01.07.04, 15:32
u nas w rodzinie jezdzimy oboje :-)

of koz szukajac motocykla, spelniajacego oczekiwania nas obojga, wychodzi ze
powinnismy miec 3: dla niego, dla mnie i dla nas :-)

co innego smiganie po miescie w ruchu, co innego wypad za miasto, co innego
wypad za miasto, za gramanice -razem :-)

na targach moto spotkalismy pare, ktora ma o wiele wiekszy problem w doborze
odpowiedniego motocykla: on ma 190 cm wzrostu a ona 160 - oboje jezdza :-)

jak jest u Was? macie swoj sprzet czy dzielicie go z mezczyzna? jezdzicie
razem w dlugie trasy?

"kto rzadzi" kluczykami do moto?


PS. co tu taka cichosza :-)
Obserwuj wątek
    • dj_tosia Re: kompromis 03.07.04, 12:24
      No właśnie,zawsze mieliśmy ten sam problem.Nie raz kończyło się kłótniami.Jazda
      z tyłu mi nie pasuje,wcale nie ze względu na tzw.równouprawnienie,ale
      zwyczajnie nie sprawia mi satysfakcji.Jazda z przodu a z tyłu to
      dwie,nieporównywalne sprawy.Z tyłu prawie nic nie widzę,nie czuję adrenalinki,a
      nawet czasem się po prostu boję(mimo,że mój mąż świetnie jeździ,a prędkość
      rozwijamy podobną).
      U nas pierwsze moto nabyłam ja.Jeżdziłam sobie nim do pracki,na krótkie i
      dłuższe samotne wyjazdy (mam mamę 300km stąd,w innym mieście)itp.Oczywiście mój
      luby korzystał też.Najgorsze były wspólne wyjazdy na zlot,nad jezioro.Wtedy był
      problem-męska duma oraz duże gabaryty mojego m.+moja 30kg lżejsza i 25 cm
      niższa osoba nie pozwalały mi na prowadzenie tego dziwnego konwoju.Ale na
      miejscu brałam maszynę i jeżdziłam gdzie się dało.Na początku oczywiście nie
      obyło się bez tekstów różnych kolesi do mojego m.:"A ty to tak pozwalasz babie
      jeżdzić?nie boisz się,że ci rozbije?"Na co mój luby:To przecież jej motor-i
      gości zamykało.
      Zaraz zresztą mój chłopak (jeszcze wtedy nie mąż) kupił sobie ZX10 i już nie
      było problemów.Ja tylko zmieniłam Shadowa na CBRkę 600,bo za nim nie nadążałam.
      Przez dłuższy czas mieliśmy dwa motorki(potem były inne-ja-BMW650F,on
      GTS1000).Potem ja musiałam sprzedać(choć do dziś żałuję,wtedy wydawało mi się
      że muszę).Mieliśmy jeden duży.Ja jeździłam nim ile mogłam.Mój mąż nie widział
      problemu,bo sobie dawałam radę i nie było plamy.Muszę się pochwalić,że nie
      jeżdziłam jak "baba".Zdarzało mi się usłyszeć słowa uznania od
      najlepszych "jeźdźców" jakich znam.Ale to zasługa mojego faceta,który mnie
      zawsze mobilizował,nie dawał forów,krytykował i grał na ambicji.Miałam też
      fajnych kolegów,którzy traktowali mnie jak równego sobie.
      Przepraszam za te słowa nieskromne,ale teraz pozostały mi tylko słodkie
      wspomnienia to i nostalgia człowieka szarpie.Motorek sprzedany.Następny może za
      rok,no i znowu będzie walka...Chyba trzeba bedzie losować? hihihi

    • sofija_ Re: kompromis 05.07.04, 14:38
      A u nas jest tak.
      Moto jest moje, a mój M nie ma swojego sprzęta, choć jeździ duzo dłużej niz ja.
      Więc jeżeli chodzi o codzienne używanie to jest to z oczywistych wzgledów moja
      domena. Czasami (baaaardzo żadko) pozwalam mu jechac na moto do pracy albo w
      inne miejsce, ale jest to bardzo sporadyczne.
      Jeżeli chodzi o wspólne wieczorne lub wekendowe wypady to jest mały kłopot. ja
      nienawidze jeździc z tytłu .... normalnie sie boje, mam wrażenie, że ja nie
      panuje nad tym co sie dzieje na drodze (oczywiście on umie jeździc bardzo
      dobrze).
      Z koleii jak ja prowadze z nim to tez za tym nie przepadam. Zdecydowanie wole
      smigac sama. Po mieście jeździmy razem - najczęściej ja prowadzę, choc tutaj
      czasami siadam z tuły. Na dalsze wypadky żadko jeździmy (jak juz to najczęściej
      ja w 90% prowadzę). Czasami robimy tak, że ja jadę moto a on samochodem z
      bagażami. ;-))
      Nie ukrywam, że chciałabym aby finanse pozwoliły na zakuop drugiego sprzeta.
      IMO moto to zabawa dla jedej osoby ;-)))

      SOFI
      SUZUKI GSXF 600
      • cruk Re: kompromis 06.07.04, 19:00
        hihi...

        jak mielismy pod domem i samochod i motor,szybko rano porywalam kluczyki do
        motocykla i wio ;-)

        kiedys spotkalismy sie w korku na Wawelskiej..popukalam mu w szybe, chwile
        pogadalismy i pojechalam a on tkwil :-) strrraszna mial mine.

        lubie jezdzic jako plecak, bo w zasadzie kazda przejazdzka na motocyklu sprawia
        mi ogromna frajde. Oczywiscie najwieksza satysfakcje - ta wlasnorecznonozna :-)

        Na razie w stosunku do meza, to ja jestem ten poczatkujacy, chociaz w sumie
        prawko zrobilismi w odstepie kilkumiesiecy..

        Ogroooomnie teraz cierpimy bez maszyny..
        Zawsze jest wycie zalu w aucie, gdy jedziemy i mijamy motocykl..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka