duch_alaski
11.09.05, 17:18
Witam.
Kilka dni temu dopadło mnie przygnębienie związane z faktem, że NX ma się
ku końcowi. Może nawet nie chodzi o sam ten fakt, ile raczej o sposób w jaki
się on dokonuje. Postanowiłem więc spisać trochę przemyśleń i podzielić się
nimi w celu przeprowadzenia obrzędu „oczyszczenia” i tym samym pozbycia się
smutku :) Mam nadzieję, że pomoże, tak jak Hollingowi miało pomóc spalenie
swojego obrazu za radą Chrisa :)
Na początek może trochę informacji. Pewna grupa osób na tym forum pytała,
dlaczego serial kończy się w ten a nie inny sposób. Na ten temat pojawiają
się różne teorie: pogorszenie się jakości scenariuszy w stosunku do
wcześniejszych odcinków, mniejsze zaangażowanie i troska o NX ze strony CBS
(stacji dla której powstawał serial) czy też przypuszczenie, że tak właśnie
twórcy zamierzali zakończyć całość i tym samym spełnić przepowiednie Adama na
temat Joela („Będzie bardzo bogaty i bardzo samotny”). Tak naprawdę
zadecydował jednak jeden powód. Było nim odejście Roba Morrowa. Odejście nie
w pełni blasku i chwały, ale wręcz odwrotnie. Z tego co wyczytałem w
internecie aktor „obszedł” jakoś swój kontrakt i odszedł w trakcie kręcenia
szóstego sezonu. Jak wiadomo aktorzy podpisują kontrakty w przypadku seriali
na cały sezon, czy nawet kilka. Tak więc odejście w trakcie powstawania
sezonu praktycznie wali wszystkie plany jakie do zrealizowania postawili
sobie twórcy. Nie trzeba chyba zatem nikogo specjalnie przekonywać, że Morrow
rozstawał się z producentami i twórcami w bardzo złej atmosferze. Oczywiste
jest, że to również odbiło się negatywnie na innych aktorach pracujących przy
NX. Janine Turner, grająca Maggie, bardzo to przeżyła. Wraz z Morrowem byli
bardzo dobrymi przyjaciółmi. Przez te kilka lat pracy na planie bardzo się
zżyli ze sobą. Zresztą wystarczy tylko spojrzeć jaka chemia panowała miedzy
Fleischmanem a O'Connell. Poza tym pewnie zdawała sobie sprawę, że odejście
aktora grającego głównego bohatera jest najgorszą możliwą rzeczą jaka może
przytrafić się serialowi. Zazwyczaj bowiem oznacza jedno: koniec. Tak właśnie
się też stało. „Northern Exposure” nie zdołało podnieść się po odejściu Roba
Morrowa. CBS wcześniej przekonane, że siódmy sezon powstanie znalazło się
nagle pod murem. W obliczu zaistniałej sytuacji postać Joela wraca do NY.
Dokończono 6 sezon i później powstały jeszcze trzy odcinki (nie wiem, czy to
miała być szansa dana serialowi na jego ewentualne „odrodzenie” czy też próba
jego lepszego zakończenia) po czym stacja, ku rozpaczy fanów, anulowała NX.
Można tylko snuć przypuszczenia co by było gdyby... Jedno jest pewne –
duch „Przystanku” odszedł wraz z Joelem. Osobiście uważam, że gdyby CBS
zdecydowało się zakończyć NX na 102 odcinku a nie ciągnąć go dalej, to
Fleischman pozostałby w Cicely. Kto wie? Może wtedy Morrow dałby się jeszcze
namówić na 103 epizod, w którym widzowie ostatecznie pożegnaliby się z
mieszkańcami Cicely, najwspanialszego miasteczka na Ziemi. W końcu o wiele
mniejsze znaczenie ma fakt, czy całość skończyłaby się po 102. odcinku czy
też po 202., bo smutek towarzyszący pożegnaniu byłby ten sam. Niestety nie
można tego samego powiedzieć o samych okolicznościach w jakich się odbywa i
wydarzeniach z nim związanych. A te, jakie są, każdy wie...
OCZYSZCZENIE
Joel opuścił Maggie, wyjechał z Cicely, powrócił do NY. Do swych korzeni, do
domu. Ale czy na pewno? Bo czym jest dom? Można tu pobawić się w Chrisa. Co
on by powiedział? Może coś takiego: „Czym jest dom? Cztery ściany, sufit i
podłoga. To chyba najprostsza definicja. Ale definicja trafna z fizycznego
punktu widzenia, które najbardziej liczy się chyba dla architekta. Bo jeśli
spojrzeć na to z głębszej perspektywy – od sfery uczuciowej czy wręcz
duchowej... Czy wtedy ważne jest czy mieszkamy w willi z basenem czy w
kartonie pod mostem? Czy ważny jest kolor kafelków w łazience? Nie sądzę.
Wtedy liczy się tylko samo miejsce. Więź, która nas z nim łączy. Przyjmuje
się, że rzeczy metafizyczne, to czego nie dostrzegamy, jest skomplikowane i
trudne do wyjaśnienia. W tym jednak wypadku definicja domu z takiego właśnie
punktu widzenia wydaje się być prostsza niż ta fizyczna. Nie wierzycie? To co
powiecie na to? ‘Tam dom twój gdzie serce twoje’. Czy może być prościej? I
nie trzeba żadnych planów budowlanych, bo to wyraża więcej niż najbardziej
skomplikowany projekt konstrukcyjny. Pomyślcie nad tym drodzy słuchacze...
zwłaszcza ty, doktorze Fleischman”.
Joel wrócił do NY, ale czy wrócił do domu? Jego dusza, początkowo może i
radosna, szybko stałaby się rozdarta i w końcu by przygasła. Zacząłby czuć
pustkę, która z każdym dniem stawałaby się większa i większa. Po pewnym
czasie uświadomiłby sobie coś jeszcze. Że nie tylko jego dusza przymarła, ale
i serce przestało bić. Ale czy rzeczywiście przestało? Czy też może
pozostawił je daleko stąd? W małym miasteczku na Alasce. Stawiam kompa i
rower, że po maksymalnie kilku miesiącach rezerwowałby bilet i wracał do
DOMU. Do Cicely, do Maggie, dla Maggie i dla reszty mieszkańców. Przecież
stał się jednym z nich, pamiętacie? Sam to przyznał. Przez te kilka lat
spędzonych na Alasce przeszedł wielką przemianę. Stał się innym człowiekiem.
Stary Joel robił wszystko co mógł, by tylko wrócić do NY. W przypadku nowego
Joela zadziałałoby to w drugą stronę :) Potrzebowałby tylko trochę czasu,
żeby to zrozumieć. Co ja piszę, na pewno zrozumiał :) I wrócił. Nie wierzycie?
Zapytajcie samych siebie. Cicely zawitało do Waszych domów i wkrótce potem do
Waszych serc. Pamiętajcie także, że Cicely to stan świadomości :) Wspomnienia
i przeżycia, których wam nikt nie odbierze. Czy może istnieć silniejsza więź?
Czy tę więź można by nazwać inaczej niż tylko magią? A skoro ta magia
zadziałała na Was, to tym bardziej musiała zadziałać na zmienionego już
Joela. Jeśli zaś uważacie, że Fleischman mimo wszystko pozostałby w NY, to
tym samym zaprzeczacie istnieniu magii Cicely. A przecież dobrze wiecie, że
ona istnieje – inaczej Cicely byłoby tylko zwykłym miasteczkiem jakich pełno,
a nie jednym z najbardziej wyjątkowych miejsc, jakie przyszło Wam odwiedzić.
Nawet mimo tego, że jedynie przed telewizorem :) Tak więc Joel wrócił tam,
gdzie bije jego serce, a z czego nie zdawał sobie sprawy. Chyba nikt nie ma
już wątpliwości :) Powiem nawet więcej. Gdzieś pośród tej alaskańskiej głuszy
biega brzdąc, który ma za ojca lekarza, za matkę zaś – pilota. To istna
mieszanka wybuchowa, połączenie przechodzące chyba wszelkie wyobrażenia :D
Świat raczej nie jest na niego gotowy :) Ale on tam jest. Na pewno!
Przez długi czas śledziliśmy przygody: Joela, Maggie, Maurice’a, Chrisa,
Eda, Hollinga, Shelly, Marilyn, Ruth-Anne, Walta, Adama, Ewy, Bernarda,
Leonarda, Mike’a, Ricka i innych. Ale oni też są ludźmi. Należy im się trochę
prywatności. Ofiarujmy im ją :)