Dodaj do ulubionych

Za oknem....

19.03.11, 08:27
Były dzisiaj plany, pomimo zimna.

Wstaje, wyglądam przez okno i .... Wracam do łóżka. Śnieg za oknem!
No dobra, sniezek. Ale dla świeżaka śnieżek straszny.

Brrrrrr
Marudze. Moze stopnieje? Ale i tak będzie ślisko. Moze jutro wytaszcze Szarlotę i pojedziemy.
Jak jest u Was? Jakieś plany motórkowe?

O.
Obserwuj wątek
    • yacey Re: Za oknem.... 19.03.11, 09:33
      Plany motorkowe ???. Daj spokoj. Co to za frajda jezdzic, gdy jest raptem +1.
      Aby do wiosny, znaczy... do ciepla, bo wiosna niby za chwile :)
    • carrymoon Re: Za oknem.... 19.03.11, 10:48
      Lipolcia

      śnieżek odstrasza nawet "starych" nie tylko świeżaków.

      Brr kocyk, herbatka i kominek.
      • wiolaszpilazapominalska Re: Za oknem.... 19.03.11, 13:51
        U nas także śnieżek na dworzu.
        Ja na virażkę wsiądę dopiero w połowie kwietnia,bo mi przegląd wyjdzie w tym terminie;-)
        Jakoś wcześniej nie zamierzam...
    • lipolcia Udało się, udało się!!! 19.03.11, 23:06
      Dzięki kochani za te herbatke i kocyk :-)

      Udało mi się jednak wyjść i przejechać Szarlota jak ten sniezek stopnial.
      Jestem o tyle zgrzana ze - wiem, to śmieszne , ale naprawdę boje się
      jeździć. No po prostu jeszcze się do końca z Motorkiem nie oswoilam.
      Głupio to brzmi ale każdy zakręt na skrzyżowaniu to dla mnie stres.
      Bo nie wiem jeszcze na ile mogę Małej zaufać, a sobie
      profilaktycznie nie ufam wogole.
      Stad nie jeżdżę jeszcze po Warszawie, stad każda chwila weekendu
      dobra żeby pocwiczyc.
      No i udało się wyjść. Raptem 40 km, ale mogłam pocwiczyc skręty
      na skrzyżowaniach. Tylko tyle bo choć ciuchy ok to jednak lalpki zmarzly bardzo.
      Jutro pojadę pod nasza szkole wiejska na duży pusty parking.
      Tam pocwicze takie duuuuze ósemki, o ile wogole uda mi się
      zawrócić :-)))
      Muszę to przecwiczyc bo bać się to strach się bać.
      • goha66 Re: Udało się, udało się!!! 20.03.11, 19:39
        lipolcia napisała:

        > Udało mi się jednak wyjść i przejechać Szarlota jak ten sniezek stopnial.

        ... twardzielka z Ciebie :) ... ja nadal o wyjeździe ślimakiem myślę w kategorii "jeszcze nie teraz".
        P.S.
        ale jest i pewne podobieństwo między nami - ja też każdy nowy sezon zaczynam od pewnego dużego pustego parkingu :)
        • lipolcia Ruszanie ze skręcaniem ..... 21.03.11, 10:53
          O mamo, goha, Ty tez?
          jak fajnie że nie jestem jedyna...

          Słuchajcie, ja naprawdę stresa złapałam. W niedzielę wykręciłam na tym parkingu chyba z 10 km (według licznika) podczas gdy Tatałajstwo z Małżem w kącie parkingu bawiło się w samoloty.
          I mam zgryz. Pokręciłam ósemki, duuuuże.... no może nie jest to odkrycie że ta Honda jest mniej zwrotna niż Yamaha YBR 250 (chyba YBR, nie pamiętam, mea culpa) z kursu, ale nie aż tak żeby nie robić ósemek na niezbyt dużym parkingu. Jest dobrze. Slucha się mnie kiedy juz jade i kladzie sie ladnie (oceniam jak na swiezaka).

          poza tym udało mi się nogą opanować przechył gdy Małej się zgasło i zaczęła się kłaść w czasie toczenia. ufffff.
          Też dobrze.

          Natomiast r...a i po...stwo i wogóle ch...wo się mi rusza. Nie do przodu.
          Wczoraj oprócz ósemek właśnie to ćwiczyłam: symulacja sytuacji na skrzyżowaniu, kiedy skręcam w prawo lub w lewo i muszę ruszyć.

          Obserwuję że z każdym wyjściem na Szarlotę idzie mi to coraz oporniej, coraz bardziej się boję i wręcz prowokuję sytuację groźną (czyli mało gazu i półsprzęgło albo wogóle sprzęgło..)
          Małż się przejechał na Małej (no pozwoliłam....) i mówi że świetnie się składa i wogóle nie ma problemu w takim skręceniu.

          Czyli to nie czoperowość motorka, która to czoperowość zreszta jest u niego dosc symboliczna bo tylko wydechy i kolor czarny (podobna do Virażki), jest przyczyną stresa, a ogólna sprawność psychofizyczna kierowniczki.

          Panikuję przed skrętem, wjeżdżam za dużym łukiem, Moto nie jedzie tam gdzie chcę (a jedzie tam gdzie Małż chce gdy na niej siedzi), wjeżdża na przeciwległy pas ruchu, szamocze się...

          Dramat.
          A miało być tak pieeeeeknieeeeee. No ale sama chcialam taki motor, to teraz mam.

          Oprócz ćwiczeń na placu nie mam pomysłu jak to przełamać. Mam nadzieję że się z tym szybko uporam. Poza tym jest fantastyczna, jest akurat do moich warunków (fizycznych hehe), akurat przyspieszenie, akurat pozycja (po tych 100km nie bolały mnie plecy ani co dziwne co inszego, ja wiem ze to nie to samo co dluga trasa w alpy ale przeciez nie wybieram sie w alpy w tym sezonie).

          No wiec bede cwiczyc.

          Milego tygodnia, szczesciarze co juz jezdzicie do pracy 2oo... ja tez juz chce ale dopoki bede sie bala tak ruszac to w miasto nie pojade. Pozostaje cwiczenie.
          Czego niniejszym sobie zycze :-)
          O.
          • carrymoon Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 21.03.11, 11:05
            te zakręty w mieście, skrzyżowania i ruszanie spod świateł to dla mnie również był mały koszmarek i stres.
            Za wąskei te ulice , pasy ;)

            Ale zada JEDZIESZ TAM GDZIE PATRZYSZ tu również obowiązuje i działa. Nie pod przednie koło, nie metr przed siebie ale właśnie tam na punk za zakrętem gdzie chcesz być. TO DZIAŁA :) Prędkośc taka jakbyś autem jechała, lub ciut wolniej.
            Jeszcze nieszczęsny przeciwskręt. Ale to już chłop musi Ci pokazać w realu ;)
            • lipolcia Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 21.03.11, 11:20
              dzięki carrymoon!

              Tę zasadę z 'Motocyklisty doskonałego" stosowałam na razie w mojej jedynej dłuższej wycieczce tydzień temu. Super działa :-) wszystkie dziury ominięte.

              I pomyśleć ze nie wpadłam na tę zasade latami jeżdząc rowerem po górkach i dolinkach terenowych. Jakoś zbyt często trafiałam nie tam gdzie chcę - bo patrzyłam właśnie nie tam gdzie chcę jechać.
              Dopiero ta książka mi wytłumaczyła że jest taki mechanizm.

              A spróbuję tak samo przy skręcie z ruszaniem.

              Przeciwskręt łatwiej mi przy Małej wyczuć niż na tych małych nakedach. Może przez to że kierownicę ma ciut szerzej i mocniej muszę naciskać..
              Dość że chyba "czaję" o co chodzi. Ale w czasie ruszania bywa różnie, nie pamiętam o tym na bank, dzięki za radę! Bo Twoja Jędza to virażka właśnie (nie strzeliłam gafy? jeśli tak to przepraszam..), więc rada tym cenniejsza że rodzinka motocykli podobna.
          • arsinoe73 Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 21.03.11, 19:44
            lipolcia napisała:
            >
            > Natomiast r...a i po...stwo i wogóle ch...wo się mi rusza. Nie do przodu.
            > Wczoraj oprócz ósemek właśnie to ćwiczyłam: symulacja sytuacji na skrzyżowaniu,
            > kiedy skręcam w prawo lub w lewo i muszę ruszyć.
            >
            > Obserwuję że z każdym wyjściem na Szarlotę idzie mi to coraz oporniej, coraz ba
            > rdziej się boję i wręcz prowokuję sytuację groźną (czyli mało gazu i półsprzęgł
            > o albo wogóle sprzęgło..)
            > Małż się przejechał na Małej (no pozwoliłam....) i mówi że świetnie się składa
            > i wogóle nie ma problemu w takim skręceniu.
            >
            > Czyli to nie czoperowość motorka, która to czoperowość zreszta jest u niego dos
            > c symboliczna bo tylko wydechy i kolor czarny (podobna do Virażki), jest przycz
            > yną stresa, a ogólna sprawność psychofizyczna kierowniczki.
            >
            > Panikuję przed skrętem, wjeżdżam za dużym łukiem, Moto nie jedzie tam gdzie chc
            > ę (a jedzie tam gdzie Małż chce gdy na niej siedzi), wjeżdża na przeciwległy pa
            > s ruchu, szamocze się...
            >
            > Dramat.
            > A miało być tak pieeeeeknieeeeee. No ale sama chcialam taki motor, to teraz ma
            > m.
            >
            > Oprócz ćwiczeń na placu nie mam pomysłu jak to przełamać.

            Po pierwsze : langsam, albo easy.
            Czyli powoli. Choćbyś się skichała, albo co innego nieprzystojnego uczyniła, po jednym większym wyjeździe nie nauczysz się jeździć. Nie ma takiej opcji, i każdy musi/musiał przez to przejść/przejechać :).
            Żeby opanować ruszanie na skrzyżowaniach, start spod świateł, skręcanie w plataninie wąskich uliczek najeżonych światłami, przejściami dla pieszych, pieszymi wyskakującymi znienacka i tak dalej, trzeba ......... po prostu jeździć w takich miejscach.
            Bo tak naprawdę, żeby nauczyć się jeździć to trzeba jeździć :)
            Banałami walę co nie? Ale to jest prosta i banalna prawda.
            Chwała Ci i cześć za ćwiczenia na placu, naprawdę. Ćwiczyć trzeba ciągle, ale nie wzdragaj się przed wyjazdem na ulice, bo to Cię i tak nie minie. A im wcześniej tym lepiej, bo prędzej oswojona, prędzej będziesz nauczona. Wiem, że progenitura nie pozwala Ci dysponować czasem tak jakbyś chciała, ale polecam jeżdżenie po mieście wieczorkiem, kiedy ruch nieco mniejszy a sygnalizacja ciągle działa. Ćwicz ósemki na placu, ale nie bój się zawracać na ulicy, oczywiście wtedy gdy sytuacja na to pozwala. Każdy kilometr przejechany w ruchu miejskim i pozamiejskim to nowe doświadczenie.
            ( Banał na banale , cholera... wiem :P )
            Panikujesz przed skrętem i wjeżdżasz za szerokim łukiem, moto skręca tam gdzie chce i szamoce się??
            Bo nie stosujesz przeciwskrętu. Nie stosujesz, bo, to raczej oczywiste, jeszcze tego nie czujesz i znasz tylko teorię. A trzeba sobie zawsze mówić wierszyk Brudnego Ucka :D :
            lepiej zabić się od razu niż w zakręcie ująć gazu :D:D:D, albo przypomnieć sobie stary kawał o tym, że w zakręt ( każdy ) wchodzi się jak do baru, bez gazu, a wychodzi na gazie. Ta zasada nie dotyczy tylko winkli bieszczadzkich albo alpejskich albo jeszcze jakichśtam . Dotyczy każdego, nawet tego najmniejszego. A bardzo fajnie mi się ćwiczy przeciwskręt ... na rondzie:D Szkoda tylko, że tylko w jedną stronę.
            Pamiętaj więc o jednej ważnej zasadzie : wchodząc w jakikolwiek zakręt NIE odpuszczaj gazu. Bo wtedy właśnie motor zaczyna się szamotać, tor jazdy się nagle zmienia, a w skrajnych przypadkach można się nawet położyć.
            Druga ważna zasada, tak często pomijana : zawsze staraj się mieć w czasie jazdy palce na klamkach. Obu. Jeśli nie sięgasz, znaczy , że trzeba dogiąć klamki. Bardzo to ważna zasada, bo w ten sposób automatycznie reagujesz na sytuację zagrażającą Tobie. No i jeździj. Powoli i dookoła komina, ale nie odpuszczaj.
            Niżej podpisana też miała na początku słowo DRAMAT pod powiekami, za każdym razem jak tylko wchodziła do garażu :) I chyba każdy miał - tylko może nie każdy się do tego przyznaje. Powiem więcej, ja wciąż wiem, że nic nie umiem, i ciągle chcę się uczyć. Często gęsto niedobrze mi od tego całego cholernego motocykla, czesto się zastanawiam na grzyba mi to było..... :D:D:D
            Ale ...... ale......... ale kocham to , no.

            Dobra. Koniec przynudzania. Idę na rower :P
            Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
            No i pokory.
            Uśmiechu i czego tam jeszcze.
            • lipolcia Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 21.03.11, 22:24
              Arsinoe,
              Ogromne dzięki za takiego kopa. Ogromnie dużo mi to
              dało do myślenia. Książka książką, a rady innych motórek
              nieodzowne.
              Odrobina pokory przyda się jednak. Nie będę tak
              marudzic :-)
              Dziękuje za Wasze posty kochane(i)! Obiecuję się stosować!
              O.
              • arsinoe73 Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 22.03.11, 15:59
                Siedzę w biurze i strasznie nie chce mi się pracować na moją pensję. Sorry za szczerość, ale mam chwilowy brak motywacji do pracy, Proszę nie pokazywać tego mojemu szefowi.
                No więc siedzę sobie i myślę i przychodzą mi do głowy takie psie myśli.
                A propos tych wszystkich książek motocyklowych na ten przykład.
                Że to są w większości przypadków świetne pozycje i mądre też, i że zawierają bardzo dużo wiedzy, którą autorzy zdobywali przez lata i kilometry. Co do tego nie mam wątpliwości.
                Wątpliwości mam co do czytania ich przez kompletnych świeżaków. To co teraz piszę, to moje własne, jak najbardziej własne, kompletnie subiektywne odczucia. I żadne tam mądrości, absolutnie nie.
                Motocyklistę Doskonałego pierwszy raz przeczytałam chodząc na kurs. Przeczytałam. I kompletnie nie rozumiałam o co chodzi. Nie czułam, nie kumałam, nie jarzyłam. Słowa, słowa, słowa. Pytałam kogo mogłam, a kto wg mnie musiał wiedzieć, ale efekt był taki sam. Znaczy, miałam w głowie obraz co i jak powinno się robić, ale za diabła nie mogłam tego przerobić w praktyce. Praktyce , której nie miałam.
                Jakieś dwa sezony i 10 kilogramów później dorwałam tę książkę po raz wtóry.
                Wrażenia były nieprawdopodobne. Głowa chodziła mi jak u chińczyka, tak cały czas kiwałam i przytakiwałam temu co miałam przed oczami. Czarno na białym stało, że nic nie potrafię, ale ja mogłam to wreszcie ogarnąć. I rozpocząć ciężką pracę.
                No.
                Generalnie chodzi mi o to, że czytanie tego typu pozycji ZANIM zacznie się praktykę, jest jak próba zrobienia swetra na drutach ściegiem angielskim, mając do dyspozycji jedynie książkę, kłębek włóczki i druty. Teoretycznie jest to możliwe, nieprawdaż?

                To ja już pójdę do domu może. Bo mi się jakaś filozofia włączyła. :>

                Pragnę podkreślić, że powyższe wydumki są tylko moimi wydumkami . Nie należy ich brać na poważnie, nie jestem przeciwniczką czytania. Absolutnie. A nawet przeciwnie.
                Ale jeśli ktoś pragnie podyskutować to proszę bardzo.
                Przede mną jeszcze parę dni w biurze..........
                :D:D
                :>
                • lipolcia jak mi się to podoba :-) 23.03.11, 08:19
                  Arsinoe, ja się nie obrażam, serioserio.
                  I bardzo Ci dziękuję za szczerość i takie fajne bezpośrednie podejście.

                  Mam nadzieję że się kiedyś poznamy bo czuję że fajnie się dystkutuje z Tobą :-) Oczywiście jeśli będziesz miała chęć.

                  Bo ja oczywiście chcę się zgodzić i nie zgodzić.
                  Zgodzić z faktem bezsensu (tzn teoretycznej możliwości porównując do robienia swetra ściegiem angielskim - nie wiedziałam że taki jest ale sprawdzę! a nuż się da :-)) czytania książek - tak, wiele rzeczy jest teoretycznych jeśli nie ma się praktyki. Tak, wiele rzeczy nie łapię. Albo wsiadając na moto dopiero okazuje się że wydawało mi się że łapię a rzeczywistość inna. Oczywiście że tak jest. Nie czytałam tej książki po to żeby umiejętność motocyklizmu doskonałego przelała się na mnie automatycznie i niniejszym super będzie się jeździć, drżyjcie puszkarze! Nie. Sam autor mówi że jak masz problem ze skręcaniem, ćwicz przeciwskręt. Tak jest. Bez ćwiczeń i jazdy ta książka, a w zasadzie jej czytanie, jest stratą czasu. I czytając ją przez zimę miałam tego świadomość. Jak i mam świadomość że nie raz do niej wrócę, ba! jak już wszystko zrozumiem to druga część czeka...

                  Tak więc, tak, wiele rzeczy na pewno nie mogłam i nie będę mogła wykorzystać jeszcze póki doświadczenia brak. Ale ta książka nie tylko o tym traktuje, stąd:

                  Nie, niekoniecznie zgodzę się z tym co napisałaś :-)
                  Bo ta książka traktuje jednak o rzeczach ogólnie jazdy dotyczących. O tym co jest śliskie i jak przez śliskość przejeżdżać - oczywiście poprzeć trzeba praktyką ale chodzi mi o przykład. Jak uważać na kierowcę samochodu i co może zrobić, jak to przewidzieć i gdzie wtedy nie być względem kierowcy auta. Jak można się wcześniej zorientować o niebezpieczeństwie. Jak wogóle przygotować się do jazdy - fizycznie, pakunkowo - kosmetyczkowo i psychicznie. i jeszcze o wielu innych rzeczach. Jeżdżąc samochodem wogóle część z tych rzeczy pomijam, nie zauważam. Czytając tę książkę bardzo mnie zastanawiało czemu autor takim a nie innym rzeczom uwagę poświęca. I bardzo, bardzo o tym pamiętam lub staram się pamiętac kręcąc te kółka i jeżdżąc po mojej okolicy w ramach treningu. Nawet jeśli nie wykorzystam bo właśnie praktyki brak to sama świadomość jest inna. Mi akurat lepiej z tym żeby mieć jak najwięcej świadomości o tym co robię, nawet idąc na całość ;-), ale każdy może to odczuwać inaczej.

                  Wiem że praca jeszcze przede mną, ale to lepiej niż gdybym wsiadała na 2oo i myślała że super bo ogarniam jazdę na wprost. To dała mi książka.
                  A że nie wszystko jestem w stanie przerobić teoretycznie - cóż, wiem o tym i będę do niej wracać co czas jakiś. Po to ona jest na ogólnodostępnej półce w moim domu. I mam nadzieję że za parę sezonów będę mogła powiedzieć że nie jestem świeżak a początkujący.

                  I fajnie że mogę tu o tym napisać.
                  Dzięki i miłego dnia w pracy! (naprawdę bez podtekstów :-)

                • yacey Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 23.03.11, 08:38
                  Wlasciwie to masz Arsi racje :)
                  A jesli moge podzielic sie swoimi doswiadczeniami z przekazywaniem wiedzy motocyklowej nowym adeptom sztuki kierowania tym pojazdem, to ja stosuje troche inna metode. Placyk z podstawowymi cwiczeniami, jak najbardziej, ale na sam poczatek, w celu zakolegowania sie z motocyklem jest to kilka wyjazdow po drogach z mniejsza iloscia pojazdow. I to tak przynajmniej po jakies 100 km. jednorazowo. Nastepnie cwiczenia podstawowych manewrow i znow droga. A jesli wymiarowa osemka wychodzi na wlasnym motocyklu tak jak na egzaminie, to mozna powiedziec, ze podstawowe opanowanie naszego pojazdu jest zaliczone i teraz pozostaje tylko spokojnie jezdzic w roznych warunkach drogowo-pogodowych (osemke mozna prwidlowo wykonac na wrecz kazdym motocyklu). I najwaniejsze, nie dopuszczac do siebie mysli, ze juz sie jest "miszczem".
                  Na poparcie mojej teorii mam kilka jezdzacych calkiem dobrze przykladow :)
            • goha66 Re: Ruszanie ze skręcaniem ..... 23.03.11, 07:13
              arsinoe73 napisała:

              > Żeby opanować ruszanie na skrzyżowaniach, start spod świateł, skręcanie w plataninie
              > wąskich uliczek najeżonych światłami, przejściami dla pieszych, pieszymi
              > wyskakującymi znienacka i tak dalej, trzeba ......... po prostu jeździć w takich miejscach

              ...to oczywista oczywistość i ani myślę oponować :). natomiast mam (w związku z zacytowanym wyżej fragmentem wypowiedzi Arsi) dla Ciebie Lipolciu do ew. wykorzystania "myka świerzakowego" w postaci pomysły by z pierwszych prób jazdy po mieście wyeliminować znienackowych pieszych i duże natężenie ruchu...wystarczy kilka pierwszych jazd po mieście uskutecznić w niedziele wczesne poranki, kiedy tzw. przyzwoici ludzie leżą jeszcze w ciełych łóżeczkach i ani myślą opuszczać je przed 9.00 ;). pozdrawiam ... i powodzenia :)
    • yacey A dziś od rana świeci słonko :) 20.03.11, 08:27
      No to moze...moze...:) :) :)
      • yacey Re: A dziś od rana świeci słonko :) 20.03.11, 18:36
        Byly 2oo, ale z ekologicznym napedem :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka