Baaardzo smutne

03.09.11, 14:59
Mieszkam w bloku. Ma 10 pięter. Moje biurko z laptotem stoi pod oknem, bo lubię sobie patrzeć na park za oknem i na moją kochaną akację, na którą przylatują różne ptaszki. Dziś siedziałam sobie z rana, popijałam kawkę, czytałam wieści polityczne. Słonecznie jest, więc miło było. Nagle coś dużego przeleciało z góry na dół i z takim jakimś dziwnym plaśnięciem wylądowało na dole, potem poleciały szmaty, jedna większa uderzyła w szybę, a potem spadła. Zdziwiłam się, otworzyłam okno, a na dole leży facet i nie rusza się i szmaty dookoła. Zeszłam na dół ale przede mną było już kilka osób, przyjechała policja, karetka. Facet wyskoczył z 10 piętra z mieszkania, które wynajmował. Po licho? Co ludzi pcha do takiego czynu? I do tego w piękny słoneczny dzień.

Inna sprawa - dlaczego spadły jego szmaty? Z ubraniem w rękach wyskoczył? Bo na dole był goły. Czytałam, że śmierć w wypadku komunikacyjnym rozbiera z butów (nikt nie wie, dlaczego) ale by ktoś skakał na nagusa z ubraniem w garści?

Dziwne i smutne. :-)
    • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 18:04
      No kurde, dziwne to wszystko. Sam wyskoczył? Nie wypchnął go ktoś z okna, np. kompani od kielicha czy jakaś żona/narzeczona/dziewczyna?

      Za moich studenckich czasów do skakania z akademików-wieżowców motywowała ludzi na przykład dwója w indeksie. Tyle niektórym wystarczyło i niemal co semestr był jakiś samobójca. Z tego co słyszałam - ogromna większość samobójców to mężczyźni, bo wbrew utartym stereotypom wcale nie są silni wobec życiowych przeciwności. Ot, wystarczy czasem, że kobieta go zostawi, czy jakieś kłopoty finansowe.
      • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 19:37
        Nic nie wiem poza tym, że wynajmował sam, drzwi były zamknięte od wewnątrz - musieli otwierać jakoś przemyślnie, bo wewnątrz był zamek z klapsem. Nikogo w mieszkaniu nie było, nie pił (śladów po imprezie nie było, zresztą sąsiedzi by słyszeli), mieszkanie w porządku. Cichy, spokojny, witał się ze wszystkimi, chodził w garniaku, więc nie pracował jako murarz. Na dobrą sprawę nikt nic nie umie powiedzieć, bo z nikim dookoła poza standartem nie kontaktował się. Zresztą w Wa-wie jest to typowe. Ja też w bloku ludzi znam tylko z widzenia i z "dzień dobry", a mieszkam w nim od ponad 10 lat. Też nie wiem, kto czym i jak żyje. Ludzie przyjaciół i znajomych mają z zewnątrz. Sąsiedzi nie wybiera się, a przyjaźnie - tak. Tu nie ma tak, że ktoś sól, czy mąkę pożycza. Jak nie ma - leci do sklepu lub obywa się ale nie idzie do sąsiada, bo dzwonek do drzwi - pierwsze skojarzenie: policja, akwizytor, kogoś zalałam, żebrzący o żywność, czy listonosz. Ze znajomymi ludzie umawiają się w większości na mieście, a jak ktoś przychodzi, to nikt się nie orientuje - mieszka, obcy. Nikt nawet nie wiedział, jak mu na imię.
        • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 19:56
          I dlatego nie lubię Warszawy. U mnie wprawdzie też się soli ani mąki od sąsiadów nie pożycza, bo sklep pod nosem (za to dwie dychy można pożyczyć), ale reguły życia społecznego są proste: potrzebujesz czegoś - poproś pierwszą osobę z brzegu. Jeśli odmówi to widocznie nietutejszy.
          • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 20:02
            Potrzebuję miliona - podżyrujesz? ;-) Ja nie mam pojęcia, o co miałabym poprosić kogoś z sąsiadów. Jakoś nigdy takiej potrzeby nie miałam. A bankomat mam w dwóch minutach spokojnego spacerku od domu, więc raczej sąsiedzi by mi nie otworzyli na takie zapytanie. Ludzie starsi - wogóle nikomu nie otwierają - sami gdzieś na miasto wychodzą. Boją się metod okradania na wnuczka, czy pracownika czegokolwiek.

            A ja właśnie za to ją lubię. Ludzie mili ale nikt mi nosa w moje sprawy nie wtrąca, ja też nie. Każdy ma swoich znajomych i sprawy poza domem. Póki jesteś normalnym członkiem społeczeństwa - nikt nie ma do ciebie interesu i bardzo dobrze.
            • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 20:20
              No przepraszam, to że gadam sobie z sąsiadami o sprawach takich czy owakich, korzystam czasem z cudzej uprzejmości jeśli potrzebuję, żeby mnie gdzieś podrzucić autem, przesunąć meble itd, itp to nie znaczy, że mi się ktoś w moje sprawy wtrąca, albo ja w czyjeś. Bo i skąd niby mam mieć znajomych "na mieście"? Przecież nie stanę pod ratuszem drąc japę, że chcę mieć znajomych, którzy nie mieszkają ze mną po sąsiedzku. Sąsiad sąsiada ma się bać? Kosmos jak dla mnie i jakbym ja w Warszawie mieszkała - też bym się chyba z 10 piętra rzuciła. Nie wytrzymałabym poczucia izolacji. Poza tym u mnie nikt na wnuczka nie okrada, a jakby spróbował to się woła sąsiadów, żeby spuścili takiemu wpierdziel i jest po sprawie.
              • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 20:40
                Nawet nie bardzo wiadomo, o czym miałabym z sąsiadami gadać i dlaczego ich zatrzymywać, jak każdy śpieszy w swoją stronę. Ja nawet nie mam pojęcia, kto ma auto, a kto nie, bo parkingu pod domem nie ma. I dlaczego miałby mnie ktos podrzucać, jak nie wiem, gdzie jedzie? Różne drobiazgi załatwiam sama, a od napraw mamy firmę, to się wzywa hydraulika, czy innego fachowca i po zawodach. Po co mam meble suwać? Zresztą oprócz szafy - inne meble mam doskonale nadające się do ruszenia samodzielnie.

                Ludzie boją się nie sąsiadów. Obcych ludzi. Ostatnio założyli nam monitoring budynku, by ograniczyć plątanie się obcych i niszczenie wind wewnątrz prze dziecięce maziaje. Ja to sobie chwalę, że nie muszę tracić czasu na zbędne rozmowy z kimś, kto mnie ani nie ciekawi, ani obchodzi. Nie uważam tego za izolację, tylko za spokojną dyskrecję. W Wa-wie okrada się w ten sposób i jak okradana osoba nie ma oleju we łbie, to jej sprawa i policji, bo kto niby miałby o tym wiedzieć, jak sam okradany nie jest tego świadom. U nas woła się policję, a nie sąsiadów.

                O jeju, skąd masz znajomych. Przez znajomych znajomych. Spotykasz się z ludźmi na kawie, przychodzi ktoś nowy, robi ktoś urodziny w knajpie, przy barze pijesz drinka, ktoś zagaduje, poznajesz człowieka. Jak z gadania wynika, że macie wspólne zainteresowania, to umawiasz się na mieście na kawę lub na jakiś spacer lub do teatru. Idziesz potańczyć w towarzystwie koleżanki - poznajesz podobną ekipę ludzi, nastawionych na zabawę, idziecie potańczyć gdzieś indziej, bo lokal nieodpowiada, gadasz z ludźmi, dyskutujesz, z kimś nawiązujesz bliższe kontakty, z kimś nie. Kogoś poznajesz na wystawie, bo tam poszłaś z ciekawości, kogoś - w teatrze w czasie przerwy. Odrazu wrzeszczeć na mieście...
                • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 21:18
                  ingeborga.dapkunaite napisała:

                  > I dlaczego miałby mnie ktos podrzucać, jak nie wiem, gdzie jedzie?

                  No nie wiem jak to jest w Warszawie, ale tu u mnie osoby posiadające auto zawsze pierwsze mnie pytają, gdzie się udaję i gdzie mnie podrzucić, jak się napatpoczę na kogoś znajomego pod domem. A gdzie właściciel auta jedzie to nie pytam, skoro zostaję odstawiona tam, gdzie potrzebuję.


                  > Po co mam meble suwać?

                  A tak, dla kaprysu, jak się stara konfiguracja znudzi, albo trzeba ściany pomalować.


                  > U nas woła się policję, a nie sąsiadów.

                  O, to bardzo miłe miasto, jak od razu trzeba po policję. U nas nawet nie ma bandziorów, żebyśmy mogli

                  > O jeju, skąd masz znajomych. Przez znajomych znajomych. Spotykasz się z ludźmi
                  > na kawie, przychodzi ktoś nowy, robi ktoś urodziny w knajpie, przy barze pijesz
                  > drinka, ktoś zagaduje, poznajesz człowieka.

                  Przepraszam, a skąd ja mam mieć znajomych do włóczenia się po knajpach, jak mnie w ogóle włóczenie się po knajpach nie odpowiada, tudzież nie gustuję w knajpianym towarzystwie? Imprezy do pogadania to się u nas pod blokiem robi na trawie - zrzuta po kilkanaście złotych na piwo plus coś do grillowania. Raczej nikt nowy do takiej imprezy nie dołączy, zwłaszcza, że mieszkam kilka kilometrów za miastem, a że stoi tu na wsi małe osiedle bloków to już inna bajka i długa geneza ich pochodzenia.

                  Poza tym - ani tu się nie urodziłam, ani nie studiowałam, mieszkam zaledwie od paru lat, więc znajomych mam albo takich, jakich w pracy mi odgórnie przydzielono, albo jakich sobie sama w sąsiedztwie czy przy okazji załatwiania różnych spraw znalazłam. I właśnie za to ich cenię, że spokojni ludzie, że się nie trzeba po żadnych knajpach tłuc, można na ławce pod blokiem usiąść i pogadać, albo do domu na kawę czy herbatę wpuścić. Po jaką cholerę mam się do najbliższej knajpy 6 czy 8 kilometrów tłuc do miasta, nowych znajomości szukać? Tu się po knajpach praktycznie nie łazi, bo taka specyfika miasta.
                  • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 21:39
                    Jejuś, State, dlaczego mnie ktoś z sąsiadów ma pytać, czy mnie nie podrzucić? Może jedzie na Pragę, a ja na Ursynów? I jeszcze nie ma pewnika, czy poprostu nie idę na kebaba do Araba na sąsiedniej ulicy. Skąd ma wiedzieć, że gdzieś się wybieram? Ma potem stać w korku tylko dla durnej fantazji zawiezienia mnie do np. Ursusa, jak sam jechał do Zielonki i jeszcze tracić na bezynie? Czy ja mu za tą benzynę mam zwracać? Dlaczego ma tracić czas, wożąc mnie w korkach i spóźniać się tam, gdzie jechał? Może od Ciebie jedzie się w jednym kierunku ale u mnie - spod domu - dowolnie. Jak mi trzeba, to taksówkę spod domu bym wzięła.

                    Ja nie suwam mebli - mam nieustawne mieszkanie i sobie większe stoją tak, by mi nie wadzić. Co mi do konfiguracji? Wolę tak, jak jest.

                    No a kogo do włamania będziesz wołać, czy do okradzenia kogoś? Sąsiada? I co zrobi? Gdzie on bandziora Ci znajdzie, jak na ulicy wije się sznur ludzi?

                    Ejże. A jakie masz wyobrażenie o knajpie lub imprezie w knajpie albo o evencie? Myślisz, że to co - mordownie i byle kto tam przychodzi? Ludzie normalni tam spotykają się, by pogadać, pobawić się, posłuchać dobrej muzyki, dobrze zjeść. Panie mocherki chodzą do swoich kawiarenek i też poznają koleżanki. Wszystko dzieje się poza domem. A na grilla zawsze można pojechać poza Wa-wę i przy okazji pojeździć na konikach, czy pograć w gry i zabawy, które dane miejsce oferuje. Lub też udać się do kogoś, kto mieszka poza miastem, by skorzystać z trawniczka. Jakby u nas ktoś grilla pod blokiem rozłożył, to chyba by ludzie padli. Na pięknym trawniku, wśród specjalnie zasadzonych krzaczków i drzewek? Taką grzywnę by dostał, że zakopałby się z grillem.

                    A ja tu się urodziłam może? Część moich znajomych też jest przyjezdna i też ludzi poznaje. Po co ma człowiek komuś w domu herbatę robić, jak gdzieś można milej spędzić czas?

                    Wiem, o co chodzi, State. Poprostu życie jest różne w miastach różnej wielkości i moje Ci by nie odpowiadało, a Tobie - moje. Ale póki jesteśmy z naszych żyć zadowolone, to dlaczego mamy coś zmieniać? I tu też odpowiedź masz, dlaczego byś źle się czuła w Wa-wie. Zbyt duże różnice w życiu społecznym.
                    • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 22:16
                      A tak wogóle, to chciałam pogadać nie o różnicach życia w większym, czy mniejszym mieście, tylko o kwestii początkowej wątku.

                      Nie wiem, z jakiego powodu facet dobrze sytuowany (wynajęcie 3-pokojowego mieszkania w moim bloku kosztuje nie 1000 PLN tylko dużo więcej) w wieku około 40-ki w piękny słoneczny poranek, będąc nie po imprezie, nie mając w mieszkaniu nikogo innego - skacze z parapetu na 10-tym piętrze. Facet singel - nigdy żony i dzieci nie posiadał, bo mnie pytali, czy go nie znałam, bom też singel. Ale singli tu u mnie od licha. Około 50% mieszkań - to wynajem i lokatorzy się zmieniają, część chyba kocia łapa ale mają pieniądze. Stałych sąsiadów mało. Pytali piętrami. To jest dla mnie ciekawe, dlaczego ktoś, mający kasę i bez nijakich problemów z pracą (wiem, że pracował dla PWC) nagle tak sobie wybiera lot w dół. Co człowiekiem powoduje? A może zażarł się dobrobytem i z nudów?
                      • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 22:58
                        Będę złośliwa i powiem tak - ponieważ tu u mnie oprócz braku złodziei i bandytów, korków na ulicach i anonimowości cierpimy również na brak desperatów i samobójców (choć zarobki są zdecydowanie niższe niż w Warszawie) to nie potrafię powiedzieć, dlaczego. Zapewne sensu w życiu nie widział i widocznie pieniądze tego sensu mu nie dały.
                        • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 23:28
                          OK, opinia przyjęta. :-) Ale ludziom może też odbić z braku jeszcze większych pieniędzy, które chcą mieć, nie sądzisz? Może go pominęli w awansie lub przegrał konkurs na menagera regionu? Z tego, co mi udało się dowiedzieć, to braki finansowe, jak miał, to ja takie chcę mieć z jego kasą. Takich sercowe emocje nie imają się, znam ten typ ludzi, bo takich często widuję i kiedyś o takich pisałam Ci. To definitywnie wykluczam. Stawiam, że się zawiódł, że nie będzie miał kasy o co najmniej 4 tyś. na czysto więcej i w związku z tym innych profitów. No se chłop nie wytrzymał.

                          Ja tego nie umiem pojąć, a jak Ty?
                    • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 22:52
                      O Jezu, u mnie nie ma korków (małe miasto, duża obwodnica dokoła) i wiadomo, że jak wychodzę z klatki i skręcam w chodniczek prowadzący na przystanek to chcę do miasta. To dlaczego mam odmawiać sąsiadowi, który oferuje podwiezienie, jak i tak zapewne ma interes mniej więcej w tej okolicy co ja, bo wszystkie urzędy, sąd i większość banków są o rzut beretem od siebie.

                      Albo dlaczego mam odmawiać sąsiadce, która pracuje w sąsiednim budynku, obok mojego miejsca pracy i jeszcze dziecko wiezie do przedszkola, które też jest przy tych budynkach? Albo dlaczego mam odmawiać koledze, który urzęduje wręcz na tym samym piętrze co ja, a mieszka w sąsiednim budynku (znaczy się - hotelu asystenckim)? Dla idei, że ja sobie sama autobusem podjadę? No podjadę, jak się uprę, tylko po co się upierać? I po co mam z siebie jakiegoś dziwaka robić? Wszyscy tu podrzucają i każdy normalny człowiek przyjmuje taką ofertę. Zwyczajna uprzejmość sąsiedzka.

                      Warszawa nie rozciąga się na cały świat, tu u mnie autem w kwadrans z jednego końca miasta na drugi przejedziesz. Co za problem i dla kogo z tym podrzucaniem? Do tego pogadać chwilę można i przy okazji lepiej sąsiada tego czy owego poznać. Przecież nikt tu nie gryzie i nie jest trędowaty, ludzie w kupie się trzymają, stąd ogólnie jest bardzo bezpiecznie.

                      Co do włamań i bandziorów - a skąd ja bandziora wezmę, jak się tu wszyscy przynajmniej z widzenia znają? Ktoś obcy, do tego kręcący się między blokami od razu zwróciłby na siebię uwagę. To, że w Warszawie jest taka duża przestępczość to wina tej całej anonimowości, którą tak chwalisz. Tu u mnie każdy zna sąsiada przynajmniej z gęby. Ten numer, że ktoś obcy gdzieś wlezie i coś wyniesie, albo kogoś pobije po prostu nie przejdzie. Ja wyjeżdżając nawet na tydzień - zostawiam okno uchylone (drugie piętro), przymknięte tylko na grzebień i śpię spokojnie, nawet na drugim końcu Polski czy świata, bo o złodziejach nikt tu nigdy nie słyszał. I nie ma żadnego sznura ludzi wijącego się po osiedlu, w którym jakiś bandzior mógłby się ukryć. Co niby tłumy ludzi miałyby nagle robić na chodnikach podmiejskiej wiochy, liczącej 2 tysiące mieszkańców? Zakłady mięsne już dawno tu splajtowały, do aeroklubu z kolei nie tędy droga. Nikt obcy tędy po prostu nie łazi, bo nie ma interesu. Jaki złodziej i kogo tu napadnie? Skąd się tu zresztą weźmie?

                      Co do tych knajp, to wytłumacz mi niby po co miałabym się umawiać do knajpy na przykład z sąsiadami z naprzeciwka, jak wystarczy w drzwi zastukać? Przecież ja mieszkam ładnych parę kilometrów za miastem, wręcz na wsi (tłumaczę to po raz setny i nie dociera). Żadnej knajpy tu nie ma z wyjątkiem dwóch melin i nikt normalny nie będzie specjalnie całej wyprawy do miasta urządzał, żeby w knajpie posiedzieć, jak można przed blok grilla wystawić. Albo po drugiej stronie chodnika, czyli w lesie. Tłumaczę i tłumaczę, że ja do miasta musiałabym specjalnie jechać tej knajpy szukać, bo na wsi mieszkam. A jeszcze chętnych na tę knajpę znaleźć, jak tu się zasadniczo spędza wolny czas na świeżym powietrzu. No, nie lada wyczyn byłby to dla mnie.
                      • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 23:13
                        Jeju, State! A ja mieszkam w dużym mieście, prawie w Sródmieściu, chyba sklerozy nie masz. Byłaś u mnie, więc nie rób buzi w podkówkę, że nie wiesz. Może nie znasz Warszawy ale, by mnie ktoś wiózł do Ursusa, jadąc na Pragę, to musiałby przebić się przez korki i w inną stronę drogę nadkładać, niż mu potrzeba. Do banku, czy urzędu jakiegoś (zależy jakiego) można pieszo iść lub metrem dojechać. Mi do tego nie jest nijaki sąsiad potrzebny, bo będę szybciej komunikacją miejską - tramwajem lub metrem (obie rzeczy o rzut beretem). Po licho mi samochód sąsiada? Ty masz sąsiadów albo pracujących i mieszkających obok Ciebie lub też jadących w jednym kierunku. Tu tak nie ma. U mnie z pracy wszyscy są rozsiani po Wa-wie, z sąsiadów nikt nie pracuje tam, gdzie ja. I tak z reguły jest w dużym mieście.

                        Co do miłych knajpek. Przyjedź, to Cię zaproszę do fajnych, niedaleko mnie - moja mama je uwielbia, bo tam jeść chodzimy, jak przyjeżdża. Można posłuchać swingu, jazzu, nawet potańczyć. W jednej czasem gra wesoła kapelka. Jak coś takiego masz pół kroku od domu, to o wiele milej jest zarezerwować stolik i spotkać się z przyjaciółmi tam, niż ciągać ich do domu. Przyjemność dla wszystkich, oderwanie od codzienności i rutyny i trochę zabawy. Też mogę zaproponować spacer do mojej ulubionej knajpki spotkań, gdzie podają pyszne mleczne koktajle - nie mają alkoholu ale można czytać książki z ich biblioteki, leżeć na ogromnych poduchach, z nogami włazić na poduchowate kanapy lub gawędzić na jakieś tematy z sąsiadami. Mi tam bardzo się podoba, bo i towarzystwo miłe. Można z laptopem przyjść, popracować, można polenić się. Możesz nawet zasnąć, bo kiedyś sen zmógł taką pracowitą panią z laptopem - z jakiejś ważnej korporacji, to ją kocykiem przykryli. Nikt jej nic nie zabrał. Nie miło tak ze znajomymi się spotykać? Zamiast proponować im lichą własną herbatę?
                        • state.of.independence Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 23:30
                          Khem, khem, to, że byłam u Ciebie nie oznacza, że Warszawę znam. Nie znam, więc nie wiem, czym, jak i gdzie dojechać. A Tobie przecież też kiedyś tłumaczyłam, że mieszkam poza miastem i że mam kłopoty z dojechaniem do siebie z miasta wieczorami i w dni świąteczne, bo autobusy podmiejskie co godzinę czy nawet dwie w niektórych porach kursują. To przepraszam, cóż mnie obchodzi, że Ty masz metro u siebie, jak u mnie są tylko te autobusy i nie ma innego środka komunikacji? Ewentualnie taksówka, ale jak taryfa podmiejska to siłą rzeczy droga. Nikt normalny u mnie nie odmówi propozycji kogoś ze znajomych, bo niech się autobus opóźni lub wypadnie z kursu to możesz zasuwać półtorej godziny na piechotę, bulić za tę taksówkę, albo pogodzić się z losem, że spóźnisz się o kilkadziesiąt minut i czekać na następny, modląc się, żeby się do niego wcisnąć. Ja Ci nie każę korzystać z uprzejmości sąsiadów jak nie chcesz, ale Ty mi nie każ korzystać z takich roziązań komunikacyjnych, jakich tutaj zwyczajnie nie ma, argumentując, że w Warszawie są. Tyle, że ja mieszkam dobre 400 kilometrów od Warszawy i metra tu nie dociągnęli.

                          A z tymi knajpkami to już daj mi spokój, bo chcesz koniecznie, żeby mnie wieczorem szlag trafił.
                          • ingeborga.dapkunaite Re: Baaardzo smutne 03.09.11, 23:34
                            A czy ja Ci każę? Ja Ci mówię, że nikt nikogo tu nie zaprasza do jechania razem, bo niewiadomo, gdzie kto jedzie i trafienie, że w tym samym kierunku równa się trafieniu w Totka. Nikt nie lata za sąsiadami, bo o wiele sprawniej i taniej dojechać gdzieś samemu. :-)

                            Pytałaś, toć Ci mówię. :-)
                      • state.of.independence Tak przy okazji 03.09.11, 23:17
                        Poniżej wieczorny widok z mojego okna. Gdyby nie blok na przeciwko to mieszkałabym w pustyni i w puszczy:

                        https://state.blox.pl/resource/IMG_0053b.jpg
                        • ingeborga.dapkunaite Re: Tak przy okazji 03.09.11, 23:31
                          Ładne. :-) Ale z mojego okna miałabyś podobne, tylko z wierzchołkami drzew i jakimś samolotem w oddali. Mam widok na linię startowania samolotów ale ani ich słyszę. Tylko widzę sylwetkę startującą. W nocy to wygląda, jakby jakieś UFO latało w oddali.
    • ingeborga.dapkunaite a by było nie tak smutno... 04.09.11, 00:02
      Może zagrajmy na harmoszce? Wprawdzie nie umiem, ale zagrajmy, State, co? (poczytałam KwS, tak btw).
      • jot-es49 Jak harmoszka to garmoszka... 06.09.11, 21:04
        Pażałsta!
        • tojabogdan mógł użyć lotni? 06.09.11, 21:21
          ale nie osiągnąłby tego efektu.
          Tyle, że poleciałby dużo dalej.

          Teraz pewnie zostanę zaatakowany przez grono pięknych amazonek tego forum, zarzucąjących mi brak empatii, złamanie przysięgi Hipokratesa, tzw. błąd w sztuce, złamanie etyki zawodowej, psychopatię, erotomanię, onanizm zastępczy, itd.
    • jot-es49 Jedynaja garmoń... 06.09.11, 21:17
      Ingusia!
      Dla ciebie - nie wiem czy radosne...
      • ingeborga.dapkunaite Re: Jedynaja garmoń... 06.09.11, 21:27
        Jot-esik :-) To dla mnie??? To ktoś Ingę jednak lubi... Dziękować i kłaniać się. :-)
        • jot-es49 Re: Jedynaja garmoń... 06.09.11, 21:31
          A i w drugim twoim wątku - nie tylko do słuchania...
Pełna wersja