annie13
14.09.05, 10:52
Czytając niektóre posty nie da się nie zauważyć, że wiele osób stwierdza, że
Cicely to miejsce magiczne, pełne uroku i osobliwej atmosfery, jedyne w swoim
rodzaju. Zgadzam się z tym wszystkim, ale kilka dni temu odkryłam bardzo
podobne miejsce podczas lektury "Smażonych, zielonych pomidorów". Niewielka
miejscowość, Whistle Stop, gdzie życie skupia się w kawiarni, do złudzenia
przypomina mi społeczeność Cicely. Czytając "Smażone..." od razu pomyślałam o
Cicely. A co wy o tym myslicie? (odwołuję się głównie do czytelników książki
F. Flagg).