Gość: futsi
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
07.12.07, 11:21
Serial Ekipa wgniatał mnie w fotel w każdy czwartek. Mimo
przekretyńskiej pory emisji ("gratulacje" dla Polsatu za tę 22 i za
te przepotężne bloki reklam w trakcie każdego odcinka) trudno mi
było oderwać się od ekranu. Jednak....przyznam szczerze...że
realizatorzy mogliby dodać ekranowym postaciom trochę prawdziwej
krwi. Odnosiłam wrażenie, że w tej kancelarii pracują ludzie -
cyborgi - z szefem na czele. Premierowi i jego ekipie nie
przytrafiają się - zmęczenie, zwątpienie, złe dni, lenistwo,
zniechęcenie, bezradność i tym podobne niezbyt szlachetne ale jakże
nam bliskie uczucia i nastroje. Wiem, to political fiction ale
jednak warto pokusić się o minimum realizmu w malowaniu ludzkich
charakterów. Premier, jeszcze przed czterdziestką - cudowne dziecko
nauki i polityki, świetlana kariera, splendory, cudowne małżeństwo,
udany syn, nienaganna sylwetka, znajomość obcych języków, uprawia
modne sporty, publikuje mądre książki, zna konstytucję na wyrywki
umie przemawiać do ludzi, drania rozpoznaje na kilometr a dobrego
człowieka błogosławi jak Papież , nigdy nie zapomina języka w
gębie, zawsze odczuwa to co trzeba w danej sytuacji odczuwać, jego
standardy moralne sięgają Himalajów..... Szkoda tylko że jakoś
niewiarygodne dla mnie to wszystko. Za dużo tego dobrego w jednym
facecie. A gada jakby miał w głowie zestaw płyt z cytatami na każdą
okazję! Osobiście najbardziej rozwalił mnie odcinek, w którym była
mowa o wybuchu nuklearnym na Białorusi. Świetnie przedstawiono tło
tego wydarzenia, możliwe scenariusze działania, skomplikowane
okoliczności międzynarodowe i niebagatelne konsekwencje reakcji
rządu. No - słowem - sytuacja beż wyjścia dla Polaków, na zasadzie -
cokolwiek zrobisz - będziesz żałować. Domyślam się, że w
rzeczywistości taki stan rzeczy wymagałby wielogodzinnych narad
przedstawicieli władz i dyplomatów. A jednak... Pan Premier pomyślał
chwilę poskrobał się w głowę i, jak McGyver polskiej polityki , za
pomocą sprężynki od długopisu i dwóch zapałek, jedną krótką rozmową
załatwił sprawę międzynarodowego konfliktu nuklearnego. Rosja nie
obraziła się na USA, USA nie puściły w odwecie rakiet na Wschód a
Polska jak perła w koronie Europy zajaśniała szlachetnym blaskiem
odwagi i mądrości Pana premiera. i jeszcze ten telefon od prezydenta
USA - God bless Poland! No po prostu rozwałka. Nawet się dziwię, że
forumowicze GW (bardzo wygadany, inteligentny i krytyczny ludek)nie
wyłapali takich przegięć. No, chyba, że wierzycie bez granic w
psychologię głębi według W. Smoczyńskiego....