pogadactylkochce
20.02.15, 01:06
Jestem dorosła, skończona 60 mówi sama za siebie. Mam normalny dom (bo tak to się mówi, prawda?). W domu mąż, pies, kot, książki, muzyka, dzieci poza domem. Raj.
Dlaczego więc nie umiem usiąść w kącie i spokojnie czekać aż wieko trumny zatrzaśnie się nade mną? Dlaczego nie umiem starzeć się z godnością, jak to sobie wyobraża mój mąż, rodzina, znajomi? Dlaczego nie wypada mi pójść na koncert rockowy i pokrzyczeć do woli? Dlaczego nie wypada mi to i tamto? Dlaczego starzenie się jest utożsamiane z koniecznością rezygnacji z czegoś, czego nigdy za przywileje związane z wiekiem nie uważałam, lecz za wybór treści, która mi odpowiada?
Czy mężczyźni starzeją się inaczej? Może naprawdę jestem nienormalna albo bez godności, albo sama już nie wiem bez czego jestem, skoro we mnie tyle życia wciąż i miłości do świata.
Chętnie pogadam z rówieśnikami.