Dodaj do ulubionych

wspomnienie

30.11.10, 21:32

"CZAROWNICE krakowskie"

niesmialek1
... badano urzędowo i pławiono w Wiśle z należytym dostojeństwem, ponosząc
stosowne koszta. Roku 1620:
- za linę do kosza, baby kąpać - gro. 13.
W razie związków z szatanem takowa nie szła pod wodę, palono ją tedy. Zaś gdy
niewinna, ducha w wodzie odawała.
:-), w każdym bądź razie lina tyle kosztowała.

kocibrzuch
nie ma zysku bez kosztów
szkoda tej liny trochę...

oldpiernik
Teraz Kraków czaruje i bez liny za 13 groszy... ;)


czarownica_ma
biada Wam!
..już ja Was, okrutnicy! miotłą dostanę!

kocibrzuch
ależ
my tu sobie tylko tak, niewinnie żartujemy
my bardzo lubimy czerownice i żadnej byśmy przenigdy nie skrzywdzili


niesmialek1
Dlaczego biada, kiedy ...
Do guseł zatem i czarodziejstw sławnych
Skrzętnie się baba natychmiast udaje.
Cyrkuł na ziemi kreśli z liter dawnych,
Szepce pod nosem, dzikie rzeczy baje,
Rzuca pęk ziółek, czarami zaprawnych,
Zżyma się, siada i znowu powstaje.
Nim zaś te wszystkie gusła uczyniła,
Dziewięć się razy w koło okręciła.
(Myszeis, VII)

Czy w Krakowie tak czyniły?
oto pytanie

czarownica_ma
w Krakowie...
smoki i różne dziwa bywały
ale od czasu, kiedy malutka czarownica spaliła miotły,
to..

niesmialek1

Malutka czarownica krakowska, he, he...
Kiedy one Maenades zeszły się w gromadę,
O czarach i o gusłach czyniły więc radę.
Jedna drugą uczyła, zwłaszcza stara młodą,
Owa przed tą rozumem, ta miała urodą,
Jak motacją omamić, kwoli białym głowom,
Jako owcom i mleko odjąć cudzym krowom,
Jako wróżyć na ręku, jak poznać przygody,
Tak przeszłe jako przyszłe pożytki i szkody.
(Klonowicz, Worek Judaszóww I,2).

czarownica_ma
..wyczarować ksieżniczkę?
O Zaklętej księżniczce

Przed wiekami - jak głosi legenda - żyła na Lasocie we wspaniałym pałacu
księżniczka piękna jak anioł, ale zła, przewrotna i okrutna jak sam czart.
Pozbawiona litości, wyciskała od swych poddanych ostatni grosz, skazując ich na
głód i nędzę, a uzyskane pieniądze trwoniła na uczty i wyrafinowane szaleństwa.
Ale nadszedł wreszcie kres jej tyranii. Z wyroku boskiego, wymodlonego przez
grabionych nieludzko poddanych padła rażona śmiertelnie gromem w czasie
rozpustnej uczty. W intencji ubłagania niebios o zbawienie jej grzesznej duszy
zbudowano na Lasocie kościółek i w fundamentach jego złożono zwłoki
księżniczki. Okazało się, że nie było jej zaznać ukojenia będącego udziałem
zmarłych. Wkrótce po pogrzebie rozeszła się wieść, że w pobliżu kościółka
słychać nocami szlochy i zawodzenia, a spóźnionym przechodniom zachodzi drogę
widmo księżniczki, prosząc o ratunek. Nikt nie miał jednak odwagi ani ochoty
wysłuchiwać jej próśb i jak przedtem ludzie kryli się przed żywą, tak teraz
uciekali przed jej widmem.

Wieść gminna chyża jak jaskółka dociera echem wszędzie, gdzie mieszkają ludzie;
zawitała też do pustelnika mieszkającego w chacie zaszytej głęboko w pobliskiej
puszczy. Starzec postanowił sprawdzić wiadomość. Pierwszej nocy po nowiu udał
się na Krzemionki, a kiedy stanął u stóp kościółka, doleciało do ostatnie
uderzenie zegara daleko za Wisłą wydzwaniającego północ. Gruba opończa chmur
rozsunęła się na moment i w mdłym blasku księżyca pustelnik ujrzał nagle
zbliżające się widmo. Na widok pustelnika uderzyło w płacz. - Za życia panią
byłam tej ziemi, a teraz nocą każdą błąkam się potępiona, pokutując za grzeszne
życie. I nie zaznam spokoju wcześniej, nim śmiałek się nie znajdzie, który w
intencji mego wyzwolenia podejmie się i wykazać zdoła, że potrafi trwonić
pieniądze beztrosko i nierozumnie, jak ja je trwonić umiałam Przez rok i sześć
niedziel tutaj, każdego dnia o północy, znajdzie pod kościelnym murem trzos
nabity setką talarów. W ciągu następnego dnia wydać je musi do grosza, lecz
tylko na swój doraźny pożytek: przejeść i przepić. Skoro śmiałek taki dopełni
warunków, wtedy ja zaznam spokoju śmierci, a wybawca mój wejdzie w posiadanie
skarbów, które za życia zgromadziłam w czeluściach Krzemionek. Nie uda się zaś
sztuka, diabeł z radości, że mnie wywabić nie zdołał, głowę mu urwie.
-Duszo nieszczęśliwa - westchnął starzec - sam nic ci pomóc nie mogę, prócz
tego, że głosić będę twoją prośbę; może znajdzie się ktoś, co podejmie się
trudu tej prośby.

Minęły lata... Z długiej wojennej wyprawy wrócił pod Krzemionki wysłużony
żołnierz. Miał tu chatę okoloną smukłym rzędem malw rozkwitających latem
kolorami tęczy, ale zastał ją w ruinie, a skrawek pola szumiący kiedyś żytem,
porastało teraz zielsko i plamiły mchem obrosłe głazy, naniesione powodziami.
Trzeba by się żenić, życie spokojne wreszcie zacząć, a tu nędza i ostrzępione
płótno kieszeni. Nagle - przypomnienie odległe z dzieciństwa; zaklęta
księżniczka na Lasocie, dla wybawcy skarby ogromne zakopane na Krzemionkach...
Myśli: -Apetyt mam wilczy, zaprawę do gorzałki niegorszą, nie ma rady, trzeba
spróbować, a nuż się los uśmiechnie. O świecie sprawdził u pustelnika, że
księżniczka ciągle czeka jeszcze wybawcy, a nocą, punktualnie o dwunastej,
zameldował się u widma.

Okoliczności, wśród których zainkasował talary, przypominały mu żywo wojnę.
Nocne ciemności rozjarzyły się blaskiem błyskawic, a ponad gromki trzask
piorunów przebijała się dźwięczna melodia hejnał na podobieństwa bojowej surmy
rozbrzmiewającej wśród wrzawy bitewnych zmagań. Przy blasku błyskawic wojak
przeliczył otrzymaną gotówkę, zasalutował sprężyście, gracko wykręcił się na
pięcie i odmaszerował. Z brzaskiem dnia zerwał się i najkrótszą drogą podążył
do najbliższej gospody; praca czekała do nie lada. Początkowo szło nieźle, ale
z upływem miesięcy coraz gorzej. Wojakowi przyzwyczajonemu do prostego jadła,
zmierziły szybko sosy ze słowiczych języków i potrawy z kanarkowych serduszek
tudzież inne niemniej wyszukane frykasy, a które musiał zajadać, żeby upłynnić
sto talarów. Z gorzałką i starym węgrzynem też się nie układało się lepiej;
wątroba coraz częściej dolegała i pamięć zawodziła paskudnie. Wojak stracił
dawny, dobry humor, ale drogi powrotu nie było. Ostatniego dnia wraca biedne
żołnierzysko, zamroczony jak co dzień zbyt obfitą libacją; sił mu nawet nie
staje, by cieszyć się, że dobiega końca. Przeszedł Kraków, minął wąskie ulice
Kazimierza, dobrnął do wiślanego mostu i zmęczony przystanął obok żebraka-
kaleki, jęczącego o wsparcie. Machinalnie sięgnął do skórzanego mieszka i
wydłubany z samego dna ostatni grosz wcisnął w odrażającą dłoń żebraka. Na
refleksję nie stało czasu; diabeł udający żebraka urwał wojakowi głowę.
O dalszych usiłowaniach wyzwolenia księżniczki milczą przekazy pisane i ustana
tradycja.

Roman Kiełkowski - "Historie spod kopca Krakusa"

Elsevier
Na czarownice to dobre sa Panny zwierzynieckie
Oto co o nich pisał ( o Pannach znaczy się) Sztaudybgier w 1954 roku:
KLASZTOR NORBERTANEK
Narodził się z wiślanej pianki
Klasztorek cudny, Norbertanki.
I usiadł sobie tuż przy fali
I Wisle śię kapryśnej żali.
Pamieta wszystkich potopionych
(Dlatego milczą jego dzwony)
A tylko słychać co godzinę
Kołatek przykrą krzykaninę.
Tak żałowani są, tak czczeni
Wszyscy we Wisle potopieni.
:-)

Obserwuj wątek
    • urszulka_ma wspomnienie 07.01.11, 16:35

      ciepłego głosu...(`)
    • zielona.plama wspomnienie 17.01.11, 21:34

      czas jak rzeka płynie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka