Dodaj do ulubionych

Toksyczna Miłosć...:))

24.10.04, 09:22
...często tak określamy to wzniosłe uczucie,
co by wskazywało jednak na pochodzenie "chemiczne",
ale oczywiscie mogę sie mylić...

Pozdrawiam
Libressa
Obserwuj wątek
    • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:24
      Miłość jest gorsza od sraczki, zostawia mniej czasu :)
      • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:26
        Cos dzisiaj wojowniczy masz nastroj,
        jest tak pięknie, "miłośnie" być moze...:)
        • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:29
          Ni jestem wojowniczy ha. Na dowód tego sciskam cię batdo mocno i całuję :)
          • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:31
            Ściskaj mocno,ale całuj delikatnie...:)
            a gdybys był wojowniczy , to co zbiłbyś mnie???:(((
            • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:34
              W takim razie ściskam cię mocno. Delktatnie muskajać twoje wargo najpierw jedną
              potem drugą.
              Dalczcego mialbym kogoś bić dzisiaj. Dziasiaj jest zły dzien do bicia:) Już
              lepiej sie kochać :)))
              • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:38
                To w takim razie dla Ciebie...

                (...)Pójdźmy z Miłością w życie, pójdźmy z sercem,
                Co umie kochać! Co umie się cieszyć!
                Pójdźmy - "bezwstydni" dla sobaczej zgrai
                Kretynów, błaznów, chamów i kramarzy!
                Lecz czyści, święci, cudni i radośni
                Dla każdej młodej, kochającej duszy(...)

                Julek T był znawca...i to jego
                "dura sex, sed sex"...:)

                Pozdrawiam
                Libressa
                • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:44
                  :)
                  Spadam. Piękny dzień szkoda siedzieć przd kompem. Pa pa. Ponownie ściskam
                  mocno delikatnie całując.
                  Chyba będę musiał wziąźć zimny prysznic przed wyjściem :)
                  • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 09:53
                    jeszcze sie przeziebisz:)))
                    Miłego dnia!
    • Gość: psiapsiółka Re: Toksyczna Miłosć...:)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 10:21
      do internetu, do samej siebie itd., P
    • Gość: Aśka Re: Toksyczna Miłosć...:)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 13:02
      Nie zgadzam sie, prawdziwa miłosc nie jest toksyczna!!!
      Szkoda tylko,ze tak rzadko:(
      • zosia.samoosia Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 13:05
        jasniej prosze :)
      • Gość: Aśka Re: Toksyczna Miłosć...:)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 13:08
        Kilka razy zdarzyło mi sie byc zakochana
        i to nie było trujace!
        • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 13:09
          A tej drugiej stronie??
          :)
          Libressa
          • zosia.samoosia Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 13:14
            ja uwazam ze zakochanie jest trcizna, miesza zmysly, odbiera oddech, nie
            pozwala spac, zabiera jasnosc umyslu ... to najgorsza toksyna :))
            • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 13:19
              Ale jak przyjemnie jest od czasu do czasu ztruć sobie tak organizm. :)
              • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 13:48
                Milosc jest jak narkotyk... to taka toksyna, ktora jest przyjemna, ale
                uzaleznia. Wciaz potrzebujesz wiekszej dawki, a jak jej nie dostaniesz to
                jestes fizycznie chory. Ale dlaczego ludzie popadaja w nalogi? Bo wydaje im
                sie, ze zycie jest szare i puste? Czegos im brakuje? Ja sie zakochalam
                chorobliwie i toksycznie, stwierdzilam, ze mnie to truje za mocno i zerwalam
                zwiazek. A potem jenak przekonalam sie, ze wole ta trucizne, niz jej brak ;)))))
            • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 13:55
              To stan wysoce szkodliwy, choc bywa nad wyraz miły:)))
              • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:05
                Ten wysoce szkodliwy zwiazek chemiczny to fenyloetyloamina. Po upływie 2-3 lat
                można się na nią uodpornić, ponieważ organizm nie jest w stanie wyprodukować
                jej więcej i więcej, by zapewnić człowiekowi stan ciągłego zakochania.:)
                • zosia.samoosia Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:06
                  czy jest sprzedawana w aptece na recepty? do picia czy pastylki? :))
                  • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:08
                    Kiedyś w dawnych czasach wiedźmy go "miksturowały". :)
                    • zosia.samoosia Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:12
                      tutaj jest ich dostatek ... :))
                      • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:14
                        To może trzeba dać ogłoszenie na forum, niech sobie kobiety dorobią :)
                      • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:15
                        mysle, ze caly problem w tym jak sie na to nie uodpornic, tak zeby dzialalo
                        przez cale zycie :))
                        • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:24
                          Po 2 - 3 latach nasz organizm wytwarza morfinopodobną substancję, pod wpływem
                          stałej obecności partnera. Jest to endorfina. Widzisz jaki ten nasz organizm
                          jest mądry. Po tej fenyloszaleńczej substancji, która nas oszałamia, zsyła
                          dobrotliwą endorfinę, dzięki której wystarcza obecność partnera, byśmy się
                          czuli szczęśliwi, bezpieczni i byli dla siebie życzliwi po kres ostatnich dni.
                          • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:38
                            well, do czasu, az spotkamy kogos, pod ktorego wplywem nasz organizm znow
                            zacznie produkowac te nieszczesna fenyloetyloamine! i co wtedy z endorfina?
                            przestaje dzialac? bo wydaje mi sie, ze te subsancje sie neutralizuja?
                            • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:01
                              Trzeba jesć dużo czekolady, podobno zawiera sporo ednorfiny :)

                              A tak na marginesie to w telewizji na Discovery - jesli Cię to interesuje -
                              emitują własnie cykliczny program "Wszystko co byście chcieli wiedzieć o
                              seksie, a o co boicie się zapytać" i tam właśnie "uczone głowy" wymyśliły, ze
                              każdy organizm ma swój własny próg wydzielania endorfiny i jeśli u obojga
                              małżonków jest on podobny, to ich szczęście. Oboje jednakowo są sobą
                              zainteresowani, mimo upływu lat i obojgu jest w tym związku bardzo dobrze.
                              Jeśli te progi są inne, to jeden z małżonków może być zadowolony, a drugiemu
                              jest w małżeństwie coraz gorzej. No i dochodzi do skoków w bok lub rozwodu.
                              Myślę jednak, że największego sekretu naszych serc żaden naukowiec nie odkryje.
                              np. dlaczego reaguję gwałtownie na widok tej, a nie innej osoby. :)


                              • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:20
                                Chyba kiedys ogladalam ten program, niestety teraz mnie nie ma w Polsce, wiec
                                nie obejze. Coz, chyba mnie ten temat ostatnio bardzo interesuje poniewaz
                                wlasnie zdradzam swojego meza :) Kiedys uwazalam, ze milosc jest jedna, taka na
                                cale zycie i do grobu. Mowiac 'Tak' u USC nawet mi przez mysl nie przeszlo, ze
                                pewnego dnia powiem 'Nie'
                                Robie sobie teraz restrospekcje mojego zwiazku, zastanawiam sie dlaczego tak
                                sie stalo i czym tak naprawde jest milosc. Wiadomo, ze na poczatku dzialaja
                                silnie hormony, ze to jest chemia itd, ale chyba nie tylko, albo nie w kazdym
                                przypadku. Po kilku latach zwiazku z moim mezem, zaczelam sie zastanwiac, ze to
                                co nas polaczylo to byla wlasnie chemia, ktora w moim przypadku przestala
                                dzialac po dwoch latach, albo moze nie przestala ale wlasnie tak jak mowisz
                                zaczal dzialac inny troche zwiazek chemiczny.
                                Po czym pojawil sie ktos inny i to co budowalam przez pare lat nagle przestalo
                                miec znaczenie. I zastanawiam sie teraz, czy ten nowy zwiazek to tez tylko
                                jakas substancja, na ktora sie udpornimy po jakims czasie, czy moze jednak cos
                                wiecej?
                                Mysle, ze chemia to tylko czesc tajemnicy, ze ona jest ale zaczyna dzialac
                                dopiero jak trafimy na wlasciwa dla nas osobe. Gdzies wyczytalam, ze tajemnica
                                udanego zwiazku jest : Przyjazn, Szacunek i Namietnosc. Mysle, ze chemia to
                                tylko ten ostatni skladnik :))
                                • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:31
                                  Tak się zamyśliłam nad co piszesz. Wiesz naukowcy odkryli te prawdy dopiero
                                  niedawno, a nasze prababki znały je "od zawsze". Moja babcia zwykła
                                  mawiać : "Jak się nie ożeni w parę miesięcy, to nic z tego nie będzie". No i
                                  nie było.
                                  Zdradzanym żonom i mężom radziła: poczekaj - przejdzie mu (jej). I
                                  przechodziło. Może więc zaczekaj, nie decyduj zbyt pochopnie. Pośpiech w takich
                                  wypadkach jest złym doradcą. Pozdrawim i myślę, ze dokonasz słusznego wyboru.

                                  Nowe po pewnym czsie, też robi się stare.
                                  • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:36
                                    Pewnie masz racje :) z czasem przychodzi madrosc. Ide na spacer :)
                                    • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:44
                                      Weź tabliczkę czekolady z sobą, albo i dwie :)
                              • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 16:42
                                to zadziwaiające. Jqa słyszałem że nasz mózg mie może wydzielac endorfin dłużej
                                nić kilka miesięcy. Potem się uodaprniamy i koniec z miłościa. Potem to jakieś
                                inne hormony daiałają ale nie endorfiny.
                        • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:41
                          Miłosć jest wieczna, tylko paretnerzy sie zmieniaja :))))
                          • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 16:43
                            No może nie wieczna. Moim zdaniem bardziej przypomina czkawę. Nigdy nie wiesz
                            kiedy się zdarzy.
                            • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:00
                              A na przykład miłosc do siebie, jest na całe zycie :))))
                • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 14:40
                  Zapomniałes o endorfinie, mozna popaśc przez nia w "miłosne szaleństwo" :)
                  • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:13
                    Lub w otyłość, jak za będzie się jadło za dużo czekolady (podobno zawiera jej
                    bardzo dużo :)
                    • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 15:58
                      Wtedy tez jest miłosc, tyle tylko,ze do czekolady :DDDDDDDD
                      • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 16:30
                        Już dawno faceci wykombinowali, że kobietom warto dawać słodycze. Wystarczy
                        trochę podtruć ją endorfiną i mamy wierną partnerkę. A gdy się znudzi wystarczy
                        przestać kupować czekoladki:)
                        • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 16:33
                          poza tym jest jeszcze jeden pozytw, podnosi sie poziom cukru,
                          ktory niweluje agrasję, co spokojnie przekłada sie
                          na piwo i mecz z pilotem TV w garsci:)))))
                          • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:06
                            Gdyby wiekszość kobiet myslała tak jak ty to by nie było rozwodów.
                            A sposób jest prosty, wystarczy pojechać do marketu i kupić całą zgrzekę
                            czekolady i parę skrzynek piwa :)
                            • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:10
                              Ryski, robisz ze mnie "potwora", jestem przyzwoita
                              "absolwentka wielu zwiazków",
                              bedziesz tak pisał to stracę reputację :)))))))
                              • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:18
                                Ryski, robisz ze mnie "potwora", jestem przyzwoita
                                > "absolwentka wielu zwiazków",

                                To wniosek nasuwa sie sam:
                                tzn. że jeździłaś do marketu po piwo i czekoladki. :)))
                                • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:23
                                  wręcz przeciwnie, żadnego piwa i czekolady,
                                  dlatego nie mam problemów...
                                  • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:45
                                    wręcz przeciwnie, żadnego piwa i czekolady,
                                    > dlatego nie mam problemów...

                                    A kto mówi o problemach. Ja tylko uważam, ze wszystkie trucizny w umiarkowanych
                                    dawkach są dla ludzi. Co by było warte bez nich życie :)))
                                    • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:05
                                      Turcy mówią,ze dobre wino i Kobieta
                                      to dwie najmilsze trucizny :)))
                        • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 16:46
                          Czekolada nie zawiera endorfiny którą możemy przyswoić. Pobudza jej wydzielanie
                          tylko to mi wystarczy. Dokładnie to kakao
                          • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 17:01
                            co by nie mowić, tak czy siak, chemia:)))
                            • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:06
                              no i znowu wszystko sprowadza sie do chemii, a ja nigdy nie mialam glowy do
                              tego przedmiotu :))
                              • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:08
                                nie mow ,ze w ten sposób eliminujesz miłosc,
                                ponieważ jej nie rozpoznasz!!! :)))
                                • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:10
                                  przewaznie zazywajac trucizne, nie wiesz, ze jest to zwiazek toksyczny, inaczej
                                  bys sie tego wystrzegal :))
                                  • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:18
                                    przewaznie zazywajac trucizne, nie wiesz, ze jest to zwiazek toksyczny, inaczej
                                    > bys sie tego wystrzegal :))

                                    Wiesz, lubię nałogowockobiety i alkohol. Niedwno strzeliła mi 40 i jeszcze żyję
                                    i zamierzam się tuć do póki starczy sił :)))
                                    • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:23
                                      ciekawy punkt widzenia :-) w zasadzie podzielam!
                                      • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:30
                                        Tylko uważaj z zażywaniem trucizn. Ja wczoraj przeholowałem z piwkiem i dzisiaj
                                        męczy mnie kac ale do jutra przejdzieje - w przciwieństwie do moralnego, który
                                        czasami potrafi męczyć bardzo długo:)))
                                        • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:33
                                          :)) wiem cos o tym, ale zawsze musisz znalezc najpierw odpowiednia odtrutke,
                                          ktora bedzies miec w pogotowiu, a wtedy... hulaj dusza..
                                          • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:40
                                            Na kaca alkoholowego najlepszy jest klinik. Na "moralnika" nic mi nie
                                            przychodzi do głowy. :(
                                            • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:47
                                              mialam niedawno strasznego kaca moralnego jak pierwszy raz zdradzilam swojego
                                              meza.. i wiesz co mi pomoglo? zrobilam to po raz kolejny ;-))) (ufff, to chyba
                                              brzmi strasznie niemoralnie...)
                                              • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:57
                                                Jestes starsznie niemoralna, ale masz szansę ,ze by zostać Prawdziwą Kobietą:
                                                "Kobieta, która ma jednego kochanka jest aniołem, która ma dwóch jest potworem,
                                                która ma trzech jest Kobietą".
                                                Tak mawiał W. Hugo znawca Kobiet, miej tę sprawę na sercu :)))
                                                • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 18:59
                                                  :-)) wynikalo by z tego, ze do kobiety mi jeszcze daleko, moglabym pretendowac
                                                  do aniola, bo mam jednego kochanka, ale mam tez meza, czy mozna go liczyc jako
                                                  drugiego? to moze jestem potworem :(((
                                                  • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:07
                                                    masz dwa wyjscia, albo uzupełnić skład, albo pozbyc sie męza :))))
                                                • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:01
                                                  Idąć tym tokiem myślenia: to przy 5 jest wierną i kochającą żoną :)))
                                                  • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:03
                                                    ile kochankow jest w stanie wytrzymac jedna kobieta?!
                                                  • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:07
                                                    Wydaje mi się że ważniejsza jest kwestia jakości a nie ilości.
                                                  • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:08
                                                    a przy 7 byc moze świeta !!!! :))))
                                                  • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:11
                                                    prawde mowiac wartosci kobiety nie okreslaja mezczyzni, z ktorymi jest
                                                    zwiazana, ona tworzy wartosc sama w sobie
                                                  • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:13
                                                    Własciwie, to mezczyźni korzystaja z naszego blasku,
                                                    pod warunkiem,że najpierw go w nas wyzwolą,
                                                    takie sprzeżenie zwrotne. ;)))
                                                  • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:14
                                                    ja mysle, ze to nie mezczyzni wyzwalaja w nas blask, on po prostu w nas jest,
                                                    jesli kobieta jest tego swiadoma, to mezczyzni to widza i lgna jak muchy do
                                                    lepu :))
                                                  • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:23
                                                    Oj chyba nie tak, mamy w sobie,
                                                    ale zawsze potrzebna jest ręka Mistrza
                                                    i nie tylko ...:))))))
                                                  • rysky Rozkoszne :))) n/t 24.10.04, 19:35
                                                  • libressa Re: Rozkoszne :))) n/t 24.10.04, 19:39
                                                    i prawdziwe...i bardzo przyjemne...:)
                                                  • rysky Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:13
                                                    Chyba, że jest "nic nie wartą kobietą" :)
                                                  • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:18
                                                    a sa takie? a moze tylko takie, ktore nie zdaja sobie sprawy ze swojej wartosci
                                                    i dlatego zachowuja sie tak, ze niektorzy mysla ze sa nic nie warte
                                            • password01 Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 19:48
                                              Na moralnego spić się do nieprzytomności. Przynajmniej przez kilka godzin nie
                                              bedziesz o nim myślał
                                              • libressa Re: Toksyczna Miłosć...:)) 24.10.04, 21:58
                                                Później tego zwykłego potraktowac "klinem",
                                                a własciwie to nie dopuszczac,zeby Cie opuscił :)))
    • roompel Re: Toksyczna Miłosć...:)) 26.10.04, 09:41
      Zakochalem sie w pewnej dziewczynie, cudownie porusza sie,
      każdy jej gest przepełniony zmysłowoscia, bardzo lubimy rozmawiac ze soba.
      Niestety Ona tkwi w zwiazku, jest bardzo wierząca i nie dopuszcza mysli
      o zdradzie.
      Ja jestem wolnym facetem, co mam robic??
      Wzdychać, czy uszanować jej swiatopogląd, odpuscic to toksyczne
      a jednoczesnie czyste uczucie??

      pzdr!
      • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 26.10.04, 11:09
        odpusc sobie :))
        • roompel Re: Toksyczna Miłosć...:)) 26.10.04, 12:11
          To nie jest takie proste, czytam nieraz wasze posty (kobiet)
          i widze jak zmagacie sie z nieodwzajemnionnym uczuciem.
          U nas to uczucie rozwija sie, przynajmniej ja to tak odbieram,
          ale caly czas ona mowi ,ze nie moze postapic wbrew swiatopogladowi.

          pzdr1
          • olive_dd Re: Toksyczna Miłosć...:)) 26.10.04, 13:13
            wiem bardzo dobrze, ze to nie jest proste. ja nigdy nie mialam problemow z
            nieodwzajemnionym uczuciem, moje uczucia zawsze byly odwzajemniane, ale
            ostatnio podobnie do ciebie trafilam na bariere, ktora wydaje mi sie nie do
            pokonania. zakochalam sie, wiem ze z wzajemnoscia w zonatym i dzieciatym
            facecie. wiem, ze mnie kocha bardzo ale to nie wszystko. owszem, mamy romas,
            spalismy ze soba, spedzalismy cudownie czas, ale zostawic zone i dziecko,
            poukladany swiat, wspolny dom, samochod, przeszlosc, przyszlosc to juz nie jest
            takie proste. na dzien dzisiejszy on nie dorosl do tej decyzji i nie sadze, ze
            kiedykolwiek dorosnie. bo ja na jego miejscu bym tego nie zrobila.
            tak to jest, ze nasze poczucie obowiazku, nasze przekonania religijne, poczucie
            grzechu i przyzwoitosci, odziedziczone i wpojone z mlekiem matki wartosci
            moralne sa czesto silniejsze od milosci do drugiej osoby a nawet od milosci do
            samego siebie.
            z drugiej strony to musisz wiedziec czego tak naprawde chcesz od zycia. ja
            zerwalam z tym facetem, bo stwierdzilam, ze jak nie moge go miec dla siebie to
            lepiej bedzie w ogole sie nie kontaktowac, bo mnie za bardzo bolalo jak on
            wracal do zony... ale po jakims czasie stwierdzilam, ze nie moge bez niego zyc
            i znow jestesmy razem, tak na pol gwizdka oczywiscie..
            oczywiscie masz szanse, ale moze ci to zajac bardzo duzo czasu i wysilku,
            musisz wiedziec czy tego naprawde chcesz.
            to takie moje wlasne doswiadczenia i przemyslenia, moze ci sie przydadza. pa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka