ptaszyna01
05.07.11, 23:10
Zgodnie z sugestiami jakie dostałam w wątku dla nieśmiałych chciałam napisać o egzaminie na moto. Bardzo dziękuję wszystkim za gratulacje :).
A było tak - zdawałam w Warszawie na Radarowej a wyznaczoną godzinę miałam na 6 rano... czujecie to? 6 rano... masakra jakaś, tym bardziej że ja spod Wawy i muszę jeszcze dojechać, wiec żeby się nie spóźnić wstałam o 4.30....
Od samego rana padało - żabami co prawda nie rzucało, ale jak jechałam autem do stolicy to wycieraczki chodziły non-stop. W trakcie egzaminu egzaminator chodził za nami po placu z parasolem a i po wyjeździe na miasto kałuże na ulicach nie napawały optymizmem.
Żeby nie było - to moje drugie podejście do egzaminu ale stres taki sam jak za pierwszym.
Pan egzaminator był bardzo sympatyczny i jak pan bóg przykazał wytłumaczył po kolei co trzeba robić i kazal przystąpić do zadań. Wskazania gdzie światła a gdzie płyn hamulcowy itp. to pikuś i zajęło chwilunię i już trzeba było siadać na moto. Na ósemce i slalomie nie było źle, ale przed podjazdem pod górkę to mi się zrobiło gorąco. Deszcz pada, podjazd śliski, boję się że nie wyczuję sprzęgła i puszcze za szybko, a z drugiej strony boje się dodać za dużo gazu bo jak mnie wystrzeli po tym śliskim to jeszcze glebę zaliczę... Trzy razy sprawdziłam czy mam jedynkę wrzuconą (tak na wszelki wypadek) i zaczynam, a moto co? Zdechło... za mało gazu i silnik mi zgasł... "no to już pozamiatane" myśle sobie "zaraz stres mnie zeżre i nie dam rady zrobić drugiego podejścia". Ale egazminator kazał mi wycofać i podjechać jeszcze raz. I powiedział do mnie "pani Magdalenko"... od śmieci mojej świętej pamięci ciotecznej babci nikt do mnie nie mówił "Magdalenko"... ;). Przy drugiej próbie jednak poradziłam sobie i z gazem i sprzęgłem i nawet z tym że mnie lekko wystrzeliło do przodu ;).
Na mieście deszcz padał nieustająco - wizjer mi zapadało, plus okulary, bo ze stresu zapomniałam założyć szkła kontaktowe, więc nie było fajnie. Jeszcze jeden stresujący moment był, jak musiałam zahamować awaryjnie na komendę egzaminatora, bo bałam się złapać poślizg, ale sie udało. Starałam sie uważać na wszystkie kałuże i mokre studzienki ściekowe i chyba nawet czasami za wolno jechałam ;). Samej jazdy po mieście to nie więcej niż 20 minut jeździłam, aż byłam zdziwiona że tak szybko mi kazano wracać do WORDu. Zestaw słuchawkowy który się dostaje żeby słyszeć polecenia może nie działa zachwycająco, ale raczej nie ma problemu z tym żeby usłyszeć co egzaminator mówi. Tylko kask trochę za duży ;), gdybym wiedziała że można to wzięłabym swój.
Na kursie jeździłam Hondą CBF 250 a na egzaminie była Yamaha YBR250. Generalnie nie było źle tylko ten nieszczęsny deszcz. No i pora barbarzyńska, swoja drogą to nie wiedziałam, że zaczynają tak wcześnie, ale może jest dużo chętnych i dlatego tak rano robią? Dobrze że trasę miałam obcykaną bo jeździłam nią dużo na kursie i wszystkie miejsca gdzie można zrobić błąd miałam dobrze zapamiętane.
A teraz szukam motocykla do nabycia :).