Dodaj do ulubionych

ul. Natolińska

03.07.07, 00:00
Czy ktoś ma jakieś zdjęcia ul. Natolińskiej sprzed wojny? Albo w ogóle jakieś
informacje o tej ulicy? Bardzo jestem ciekaw, a na stronach o starej Warszawie
znalazłem tylko jedno zdjęcie kamienicy na rogu Natolińskiej i Koszykowej.
Obserwuj wątek
    • jarekzielinski Re: ul. Natolińska 04.07.07, 00:22
      Zdjęcie to reprodukuję w ostatnim, 12. tomie mojego "Atlasu dawnej
      architektury..." obok pięciu foto zrobionych w 1946 r., gdy stały jeszcze
      niemal wszystkie elewacje. Żadnych z okresu międzywojennego nie udało mi się
      odnależć. Pzdr.
      • tzzz Re: ul. Natolińska 05.07.07, 00:38
        Serdecznie dziękuję za odpowiedź! Z przyjemnością zerknę do pańskiego atlasu.

        A przy okazji: wie Pan, że pewna firma próbuje zabudować boisko, które obecnie
        jest na ul. Natolińskiej. Właśnie złożyli wniosek o wydanie warunków, choć teren
        nadal należy jeszcze do miasta.
        • fima Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 06.07.07, 00:33
          101 lat temu, 18 sierpnia, o 4 po południu, zaszło wydarzenie które poruszyło
          całą Europę a miało miejsce przy rogu z Koszykową. Brali w nim udział: trzy
          lokatorki z pierwszego piętra przy Natolińskiej 12, lokator spod dziewiątki hr.
          Lerchenfeld, wicekonsul niemiecki oraz lokator z Zamku, carski generał-
          gubernator Skałłon.
          Skałłon rzadko wyjeżdzał z Zamku, bo bał się zamachu na swoje życie. Uczynił
          wyjątek, bo konsulowi niemieckiemu trzeba było złożyć przeprosiny za
          spoliczkowanie go publicznie przez oficera rosyjskiego, cztery dni wcześniej,
          na placu Zielonym. Niepojętym zbiegiem okoliczności akurat przed domem
          Lerchenfelda z okien Natolińskiej 12 na hamujący ekipaż generała sypnęły się
          bomby. Skałłon ocalał, gdyż bomba najcelniej ciśnięta nie wybuchła.
          "Niepojęty zbieg okoliczności" został w błyskawicznie wszczętym śledztwie
          wyjaśniony, choć nadal budził zdumienie jak precyzyjnie został wyreżyserowany.
          Policzkujący hrabiego nie miał nic przeciwko jego osobie. Był nim przebrany w
          mundur rosyjski bojowiec PPSu. W czasach sztywnej etykiety i bezwzględnie
          obowiązujących reguł właściwego zachowania najwyższy przedstawiciel władz
          rosyjskich powinien udać się do znieważonego dyplomaty ze stosownymi
          przeprosinami. Ale ani Skałłon, ani Lerchenfeld nie wiedzieli o tym, że są
          tylko pionkami w grze, którą pokierował ktoś zupełnie inny...

          Dziewczyny - Owczarkówna, Helburtówna i Krahelska - były już daleko gdy śledczy
          poznali nazwiska "bogatej ziemianki i jej służących" które wynajęły kilka dni
          wcześniej mieszkanie przy tej eleganckiej i drogiej ulicy.

          Ale to nie koniec sprawy z Natolińskiej.
          Krahelska umknęła do Galicji. Władze carskie zażądały od Austrii jej wydania.
          Sprawa zaczęła się wikłać gdy ten fenomenalny zamach (w końcu bez ofiar
          śmiertelnych) nabrał ogromnego rozgłosu w całej Europie. Za jego bohaterką
          ujęło się polskie koło poselskie austriackiego parlamentu, prasa i austriaccy
          politycy. Co więcej: Krahelska została obywatelką austriacką, co umożliwił jej
          malarz krakowski Adam Dobrodzicki fikcyjnym małżeństwem. Dla zachowania
          pozorów wobec natarczywych żądań Rosji Austriacy wreszcie postawili Krahelską
          przed sądem, w Wadowicach. Sprawa zamachu na Natolińskiej zakończyła się nową
          sensacją dla prasy europejskiej: ława przysięgłych cesarsko-królewskiego sądu
          Krahelską uniewinniła!
          Lerchenfeld nie miał żalu do Polaków, rozumiał o co poszło z tym policzkowaniem
          i 10 lat później (już jako ambasador przy Radzie Regencyjnej) w czasie
          tworzenia przyszłych organów państwa polskiego bardzo przyjaźnie współpracował
          z Polakami w tym dziele - mówiono o organach samorządu ;-)
          Biedna Owczarkówna zwariowała (zdarzały się takie tragedie tym młodym,
          wrażliwym konspiratorom i bojowcom). To osobna historia tej w końcu złapanej i
          uwięzionej, wypuszczonej z moskiewskiego więzienia przez zwycięskich
          bolszewików. Helburtówna dożyła naszych czasów, w PRLu. Także i Krahelska,
          zmarła w 1968 roku, redaktorka pism i wydawnictw kulturalnych. Mało kto
          wiedział kim była za młodu. Ani tego że jej brat był wojewodą poleskim, a
          Syrena Warszawska ("Hej chłopcy, bagnet na broń..") jej bratanicą. A właściwie
          nawet i tego, że była z Kossak-Szczucką założycielką Rady Pomocy Żydom w czasie
          wojny. Ale to jej zdjęcie jako "Alinki" wisi w waszyngtońskim Muzeum
          Holocaustu, choć nie ma swojego drzewka w Yad Vashem.
          Ani najskromniejszej tablicy na swym warszawskim domu.
          Ani na Natolińskiej, z której tylko nazwa została.
          • jarekzielinski Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 06.07.07, 10:22
            Kapitalna historia! Poproszę o podanie źródła. Pzdr.
            • fima Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 07.07.07, 23:46
              jarekzielinski napisał:
              > Kapitalna historia! Poproszę o podanie źródła. Pzdr.

              Hm, przepraszam za zwłokę, ale nad odpowiedzią trzeba było się zastanowić.
              Skoro tak poważnie traktujemy tę sprawę to muszę wnieść dwie korekty:
              Helbertówna a nie Helburtówna ("pokojówka Wiśniak" z Natolińskiej 12) a von
              Lerchenfeld był niemieckim przedstawicielem oczywiście nie przy Radzie
              Regencyjnej tylko przy Tymczasowej Radzie Stanu.
              Po tych sprostowaniach post może być już sam podawany za źródło ;-)

              Mówiąc zaś poważnie -jednego źródła Panu nie mogę podać (od biedy za takie
              można uznać artykuł w Tyg. Solidarność nr 34/98 "Ciotka Warszawskiej Syreny") a
              wszystkie tworzyłyby już małą bibliografię, obejmującą polskie i obce słowniki
              biograficzne, monografię rodu Krahelskich, pisma Piłsudskiego, ustne relacje
              osób spokrewnionych bądź współpracujących, rozmaite materiały prasowe -
              litości!
              Sam zamach ma obfitą literaturę, był wszak jednym z mitów założycielskich II
              Rzeczpospolitej. Akta procesu wadowickiego znalazły się po wojnie w AZHP,
              przejęte tam pewnie z archiwami PPS.

              Dalsze życie 19-letniej dziewczyny ciskającej bomby na Skałłona jest pełne
              fascynujących wydarzeń i szczegółów, choć więcej pirotechniką i polityką już
              się nie zajmowała.
              No bo np. proszę sobie wyobrazić, że pierwszy dokument II RP "Depesza iskrowa
              notyfikująca powstanie Państwa Polskiego" został zredagowany i wysłany do
              rządów mocarstw i "wszystkich Państw wojujących i Neutralnych" właśnie przez
              jej męża, 16 listopada 1918 roku!

              Zaś każdy warsawianista zawdzięcza jej coś szczególnego dla naszego miasta:
              czasopismo "Stolica"...

              Łączę pozdrowienia.





              • jarekzielinski Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 08.07.07, 00:16
                Bardzo dziękuję i pozdrawiam.
                • allgau Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 13.07.07, 22:23
                  fima to prawdziwy varsavianista a nie nasłany...może jednak wróciliby
                  poprzedni "eksperci"
                • andrzej_b2 Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 15.07.07, 14:51
                  jarekzielinski napisał:

                  > Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

                  Przypomnę, że o zamachu na Skałona było już rok temu:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=437&w=41136631&a=41142736
                  Pozdrawiam :-)
              • sqh Re: ul. Natolińska - jej najsławniejszy dzień 08.07.07, 22:18
                fima napisała:

                > pierwszy dokument II RP "Depesza iskrowa notyfikująca powstanie Państwa
                > Polskiego" został zredagowany i wysłany do rządów mocarstw i "wszystkich
                > Państw wojujących i Neutralnych" właśnie przez jej męża, 16 listopada 1918
                > roku!

                Dodam, że depeszę tę wysłano z bodaj jedynej wówczas stałej radiostacji w
                Warszawie, której aparatura mieściła się w istniejącej po dziś dzień (i
                niszczejącej) działobitni na przeciwstoku Cytadeli. Ponoć pierwszą radiostacją,
                która potwierdziła odbiór tej historycznej depeszy, był szwedzki Karlsborg.

                Czy mężem Helbertównej był jeden z polskich oficerów-łącznościowców, którzy
                uruchomili warszawską radiostację - Jackowski, Rzymski, albo Sawicki?

                * * *

                A o okolicznościach zamachu na Skałłona pisał też kiedyś w papierowej
                "Wyborczej" W. Kalicki:

                www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3058864.html
                • fima Re sqh: ul.Natolińska - depesza, działobitnia, mąż 15.07.07, 22:44
                  sqh napisał:
                  > Dodam, że depeszę tę wysłano z bodaj jedynej wówczas stałej radiostacji w
                  > Warszawie, której aparatura mieściła się w istniejącej po dziś dzień (i
                  > niszczejącej) działobitni na przeciwstoku Cytadeli. Ponoć pierwszą
                  radiostacją,
                  > która potwierdziła odbiór tej historycznej depeszy, był szwedzki Karlsborg.

                  O technicznych szczegółach tej sławnej depeszy świetna informacja, uwielbiam
                  takie przyczynki, jak one ożywiają każdą relację!
                  Depesza została zapomniana (z kretesem pobił ją w świadomości obecnych pokoleń
                  Manifest Lipcowy) i sądzę że najlepszym sposobem jej przypomnienia byłoby
                  umieszczenie tego krótkiego tekstu na tablicy w owej istniejącej do dziś
                  działobitni!
                  Za rok b. stosowna okazja. A i działobitni może by taka pamiątka pomogła w
                  poprawie żałosnego losu.

                  Ponieważ bardzo odbiegamy już od ul. Natolińskiej to informacje o mężach
                  zamachowczyń przesyłam na "priva" żeby innych nie nudzić.
                  Dziękuję i pozdrawiam.





        • pannino Re: ul. Natolińska 23.05.08, 21:42
          Witam!

          Od niedawna mieszkam przy ulicy Natolińskiej i wiadomość o
          staraniach pewnej firmy by zabudowac boisko przy Natolińskiej bardzo
          mnie zmartwiła. Czy wiadomo coś wiecej w tej sprawie?

          Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka