Dodaj do ulubionych

O ciuchach...

09.02.04, 11:27
Co robicie z ciuchami w ktorych juz nie chodzicie? Wyrzucacie? Oddajecie je
komus?
Ja mam szafe pelna ubran w ktorych nie chodze juz bardzo dlugo, i jakos
trudno mi jest sie z nimi rozstac, chociaz na 90% ich juz nie wloze. No i tak
leza bez sensu.
A ile mam rzeczy, ktore sobie kupilam i nie wlozylam, bo albo do niczego nie
pasuja, albo kupilam za maly rozmiar w nadziei ze schudne. Denerwuje mnie to
trochu...
Obserwuj wątek
    • chiara76 u mnie odwrotnie:) 09.02.04, 11:29
      mogłabym mieć więcej:))
      więc Ci na to nie odpowiem. A na serio, z rzeczy, które dobrze wyglądają i
      których nie będę już nosić, to mamy zaprzyjaźnioną rodzinę z 4 nastolatków i
      oni chętnie przyjmują rzeczy. Oczywiście takie w dobrym stanie.
      • kurczak1976 Ja mam to szczescie 09.02.04, 11:34
        ze siostra mojej mamy ma 3 dzieci i ona sama tez chetnie przyjmuje rzeczy
        ktore nam sie juz znudzily albo cos jest z rozmaiarem itd...

        Ale Aariel poruszylas ciekawy temat. Mianowicie kupowanie rzeczy, ktorych sie
        potem nigdy nie zaklada:o(
        Mi sie to dosc czesto przytrafia. W sklepie cos swietnie pasuje a w domu
        dramat. Rozmiar,kolor, kroj nie ten i co...kasa wywalona w bloto:o(
        • kasia721 Re: Ja mam to szczescie 09.02.04, 11:41
          kurczak1976 napisała:

          > Ale Aariel poruszylas ciekawy temat. Mianowicie kupowanie rzeczy, ktorych
          sie
          > potem nigdy nie zaklada:o(
          > Mi sie to dosc czesto przytrafia. W sklepie cos swietnie pasuje a w domu
          > dramat. Rozmiar,kolor, kroj nie ten i co...kasa wywalona w bloto:o(

          Możecie się śmiać ale mi to się nigdy nie zdarzyło!:) To normalne?
          • aariel Re: Ja mam to szczescie 09.02.04, 11:45
            kasia721 napisała:

            > kurczak1976 napisała:
            >
            > > Ale Aariel poruszylas ciekawy temat. Mianowicie kupowanie rzeczy, ktorych
            > sie
            > > potem nigdy nie zaklada:o(
            > > Mi sie to dosc czesto przytrafia. W sklepie cos swietnie pasuje a w domu
            > > dramat. Rozmiar,kolor, kroj nie ten i co...kasa wywalona w bloto:o(
            >
            > Możecie się śmiać ale mi to się nigdy nie zdarzyło!:) To normalne?

            Tak, to normalne. Natomiast nienormalne jest to, co ja robie. Bo tak naprawde
            chodze w kolko w to samo ubrana, a w szafie mam pelno innych rzeczy, ktore
            pozniej komus oddaje (czesto nie noszone, albo prawie wcale).
            I nawet nie chce liczyc ile kasy na to wydalam, bo mi sie humor popsuje ;)
            • kasia721 Re: Ja mam to szczescie 09.02.04, 11:51
              No to mi ulżyło:))))))))))))))))))!
          • kurczak1976 To znaczy ze posiadasz umiejetnosc.. 09.02.04, 11:46
            trzezwej oceny sytuacji:o) Nie wpadasz w ten szal zakupowy, ktory zaklada ci
            rozowe okulary na nos przy ktorych wszystko wydaje sie cudowne:o)))
            Ja niestety chyba ocieram sie powoli shopoholizm (czy jak sie to zwie). Mam
            tyle rzeczy ze chyba wystarczyloby tego na dwie babki. A najgorsze jest to ze
            w sumie chodze tylko w kilku ulubionych rzczach hihi

            I tak to jest z tym Kurczakiem:o)
          • chiara76 Re: Ja mam to szczescie 09.02.04, 11:49
            kasia721 napisała:


            >
            > Możecie się śmiać ale mi to się nigdy nie zdarzyło!:) To normalne?

            Mnie też nie, więc jest nas juz dwie:)
            • kasia721 Re: Ja mam to szczescie 09.02.04, 12:53
              chiara76 napisała:

              > kasia721 napisała:
              >
              >
              > >
              > > Możecie się śmiać ale mi to się nigdy nie zdarzyło!:) To normalne?
              >
              > Mnie też nie, więc jest nas juz dwie:)

              To super!!!
              • mrouh Re: Ja mam to szczescie 09.02.04, 17:56
                kasia721 napisała:

                > chiara76 napisała:
                >
                > > kasia721 napisała:
                > >

                >Możecie się śmiać ale mi to się nigdy nie zdarzyło!:) To normalne?
                >Mnie też nie, więc jest nas juz dwie:)
                > To super!!!


                Jest nas trzy:-) Ciuchów mam dużo, ale "starych"- wciąż mam nadzieję, że schudnę
                i się w nie jeszcze zmieszczę:-) Nowych nie mam za dużo, bo nic mi się niepodoba:-)
    • kasia721 Re: O ciuchach... 09.02.04, 11:37
      Najlepszym takim "pozbywaczem " ciuchów kórych już nie noszę były dla mnie jak
      do tej pory przeprowadzki. Wtedy małm okazję to wszystko przejrzeć i oddać to
      czego już nie włożę(oddaje podobnnie jak Chiara młodszym w rodzinie). A teraz
      robię tak gdy czegoś nie użyję podczas sezonu to ląduje dana rzecz w torbie i
      wywożona jest dla młodszych. Z doświadczenia własnego wiem, że już jej nie
      założę! A szafa ma określone wymiary niestety!!! Pozdrawiam!
      • beauty_baby Re: O ciuchach... 09.02.04, 11:51
        ja do ciuchów nie mam sentymentu i co jakiś czas robie remanent w szafie i to
        co już uważam za bezużyteczne to wystawiam przed dom - za parę chwil tego nie
        ma.
        Moim problemem raczej jest to, że mam jakby dwie części ubrań: polską i
        hiszpańską, czasem jest to kłopotliwe:))
        A co do bezsensownego zakupu to nie raz mi się zdarzyło kupic rzecz, której
        potem nigdy nie ubrałam. Dobrze, że nie ja jedna tak mam:))
      • malen_a Re: O ciuchach... 09.02.04, 12:33
        to ja mam tak samo, u rodzicow mialam pelna szafe ciuchow, w ktorych nie
        chodzilam, jak sie przeprowadzalam to one zostaly... i juz mama ma problem co z
        nimi zrobic :DDD

        a teraz nosze wszystkie ciuchy jakie kupie, tzn jedne czesciej inne zadziej,
        ale staram sie wszystkie :D
    • liryczna1 Re: O ciuchach... 09.02.04, 12:43
      a ja mam ciuchów zdecydowanie za mało, pieniędzy zresztą też i do głowy by mi
      nie przyszło kupic coś i w tym nie chodzić.
    • estetka_25 Re: O ciuchach... 09.02.04, 18:24
      Oddaję na PCK. Komuś się przydadzą. Ale tam oddaję to czego nie zechce moja
      młodsza siostra. Też cały czas chodzę w tym samym, ale dlatego, że mam fioła
      na punkcie niektórych rzeczy - mogłabym tylko dany fason albo kolor (głównie
      czerń i beż). Reszta czeka. To chyba zimowa depresją z tą czernią:) na wiosnę
      natomiast czekają brązy a obnaszane są zielenie i czerwienie. Wszystko kupione
      za dobrych pracujących czasów. Teraz ograniczam się z zakupami do minimum, bo
      nie zarabiam:( więc sorry, ale nie mam tego problemu, hi hi
      • monisb Re: O ciuchach... 09.02.04, 20:55
        Niestety musze się przyznać, ze zdarza mi sie kupienie ciuchów, w ktorych
        potem nie chodze, bo cos mi w nich po prostu nie pasuje. Niby staram sie
        zawsze dobrze przemyslec zakup, no ale bywa ze coś co podoba mi sie w sklepie,
        niekoniecznie podoba mi sie póżniej w noszeniu. Najpierw takie ciuchy leżą
        sobie w szafie, a potem oddaje zaprzyjaźnionym rodzinom z duża iloscią
        dorasatających dzieci :-) Po przeprowadzce do swojego mieszkania - gdzie mam
        mało miejsca na przechowywanie rzeczy, zakupy robie znacznie bardziej
        rozsądnie, bo wiem ze aby wepchnąć nową rzecz do szafy, będę musiała z niej
        wywalić jakąś inną. Mała szafa - to najlepsza metoda na unikanie "ciuchowych
        szaleństw" :-)
    • ann.k Re: O ciuchach... 09.02.04, 20:44
      Aariel siostrzana duszyczko :))) Mam dokładnie to samo. Najczęściej chodzę w
      ostatnio kupionym ciuchu. Bywa, że coś w czym uwielbiałam chodzić rok temu,
      teraz leży od pół roku na półce i zbiera kurz. Mam 11 par spodni, a do pracy
      chodzę tylko w jednych. To akurat wiąże się z tym, że w poprzedniej firmie
      mogłam nosić co chciałam, a akurat miałam fazę na jeansy i sztruksy. A teraz mi
      takich spodni nosić nie wypada, więc musiałam dokupić nową parę poliestrówek i
      chodzę w nich na okrągło. Poza tym połowa tych par wisi sobie od dłuższego
      czasu, bo mi się już nogawki w nich nie podobają (za krótkie i za wąskie :)).

      Na szczęście nie zdarzyło mi się kupić czegoś i potem nigdy nie włożyć. Ale
      zdarzało mi się i zdarza, że ubrania mi się przestają podobać zanim kupię coś
      nowego.
      Ze starymi ciuchami też mi się ciężko rozstać, chociaż jak wpadnę w dobry
      nastrój to robię czystki w szafie. Mam taką zaprzyjaźnioną ekipę nurków
      śmietnikowych. Oddaję im wiele niepotrzebnych rzeczy. Nie tylko ubrania.
      Makulaturę, butelki, złom. Ja bym to i tak wywaliła do śmieci, a oni potem
      musieliby wybrać. Więc wolę rano wyjść i ich zagadać, a potem przynieść im
      towar. Podejrzewam, że część ubrań sprzedają do ciuchlandów, no bo co by mieli
      z nimi robić.

      A na chorobę zakupową przypadkowo znalazł się świetny sposób. Przeniosłam się
      do pracy w pobliże mojego ulubionego centrum handlowego i jakoś... odechciało
      mi się chodzić na zakupy :)
    • k.mmilka Poprawka - jesteśmy juz cztery :-) 09.02.04, 20:55
      Nie mam zbędnych ciuchów. Od paru lat kupuję rzeczy w podobnym stylu i
      właściwie - z małymi wyjątkami - wszystko mogę ze wszystkim zestawiać. Nie
      kupuję tzw. hitów jednego sezonu, takich, które po skończonym sezonie trzeba
      wywalać, bo w następnym wyjdą z mody i będą wyglądać dziwacznie. A jak coś się
      zużyje, wrzucam do kosza PCK.

      Mam za to inny problem - nienawidzę kupować ciuchów. Nie cierpię wchodzić do
      sklepu i czuć, jak trzy wystrojone jak do remizy ekspedientki mierzą mnie
      wzrokiem, albo pytają "w czym mogę pomóc", zanim jeszcze zamknę za sobą drzwi.
      Mam ochotę odpowiedzieć, że nie potrzebuję pomocy, tylko nowych butów! Wrrr.
      • chiara76 Re: Poprawka - jesteśmy juz cztery :-) 09.02.04, 21:00
        k.mmilka napisała:

        > Nie mam zbędnych ciuchów. Od paru lat kupuję rzeczy w podobnym stylu i
        > właściwie - z małymi wyjątkami - wszystko mogę ze wszystkim zestawiać. Nie
        > kupuję tzw. hitów jednego sezonu, takich, które po skończonym sezonie trzeba
        > wywalać, bo w następnym wyjdą z mody i będą wyglądać dziwacznie. A jak coś
        się
        > zużyje, wrzucam do kosza PCK.
        >
        > Mam za to inny problem - nienawidzę kupować ciuchów. Nie cierpię wchodzić do
        > sklepu i czuć, jak trzy wystrojone jak do remizy ekspedientki mierzą mnie
        > wzrokiem, albo pytają "w czym mogę pomóc", zanim jeszcze zamknę za sobą
        drzwi.
        > Mam ochotę odpowiedzieć, że nie potrzebuję pomocy, tylko nowych butów! Wrrr.

        Mam dokładnie to samo!!!!!!Niesamowite.
        Nie cierpię chodzić po sklepach.
        Chciałabym mieć fajne rzeczy w szafie, ale żeby same się w niej zjawiły.
        A ekspedientki, to temat na osobny pościk:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka