zegnam_pana
08.05.05, 13:21
Ok., ok., ok…
Niech tak będzie – nie ma Ciebie, trudno!
Powiem, że nie mam siły już na Ciebie czekać, szukać Ciebie, wypatrywać – a
może to Ty, a jednak okazuje się, że nie!
Zastanawiam się, czy dobrym posunięciem było rozchodzić się z byłym. Ale z
kolei, po co tkwić w związku, w którym może być tylko gorzej?
Oczywiście koleżanki i przyjaciółki (?) negatywnie oceniły moją decyzję, ale
tak naprawdę niewiele mnie to obeszło – boć to moje życie.
I tak, zostałam z moim życiem – sama.
Tak, sama! Co prawda cały czas byłam sama, bo to dopiero po latach człowiek
sobie jest w stanie to uświadomić. Ale – było, minęło – nie ma, poszło się
paść na łąkę.
Im więcej grzebię w swojej pamięci, tym mi gorzej – dlatego nie warto
rozpamiętywać tego, co minęło.
Nie chcę już tych moich przelotnych związków, co to oceniam teraz jako bez
szans na powodzenie. Takie popieprzone.
Ale wiesz co? Chyba jednak w samotności człowiek – raz: głupieje, dwa:
dziwaczeje, trzy: zaczyna dostrzegać, że w ogóle jest i to jest naprawdę,
cztery: może liczyć tylko na siebie i nie ma co do tego złudzeń, pięć:
przestaje mu się chcieć gotować tylko dla siebie, sześć: zaczyna dostrzegać,
że fajnie jest ugotować coś tylko dla siebie według własnego głupiego przepisu
i smaku, siedem: że jednak jak się pije piwo albo wino, to samemu nijak nie
smakuje, osiem: ceni ciszę dokoła, dziewięć: wreszcie nikt nad uchem nie
mędzi, dziesięć: można sobie zrobić dzień brudasa i nikt się nie krzywi… i tak
można plusy i minusy mnożyć i mnożyć…
Tylko żal, że gęby nie ma do kogo otworzyć, ale czy z kolei warto otwierać
jeśli złośliwości płyną w jedną i w drugą stronę?
Dlatego: już nie szukam Ciebie bo właściwie skoro do tej pory nie ma Ciebie
znaczy się nie ma Ciebie w ogóle. Bo przecież niemożliwym jest by taki
normalny i nienormalny facet jednak gdzieś był i się nie odezwał.
W takim razie Twoja i moja strata – żyj sobie gdzieś tam sam, a ja będę dalej
pędziła swój żywot też w samotności.
Wkurzasz mnie i tyle!