northumberland
21.04.05, 23:51
Snilo mi sie ze przechadzalem sie po lace posrod wiosna oszolomionych owadow.
Byly tam kwiaty – niespelnieni artysci krajobrazu. Chcialem z nimi
porozmawiac o zyciu I o smierci. Maja to przeciez w swojej naturze (?)… ale
one tylko zamrugaly swoimi roznokolorowymi oczami.
Potem pojawil sie wiatr, siewca zycia, architekt pejzazu. Spontaniczny,
cieply a czasem gniewny, piekny. Chcialem go o cos spytac ale zanim go
chwycilem w dlonie uciekl pozostawiajac rozkolysane galezie wspomnien.
Spojrzalem na niebo mistrza swiatlocienia, geniusza nastroju, malarza
zachwytu. Chcialem krzyknac cos ale chmury – roztanczony dym Bozej fajki –
przyslonily jego blekit jakby ze wstydu (?)
A chcialem tylko zebrac ich razem abysmy wspolnie stworzyli wielkopomne
arcydzielo dla Ciebie – gdziekolwiek jestes… a tak pozostal jedynie
niedokonczony szkic ktory wyblaknie do rana, choc moze to I dobrze? , skoro
czlowiek budzi sie nagle o swicie a usta szukajace pocalunku czuja jedynie
lekki powiew wiatru, ktory sposrod chmur, drzew wysnionych, zdazyl w
ostatniej chwili na czas, aby wyrwac z ust slowa: “ gdzie jestes?”.