kubissimo
26.02.11, 08:14
bardzo mieszane uczucia.
wybronila sie Gaby, chociaz tradycyjnie pojechali po lebkach i cos, co mozna bylo rozwinac w kilku odcinkach, oni nam zaserwowali w jednym. Mam wrazenie, ze wyboraznia scenarzystwo nie siega dalej niz jeden odcinek w przod. Nawet w zeszlym sezonie umieli swietnie rozegrac watek Angie i jej rodziny, a tutaj motyw Paula wlecze sie slamazarnie, a reszta perypetii rozciagnieta jest na maksymalnie dwa odcinki. bez sensu.
Podobala mi sie tez Lynette (a zwlaszcza jej tekst o wylatujacych piskletach: And the first chick lands with a thud.), chociaz to tez nie byly jej wyzyny.
Bree - koszmarnie gladkie i przyjemne rozwiazanie kwestii Keitha. Brakowalo, zeby jeszcze zaspiewali jakas piosenke na zakonczenie.
Susan - w sumie powtorka z powtorki, bo najpierw Lynette wykorzystywala to, ze ludzie zle interpreotwali lysa glowe jednego z synow, potem Gabrielle parkowala na miejscu dla inwalidow, teraz mamy Susan. Nuda.... I kompletnie mnie nie obchodzi, co sie z nia stalo na koncu odcinka.