Dodaj do ulubionych

Anatomia pożądania

23.05.05, 07:58
Jest w mężczyznach taka energia, której kobiety łakną i dla zdobycia której
(nazywa się to szukaniem odpowiedniego mężczyzny) robią się na bóstwo i
ogólnie licytacja piekność (patrz wczorajsze targi InterCharm - byłem,
wymiękałem ;)) To coś to pożadanie, ale jest dylemat, że jak niby odróżnić to
coś od zwykłego chcialstwa. Dalej, to coś to jest magnes, lep na kobiety, ale
każdy mężczyzna ma tego skończoną ilość w sobie i jak będzie tak szastał na
prawo i lewo to zrobi ten plus dla świata, że może obudzi seksulność w paru
kobietach, ale sam się tak wyprztyka z tej energii, że potem, jak już spotka
tę właściwą, to nie będzie miał z czym fajnym wystartować. Bo to coś to
ogólnie pozytywny klimat, takie pogodne podejście do życie i chrapka na sex.
Na serio, wtedy on smakuje najlepiej :)) No a teraz najtrudniejsze, że jak ta
dziewczyna ma rozpoznać, czy on chce ją "zaliczyć", się przytulić tylko (tego
matczynego ciepełka łyknąć, zresztą świetnie to rozumiem), czy to jest
właśnie ten właściwy, przynajmniej na "tu i teraz" bo właśnie czuje do tej
kobiety ten pozytywny fluid - pożąda jej. I jeszcze jeden zakręt, że są tacy
agenci, ja bywałem ;)), którzy potrafia bardzo dobrze tą energią kierować, że
właśnie ten błysk w oku, głos aksamitny i ogólnie fajna gadka, no i od razu
dziewcyzna wpada jak śliwka w kompot. To coś, czyste czarowanie jest do
złudzienia podobne z owym pożądanie, nie jest nim jednak... ;) No, nazywa się
to namiętność, można być namiętnym kochankim, lowelasem kochliwym, ale to
jest stąd, że taki kasanowa zna te czary; (straciłem wątek... ;). No, że
namiętności można się wyuczyć w kontakcie z płcią przeciwną, a pożądanie to
raczej funkcja ciała, natura, dobór naturalny, miliony lat "ewolucji
pożądania" o ono raczej nie oszukuje. Czyli, tu do dziewczyn, że, żeby
rozpoznawać kiedy czyste pożądanie a kiedy brak tego "czegoś", choć niby
wszysto jest, zresztą myślę, że właśnie dziewczyny mają jakiś zmysł i to
wyczuwają, tylko czasem same się oszukują, że może to właśnie ten właściwy..
No i żeby rozpoznawać, kiedy mężczyzna na serio ciebie chce, lubi, pożąda,
podobasz mu się, lubi cię..., to trzeba już mieć jakieś doświadczenie, no na
pewno nie wiedzą tego nastolatki, powiedziałbym, że jest to wiedza nabyta we
właśnie takich sytuacjach typu flirt, jakieś związki, no i ucho skierowane do
wewnątrz cały czas :) Także nikt mi nie powie, że jak oni się poznali w
liceum, potem się na studiach razem jeszcze trzymali, to potem, no skoro już
mają taki staż, to potem stanęli na ołtarzu, że ja wierzę w ich miłość/
pożądanie, dopasowanie ogólnie. Nie wierzę! Uf.... Ogólnie czasy są takie, że
jest ciężko, dziewczyny się boją, żeby się nie naciąć, nie
zostać "zalicznoną", no ale jak się w ogóle nie próbuje, to potem ręka w
nocniku i łapanie czegoś co w ogóle wystartuje, bo niby zegar bilogiczny
bije. To niefajne jak można sobie życie popsuć przez czekanie, czekać na
czyjąś inicjatywę, Eichelberger chyba coś o tym nawijał w kontekście lenistwa
duchowego. No niestety ryzyko zobywania tej bezcennej wiedzy jest wliczone w
koszta, albo prościej: złoto dla odważnych.
Może własnie stąd już wiem, że nie chcę być jej "piewszym", ten pierwszy ma
zawsze tyle do załatwienia u niej, że ja już to przerobiłem gdzieś po drodze
i że na bycie pierwszym nadają się świetnie młodzi chłopacy z małeńkim, że
tak powiem doświadczeniem :) i nie miało to zabrzmieć sarkastycznie. A żonę
to trzeba będzie poszukać wśród dziewcyzn, które juć coś wiedzą w temacie, no
dla mnie z definicji prawie dziwica nie nadaje się na żonę! Nijak. Dobra, kto
zakminił to jego, dzięki , powiedzcie jak czujecie. No i jescze tyle, że nic
na siłę, jeśli tobie samotny wędrowcze (;) nie chce się jej objąć ramieniem,
tulić, całować... to wiesz, nie zmuszaj się :) bo i tak z tego nici. A ty
samotna wędrowniczko, jeśli nie czujesz w jego oddechu czegoś co ci
podpowiada, "chcę cię, lubię cię bardzo bardzo", to nie wpuszczaj go do
wyrka, bo moralniak troszeczkę pali, chociaż przeważnie mija :) A on i tak
nie oddzwoni, taka natura, taki behawior i się nie ma o co obrażać na cały
męski stan :) Właśnie, jedna lekcja więcej i do przodu! :)
Dobra, co mi powiecie? Piotrek
Obserwuj wątek
    • psychopata.z.borderline pogubiłam sie, tak mnie oczarowałeś;) 23.05.05, 10:52

      • kosmiczny1 Re: pogubiłam sie, tak mnie oczarowałeś;) 23.05.05, 17:51
        Dziękuję mała, to jeszcze raz przeczytaj, złap mój rytm ;) P.
        • psychopata.z.borderline przeczytałam jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze 23.05.05, 19:11
          raz i nadal twierdzę, że Twój wątek jest wyjątkowo kosmiczny;)
          • kosmiczny1 Re: przeczytałam jeszcze raz, jeszcze raz i jeszc 25.05.05, 08:05
            Poproszę o konkrety :)) Ja z Marsa :) P.
            • szamanica Re: przeczytałam jeszcze raz, jeszcze raz i jeszc 25.05.05, 08:28
              a kobiety są z Wenus....
            • psychopata.z.borderline Re: przeczytałam jeszcze raz, jeszcze raz i jeszc 25.05.05, 14:44
              no cóż, strasznie zawliły Twój styl, nie powiem. Dobrze, że sens da sie
              wyłapać:)))
              ja z Wenus:)
              • kosmiczny1 hmmm... :))))) haha :) 25.05.05, 15:19
                No dziękuję, bo język polski okazuje się plastyczny jak guma, gdy się zrobi
                taki maleńki potok myśli i stara się nie myśleć szybciej niż klepanie w
                klawiaturę :) A tekścik napisałem bez wspomagaczy; mam tak naturalnie :)))
                Buźka, fajny jest maj, nie? :)) P.
                • psychopata.z.borderline Re: hmmm... :))))) haha :) 25.05.05, 15:39
                  ale Ty musisz być kosmicznie uwodzicielski;))
                  • kosmiczny1 Re: hmmm... :))))) haha :) 25.05.05, 15:46
                    Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm...... Nie zaprzeczę... :)))))))))))))) Nie, żebym teraz
                    nie miał banana na mordzie :D Twój Pierre... hehehe... :)
                    • psychopata.z.borderline coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:47

                      • kosmiczny1 Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:48
                        Banan = uśmiech zębiczny :)) Sorka, maj mnie dopadł ;) P.
                        • psychopata.z.borderline Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:52
                          to zamiast powiedziec że masz uśmiech na buźce to Ty mówisz że masz banana na
                          mordzie
                          • kosmiczny1 Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:55
                            :)) Bo to nie był banan i to nie jest buźka ;))) Miłego dnia psychopat(k)o :) P.
                            • psychopata.z.borderline Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:56
                              dzięki, wzajemnie
                              i nie mów tak nieładnie o swojej buzi:)
                              • kosmiczny1 Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:57
                                Tak mówiła A. w wyrku hehehe... :))) Serioża! :)
                                • psychopata.z.borderline Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 15:59
                                  nieładnie mówiła, jeszcze w wyrku:) a jej było Tamara:))))))))))))))))
                                  straszne;)
                                  • kosmiczny1 Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 16:02
                                    Nie, ona ze Śląska była :))) Fajną smażonkę gotowała, mmmm... :)
                                    • psychopata.z.borderline Re: coooooooooooooooooooooooooo?:) 25.05.05, 16:10
                                      to w łóżku panie tak nieładnie mówią o Twojej buźce, no nie;)
    • ata33 Re: Anatomia pożądania 25.05.05, 08:51
      Niezly watek i naprawde cos w tym jest!
    • natrealna Re: Anatomia pożądania 25.05.05, 14:23
      Oceniać szczerości powyższego nie będę... ale moim kobiecym zdaniem - coś w tym
      jest... Pozdrawiam Autora & S-kę :))
      • kosmiczny1 Re: Anatomia pożądania 25.05.05, 15:21
        Ata33, Natrealna pewnie, że coś w tym jest :)))) Dzięki, że starałyście się
        zakminić :) Buźka w 4 poliki :****) P.
        • natrealna Re: Anatomia pożądania 27.05.05, 12:16
          Co nie oznacza poparcia... ;) haha ;)
    • tamara_t Re: Anatomia pożądania 27.05.05, 20:54
      >No i żeby rozpoznawać, kiedy mężczyzna na serio ciebie chce, lubi, pożąda,
      podobasz mu się, lubi cię..., to trzeba już mieć jakieś doświadczenie, no na
      pewno nie wiedzą tego nastolatki, powiedziałbym, że jest to wiedza nabyta we
      właśnie takich sytuacjach typu flirt, jakieś związki, no i ucho skierowane do
      wewnątrz cały czas :)

      Nie zgodzę się z tym. Kobiety mają to do siebie, że w zaaferowaniu, zauroczeniu
      często błędnie czytają gesty.. a mężczyźni często doskonale znają sztuczki, jak
      złapać te "obeznane", z doświadczeniem... Niejedna dała się złapać na gotowanie
      z "teściową" na słuchawce, a potem okazuje się, że mama została poinformowana,
      że to koleżanka, a tych koleżanek było wiele...
      Każda znajomość jest obciążona ryzykiem - zgadzam się. Należy podjąć ryzyko, bo
      można obudzić się z ręką w nocniku - zgadzam się. Ale uważam tez, że
      rygorystyczna selekcja tez może nas - kobiety - uchronić przed wieloma
      rozczarowaniami. Panowie trochę inaczej to postrzegają, bardziej sportowo [choć
      nie wszyscy]. Dla kobiet seks bardzo przywiązuje do mężczyzny [o większości
      mówię, nie o WSZYSTKICH]; kiedy kobieta decyduje się iść z mężczyzną do łóżka,
      znaczy, że to jest dla niej juz bardzo ważna znajomość. Ja tak mam. Bardzo
      ważna znajomość.

      A pożądanie... samo w sobie nie jest przecież niczym złym, wpisane jest w naszą
      naturę i dobrze! Tylko, że tak skromnie zauważę, fajnie byłoby, gdyby faceta
      nie nosiło to libido na prawo i lewo, żeby nie pożądał co drugiej dziewoi na
      ulicy. A fe! :) Ja bym z takim nie chciała się związać [cokolwiek miałoby to
      znaczyć] chociażby ze zwykłego poczucia estetyki [a czort go wie, gdzie on
      tego... użytkował...] ;P
      • kosmiczny1 Re: Anatomia pożądania 28.05.05, 12:28
        Witam, mówisz:
        "Nie zgodzę się z tym. Kobiety mają to do siebie, że w zaaferowaniu,
        zauroczeniu często błędnie czytają gesty.. a mężczyźni często doskonale znają
        sztuczki, jak złapać te "obeznane", z doświadczeniem..."
        To jak dla mnie taka kobieta ma jeszcze za małe doświadczenie, bo ja właśnie
        naciskam na to, że widzieć ostro zaczyna się dopiero jak się ma jakiś staż. A
        to właśnie po to, żeby nie pakować się w jakieś nierokujące związki. Jeśli
        dziewczyna dała się zaczarować, znaczy, że poprostu nie poznała się jeszcze na
        tych czarach, ale ja myślę, że właśnie w kobietach jest jakiś zmysł, intuicja
        może i, że, jeśli ona ma cały czas rękę na barometrze swoich uczuć, to rozpozna
        bezbłędnie kiedy "tak, to on", a kiedy "będzie niezły seks, nic więcej..."
        Może chodzi o mowę ciała, o feromony... Bo nie sądzę, że przeciętni faceci są
        tak dobrzy w świadomym czarowaniu upatrzonej kobiety ("w domach z betonu
        casanova nie mieszka"), żeby ona była niezdolna do odmówienia. Nieliczni tak
        potrafią... ;)) I to też nie codzień, o nie, ale częściej w lipcu jak w
        styczniu :)
        Jak piszę, że ona słyszy głos "będzie niezły seks, nic więcej..." to rozumiem,
        że już potrafi odzielić seks od miłości. Seks to nie miłośc, nie widzę inaczej.
        Ale seks z miłością to extra i w ogóle szczyt marzeń; marzyć należy bo marzenia
        się spełniają :) Dalej...
        "Panowie trochę inaczej to postrzegają, bardziej sportowo [choć nie wszyscy]"
        Nie wolno tak myśleć, nie rób z mężczyzn bezwolnych zwierząt, zakładników
        swojego libido! Pewnie, zapanować nad nim jest cholernie trudno, ale, uwierz
        mi, nawet młodzi mężczyźni, którzy trochę starają się, mają już jakieś
        osiągnięcia w ujarzmieniu tej bestii. Ja wiem, że trafiają się 50-letni machos -
        to męski plankton; to nie jest "męskość" (cokolwiek to znaczy... :)))
        Piszesz o rygorystycznej selekcji mężczyzn, ok, zgadzam się, to taki sam
        biologiczny mechanizm, jak pożądanie atrakcyjnych (dla każdego inaczej i tu
        tkwi cały haczyk) kobiet przez mężczyzn. Tylko niech ta selekcja będzie oparta
        na bilogii a nie na kulturze, która każe np. napychać portfel; myślę, że się
        zgodzisz. Więc dobrze bym rokował związkom gdzie:
        1) on startuje do niej w konkury (czytaj, są na horyzoncie konkurenci)
        2) ona wybiera jego
        Czyli inicjatywa u niego, nie startuje przecież do każdej, tylko do tych co mu
        się podobaja :)) (przecież niejedna mi się dziewczyna na ulicy podoba) - połowa
        decyzji, ona robi ostateczną selekcję, ona decyduje o ich byciu razem - połowa
        decyzji :)
        To tylko taki model, ja go sobie tak na własny użytek z całej tej bilogii i
        libido i własnych takich, wydedukowałem :))
        Jeszcze jedno, że każdego faceta w młodym wieku libido nieźle tarmosi, to
        normalna sprawa i nie, to nie może być zarzut do młodych mężczyzn; to chyba
        jest nawet miłe, nie? :) Ale taki gość nie nadaje się jeszcze na męża, ja tak
        uważam, jeszcze musi troszkę pobrykać, sparzyć się parę razy, pocierpieć w
        samotności i zasmakować moralniaka po zdradzie, żeby docenić precyzję i
        nieomylość (?) tego zmysłu właśnie, swojego pożądania. Dla mnie już stało się
        jasne - na początku musi być ogień. Pozdrawiam. Piotrek
        • frejken Re: Anatomia pożądania 03.06.05, 13:31
          to ja ci powiem cos innego,bo nie rozumiem czemu wszyscy tak usilnie chwalą ten
          twój tekst (chyba ze pod wzgledem literackim..?)

          ,,Tylko niech ta selekcja będzie oparta
          na bilogii a nie na kulturze, która każe np. napychać portfel".

          dlaczego według ciebie moze byc oparta selekcja na bilogii a nie na portfelu??
          wiesz,jesli chodzi o milosc to zarowno lecenie na kase jak i na seksualnosc nie
          daje szczescia w przyszlosci. ja mowie o prawdziwym szczesciu.podstawa to
          UCZUCIA. nie wiem,kultura czyli nie wiem,jakies sprawy zwiazane z uzyciem mozgu
          w tej kwestii a nie tylko hormonow chyba tez...

          ''ona robi ostateczną selekcję, ona decyduje o ich byciu razem "

          no,a tutaj wychodzi wlasnie twoje podejscie do sprawy.ukladasz ideologie pod
          siebie,tak jak ci wygodnie,uzasadniajac to jakimis tam innymi tekstami.

          oto moja opinia..ale trzeba przyznac ze ogolnie podejscie masz zdrowe i nie
          jestes chyba wykorzystywaczem itd.. wiec uznanie z mej strony.

    • onlyyou4 Re: Anatomia pożądania 28.05.05, 15:56
      ładny tekst! :-)

      musicbar.blog.onet.pl/
    • brandnewisabel Re: Anatomia pożądania 28.05.05, 23:03
      Patrzcei, patrzcie...facet, a w jaki interesujący sposób przedstawił temat;-) A
      poważnie, coś w tym jest, o czym piszesz. Pozdrawiam :D
      • ata33 Re: Anatomia pożądania 29.05.05, 20:49
        Ja tez czytalam z zaciekawieniem i musze powiedziec, ze podzielam twoje zdanie
        kosmiczny 1.
    • kosmiczny1 Dziękuję, dziękuję, dziękuję ;))) 03.06.05, 09:43
      Dziękówa, że się Wam spodobał nie tylko styl, hehe :)))) Wszystko w tej
      delikatnej materii podpowiada mi ostatnio, że "nic na siłę" jest najlepszym
      doradcą :) Nie, żebym teraz biernie czekał, no jakoś inaczej powinienem
      podchodzic do tematu do kogo ma wyłącznie należeć inicjatywa ;) Myślę, że
      zainteresowanie i wola muszą być z obu stron, bo jak nie, to się młody Werter
      robi ;)) Pozdrawiam przed weekendem; znów się czegoś nauczę ;)))) P.
      • kleo_k Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję ;))) 03.06.05, 13:18
        To podziel sie z nami swoimi nowymi spostrzezeniami nt. zycia ..... i nie
        tylko. Pozdrawiam, kleo.
    • emka_cafe Re: Anatomia pożądania 03.06.05, 14:03
      kosmiczny1 napisał:

      > Jest w mężczyznach taka energia, której kobiety łakną i dla zdobycia której
      > (nazywa się to szukaniem odpowiedniego mężczyzny) robią się na bóstwo

      Tak!!!


      No i żeby rozpoznawać, kiedy mężczyzna na serio ciebie chce, lubi, pożąda,
      > podobasz mu się, lubi cię..., to trzeba już mieć jakieś doświadczenie, no na
      > pewno nie wiedzą tego nastolatki, powiedziałbym, że jest to wiedza nabyta we
      > właśnie takich sytuacjach typu flirt, jakieś związki, no i ucho skierowane do
      > wewnątrz cały czas :)


      Nie wiem dlaczego uwazasz, ze kobiety ucza sie szybciej rozpoznawac prawde, niz
      mezczyzni ja udawac, czyli klamac. Oboje maja wielkie pole do treningow, takie
      same mozliwosci poznania "przeciwnika", doswiadczenia, czas itd. itp. Kazdy
      rozpoznaje teren. Kobiety nie maja nadprzyrodzonej mocy wyczuwania co sie
      swieci, nie wydaje mi sie. Sam przyznales, ze sie tego ucza, na przykladach, na
      podstawie doswiadczen itd. A faceci wtedy proznuja??
      Wiesz jak bylo w moim przypadku - po prostu im bylam starsza, tym mniej ufalam.
      A naogladalam sie tyle tego... Nawet mnie osobiscie nie dotknela zadna
      katasfora, tez nie bylo latwo, ale... Na szczescie moglam zaufać temu jednemu
      jedynemu, ale ja po prostu mialam szczescie. Pozostalym nie ufam juz w chwili
      oecnej za grosz. Gdybym nie miala tego jedynego, na obecnym etapie zycia,
      moglabym smialo powiedziec, ze wybralabym samotnosc do konca zycia. Nie bylaby
      w stanie zaufac zadnemu facetowi. Tego ucza sie kobiety. Twoja wyuczona na
      bazie doswiadczen sila kobiet to po prostu BRAK ZAUFANIA. Tylko tyle.
      • pinxit Kosmiczny ...jestes kooooosmiczny! 03.06.05, 18:27
        ... i zgadzam sie z Toba , jednak...

        vice versa, moj drogi! Kobiety maja o wiele potezniejsza intuicje niz
        Wy!!! Mamy takie sztuczki z ktorych nie zdajecie sobie sprawy, i nie
        musimy sie ich uczyc.. Prawdziwe kobiety maja je we krwi, to sie nazywa
        "kobiecosc". Nie musisz nic mowic, czarowac, krecic, a ja po jednym
        spojrzeniu w twoje oczy wiem czy jest miedzy nami to "cos" zwane
        pozadaniem,czy ciebie chce, ten ponadziemski magnesik, ktorego nie
        ukryjesz.

        Cala sfera damsko-meska to wielka niekonczaca sie GRA.
        Gra hormonow, pozadania, feromonow - nazywajcie jak chcecie. Ja wiem ze
        wokol niej kreci sie caly swiat. I wcale nie jestem niezadowolona z tego
        faktu...

    • kosmiczny1 Jedziem... 08.06.05, 21:34
      1) Frejken nawinęła"
      "ja mowie o prawdziwym szczesciu.podstawa to
      UCZUCIA. nie wiem,kultura czyli nie wiem,jakies sprawy zwiazane z uzyciem mozgu
      w tej kwestii a nie tylko hormonow chyba tez..."
      Oki, nie mówię, żeby kopulować jak zwierzaki, jeśli kultura, to taka nie
      stojąca w sprzeczności z behawiorem człowieka, bo inaczej się robi "kultura
      jako źródło cierpień" (kto tę rzecz napisał??). Ja wiem, Safo jest wporzo,
      Wojewódzki już mniej, łapiesz różnicę? Oki, uczucia sa w porządeczku, tylko, że
      na zawołanie to się raczej nie zakochasz, a miło być czasem przytulonym przez
      życzliwego człowiek, nie? I nie musi to być mamusia, ani przytulenie... ;)))
      Jedziesz tak:
      "no,a tutaj wychodzi wlasnie twoje podejscie do sprawy.ukladasz ideologie pod
      siebie,tak jak ci wygodnie,uzasadniajac to jakimis tam innymi tekstami"
      To nie ideologia, tylko lata praktyki :)))))) A podejście jest powiedzmy w
      fazie testowej, jak masz jakieś inne ciekawe, to ja poproszę :)

      2) kleo
      Dzielę się jak mogę ;)) Rzuć okiem na post: "Ja robię swoje i Ty robisz swoje",
      z tym się zgadzam :)

      3) emka_cafe":
      "Pozostalym nie ufam juz w chwili obecnej za grosz. Gdybym nie miala tego
      jedynego, na obecnym etapie zycia,
      moglabym smialo powiedziec, ze wybralabym samotnosc do konca zycia. Nie bylaby
      w stanie zaufac zadnemu facetowi. Tego ucza sie kobiety. Twoja wyuczona na
      bazie doswiadczen sila kobiet to po prostu BRAK ZAUFANIA. Tylko tyle"
      Hmmm... to fatalnie, nie poczuwam się do winy, a też jestem mężczyzną. Ale,
      uwierz mi, są kobiety, które trafiają na takich gości, że mają pozytywne
      wspomnienia i doświadczenia. I więcej, jeśli myślisz, że poza Twoim wybrankiem
      już tylko pustynia, to nie zazdroszczę życia z takim wymierającym okazem, a co,
      jak Ci padnie, ucieknie...? Tylko się ciąć? A teraz to możesz na niego chuchać
      i dmuchać (myślisz jeszcze, że on to lubi) w dobrej wierze i z jakimś...
      zdesperowanym zapamiętaniem. No, nie ma co, złapałaś Pana Boga za nogi.

      4) pinxit:
      Love bejbe!!! :))) A niedawno czytałem w prasie kolorowej, chyba Wprost
      niestety, że męska intuicja jest mocno niedoceniana... :) Mmm... tak na
      marginiesie, nie ma takiego kogoś jak "prawdziwa kobieta", bo co to
      jest "kobiecość"???? Ja się tak zastanawiam w kontekście bycia "prawdziwym
      mężczyzną", że niby chciałbym takim być ;))

      Jo... " Bo słuchajcie i zważcie u siebie..." ;)))
      Dziś dostałem taką zjebę energetyczną w pracy o takie maleńkie nic, że kolejny
      argument, że staropanieństwo ma szczególnie emocjonalnie nacechowany stosunek
      do młodych, inteligentnych mężczyzn heheh :))) Może nawet w ogóle do mężczyzn i
      do całego świata damsko-męskiego. No cóż taka karma, myślę, że jej wybaczę,
      może nawet jutro się zupełnie obnażę takim jakimś textem: czemu wczoraj mnie
      tak nieładnie potraktowałaś? Takie nadstawianie po chrześcijańsku.
      Napiszcie jeszcze coś, na przykład czemu od paru lat się nie zakochałem, mam na
      myśli to uczucie właśnie: zabujania :) Hmm..? Piotrek
      Czuwaj! (interpretuj gnostycznie ;))
      • emka_cafe Re: Jedziem... 09.06.05, 10:11
        :))) Dzieki, wiem mam szczescie.
        Ale co do glownego pytania merytorycznego do Ciebie, nie odniosles sie.
        Brak argumentów?
      • emka_cafe Re: Jedziem... 09.06.05, 10:15
        Acha, jeszcze jedno:
        szkoda, ze odebrales mnie zbyt doslownie.
        Chcialam powiedziec tylko tyle: po moim facecie wiem, ze sa fajni i uczciwi,
        ale JA OSOBISCIE nie mialabym ochoty juz ich szukac, ponosic ryzyko, ze trafie
        nie na tego, ze sie przejade itd. To moje osobiste zdanie, nie twierdze, ze na
        calym swiecie istnieje tylko jeden fajny facet - moj. Twierdze, ze gdybym byla
        sama, bylabym za leniwa i zbyt nieufna, zeby szukac kogokolwiek...
        ;))) Myslalam ze to zlapiesz;))))
    • marika.krak Re: Anatomia pożądania 09.06.05, 11:34
      zakręciłam się czytając Twój tekst ale w pozytywny sposob... jednak uważam że
      jest coś w nim fajnego. a Ty wydajesz się przez to bardzo intrygującym
      facetem...
      pozdrawiam i życzę miłego dnia:)
      • emka_cafe Re: Anatomia pożądania 09.06.05, 12:19
        To tylko kilka tez nie do konca dajacych sie obronic i demagogia...I wystarczy,
        zeby facet byl intrygujacy...;))
        Ciekawe...
    • judyta32 Re: Anatomia pożądania 09.06.05, 12:23
      kosmiczny1 napisał:

      NAMIĘTNOSCI DROGI PIOTRZE NIE MOŻNA SIE NAUCZYC!!!
      ALBO JEST SIE NAMIETNYM ALBO NIE. TO TAK JAK Z TANCEM ALBO KTOS JEST DOBRYM
      TANCERZEM ALBO NIGDY NIM NIE BEDZIE.
      BUZIAKI I DO JUTRA NA IMPREZIE
      EWA


      > Jest w mężczyznach taka energia, której kobiety łakną i dla zdobycia której
      > (nazywa się to szukaniem odpowiedniego mężczyzny) robią się na bóstwo i
      > ogólnie licytacja piekność (patrz wczorajsze targi InterCharm - byłem,
      > wymiękałem ;)) To coś to pożadanie, ale jest dylemat, że jak niby odróżnić to
      > coś od zwykłego chcialstwa. Dalej, to coś to jest magnes, lep na kobiety, ale
      > każdy mężczyzna ma tego skończoną ilość w sobie i jak będzie tak szastał na
      > prawo i lewo to zrobi ten plus dla świata, że może obudzi seksulność w paru
      > kobietach, ale sam się tak wyprztyka z tej energii, że potem, jak już spotka
      > tę właściwą, to nie będzie miał z czym fajnym wystartować. Bo to coś to
      > ogólnie pozytywny klimat, takie pogodne podejście do życie i chrapka na sex.
      > Na serio, wtedy on smakuje najlepiej :)) No a teraz najtrudniejsze, że jak ta
      > dziewczyna ma rozpoznać, czy on chce ją "zaliczyć", się przytulić tylko (tego
      > matczynego ciepełka łyknąć, zresztą świetnie to rozumiem), czy to jest
      > właśnie ten właściwy, przynajmniej na "tu i teraz" bo właśnie czuje do tej
      > kobiety ten pozytywny fluid - pożąda jej. I jeszcze jeden zakręt, że są tacy
      > agenci, ja bywałem ;)), którzy potrafia bardzo dobrze tą energią kierować, że
      > właśnie ten błysk w oku, głos aksamitny i ogólnie fajna gadka, no i od razu
      > dziewcyzna wpada jak śliwka w kompot. To coś, czyste czarowanie jest do
      > złudzienia podobne z owym pożądanie, nie jest nim jednak... ;) No, nazywa się
      > to namiętność, można być namiętnym kochankim, lowelasem kochliwym, ale to
      > jest stąd, że taki kasanowa zna te czary; (straciłem wątek... ;). No, że
      > namiętności można się wyuczyć w kontakcie z płcią przeciwną, a pożądanie to
      > raczej funkcja ciała, natura, dobór naturalny, miliony lat "ewolucji
      > pożądania" o ono raczej nie oszukuje. Czyli, tu do dziewczyn, że, żeby
      > rozpoznawać kiedy czyste pożądanie a kiedy brak tego "czegoś", choć niby
      > wszysto jest, zresztą myślę, że właśnie dziewczyny mają jakiś zmysł i to
      > wyczuwają, tylko czasem same się oszukują, że może to właśnie ten właściwy..
      > No i żeby rozpoznawać, kiedy mężczyzna na serio ciebie chce, lubi, pożąda,
      > podobasz mu się, lubi cię..., to trzeba już mieć jakieś doświadczenie, no na
      > pewno nie wiedzą tego nastolatki, powiedziałbym, że jest to wiedza nabyta we
      > właśnie takich sytuacjach typu flirt, jakieś związki, no i ucho skierowane do
      > wewnątrz cały czas :) Także nikt mi nie powie, że jak oni się poznali w
      > liceum, potem się na studiach razem jeszcze trzymali, to potem, no skoro już
      > mają taki staż, to potem stanęli na ołtarzu, że ja wierzę w ich miłość/
      > pożądanie, dopasowanie ogólnie. Nie wierzę! Uf.... Ogólnie czasy są takie, że
      > jest ciężko, dziewczyny się boją, żeby się nie naciąć, nie
      > zostać "zalicznoną", no ale jak się w ogóle nie próbuje, to potem ręka w
      > nocniku i łapanie czegoś co w ogóle wystartuje, bo niby zegar bilogiczny
      > bije. To niefajne jak można sobie życie popsuć przez czekanie, czekać na
      > czyjąś inicjatywę, Eichelberger chyba coś o tym nawijał w kontekście lenistwa
      > duchowego. No niestety ryzyko zobywania tej bezcennej wiedzy jest wliczone w
      > koszta, albo prościej: złoto dla odważnych.
      > Może własnie stąd już wiem, że nie chcę być jej "piewszym", ten pierwszy ma
      > zawsze tyle do załatwienia u niej, że ja już to przerobiłem gdzieś po drodze
      > i że na bycie pierwszym nadają się świetnie młodzi chłopacy z małeńkim, że
      > tak powiem doświadczeniem :) i nie miało to zabrzmieć sarkastycznie. A żonę
      > to trzeba będzie poszukać wśród dziewcyzn, które juć coś wiedzą w temacie, no
      > dla mnie z definicji prawie dziwica nie nadaje się na żonę! Nijak. Dobra, kto
      > zakminił to jego, dzięki , powiedzcie jak czujecie. No i jescze tyle, że nic
      > na siłę, jeśli tobie samotny wędrowcze (;) nie chce się jej objąć ramieniem,
      > tulić, całować... to wiesz, nie zmuszaj się :) bo i tak z tego nici. A ty
      > samotna wędrowniczko, jeśli nie czujesz w jego oddechu czegoś co ci
      > podpowiada, "chcę cię, lubię cię bardzo bardzo", to nie wpuszczaj go do
      > wyrka, bo moralniak troszeczkę pali, chociaż przeważnie mija :) A on i tak
      > nie oddzwoni, taka natura, taki behawior i się nie ma o co obrażać na cały
      > męski stan :) Właśnie, jedna lekcja więcej i do przodu! :)
      > Dobra, co mi powiecie? Piotrek
      • kosmiczny1 Taaak Ewa???! 09.06.05, 19:55
        To zobaczysz jutro na imprezie! :)))) ;) (jak będę w fazie do czarowania
        zaznaczam ;))) P.
        • judyta32 Re: Taaak Ewa???! 14.06.05, 07:53
          kosmiczny1 napisał:

          Szkoda ze nie byles w fazie do czarowania :-(((, chcialabym zobaczyc jak to jest

          > To zobaczysz jutro na imprezie! :)))) ;) (jak będę w fazie do czarowania
          > zaznaczam ;))) P.
    • krysica Re: Anatomia pożądania 09.06.05, 12:27
      A uwierzysz, ze kobiety też mają takie rozterki...:)
    • kosmiczny1 Parna i deszczowa środa - weekendu początek ;) 15.06.05, 18:46
      Postaram się streścieć:
      1) emka_cafe
      Co do głównego zarzutu... ;) Otóż... w sumie chodziło mi tylko o to, żeby
      samego siebie nie oszukiwać, że może coś będzie ze związku, gdy nie ma "tego
      czegoś" o czym wszyscy wiedzą, czują, o co chodzi. Bo po jakimś czasie
      przeważnie ma się już jakieś doświadczenie. Nie klei mi się dziś :) O rany, nic
      na siłę, nie to nie :)
      "po moim facecie wiem, ze sa fajni i uczciwi, ale JA OSOBISCIE nie mialabym
      ochoty juz ich szukac, ponosic ryzyko, ze trafie nie na tego, ze sie przejade
      itd. To moje osobiste zdanie, nie twierdze, ze na calym swiecie istnieje tylko
      jeden fajny facet - moj. Twierdze, ze gdybym byla sama, bylabym za leniwa i
      zbyt nieufna, zeby szukac kogokolwiek..."
      Załapałem. Tym gorzej, że tak sądzisz, że byłabyś zbyt leniwa?? A co ja mam
      powiedzieć, każdy singiel ma sobie odpuścić??? I nie chodzi o jakieś specjalne
      szukanie, jakieś specjalne zabiegi miałaś na mysli? Chodzi chyba o postawę
      raczej, nastawienie na "tak" w tej kwestii. No jak się oleje, to na pewno nie
      trafi się żaden chętny frajer :)) Pozdrawiam pokojowo :)
      2) marika.krak
      Dzięki, może i jestem intrygujący, ale mi to nie pomaga wcale a wcale zabujać
      się na wiosnę ;) (i, powiem Ci skrycie, że jak minie lipiec 2005 i nic, to
      stracę resztki nadziei chyba... :/)
      3) Ewcia :)
      Sam się zasanawiam dlaczego tak mam ostatnio, że właśnie teoretyzowanie mi się
      włączyło (patrz cały ten wątek), a z praktyką ostatnio kruchutko. Nic już nie
      wiem... Hmmm... za mało feromonów?? ;) Pozdro. P.
      ps: ja wiem, tak sobie tłumaczę, nie ma "jej" na horyzoncie... :/
    • kosmiczny1 reaktywacja, napiszcie coś nowi czytelnicy :) 19.08.05, 14:19
    • kosmiczny1 treściwy text jednak uknułem, szacunek :)) 19.08.05, 14:23

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka