Dodaj do ulubionych

Facet po zdradzie

13.09.10, 12:11
tak sobie czytuje ostatnio forum i widzę jakieś niezdrowe natężenie tematów zdrad, k.rewek, niewierności itp
naczelnym obrońcą moralności jest tu niejaki ditchdoc, ktorego ulubionym hobby jest szybkie demaskowanie tzw k.rewek, chwali sie, ze poznaje je po 5 minutach rozmowy :)))
nosi tez kaganek oswiaty i pomaga licznym kolegom wypieprzyc te tzw szmaty z domu
nie waha sie szastac beztrosko czesto bardzo obelzywymi slowami wobec kobiet

do czego zmierzam.... zauwazylam ostatnio wlasnie taka tendencje wsrod polskich panow, wyzbywanie sie na sile romantyzmu, wiary w drugiego czlowieka, demaskowanie k.rewek, wieczne singlowanie, szukanie po dyskotekach fajnych niun, laseczek, teksty, ze trzeba uwazac, bo biora juz z naszej polki (chodzi niby o ciagniecie tych adonisow do oltarza przez stado spragnionych pan)
strach przed zaangazowaniem sie, zaufaniem, przedmiotowe podejscie do kobiet

zauwazylam to u panow, ktorzy sa moimi kolegami, wiek ok 30, pierwsze siwe wloski, zaczatki miesnia piwnego, kartoflane slowianskie buzki, zakola
koledzy bez zenady na imprezie komentuja wyglad mlodych dziewczyn, slicznych w porownaniu z nimi
nasmiewaja sie z kolegow, ktorzy sie juz pozenili
seksu czesto nie maja od lat, a zgrywaja sie na wielkich maczo (wiem dokladnie, na jedyne co ich stac to pojsc razem na dziwki)
kisza sie w swoim meskim sosie podjudzajac sie wzajemnie, ze to zla kobieta byla i ze z babka to ewentualnie krotko
mysle, ze nawet jakby ktorys chcial sie z kims zwiazac, grupa doradcow by sie znalazla w 3 sekundy, a kolega zostalby okrzykniety kretynem i jeleniem
nie umieja milo pogadac z kobietami, byc ujmujacy, szarmanccy, dowcipni, nie umieja flirtowac!!! zadzieraja swe krzywe nochale, jakby stanowili 8 cud swiata
w efekcie seksu nie maja (chyba, ze jakas wyjatkowo zdesperowana panna wpadnie w ich ramiona), zwiazku nie maja, bo po co

widze u nich jedna zaleznosc, jest wsrod nich moj ex dlugoletni boyfriend, ktoremu 3 razy doprawilam rogi, z wielkiej traumy wyprowadzili go wlasnie koledzy, komentujac ze na k.rwe nie ma rady, poklepywali po pleckach, zakladali przymierza, sluby kawalerskie, wyciagali na piwo, wspolne wyjazdy
czytajac wpisy ditchdoca, wypisz wymaluj jego filozofia

a taka szkoda chlopaka (chodzi o mojego bylego), ktory byl za dobry i trafil rzeczywiscie na suczkowata kobiete czyli mnie
z drugiej strony jednak znam kilkanascie dziewczyn, z ktorymi jestem na tyle blisko, ze wiem, ze sa wierne swoim mezczyznom od dlugich lat i w ich pojeciu moralnosci zdrada po prostu nie wchodzi w gre, znam tez takie singielki
baaa, powiem inaczej, nie znam zadnej dziewczyny, ktora byla w jakikolwiek sposob nielojalna wobec swojego partnera

a tutaj taki klops - chlopaki, miedzy innemu dzieki odsetkowi dziewczyn, ktore sa w stanie ich zdradzic oraz kolegom takim jak ditchdoc skazuja sie na posuche lozkowa, emocjonalna i zalosne traktowanie wiekszosci kobiet, ktore na to nie zasluguja
z wlasnej woli staja sie CHAMAMI

moim zdaniem zdrade trzeba umiejetnie przezyc, wyciagnac wnioski co do osob ktore zdradzily i.... zyc dalej, otworzyc sie na cos nowego
a nie tworzyc chore teorie o puszczalstwie polowy damskiej spolecznosci
Obserwuj wątek
      • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:39
        pewnie tak, ale tylko dlatego, ze w kazdej kobiecie sie tego k...wstwa dopatruja

        jak dla mnie szkoda sobie zycie zatruwac...

        czy dlatego, ze kolezanke jej maz zdradzil i mi klnie do ucha na caly rod meski, mam teraz nagle za jej porada grzebac swojemu lubemu po skrzynkach pocztowych, obwachiwac koszule, nie pozwolic sobie na mile uczucie, ze wszystko jest ok i moge spac spokojnie

        czy bede to robic czy nie, jak ma zdradzic to zdradzi i bedzie to wylacznie jego wina...
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:44
        tomek_abc99 napisał:

        > a może największymi demaskatorami k...w są ci którzy dość długo rysowali poroże
        > m sufit

        glupi, owszem

        Ci madrzejsi lapia sie w schemacie po pierwszej
    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:42
      vergaa napisała:

      > tak sobie czytuje ostatnio forum i widzę jakieś niezdrowe natężenie tematów zdr
      > ad, k.rewek, niewierności itp
      > naczelnym obrońcą moralności jest tu niejaki ditchdoc, ktorego ulubionym hobby
      > jest szybkie demaskowanie tzw k.rewek, chwali sie, ze poznaje je po 5 minutach
      > rozmowy :)))
      > nosi tez kaganek oswiaty i pomaga licznym kolegom wypieprzyc te tzw szmaty z do
      > mu
      > nie waha sie szastac beztrosko czesto bardzo obelzywymi slowami wobec kobiet
      >
      zgadza sie
      dodam ze kobiety bardzo lubie i szanuje
      natomiast na krzywde czy agresje odpowiem tak samo, bez wzgledu na plec

      > do czego zmierzam.... zauwazylam ostatnio wlasnie taka tendencje wsrod polskich
      > panow, wyzbywanie sie na sile romantyzmu, wiary w drugiego czlowieka, demaskow
      > anie k.rewek, wieczne singlowanie, szukanie po dyskotekach fajnych niun, lasecz
      > ek, teksty, ze trzeba uwazac, bo biora juz z naszej polki (chodzi niby o ciagni
      > ecie tych adonisow do oltarza przez stado spragnionych pan)
      > strach przed zaangazowaniem sie, zaufaniem, przedmiotowe podejscie do kobiet

      wiekszosc mezczyzn w Polsce chce zony i dzieci, potem maja dziewuche ktora ich zdradzi i bystrzejsi od razu rozumieja o co chodzi, glupsi otrzymuja podobna lekcje od nastepnej. I zmieniaja podejscie.

      > zauwazylam to u panow, ktorzy sa moimi kolegami, wiek ok 30, pierwsze siwe wlos
      > ki, zaczatki miesnia piwnego, kartoflane slowianskie buzki, zakola
      > koledzy bez zenady na imprezie komentuja wyglad mlodych dziewczyn, slicznych w
      > porownaniu z nimi
      > nasmiewaja sie z kolegow, ktorzy sie juz pozenili
      > seksu czesto nie maja od lat, a zgrywaja sie na wielkich maczo (wiem dokladnie,
      > na jedyne co ich stac to pojsc razem na dziwki)
      > kisza sie w swoim meskim sosie podjudzajac sie wzajemnie, ze to zla kobieta byl
      > a i ze z babka to ewentualnie krotko

      pieniacze i glaby, sztuczne i glupie, widac od razu

      > mysle, ze nawet jakby ktorys chcial sie z kims zwiazac, grupa doradcow by sie z
      > nalazla w 3 sekundy, a kolega zostalby okrzykniety kretynem i jeleniem
      > nie umieja milo pogadac z kobietami, byc ujmujacy, szarmanccy, dowcipni, nie um
      > ieja flirtowac!!! zadzieraja swe krzywe nochale, jakby stanowili 8 cud swiata
      > w efekcie seksu nie maja (chyba, ze jakas wyjatkowo zdesperowana panna wpadnie
      > w ich ramiona), zwiazku nie maja, bo po co

      mam nadzieje ze nie porownujesz mnie do nich ;)
      grupka uwczesnie zranionych kolesi ktorzy zle zaleczyli rany, obrazajac sie na wszystkie kobiety zamiast tylko na kurwy

      > widze u nich jedna zaleznosc, jest wsrod nich moj ex dlugoletni boyfriend, ktor
      > emu 3 razy doprawilam rogi, z wielkiej traumy wyprowadzili go wlasnie koledzy,
      > komentujac ze na k.rwe nie ma rady, poklepywali po pleckach, zakladali przymier
      > za, sluby kawalerskie, wyciagali na piwo, wspolne wyjazdy
      > czytajac wpisy ditchdoca, wypisz wymaluj jego filozofia

      no a co mieli zrobic, smiac sie ze dupy nie upilnowal? :)

      > a taka szkoda chlopaka (chodzi o mojego bylego), ktory byl za dobry i trafil rz
      > eczywiscie na suczkowata kobiete czyli mnie

      czyli standard, co bardzo czesto pisze. Dobry chlopaczyna zawsze dostaje po dupie od kobiety, stand zmiana nastawienia.

      > z drugiej strony jednak znam kilkanascie dziewczyn, z ktorymi jestem na tyle bl
      > isko, ze wiem, ze sa wierne swoim mezczyznom od dlugich lat i w ich pojeciu mor
      > alnosci zdrada po prostu nie wchodzi w gre,

      powiedz swojemu bylemu bo on w to nie wierzy

      > znam tez takie singielki
      > baaa, powiem inaczej, nie znam zadnej dziewczyny, ktora byla w jakikolwiek spos
      > ob nielojalna wobec swojego partnera

      ;/

      > a tutaj taki klops - chlopaki, miedzy innemu dzieki odsetkowi dziewczyn, ktore
      > sa w stanie ich zdradzic oraz kolegom takim jak ditchdoc skazuja sie na posuche
      > lozkowa, emocjonalna i zalosne traktowanie wiekszosci kobiet, ktore na to nie
      > zasluguja
      > z wlasnej woli staja sie CHAMAMI

      pisalem wyzej
      trzeba odroznic i nie obrazac sie na WSZYSTKIE kobiety przez jedna kurewke
      trzeba probowac dalej
      ale kurwy traktowac twarda reka
      porzadne kobiety tak jak kobiety winne byc traktowane

      niestety sporo panow, po jednej szmatce, konczy tak jak to opisalas

      > moim zdaniem zdrade trzeba umiejetnie przezyc, wyciagnac wnioski co do osob kto
      > re zdradzily i.... zyc dalej, otworzyc sie na cos nowego
      > a nie tworzyc chore teorie o puszczalstwie polowy damskiej spolecznosci

      dokladnie tak i do tego namawiam
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 13:49
          jeszcze jedno pytanie vergaa

          jak sie czujesz z tym ze kompletnie zlamalas zyciu swojemu bylemu, ktory byl "dobrym chlopakiem"?

          Koles juz nigdy nie zaufa kobiecie bo ta ktora kochal wytarla nim i jego uczuciami podloge. Jak widzisz po nim i jego kolegach, wiekszosc mezczyzn nie umie sobie z tym poradzic i zywi uraze do wszystkich kobiet, nie tylko tej winnej.

          no ale, co cie to obchodzi :)
          • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:13
            a tam zlamalam... chlopak w koncu czuje sie jak mezczyzna, nie jezdze mu po glowie, robi kariere, w koncu zarabia lepiej niz ja, ma fajnych kolegow, swoje pasje

            znajdzie jakas wspaniala kobiete jak Ty znalazles, ktora nie bedzie czescia jego zycia, a seksik w koncu bedzie mial

            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:21
              vergaa napisała:

              > a tam zlamalam... chlopak w koncu czuje sie jak mezczyzna, nie jezdze mu po glo
              > wie, robi kariere, w koncu zarabia lepiej niz ja, ma fajnych kolegow, swoje pas
              > je
              >
              > znajdzie jakas wspaniala kobiete jak Ty znalazles, ktora nie bedzie czescia jeg
              > o zycia, a seksik w koncu bedzie mial
              >

              nie koniecznie

              z tego co piszesz i z kim sie zadaje to chuja sobie poradzil
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 13:01
        ditchdoc napisał:


        > stand

        > oraz kolegom takim jak ditchdoc skazuja sie na p
        > osuche
        > > lozkowa, emocjonalna i zalosne traktowanie wiekszosci kobiet, ktore na t
        > o nie
        > > zasluguja
        > > z wlasnej woli staja sie CHAMAMI

        wypraszam sobie
        i zacznij czytac dokladnie to co pisze

        nigdy nikogo nie probuje zrazic do reszty kobiet, trzeba odroznic te od kurew ale dla wpol inteligentnego mezczyzny ktory raz zostal nauczyony, cechy charakteru takiej paniusi staja sie bardzo widoczne w trakcie pierwszych miesiecy zwiazku

        trzeba tylko nie patrzec na swoja pania jak na krolewne z alabastrowej wierzy i nie tracic kontaktu z rzeczywistoscia na widok cyckow czy cipki.
        • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:32
          ditchdoc napisał:

          > trzeba tylko nie patrzec na swoja pania jak na krolewne z alabastrowej wierzy i

          Siedzi Jeży na wierzy i nie wieży, rze włos mu się na głowie jerzy! ;)))

          > nie tracic kontaktu z rzeczywistoscia na widok cyckow czy cipki.

          Facet, który nie traci kontaktu z rzeczywistością na widok cycków czy cipki (szczególnie tych właściwych) musi być marnym kochankiem. ;)
          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:39
            gravedigger1 napisał:

            > Siedzi Jeży na wierzy i nie wieży, rze włos mu się na głowie jerzy! ;)))
            >
            ta.. ;/

            nie usprawiedliwiam sie ale gadalem przez telefon i myslalem co w mailu napisac
            dziwne bledy ostatnio robie..
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:33
          gravedigger1 napisał:

          > Strasznie nienawidzisz tych kobiet, które nazywasz kurwami. Żal mi Ciebie...
          >

          najpewniej, jakbys mnie poznal blizej bys zazdroscil ale nie wazne ;), nie ma sensu sie przepychac przez monitory. Twoja zona/kobieta uprawia sex z innymi, mi szkoda Ciebie.

          nie nienawidze, mowienie per "kurew" to nie jest wyzwisko czy agresja tylko po prostu stwierdzenie faktu, jak imie.
          A ze tego typu kobieta, z reguly gwiazdeczka, pewnych rzeczy nie zrozumie dopoki nie dostanie otrzezwiajacego strzala ;). Lisc to nie jest bicie, to jest jak klaps w pupe dziecka.

          poza tym dlaczego mialbym traktowac porzadne kobiety i kurwy w ten sam sposob?
          nie fair troche, nie?

          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:41
            ditchdoc napisał:

            > najpewniej, jakbys mnie poznal blizej bys zazdroscil ale nie wazne ;),

            Nie sądzę, dałeś się już an tyle poznać, że nie zmieniłbym zdania...

            > nie ma sensu sie przepychac przez monitory. Twoja zona/kobieta uprawia sex z innymi, mi
            > szkoda Ciebie.

            Ale mie się krzywda nie dzieje, więc dlaczego mnie żałujesz?

            > nie nienawidze, mowienie per "kurew" to nie jest wyzwisko czy agresja tylko po
            > prostu stwierdzenie faktu, jak imie.

            To nie jest imię, to jest słowo obraźliwe, wyrażające pogardę. I nie na darmo jest synonimem ciężkiego i wulgarnego przekleństwa.

            > Lisc to nie jest bicie, to jest jak klaps w pupe dziecka.

            Tak, tak, widzę, że potrafisz 'falandyzować".

            > poza tym dlaczego mialbym traktowac porzadne kobiety i kurwy w ten sam sposob?
            >
            > nie fair troche, nie?

            Bo niezależnie od Twoich chorych urojeń mówisz o ludziach, a nie o zbrodniarzach. A założę się, że sam aniołem nie jesteś.
            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:48
              gravedigger1 napisał:

              > Bo niezależnie od Twoich chorych urojeń mówisz o ludziach, a nie o zbrodniarzac
              > h. A założę się, że sam aniołem nie jesteś.

              tzn pedofile, zboczency i gwalciciele to juz za duzo dla twojej moralnosci czy ciagle nie?
              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:55
                ditchdoc napisał:

                > tzn pedofile, zboczency i gwalciciele to juz za duzo dla twojej moralnosci czy
                > ciagle nie?

                Pedofile i gwałciciele uprawiają seks wbrew woli tej drugiej, pokrzywdzonej osoby, a zdradzający za przyzwoleniem, ba, nawet z wielkim pożądaniem z obu stron;) O zboczeńcach nic nie mogę powiedzieć, bo to zbyt ogólne pojęcie;)
                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:15
                    ditchdoc napisał:

                    > mowisz ze nikogo nie krzywdza i nie robia tego wbrew komus innemu?

                    Oczywiście, że partnera krzywdzą, ale nie możesz porównywać krzywdy zgwałconej kobiety, czy zgwałconego dziecka z krzywdą zdradzonego partnera!!! Tak jak nie możesz porównywać złodzieja kradnącego rower z zabójcą. To zupełnie inny przedział "niemoralności".
                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:25
                      gravedigger1 napisał:

                      > Oczywiście, że partnera krzywdzą, ale nie możesz porównywać krzywdy zgwałconej
                      > kobiety, czy zgwałconego dziecka z krzywdą zdradzonego partnera!!! Tak jak nie
                      > możesz porównywać złodzieja kradnącego rower z zabójcą. To zupełnie inny przedz
                      > iał "niemoralności".

                      ciezaru zbrodni wprost nie

                      chociaz jakbys zapytal bardzo zakochanego, zdradzonego mezczyzne, czy bardzo zakochana, zdradzona kobiete o ich odczucia, porownania moglyby byc dla Ciebie zaskakujace.

                      Sam widzisz, z postu autorki, jak zachowuja sie zdradzeni mezczyzni. Obrazeni na wszystkie kobiety. Jasne, ich zachowanie jest smieszne dla pobocznego obserwatora, ale taki jest wynik dzialan jakiejs przeswiadczonej o swojej wspanialosci, szmatki.
                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:33
                        ditchdoc napisał:

                        > Sam widzisz, z postu autorki, jak zachowuja sie zdradzeni mezczyzni. Obrazeni n
                        > a wszystkie kobiety. Jasne, ich zachowanie jest smieszne dla pobocznego obserwa
                        > tora, ale taki jest wynik dzialan jakiejs przeswiadczonej o swojej wspanialosci
                        > , szmatki.

                        Zdradzeni mężczyźni zachowują się czasem jak dzieci, którym odebrano zabawki;) A słowo szmatka też jest bardzo obraźliwe...
                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:36
                          gravedigger1 napisał:

                          > Zdradzeni mężczyźni zachowują się czasem jak dzieci, którym odebrano zabawki;)
                          > A słowo szmatka też jest bardzo obraźliwe...

                          okej, zdradzanie partnera tez jest obrazliwe

                          naprawde, uczucia tych ludzi mnie nie interesuja, tak jak ich nie interesuja uczucia innych.
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:09
                                  gravedigger1 napisał:

                                  > Względem kobiet, które mają być Twoją własnością, bo jeśli im się odechce, to s
                                  > tają się automatycznie kurwami i szmatami. Biednyś...

                                  jak sie odechce to prosze mi powiedziec "nie chce" i moze isc gdzie chce. Zlego slowa o niej nie powiem bo i na jakiej podstawie, ze mnie zostawila?

                                  Nie.
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:20
                                    ditchdoc napisał:

                                    > jak sie odechce to prosze mi powiedziec "nie chce" i moze isc gdzie chce. Zlego
                                    > slowa o niej nie powiem bo i na jakiej podstawie, ze mnie zostawila?

                                    A jak Cię zdradziła, to co? De facto powiedziała Ci, że nie chce być tylko Twoją własnością, choć chciała to ukryć, bo nie jest to społecznie akceptowane. A Ty zamiast pomyśleć, o kobiecie, którą kochałeś niby od razu zmieniłeś ją w kurwę i szmatę. To żałosne...
                                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:50
                                      gravedigger1 napisał:

                                      > A jak Cię zdradziła, to co? De facto powiedziała Ci, że nie chce być tylko Twoj
                                      > ą własnością, choć chciała to ukryć, bo nie jest to społecznie akceptowane. A T
                                      > y zamiast pomyśleć, o kobiecie, którą kochałeś niby od razu zmieniłeś ją w kurw
                                      > ę i szmatę. To żałosne...

                                      jesli chodzi o seks, to faktycznie bedac "zwiazany" z kobieta, zadam od niej wiernosci
                                      to bardzo standardowe podejscie ;)
                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:56
                                        ditchdoc napisał:

                                        > jesli chodzi o seks, to faktycznie bedac "zwiazany" z kobieta, zadam od niej wi
                                        > ernosci to bardzo standardowe podejscie ;)

                                        Żądanie wierności rozumiem, ale nazywanie kobiety, którą się kochało kurwą czy szmatą albo powiedzenie do kobiety, którą się kocha "wypierdalaj" to zupełnie inna para kaloszy.
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:59
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > Żądanie wierności rozumiem, ale nazywanie kobiety, którą się kochało kurwą czy
                                          > szmatą albo powiedzenie do kobiety, którą się kocha "wypierdalaj" to zupełnie i
                                          > nna para kaloszy.

                                          to i tak znacznie lepsza para kaloszy niz ta ktora ona zaserwowala mi

                                          znacznie
                                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:08
                                            ditchdoc napisał:

                                            > to i tak znacznie lepsza para kaloszy niz ta ktora ona zaserwowala mi
                                            >
                                            > znacznie

                                            Tak, masz rację. Z punktu przerośniętego męskiego ego to rzeczywiście lepsze. Ale nie mów żadnej kobiecie, że ją kochasz. Kochasz siebie, młodzieńcze.
                                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:02
                                              gravedigger1 napisał:

                                              > Tak, masz rację. Z punktu przerośniętego męskiego ego to rzeczywiście lepsze. A
                                              > le nie mów żadnej kobiecie, że ją kochasz. Kochasz siebie, młodzieńcze.

                                              nie
                                              pomyslales moze ze z twoim ego jest cos nie tak?
                                              popatrz na swoje "malzenstwo". Musisz miec sporo kolegow ;)
                                        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:00
                                          > Żądanie wierności rozumiem, ale nazywanie kobiety, którą się kochało kurwą czy
                                          > szmatą albo powiedzenie do kobiety, którą się kocha "wypierdalaj" to zupełnie i
                                          > nna para kaloszy.

                                          Im bardziej się kochało, tym większy ból po zdradzie i tym gwałtowniejsza może być reakcja. Wiesz, zarzucasz Ditchdoctorowi brak emocji i współodczuwania, ale to z Twoich wypowiedzi wyłania się obraz osoby zimnej, zdystansowanej i rozbierającej wszystko na czynniki pierwsze.
                                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:10
                                            symmetryisall napisał:

                                            > Im bardziej się kochało, tym większy ból po zdradzie i tym gwałtowniejsza może
                                            > być reakcja.

                                            Miłość nie przemija w jednej chwili. Ja doskonale rozumiem ból po zdradzie, ale nie rozumiem jak kobietę kochaną można potraktować w tak chamski sposób.

                                            > Wiesz, zarzucasz Ditchdoctorowi brak emocji i współodczuwania, ale
                                            > to z Twoich wypowiedzi wyłania się obraz osoby zimnej, zdystansowanej i rozbie
                                            > rającej wszystko na czynniki pierwsze.

                                            Nie, nieprawda. ditchdoc kieruje się właśnie emocjami, ale negatywnymi. Ja też kieruję się emocjami, ale staram się, żeby to były dobre emocje.
                                            • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 19:39
                                              > Miłość nie przemija w jednej chwili. Ja doskonale rozumiem ból po zdradzie, ale
                                              > nie rozumiem jak kobietę kochaną można potraktować w tak chamski sposób.

                                              Miłość nie przemija w jednej chwili i Ditchdoc nie przestał kochać swojej niewiernej jeszcze długo po tym, jak przywalił jej z liścia i zwyzywał od kurew. Myślę, że to nie tylko zranione ego tak nim szarpało. I szarpie do dziś. Zareagował gwałtownie, bo taka jego krewka natura. Ja rozumiem, że osobę kochaną można potraktować w chamski sposób (chociaż nie zwykło się tak postępować na co dzień), jeśli emocje przekroczą granicę wytrzymałości. Jasne, że nie trzymam z damskimi bokserami, ale z drugiej strony... nie ręczę za siebie, gdyby mi mój stary przyprawił poroże, więc trudno mi jednoznacznie potępić zdradzonego faceta, który dopuszcza się jednorazowego aktu przemocy (raczej kontrolowanej, nie oszukujmy się) wobec niewiernej.
                                              Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).
                                              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:05
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i
                                                > tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).
                                                >

                                                nie martw sie
                                                przyznalem sie ze chamski i agresywny bylem do pierwszej po tej felernej. Dalej bylo ok, nie wolno wrzucac wszytkich kobiet do jednego worka przez jedna kurewke
                                              • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:13
                                                > Miłość nie przemija w jednej chwili i Ditchdoc nie przestał kochać swojej niewi
                                                > ernej jeszcze długo po tym, jak przywalił jej z liścia i zwyzywał od kurew. Myś
                                                > lę, że to nie tylko zranione ego tak nim szarpało. I szarpie do dziś. Zareagow
                                                > ał gwałtownie, bo taka jego krewka natura. Ja rozumiem, że osobę kochaną można
                                                > potraktować w chamski sposób (chociaż nie zwykło się tak postępować na co dzień
                                                > ), jeśli emocje przekroczą granicę wytrzymałości. Jasne, że nie trzymam z damsk
                                                > imi bokserami, ale z drugiej strony... nie ręczę za siebie, gdyby mi mój stary
                                                > przyprawił poroże, więc trudno mi jednoznacznie potępić zdradzonego faceta, któ
                                                > ry dopuszcza się jednorazowego aktu przemocy (raczej kontrolowanej, nie oszukuj
                                                > my się) wobec niewiernej.

                                                Otóż właśnie.

                                                > Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i
                                                > tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).

                                                Dlaczego stan psychiczny Rówdoktora Cię niepokoi?
                                                • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:30
                                                  > Dlaczego stan psychiczny Rówdoktora Cię niepokoi?

                                                  Och, snu z powiek mi nie spędza ;-) Ot, po prostu wychodzę z założenia, że im więcej poukładanych i szczęśliwych ludzi na świecie, tym bardziej znośny ten świat. Poza tym nie życzę ludziom źle (o ile nei zaleźli mi za skórę ;-P) i miło mi patrzeć na przejawy harmonii wewnętrznej w ich postępowaniu.
                                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:19
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Miłość nie przemija w jednej chwili i Ditchdoc nie przestał kochać swojej niewi
                                                > ernej jeszcze długo po tym, jak przywalił jej z liścia i zwyzywał od kurew.

                                                Masz rację, ditchdoc nie przestał kochać w jednej chwili, bo on wcale nie kochał tej kobiety.

                                                > Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i
                                                > tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).

                                                Nie przerobił i raczej nie przerobi jeszcze długo. A jego problemem jest to, że traktuje kobiety przedmiotowo. Ważne dla niego jest własne ego, a nie inny człowiek.
                                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:37
                                                  gravedigger1 napisał:


                                                  > Masz rację, ditchdoc nie przestał kochać w jednej chwili, bo on wcale nie kocha
                                                  > ł tej kobiety.

                                                  wiesz lepiej najwyrazniej

                                                  > Nie przerobił i raczej nie przerobi jeszcze długo. A jego problemem jest to, że
                                                  > traktuje kobiety przedmiotowo. Ważne dla niego jest własne ego, a nie inny czł
                                                  > owiek.

                                                  poznownie, mnie alfa i omga nazwales? ;)

                                                  kobiety traktuje bardzo dobrze, lepiej niz zdecydowana wiekszosc mezczyzn na pewno

                                                  gorzej niz reszta traktuje kurwy, fakt.
                                    • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:04
                                      > A jak Cię zdradziła, to co? De facto powiedziała Ci, że nie chce być tylko Twoj
                                      > ą własnością, choć chciała to ukryć, bo nie jest to społecznie akceptowane. A T
                                      > y zamiast pomyśleć, o kobiecie, którą kochałeś niby od razu zmieniłeś ją w kurw
                                      > ę i szmatę. To żałosne...

                                      Czekaj, czekaj, teraz dopiero doczytałem.

                                      Przetłumaczmy z polskiego na nasze:

                                      Nie chciała być twoją własnością (czyt: chciała się ruchać z innymi, nie tylko z tobą), ale chciała to ukryć (...), a ty zamiast pomyśleć o kobiecie którą kochałeś (czyt: zamiast wychodzić do kina, kiedy ona ma ochotę sprowadzić sobie kochasia), zamieniłeś ją w kurew i szmatę (czyt: bo jakbyś ją kochał, to stałbyś obok, patrzył i pytał, czy jej dobrze).

                                      A to dobre. :)
                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:14
                                        symmetryisall napisał:

                                        > Przetłumaczmy z polskiego na nasze:
                                        >
                                        > Nie chciała być twoją własnością (czyt: chciała się ruchać z innymi, nie tylko
                                        > z tobą), ale chciała to ukryć (...), a ty zamiast pomyśleć o kobiecie którą koc
                                        > hałeś (czyt: zamiast wychodzić do kina, kiedy ona ma ochotę sprowadzić sobie ko
                                        > chasia), zamieniłeś ją w kurew i szmatę (czyt: bo jakbyś ją kochał, to stałbyś
                                        > obok, patrzył i pytał, czy jej dobrze).

                                        Twoje tłumaczenie nie oddaje sensu mojej wypowiedzi. Jest stronnicze i podyktowane przerośniętym męskim ego faceta, który nie jest pewny swojej wartości.

                                        Człowiek zdradzający jest odpowiedzialny za krzywdę wyrządzoną swojemu partnerowi, ale człowiek wyzywający swoją ukochaną (nawet byłą) od kurew i szmat to po prostu cham. I miała szczęście jego kobieta, że się od niego uwolniła.
                                        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:26
                                          > Twoje tłumaczenie nie oddaje sensu mojej wypowiedzi. Jest stronnicze i podyktow
                                          > ane przerośniętym męskim ego faceta, który nie jest pewny swojej wartości.

                                          Czyli... jeśli potępiam zdradę i nie umiem wybaczyć zdrajcy, to mam przerośnięte ego i niską samoocenę.

                                          > Człowiek zdradzający jest odpowiedzialny za krzywdę wyrządzoną swojemu partnero
                                          > wi, ale człowiek wyzywający swoją ukochaną (nawet byłą) od kurew i szmat to po
                                          > prostu cham. I miała szczęście jego kobieta, że się od niego uwolniła.

                                          Uff, dobrze, że w porę go zdradziła, jeszcze by nie daj boże całe życie z takim chamem...

                                          Albo też:

                                          Trafił swój na swego. Ona kurwa, on cham, jak u Pasikowskiego.
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:09
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > Człowiek zdradzający jest odpowiedzialny za krzywdę wyrządzoną swojemu partnero
                                          > wi, ale człowiek wyzywający swoją ukochaną (nawet byłą) od kurew i szmat to po
                                          > prostu cham. I miała szczęście jego kobieta, że się od niego uwolniła.

                                          nie wyzywajacy
                                          wyzwalem raz, kazalem wypierdalac wiecej razy bo do mnie przylazila i dzwonila, w pysk tez dostala raz i to bardzo subtelnie, nie musze zaznaczac swojej przewagi fizycznej nad kobieta, lisc ma tu inne zastosowanie

                                          czas przez jaki probowala robic wszystko zeby do mnie wrocic pozwala stwierdzic ze kompletnie nie masz racji

                                          ba bylem juz w zwiazku z inna a bylej to kompletnie nie przeszkadzalo ;)
                                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:24
                                            ditchdoc napisał:

                                            > nie wyzywajacy
                                            > wyzwalem raz, kazalem wypierdalac wiecej razy bo do mnie przylazila i dzwonila,
                                            > w pysk tez dostala raz i to bardzo subtelnie, nie musze zaznaczac swojej przew
                                            > agi fizycznej nad kobieta, lisc ma tu inne zastosowanie

                                            Kolego, przecież ty cały czas ją wyzywasz! I nie oszukuj się, jesteś damskim bokserem. "Subtelnie" (sic!) dostała w twarz!!! Człowieku!

                                            > czas przez jaki probowala robic wszystko zeby do mnie wrocic pozwala stwierdzic
                                            > ze kompletnie nie masz racji

                                            Powtórzę jeszcze raz: to tylko twoje słowa. Nie mamy tu jej "zeznań", więc dla "sądu" takie jednostronne i nieskofrontowane "zeznanie" to żaden dowód.
                                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:38
                                              gravedigger1 napisał:

                                              > Kolego, przecież ty cały czas ją wyzywasz! I nie oszukuj się, jesteś damskim bo
                                              > kserem. "Subtelnie" (sic!) dostała w twarz!!! Człowieku!

                                              widac nigdy sie nie biles

                                              porowna bojke miedzy mezcyznami

                                              a klapsem w pupe dziecka

                                              a lisciem w twarz kurwy



                                              > > czas przez jaki probowala robic wszystko zeby do mnie wrocic pozwala stwi
                                              > erdzic
                                              > > ze kompletnie nie masz racji
                                              >
                                              > Powtórzę jeszcze raz: to tylko twoje słowa. Nie mamy tu jej "zeznań", więc dla
                                              > "sądu" takie jednostronne i nieskofrontowane "zeznanie" to żaden dowód.
                        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:39
                          > Zdradzeni mężczyźni zachowują się czasem jak dzieci, którym odebrano zabawki;)
                          > A słowo szmatka też jest bardzo obraźliwe...

                          Tak tak, niech broń boże za swoją zdradę pani jedna z drugą złego słowa nie usłyszy, bo się jeszcze poczuje urażona.
                          • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:54
                            a mowcie sobie jak chcecie, okreslenia jakich uzywacie najbardziej swiadcza o kulturze slowa

                            czy to bedzie szmatka czy inny kawalek materialu, wszyscy wiemy, ze chodzi Wam o potepienie zdrady

                            i ja sie z tym jak najbardziej zgadzam, jak juz gdzies napisalam zaluje, hanba, wielka hanba, puszczalska ze mnie, bije sie w piersi

                            > Tak tak, niech broń boże za swoją zdradę pani jedna z drugą złego słowa nie usł
                            > yszy, bo się jeszcze poczuje urażona.
                            co mam sie czuc urazona tekstem anonima w necie???? wystarczy, ze wspomne dramat sprzed 3 lat, jak musialam patrzec, jak ktos kogo kocham przeze mnie cierpi i ze w ten oto wlasnie wspanialomyslny sposob definitywnie zjebalam 5 wspolnych lat...

                            jesli ktos nie zna innych slow, tylko powie "kurew" bedzie znaczylo mniej wiecej tyle, ze jest chamem i np zamiast mama woli uzywac slowa "stara", a zamiast penis powie chuj... ale nie jest to forum profesora Miodka

                            nie zmienia to merytorycznie faktu, ze weszac taki model psychologiczny u kazdej kobiety sprawiacie Panowie, ze sami pilujecie sobie galaz na ktorej siedzicie, bo:
                            - zwiazku brak
                            - zaufania brak
                            - seksu czesto brak

                            i tyle
                            • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:57
                              vergaa napisała:

                              > nie zmienia to merytorycznie faktu, ze weszac taki model psychologiczny u kazde
                              > j kobiety sprawiacie Panowie, ze sami pilujecie sobie galaz na ktorej siedzicie
                              > , bo:
                              > - zwiazku brak
                              > - zaufania brak
                              > - seksu czesto brak

                              Zgadzam się z tym w zupełności. Sami sobie krzywdę robią.
                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:09
                              vergaa napisała:

                              > co mam sie czuc urazona tekstem anonima w necie???? wystarczy, ze wspomne drama
                              > t sprzed 3 lat, jak musialam patrzec, jak ktos kogo kocham przeze mnie cierpi i
                              > ze w ten oto wlasnie wspanialomyslny sposob definitywnie zjebalam 5 wspolnych
                              > lat...

                              aha
                              ;D

                              > jesli ktos nie zna innych slow, tylko powie "kurew" bedzie znaczylo mniej wiece
                              > j tyle, ze jest chamem i np zamiast mama woli uzywac slowa "stara", a zamiast p
                              > enis powie chuj... ale nie jest to forum profesora Miodka

                              nie, niezaleznie od tego jak ktos ma bogaty slownik, kurwe nazywa sie kurwą

                              > nie zmienia to merytorycznie faktu, ze weszac taki model psychologiczny u kazde
                              > j kobiety sprawiacie Panowie, ze sami pilujecie sobie galaz na ktorej siedzicie
                              > , bo:
                              > - zwiazku brak
                              > - zaufania brak
                              > - seksu czesto brak
                              >

                              zwiazku mi nie brak
                              seksu mi nie brak

                              zaufanie..
                              powiem tak, nie szpieguje, nie zabraniam wychodzic z "kolezankami", nie wypytuje blablabla
                              za duzo mam szacunku do siebie a jak bedzie chciala zdradzic to zdradzi

                              ale tak jak kiedys bylem dla swojej kobiety gotow zabijac i nigdy przenigdy nie dopuszczalem do siebie mysli ze to slodkie stworzenie o gladkich rysach i pelnej piersi moze mnie wprost, bez problemu w taki sposob oszukac, tak wiecej sie to nie powtorzy.

                              To jest wyciagniecie dobrej nauki ze zdrady, nie obrazanie sie na caly rodzaj kobiecy, po prostu, odpowiednia zmiana podejscia do "zwiazku" i totalna zmiana podejscia do kobiety ktora sie po prostu kurwi.

                              W niewielu krajach, tak jak w Polsce, ciagle sie uczy traktowac kobiety lepiej bo sa kobietami. Potem taki Werter, romantyk i idiota wpada na taka jak vergaa, ktora jest modelowym przykladem polskiej kobiety. Znosi fochy, bawi sie w gierki, nie ma wlasnego ja i kobieta jest n1. Jak to sie konczy wiadomo ;)

                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:16
                                ditchdoc napisał:

                                > ale tak jak kiedys bylem dla swojej kobiety gotow zabijac i nigdy przenigdy nie
                                > dopuszczalem do siebie mysli ze to slodkie stworzenie o gladkich rysach i peln
                                > ej piersi moze mnie wprost, bez problemu w taki sposob oszukac, tak wiecej sie
                                > to nie powtorzy.

                                Tego nawet na łożu śmierci nie będziesz mógł być pewien;) Jak będzie chciała to Cię zdradzi i nie pwoie Ci o tym, a Ty będziesz nosił znienawidzone poroże do końca życia;) Mówię Ci, jedyna rada to nie wiązać się z nikim. Wtedy będziesz absolutnie pewny;)

                                > Potem taki Werter, romantyk i idiota wpada na taka jak vergaa,
                                > ktora jest modelowym przykladem polskiej kobiety.

                                Z tego zdania jasno wynika jak szanujesz kobiety... Bo nie mam wątpliwości, że w Twoich "ustach" ten "modelowy przykład polskiej kobiety" ma wydźwięk negatywny... No i jescze mieszasz do tego narodowość. Czy Ty nie jesteś z PiSu? ;)
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:53
                                  gravedigger1 napisał:

                                  > Tego nawet na łożu śmierci nie będziesz mógł być pewien;) Jak będzie chciała to
                                  > Cię zdradzi i nie pwoie Ci o tym, a Ty będziesz nosił znienawidzone poroże do
                                  > końca życia;) Mówię Ci, jedyna rada to nie wiązać się z nikim. Wtedy będziesz a
                                  > bsolutnie pewny;)

                                  wole nigdy nie byc do konca pewny niz "pozwalac" sowjej zonie na sypianie z innymi

                                  > > Potem taki Werter, romantyk i idiota wpada na taka jak vergaa,
                                  > > ktora jest modelowym przykladem polskiej kobiety.
                                  >

                                  wiele kobiet w polsce jest podobna, jak jej ulegac dlugo i bezkarnie, kochac i to okazywac milosc to w koncu ona uzna to co uznala vergaa, ze possie komus innemu bo ten moj taki glupi i zakochany a ja jestem zajebista sucz
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:03
                                    ditchdoc napisał:

                                    > wole nigdy nie byc do konca pewny niz "pozwalac" sowjej zonie na sypianie z innymi

                                    Pomyśl, że nawet bez twojego pozwolenia Twoje żona/dziewczyna może przespać się z innym. Niewielki masz na to wpływ, bo Twoja kobieta nie jest Twoją włąsnością.

                                    > wiele kobiet w polsce jest podobna, jak jej ulegac dlugo i bezkarnie, kochac i
                                    > to okazywac milosc to w koncu ona uzna to co uznala vergaa, ze possie komus inn
                                    > emu bo ten moj taki glupi i zakochany a ja jestem zajebista sucz

                                    Wielu facetów w Polsce jest podobnych do Ciebie, ale dlaczego miałbym łączyć ich cechy z narodowością? Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.
                                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:14
                                      gravedigger1 napisał:

                                      > ditchdoc napisał:

                                      > Pomyśl, że nawet bez twojego pozwolenia Twoje żona/dziewczyna może przespać się
                                      > z innym. Niewielki masz na to wpływ, bo Twoja kobieta nie jest Twoją włąsności
                                      > ą.

                                      nie o wlasnosc tu chodzi
                                      tylko o uczucia ;), ja nie chce innej, wydaje mi sie ze ona tez nie chce innego, nawet jezeli tak, to ma byc mi wierna, jezeli nie to sie porzegnamy

                                      masz strasznie bledny punkt widzenia i wszyscy ktorzy sie z toba nie zgadzaja maja przerosniete ego ;)

                                      predzej z twoim ego jest zle, skoro nie przeszkadza Ci ze tabuny chlopow przechodza przez twoja zone

                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:27
                                        ditchdoc napisał:

                                        > nie o wlasnosc tu chodzi
                                        > tylko o uczucia ;), ja nie chce innej, wydaje mi sie ze ona tez nie chce innego
                                        > , nawet jezeli tak, to ma byc mi wierna, jezeli nie to sie porzegnamy

                                        "Ma być ci wierna"... A jak nie zechce? A jeśli zbłądzi i znając twoje podejście do zdrady ukryje to skrzętnie przed tobą? To wcale się nie pożegnacie, tylko będziesz nosił poroże do końca życia:)
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:39
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > "Ma być ci wierna"... A jak nie zechce? A jeśli zbłądzi i znając twoje podejści
                                          > e do zdrady ukryje to skrzętnie przed tobą? To wcale się nie pożegnacie, tylko
                                          > będziesz nosił poroże do końca życia:)

                                          i tak moze byc
                                          wtedy trudno, nic nie poradze
                            • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:48
                              > co mam sie czuc urazona tekstem anonima w necie???? wystarczy, ze wspomne drama
                              > t sprzed 3 lat, jak musialam patrzec, jak ktos kogo kocham przeze mnie cierpi i
                              > ze w ten oto wlasnie wspanialomyslny sposob definitywnie zjebalam 5 wspolnych
                              > lat...

                              LOL. Tak bardzo go kochałaś i tak Cię jego cierpienie bolało, że trzy razy się ruchałaś po kątach. I dopiero jak się sprawa rypła, pomyślałaś, że zjebałaś 5 wspólnych lat. Po pierwszym razie nie było takich refleksji?

                              Naprawdę, daruj sobie takie teksty, bo w zestawieniu z wcześniejszymi deklaracjami, że jesteś puszczalską suczką, że tamten facet był miękką cipą, a obecnego nie zdradzasz, bo Cię trzyma za twarz, brzmią po prostu żałośnie. 'Panie boże, jestem usprawiedliwiona, bo jestem puszczalska i co ja poradzę.' LOL jeszcze raz.

                              Ruchałaś się, to się ruchałaś, facet był fujarą i przez 5 lat robiłaś go w jajo, OK. Ale skoro już to zrobiłaś, to się nie bój przyznać, że tak było i nie wciskaj głodnych kawałków. Szatan mi kazał, jestem niewinna, bo jestem puszczalska i co ja poradzę.

                              LOL x3

                              Tylko tamtego chłopaka szkoda.
                              • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 19:51
                                tylko tamtego chlopaka szkoda :)))

                                moze dam Wam jego numer i sobie siadziecie na piwku, ponarzekacie na parszywy swiat pelen kurew, uderzycie w podobny ton

                                ja swoja lekcje z puszczalstwa i jego konsekwencji przerobilam, Wy z tego co widze tylko lizecie psujace sie rany po oderwanym sila porozu...
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:16
                                  vergaa napisała:

                                  > tylko tamtego chlopaka szkoda :)))
                                  >
                                  > moze dam Wam jego numer i sobie siadziecie na piwku, ponarzekacie na parszywy s
                                  > wiat pelen kurew, uderzycie w podobny ton

                                  nie, jest bardzo duzo bardzo fajnych kobiet i znacznie mniejsza ilosc wierutnych szmat ktore troche odczucie calosci zakrzywiaja

                                  nie martw sie o mnie :)

                                  > ja swoja lekcje z puszczalstwa i jego konsekwencji przerobilam, Wy z tego co wi
                                  > dze tylko lizecie psujace sie rany po oderwanym sila porozu...e

                                  nic nie przerobilas, zycze ci zeby jednak tak sie stalo
                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:55
                            symmetryisall napisał:

                            > Tak tak, niech broń boże za swoją zdradę pani jedna z drugą złego słowa nie usł
                            > yszy, bo się jeszcze poczuje urażona.

                            Miałaby prawo czuć się urażona słysząc słowo "kurwa" czy "szmata" z ust faceta, który podobno ją kochał.
                            Gdybym ja nazwał swoją byłą partnerkę w ten sposób niezależnie od tego co zrobiła, to miałbym niesmak w stosunku do siebie samego... Ja swoją byłą szanuję i rozumiem, że mimo, że jest wspaniałą kobietą miała prawo popełnić swoje błędy, tak jak ja popełniłem swoje...
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:54
                                  gravedigger1 napisał:

                                  >
                                  > Ach, mamy więc do czynienia z tym, który błędów nie popełnia i feruje wyroki. B
                                  > iedny młodziku... (przynajmniej pod względem psychicznym) ;))

                                  no takich nie popelnilem i nie sadze zebym polelnil

                                  za bardzo szanuje kobiety ktore, okresowo, nazywam "swoimi"
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:05
                                    ditchdoc napisał:

                                    > no takich nie popelnilem i nie sadze zebym polelnil

                                    Jak będziesz umierał, to dopiero wtedy będziesz mógł się w tym temacie wypowiadać. hehehe

                                    > za bardzo szanuje kobiety ktore, okresowo, nazywam "swoimi"

                                    Ty traktujesz kobiety przedmiotowo, nawet te, które nazywasz swoimi. Nie oszukuj się.
                            • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:49
                              > Gdybym ja nazwał swoją byłą partnerkę w ten sposób niezależnie od tego co zrobi
                              > ła, to miałbym niesmak w stosunku do siebie samego...

                              Jeszcze trochę i wyznasz, że przyłapawszy ją z gachem w pościeli, zacząłbyś od przeprosin, że im przeszkadzasz.
                                  • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:19
                                    gravedigger1 napisał:

                                    > Już wspomniałem w innym poście, że możecie załozyć z symetrycznym klub;) Wart P
                                    > ac... ;)

                                    nie obrazaj sie ze koles kasuje Cie idealnym komentarzem do bzdur ktore wygadujesz ;)

                                    przyznaje, majtersztyk
                                  • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:13
                                    > Już wspomniałem w innym poście, że możecie załozyć z symetrycznym klub;) Wart P
                                    > ac... ;)

                                    To, że Ditchdoc entuzjastycznie reaguje na moje niektóre wpisy, i to, że moje poglądy miejscami pokrywają się z jego poglądami, czy w końcu to, że jestem w stanie zrozumieć pewne jego zachowania i reakcje i nie potępiać ich czarno-biało w czambuł (w przeciwieństwie do Ciebie, pozwolę sobie zauważyć) nie znaczy jeszcze, że jesteśmy swoimi klonami.

                                    Emocje to sprawy bardzo skomplikowane i trudne do zrozumienia. Nie wypowiadając się za Doca - ja jestem facetem o krótkim loncie, szybko wybucham, ale równie szybko się uspokajam i zapominam. Zrobiłem w życiu dużo świństw, także wobec kobiet, równie dużo świństw zrobiono mnie. Nie mam poczucia, że zostałem przez życie skrzywdzony, zdaję sobie sprawę, że większość złych rzeczy, jaka mnie spotkała, to moja wina. Wielu ludziom powybaczałem rzeczy, które mi zrobili. Czasami potrafiłem się z nimi pojednać po latach. Ale zdrada przez ukochaną osobę, zdrada fizyczna, seks z innym mężczyzną, to jest rzecz, która mnie napawa tak strasznym obrzydzeniem, fizycznym, mdlącym obrzydzeniem, że na samą myśl aż się wzdrygam i coś mi się tam w środku telepie. Serio-serio. Całkiem możliwe, że mnie to odraża tak samo, jak Ciebie nazywanie ukochanej kurwą. I stosownie do tego odczucia reaguję.

                                    Jest mi przykro, że bezrefleksyjnie nazywasz mnie na tej podstawie chamem i dupkiem. Zwłaszcza, że choć sam naskakujesz o to na Ditchdoca, przypisujesz mi słowa i twierdzenia, których nigdy nie powiedziałem, wrzucając mnie do jednego worka z innymi osobami. Choćby Ditchdocem właśnie.
                                    • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:39
                                      symmetryisall napisał:

                                      > Ale zdrada przez ukochaną osobę, zdr
                                      > ada fizyczna, seks z innym mężczyzną, to jest rzecz, która mnie napawa tak stra
                                      > sznym obrzydzeniem, fizycznym, mdlącym obrzydzeniem, że na samą myśl aż się wzd
                                      > rygam i coś mi się tam w środku telepie. Serio-serio.

                                      Widzisz sam jak to jest. Reagujesz na zdradę w sposób atawistyczny, co jest podyktowane pierwotnym instynktem nakazującym nam rozprzestrzeniać własne geny i zwalczać rozprzestrzenianie się genów należących do konkurentów. Ja to rozumiem. Zapytam tylko, dlaczego, dając sobie prawo do działania pod wpływem pierwotnego instynku, odmawiasz innym podobnego prawa do działania pod wpływem podobnego pierwotengo instynktu, który skłania nas do poszukiwania różnych (czyt. wielu) dawców genów dla naszego potomstwa???

                                      > Jest mi przykro, że bezrefleksyjnie nazywasz mnie na tej podstawie chamem i dup
                                      > kiem. Zwłaszcza, że choć sam naskakujesz o to na Ditchdoca, przypisujesz mi sło
                                      > wa i twierdzenia, których nigdy nie powiedziałem, wrzucając mnie do jednego wor
                                      > ka z innymi osobami. Choćby Ditchdocem właśnie.

                                      Nie gdzie nie napisałem, że jesteś chamem i dupkiem. Nzwałem tylko postępowanie ditchdoca wobec kobiet chamstwem, a to różnica. Przepraszam, za wrzucenie do jednego worka z ditchdoc'iem. Należysz do innego "worka":)
                                      • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:08
                                        > Zapytam tylko, dlaczego, dając sobie prawo do działania pod wpływem pierwotneg
                                        > o instynku, odmawiasz innym podobnego prawa do działania pod wpływem podobnego
                                        > pierwotengo instynktu, który skłania nas do poszukiwania różnych (czyt. wielu)
                                        > dawców genów dla naszego potomstwa???

                                        Demagogia, drogi Grabarzu. "Równowagą" w związku dla instynktu szukania genów kobiety nie jest odraza do genów innych mężczyzn, tylko zawieszenie na kołku własnego instynktu tych genów rozsiewania. Oboje, wbrew wbudowanym w siebie atawizmom, ograniczamy swoją rozrodczość do partnera.

                                        Wg Twojej teorii, ulegając zazdrości o cielesność swojej partnerki, automatycznie wyrażam zgodę na jej dysponowanie tą cielesnością poza naszym związkiem. Wybacz, ale dla mnie brzmi to absurdalnie.
                                        • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:21
                                          symmetryisall napisał:

                                          > Demagogia, drogi Grabarzu. "Równowagą" w związku dla instynktu szukania genów k
                                          > obiety nie jest odraza do genów innych mężczyzn, tylko zawieszenie na kołku wła
                                          > snego instynktu tych genów rozsiewania. Oboje, wbrew wbudowanym w siebie atawiz
                                          > mom, ograniczamy swoją rozrodczość do partnera.

                                          Nie, to nie jest demagogia. To po prostu calkiem logicznie i naukowo wytłumaczona przyczyna męskiej zazdrości o partnerkę seksualną.

                                          Ja o żadnej równowadze nie pisałem. To prawda, zawieszasz swój instynkt rozsiewania genów, ale jednocześnie dajesz pełne pole do popisu instynktowi, który nakazuje Ci zwalczać rozprzestrzenianie się genów konkurencyjnych mężczyzn. Działasz więc atawistycznie, a jednocześnie potepiasz w czambuł atawistyczne zachowania zdradzjących. Czy to nie rozdwojenie jaźni?

                                          > Wg Twojej teorii, ulegając zazdrości o cielesność swojej partnerki, automatyczn
                                          > ie wyrażam zgodę na jej dysponowanie tą cielesnością poza naszym związkiem. Wyb
                                          > acz, ale dla mnie brzmi to absurdalnie.

                                          Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. To absurdalny wniosek.
                                          • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:32
                                            > Nie, to nie jest demagogia. To po prostu calkiem logicznie i naukowo wytłumaczo
                                            > na przyczyna męskiej zazdrości o partnerkę seksualną.

                                            Och, ja wcale nie przeczę, że taka może być przyczyna mojej zazdrości. Demagogią jest przekonywanie, że jeśli ulegam temu atawizmowi, to powinienem rozumieć i akceptować uleganie innym, krzywdzącym mnie atawizmom u partnerki.

                                            > Ja o żadnej równowadze nie pisałem.

                                            A szkoda, bo związek dwóch osób polega właśnie na równowadze.

                                            To prawda, zawieszasz swój instynkt rozsiew
                                            > ania genów, ale jednocześnie dajesz pełne pole do popisu instynktowi, który nak
                                            > azuje Ci zwalczać rozprzestrzenianie się genów konkurencyjnych mężczyzn. Działa
                                            > sz więc atawistycznie, a jednocześnie potepiasz w czambuł atawistyczne zachowan
                                            > ia zdradzjących. Czy to nie rozdwojenie jaźni?

                                            Atawizm atawizmowi nierówny. Napisałem już powyżej - uleganie jakiemuś atawistycznemu popędowi nie oznacza z automatu konieczności zgody na DOWOLNE atawistyczne zachowania partnera/partnerki. Jeśli ja ulegam atawistycznej zazdrości, to wynika z tego wyłącznie tyle, że hipokryzją byłoby z mojej strony potępiać atawistyczną zazdrość partnerki.

                                            > Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. To absurdalny wniosek.

                                            Oczywiście, że absurdalny, ale to właśnie jasno wynika z Twojej dotychczasowej argumentacji, że jeden atawizm usprawiedliwia drugi. Panie demagogu, odkręcaczu kota ogonem.
                                            • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:54
                                              symmetryisall napisał:

                                              > Och, ja wcale nie przeczę, że taka może być przyczyna mojej zazdrości. Demagogi
                                              > ą jest przekonywanie, że jeśli ulegam temu atawizmowi, to powinienem rozumieć i
                                              > akceptować uleganie innym, krzywdzącym mnie atawizmom u partnerki.

                                              Nie, nie musisz akceptować zdrady. Ale jeśli sam postępujesz pod wpływem pierwotnych instynktów, to powinieneś zrozumieć, że innym też to się może zdarzyć, co nie czyni ich automatycznie kurwami. Rozumieć a akceptować to dwie różne rzeczy.

                                              > A szkoda, bo związek dwóch osób polega właśnie na równowadze.

                                              Tak na rownowadze polega związek idealny. Ale nadal nie rozumiem, o co Ci chodziło z tą równowagą w odniesieniu do tego co w tym wątku napisalem.

                                              > Atawizm atawizmowi nierówny. Napisałem już powyżej - uleganie jakiemuś atawisty
                                              > cznemu popędowi nie oznacza z automatu konieczności zgody na DOWOLNE atawistycz
                                              > ne zachowania partnera/partnerki. Jeśli ja ulegam atawistycznej zazdrości, to w
                                              > ynika z tego wyłącznie tyle, że hipokryzją byłoby z mojej strony potępiać atawi
                                              > styczną zazdrość partnerki.

                                              Ale zauważ, że w gruncie rzeczy zdrada i zazdrość to przejawy jednego instynku pierwotnego związanego z rozrodczością, przetrwaniem gatunku i rozsiewaniem własnych genów. To są po prostu różne aspekty tego samego zjawiska.

                                              > Oczywiście, że absurdalny, ale to właśnie jasno wynika z Twojej dotychczasowej
                                              > argumentacji, że jeden atawizm usprawiedliwia drugi. Panie demagogu, odkręcaczu
                                              > kota ogonem.

                                              Ja niczego nie usprawiedliwiam, ani zdrady, ani przemocy słownej czy fizycznej ze strony zdradzonego faceta. Ja ROZUMIEM obydwa atawizmy, ale nie pochwalam ulegania im. Ty natomiasz akceptujesz jedno zachowanie atawistyczne, a odrzucasz inne, bardzo podobne w gruncie rzeczy.
                                              • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:22
                                                > Nie, nie musisz akceptować zdrady. Ale jeśli sam postępujesz pod wpływem pierwo
                                                > tnych instynktów, to powinieneś zrozumieć, że innym też to się może zdarzyć, co
                                                > nie czyni ich automatycznie kurwami. Rozumieć a akceptować to dwie różne rzecz
                                                > y.

                                                Och, i tu docieramy do sedna sporu. Miano "kurwy" dostaje się właśnie za to, że się uległo swoim pierwotnym popędom! Bo niby z jakiej innej przyczyny?

                                                Oczywiście, dla wyjaśnienia - nie zawsze i nie wszędzie, różne są zdrady, a ludzie nie są czarno-białymi konstruktami kierującymi się wyłącznie logiką. Ale owszem, moim zdaniem jest poziom draństwa i puszczalstwa, który zasługuje na miano kurestwa.

                                                > Ale zauważ, że w gruncie rzeczy zdrada i zazdrość to przejawy jednego instynku
                                                > pierwotnego związanego z rozrodczością, przetrwaniem gatunku i rozsiewaniem wła
                                                > snych genów. To są po prostu różne aspekty tego samego zjawiska.

                                                Zazdrość jest pochodną zdrady, owszem.

                                                Co do równowagi - chodziło mi o to, że w moim pojęciu związku obie strony rezygnują z równoważnych instynktów. Ja rezygnuję z siania spermą na lewo i prawo, żona rezygnuje z przyjmowania spermy innych atrakcyjnych samców. Jedno znosi drugie. Jeśli ja nie panuję nad swoją zazdrością, to nie mogę mieć pretensji, jeśli i żona nie zapanuje nad swoją.

                                                Owszem, wszystkie te dążenia i pragnienia są aspektami jednego, szerszego zjawiska rozrodczości i przekazywania genów, ale nie są aspektami równoważnymi i nie jest tak, moim zdaniem, że ulegając jednemu automatycznie musimy zgadzać się na wszystkie pozostałe. To nie takie proste.

                                                > Ja niczego nie usprawiedliwiam, ani zdrady, ani przemocy słownej czy fizycznej
                                                > ze strony zdradzonego faceta. Ja ROZUMIEM obydwa atawizmy, ale nie pochwalam ul
                                                > egania im. Ty natomiasz akceptujesz jedno zachowanie atawistyczne, a odrzucasz
                                                > inne, bardzo podobne w gruncie rzeczy.

                                                Bo krzywda, jaką wyrządzam żonie ulegając swojej atawistycznej zazdrości jest nieporównywalnie mniejsza, niż krzywda, którą wyrządziłbym jej ulegając atawistycznemu popędowi do ruchania na lewo i prawo. W gruncie rzeczy te popędy wcale nie są takie podobne, jak byś chciał, czego Ty albo nie rozumiesz, albo intencjonalnie omijasz w dyskusji. Nawet prowadząc z powodzeniem związek otwarty musisz rozumieć, że dla wielu osób zdrada jest krzywdą. Co plastycznie zostało opisane w paru ostatnich wątkach z serii "mąż mnie zdradził".
                                                • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:43
                                                  symmetryisall napisał:

                                                  > Och, i tu docieramy do sedna sporu. Miano "kurwy" dostaje się właśnie za to, że
                                                  > się uległo swoim pierwotnym popędom! Bo niby z jakiej innej przyczyny?

                                                  Bądź więc konsekwentny i mężczyznę, który ulega pierwotnym popędom bijąc ukochaną i wyzywając ją nazwij "sukinsynem" dodając przy tym, że nie masz nic przeciwko jego matce.

                                                  > Oczywiście, dla wyjaśnienia - nie zawsze i nie wszędzie, różne są zdrady, a lud
                                                  > zie nie są czarno-białymi konstruktami kierującymi się wyłącznie logiką. Ale ow
                                                  > szem, moim zdaniem jest poziom draństwa i puszczalstwa, który zasługuje na mian
                                                  > o kurestwa.

                                                  Jest też poziom frustracji męskiej, ktory zasługuje na miano sukinsyństwa i chamstwa.

                                                  > Co do równowagi - chodziło mi o to, że w moim pojęciu związku obie strony rezyg
                                                  > nują z równoważnych instynktów. Ja rezygnuję z siania spermą na lewo i prawo, ż
                                                  > ona rezygnuje z przyjmowania spermy innych atrakcyjnych samców. Jedno znosi dru
                                                  > gie. Jeśli ja nie panuję nad swoją zazdrością, to nie mogę mieć pretensji, jeśl
                                                  > i i żona nie zapanuje nad swoją.

                                                  Masz pełne prawo do wymagania wierności, jeśli sam jesteś wstanie jej dochować, ale mógłbyś również zrozumieć, że nie każdy jest w stanie utrzymać instynkty na wodzy, bo przecież Ty sam nie potrafisz utrzymać na wodzy swoich reakcji wywołanych zazdrością. Mam na myśli tylko zrozumienie, a nie akceptację zdrady.

                                                  > Owszem, wszystkie te dążenia i pragnienia są aspektami jednego, szerszego zjawi
                                                  > ska rozrodczości i przekazywania genów, ale nie są aspektami równoważnymi i nie
                                                  > jest tak, moim zdaniem, że ulegając jednemu automatycznie musimy zgadzać się n
                                                  > a wszystkie pozostałe. To nie takie proste.

                                                  Nie zgadzać się - rozumieć!

                                                  > W gruncie rzeczy te popędy wcale n
                                                  > ie są takie podobne, jak byś chciał, czego Ty albo nie rozumiesz, albo intencjo
                                                  > nalnie omijasz w dyskusji.

                                                  Te popędy są różne w "objawach", ale bardzo podobne jeśli chodzi o ich źródło.
                                                  • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 12:21
                                                    > Bądź więc konsekwentny i mężczyznę, który ulega pierwotnym popędom bijąc ukocha
                                                    > ną i wyzywając ją nazwij "sukinsynem" dodając przy tym, że nie masz nic przeciw
                                                    > ko jego matce.

                                                    Nie.

                                                    "> Jest też poziom frustracji męskiej, ktory zasługuje na miano sukinsyństwa i cha
                                                    > mstwa."

                                                    Tak.

                                                    Ale.

                                                    Tak jak nie każda kobieta, która zdradziła swojego mężczyznę, jest k..wą, tak nie każdy facet, który się wściekł i dał jej przez łeb, jest chamem i sukinsynem. Wszystko zależy od okoliczności, osobowości i tak dalej. Można zdradzić raz podczas kryzysu związku, a można zdradzać cynicznie wielokrotnie. I analogicznie - można w rozpaczy i wściekłości uderzyć kobietę, a potem mieć wyrzuty sumienia, a można być cynicznym pseudo-macho i traktować wszystkie jak szmaty z zasady.

                                                    > Masz pełne prawo do wymagania wierności, jeśli sam jesteś wstanie jej dochować,
                                                    > ale mógłbyś również zrozumieć, że nie każdy jest w stanie utrzymać instynkty n
                                                    > a wodzy, bo przecież Ty sam nie potrafisz utrzymać na wodzy swoich reakcji wywo
                                                    > łanych zazdrością. Mam na myśli tylko zrozumienie, a nie akceptację zdrady.

                                                    Ależ ja mechanizmy zdrady rozumiem, bo też jestem człowiekiem i też miewam różne pokusy. Przecież my tu wyłącznie o akceptacji, a nie o zrozumieniu rozmawiamy. A w tej dyskusji równowagi nie ma i być nie może, bo wyeliminowałeś sprytnie pojęcie zdrady ze swojego życia - nie można zdradzić kogoś, kto się na zdradę dobrowolnie zgadza :)

                                                    > Te popędy są różne w "objawach", ale bardzo podobne jeśli chodzi o ich źródło.

                                                    To tak, jakbyś porównywał do siebie kanibalizm i kradzież kanapki. Jedno i drugie różni się "objawami", ale mają wspólne źródło - głód.
                                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:04
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > Tak jak nie każda kobieta, która zdradziła swojego mężczyznę, jest k..wą, tak n
                                                    > ie każdy facet, który się wściekł i dał jej przez łeb, jest chamem i sukinsynem.

                                                    Dal mnie człowiek, który nazywa kobietę k...wą jest pożałowania godny. Można oceniać negatywnie czyn konkretnego człowieka, ale używanie tak ciężkiego przekleństwa w stosunku do bliźniego jest przejawem chamstwa.

                                                    > A w tej dyskusji równowagi nie ma i być nie może, bo wyeliminowałeś sprytnie
                                                    > pojęcie zdrady ze swojego życia - nie można zdradzić kogoś, kto się na zdradę d
                                                    > obrowolnie zgadza :)

                                                    Może być równowaga, bo pojęcie zdrady znam nie tylko z teorii.

                                                    > To tak, jakbyś porównywał do siebie kanibalizm i kradzież kanapki. Jedno i drug
                                                    > ie różni się "objawami", ale mają wspólne źródło - głód.

                                                    Moim zdaniem można porównywać kanibalizm z kradzieżą kanapki, jeśli oba "występki" wynikają z głodu właśnie ze wględu na wspólne źródło. Porównywanie wcale nie oznacza postawinia znaku rónwości między nimi. Tak samo porównując zdradę z emocjonalną reakcją zdradzonego, nie stawiam między nimi znaku równości. Pokazuję jedynie podobieństwa i kwestionuję męskie prawo do niskiej zazdrości i wynikających z niej pożałowania godnych postaw wobec kobiet przy jednoczesnym potępianiu w czambuł kobiet działających pod wpływem pokrewnych (ale nie tożsamych) atawistycznych pobudek.
                                                  • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:29
                                                    > Moim zdaniem można porównywać kanibalizm z kradzieżą kanapki, jeśli oba "występ
                                                    > ki" wynikają z głodu właśnie ze wględu na wspólne źródło. Porównywanie wcale ni
                                                    > e oznacza postawinia znaku rónwości między nimi.

                                                    To jest czcze teoretyzowanie. Wspólny mianownik kanibalizmu i kradzieży kanapki jest zbyt wątły, żeby cokolwiek z niego wynikało. Podobnie, moim zdaniem, ma się sprawa z zazdrością i zdradą. To, że należą do szerokiego zbioru atawistycznych zachowań, nie oznacza, że można konstruować jakiekolwiek tezy przyczynowo skutkowe z ich udziałem poza taką, że zdrada wywołuje zazdrość.

                                                    kwestionuję męskie prawo do niskiej zazdrości i wynika
                                                    > jących z niej pożałowania godnych postaw wobec kobiet przy jednoczesnym potępia
                                                    > niu w czambuł kobiet działających pod wpływem pokrewnych (ale nie tożsamych) at
                                                    > awistycznych pobudek.

                                                    Niskiej zazdrości? Czyli jest wysoka zazdrość? Czy może każda zazdrość jest niska?
                                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 16:15
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > To jest czcze teoretyzowanie. Wspólny mianownik kanibalizmu i kradzieży kanapki
                                                    > jest zbyt wątły, żeby cokolwiek z niego wynikało.

                                                    Ależ wynika bardzo dużo, np. to że człowiek głodny jest w stanie zarówno ukraść knapkę jak i zjeść drugiego człowieka. To czy kradnie czy zjad ainnego człowieka jest uzależnione przede wszystkim od tego jak bardzo jest głodny i jak silne są w nim hamulce powstrzymujące go przed popełnieniem czynu zabronionego jakim jest zarówno kradzież kanapki jak i kanibalizm.

                                                    > Podobnie, moim zdaniem, ma s
                                                    > ię sprawa z zazdrością i zdradą. To, że należą do szerokiego zbioru atawistyczn
                                                    > ych zachowań, nie oznacza, że można konstruować jakiekolwiek tezy przyczynowo s
                                                    > kutkowe z ich udziałem poza taką, że zdrada wywołuje zazdrość.

                                                    A moim zdaniem można porównywać zdradę i zachowania wynikające z zazdrości, co nie oznacza oczywiście, że gdziekolwiek pisałem o związkach przyczynowo-skutkowych między nimi. Ja pisalem o wspólnych korzeniach zdrady i zachowań zdradzonego mężczyzny.

                                                    > Niskiej zazdrości? Czyli jest wysoka zazdrość? Czy może każda zazdrość jest niska?

                                                    Nie napisałem nigdzie, że zazdość może być wyższym uczuciem. Użyłem przymiotnika "niska", żeby podkreslić, że uważam zazdrość za negatywne uczucie.
                                      • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:25
                                        > Widzisz sam jak to jest. Reagujesz na zdradę w sposób atawistyczny, co jest pod
                                        > yktowane pierwotnym instynktem nakazującym nam rozprzestrzeniać własne geny i z
                                        > walczać rozprzestrzenianie się genów należących do konkurentów.

                                        Emocjonalna reakcja na zdradę wynika nie tylko z podskórnej wściekłości, że ktoś śmiał zakraść się na nasze poletko rozrodcze. Zdrada to również, a dla niektórych może przede wszystkim, wpuszczenie w intymny świat dwojga ludzi osoby trzeciej. Ponieważ nie otwieramy się zbyt łatwo na każdego, ponieważ mamy swoje granice różne dla różnych ludzi i różnych rodzajów więzi, na zdradę możemy zareagować jak na zdemolowanie, pokrycie brudem naszej wspólnej z partnerem intymności, czyli nas samych też. Być może dlatego na myśl o zdradzie niektórym robi się fizycznie niedobrze.
                                        • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:37
                                          aandzia43 napisała:

                                          > Emocjonalna reakcja na zdradę wynika nie tylko z podskórnej wściekłości, że kto
                                          > ś śmiał zakraść się na nasze poletko rozrodcze. Zdrada to również, a dla niektó
                                          > rych może przede wszystkim, wpuszczenie w intymny świat dwojga ludzi osoby trze
                                          > ciej. Ponieważ nie otwieramy się zbyt łatwo na każdego, ponieważ mamy swoje gra
                                          > nice różne dla różnych ludzi i różnych rodzajów więzi, na zdradę możemy zareago
                                          > wać jak na zdemolowanie, pokrycie brudem naszej wspólnej z partnerem intymności
                                          > , czyli nas samych też. Być może dlatego na myśl o zdradzie niektórym robi się
                                          > fizycznie niedobrze.

                                          Zgadzam się z Tobą, ale zauważ, że piszesz o "nadbudówce", w której mieści się intymność. Ale ze wględu na to, że jesteśmy ludźmi ukształtowanymi przez miliony lat ewolucji, ta "nadbudówka" jest efektem tego, co mamy zapisane w genach. Pierwotną przyczyną naszego poczucia krzywdy w przypadku zdrady jest więc nasz pierwotny instynkt, który przejawia się pośrednio właśnie w takich wytworach naszej kultury jak miłość czy intymność.
                                          • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:18
                                            > Zgadzam się z Tobą, ale zauważ, że piszesz o "nadbudówce", w której mieści się
                                            > intymność.

                                            Zdaję sobie sprawę z biologicznego pochodzenia naszych uczuć, ale intymność rozumiana jako zamknięty dla postronnych świat między dwojgiem ludzi to dużo więcej niż prosta kontynuacja potrzeby rozsiewania swoich genów. Intymność (nie tylko na płaszczyźnie erotycznej) to misterna konstrukcja budowana przez dwoje ludzi. Pojawienie się intruza zaburza harmonię, niszczy konstrukcję, narusza granice związku, a tym samym osoby, której wprowadzenie intruza się nie podoba. Stąd gwałtowne czasem reakcje.
                                            • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:32
                                              aandzia43 napisała:

                                              > Zdaję sobie sprawę z biologicznego pochodzenia naszych uczuć, ale intymność roz
                                              > umiana jako zamknięty dla postronnych świat między dwojgiem ludzi to dużo więce
                                              > j niż prosta kontynuacja potrzeby rozsiewania swoich genów. Intymność (nie tylk
                                              > o na płaszczyźnie erotycznej) to misterna konstrukcja budowana przez dwoje ludz
                                              > i. Pojawienie się intruza zaburza harmonię, niszczy konstrukcję, narusza granic
                                              > e związku, a tym samym osoby, której wprowadzenie intruza się nie podoba. Stąd
                                              > gwałtowne czasem reakcje.

                                              To prawda, intymność to misterna konstrukcja, ale to wcale nie wyklucza, że źródłem powstania czegoś takiego jak intymność jest pierwotny instynkt. Powiedz mi, w jaki sposób nasz mózg byłby zdolny do tworzenia intymności, gdyby natura nie dała nam takiej możliwości poprzez genetyczne modyfikacje pojawiające się w trakcie ewolucji. Oczywiście, jeśli jesteś zwolenniczką kreacjonizmu, to nasza dyskusja nie ma większego sensu, bo wiarę się ma albo nie i nie można jej dogmatów poddawać zdroworozsadkowej dyspucie.

                                              Ja rozumiem gwałtowne reakcje zdradzonych, podobnie jak rozumiem zdradzających. Natomiast nie akceptuję zachowań będących udziałem ditchdoc'a, który swoją byłą już od dość długiego czasu (tak się domyłśam, bo ma już inną dziwczynę, z którą już od dawna uprawia seks) wyzywa od kurew i szmat.
                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:00
                                symmetryisall napisał:

                                > Jeszcze trochę i wyznasz, że przyłapawszy ją z gachem w pościeli, zacząłbyś od
                                > przeprosin, że im przeszkadzasz.

                                Ciekawy wniosek, ale bezpodstawny. No i po co ten skrajny przykład? Żeby usprawiedliwić własne chamstwo w stosunku do ukochanej kobiety? To jak to jest? Można w jednej chwili przestać kochać kobietę, bo zdradziła? Jeśli miłość jest prawdziwa, to nie przemija w jednej chwili. Jednym słowem, jeśli kobieta która zdradziła słyszy od swojego ukochanego, że jest kurwą to w gruncie rzeczy miała rację, że zaszalała z innym.
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:44
                                    eruiluvatar napisał:

                                    > Jeśli kobieta wskutek szoku porodowego może zabić własne dziecko, to czemu face
                                    > t wskutek szoku "zdradowego" miałby nie móc nazwać kurwy kurwą?

                                    Może zabić, ale spotka ją wtedy kara za czyn zabroniony prawem. Można również w szoku nazwać kobietę kurwą, ale jest to czyn niegodny faceta, który kocha swoją kobietę. I zauważ, że ditchdoc był w szoku, gdy się dowiedział o zdradzie, ale mimo że upłynęło już sporo czasu od tamtego wydarzenia, on nadal wyzywa swoją byłą kurwą i szmatą. To już nie jest działanie w afekcie. To już jest regularnie chamskie i prostackie zachowanie.
            • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:54
              o wlasnie, a ditchdoc nie lubisz pogladow Korwina-Mikke i Cejrowskiego?

              > > nie nienawidze, mowienie per "kurew" to nie jest wyzwisko czy agresja tyl
              > ko po
              > > prostu stwierdzenie faktu, jak imie.

              jak juz piszemy o tym slowie, to od dawien dawna oznaczało kobiete uprawiajaca seks za pieniadze, a zdradzajace kobiety seksza sie z obcymi zazwyczaj dla przyjemnosci a nie dla kasy...
              dzieki Tobie i kolegom, o ktorych pisalam wczesniej slowo to nabiera nowego znaczenia, ktore jest po prostu wyrazem CHAMSTWA
              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:58
                vergaa napisała:

                > jak juz piszemy o tym slowie, to od dawien dawna oznaczało kobiete uprawiajaca
                > seks za pieniadze, a zdradzajace kobiety seksza sie z obcymi zazwyczaj dla przy
                > jemnosci a nie dla kasy...
                > dzieki Tobie i kolegom, o ktorych pisalam wczesniej slowo to nabiera nowego zna
                > czenia, ktore jest po prostu wyrazem CHAMSTWA

                :D
                no tak, z nas dwojga to ja jestem chamem

                kobieta uprawiajaca sex za pieniadze to prostutytka, tak brzydko sie o nich nie mowi ;)
      • anital36 Re: Facet po zdradzie 22.09.10, 07:26
        ditchdoc napisał
        >
        > wiekszosc mezczyzn w Polsce chce zony i dzieci, potem maja dziewuche ktora ich
        > zdradzi i bystrzejsi od razu rozumieja o co chodzi, glupsi otrzymuja podobna le
        > kcje od nastepnej. I zmieniaja podejscie.


        W nie których przypadkach jest tak że to facet zdradzi pierwszy dla czego my kobiety mamy byc gorsze i sie nie zrewanzować .
        A póżniej wychodzi na to że to on nosi poroża jak "Pałac Kultury " ale to on zaczął pierwszy :)
    • zakletawmarmur Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:18

      Dobry post:-)

      Ja też ostatnimi czasy zauważam całą masę podobnych męskich zjawisk...
      Zauważ, że Ci faceci, którzy coś sobą reprezentują jakoś nie wyzywają kobiet od kurew, nie doszukują się wszędzie wykorzystywania biednych mężczyzn i nie mają jakiś leków "czy ona nie próbuje mnie wychujać". Generalnie Ci interesujący mężczyźni, przy których nogi miękną, są pozytywni i pewni siebie:-) Może mają tą wewnętrzną pewność siebie, że są za fajni, żeby jakaś kobieta chciała ich wykorzystać?
      IMO jeśli facet w każdej kobiecie doszukuje się kombinatorki to w ten sposób wysyła komunikat "jestem dupkiem i jeśli chciałabyś ze mną być to tylko dlatego, że chcesz mnie oszukać". Mnie taka postawa strasznie zniechęca. A nie moge powiedzieć, żebym w jakiś sposób oszukiwała któregoś z moich facetów. Do tej pory nie czerpałam korzyści materialnych z tytułu "posiadania faceta" a zdradzać też nie zdradzałam:-) Zdecydowanie bardziej atrakcyjni wydają mi się mężczyźni, którzy kobiety lubią a nawet podziwiają.
      • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:27
        zakletawmarmur napisała:

        > Zauważ, że Ci faceci, którzy coś sobą reprezentują jakoś nie wyzywają kobiet od
        > kurew, nie doszukują się wszędzie wykorzystywania biednych mężczyzn i nie mają
        > jakiś leków "czy ona nie próbuje mnie wychujać".

        zgadza sie, kurwom sie nie mowi ze sa kurwami, daje sie liscia i kaze wypeirdalac :) zapominajac o niej w nastepnej seksundzie. Wyswiska i krzyki to faktycznie nie to.

        > Generalnie Ci interesujący mę
        > żczyźni, przy których nogi miękną, są pozytywni i pewni siebie:-) Może mają tą
        > wewnętrzną pewność siebie, że są za fajni, żeby jakaś kobieta chciała ich wyko
        > rzystać?

        to sa ci mezczyzni, ktorzy raz zostali nauczeni i dobrze zinterpretowali lekcje. Podrywaja co chca i kiedy chca, nie sa obrazeni na calosc rodzaju zenskiego, jak np. byly vergii.

        > IMO jeśli facet w każdej kobiecie doszukuje się kombinatorki to w ten sposób wy
        > syła komunikat "jestem dupkiem i jeśli chciałabyś ze mną być to tylko dlatego,
        > że chcesz mnie oszukać".

        a co ma robic koles ktory trafil na taka ktora pomimo szczerych checi i nawet milosci, zamiast go po prostu zostawic, byl zdradzany?
        Nie wszyscy umieja sie szybko, czy nawet wogole, wyleczyc. Jesli facet trafil na pierwsza kurewka przed 30 to ciezko mu bedzie.

        > Mnie taka postawa strasznie zniechęca. A nie moge powi
        > edzieć, żebym w jakiś sposób oszukiwała któregoś z moich facetów. Do tej pory n
        > ie czerpałam korzyści materialnych z tytułu "posiadania faceta" a zdradzać też
        > nie zdradzałam:-) Zdecydowanie bardziej atrakcyjni wydają mi się mężczyźni, któ
        > rzy kobiety lubią a nawet podziwiają.
        >

        zgadza sie, sam lubie i podziwiam

        powtarzam poraz 100, odrozniajcie kurwe od kobiety
        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:35
          ditchdoc napisał:

          > zgadza sie, kurwom sie nie mowi ze sa kurwami, daje sie liscia i kaze wypeirdal
          > ac :) zapominajac o niej w nastepnej seksundzie. Wyswiska i krzyki to faktyczni
          > e nie to.

          Jeżeli ktoś mówi, że kocha kobietę (bo zakładam, że o taki przypadek chodzi) a przy tym bije ją i wypędza, bo zdradziła, to oznacza, że do uczucia jakim jest miłość nie jest zdolny. On chce mieć tylko na własność kobietę, którą może jak się wyraziłeś nie raz "ruchać" bez dzielenia się z nią z innymi.
          • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:41
            gravedigger1 napisał:


            > Jeżeli ktoś mówi, że kocha kobietę (bo zakładam, że o taki przypadek chodzi) a
            > przy tym bije ją i wypędza, bo zdradziła, to oznacza, że do uczucia jakim jest
            > miłość nie jest zdolny. On chce mieć tylko na własność kobietę, którą może jak
            > się wyraziłeś nie raz "ruchać" bez dzielenia się z nią z innymi.

            nie bije
            dalem plaskiego zeby sie w koncu odpierdolila i przestala lamentowac jaki jestem cudowny, jak mnie kocha i jak przeprasza

            milosc niczego nie zmienia, ona nie kocha skoro wyruchala innego mezczyzne, moje uczucia do niej nie maja znaczenia
              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:53
                gravedigger1 napisał:

                > Twoje uczucia nie mają znaczenia, bo ich nie ma i nie było...

                tak, wiesz lepiej

                to ze Ty akceptujesz to ze twoja zona/kobieta kleka przed innymi mezczyznami nie znaczy ze innie beda czy nawet powinni
                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:17
                  ditchdoc napisał:

                  > to ze Ty akceptujesz to ze twoja zona/kobieta kleka przed innymi mezczyznami ni
                  > e znaczy ze innie beda czy nawet powinni

                  Oczywiście, że inni nie muszą czegoś takiego akceptować, ale to nie znaczy, że mają moralne prawo do traktowania swojej partnerki (nawet tej zdradzającej) z "liścia" i tekstami "wypierdalaj".
                  • kag73 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:24
                    "Oczywiście, że inni nie muszą czegoś takiego akceptować, ale to nie znaczy, że mają moralne prawo do traktowania swojej partnerki (nawet tej zdradzającej) z "liścia" i tekstami "wypierdalaj".

                    Otoz, z tym sie zgadzam. Partner jest wolnym czlowiekiem, nie moim niewolnikiem. Jezeli chce zdradzic i to zrobi, jego wybor. Inna rzecz co ja z tym zrobie.
                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:27
                    gravedigger1 napisał:

                    > Oczywiście, że inni nie muszą czegoś takiego akceptować, ale to nie znaczy, że
                    > mają moralne prawo do traktowania swojej partnerki (nawet tej zdradzającej) z "
                    > liścia" i tekstami "wypierdalaj".

                    informuje swoje kobiety co mysle o zdradzie i zdradzajacych, przynajmniej od tej pierwszej. Powiem Ci ze po lisciu uznala mnie za cudownego mezczyzne, prosila, przchodzila do domu, mowila ze kocha itd ;)

                    standradowa kurew. Obstaje za swoim

                    szanuje i traktuje godnie kobiety, zgodnie z obowiazujacymi zasadami. Kobiety, nie kurwy.
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:38
                      ditchdoc napisał:

                      > informuje swoje kobiety co mysle o zdradzie i zdradzajacych, przynajmniej od te
                      > j pierwszej. Powiem Ci ze po lisciu uznala mnie za cudownego mezczyzne, prosila
                      > , przchodzila do domu, mowila ze kocha itd ;)

                      To że ona po liściu jeszcze do Ciebie przychodziła świadczyć może o tym, że naprawdę Cię kochała, tylko że zbłądziła. A każdy może zbłądzić... Natomiast twoje zachowanie swiadczy o tym, że kochasz bardziej własne ego niż kobietę...

                      > standradowa kurew. Obstaje za swoim

                      Swoją drogą, miała szczęście, że Cię zdradziła i dzieki temu w porę zakończył się jej związek z Tobą. Inaczej miałaby przechlapane przez być może całe życie...

                      > szanuje i traktuje godnie kobiety, zgodnie z obowiazujacymi zasadami. Kobiety,
                      > nie kurwy.

                      Nikogo nie szanujesz. Jesteś pełen pogardy.
                      • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:48
                        gravedigger1 napisał:

                        > To że ona po liściu jeszcze do Ciebie przychodziła świadczyć może o tym, że nap
                        > rawdę Cię kochała, tylko że zbłądziła. A każdy może zbłądzić... Natomiast twoje
                        > zachowanie swiadczy o tym, że kochasz bardziej własne ego niż kobietę...
                        >

                        mylisz, tak robi kazda jedna bez wyjatku gwiazdeczka ktorej bylo za dobrze, puszczala sie i ktorej chlop/maz nie byl na tyle glupi i kompletnie wyzbyty jaj zeby ja przyjac spowrotem

                        standardowe, pisalem wiele razy, zachowanie kurwy na odrzucenie

                        > Swoją drogą, miała szczęście, że Cię zdradziła i dzieki temu w porę zakończył s
                        > ię jej związek z Tobą. Inaczej miałaby przechlapane przez być może całe życie..
                        > .
                        nie wiem, zle jej nie bylo, mojej aktualnej tez nie jest. Jestem pewien ze jak bedzie zle to sama odejdzie.
                        Jestem pewien ze Twojej zonie jest super ;)

                        > Nikogo nie szanujesz. Jesteś pełen pogardy.

                        nie
                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 16:03
                          ditchdoc napisał:

                          > mylisz, tak robi kazda jedna bez wyjatku gwiazdeczka ktorej bylo za dobrze, pus
                          > zczala sie i ktorej chlop/maz nie byl na tyle glupi i kompletnie wyzbyty jaj ze
                          > by ja przyjac spowrotem

                          Zadziwia mnie Twoja zdolność do rozciągania wniosków wynikających z jednostkowego doświadczenia na cały zbiór "gwiazdeczek"... I Ty jesteś naukowcem??? OMC doktorem???

                          > standardowe, pisalem wiele razy, zachowanie kurwy na odrzucenie

                          Standardowy to jest Twój niesamowicie zawężony horyzont myślowy... Nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, ale przemawiają przez Ciebie pierwotne instynkty, które tak potępiasz jeśli chodzi o zdradzające kobiety;)

                          > nie wiem, zle jej nie bylo, mojej aktualnej tez nie jest. Jestem pewien ze jak
                          > bedzie zle to sama odejdzie.

                          Tego nie wiemy. Mamy tylko Twoje słowa. Nie powinieneś mówić w imieniu byłej.

                          > Jestem pewien ze Twojej zonie jest super ;)

                          Zapytaj ją sam;))

                          > > Nikogo nie szanujesz. Jesteś pełen pogardy.
                          >
                          > nie

                          Tak. Moje słowo ma taką samą wagę jak Twoje;)
                          • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:02
                            gravedigger1 napisał:


                            > Zadziwia mnie Twoja zdolność do rozciągania wniosków wynikających z jednostkowe
                            > go doświadczenia na cały zbiór "gwiazdeczek"... I Ty jesteś naukowcem??? OMC do
                            > ktorem???

                            wszyscy tutaj pisza na podstawie swoich doswiadczen, mam nadzieje przynajmniej

                            > Standardowy to jest Twój niesamowicie zawężony horyzont myślowy... Nie wiem, cz
                            > y sobie zdajesz sprawę, ale przemawiają przez Ciebie pierwotne instynkty, które
                            > tak potępiasz jeśli chodzi o zdradzające kobiety;)

                            zawężony czy nie, tak wlasnie zawsze jest ;), w przypadkach ktore ja znam tak bylo

                            > Tego nie wiemy. Mamy tylko Twoje słowa. Nie powinieneś mówić w imieniu byłej.
                            >

                            po tym jak dlugo ryczala ze chce spowrotem, jak jej matka do mnie dzwonila, jak przychodzila i stala pod drzwiami mimo ze nie otwieralem, po tym ze musialem nr telefonu zmienic stwierdzam ze jednak nie bylo az tak zle

                            widac "kurew" i lisc az tak jej nie obrazil jak tego bys chcial ;)
                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:18
                              ditchdoc napisał:

                              > wszyscy tutaj pisza na podstawie swoich doswiadczen, mam nadzieje przynajmniej

                              Powiedz mi, dlaczego rozciągasz swoje jednostkowe doświadczenie na grupę ludzi, których nie znasz???

                              > zawężony czy nie, tak wlasnie zawsze jest ;), w przypadkach ktore ja znam tak bylo

                              Ale to był tylko jeden przypadek, moze znasz kilka przypadków. Jakim prawem uogólniasz ten wniosek??? Pomyśl najpierw, kolego!

                              > po tym jak dlugo ryczala ze chce spowrotem, jak jej matka do mnie dzwonila, jak
                              > przychodzila i stala pod drzwiami mimo ze nie otwieralem, po tym ze musialem n
                              > r telefonu zmienic stwierdzam ze jednak nie bylo az tak zle

                              To są wszystko tylko Twoje słowa. Nie mamy tu zeznania drugiej strony, więc Twoje argumenty o tym, że było jej z Tobą dobrze mozna między bajki włożyć.
                              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 20:21
                                gravedigger1 napisał:

                                > Ale to był tylko jeden przypadek, moze znasz kilka przypadków. Jakim prawem uog
                                > ólniasz ten wniosek??? Pomyśl najpierw, kolego!

                                jeden moj, wiecej kolegow, zawsze mialem racje i zawsze bylo tak jak powiedzialem ze bedzie

                                > To są wszystko tylko Twoje słowa. Nie mamy tu zeznania drugiej strony, więc Two
                                > je argumenty o tym, że było jej z Tobą dobrze mozna między bajki włożyć.

                                napinka przez internet mnie nie interesuje

                                zawsze jak powiem cos co kompletnie nie pasuje do tych bzdur ktore wygadujesz, ze wymyslam?

                                mysle ze wielu mezczyzn ktorzy slusznie wystawili niewierna zone/kobiete za drzwi raczej szorstko ja traktujac potwierdzi ze tak to wyglada
                                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:48
                                  ditchdoc napisał:

                                  > jeden moj, wiecej kolegow, zawsze mialem racje i zawsze bylo tak jak powiedzial
                                  > em ze bedzie

                                  No proszę, mamy tu wyrocznię, alfę i omegę!!! Nie mam więcej pytań do Pana.

                                  > zawsze jak powiem cos co kompletnie nie pasuje do tych bzdur ktore wygadujesz,
                                  > ze wymyslam?

                                  Moim zdaniem to ty wygadujesz bzdury. Możemy tylko dyskutować na temat swoich przekonań, które tu prezentujemy. Motywów działąnie twojej byłej nie znamy, a twoje "wrażenia" co do tych motywów są zbyt subiektywne, by mogły być argumentem w dyskusji.
                      • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:59
                        > To że ona po liściu jeszcze do Ciebie przychodziła świadczyć może o tym, że nap
                        > rawdę Cię kochała, tylko że zbłądziła. A każdy może zbłądzić...

                        I każdy może o konsekwencjach swoich czynów pomyśleć wcześniej.
          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:49
            > Jeżeli ktoś mówi, że kocha kobietę (bo zakładam, że o taki przypadek chodzi) a
            > przy tym bije ją i wypędza, bo zdradziła, to oznacza, że do uczucia jakim jest
            > miłość nie jest zdolny. On chce mieć tylko na własność kobietę, którą może jak
            > się wyraziłeś nie raz "ruchać" bez dzielenia się z nią z innymi.

            Któryś z pop-psychologów polskich rozstrzygał już tę kwestię. Na pytanie "Czy jeśli ktoś nie może wybaczyć zdrady, to oznacza, że jest złym człowiekiem?" odpowiedział "Nie, to oznacza tylko tyle, że jego miłość własna jest większa niż miłość do drugiej osoby."

            Ja się z tym zgodzę, o ile pod "miłość własna" podstawimy "szacunek dla siebie samego".

            Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie samego, to nie może go oczekiwać od innych. Dlatego nie relatywizujmy nadmiernie.

            Znów się tu pojawia tendencja do wybielania zdradzających. Bo się potknęli, bo trzeba im wybaczyć, bo sraty-pierdaty.

            Obrzydliwość.
            • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:00
              symmetryisall napisał:

              > Ja się z tym zgodzę, o ile pod "miłość własna" podstawimy "szacunek dla siebie
              > samego".
              >
              > Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie samego, to nie może go oczekiwać od innych
              > . Dlatego nie relatywizujmy nadmiernie.
              >
              > Znów się tu pojawia tendencja do wybielania zdradzających. Bo się potknęli, bo
              > trzeba im wybaczyć, bo sraty-pierdaty.
              >
              > Obrzydliwość.
              >

              zachecam do wiekszej aktywnosci, w miare mozliwosci i ochoty oczywiscie

              wiesz wiecej, masz doswiadczenie, znasz zachowania kurew i do tego dobrze piszesz
              • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:21
                ditchdoc napisał:

                > zachecam do wiekszej aktywnosci, w miare mozliwosci i ochoty oczywiscie
                >
                > wiesz wiecej, masz doswiadczenie, znasz zachowania kurew i do tego dobrze piszesz

                No, no. Szukuje się tu chyba założenie klubu facetów z przerostem ego;))
            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:04
              symmetryisall napisał:

              > Któryś z pop-psychologów polskich rozstrzygał już tę kwestię. Na pytanie "Czy j
              > eśli ktoś nie może wybaczyć zdrady, to oznacza, że jest złym człowiekiem?" odpo
              > wiedział "Nie, to oznacza tylko tyle, że jego miłość własna jest większa niż mi
              > łość do drugiej osoby."

              Zgadzam się z tym.

              > Ja się z tym zgodzę, o ile pod "miłość własna" podstawimy "szacunek dla siebie
              > samego".

              Niczego nie podstawiaj. Chodzi właśnie o miłość własną, o urażone ego, a nie o tę drugą osobę, którą się niby kocha.

              > Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie samego, to nie może go oczekiwać od innych
              > . Dlatego nie relatywizujmy nadmiernie.

              Jeśli ktoś ma szacunek do siebie, to ma również szacunek do osoby, która kocha. I przez wgląd na to co ich łączy, jest przynajmniej w stanie wysłuchać drugiej strony i jej przebaczyć, mimo decyzji o rozstaniu. Ale ktoś kto "daje z liścia", każe z miejsca "wypierdalać" daje świadectwo o samym sobie, o tym że nie jest pewien własnej wartości i ma tak czułe ego, że dopiero co gorące uczucie miłości zmienia się w nienawiść. Piszę to, bo sam przeszedłem fazę transformacji miłości w nienawiść w wyniku tego, co zrobiła moja ukochana. Wiem więc o czym mówię, i wiem że gdybym kochał ją bardziej niż własne ego, to takiej negatywnej transformacji nie byłoby.

              > Znów się tu pojawia tendencja do wybielania zdradzających. Bo się potknęli, bo
              > trzeba im wybaczyć, bo sraty-pierdaty.
              >
              > Obrzydliwość.

              Oczywiście, ukamienować ich!!! Przecież jesteś człowiekiem bez moralnej skazy! Zuważ, że JPII, który posiadał wysokie przymioty moralne nigdy nie potępiał z definicji, ale starał się dostrzec w kązdym człowieka, w każdym coś dobrego.
              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:31
                gravedigger1 napisał:

                > Oczywiście, ukamienować ich!!! Przecież jesteś człowiekiem bez moralnej skazy!
                > Zuważ, że JPII, który posiadał wysokie przymioty moralne nigdy nie potępiał z d
                > efinicji, ale starał się dostrzec w kązdym człowieka, w każdym coś dobrego.

                nie ukamienowac, nie jestesmy muzelmanami ;)

                wiec to zdrada zony nauczyla Cie "otwartosci" w zwiazkach? :)
                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:41
                  ditchdoc napisał:

                  > nie ukamienowac, nie jestesmy muzelmanami ;)

                  Niewiele się od nich różnisz. Gdybyś żył wśród talibów, to myślę, że kamienowałbyś takie kobiety.

                  > wiec to zdrada zony nauczyla Cie "otwartosci" w zwiazkach? :)

                  Mnie żona nigdy nie zdradziła. Bo zdrada oznacza, że zrobiła coś "nielegalnego" z kimś bez mojej wiedzy. A tak nie było;)
                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:54
                    gravedigger1 napisał:

                    > Niewiele się od nich różnisz. Gdybyś żył wśród talibów, to myślę, że kamienował
                    > byś takie kobiety.
                    >
                    gdybym..
                    gdyby ludzie nie zdradzali wogole nie byloby problemu

                    >
                    > Mnie żona nigdy nie zdradziła. Bo zdrada oznacza, że zrobiła coś "nielegalnego"
                    > z kimś bez mojej wiedzy. A tak nie było;)

                    mowie poraz kolejny, to ze Tobie nie przeszkadza ze Twoja zona uprawia sex z innymi mezczyznami to twoja i jej sprawa, dla mnie sex kobiety bedacej w zwiazku ze mna z innym mezczyna to automatyczna eksmisja z mieszkania, otrzezwiajacy lisc zeby wiedziala komu wprzyszlosci alfowe ma placic i drugie imie, "kurwa"
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 16:10
                      ditchdoc napisał:

                      > gdyby ludzie nie zdradzali wogole nie byloby problemu

                      Gdyby babcia miała wąsy, to by dziadkiem była! ;) Wiesz, że jest to nierelane. Chyba, że ewolucja zmieni nas diametralnie i będziemy rozmnażać się przez pączkowanie;)))

                      > mowie poraz kolejny, to ze Tobie nie przeszkadza ze Twoja zona uprawia sex z in
                      > nymi mezczyznami to twoja i jej sprawa, dla mnie sex kobiety bedacej w zwiazku
                      > ze mna z innym mezczyna to automatyczna eksmisja z mieszkania, otrzezwiajacy li
                      > sc zeby wiedziala komu wprzyszlosci alfowe ma placic i drugie imie, "kurwa"

                      Ależ ja rozumiem, że masz prawo do związku bez zdrady. Jedyne co uważam za złe z Twojej strony, to traktowanie kobiety, ktorą dopiero co kochałeś jak "kurwy" i "szmaty". Wybacz to świadczy o Tobie dobitnie...
              • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:35
                Piszę to, bo sam przeszedłem fazę transformacji mi
                > łości w nienawiść w wyniku tego, co zrobiła moja ukochana. Wiem więc o czym mów
                > ię, i wiem że gdybym kochał ją bardziej niż własne ego, to takiej negatywnej tr
                > ansformacji nie byłoby.

                Otóż widzisz, a ja przeżyłem zdradę, właściwie na moich oczach, i nie przerodziło mi się to w nienawiść. Wybaczyłem, jak zakochany szczeniak. Potem się rozstaliśmy, minęło dużo czasu i właściwie dużej zadry mi to nie zostawiło. Ale ogólnie, z perspektywy lat patrząc, tak sobie myślę, że jakbym został zdradzony teraz, to bym się po prostu zawinął i zniknął. Szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda siebie. W sumie tak jak Ditchdoc, choć może nie tłukłbym po pysku.

                > Oczywiście, ukamienować ich!!! Przecież jesteś człowiekiem bez moralnej skazy!

                Hop-siup ze skrajności w skrajność.
                Dlaczego zaraz ukamienować? Wystarczy nazywać rzeczy po imieniu.

                > Zuważ, że JPII, który posiadał wysokie przymioty moralne nigdy nie potępiał z d
                > efinicji, ale starał się dostrzec w kązdym człowieka, w każdym coś dobrego.

                Ja akurat jestem z tych, co nie płakali po papieżu. I też dopatruję się w ludziach dobrych rzeczy. Ale wizja własnej żony obciągającej pałę obcemu facetowi potrafi, moim zdaniem, mocno zamglić wzrok.
                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:48
                  symmetryisall napisał:

                  > Otóż widzisz, a ja przeżyłem zdradę, właściwie na moich oczach, i nie przerodzi
                  > ło mi się to w nienawiść. Wybaczyłem, jak zakochany szczeniak.

                  Pochwały godne!

                  > Ale ogóln
                  > ie, z perspektywy lat patrząc, tak sobie myślę, że jakbym został zdradzony tera
                  > z, to bym się po prostu zawinął i zniknął. Szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda
                  > siebie. W sumie tak jak Ditchdoc, choć może nie tłukłbym po pysku.

                  Zwinąć się i zniknąć, a potraktować z liścia i rzec do ukochanej "wypierdalaj", to zupełnie dwie różne rzeczy.


                  > Hop-siup ze skrajności w skrajność.
                  > Dlaczego zaraz ukamienować? Wystarczy nazywać rzeczy po imieniu.

                  Oczywiście z tym ukanmienowaniem to było przejaskrawienie, ale nie tak dalekie od rzeczywistości. Takie rzeczy kobietom zdradzającym robi się naprawdę. i to wcale nie tak daleko od nas...

                  > Ja akurat jestem z tych, co nie płakali po papieżu.

                  To nie ma nic do rzeczy. Przytoczyłem przykład papieża, bo kto jak kto na tej ziemi, ale on miałby moralne prawo do potępiania, jednak nie robił tego. I to świadczy o jego wielkości, o jego zdolności i chęci zrozumienia drugiego człowieka.

                  > I też dopatruję się w ludzi
                  > ach dobrych rzeczy. Ale wizja własnej żony obciągającej pałę obcemu facetowi po
                  > trafi, moim zdaniem, mocno zamglić wzrok.

                  A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu facetowi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))
                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:57
                    gravedigger1 napisał:

                    > A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu face
                    > towi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))

                    a no wlasnie
                    TY tak uwazasz ;)
                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 17:40
                    > Pochwały godne!

                    Nie. Z perspektywy czasu uważam, że to było raczej żałosne. Nie zaskarbiłem sobie bynajmniej szacunku tej dziewczyny tym wybaczeniem. Powinienem był splunąć jej pod nogi, odwrócić się na pięcie i trzasnąć drzwiami.

                    > Zwinąć się i zniknąć, a potraktować z liścia i rzec do ukochanej "wypierdalaj",
                    > to zupełnie dwie różne rzeczy.

                    No nie wiem. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której zdrada boli tak bardzo, że zdradzony posuwa się do agresji werbalnej i fizycznej.

                    > A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu face
                    > towi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))

                    Dla mnie to jest coś wielkiego. Do tego stopnia, że czułbym fizyczną odrazę przed kontaktem z taką kobietą.
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:23
                      symmetryisall napisał:

                      > Nie. Z perspektywy czasu uważam, że to było raczej żałosne. Nie zaskarbiłem sob
                      > ie bynajmniej szacunku tej dziewczyny tym wybaczeniem. Powinienem był splunąć j
                      > ej pod nogi, odwrócić się na pięcie i trzasnąć drzwiami.

                      To byłoby właśnie żałosne. Zachowałbyś się jak dupek do kwadratu.

                      > No nie wiem. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której zdrada boli tak
                      > bardzo, że zdradzony posuwa się do agresji werbalnej i fizycznej.

                      Ja też jestem w stanie wyobrazić sobie. Jestem w stanie nawet wyobrazić sobie, ze z powodu zdrady ktoś zabija osobę, która zdradziła. Ale czy to oznacza, że mam takie zabójstwo zaakceptować???

                      > Dla mnie to jest coś wielkiego. Do tego stopnia, że czułbym fizyczną odrazę prz
                      > ed kontaktem z taką kobietą.

                      Rozumiem to doskonale. To jest działanie naszej pierwotnej natury, która "dąży" do rozprzestrzeniania naszych własnych genów, a nie genów innego osobnika, który jest przecież pierwotnym rywalem. Jak widzisz, jesteś w swojej odrazie bardzo podobny do tych, którzy ulegają pierwotnym instynktom zdradzając:)
                      • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:31
                        > To byłoby właśnie żałosne. Zachowałbyś się jak dupek do kwadratu.

                        Śmiem się nie zgodzić. Tamten trzeci patrzył na mnie jak na frajera, ja czułem się jak zbity pies, a dziewczyna uznała mnie za pierdołę i w końcu rzuciła. Z mojego wybaczenia ucieszył się chyba tylko Jezus.

                        > Ja też jestem w stanie wyobrazić sobie. Jestem w stanie nawet wyobrazić sobie,
                        > ze z powodu zdrady ktoś zabija osobę, która zdradziła. Ale czy to oznacza, że m
                        > am takie zabójstwo zaakceptować???

                        Jak sam lubisz podkreślać, jest spory rozziew między kopnięciem niewiernej pani w dupę, a zasztyletowaniem jej w afekcie.


                        > Rozumiem to doskonale. To jest działanie naszej pierwotnej natury, która "dąży"
                        > do rozprzestrzeniania naszych własnych genów, a nie genów innego osobnika, któ
                        > ry jest przecież pierwotnym rywalem. Jak widzisz, jesteś w swojej odrazie bardz
                        > o podobny do tych, którzy ulegają pierwotnym instynktom zdradzając:)

                        Innymi słowy, jak się nie odwrócisz, dupa z tyłu.
                        • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 20:26
                          symmetryisall napisał:


                          > Śmiem się nie zgodzić. Tamten trzeci patrzył na mnie jak na frajera, ja czułem
                          > się jak zbity pies, a dziewczyna uznała mnie za pierdołę i w końcu rzuciła. Z m
                          > ojego wybaczenia ucieszył się chyba tylko Jezus.

                          pewnie nie musze ale jednak napisze, zawsze tak jest ;)
                          tyle sie ma z wybaczania


                          • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:54
                            ditchdoc napisał:

                            > pewnie nie musze ale jednak napisze, zawsze tak jest ;)
                            > tyle sie ma z wybaczania

                            Zawsze i nigdy to ulubione słowa radykalnych małolatów:) Zastannów się nad znaczeniem słowa "zawsze" i napisz to jeszcze raz:)
                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:52
                          symmetryisall napisał:

                          > Śmiem się nie zgodzić. Tamten trzeci patrzył na mnie jak na frajera, ja czułem
                          > się jak zbity pies, a dziewczyna uznała mnie za pierdołę i w końcu rzuciła. Z m
                          > ojego wybaczenia ucieszył się chyba tylko Jezus.

                          Ktoś kto ma poczucie własnej wartości wybaczy, nie przejmując się tym, co pomyśli o nim ten trzeci, czy dziewczyna, która zdradziła. Wybaczy, bo potrafi wznieść się ponad małostkowość innych.

                          > Jak sam lubisz podkreślać, jest spory rozziew między kopnięciem niewiernej pani
                          > w dupę, a zasztyletowaniem jej w afekcie.

                          Jest rozziew, ale ani jedno ani drugie nie jest dla mnie do zaakceptowania.

                          > Innymi słowy, jak się nie odwrócisz, dupa z tyłu.

                          Dokładnie!!! :)
                          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:24
                            > Ktoś kto ma poczucie własnej wartości wybaczy, nie przejmując się tym, co pomyś
                            > li o nim ten trzeci, czy dziewczyna, która zdradziła. Wybaczy, bo potrafi wznie
                            > ść się ponad małostkowość innych.

                            Dla mnie to są puste słowa. Po co wybaczać? Jaka z tego korzyść? Żeby dłużej zatrzymać przy sobie osobę, na której Ci zależy, kosztem własnej godności? Dla mnie to, prawdę mówiąc, zaprzeczenie poczucia własnej wartości - albo też poczucie własnej wartości tak olbrzymie, że wykraczające poza sferę normalnych ludzkich emocji, na zasadzie "Jestem takim duchowym gigantem, że nic, co zrobisz, nie może mnie skrzywdzić". Sam nie wiem, która opcja gorsza.

                            >Oczywiście, ja swojej partnerce daję wolność i w zamian otrzymuję to samo.

                            Ale pytanie - korzystacie z tej wolności? Uprawiacie seks poza związkiem, za zgodą partnera? Czy to tylko takie piękne słówka bez pokrycia w praktyce? Łatwo mówić o wolności, dopóki ta druga strona nie przejawia chęci sprawdzenia, jak to z tą wolnością jest naprawdę.
                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:31
                              symmetryisall napisał:

                              > Dla mnie to są puste słowa. Po co wybaczać? Jaka z tego korzyść? Żeby dłużej za
                              > trzymać przy sobie osobę, na której Ci zależy, kosztem własnej godności?

                              Wybaczać ze względu na szacunek dla samego siebie. I wybaczać nie oznacza wcale być z osobą, która zdradziła. Możesz zakończyć związek, bo przecież druga strona złamała wspólną zasadę wierności, a można przy tym właśnie wybaczyć i nie wyzywać byłej od kurew i szmat przez resztę życia. Zgodzisz się z tym?

                              > Dla mn
                              > ie to, prawdę mówiąc, zaprzeczenie poczucia własnej wartości -

                              Myślę, że mylisz poczucie własnej wartości z przerośniętym męskim ego.

                              > Ale pytanie - korzystacie z tej wolności? Uprawiacie seks poza związkiem, za zg
                              > odą partnera? Czy to tylko takie piękne słówka bez pokrycia w praktyce? Łatwo m
                              > ówić o wolności, dopóki ta druga strona nie przejawia chęci sprawdzenia, jak to
                              > z tą wolnością jest naprawdę.

                              Nie martw się, sprawdziliśmy to w praktyce i to działa. Oczywiście nie znaczy to, że namawiam innych do tego samego. Każdy ma prawo być w takim związku partnerkim jaki akceptują obie strony i jaki uważa za właściwy.
                              • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:41
                                > Wybaczać ze względu na szacunek dla samego siebie. I wybaczać nie oznacza wcale
                                > być z osobą, która zdradziła. Możesz zakończyć związek, bo przecież druga stro
                                > na złamała wspólną zasadę wierności, a można przy tym właśnie wybaczyć i nie wy
                                > zywać byłej od kurew i szmat przez resztę życia. Zgodzisz się z tym?

                                Zgodzę się z tym w 100%. Przy czym to "wybaczyć" w moim wydaniu to raczej "zapomnieć i olać". Ale tak, tak to mniej więcej u mnie działa.

                                > Myślę, że mylisz poczucie własnej wartości z przerośniętym męskim ego.

                                Myślę, że nieco się zafiksowałeś na punkcie przerośniętego męskiego ego :)

                                > Nie martw się, sprawdziliśmy to w praktyce i to działa. Oczywiście nie znaczy t
                                > o, że namawiam innych do tego samego. Każdy ma prawo być w takim związku partne
                                > rkim jaki akceptują obie strony i jaki uważa za właściwy.

                                Oczywiście, ja nie potępiam Twojego podejścia, ba - nawet Ci zazdroszczę, bo masz większe pole do popisu. Ale zarazem pociesza mnie, że mimo wszystko to Ty jesteś wyjątkiem, a nie ja, więc nie jest ze mną jeszcze tak źle. Przy okazji - dobrze, że jasno to napisałeś, będę mógł teraz filtrować przez tę wiedzę Twoje zarzuty wobec mojego przerostu ego :)

                                Na poważnie - zdajesz sobie sprawę, że konstrukcja psychiczna, która pozwala na taką "poligamię" bez ubocznych skutków psychologicznych, jest a) bardzo wyjątkowa, b) wynikiem bardzo konkretnych uwarunkowań genetycznych, wychowawczych, życiowych. Stawiając siebie za wzór, moim zdaniem, postępujesz tak, jakbyś urodził się z 20cm penisem i przekonywał wszystkich innych mężczyzn, że jak mają mniejsze, to mają problem z poczuciem własnej wartości.

                                Ponadto - zastanawia mnie jeszcze jedno. Jeśli nie macie na siebie wyłączności seksualnej, co sprawia, że jesteście dla siebie wyjątkowi? Poważnie pytam, bez złośliwości.
                                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 10:08
                                  symmetryisall napisał:

                                  > Zgodzę się z tym w 100%. Przy czym to "wybaczyć" w moim wydaniu to raczej "zapo
                                  > mnieć i olać". Ale tak, tak to mniej więcej u mnie działa.

                                  Cieszę się niezmiernie:) Cieszyłbym się również, gdyby ditchdoc był w stanie wybaczyć nawet na takim poziomie.

                                  > Myślę, że nieco się zafiksowałeś na punkcie przerośniętego męskiego ego :)

                                  Myślę, że nie. Zbyt wielu jest facetów których własne ego wyprzedza o kilka kilometrów:)

                                  > Ale zarazem pociesza mnie, że mimo wszystko to Ty je
                                  > steś wyjątkiem, a nie ja, więc nie jest ze mną jeszcze tak źle.

                                  Budowanie poczucia swojej własnej wartości na porównaniu się z "normalną" większością to broń obosieczna. Bo co będzie jeśli w innej dziedzinie to porónanie wypadnie niekorzystnie dla Ciebie? Twoje poczucie wartości własnej poleci na łeb na szyję, albo będziesz dążył, żeby do tej większosci się upodobnić, a nie zawsze to co dobre dla większości jest dobre dl akonkretnej jednostki.

                                  > Na poważnie - zdajesz sobie sprawę, że konstrukcja psychiczna, która pozwala na
                                  > taką "poligamię" bez ubocznych skutków psychologicznych, jest a) bardzo wyjątk
                                  > owa, b) wynikiem bardzo konkretnych uwarunkowań genetycznych, wychowawczych, ży
                                  > ciowych. Stawiając siebie za wzór, moim zdaniem, postępujesz tak, jakbyś urodz
                                  > ił się z 20cm penisem i przekonywał wszystkich innych mężczyzn, że jak mają mni
                                  > ejsze, to mają problem z poczuciem własnej wartości.

                                  Nie stawiam siebie za wzór. Ja tylko pokazuję, że można inaczej.

                                  > Ponadto - zastanawia mnie jeszcze jedno. Jeśli nie macie na siebie wyłączności
                                  > seksualnej, co sprawia, że jesteście dla siebie wyjątkowi? Poważnie pytam, bez
                                  > złośliwości.

                                  Czy naprawdę sądzisz, że podstawą wyjątkowości wzajemnej jest wyłączność seksualna??? Jesteśmy dla siebie wyjątkowi, bo potrafimy w sobie dostrzec nie tylko "zwierzęta" zaprogramowane genetycznie do rozrodu, ale również tę część naszego ja, która powstała w wyniku trwającej tysiące lat ewolucji cywilizacyjno-kulturowej. Akceptujemy siebie wraz z naszymi zaletami i wadami i nie udajemy przed sobą kogoś kim nie jesteśmy. Mamy po prostu ten komfort, że możemy żyć w zgodzie z naszą prawdziwą naturą, której tak wielu ludzi chce się wyprzeć.
                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 10:34

                                    > Myślę, że nie. Zbyt wielu jest facetów których własne ego wyprzedza o kilka kil
                                    > ometrów:)

                                    Jeśli wyznacznikiem przerośniętego ego jest niezgoda na noszenie poroża, to owszem, stanowią oni nawet większość.

                                    > Budowanie poczucia swojej własnej wartości na porównaniu się z "normalną" więks
                                    > zością to broń obosieczna. Bo co będzie jeśli w innej dziedzinie to porónanie w
                                    > ypadnie niekorzystnie dla Ciebie? Twoje poczucie wartości własnej poleci na łeb
                                    > na szyję, albo będziesz dążył, żeby do tej większosci się upodobnić, a nie zaw
                                    > sze to co dobre dla większości jest dobre dl akonkretnej jednostki.

                                    Bla, bla. Szermierka słowna wychodzi Ci bardzo dobrze, przyznać trzeba. Ale zbyt często, wbrew głoszonym samemu tezom, wyprowadzasz ogólne wnioski z pojedynczych sytuacji. To, że porównuję swoje podejście do związków z podejściem ogółu populacji nie oznacza automatycznie, że porównuję się z nią w innych dziedzinach życia.

                                    > Nie stawiam siebie za wzór. Ja tylko pokazuję, że można inaczej.

                                    Otóż mylisz się. Nie można inaczej. Nieliczni, predysponowani do tego z natury, mogą inaczej. Większość nie może.

                                    > Czy naprawdę sądzisz, że podstawą wyjątkowości wzajemnej jest wyłączność seksua
                                    > lna??? Jesteśmy dla siebie wyjątkowi, bo potrafimy w sobie dostrzec nie tylko "
                                    > zwierzęta" zaprogramowane genetycznie do rozrodu, ale również tę część naszego
                                    > ja, która powstała w wyniku trwającej tysiące lat ewolucji cywilizacyjno-kultur
                                    > owej.

                                    Brzmi to bardzo mądrze i górnolotnie, ale zarazem dość niejasno. Gdzie w Waszym świecie przebiega granica między byciem w związku a zwykłą przyjaźnią? Skoro nie jest nią intymność?

                                    Widzisz, nie będę udawał, że rozumiem to, co między Wami istnieje. Dla mnie to kosmos. Zarazem daleki jestem od potępiania Was w jakikolwiek sposób - każdy żyje, jak lubi i umie. Ale irytuje mnie to, że zachowujesz się jak człowiek, który osiągnął wyższy stopień wtajemniczenia i ze swojej seksualnej nirwany patrzy w dół na miotany atawistycznymi popędami motłoch, udzielając światłych rad i karcąc. Nie budzi to sympatii, powiem Ci w zaufaniu.
                                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 11:00
                                      symmetryisall napisał:

                                      > Bla, bla. Szermierka słowna wychodzi Ci bardzo dobrze, przyznać trzeba. Ale zby
                                      > t często, wbrew głoszonym samemu tezom, wyprowadzasz ogólne wnioski z pojedyncz
                                      > ych sytuacji. To, że porównuję swoje podejście do związków z podejściem ogółu p
                                      > opulacji nie oznacza automatycznie, że porównuję się z nią w innych dziedzinach
                                      > życia.

                                      No to gratuluję umiejętności selektywnego konformizmu:)

                                      > Otóż mylisz się. Nie można inaczej. Nieliczni, predysponowani do tego z natury,
                                      > mogą inaczej. Większość nie może.

                                      Nie mylę się. Napisałem, że można, co wcale nie oznacza, że wszyscy mogą.

                                      > Brzmi to bardzo mądrze i górnolotnie, ale zarazem dość niejasno. Gdzie w Waszym
                                      > świecie przebiega granica między byciem w związku a zwykłą przyjaźnią? Skoro n
                                      > ie jest nią intymność?

                                      Ależ elementem miłości jest również przyjaźń. Jeżeli nie jesteś przyjacielem kobiety, którą kochasz, to znaczy że łączy Cię z nią tylko pożądanie. Natomiast mnie i moją partnerkę oprócz pożądania łączy również przyjaźń i nasza wspólna intymność. A istnienie części naszej wspólnej intymności wcale nie oznacza, że nie możemy mieć też naszych własnych oddzielnych obszarów intymności. I zauważ, że tak naprawdę każdy z nas (chyba każdy, bo pewien być nie mogę), nawet będąc w związku "na wyłączność" ma swoje prywtne obszary. Jeśli ktoś uważa, że będąc z kimś zna wszystkie zakamarki umysłu partnera, to jest zadufany w sobie i się grubo myli.

                                      > Widzisz, nie będę udawał, że rozumiem to, co między Wami istnieje. Dla mnie to
                                      > kosmos. Zarazem daleki jestem od potępiania Was w jakikolwiek sposób - każdy ży
                                      > je, jak lubi i umie. Ale irytuje mnie to, że zachowujesz się jak człowiek, któr
                                      > y osiągnął wyższy stopień wtajemniczenia i ze swojej seksualnej nirwany patrzy
                                      > w dół na miotany atawistycznymi popędami motłoch, udzielając światłych rad i ka
                                      > rcąc. Nie budzi to sympatii, powiem Ci w zaufaniu.

                                      Nie zabiegam o sympatię. Ale jeśli odnosisz wrażenie, że się wywyższam, to śpieszę wyjaśnić, że nie uważam swojego rozumienia związku partnerskiego za lepszy od tych, którzy chcą być w związku "na wyłączność". Ja tylko nie akceptuję chamstwa w stosunku do kochanej kiedyś kobiety, które ciągnie się za zdradzonym delikwentem przez długi czas od zdrady (czyt. urażenia dumy własnej). Spokojnie zaakceptowałbym wybuch "na gorąco" w chwili usłyszenia nieprzyjemnej wiadomości pod warunkiem, że ten wybuchający zrozumiałby swój błąd i przynjamniej przed sobą przyznał, że zachował się podle. Ale jeśli ktoś brnie w te wyzwiska mimo upływu czasu i na pierwszy rzut oka potrafi poznać kurwę, to jest to dla mnie nie do zaakceptowania!
                                      • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 12:14
                                        > No to gratuluję umiejętności selektywnego konformizmu:)

                                        Nietrafiona zjadliwość. Nie wierzę, że istnieje na ziemi człowiek, który w tej czy innej dziedzinie życia nie przegląda się w oczach innych.

                                        > Nie mylę się. Napisałem, że można, co wcale nie oznacza, że wszyscy mogą.

                                        Mylisz się. "Można" oznacza pewien potencjał dostępny dla wszystkich. Może więc źle się wyraziłem. Nie tyle "niektórzy mogą" co "niektórzy tak mają, a inni nie."

                                        > Ależ elementem miłości jest również przyjaźń. Jeżeli nie jesteś przyjacielem ko
                                        > biety, którą kochasz, to znaczy że łączy Cię z nią tylko pożądanie. Natomiast m
                                        > nie i moją partnerkę oprócz pożądania łączy również przyjaźń i nasza wspólna in
                                        > tymność. A istnienie części naszej wspólnej intymności wcale nie oznacza, że ni
                                        > e możemy mieć też naszych własnych oddzielnych obszarów intymności. I zauważ, ż
                                        > e tak naprawdę każdy z nas (chyba każdy, bo pewien być nie mogę), nawet będąc w
                                        > związku "na wyłączność" ma swoje prywtne obszary. Jeśli ktoś uważa, że będąc z
                                        > kimś zna wszystkie zakamarki umysłu partnera, to jest zadufany w sobie i się g
                                        > rubo myli.

                                        Oczywiście, w moim małżeństwie wiele kłótni i kryzysów wynikło z tego, że ja mam spory obszar swojej intymności, do którego niechętnie dopuszczam innych. Ale co innego intymność seksualna, a co innego intymność wszelka inna. W moim pojęciu związek dwojga ludzi, w rozumieniu miłości i atawistycznych perspektyw rozrodczych, od wszelkich innych związków odróżnia właśnie intymność seksualna. Przynajmniej w naszym środowisku kulturowym.
                                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 13:50
                                          symmetryisall napisał:


                                          > Oczywiście, w moim małżeństwie wiele kłótni i kryzysów wynikło z tego, że ja ma
                                          > m spory obszar swojej intymności, do którego niechętnie dopuszczam innych. Ale
                                          > co innego intymność seksualna, a co innego intymność wszelka inna. W moim pojęc
                                          > iu związek dwojga ludzi, w rozumieniu miłości i atawistycznych perspektyw rozro
                                          > dczych, od wszelkich innych związków odróżnia właśnie intymność seksualna. Przy
                                          > najmniej w naszym środowisku kulturowym.

                                          No widzisz, masz takie obszary prywatnej intymności, więc pomyśl sobie, że podobne prywatne obszary intymności w sferze seksualnej też są dość powszechne. I nie musi to zaraz oznaczać fizycznego kontaktu seksualnego z osobnikiem trzecim. Rozumiem Twoje pojęcie związku dwojga ludzi i łaczącej ich intymności seksualnej, ale weź pod uwagę to, że w naszym środowisku kulturowym seks na boku jest zjawiskiem dość powszechnym. Badania wskazują, że kilkadziesiąt procent ludzi przyznaje się do tego. trudno ocenić dokładny odsetek zdradzających, ale biorąc pod uwage fakt, że niektórzy nie przyznają się do rzeczy nieakceptowanych społecznie, to jest ich więcej niż wskazują statystyki.