Dodaj do ulubionych

Babcie i dziadkowie

28.04.07, 14:07
w mojej rodzinie udział dziadków , babć , cioć i wujków w wychowywaniu dzieci
jest ogromny; wydaje mi sie to normalnym zjawiskiem - też jestem i będę
zainteresowaną i zaangażowaną ciocią (babcią może też kiedyś zostanę ;).
Sporo się pisze o "wyzwoleniu dziadków" , a właściwie przede wszystkim babć, o
tym, że wszelkie zainteresowanie wnukami wynika z dobrego serca i woli
dziadków i babć. To, że babcia nie jest automatycznie niańką a dziadek
babysitterem jest raczej oczywiste dla każdego.
Ale jednak nadmierny chłód i dystans, brak zainteresowania wnukami strasznie
mnie dziwi.
Ostatnio spędziłam z córą i moją siostrą przemiły dzień w Powsinie. Dziś córa
pojechała z moją mamą, będzie u niej nocować (mam do napisania dwie długie
rzeczy i jak widać pilnie nad tym pracuję ;))).
Ale do rzeczy - w autobusie powrotnym przysłuchiwałyśmy się ciekawej rozmowie
dwóch starszych pań. Jedna opowiadała o dziecku swojej córki, że owszem, może
i by mogła czasem się nim zająć , bo ma ćwierć etatu ale wychodzi z założenia
, że jak sobie córka narobiła dziecka to niech siedzi w domu, w końcu od tego
jest się matką. Po chwili z rozmowy wynikło, że niedawno pani była kilka dni
poza domem - i córka przyjeżdżała gotować ojcu obiady, zajmować się domem "bo
on nie umie, i nie lubi sam siedzieć." Z dzieckiem w tym czasie była druga
babcia "no, ale ona to lubi".
Jakoś dziwnie mi się zrobiło...
Co o tym sądzicie? Co w ogóle myślicie o babciach , dziadkach i ich roli w
życiu waszych dzieci?

Obserwuj wątek
    • dagmama Re: Babcie i dziadkowie 28.04.07, 15:18
      Prawdziwymi dziadkami dla mojego dziecka są moi teściowie i oni się nim
      opiekują, kiedy jesteśmy w pracy.
      Nie zmuszaliśmy ich do tego, daliśmy do zrozumienia, ze ich opieka to jedna z
      możliwości.
      I są naprawde wspaniali, mały ich kocha, oni za nim przepadają, dziadek jest
      prawdziwym wzorem: potrafi wybrukować ścieżke na działce, pomalować ścianę,
      naprawic murek...

      Taty nie mam.
      Moja mama w rozmowie telefonicznej (mieszkamy daleko od siebie)co najwyżej
      zapyta czy mały zdrowy. Nigdy mi nie wybaczyła, że "popełniłam mezalians".
      Wnuk jej nie interesuje, wnuczka, córka mojego brata, też nie (z innego powodu:
      kalectwo małej).
      Robi też gafy w stylu pomylenie daty urodzin. Oczywiście taka rzecz może sie
      zdarzyc każdemu, ale osobie, która poza tym nie okazuje zainteresowania, ciężko
      wybaczyć. Nie powierzyłabym jej małego na pół godziny, ani brat swojej córki.

      Według mnie dziadkowie nie muszą opiekować się, tak od razu, z definicji,
      wnukami, ale powinni czuć więź, że to ich krew, część ich życia, a nie
      dystansować się.
      A dzieci powinny w razie czego zaopiekować się rodzicami, darzyć
      zainteresowaniem ich i ich sprawy.
      • verdana Re: Babcie i dziadkowie 28.04.07, 16:26
        Dziadkowie nic nie muszą. Mogą zajmować się dzieckiem, skoro mają ochotę, mogą
        się nie zajmować, jeżeli tego po prostu nie lubią. U mnie rodzice pomagali,
        tzn., starsze dzieci brali raz w tygodniu na przedpołudnie, sporadycznie na
        noc, no i wyjeżdżali na dwa tygodnie wakacji. Tesciowie dziećmi się nie
        zajmowali, prócz wakacji - też dwa tygodnie (z jednym wyjątkiem - przez parę
        miesięcy po urodzeniu najmłodszego nie mieliśmy go zkim zostawić na 2 godziny w
        tygodniu, więc babcia przyjeżdżała - moi rodzice najmłodszym już w ogóle się
        nie zajmowali z przyczyn obiektywnych.
        Ale są rzeczy, z którymi zostawalismy zupełnie sami - np. odbieranie dzieci z
        przedsszkola, choć mama mieszkała w sąsiedztwie. Ale powiedziała, ze tego robić
        nie będzie i rzeczywiście - nigdy, przez 6 lat nie odebrała. Trudno, nie musi.
        Co innego dystans emocjonalny, Tu zaczyna się pewien problem, bo moi teściowie
        jednego z moich dzieci raczej nie lubią. Nie interesują się też specjalnie
        dziećmi, nie dzwonili, gdy były chore, nie interesowali się , co się z nimi
        dzieje. Może szkoda, ale to nie jest mój problem.
    • falafala Re: Babcie i dziadkowie 28.04.07, 19:21
      Wlasnie nie musza i dziwi podejscie niektorych ludzi do powierzania swoim
      rodzicom dziecka, jako czegos oczywistego. Czesto z tego wychodza bardzo niemile
      sytuacje, z jednej strony mlodzi wciskaja dziadkom dziecko (w koncu sie ciesza
      no nie? ;)), a z drugiej maja pozniej pretensje ze dziadkowie robia cos nie tak
      . Znajoma moich rodzicow lubi sie zajmowac wnukami, lubi to nie znaczy, ze
      codzienne zajecie od rana do wieczora jest tym czego ona sobie zyczy, ale jakos
      niektorzy nie sa w stanie tego zrozumiec.... Juz sie zajmowala raz w tygodniu
      dzieckiem syna, i oczywiscie ona jest "winna" wszystkim zlym zachowaniom
      wnuczki, ze ja rozpieszcza itd. Teraz corka po urlopie maciezynskim wraca do
      pracy i jest niesamowicie zdziwiona, ze matka nie chce opiekowac sie wnukiem
      codziennie. Moj znajomy podobnie, zona zaszla w ciaze na ostatnim roku studiow,
      jej rodzice przejeli opieke nad wnuczka i nagle po 5 latach znajomi doszli do
      wniosku, ze dziadkowie rozpieszczaja i wszystkiemu co zle sa winni. I w sumie
      moze i maja swoje racje, ale jezeli powierza sie swoje dziecko opiece dziadkow
      to trzeba sie liczyc, ze beda postepowac zgodnie ze swoim zwyczajem (nie mowie o
      ekstremalnych przypadkach) i nie miec wkolko pretensji ze cos nie tak robia.
      A ja wam zadroszcze blisko dziadkow, ja nie mam "klopotow" dziadkowie nie maja
      "klopotow" bo wszyscy bardzo daleko i wszystkim smutno :(
      • sir.vimes To co opisujesz IMHO 28.04.07, 20:17
        jest zamianą ról. Dziadkowie wychowują a rodzice stają się czymś w rodzaju
        nieudanego starszego rodzeństwa.

        "> jej rodzice przejeli opieke nad wnuczka i nagle po 5 latach znajomi doszli do
        > wniosku, ze dziadkowie rozpieszczaja i wszystkiemu co zle sa winni."


        Mnie dziwi co innego - nie niechęć dziadków do pełnego czy pół etatu przy wnuku
        - tylko brak zainteresowania, brak chęci spotkania czy zabawy czy wycieczki czy
        jakiejkolwiek wspólnej sprawy z wnukiem.
        • verdana Re: To co opisujesz IMHO 28.04.07, 20:48
          Wiesz, mnie to czasem dziwi, a czasem nie. Niechęć może wynikać z braku
          zainteresowania rodziną w ogóle, z tego, ze nie przepada się za dziećmi -
          własnymi zajmowała się babcia. Albo z obawy - dzieci syna to w dzisiejszych
          czasach niepewna l;okata uczuć. Bardziej dziwi mnie, ze matka nie chce pomoc
          wlasnej córce , przynajmniej czasem, by mogła odpocząć od dzieci.
          • sir.vimes No z jednej strony 29.04.07, 11:05
            to, że nie chce pomóc córce a z drugiej, że bez problemu córkę upycha w roli
            kobiety domowej do opieki nad dzieckiem i "starcem" a sama się "wyzwala".

            Trochę jakby a) facet był czymś podobnym niemowlęciu b) córka była rodzajem
            pokonanej rywalki ("narobiła sobie dziecka to niech siedzi")
        • dagmama Kwestia oczekiwań. 28.04.07, 21:34
          decydując sie na powierzenie dziecka/dzieci dziadkom, decydujemy się również na
          wychowywanie, w mniejszej lub większej części, naszych dzieci przez ich
          dziadków.
          Naprawdę nie wyobrazam sobie "podrzucania dziadkom dzieci" brzydko mówiąc, a
          następnie krytykowanie metod wychowawczych.
          Mam o tyle szczęście, że moi teściowie-opiekunowier naprawdę nas słuchają i
          nawet jeśli nie zgadzają się z naszymi metodami wychowawczymi, starają się do
          nich stosować.

          Opowiem anegdotę.
          Wracamy z mężem niespodziewnie wcześniej (nie z pracy, tylko z załatwiania
          spraw). Uprzedziliśmy przez telefon, że to będzie wczesniej i dowiedzieliśmy
          się, że mały spał i bedzie jadł obiad.
          Co się okazało?! Mały ten obiad je w łóżku, a babcia go karmi!
          Wchodzimy, rzuciłam okiem na sytuację i zrobiłam minę (wydawało mi się, że mały
          powinien jeść przy stole, sam), a teściowa, z rumieńcem: "No już tak nie
          patrz!".
          I jakoś tak odpuściłam, bo zrozumiałam, że ona tak okazuje miłość wnuczkowi i
          nie mam ochoty jej ustawiać i wmawiać, że źle robi:-)
          • verdana Re: Kwestia oczekiwań. 29.04.07, 10:04
            A ja przyznam się, ze oczekiwałam własnie inych metod wychowawczych. Zawsze
            bardo mnie cieszyło, jak moi rodzice rozpuszczali dzieci do nieprzytomności. Po
            to są dziadkowie!
            • sir.vimes Ja niczego nie oczekuję co do metod 29.04.07, 11:15
              Wiadomo, że rodzice są inni niż my - oczekuję, ze będą postępować po swojemu i
              zaowocuje to rozszerzeniem horyzontów dzieciora. Np. z babcią córa szyje,
              zaczynają uczyć się haftować , poza tym uczy się podstaw chemii (co ma jaki
              kolor jak się pali, papierki lakmusowe , takie tam).
              Jeżeli córa spędza u dziadków weekend to nie widzę powodu bym wtrącała się w to
              o której i co jedzą, czy idą na spacer czy nie (w domu bez spaceru nie ma dnia),
              czy babcia myje jej ząbki jak maleństwu a dziadek wiąże jej buty. Niekoniecznie
              podobają mi się takie zabawy w bobasa ale dopóki córka nie wymaga ode mnie
              podobnych zachowań i rozumie, że u babci panują inne zasady - to moim zdaniem
              wszystko jest ok. Jak była naprawdę mała i zdarzało jej się nocować u dziadków
              też się nie wtrącałam. Czasem tylko dziwię się , że babci i dziadka słucha od
              zawsze a nas niekoniecznie.
          • falafala Re: Kwestia oczekiwań. 29.04.07, 16:56
            No wlasnie rodzice sa od wychowania a dziadkowie od rozpieszczania ;), to jest
            fajny uklad. Mnie to sie jednak zawsze chce smiac, kiedy ktos narzeka, ze jego
            dziecko sie zachowuje nie tak bo to dziadkowie rozpiescili. A przeciez dziecko
            zawsze sie bedzie zachowywalo tak jak mu ktos na to pozwala i dziecko chodzace
            po szafach i plujace na podloge w jednym domu nie bedzie tego robilo w innym,
            gdy widzi, ze sie mu na to nie pozwala. Dzieci sa jak kameleony dostosowuja
            swoje zachowanie do mozliwosci.
            Vimes, pewnie mnie tez zawsze jakos dziwnie gdy slysze, ze rodzice nie chca
            pomoc dzieciom (odwrotnie zreszta tez), no ale co mozna powiedziec nie znajac
            sytuacji. A i ludzie sa tak rozni w swoich reakcjach, a te wyrzekanie sie dzieci
            bo sa one nie takie jak byc powinny?
            • dagmama Re: Kwestia oczekiwań. 29.04.07, 22:25
              Dobra, dziadkowie są od rozpieszczania, ale chyba tacy weekendowi, a nie
              opiekujący się codziennie?
              Bo tacy nie mogą rozpieszczać dzień w dzień, tylko normalnie wychowują na rowni
              z rodzicami.
              Moi dziadkowie - opiekunowie sa z małym tyle co przedszkole, gdyby chodził do
              przedszkola to na tyle samo godzin. A przedszkole wychowuje.
              Cieszę się więc, że dziadkowie-opiekunowie mniej więcej zgadzają się z naszą
              linią wychowawczą:-)
              • falafala Re: Kwestia oczekiwań. 30.04.07, 09:30
                Wiesz chyba ludzie, ktorzy pozwalaja sobie wejsc dziecku na glowe sa
                "samobojcami" ;). Nie sadze, by ktos normalny, ktory zajmuje sie dzieckiem przez
                kilkanascie godzin dziennie nie wprowadzal zasad. A swoja droga czemu mlodzi
                czesto czepiaja sie starszych, w koncu oni tez ich wychowali i jest ok, a teraz
                nagle zasady wprowadzane przez dziadkow sa nie takie. Ja mialam z corka zasade
                zero slodyczy, ale z tesciowa ciezko w tej sprawie bo ona nie jest w stanie
                sobie wyobrazic nagrody, przyjemnosci innej niz slodycze i mimo, ze
                przestrzegala zasad to widzialam, ze sie meczy i ciagle pyta czy moze i w koncu
                jak corka skonczyla te 2 lata pozwolilam jej i jak tylko corka jest u tesciowej
                to zawsze lody, lizak, czekoladki. Kolezanki "dziadkowie" strasznie rywalizuja
                o jej syna i to na co oni jemu pozwalaja staje byle tylko zyskac sympatie
                wnuka, to wlos deba, kolezanka dawno przymyka oko na zachowania, ktore syn
                przynosi od dziadkow, najczesciej jest pozniej jednorazowa "akcja" w domu, na co
                kolezanka nie pozwala i dziecko wie ze w domu takie zachowania nie przejda.
                Fakt, ze miloby bylo gdyby dziadkowie przestrzegali paru prostych zasad,(nie
                mowie o sytuacjach gdy przestrzeganie zasad ma wplyw na zdrowie, bo to inna
                "para kaloszy") ale jezeli nie potrafia i mlodym to przeszkadza nich wynajma
                opiekunke, w koncu dziadkowie robia to najczejsciej za darmo co kosztuje od
                200PLN w gore za dzien.
                >A przedszkole wychowuje.
                Na pewno do pewnego stopnia, ale jezeli ty w domu nie przestrzegasz tych zasad i
                odwrotnie, masz inne, to przedszkole nie bedzie mialo zadnego wplywu na twoje
                dziecko, dlatego przedszkole nie radzi sobie z dziecmi, ktore np. wynosza z domu
                pochwale agresyjnego zachowania
                • jagandra Re: Kwestia oczekiwań. 01.05.07, 23:05
                  Bo tu obie strony mogą nadużywać.
                  Akurat jestem w tej sytuacji, że na opiekę dziadków nie mogę liczyć, moi
                  rodzice są daleko, teściowie nigdy się nie oferowali, że wezmą małą na siebie
                  choćby na trochę. Gdy odwiedzam rodziców, mogę córkę spokojnie zostawić z moją
                  mamą i wyjść gdzieś wieczorem, to już jest dla mnie duży plus.
                  Z jednej strony nie rozumiem, jak można oczekiwać, że dziadkowie powinni
                  zajmować się dzieckiem na zasadzie nieodpłatnej opiekunki. Z drugiej strony nie
                  rozumiem, jak dziadkowie mogą nie chcieć zajmować się wnukami w ogóle - nie
                  zabierać na spacery, wycieczki, cokolwiek. I chodzi mi tu i o więź z wnukami, i
                  o chęć odciążenia dzieci. Tekst o tym, że córka zrobiła sobie dziecko i ma
                  siedzieć w domu jest moim zdaniem agresywny - tak jakby matka odgrywała się na
                  swojej córce o to, że musiała być jej matką, gdy ta była malutka :(
                  No i kwestia oddania kontroli - nie można oddawać pod czyjąś opiekę dziecka
                  (wszystko jedno czy to dziadkowie, czy opiekunka) i oczekiwać, że zmieni
                  radykalnie swoje metody wychowawcze. Powinno się oddawać dziecko pod opiekę
                  tylko takiej osobie, do której ma się zaufanie i której metodom można
                  przynajmniej z grubsza zaufać, a dyskutować o drobiazgach.
                  A co do rozpieszczania przez dziadków - rozpieszczać też można mądrze lub
                  głupio. Np. dawanie czekolady dziecku z alergią na kakao jest zdecydowanie
                  głupie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka