beach_boy
24.06.02, 05:34
Tuataj mnie tak w jajo nikt nie robi
Beach Boy
Biznes po polsku
Tata w szpitalu, za bratem latają bandyci z pałami - pisała w liście do
redakcji Ola Krzemińska. - Wszystko przez firmę, która "wisi" nam 700 tys. zł.
Nie możemy ich odzyskać. W sądzie sprawa potrwa lata, wcześniej dłużnicy
zlinczują nas i zabiorą dom.
- Jest robota - usłyszał w słuchawce telefonu Maciek Krzemiński, brat Oli.
Ucieszył się. Długów więcej niż włosów na głowie, może coś skapnie. W 10 minut
dojechał na budowę. Nagle, jak spod ziemi, wyrosło 4 łysych z kijami
bejsbolowymi.
- Jesteś winien pieniądze - jeden chwycił Maćka, chciał bić. Na to drugi: -
Spoko, pogadajmy.
Przerażony Maciek obiecał łysym: co miesiąc będzie płacił część z 20-
tysięcznego długu, jaki ma wobec firmy z Pułtuska. Nie miał wyjścia. Żona w
ciąży. Ojciec chory na serce. Siostra na skraju załamania. Im firma nie
zapłaciła za kontrakt, oni zalegają innym. "Chłopcy" okazali zrozumienie: -
Oddasz swoje, ściągniemy twoje...
Ich troje
Maciek jest współwłaścicielem warszawskiej firmy budowlanej Wimar S.C. Założył
ją jego ojciec, Marian Krzemiński, jeszcze w PRL-u. Jest inżynierem, sprowadza
do firmy klientów. Wimar miał dobrą opinię, więc o zlecenia nie było trudno.
Maciek zajmuje się organizowaniem ekip, nadzoruje robotników. Finansów pilnuje
Ola, magister ekonomii - prowadzi księgowość, wypłaca pensje. Oboje pracują w
firmie od matury. To całe ich życie.
Wimar zajmuje się wykończeniówką, są podwykonawcami na dużych budowach.
Zatrudniają ok. 40 osób. Nigdy nie zarabiali kokosów. Nigdy też nie stali na
skraju bankructwa. Wystarczył jeden interes...
Life is brutal
- Szukałem klientów, poszedłem do Energopolu Trade-Center złożyć ofertę.
Myślałem, że złapałem Pana Boga za nogi, kiedy spotkałem kolegę. Powiedział:
prezesem jest Franek Jabłoński, przyjaciel ze studiów - wspomina Marian
Krzemiński.
Umówił się z prezesem na rozmowę. Na "dzień dobry" Wimar dostał zlecenie:
elewacje budynków na nowym osiedlu.
Pan Marian sprawdził zleceniodawcę: wszystko grało. 3 mln zł kapitału
założycielskiego, ZUS płacony. Dowiedział się też, że Energopol TC pieniądze
ma, bo inwestor z góry zapłacił za całe osiedle. Podpisał umowę na prawie 700
tys. zł. Zaczęli prace w czerwcu 2001.
Na konto Wimaru wpłynęła część gotówki. Resztę (645 tys. zł) Energopol TC miał
płacić w ratach, w miarę postępów roboty. Nie płacił. W grudniu elewacja była
gotowa. Pieniędzy nadal nie było.
Krzemińscy monitowali Energopol TC domagając się zapłaty. W kwietniu 2002
prezes oświadczył na piśmie, że ureguluje dług. A 2 tygodnie później złożył do
sądu wniosek o upadłość firmy. I poszedł do szpitala.
- Była u niego Ola. Udał, że jej nie poznaje - mówi pan Marian. - Zostaliśmy na
lodzie. Oni nam nie zapłacili, my idziemy na dno i ciągniemy za sobą ludzi,
którzy nam zaufali.
Wimar jako spółka cywilna odpowiada całym swoim majątkiem. Może się okazać, że
za kilka miesięcy komornik zabierze Krzemińskim dom i samochód. Stracą wszystko.
Na dnie
- Telefony budzą mnie o 7 rano. Jedni grożą, inni proponują ugodę. Dzwonią też
firmy odzyskujące długi. Energopol TC nie zapłacił nam, my nie zapłaciliśmy ani
hurtownikom, ani robotnikom. Wisimy kasę 30 firmom! 10 podało nas do sądu - Ola
Krzemińska ma łzy w oczach. - Swoim pracownikom nie płacimy od 3 miesięcy.
Właśnie zmarł na serce nasz kierownik budowy, prawie rodzina. Zalegaliśmy mu z
pensją za 2 miesiące. Boję się o ojca, mdleje, ma stan przedzawałowy. Za bratem
biegają dresiarze. Co złego zrobiliśmy, że nas tak pokarało?! - Ola już
płacze. - Mogłabym olać, wyjechać do Australii. Ale to tchórzostwo. Bo co z
ludźmi, którym ja złamię życie? - Ola zbiera w sobie siły: Będę walczyć!
Oko za oko
- Nie wiem: są ofiarami czy oszustami? - zastanawia się Robert Todzia, dostawca
tynków na elewacje, właściciel firmy Galileo. Wimar zrujnował mu życie: zalega
60 tys. zł. Jeśli Galileo padnie (a padnie, jak nie będzie pieniędzy), pracę
straci 8 ludzi. Część długów u hurtowników spłacił - pożyczył pieniądze. Kiedy
odda? Jak Wimar zapłaci. Dzwonił do Krzemińskich kilka razy dziennie: "Kiedy
zapłacicie?". Przestał, szkoda mu kasy na telefony. - Podałem ich do sądu. Ze
mną nikt się nie cacka, to i ja nie będę. Wimar ryzykował nie tylko swoim
majątkiem, ale i innych. Brali materiał i robociznę na kredyt. Ja wyłożyłem
gotówkę.
Todzi trudno uwierzyć, że stał się kostką domina. Boi się, że podobnie jak na
Maćka Krzemińskiego, któryś z jego wierzycieli może nasłać na niego "chłopców z
miasta".
To koniec
15 kwietnia Energopol TC złożył do sądu wniosek o upadłość. Jest jedną z wielu
spółek holdingu Energopol S.A. Długi Energopolu TC to 2 mln 700 tys. zł. Jeśli
sąd postawi spółkę w stan upadłości, pojawi się syndyk i Wimar ma szansę
odzyskać pieniądze. Ale może być inaczej.
- Boję się, że sąd stwierdzi, iż Energopolu nie stać na przeprowadzenie
upadłości: stan kasy zero, majątku żadnego. Wtedy nikt nic nie dostanie
- mówi trzeci już w tym roku prezes Energopolou TC.
Wszystko rozstrzygnie się za kilka miesięcy.
Jest stres
- Ja nawet nie mam na kogo nasłać dresiarzy. Prezesi holdingów mają
ochroniarzy, samochód z kierowcą. Do nich nie podejdzie 4 łysych. Są
bezpieczni. A ja? Odpowiadam z imienia i nazwiska za swoje długi. Mnie można
zatłuc wszędzie - mówi przerażony Maciek Krzemiński. - Mogę stracić dom i
życie. Z długami nie ma żartów.
Pan Marian Krzemiński znów czuje się gorzej. Żałuje, że nie wyjechał w latach
80. za granicę, jak jego koledzy. Miałby teraz spokojną emeryturę.
- Jak w tym kraju uczciwie prowadzić interesy? Ktoś mnie okradł i nic mu nie
grozi. Ktoś rozłożył spółkę i jutro założy nową. Żadnych konsekwencji. Całe
życie byłem uczciwy, na koniec zostałem złodziejem, nie z własnej winy. Czy
ktoś za to pójdzie siedzieć? - pyta pan Marian.