Dodaj do ulubionych

Jestem w kropce.

01.04.04, 00:45
Albowiem straciłem linię. Nie tylko fizyczną. Chciałbym, żeby było dobrze,
tzn. żeby było normalnie. A nasza rzeczywistość i otoczenie usiłuje mi
udowodnić, że to ja jestem nienormalny. I jak z tym żyć i robić nadal to, co
uważam za słuszne i pożyteczne, nie tylko dla mnie?
Obserwuj wątek
    • kokolores Re: Jestem w kropce. 01.04.04, 00:58
      Tak nie dokonca zrozumialam w czym problem.A moze tak bardziej konkretnie??
    • dociek Re: Jestem w kropce. 01.04.04, 01:12
      Cóż, chodzi mi o nadzieje i stracone złudzenia. Przykładowo, choć ogólnikowo -
      jest coś źle. Ludzie psioczą, ala nikt palcem nie kiwnie aby w jakiś sposób
      próbować rozwiązać problem tego "zła", choćby w części. Albo są za leniwi i
      gnuśni, albo nie potrafią myśleć twórczo, albo boją sie wychylić i narazić,
      albo znajdują się w prywatnie korzystnym "układzie", z którego czerpią profity.
      Trafia się taki niepoprawny naiwniak, który nie oczekując wynagrodzenia i
      orderów, proponuje metody prowadzące do zmniejszenia tzw. "zła". Nie tylko dla
      siebie! Dla innych. I co się okazuje? Że nie tylko dorabia się pozycji
      konfliktowego fantasty i szaleńca, ale blokuje się go jako niebezpiecznego,
      który burzy bezpieczny, znany, dotychczasowy "porządek". Jakże mnie to wkurza!
      • kokolores Re: Jestem w kropce. 01.04.04, 01:51
        Moze czasem warto pomyslec o sobie ,bo inni za ciebie tego nie zrobia.Ja staram
        zawsze pozostac sobie wierna.Chce z czystym sumieniem patrzec we wlasne odbicie
        w lustrze ,majac pewnosc ,ze nikogo nie skrzywdzilam.Nie mozna uszczesliwic
        ludzi na sile.Co ty dzis tak pesymistycznie??Juz sie zaczynam martwic.Pa.
        • lodbrok Re: Jestem w kropce. 01.04.04, 07:15
          Problem chyba właśnie tkwi w tym, że Dociek chce byc sobie wierny czyli ze
          spokojem patrzeć w to przyslowiowe lustro. To wazne. A niestety nasza
          rzeczywistość skrzeczy. Nie martw się tak bardzo Doćku. Ludzie tak się okopali
          i pochowali w skorupkach bo boją się że cokolwiek może im zmącić ten ich
          fałszywy spokój który sobie zbudowali. Rada tak naprawde jest tylko jedna,
          zgodna z credo wygloszonym kiedys przez Mlynarskiego czyli r o b i ć s w o j e.
          A że czasami to syzyfowy wysiłek i w dodatku dostaje się po dupie? Cóż, takie
          życie. W każdym bądź razie z tobą wszystko w porządku! Tym martwić sie nie
          musisz:-))
          • ryza_malpa1 Re: Jestem w kropce. 01.04.04, 09:16
            Doćku, każdy kto z zaangażowanie robi swoje dostaje po dupie, dopracowuje sie
            wcześniej czy później imienia wariata albo traktuje się go dołującymi
            pytaniami w stylu " a po co to wszystko", " a za czyje pieniądze", " a kto na
            tym zarobi" itp teoriami spiskowymi.Bo naprawde niewielu robi coś dla idei.
            są silni ludzie, których to boli ale którzy się nie poddają i kiedy wreszcie
            do czegos dojda , coś uda im sie zmienić...mówię ci , doćku, jaka duma ich w
            lustrze rozpiera :) a i nastawienie świata ociupinke sie zmienia.

            I nie teoretyzuje, tylko pisze o ludziach , którzy mrówcza pracą, przeskakując
            kłody rzucane pod nogi COŚ w tym mieście zrobili i zmienili :)))
            Mam chwilowo przyjemnośc z nimi pracować :)
            I czasem kiedy słysze jak dziela sie kolejnym pomysłem myśle : "e , fataści ,
            tego nie da się zrobić" . Po czym okazujes ie , ze jednak......A czasami
            rzeczywistośc ich samych pozytywnie zaskakuje ( niestety za rzadko :)
            POzdrawiam i życze wytrwałości.

            I dodoam jedno: czasami (!!!) ludzi można uszczęśliwiac na siłę, bo jakby im
            nie dac kopa w dupę to w zyciu sami z siebie nie wymyśliliby czy nie odkryli
            fajnych rzezczy.
            WAżne jest żeby nie przesadzić :)
            • dociek Re: Jestem w kropce. 07.04.04, 02:26
              Podstawowy społeczny problem wynikający z tzw. pracy organizacyjno-koncepcyjnej
              polega na tym, że bardzo często okazuje się, że niektóre prace można wykonywać
              sprawniej, sensowniej i wydajniej, przy zastosowaniu nowych metod i narzędzi.
              Konsekwencją takiej reorganizacji i podniesienia wydajności jest z jednej
              strony obniżony koszt i usprawnienie pracy oraz potencjalnie zwiększony efekt,
              ale również i ograniczenie indywidualnych dochodów z tytułu np. nadgodzin.
              Również grozić to nawet może utratą miejsca pracy w przypadku gdy zakres,
              poprzednio nadmiernie rozproszonych i rozdrobnionych zadań, udaje się, bez
              łamania praw pracowiczych, ale łamiąc zastałe "obyczaje", skumulować na tej
              samej lub mniejszej ilości stanowisk. Jednym słowem, wprowadzanie zmian
              racjonalnych i logicznych ze względów organizacyjnych, systemowych i
              finansowych może wywołać bardzo negatywne społeczne następstwa i naturalne
              reakcje samoobrony ludzi zagrożonych i działających starym, "bezpiecznym"
              i "zakonserwowanym" trybem. To samo zagrożenie może też dotyczyć samego
              inicjatora zmian, który w pierwszym etapie jest celem wszelkich ataków i
              poddany jest presji zmasowanego oporu, w drugim, po zrealizowaniu "swojego
              szaleństwa", jako ten najgorszy "mąciciel" i przysłowiowy "murzyn" musi
              odejść. I tak powstaje dylemat. Czy tworzyć i wprowadzać "nowe", którego się
              pracownicy boją i które na każdym kroku będzie blokowane oraz mnożyć sobie
              spośród nich wrogów? Czy olewając, płynąć na fali "starego", akceptować
              niesprawny system, obojętnie pozwalać na jego utrwalanie oraz zapewnić sobie
              powolną, teoretycznie "bezpieczną" wegetację. Teoretycznie bezpieczną, ponieważ
              tzw. "otoczenie" w ramach zaostrzania się konkurencji i wymagań nie stoi w
              miejscu i może, wprowadzając u siebie nowatorskie, usprawniające zmiany (co
              jest, jak odczuwam, wiadome chyba tylko tym nielicznym "mącicielom" i "ambitnym
              murzynom") po prostu - "przejąć rynek". A "utrata rynku" wiadomo do czego
              prowadzi; skutki wygodnego, rozleniwionego trwania przy "starym"
              i "bezpiecznym" moga być dużo bardziej bolesne i niebezpieczne. Rzeczywistość w
              tym względzie jest ponura i okrutnie bezwzględna. Mogę teraz usłyszeć: - a co
              to ciebie mały człowieczku obchodzi? Żyj spokojnie, nie podskakuj i pozwól żyć
              innym, bo inaczej to cię zajeb**. Może to jest ta "właściwa recepta" na
              życie?
              • ryza_malpa1 Re: Jestem w kropce. 08.04.04, 19:05
                A tego to ja nie mogę powiedzieć...z jednej strony " jeśli wszedłes miedzy
                wrony krakaj tak jak ony " a z drugiej rozumiem meki jednostki twórczej ( czy
                po prostu rozsądnej i ceniącej własny czas i pracę)zmuszanej do wykonywania
                jałowej pracy w jałowy sposób.
                Ja zmieniłam zajęcie.Czasmi głową muru nie przebijesz.
    • ejno Re: Jestem w kropce. 08.04.04, 16:52
      Jak zyjesz spokojnie i nikomu w droge nie wchodzisz to i tak cie jeb.... albo
      wykorzystuja, wiec to nie jest recepta na zycie:)
    • jetbang lekka załamka każdemu się trafia!!! 08.04.04, 20:04
      najwazniejsze to obrać sobie cel i dążyć do niego. ale nie tylko gadać o nim i
      narzekac ciągle ale wziąść się do roboty i ...
      normalnie jeszcze długo nie będzie może za 100 lat coś się poprawi. a ja jestem
      zdania że to nie my powinniśmy robić referendum czy chcemy do UE ale to 15
      powinna się mocno zastanowić czy chce polaków - zaprawionych w bojach, którzy
      we krwi mają ciągłą walkę i dążenie do sukcesu (co by to nie oznaczało). myslę
      ze na 100% prawo unijne jest dziurawe i w chwili obecnej setki (polskich)
      potężnych głów mysli i kombinuje jakby w świetle prawa sobie "poradzić".

      cóż ja jakoś sobie radze póki co. ale mądra rzecz kiedyś usłyszałem : "kto nie
      dąży do rzeczy niemożliwych nigdy ich nie osiągnie" więc dążmy na przekór
      lepperom, kulczykom, bartimpexom, talibom z ratusza, itp....

      a poza tym apeluję do mieszkańców koziego zadupia!!! usmiechajmy się na ulicy.
      twarze które mijam na codzień mają okropne grymasy buuuu a troszku wiosennego
      uśmiechu tak z samego siebie czasem może naprawdę poprawić sobie i nawet komuś
      przypadkowemu humor.!!!
    • pbd2 Re: Jestem w kropce. 09.04.04, 19:53
      Wszyscy się teraz boją Leppera... A może nam jako społeczeństwu jest potrzebne
      takie mocne uderzenie, takie otrzeźwiające walnięcie w łeb? Może jak już to
      przerobimy, to się w nas odezwie jakieś poczucie odpowiedzialności za wspólne
      dobro, odpowiedzialności, która powinna się wyrażać także w tym, żeby iść na
      wybory, kiedy trzeba, i nie oddawać władzy prymitywnym szaraczkom?
      Rzeczywiścuie u nas ciężko jest ludzi przekonać do czegokolwiek
      konstruktywnego. Ostatnio wyciągnąłem z niebytu swój post na temat Podzamcza.
      Jaka była reakcja pewnego forumowicza (-ki)? Stwierdzenie, że pomysł zasługuje
      na Złotą Malinę! Podobnie rozumują najwyraźniej władze ratuszowe, którym nie
      przeszkadza, że Zamek osuwa się z powodu nadmiernego ruchu samochodów w
      okolicy, że wyburza się zabytki nad Bystrzycą itp. Osuwa się ponoć skarpa
      staromiejska, a władze wydają setki tysięcy złotych na uroczystości unijne...
      Ale to niestety wina naszej historii - przez dwieście lat cokolwiek Polak
      zaczynał, nigdy nie dawał rady skończyć, bo wojna, zabory, powstanie, zmiana
      ustroju itp. Może za sto lat, może za dwieście to się zmieni, ale póki co nie
      potrafimy docenić konstruktywnego działania. "Przecież i tak nic z tego nie
      będzie" - mówi Polak nauczony doświadczeniem pokoleń. A tych, którzy wierzą, że
      jednak coś z tego będzie, traktuje jak idiotów, bzdurnych marzycieli itp.
      Niestety...
      • ryza_malpa1 Re: Jestem w kropce. 09.04.04, 21:34
        pbd2 napisał:

        > Wszyscy się teraz boją Leppera... A może nam jako społeczeństwu jest
        potrzebne
        >
        > takie mocne uderzenie, takie otrzeźwiające walnięcie w łeb?

        Może ale czy napewno?
        Moze i przetrwamy Leppera ale czy lista strat nie bedzie zbyt długa?
        A może wkopiemy się w dyktaturę? Lepper stworzy jakis nowy system polityczny?
        Rozjanosikuje to, co udało się rozsądnym ludziom w tym kraju zacząc budować?
        Cholera go wie...

        POpularność Lepera bierze się chyba stąd, ze ludziom sie nie chce.
        Nic sie nie chce - wolą wierzyc, ze przyjdzie dobry Lepper i każdemu da ,
        nalezny jak psu zupa , zasiłek w wysokości 900 zl.
        Tylko jakoś wierzyć się nie chce, że dorosśli ludzie nadal myśllą , ze ktoś cos
        im da za to ze żyją....
        • pbd2 Re: Jestem w kropce. 14.04.04, 18:45
          To moze jak sie zorientuja, ze Lepper rzadzi, ale nadal nie daje, bo nie ma z
          czego, to cos zrozumieja? Dyktatura Pilsudskiego tez startowala z ogromnym
          poparciem spolecznym w 1926 roku, ale juz pare lat pozniej pulkownicy musieli
          kazac strzelac do narodu, ktory przejrzal na oczy. Moze my sie uczymy tylko na
          wlasnych bledach? Inna sprawa, ze bunty antysanacyjne byly firmowane glownie
          przez lewice, ktora - podobnie jak wczesniej niektorzy pilsudczycy- obiecywala,
          ze ludziom da, mimo, ze trwal gleboki kryzys swiatowy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka