malutka24
18.10.09, 11:26
Pisze bo nic innego nie przychodzi mi do glowy.Tak ,uzalam sie nad
soba,wpadlam w to bagno i nie umiem wyjsc.Jestem za granica.Mieszkam od3 lat z
nim,a kazdy rok jest gorszy.Ostatnio nie ma dnia bez awantur,wiem ze mam
dosc,chce uciec.Chce odejsc i zapomniec,a nie mam sily na szukanie
mieszkania,na szarpanie sie o meble ktore kupilismy na spolke,na szarpanie sie
kto ma racje,na gadki,wytykanie,oskarzenia.Juz mi zwisa czy przyjdzie kolejny
raz pijany o 7 rano i zrobi awanture,nie mam na to wplywu zadnego.Nie mam na
nic wplywu.Nie mam dokad pojsc bo kolezanka ktora miala mnie juz przygarnac,w
ostatniej chwili sie rozmyslila bo sie boi pijakow pod domem (na wypadek gdyby
mnie tam odnalazl).Schudlam do granic mozliwosci,nie moge patrzec na siebie w
lustrze,a pale pale pale...
Ludzie czy jest szansa ze jakos sie za siebie wezme? bo glupia gdzies wciaz
cos mnie trzyma przy nim,ze moze sie stanie cud,moze on sie zmieni? wiem
gdzies tam ze sie nie zmieni ale mamie sie ze moze jednak.Glupia
ges.Powiedzcie cos madrego ,bo mnie juz nic nie przychodzi do glowy.Dziekuje
za cierpliwosc.