chaladia
09.07.04, 20:18
Nikt nic nie pisze, więc może ja jeszcze coś dodam...
Taka scenka z Kairu, dokładniej z Sakkary. Piątkowe południe latem, goroąc
nie do wytrzymania. W jedynym wówczas (1987) miejscu, gdzie pod namiotem
można się było czegoś napić siedzi czworo młodych Egipcjan, którzy
przyjechali do Sakkary z Kairu, wyraźnie po to, żeby wyzwolić się spod
oka "stróżów moralności" i poczuć się "Europejczykami". Śmieją się, obejmują,
dziewczyny siadają chłopakom na kolanach. Przy innym stoliku siedzi samotny
expat, czyli ja. Po obejściu kilku piramid i mastab z włażeniem do środka, na
koniec po przejściu przez korytarze Serapeum mam serdecznie dość wszystkiego.
Ale przyjemnie jest popatrzeć na młodych, szczęśliwych ludzi, zwłaszcza na
piękne dziewczyny, zupełnie inne od typowych Egipcjanek w hustach - noszą
obcisłe dżinsy i mocno wydekoltowane bluzki.
Ale najlepsze ma się dopiero zacząć: oto przyjeżdża autokar z Niemcami z RFN -
tłustymi, wielkimi, spoconymi Niemcami. Wraz z nimi egipski przewodnik,
ważący nie więcej niż 50 kg i podobie potężnie zbudowany szofer autobusu.
Podchodzą do kontuaru domagają się picia. Sprzedawca wystawia na kontuar
kilka skrzynek "Baraki", co wzbudza oburzenie Niemców - żądają wina i piwa.
Sprzedawca pokazuje ręką na słońce, że stoi w zenicie i że w taki gorąc
alkoholu pić nie należy. Łatwo zauważyć, że Niemcy są mocno odwodnienie i ja
już wiem, czym to się skończy... Ponieważ swoje żądanie Hunowi popierają
rzuceniem na ladę kilku 50-markówek, sprzedawca wzrusza ramoinami i wystawia
kilka kartonów wina i skrzynek "Stelli". Niemcy siadają za stołami i
zaczynają się raczyć. Już po pierwszych szklankach robią jeden po
drugim "fajt" do tyłu wraz z krzesełkiem. Piękny widok! Po 5 minutach cała
wycieczka leży w piachu i nie może wstać. Dla nieświadomych - odwodniony
organizm "chwyta" pierwszy płyn, jaki mu się w zołądku pojawi i wprowadza go
do krwi, żeby ją rozgęścić. W ten sposób, krótkoterminowo oczywiście, po
wypiciu szklanki wina ma się ponad 4 promile alkoholu we krwi... Egipski
przewodnik z kierowcą próbują wtaszczyć swoich podopiecznych do autobusu, ale
każdy z nich waży więcej, niz oni obaj, do tego autobus jest wysoki. Gdy im
się to udaje i idą po następnego, poprzedni już powoli zaczyna trzeźwieć i
próbuje wyłazić. Tak wioęc wtłoczenie do autobusu 30 Niemców oznaczało dla
nich na dobrą sprawę 60 "kursów".
Przewodnikowi i kierowcy napewno nie było do śmiechu, ale ja i młodzi
Egipcjanie mieliśmy doskonałą zabawę obserwując ten "Herrenvolk" w akcji.