krzysiek_dwadziesciapare
21.03.05, 09:36
jakiś miesiąc temu rostałem się z kobietą.
Spędziłem z nią cudne 2 lata harmonii i zrozumienia - prawie ideał - niestety,
nie układało nam sie w łózku...
Rostalismy sie jak dorośli ludzie, bez wojen i wyzwisk, na spokojnie
wyjaśnilismy sobie co i jak. Nie wykasowalismy swoich telefonów.
OD tego czasu zmieniło się między nami tylko, że się nie dotykamy - zniknęły
te namiastki intymności, damsko męskie klimaty. Dalej zapraszam ją do kina,
dalej do siebie dzwonimy, czasem zjemy coś razem... dalej śmiejemy sie z tych
samych rzeczy, dalej rozumiemy sie bez słów. Po święteach planujemy wspólne
zakupy...
tak sobie patrzę na tą nasza sytuację i sam się zastanwiam "o co tu chodzi". Z
jednej strony ze wszystkimi swoimi byłymi mam bardzo bliskie i przyjacielskie
układy, niemniej w tym przypadku przejście było niemal płynne - rozstanie,
3-4 dni ciężkiego doła, a potem telefon, rozmowa i znowu śmialismy się do
słuchawki...
W głębi duszy dalej kłuje mnie gdy słyszę o jakimś facecie, który ją podrywa,
z drugiej - sam szwendam się po lokalach poznając nowe kobiety, niemniej
wszystkie porównuję do niej...
Nie myślę o powrocie - bo dobrze pamiętam co i dlaczego doprowadziło do tego,
ze dzdecydowałem się z nią rostać, wiem, że samo rostanie też trochę między
nami zmieniło - to i owo pękło, pojawił się pewnien dystans a wraz z nim
"spojrzenie z boku".
zadziwia mnie cała sytuacja - rozstaliśmy się - a mimo to widujemy sie
nadal, rozumiemy bez słów...
A najlepsze jest to, ze oboje się świetnie z tym czujemy