Dodaj do ulubionych

04x09-the shape of things to come-dyskusja

25.04.08, 16:21

od kiedy sawyer taki altruista?czyzby po strajku scenarzysci
zapomnieli co wczesniej bylo?

nie wiem czy bardzo mnie cieszy fakt, że taki ma byc kształt
nadchodzących rzeczy....
Obserwuj wątek
    • mysha1987 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 25.04.08, 18:00
      Ja też nie do końca jestem przekonana czy chce żeby sprawy przybrały taki obrót,
      ale i tak po tych tygodniach posuchy odcinek bardzo mi się podobał. Wiemy już
      czemu Sayid pracuje dla Bena, ale ten uśmieszek Bena raczej wskazuje, że znowu
      była to jego manipulacja. Wiemy też, że dymek to zwierzaczek Bena :P Szkoda mi
      Nadii i Sayida i mam ogromną nadzieję, że Penny nic się nie stanie bo nie
      przeżyję jak ona i Des nie będą żyli długo i szczęśliwie :P A i czy myślicie, że
      Charlesa Widmore'a nie można zabić bo wyspa na to nie pozwala (tak jak z Michaelem)?
      • wioskowy_glupek Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 25.04.08, 21:07
        Chyba dokładnie tak jak z Michaelem :)

        W sumie chyba po raz pierwszy jestem po stronie Bena, oby szybko stuknął Penelope... Należy się pajacowi Widemore'owi... Nie trzeba było tykać Alex :]

        Sprawa z Sayidem się wyjaśniła, w sumie szkoda że w taki sposób bo sądziłam że on jednak działa w interesie Lostowiczów a tu o Nadię chodziło... No nic szkoda chłopaka bo się jej naszukał w końcu kawał czasu...

        Sam odcinek zajebisty :D niesamowicie wciągający...

        A zwierzaczek Bena fajny nie ma co ;> Już wiadomo kto steruje dymkiem. Teraz pytanie czy bezpośrednio Ben czy przez Jacoba. I czym właściwie jest Lostzilla...
        • wioskowy_glupek Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 25.04.08, 21:09
          Ah no i zapomniałabym Ben chyba potrafi się przemieszczać w czasie lub teleportować... :D
    • mmorawski Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 25.04.08, 23:44
      Dzisiaj powiem tylko wielkie WOW i zapowiem, że jutro będzie
      analiza. :)

      Teraz już nie mam siły przeciążać mózgu, bo dopiero niedawno
      zlądowałem w domu po całym dniu bieganiny i tylko obejrzałem
      odcinek. Rozłożyło mnie na łopatki, mózg mi eksplodował i pękła guma
      w majtach. :D Ten serial staje się coraz bardziej intrygujący, po
      prostu majstersztyk. :)

      Aż się przykro robi, że jeszcze tylko 5 godzin tej świetnej zabawy,
      a potem znowu tyle miesięcy czekania... No, ale za wcześnie jeszcze
      aby uderzać w te smutne tony. ;)

      Wyglądajcie mojego posta jutro. :)
      • gosiak555 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 01:01
        Odcinek sam w sobie mi się podobał, natomiast coraz mniej podoba mi
        się kierunek, w którym Lost zmierza: do podróży w czasie doszła
        najwyraźniej teleportacja, no i coraz więcej sił nieczystych :-) w
        postaci dymka i walki dwóch ucieleśnionych diabłów: Bena i Widmora -
        zabić się nawzajem wprawdzie nie mogą, ale przy okazji tego
        pojedynku wymordują połowę ludzkości.
        Ciekawie jest i fajnie się ogląda, ale moje nadzieje na racjonalne
        wytłumaczenie tajemnic, mogę sobie już chyba... ech, trzeba się
        cieszyć tym co jest, bo fakt, że trzyma w napięciu.
        • harriet24 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 10:46
          Ciekawe co dolega Jack'owi? I co zrobi prężąca się do niego Kate jak
          znowu na horyzoncie pojawi się Sawyer...
    • ice_ice Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 11:11
      Dzień dobry Państwu:)

      Obejrzałam sobie właśnie najnowszy odcinek i mam - tak na szybko - jedno
      pytanie. Co to jest ten czarny walec, który trzyma w ręce Ben? Wygląda na to, ze
      to jakiś "ludzioprzekonywacz", jak Benowi na czymś zależy, to cyk,
      przekręca/zaciska/wciska i wszyscy się już zgadzają.
      Ogólnie odcinek wcisnął mnie w krzesło. Nie rozumiem związku Sayid i Ben, nie
      wiem, dlaczego Sayid zabija dla Bena, ten odcinek niczego mi nie wyjaśnił.

      W pierwszym momencie, kiedy Ben zlazł do tej piwnicy, sądziłam, że oto wyjaśnia
      się tajemnica sieci podziemnych korytarzy na wyspie, pamiętacie, jak w chwili
      rozbicia samolotu Ethan i Goodwin wyjątkowo szybko dotarli na plaże i pojawiła
      się teoria o korytarzach...?

      Żal Alex. Żal Danielle. Nie rozumiem, po co tam Miles, szkoda, że nie wypuścił
      we właściwym czasie granatu z ust.

      Czy w Osadzie poza naszymi bohaterami było tylko 2 innych ludzi z plaży? tych
      zabitych na początku ataku? Jakoś nikt ich nie żałuje i nikt nie szuka
      pozostałych... jak na początkową liczbę rozbitków zostało ich bardzo mało, nie
      sądzicie?:)

      Czekam niecierpliwie na spotkanie z Jacobem. W ogóle ileż to już było
      podejrzeń.. że cały LOST jest tylko z powodu Walta.. Vincenta.. Hurleya.. teraz
      wygląd na to, ze to tylko obiekt walki pomiędzy Widmorem i Benem. Gubię się w
      tym wszystkim. Podziwiam ludzi, którzy w takich chwilach wyciągają coś z rękawa
      i mówią - a pamiętacie, jak w odcinku 2x21 Kate zobaczyła konia? [przykład z
      kosmosu]. Ja jakoś nie mogę kojarzyć poszczególnych wątków.

      Czarny dym - nareszcie w pełnej postaci pędzącego pociągu, nadal nie wiemy, czy
      to jakieś stworzenie mutant, czy np. chmura nanorobotów.
      • fenni Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 13:22
        czemu niby nie wiesz dlaczego Sayid pracuje dla Bena?
        proste: bo Ben wskazał i wystawił mu zabójcę Nadii (pytanie tylko
        czy aby sam Ben nie maczał palców w jej śmierci by zwerbować Sayida
        dla własnych celów, no bo coś mi sie nie chce wierzyć że Widmore by
        chciał śmierci Nadii i jaki by miał w tym interes)
        no i Sayid teraz nie spocznie póki nie wybije wszystkich ludzi
        Widmora :) a Benowi sie japa cieszy...
        • ice_ice Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 16:36
          Może na początku Sayid jest oszalały z rozpaczy po śmierci Nadii i zabija na
          oślep, ale jeśli to sprawka Bena i Sayid się o tym dowie, to nie chciałabym być
          w Bena skórze. Nie wiem, dla mnie to zbyt pokręcone, dlatego niemal nigdy nie
          komentuję Losta, bo zaraz okazuje się, że nie pojmuje najprostszych powiązań...

          Tak czy inaczej dla mnie to nie jest oczywisty związek.
      • shamsa Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 21:10
        ten czrny wałek to chyba nóż, albo taser, czy inne narzędzie mordu

        przy odcinku z ojcem Locka mozna było podejrzewac, ze mają narzędzie szybkiego
        transportu miedzy wyspa a swiatem i chyba sie to sprawdzi
    • mmorawski "Shape of things to come" w pigułce 26.04.08, 23:33
      Tak jak obiecywałem, zamieszczam analizę najnowszego odcinka
      Lost „Shape of things to come”. Odcinek w samej rzeczy naszkicował
      kształt przyszłych spraw, gdyż w kilku warstwach zapowiedział co w
      serialu będzie działo się dalej, ze szczególnym uwzględnieniem
      motywacji przyszłych działań Bena, zdających się w coraż większym
      stopniu zyskiwać status motora akcji w serialu.

      Pierwsza zapowiedź pojawia się już w pierwszej scenie, gdy widzimy
      Jacka łykającego pigułki. Niewiele czasu minie, zanim Jack będzie
      tabletkami zabijał nie tylko ból trzewiów, ale przede wszystkim
      będzie zagłuszał wyrzuty sumienia. Pierwsza scena zapowiada też
      przesunięcie akcentów w tzw. miłosnym trójkącie z pary Kate-Sawyer
      na parę Jack-Kate.

      Dalej mamy scenę z Sawyerem, Hugo i Lockiem grającym w grę, której
      tematem jest zdobywanie lądów, ziem. W perspektywie przyszłej
      rozmowy Widmore’a z Benem, gra o ziemię – a dokładnie wyspę – jest
      jednoznaczną aluzją. W dodatku Hurley mówi, że Australia – w której
      wszystko się zaczęło – jest kluczowa. Przypadek? A w Loście są w
      ogóle jakieś przypadki?

      Śmierć Alex, jakkolwiek smutna i szokująca, była konieczna aby
      pchnąć dalej akcję i pokazać nam „kształt przyszłych spraw”.

      Kolejny szokujący wątek to ciało doktora z frachtowca, które
      wyrzuciło morze. I nic nie byłoby w tym tak spektakularnego, gdyby
      nie znajomość Morse’a, jaką wykazał się Bernard. A więc wiemy, że na
      frachtowcu lekarz jeszcze żyje, a na wyspie jest już jego ciało.
      Mamy zatem kolejny dowód na zagięcie linii czasu między wyspą a
      światem ją otaczającym. Niezwykle to frapujące, ale nie śmiem wdawać
      się w dywagacje na ten temat, gdyż moja wiedza z dziedziny fizyki
      jest bliska zeru. Niemniej, wyznanie Faraday’a, że nie zabierze ich
      z wyspy stanowi kolejny etap odsłony przyszłych wydarzeń – wydaje mi
      się, że Oceanic Six wcale nie zostali uratowani przez ludzi z
      frachtowca…

      Wykonajmy teraz skok czasowy (ale zarazem i jakościowy) do wydarzeń
      z roku 2005 – FF Benjamina. Najbardziej enigmatyczna scena odcinka
      pojawia się tuż po czołówce „Lost”. Ben w wyraźnym szoku (lub
      cierpieniu) odnajduje się na środku pustyni ubrany w ciepłą kurtkę,
      która bardziej pasowałaby na strój na stację polarną na
      Antarktydzie. Do tego, dokoła niego widać resztki śniegu szybko
      wsiąkające w piasek. Ben jest ranny w ramię. Już w tym momencie nie
      ma praktycznie wątpliwości, że Ben się teleportował, a ostateczny
      dowód uzyskujemy chwilę później. Ze stanu Bena i stroju można
      wnioskować, że albo wyrwał się z walki z niedźwiedziem polarnym
      (mniej realne), albo podczas teleportacji wydarzył się jakiś
      incydent (stawiam na ten wariant). Przypominam, że słowo to jest
      swoistym kluczem w Loście – vide: filmiki instruktarzowe Dharma
      Initiative. Marvin Candle, przedstawiający się jako Mark Whitman, a
      także jako dr Haliwax stracił rękę, najprawdopodobniej podczas
      rzeczonego incydentu. Ben nie tylko ma na sobie kurtkę z jego
      nazwiskiem, a do tego jest ranny w ramię. Wychodzi na to, że
      stacja „Orchid”, której jeszcze nie widzieliśmy służy do
      eksperymentów z teleportacją. Co ciekawe, Ben znalazł się na Saharze
      w Tunezji, czyli tam gdzie Charlotte znalazła szczątki niedźwiedzia
      polarnego z obrożą Dharmy. Czy to znaczy, że naukowcy Dharmy wysłali
      kiedyś miśka w podróż, który padł na pustyni z powodu
      niesprzyjających warunków środowiskowych? Obiecywałem dowód na
      teleportację – a więc ad rem. Po chwili do Bena, który zdążył się
      pozbierać podjeżdża dwóch Arabów. Mówią oni między sobą, że ten
      człowiek chyba spadł z nieba, bo nie ma dokoła niego śladów stóp na
      piasku. W końcu, Ben dotarłszy do hotelu pyta o datę, co ostatecznie
      determinuje, że nie do końca jest zorientowany „kiedy” (a nie gdzie)
      się znalazł.

      Z Tunezji Ben wyprawia się do Iraku, gdzie namierza Sayida
      opłakującego żonę. Czy Ben miał coś wspólnego ze śmiercią Nadii?
      Znając przebiegłość wyłupiastookiego można wysnuć taką teorię, ale
      na chwilę obecną nie da się jej zweryfikować w żadną stronę.
      Wątpliwym jest jednak jaki interes miałby Charles Widmore w
      zabijaniu żony jednego z Oceanic Six. Tak czy inaczej, Ben sprytnie
      zagrał na uczuciach krewkiego Irakijczyka i w mig pozyskał go do
      swojego niecnego planu. Żeby było śmieszniej to Sayid wręcz prosił
      Bena o możliwość współpracy. A jeszcze rok wcześniej na wyspie
      wypowiedział do Linusa słowa „Gdybym zaczął pracować z Tobą,
      zaprzedałbym duszę”. „Nigdy nie mów nigdy” wydaje się być wybitnie
      adekwatne w tym kontekście.

      Ostatnia ze scen FF jest chyba jedną z tych, których niewielu się
      spodziewało tak wcześnie. Spotkanie Bena z Widmorem ogląda się
      wstrzymując oddech – w końcu to starcie dwóch gigantów i, jak się
      zdaje, odwiecznych adwersarzy. Tutaj każde słowo ma swoją wagę, więc
      warto się wgłębić w dialog, szczególnie zaś wspomniane poniżej
      fragmenty. Widmore najwyraźniej się spodziewał wizyty, czemu daje
      upust słowami w powitaniu. Charles odpiera winę za śmierć Alex,
      twierdząc, że to Ben jest winny. Być może to prawda – wyspa nie
      przewidziała dla Bena potomstwa, a on sprzeciwiając się jej woli
      porwał dziecko Danielle. Dlatego być może wyspa mu ją zabrała.
      Następnie Widmore mówi „I know who you are boy. WHAT you are” –
      kryje się tutaj tyle zagadek, tyle podtekstów, niczym w
      kryptogramie. Dlaczego Charles mówi o Benie „chłopiec”? Czyżby znał
      go z wyspy, z czasów gdy Ben jako chłopiec przybył tam z ojcem?
      Dlaczego zmienia zaimek who na what? Zapewne nie tylko po to aby
      uprzedmiotowić Bena, lecz wskazać na jakieś drugie dno, którego nie
      jesteśmy jeszcze w stanie rozszyfrować. Kolejne zdanie: „I know
      everything you have, you took from me. That island’s mine, it always
      was and it will be again.” To najwyraźniej oznacza, że Widmore był
      na wyspie przed Benem. W dodatku Ben mówi, że nie może zabić
      Charlesa. Bynajmniej nie wchodzą w grę wyrzuty sumienia; chodzi tu
      zapewne o swego rodzaju moc wyspy, o której już słyszeliśmy w
      odcinku z FB Michaela. Wyspa nie pozwoli Widmore’owi umrzeć, tak
      samo jak zapewne nie da zginąć Benowi. (Wysuwam stąd wniosek, że na
      99% Ben nie jest w trumnie, nad którą stał Jack, a swego czasu byłem
      tego już prawie pewien. Twórcy Losta znów zamieszali w głowach.)
      Dwaj wielcy adwersarze są zatem skazani na pojedynek ze sobą, niczym
      odwieczne antagonistyczne siły dobra i zła, co zdaje się zostać
      uwypuklone zwerbalizowaniem swoistych zasad, które obowiązują obu
      graczy. Sedno w tym, że spośród tej dwójki nie sposób wskazać, który
      stoi po stronie dobra, a który hołduje siłom zła, jednakże dość
      jednoznczanym wydaje się, że Widmore jest tym, który jako pierwszy
      złamał żelazne reguły fair play, dopuszczając do śmierci Alex. Z
      wątpliwością kto jest dobry, a kto zły pozostawiam was i siebie
      samego do kolejnych odcinków serialu.
    • mmorawski Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 26.04.08, 23:34
      Wydarzenia na wyspie niczym nie ustępują akcjom z FF. Na pewno na
      palmę pierwszeństwa zasługuje scena z dymkiem. Znów okazuje się, że
      Ben kłamał, gdy kilka odcinków do tyłu zapierał się Lockowi, że nie
      wie czym jest Smokey. Ben oszołomiony śmiercią Alex, wypowiada słowa
      o zmianie warunków gry, po czym przechodząc przez enigmatyczne drzwi
      opatrzone hieroglifami znika w czeluściach ciemnej krainy. Po chwili
      Ben wychodzi cały umazany sadzą, a czarny dym, którego nota bene w
      takiej okazałości jeszcze nie widzieliśmy, rozprawia się z osiłkami
      z frachtowca. Przestraszona mina Linusa daje jednak nieodparte
      wrażenie, że nie kontroluje od dymu. Prawdopodobnie jedyna władza
      jaką Ben posiada nad „potworem” to możliwość
      przywołania/uruchomienia go. To co dzieje się później jest chyba
      poza jurysdykcją wyłupiastookiego. Co ciekawe, dym nie skanował
      osiłków Widmore’a (tak jak to było w przypadku np. Eko czy Juliet),
      tylko od razu zafundował im przejażdżkę bez trzymanki.

      Na koniec łyżka dziegciu w beczce miodu – sceny z Rambo Sawyerem,
      któremu udaje się ujść z życiem pod ostrzałem profesjonalnych
      snajperów oraz nieskazitelny stan Claire po bliskim kontakcie z
      wystrzałem z bazuki wołają o pomstę do nieba. Nie wiem co napadło
      Darltona, że chciał nam sprzedać taką chałę. Ale przy tak dobrej
      jakości odcinka jako całości nawet taką wpadkę należy wybaczyć i dać
      rozgrzeszenie. :D
      • kokoniasta Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 27.04.08, 00:29
        mmorawski napisał:
        > Na koniec łyżka dziegciu w beczce miodu – sceny z Rambo Sawyerem,
        > któremu udaje się ujść z życiem pod ostrzałem profesjonalnych
        > snajperów oraz nieskazitelny stan Claire po bliskim kontakcie z
        > wystrzałem z bazuki wołają o pomstę do nieba.

        Profesor zapomniał wspomnieć o scenie, w której ten przykurcz Benek załatwił
        jednym ruchem, dwóch uzbrojonych po zęby Arabów (z których jeden siedział na
        koniu) :P :>. Oglądając to miałam wrażenie deja-vu, gdyż wcześniej identyczna
        akcja wystąpiła w PB (z Grecią w roli głównej) :P :D.

        Nie wiem co napadło
        > Darltona, że chciał nam sprzedać taką chałę. Ale przy tak dobrej
        > jakości odcinka jako całości nawet taką wpadkę należy wybaczyć i dać
        > rozgrzeszenie. :D

        Ja tam nigdy nie daję rozgrzeszenia na bzdury :P ;>. Głupotę trzeba tępić i tyle
        <lol>.
        • valentine02 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 27.04.08, 03:40
          chała była.
          ewidentna.
          zwariowali chyba.
          ale czy rozbawilo was to w jaki szybki i doskonaly sposob wrogowie
          zabili 3 osoby a ile kul musieli zmarnowac na saweyra, bo ten
          supermen z krwi i kosci schowal się za ...ławką?
          drewnianą, ma się rozumieć.
          doskonale to było. smiałam się w głos.

          WHAT you are do bena tez mnie męczy. ale analiza mmorawskiego znowu
          inetersująca.dzieki.

          czy ktos ma jakis dobry spoiler i chce sie nim ze mna podzielić
          (mailem)?
          muszę wiedzieć.TERAZ.
          z gory dziękuję.
          • piotrek_mirabelki_tata_aurelki Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 27.04.08, 20:06
            A czy to nie był serial o rozbitkach na wyspie?? teraz sa oni jakby
            nie obecni, statystuja tylko, gdyby scenarzysci mogli usmiercili by
            ich wszystkich, zostawiajac tylko ludzi bena i widmora, zawsze
            mialem nadzieje ze to jacek z reszta bandy bedzie odkrywal powoli
            tajemnice wyspy ale to juz tak naprawde jest inny serial, jestem
            coraz bardziej zawiedziony szkoda strasznie lubilem ten serial
            • gosiak555 Co do tej chały :-) 27.04.08, 20:51
              Zgadzam się z wami, że sceny z ostrzałem Sawyera, wybuchem w domku
              Claire i zlikwidowaniem dwójki uzbrojonych facetów przez Bena były
              psu na budę potrzebne i zrównały serial z jakimić chałami
              sensacyjnymi klasy C, a może i D :-), ale żeby oddać sprawiedliwość
              scenarzystom: to wszystko w rzeczywistości jest jak najbardziej
              możliwe i to do tego stopnia, że zdecydowanie nie rozpatrywane w
              kategorii cudu. Tyle, że co innego rzeczywistość, a co innego
              serial. To jak z jeleniem na rykowisku: w rzeczywistości można się
              takim widokiem zachwycać, ale już powieszony w charakterze obrazka
              nad łóżkiem...
    • aniuta75 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 29.04.08, 08:58
      Siakieś to takie średnie było :P. Niby wszystko oki ale porywu serca brak
      hehehe. Cudem ocalony ze strzelaniny Sawyer, Benio jako super wojownik z pałką
      (znaczy, że co? bez pałki już Sawyerowi czy innemu na wyspie przyłożyć nie mógł
      i sierotka taka z niego była?)... Łeeeeeeee tam. To, że Benio kłamał odnośnie
      dymku to do przewidzenia było. Jedynka fajna rzecz to to, że dymek był mega
      rozmiarów hehehe. Może to dwa dymki, albo trzy :P.
      • bini2k Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 29.04.08, 10:28
        Mam dla was Teorje: Pmiętacie odc. 04x08 i tekst o tym że wyspa nie
        pozwoli umrzeć Michaelowi... Myśle że wśród osób objętych tą zasadą
        są Soyer, Ben, Oceanix6, Clarie i ....( zobaczymy kto jeszcze).
        Myśle że to wyjaśnia dlaczego najemnicy nie mogli trafić Soyera i
        dlaczego Ben jest taki odważny...

        >>>
        • shamsa Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 29.04.08, 10:40
          <benowi akurat wyspa niewiele pomaga, skoro miał guza rdzenia
          • valentine02 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 29.04.08, 10:52
            bo guz to bylo ostrzezenie: walcz z niewiernymi na chwałę wyspy,jak
            nie to............
            • aniuta75 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 29.04.08, 22:45
              Hehehhehe no tak, wyspa cały czas przemawia :>. A może oni wszyscy to
              schizofrenicy jacyś czycuś :P:D.
    • jeriomina Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 30.04.08, 11:45
      Szczerze mówiąc, jestem zawiedziona kierunkiem, w którym podąża lost...
      Chyba sobie odświeżę dwa pierwsze sezony:)

      Wyjaśnienie pochodzenia czarnego dymu - NIE! NIE! NIE!!!
      Taki banał:(((
      W takim razie po co Ben uruchamiał go wcześniej, np. w dniu w którym rozbitkowie
      pojawili się na wyspie?
      Te wszystkie teorie, o bracie Eko, o dymie karzącym sprawiedliwie...wzięły w łeb
      zdaje sie...
      • aniuta75 Re: 04x09-the shape of things to come-dyskusja 30.04.08, 14:05
        jeriomina napisała:

        Te wszystkie teorie, o bracie Eko, o dymie karzącym sprawiedliwie...wzięły w łe
        > b
        > zdaje sie...

        Dokładnie. Już chyba przestanę traktować ten serial poważnie. Mam nadzieję
        tylko, że nie skończy się równie głupio jak gra :P:D.
    • ooxoo Jacob 30.04.08, 14:13
      Wnioski po obejrzeniu odcinka:

      1. Nareszcie mamy odpowiedzi zamiast kolejnych pytań, i logiczne
      powiązanie wątków - okazuje się, że jednak wszystko trzyma się kupy,
      w ramach przygodowo-kryminalno-fantastyczno-romantycznej całości,
      oczywiście :)

      2. Kilku bohaterów otrzymało od Wyspy dar szczególny: rodzaj
      nieśmiertelności. Zdaje się, że ich ciało nie jest jednak w stanie
      regenerować się w nieskończoność - nadal się starzeją, jak widzimy
      na przykładzie pana Widmore'a (choć, być może tylko od momentu
      opuszczenia wyspy, bo np. Richard Alpert zdaje się być wiecznie
      młody i piękny :). A więc co dzieje się z nimi po śmierci? może to,
      co z Jacobem - po rozpadzie ciała, ich "dusza" istnieje nadal. Jacob
      jest więc tym, kim w przyszłości stanie się Widmore, John,
      Michael... Jego (Jacoba) przewaga to WIEDZA którą ma o wyspie,
      doświadczenie.

      3. Zdaje się, że Ben nie należy do wybrańców. Może stąd badania
      którymi kieruje - chciałby wydrzeć Wyspie Tajemnicę, wziąć siłą to,
      czego nie chciała mu podarować.

      4. Może też dlatego Widmore szuka wyspy - żeby "zatrzymać" swój
      czas, przestać się starzeć.

      5. Może i dlatego John nie chce opuszczać wyspy - odkrył bowiem
      (albo przeczuwa), co ona mu daje.

      6. W wojnie Ben-Widmore nie ma podziału zły-dobry. Obydwaj są w tej
      walce cyniczni i bezwzględni. Ben dowiódł tego werbując Sayida. Ja
      nie mam wątpliwości, że to on stoi za zabiciem żony Sayida - tylko
      on, Ben miał w tym interes, poza tym jego rozmowa z Sayidem to
      klasyczny przykład manipulacji.

      7. Może się stać tak, że w przyszłości Sayid i Desmond staną
      przeciwko sobie, jeden chcąc zabić, drugi ocalić Penelope.

      8. Interesująca reakcja Milesa na dym. Jak myślicie - przestraszył
      się tego, co zobaczył (jako jedyny z tej grupki, po raz pierwszy
      widział Dym), czy tego, co usłyszał?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka