłonności do biurokracji i nadprodukcji przepisów - jest demokracją
            wzorową. Przeszłość dawnych niemieckich demokracji też nie budzi w Niemczech
            zainteresowania. W Hamburgu, powtarzam do znudzenia, nie mogłem kupić historii
            wolnego miasta Hamburga, najdłużej działającej demokracji europejskiej. Coś mi
            się widzi, że przeszłość Niemiec zbacza niepostrzeżenie ku Prusom, bo i temat,
            jak z Niemców zrobiono Prusaków po 1866 r., nie wraca. Znów powtórzę: żelazny
            kanclerz Otto von Bismarck budował państwo dla potęgi i mocy, Heinrich von
            Treitschke, Prusak z wyboru, uczył kultu przemocy i pogardy dla słabszych. I to
            sfrustrowane przegraną wojną światową pruskie Niemcy oddały władzę Hitlerowi.
            Przygniatająca większość entuzjazmowała się nim, w tym i wielki filozof Martin
            Heidegger. Dzisiejsi Niemcy nie mają z tamtymi nic wspólnego, ale kiedy chcą
            budować pomnik krzywdzie tamtych lub - jak poseł Hohmann - szukać w
            Żydach "narodu sprawców", musi to budzić więcej niż niepokój.
            Tak, chodzi o wybór tożsamości Niemiec, chyba wciąż niedokonany, jeśli prof.
            Olschowsky nie rozumie naszego niepokoju. Jeśli najliczebniejszy dziś naród
            Europy i największa gospodarka zwrócą się ku duchowi Prus, źle to rokuje
            europejskiej przyszłości. Niemcy pruskie na nowo skłócą Europę. Niekoniecznie w
            nowej osi z Paryżem. Nawet bez poparcia Chiraca. Bo jakże zrozumieć rosnącą
            niechęć Niemców do USA? Mam wrażenie, że Niemcy pruskie wymazują ze swej
            pamięci amerykańską pomoc po II wojnie światowej oraz amerykańską ochronę
            wojskową przez czterdzieści kilka lat. Beneficjanci planu Marshalla nigdy sami
            nie podjęli podobnego planu w imię moralnej spłaty. I nie chcą pamiętać, że w
            przeciwieństwie do Ameryki ich prawie nic nie kosztowało obalenie systemu
            sowieckiego. Robili z nim tylko interesy. To Polacy obalili swoimi przemianami
            mur berliński - bez polskiego roku 1989 nie byłoby zjednoczenia Niemiec. A dziś
            Niemcy - jak pisałem - nie te badeńskie, saskie, wirtemberskie, hanowerskie,
            hamburskie, bawarskie, lecz pruskie, chcą wespół z Francją zrobić ze
            zjednoczonej Europy swoje supermocarstwo. Dlatego próbują rozsadzić NATO. Nasz
            niepokój bierze się stąd, że nikt nie tłumaczy, dlaczego właściwie i po co...
            Niemcy pruskie będą wzbudzały jeszcze inne niepokoje - flirtami z Moskwą grając
            na nosie Ameryce i jej sojusznikom. Odnosimy wrażenie, że to znowu Prusy
            flirtują z carem. Źle to nam pachnie.
            Cały pański artykuł, profesorze Olschowsky, budzi niepokój. Bo widać, że
            profesor niemieckiego uniwersytetu niewiele rozumie. I że, co gorsza, nie chce
            rozumieć - pisząc o "wstydliwej pamięci Polaków", kiedy w Niemczech nie pisze
            się o zbrodniach Niemiec hitlerowskich.

    • josef_kozdon Re: Kolejny mit zdemaskowany przez RAŚ 02.12.03, 14:29
      Skandaliczne dyktando gimnazjalne

      W świąteczny dzień 11 listopada Radio Katowice wspólnie z
      miesięcznikiem „Mały Gość Niedzielny” zorganizowało po raz czwarty „Małe
      dyktando”, w którym udział wzięło około 2000 dzieci i młodzieży z różnych
      miejscowości niemalże całej Polski. Uczestnicy dyktanda walczyli o
      tytuł „Bezbłędnego Małego Gościa”. Celem imprezy było upowszechnienie zasad
      ortograficznych języka polskiego wśród młodzieży szkół podstawowych i
      gimnazjów.

      Dyktando dla gimnazjalistów pt. ”Wspomnienia eksbrzdąca” czytał uczestnikom
      Kamil Durczok, znany śląski dziennikarz telewizyjny. O dziwo, nie zauważył on
      poważnego błędu merytorycznego, jakim był obarczony tekst dyktanda. Nie
      zauważyli go również uczestnicy imprezy ani pozostali dziennikarze ochoczo
      wygłaszający pochwały dla organizatorów na łamach górnośląskich (i nie tylko)
      gazet.

      Teksty obydwu dyktand (dla uczniów szkół podstawowych i dla gimnazjalistów)
      napisał prof. Walery Pisarek z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
      Wszystko byłoby w porządku, gdyby autor, zauroczony terminem imprezy
      przypadającym w Narodowe Święto 11 Listopada, nie próbował nazbyt dowolnie i
      jednostronnie interpretować faktów historycznych, o których genezie nie ma
      najmniejszego pojęcia oraz nie usiłował ich polszczyć.

      W dyktandzie dla gimnazjalistów znalazł się błędny akapit najeżony
      nacjonalistyczną retoryką: „Dziś nie każdy wie, że to Śląsk Cieszyński,
      wyprzedziwszy inne ziemie, pierwszy zrzucił jarzmo studwudziestotrzyletniej
      niewoli i zerwał wraże pęta. Już 19 października powstała tu Rada Narodowa
      Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem rzymskokatolickiego księdza Józefa
      Londzina.” Owszem, Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego powstała 19
      października 1918 roku jako rodzaj koalicyjnego rządu polskiego o charakterze
      lokalnym a na jej czele stanął ksiądz Londzin, jednak Śląsk Cieszyński
      żadnego „jarzma” i to w dodatku „studwudziestotrzyletniej niewoli” nie
      zrzucił ani nie „zerwał wrażych pęt”. Takie bowiem zjawiska, tożsame z
      zaborem - co z pewnością autor miał na myśli - na Śląsku Cieszyńskim nie
      zaistniały!

      Należy ubolewać, iż autorowi zabrakło elementarnej wiedzy z historii Śląska,
      Polski i Europy Środkowej, bowiem nie był świadomy tego, że Śląsk Cieszyński
      w przeciwieństwie do południowej części Małopolski (zachodnia część tzw.
      Galicji) nie znajdował się pod zaborem Austrii, od 1526 roku wchodząc w skład
      monarchii habsburskiej jako lenno Korony czeskiej, a od 1653 roku jako
      własność cesarska.

      Każdy ma prawo popełniać błędy, jednak od osobistości tej miary, co prof.
      Pisarek, który powinien być niekwestionowanym autorytetem, należy
      bezwzględnie wymagać przemyślanych, rzetelnych i poprawnych merytorycznie
      wypowiedzi oraz tekstów, szczególnie gdy trafiają one do uczącej się
      młodzieży gimnazjalnej, która nie posiadła jeszcze zdolności krytycznej
      analizy treści historycznych.

      Cytowany tekst nie tylko rażąco narusza zasadę rzetelności i uczciwości
      nauczycielskiej oraz obowiązku dążenia do poznania i promowania prawdy. Co
      gorsza, rani także uczucia wielu Ślązaków, przywiązanych do swojej śląskiej
      Ojczyzny, jej złożonych dziejów i przebogatej kultury budowanej przez
      stulecia w oparciu o najbardziej wartościowe wzorce zachodnioeuropejskie.
      Poprzez upowszechnianie tego typu kłamliwych treści, utrwala się u młodzieży -
      najbardziej wrażliwej grupie polskiego społeczeństwa - błędny i fałszywy
      obraz rzekomej odwiecznej i jedynie słusznej polskości Śląska, wytworzony
      przez szowinistyczną propagandę, która - jak widać po tekście dyktanda -
      nadal święci tryumfy.

      Akapit zawarty w dyktandzie jest również kolejnym dowodem na to, że w
      umysłach niektórych Polaków nadal tkwią głęboko, celowo zakorzenione w
      minionej epoce, pełne fałszu i nienawiści treści, będące wytworem
      ogłupiającej komunistycznej propagandy. Dowodzi również tego, jak wiele
      jeszcze potrzeba włożyć wysiłku i pracy wychowawczej, aby takie uniwersalne
      cechy bliskie Ślązakom, jak rzetelność, otwartość, poszanowanie drugiego
      człowieka oraz innych narodów i grup etnicznych, weszły do kanonu wartości
      wszystkich Polaków.

      Mamy nadzieję, że wyjątkowo niefrasobliwy a właściwie żałosny w swej wymowie
      tekst Pana prof. Pisarka nie był efektem zamierzonego działania
      propagandowego, niestety związanego z dniem Narodowego Święta 11 Listopada,
      zaś autor po przeczytaniu niniejszego listu otwartego uzyska świadomość
      szkodliwości swego dzieła. Nie tylko bowiem naraził na szwank dobre imię
      Rzeczpospolitej, lecz również obraził zarówno Ślązaków, jak i Austriaków oraz
      pośrednio Czechów. Żywimy także nadzieję, że szkodliwy bubel edukacyjny,
      jakim okazał się tekst dyktanda dla gimnazjalistów autorstwa prof. Walerego
      Pisarka nie stanowi kolejnego przejawu nacjonalistycznej buty oraz dowodu
      nieliczenia się ze Ślązakami oraz swawolnego szafowania ich dziedzictwem
      kulturowym i dziejowym. Sądzimy bowiem, iż takie działania i zachowania są
      niegodne współczesnego Europejczyka, wychowanego w duchu poszanowania dla
      wielokulturowości i wieloetniczności Starego Kontynentu.

      Z przerażeniem jednak przyjmujemy do wiadomości fakt, iż nikt z ogromnej
      rzeszy czytających, słuchających, piszących i cytujących tekst dyktanda dla
      gimnazjalistów nie zauważył ewidentnego fałszu w cytowanym akapicie. Ów brak
      refleksji świadczy dobitnie o żałosnym stanie regionalnej świadomości
      historycznej społeczeństwa śląskiego a zwłaszcza Śląska Cieszyńskiego oraz o
      zastraszającej skuteczności nacjonalistycznej indoktrynacji, jaką
      systematycznie aplikuje się Ślązakom już od 80 lat, odkąd wschodnia część
      Górnego Śląska znalazła się w granicach Polski.

      Jako prawowici gospodarze tej ziemi mamy prawo żądać wyjaśnień oraz
      przeprosin ze strony autora i organizatorów, co też niniejszym czynimy.

      Tadeusz B. Hadaś
      Komisja Kultury i Oświaty Ruchu Autonomii Śląska
      • alex.stela Re: Kolejny mit zdemaskowany przez RAŚ 02.12.03, 16:37
        josef_kozdon napisał:

        > Skandaliczne dyktando gimnazjalne
        >
        > W świąteczny dzień 11 listopada Radio Katowice wspólnie z
        > miesięcznikiem ?Mały Gość Niedzielny? zorganizowało po raz czwarty
        > ?Małe
        > dyktando?



        "Mały Gość Niedzielny" - no cóż... Niektóre organizacje swoje macki nawet na ortografię rozkładają... :D



        > W dyktandzie dla gimnazjalistów znalazł się błędny akapit najeżony
        > nacjonalistyczną retoryką: ?Dziś nie każdy wie, że to Śląsk Cieszyński,
        > wyprzedziwszy inne ziemie, pierwszy zrzucił jarzmo studwudziestotrzyletniej
        > niewoli i zerwał wraże pęta. Już 19 października powstała tu Rada Narodowa
        > Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem rzymskokatolickiego księdza Józefa
        > Londzina.?


        Oczywiście bez wspomnienia o rzymskokatolickości księdza Londzina by się nie obyło... :D Co na to koledzy ewangelicy? :D



        > Owszem, Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego powstała 19
        > października 1918 roku jako rodzaj koalicyjnego rządu polskiego o charakterze
        > lokalnym a na jej czele stanął ksiądz Londzin, jednak Śląsk Cieszyński
        > żadnego ?jarzma? i to w dodatku ?studwudziestotrzyletniej nie
        > woli? nie
        > zrzucił ani nie ?zerwał wrażych pęt?. Takie bowiem zjawiska, tożsam
        > e z
        > zaborem - co z pewnością autor miał na myśli - na Śląsku Cieszyńskim nie
        > zaistniały!


        Tu zgodzę się w 100% - nie trzeba być zwolennikiem RAŚ czy Macierzy Ziemi Cieszyńskiej (niezłe zestawienie, co nie?)żeby wiedzieć, że rozbiory terenów Śląska Cieszyńskiego nie dotyczyły. Pan profesor widocznie tak pochłonął się polonistyką, że nie miał czasu poczytać podręczników historii albo pooglądać starych map. Wstyd i hańba. Jakkolwiek niektórzy uważają (i to ich prawo), że Śląsk Cieszyński był przez wieki "odcięty od Ojczyzny", to łączenie rozbiorów ze Śląskiem Cieszyńskim zakrawa na kpinę z historii jako nauki...



        > Każdy ma prawo popełniać błędy, jednak od osobistości tej miary, co prof.
        > Pisarek, który powinien być niekwestionowanym autorytetem, należy
        > bezwzględnie wymagać przemyślanych, rzetelnych i poprawnych merytorycznie
        > wypowiedzi oraz tekstów, szczególnie gdy trafiają one do uczącej się
        > młodzieży gimnazjalnej, która nie posiadła jeszcze zdolności krytycznej
        > analizy treści historycznych.


        Tu się zgodzę. Nie przesadzałbym jednak, bo nie sądzę, że którykolwiek z gimnazjalistów piszących dyktando zwrócił uwagę na jego treść. Oni starali się byków nie robić - i tyle!


        > Cytowany tekst nie tylko rażąco narusza zasadę rzetelności i uczciwości
        > nauczycielskiej oraz obowiązku dążenia do poznania i promowania prawdy. Co
        > gorsza, rani także uczucia wielu Ślązaków, przywiązanych do swojej śląskiej
        > Ojczyzny, jej złożonych dziejów i przebogatej kultury budowanej przez
        > stulecia w oparciu o najbardziej wartościowe wzorce zachodnioeuropejskie.
        > Poprzez upowszechnianie tego typu kłamliwych treści, utrwala się u młodzieży -
        > najbardziej wrażliwej grupie polskiego społeczeństwa - błędny i fałszywy
        > obraz rzekomej odwiecznej i jedynie słusznej polskości Śląska, wytworzony
        > przez szowinistyczną propagandę, która - jak widać po tekście dyktanda -
        > nadal święci tryumfy.


        A tu już "jedynie słuszna" linia RAŚ wychodzi na światło dzienne. Nie wystarczy skomentować nieuctwa Pana Profesora - trzeba jeszcze nadmienić o wstrętnym, polskim hegemoniźmie. Nudne się to robi...



        > Akapit zawarty w dyktandzie jest również kolejnym dowodem na to, że w
        > umysłach niektórych Polaków nadal tkwią głęboko, celowo zakorzenione w
        > minionej epoce, pełne fałszu i nienawiści treści, będące wytworem
        > ogłupiającej komunistycznej propagandy.
        > Dowodzi również tego, jak wiele
        > jeszcze potrzeba włożyć wysiłku i pracy wychowawczej, aby takie uniwersalne
        > cechy bliskie Ślązakom, jak rzetelność, otwartość, poszanowanie drugiego
        > człowieka oraz innych narodów i grup etnicznych, weszły do kanonu wartości
        > wszystkich Polaków.


        Pytanie tylko, czy dzisiejsze bachory to naprawdę obchodzi. Ten, kto chce się czegoś dowiedzieć - czyta. Ten kto nie chce - i tak po tygodniu nie pamięta, co się do niego mówiło. Ja też chodziłem do "komunistycznej podstawówki" i "nacjonalistycznego liceum", a błędu podobnego do Pana Profesora bym nie popełnił. Ale wielu moich byłych kolegów i koleżanek z klasy (z komunistycznej podstawówki)guzik obchodzą zabory, rozbiory, niepodległości, autonomie, świadomość narodowa czy regionalna. Taka jest prawda! Poglądy takie wynosi się z domu. A wychowanie w dzisiejszych czasach jak wygląda - każdy widzi. Edukacja regionalna jest potrzebna - tu się zgodzę. Byleby nie zrobiła dzieciakom jeszcze większej wody z mózgu.



        > Jako prawowici gospodarze tej ziemi mamy prawo żądać wyjaśnień oraz
        > przeprosin ze strony autora i organizatorów, co też niniejszym czynimy.


        "Prawowici gospodarze tej ziemi"... To znaczy kto? RAŚ? :D
        • slezan Re: Kolejny mit zdemaskowany przez RAŚ 02.12.03, 19:41
          Tekst protestu słuszny w treści, przesadzony w formie. A protestować trzeba, bo
          indoktrynacja składa się z drobnych, niewinnych kłamstw. Bachory niby się
          niczym nie interesują, ale potem powtarzją brednie o tym, jak to Śląsk był od
          zaborami.
    • arnotd7 Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 17:02
      josef_kozdon napisał:

      Czy należy obalać mity...


      Jozek, zostaw MIT (Massachusetts Institute of Technology) w spokoju, nie ten
      kaliber dla Ciebie, zajmij sie lepiej hodowla "prusakow".

      Ale jakbys Jozek zaparl sie w obalaniu, poczytaj:

      MIT
      • albrecht1 Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 19:17
        Arnodt, moim skromnym zdaniem MIT oznacza Men In T-shirt`s.
        • arnotd7 Re: Czy należy obalać mity 02.12.03, 19:50
          Albo "Menschen MIT Behinderungen":)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka