Dodaj do ulubionych

Polska z zewnątrz part II

06.06.05, 08:38
tym razem na poważniej:
www.jewishworldreview.com/0505/pitts.php3
Tylko (temat do dyskusji:) czy tak nie wygląda wszędzie?
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • kwiecienka1 Re: Polska z zewnątrz part II 06.06.05, 10:24
      Co do tego czy tak nie wygląda wszędzie: hmmm, ja mało światowa jestem, ot
      Ślązaczek-cudaczek, więc za dużo o tym "wszędzie" to nie wiem, myślę, że
      niestety tak...
      Tylko niewielu miejscom udało się zachować swoją oryginalność, świat (=Ameryka
      + Europa + tam, gdzie sięgają ich wpływy) staje się McŚwiatem, takie to teraz
      czasy
      tego się już chyba nie da cofnąć
      Podobno my, Polacy, jesteśmy najbardziej proamerykańscy w Europie - czy ja wiem?
      osobiście znam tylko jedną osobę, dla której ten odległy kraj coś znaczy,
      reszta znajomych to Europa nie oglądająca się za Hameryką

      Na pewno zaraz wypowiedzą się bardziej światowi i doświadczeni forumowicze, ja
      sobie potem poczytam i pokiwam główką na tak.

      Aha, w analizowanym tekście najbardziej podoba mnie się jak podmiot liryczny
      mówi: "Most people (...) speak English, some flawlessly."
      Yeah, right!
      pozdrawiam
      K.
      • braineater Re: Polska z zewnątrz part II 06.06.05, 10:54
        Ja jako ślązaczek-cudaczek nr 2 na tym forumie, w sumie troszke pojeździłem i
        pooglądałem (i jeszcze mam zamiar) i powiem tak, że np będąc na Ukrainie i w
        Rosji po pewnym czasie zaczęło mi brakować tych stałych punktów odniesienia -
        typu właśnie McDonalds. I nie chodzi tu o miłość do buły z mielonką, tylko o
        pewien standard czystości (szcególnie toalety) do którego mam jakieś, być moze
        nadmierne zaufanie, ale przynajmniej wiem, że nis spotka mnie tam jakiś
        radykalny hardkor typu ubikacja na narciarza (bardzo popularna na Ukrainie,
        czyli dziura w ziemi plus dwie poręcze po bokach by się czego chwycić było)

        Natomiast co do zasyfienia przestrzeni miejskiej bilboardami, logami itp, to w
        sumie kwiecieńko, nie wiem czy zauważyłaś ale Katowice oprócz wybryków na
        fasadzie biurowca przy Spodku, jakoś tak w miarę estetycznie asymilują ten
        reklamowy chłam - jak np ogromniasta reklama czegoś tam na Skarbku, zrobiona
        tak by pasowała do fasady budynku. I generalnie jak się tak rozglądam to nie
        widzę aż tak negatywnych efektów ometkowania ulic i elewacji - może mamy po
        prostu szczęście:)
        Pozdrowienia:)
        • nienietoperz Re: Polska z zewnątrz part II 06.06.05, 12:14
          Ad dyskusja ogolna:
          pare dni temu spedzilem mily wieczor w towarzystwie irlandzkich przyjaciol (+
          duzych ilosc stouta). W trakcie imprezy poznalem niejaka Julie, ktora wlasnie
          wrocila z/wyjezdza do Warszawy. Spedzila tam ostatnie trzy miesiace, uwaza,ze
          jest super, ma zamiar wrocic jak tylko zalatwi jakies formalnosci w Republice.
          Julie uwaza, ze Polacy sa nader sympatyczni, uczynni, otwarci, mowia po
          angielsku, etc.. Powoli zaczela sie uczyc polskiego, i tu cytat:
          `I try to watch some Polish TV, and my favourite show is - how do you call it? -
          Samo zyci? They speak so slowly, I can really understand lots!'
          Moze nie jest wiec tak zle?

          Ad braineater:
          ubikacja narciarska = standard w krajach arabskich + ogolnie azjatyckich, nie
          majacy (potencjalnie) wiele wspolnego z poziomem higieny. Po prostu inna
          technika i tyle. Indusi reaguja z obrzydzeniem na ohydny zwyczaj uzywania
          papieru toaletowego zamiast higienicznie wody i raczki lewej. Nie zarzucalbys im
          chyba brudasostwa? Pamietam olbrzymie wrazenie jakie wywieral na mnie widok
          ulicy pelnej kurzu, zapachow lagodnie mowiac roznych, i w tym samym miejscu i
          czasie grupy kobiet w idealnie czystych sari, w przeroznych zywych kolorach. Az
          sie bylo wstyd w swojej szarej przepoconej koszulce pokazac:-)
        • kwiecienka1 Re: Polska z zewnątrz part II 07.06.05, 22:17
          taaa, chyba mamy szczęście - przynajmniej pod tym względem nasze Katosy jakoś
          sie trzymają :-)

          poza tym: niniejszym swój podziw wyrażam - tak się dziś pięknie wątek
          rozwinął :-))) wróciłam z pracy, patrzę, a tu tyle lektury...
          ja się dziś raczej nie wypowiem, zaraz znikam cierpieć w zaciszu swojej
          minisypialni :-(

          aha, "Ojcobójcę" też mam :-) z autografem/dedykacją autora, a i czytać będę
          niedługo
          pozdr
          Kwiecieńka z Zapalonym Uchem
    • dr.krisk Owszem, wyglada, ale.... 06.06.05, 16:02
      W Polsce jakos wyjatkowo rzuca sie to w oczy. I smieszy. We Wloszech - owszem,
      amerykanizacja powszechna: w Galleria Vittorio Emmanumelle w Mediolanie
      wstawili wielki McDonald, i teraz obok szacownych ksiegarni i eleganckich
      sklepow siedza tlumy japonskich turystow siorpiac CocaCole i pozerajac fryty.
      Koszmar & dysonans.
      Kolega opowiadal mi historyjke z jego rodzinnej Kalabrii: wieczor, brzeg morza,
      wioska rybacka, grupa dzieci kapie sie w morzy pod czujnym okiem ubranych na
      czarno matek i babc. Nagle ktoras z babc wrzeszczy na cala plaze: "Mary Ellen!
      Vieni qui!!". Akurat wyswietlali Dynastie w TV i ktos tak nazwal corke...
      Ale dalej Wlochy maja swoj niepowtarzalny koloryt. Te McDonaldy musza sie
      liczyc z konkurecja starej kultury pizzy al forno di legno...
      U nas mamy pustke zupelna: bo niby do jakich tradycji i wzorow sie odwolywac?
      PRL-owskie bigosy odgrzewac? Oczywiscie, byloby przyjemnie gdybysmy zachowali
      choc szacunek dla jezyka ojczystego, unikajac tych koszmarnych
      pseudoangielskich nazw. Ale inne sa tryndy, i piary wysilaja mozgownice aby
      ludziskom kitu nawciskac.
      Optymistycznie sadze jednak, ze po zachwytach i malpowaniu przyjdzie czas na
      powrot. I na to licze.
      KrisK
      • broch Re: Owszem, wyglada, ale.... 06.06.05, 17:56
        artyklul dowodzi slabosci poskiej kultury (czy generalnie kultury
        nie-amerykanskiej, tyle ze mnie inna nie-amerykanska kultura nie obchodzi).
        Do roku 89 Polska byla krajem izolowanym a co za tym idzie innym. Po otwarciu
        granic okazalo sie ze Polska nie ma do zaoferowania swoim obywatelom nic
        wartosciowego.
        Kultura amerykanska zdominowala swiat, nie tylko Polske, w historii byla epoka
        francuska, rosyjska i co tam jeszcze. Teraz jest czas na dominacje kultury
        amerykanskiej. Nie ma w tym nic zlego, tyle ze w Polsce (a moze tylko tak mi sie
        wydaje, bo bardziej wrazliwy jestem nz to co dotyczy Polski) jakos szczegolnie
        chetnie ludzie pozbywaja sie nawet tej odrobiny indywidualnosci.

        W zeszlym roku bylem w Polsce poraz pierwszy od 6-ciu lat. Fakt, amerykanizacja
        jest widoczna, ale glownie ta bardziej tandetna. Szkoda. Ludzie, ulice, kultura
        przejely z kultury amerykanskiej to co latwe, ale rowniez pozbawione charakteru,
        indywidualnosci. Na swoja odrebnosc Amerykanie pracowali 200 lat a my chcemy to
        samo osiagnac w lat 20-cia kompletnie zapominajac o tym ze mamy historie nieco
        dluzsza. Nie wiem kiedy nastepnym razem pojade do Polski.
        Pewnie jestem niesprawiedliwy, ale to dlatego pewnie iz chcialbym aby w Polsce
        bylo jak w Ameryce "tylko lepiej" bo po polsku.
        • beatanu mam trochę inne zdanie... 06.06.05, 20:14
          broch napisał:
          > Do roku 89 Polska byla krajem izolowanym a co za tym idzie innym. Po otwarciu
          > granic okazalo sie ze Polska nie ma do zaoferowania swoim obywatelom nic
          > wartosciowego.
          Tutaj bym polemizowała. Co to znaczy, że Polska nic nie ma obywatelom do
          zaoferowania? Polska to przecież owi obywatele, osadzeni w określonym
          kontekście. Jeżeli sobie sami nic wartościowego nie zaoferują, to nic
          wartościowego nie dostaną (abstrahuję od problematycznej definicji tego co
          wartościowe)
          Oczywiście jestem świadoma faktu, że mieszanka narodowo-wyzwoleńczych tradycji,
          PRL-owskiego zakalca i zachłyśnięcia się blichtrem Zachodu to dość
          ciężkostrawny punkt wyjścia, ale przecież historia ostatnich 15 lat nie jest
          tylko historią bezmyślnego małpowania USA.

          Jestem przekonana, że Polska nie da się utopić w zalewie wspominanej przez
          Ciebie tandety (mamy własną, he he!), podobnie jak nie zamerykanizowała się w
          100% Skandynawia. I gdy pomyślę o wszystkich szwedzkich znajomych, którzy już
          byli, albo mają zamiar odwiedzić Polskę, o wszystkich programach i artykułach o
          Polsce jako celu turystycznych eskapad - to raczej nikt nie skupia się na
          podobieństwach ze Stanami/Zachodem (bo to mało kogo wzrusza). Koncentrują się
          na tym co odmienne i egzotyczne - na architekturze (i zakopiańskich chat i
          nowohuckiego socrealizmu), na obrzędach religijnych,na tradycyjnych chłopskich
          zagrodach, na polskiej kuchni (serniki!) i przyrodzie (raj dla ornitologów)
          I tym się zachwycają!

          Pozdrawiam :)))
          • dr.krisk Czy mozemy byc oryginalni? 06.06.05, 21:24
            Tak ogolnie to zgadzam sie z brochem - szkoda ze z kultury amerykanskiej
            bierzemy akurat rzeczy najbardziej tandetne. Ja na przyklad na polski grunt
            zaszczepilbym amerykanska bezposredniosc, uprzejmosc i sklonnosc do
            upraszczania zycia. Slabo znam Ameryke i Amerykanow, ale zazdroszcze tej
            otwartosci porozumiewania sie - nikt sie nie dziwi jak podejdziesz o cos
            spytac, czy podzielisz sie wrazeniami na temat przepieknych widokow...
            W Polsce czesto zdarza mi sie wedrujac po lasach spotykac ludzi, ktorzy
            pozdrowieni przeze mnie robia dzikie miny, cos tam mrucza i czym predzej
            oddalaja sie w chaszcze......

            Nie wiem tez, czy mamy cos do zrownowazenia tej ekspansji kiczowatej kultury
            masowej, zapelniajacej ulice Europy tymi samymi sklepami, restauracjami,
            reklamami, itp. Zreszta, moze tak byc musi? Moze wiekszosc ludzi tak wlasnie
            chce, czuje sie z tym dobrze, a nieliczna garstka marudzacych estetow musi
            zadowolic sie samodzielnym kultywowaniem roznic kulturowych (dziewczyny -
            umiecie upiec sernik?)?
            Zreszta jakos mnie to nie rusza specjalnie. Wzmiankowanego wczesniej Barbera
            czytalem, i nie podzielam jego obaw i watpliwosci. Powiem szczerze: wole
            chemicznie uzdatnionego hamburgera + w miare czysta toalete, niz zarosniety
            brudem bar Spoldzielczy. Pewnie, wolalbym przytulne restauracyjki serwujace
            polskie zrazy z buraczkami pod zimnego Zywca, ksiazeczki dla dzieci z
            ilustracjami Szancera, jezyk codzienny wolny od pseudoangielszczyzny (i
            polskich wulgaryzmow tez)...
            Ale my, prosze panstwa, nie jestesmy targetem - jak kiedys wytlumaczyl mi jakis
            sympatyczny merczendajzer. Takie nienietoperze to nawet auta nie maja, ja nie
            mam telefonu komorkowego, w nosie mam taryfy & okazje, pizze na telefon,
            konkursy w gazetach i kto wygra kolejny realityszol. Totez raczej na nas sie
            nie pozywia.....
            • beatanu Re: Czy mozemy byc oryginalni? 06.06.05, 22:09
              dr.krisk napisał:
              Moze wiekszosc ludzi tak wlasnie
              > chce, czuje sie z tym dobrze, a nieliczna garstka marudzacych estetow musi
              > zadowolic sie samodzielnym kultywowaniem roznic kulturowych (dziewczyny -
              > umiecie upiec sernik?)?

              A może większość po prostu nie pomyślała o tym, że jest jakaś alternatywa?

              Sernik upiec potrafię pyszny (bez polskiego twarogu), przepis dostałam od
              polsko-szwedzkiej przyjaciółki.

              > Ale my, prosze panstwa, nie jestesmy targetem - jak kiedys wytlumaczyl mi
              jakis
              >
              > sympatyczny merczendajzer. Takie nienietoperze to nawet auta nie maja, ja nie
              > mam telefonu komorkowego, w nosie mam taryfy & okazje, pizze na telefon,
              > konkursy w gazetach i kto wygra kolejny realityszol. Totez raczej na nas sie
              > nie pozywia.....

              A mnie miło, że jest nas, tych nie-tardżetowców ciut i troszkę...
              (Ale komórkę mam, dostałam starą "cegłę" od córki :)
              Pozdrawiam :-)



          • broch Re: mam trochę inne zdanie... 06.06.05, 21:49
            "Co to znaczy, że Polska nic nie ma obywatelom do zaoferowania? Polska to
            przecież owi obywatele, osadzeni w określonym kontekście."
            Prosze mi tutaj z sofizmatami nie wyjezdzac: Polska nie ma nic do zaoferowania
            Polakom Polska to Polacy oczywiscie. Nikt nie mowi o abstraktach.
            "15 lat nie jest tylko historią bezmyślnego małpowania USA."
            Wiem, wiem: mamy polski rap (???), Big brother, upadek polskiego kina i teatru
            (bo nie ma pieniedzy i zainteresowania na SZEROKA SKALE = ZYSK pozwalajacy na
            tworzenie nowych dziel).
            Oczywiscie ze nie malpuje sie bezmyslnie U.S.A., malpuje sie rowniez i inne
            kraje Europy Zachodniej np Niemcy (kultura dresiarzy) itp.

            "Polsce jako celu turystycznych eskapad - to raczej nikt nie skupia się na
            podobieństwach ze Stanami/Zachodem (bo to mało kogo wzrusza)."
            Alez sama pisalas o swoim mezu Szwedzie, ktory nie widzi juz roznicy miedzy
            Polska a reszta. Nie wdzi wiec powodu do zwiedzania Polski.

            Przyroda? Alez dlugo juz jej nie bedzie: Polska wysyla(la?) drzewo do Szwecji.
            Szwedzi madrzy ludzie oszczedzaja wlasne zasoby naturalne.

            Zagrody sie unowoczesniaja, obrzedy religijne maja coraz mniej duchowy charakter.

            Tak latwe przestawienie sie na kulture MacDonald swiadczy wylacznie o tym iz
            warstewka tradycji/indywidualnosci jest bardzo cienka.

            Z kultury innych krajow nalezy maksymalnie korzystac, nie oznacza to jednak ze
            nalezy bezmyslnie malpowac najgorsze wzorce bo to latwe i sie swieci.

            Polska ma wiele wartosciowych rzeczy do zaoferowania, ale na razie to tylko
            slowa. Nie robi sie nic aby faktycznie=efektywnie promowac to co jest w Polsce
            unikalne.
            Lot ze Stanow do Polski w czasie wakacji kosztuje $1000. To bardzo drogi MacDonald.
            • beatanu Re: mam trochę inne zdanie... 06.06.05, 22:39
              broch napisał:
              > Prosze mi tutaj z sofizmatami nie wyjezdzac
              Ok, nie wiedziałam, że wyjeżdżam, bo nie znałam tego słowa ;)
              Ale naprawdę można było Twoją wypowiedź interpretować na co najmniej dwa
              sposoby.

              > Wiem, wiem: mamy polski rap (???), Big brother, upadek polskiego kina i teatru
              > (bo nie ma pieniedzy i zainteresowania na SZEROKA SKALE = ZYSK pozwalajacy na
              > tworzenie nowych dziel).

              Akurat pod tym względem nie jesteśmy oryginalni, bo rapu można posłuchać i po
              francusku i po szwedzku i pewnie po albańsku też, nie wiem. A nad upadkiem
              polskiego kina i teatru jeszcze bym rąk nie załamywała, po epoce dotacji
              oczywistych nadeszła epoka walki o przeżycie, walki, którą przerabiały(-ją?)
              prawdopodobnie wszystkie kraje europejskie, nawet te najbogatsze. I jakoś nie
              zginęły w zalewie tandety ogólnoświatowej. Jezu, jak ktoś chce widzieć wszystko
              w czarnych kolorach to na pewno łatwiej mu to zobaczyć. Ja jestem widocznie
              ciągle niepoprawną optymistką, która jak dziecko cieszy się, że nakręcono takie
              filmy jak "Zmruż oczy", czy "Tam i z powrotem"... O teattrze wiem tyle co nic,
              sorry.

              > Alez sama pisalas o swoim mezu Szwedzie, ktory nie widzi juz roznicy miedzy
              > Polska a reszta. Nie wdzi wiec powodu do zwiedzania Polski.

              Ale mój mąż nie jest typowym turystą!!! Mieszkał i żył i pracował w Polsce
              przez siedem lat i on tę inność i egzotykę poznał dość dokładnie.
              Systematycznie czyta polską prasę, konsekwentniej niż ja. W tym jego upartym
              nie-powracaniu do Polski jest więcej Heraklita z Efezu i zwykłego droczenia się
              ze mną...

              O reszcie Twojego postu mogłabym napisać jeszcze raz - sprawiasz wrażenie
              (takie jest moje odczucie) człowieka, który dzisiaj tego światełka w tunelu nie
              dostrzega.

              Pozdrawiam gorąco
              B, niepoprawna optymistka :)))
              • dr.krisk Upadek Polskiego Kina (i teatru tez!) 06.06.05, 22:58
                beatanu napisała:

                > A nad upadkiem
                > polskiego kina i teatru jeszcze bym rąk nie załamywała, po epoce dotacji
                > oczywistych nadeszła epoka walki o przeżycie,
                Ja tez jakos nie placze nad upadkiem polskiego: kina, teatru, nauki, piosenki
                (niepotrzebne skreslic). A moze nic tu nie upadalo - po prostu krol byl nagi, i
                jak nadeszla pora sprawdzania to (jak pisal Iredynski chyba) "szuflady okazaly
                sie puste". Sadze jednak, ze z czasem na obrzezach tej calej papki zaczna
                powstawac rzeczy wartosciowe. Moze ich tworcy nie odniosa niesamowitego sukcesu
                medialno-finansowego, moze nie beda udzielac wywiadow dla kolorowych gazet, ale
                beda mieli swoja publicznosc.
                Prywatnie zas powiem, ze ze wzgledu na moja obojetnosc wzgledem kina i teatru
                (tez), nie porusza mnie to zbytnio....
                • broch Re: Upadek Polskiego Kina (i teatru tez!) 06.06.05, 23:37
                  Nie idzie o UPADEK bo kino złe, idzie o to iż mało kto się tym kinem intersuje.

                  Co z tego że Stańko jest uważany za jednego z największych żyjących trębaczy?
                  Kultura to coś więcej, to polska ulica która akceptujac/asymilując rzeczy dobre
                  u innych nacji pozostaje polska. Na pięknie odrestaurowanym rynku wrocławskim
                  czułem się jak w Niemczech.
                  Stańko jest "potrzebny" ale nie kształtuje polskiej kultury. Nie idzie o kulture
                  jako "wartość najwyższą" idzie o zwykła ulicę. Doktor powinien wiedzieć że nie
                  każdy Amerykanin zna Milesa, pewnie doktor widział nalepki na samochodach
                  promujące auta amerykańskie, itd itp.
                  Polska nie potrzebuje arcydzieł aby zachować cechy które są wyłącznie polskie.

                  Jeśli idzie o francuski rap to pudło: Francja jest tak francuska, że nawet ich
                  rap jest swojski, francuski. Polscy raperzy, naśladujący gestykulację 50 cent
                  itp są niestety wyłącznie śmieszni.

                  W Polsce obserwowałem odchodzenie od własnego, bo cudze lepsze.
                  "Ale mój mąż nie jest typowym turystą!!! Mieszkał i żył i pracował w Polsce
                  przez siedem lat i on tę inność i egzotykę poznał dość dokładnie. "
                  Nie wydaje mi się aby z cytowanych przez Ciebie wypowiedzi Twojego męża wynikalo
                  (moim zdaniem co innego:
                  "no ale przecież teraz w Polsce jest dokładnie tak samo jak w każdym innym
                  zachodnioeuropejskim kraju (czyli ameryko-podobnie, choć nie do końca). I gdy
                  mu opowiadam o prostych chodnikach, o zadbanych przystankach tramwajowych, o
                  autobusach, które przyjeżdżają zgodnie z rozkładem, o świecących świeżością
                  Sukiennicach, o setkach knajpek i ogródków w obrębie Starego Miasta - to ciągle
                  odpowiada niewzruszony - czyli normalnie, czyli raczej nudno."

                  Ja notorycznie jeździłem do kilku krajów bo były inne. O nudzie nie było mowy.
                  Te kraje wyróżniałuy sie, a nie były takie same - nudne.
    • beatanu Re: Polska z zewnątrz part II 06.06.05, 17:16
      To teraz już wiecie, dlaczego mój mąż (czysty żywy Szwed), mieszkający i
      pracujący w Polsce lat osiemdziesiątych, od jakichś dwunastu lat nie odwiedził
      kraju, z którego pochodzi jego żona, i w którym urodziła się nasza pierwsza
      córka... Jednym z jego argumentów ( a ma ich około dziewięciu) jest: no ale
      przecież teraz w Polsce jest dokładnie tak samo jak w każdym innym
      zachodnioeuropejskim kraju (czyli ameryko-podobnie, choć nie do końca). I gdy
      mu opowiadam o prostych chodnikach, o zadbanych przystankach tramwajowych, o
      autobusach, które przyjeżdżają zgodnie z rozkładem, o świecących świeżością
      Sukiennicach, o setkach knajpek i ogródków w obrębie Starego Miasta - to ciągle
      odpowiada niewzruszony - czyli normalnie, czyli raczej nudno. W pewnym sensie
      go rozumiem, no ale co ja zrobię, że mnie rajcują rzeczy, które przez całe moje
      dzieciństwo i młodość normalne nie były a teraz są?

      Trudno mi porównywać, bo bywam głównie w Krakowie i w Warszawie, ale wygląca na
      to, że jedno i drugie miasto jest bardziej upaćkane mniej lub bardziej
      potworkowatymi billboardami niż Katowice, niestety...

      braineater napisał:
      > Tylko (temat do dyskusji:) czy tak nie wygląda wszędzie?

      Amerykanizacja Szwecji zaczęła się w latach 50-tych i teraz już chyba mało kto
      się zastanawia nad tym, jak bardzo tym krajem zawładnęła kultura fast foodów i
      innego śmiecia...

      I pocieszenie (marne, bo marne, ale zawsze!) dla drKriska - angielski (czy
      pseudoangielski) w świecie polskiej reklamy to pikuś w porównaniu z angielskim,
      który zalewa ulice i media szwedzkie... I to smutne.

      I na koniec - o "szwedyzacji" polskiej rzeczywistości. Możecie mi nie wierzyć,
      ale kiedyś - rok temu? - jadąc z córkami z Okęcia do Centrum, przez chwilę nie
      byłam pewna gdzie się znajduję (dziewczyny rozmawiają ze sobą po szwedzku) - po
      prostu co chwilkę mijałyśmy reklamy szwedzkich firm - a to IKEA, a to bank
      NORDEA, a to firma ubezpieczeniowa SCANDIA, a to lakiery i farby BECKERS, a to
      jakieś tam (nie pamiętam) meble kuchenne, a to H & M (btw, ciekawa jestem ,jak
      wiele osób kojarzy tę ostatnią ciuchową firmę z krajem Strindberga - to takie
      nawiązanie do literatury, bo jakoś od niej odbiegamy :)

      Pora na uroczystą obiado-kolację. Dziś u nas święto narodowe!!!
      Pozdrawiam serdecznie :-)))
      • dr.krisk Swieto? A jakie? 06.06.05, 20:42
        beatanu napisała:

        > Pora na uroczystą obiado-kolację. Dziś u nas święto narodowe!!!
        > Pozdrawiam serdecznie :-)))
        Uprzejmie prosze pozdrowic szanownego malzonka.
        A co to za Swieto Narodowe? Pytam bo lubie wszelkiego rodzaju obchody.
        • noida Re: Swieto? A jakie? 06.06.05, 22:20
          Właśnie, ja też chciałabym wiedzieć :-)
          • beatanu Re: Swieto? A jakie? 06.06.05, 22:41
            Ha! Odpowiedź poniżej i witam na forum TWA!

            B :-)
        • beatanu Re: Swieto? A jakie? 06.06.05, 22:21
          Dawnemu Swiętu Flagi Szwedzkiej nadano rangę Swięta Narodowego (na pamiątkę
          elekcji króla Gustawa Wazy w 1523 a także ustalenia konstytucji w 1809) i w
          tym roku po raz pierwszy był to dzień wolny od pracy.

          I pomyśleć, że Szwedzi przez lata całe nie mieli swojego święta, a Polacy mają
          aż dwa! I to może też odpowiedź na to, czy możemy być oryginalni w Europie...

          Męża pozdrowię przy najbliższej okazji, dzięki, wyjechał w podróż służbową na
          południe kraju.
          B :)
          • dr.krisk Dziekuje! 06.06.05, 22:29
            beatanu napisała:

            > I pomyśleć, że Szwedzi przez lata całe nie mieli swojego święta, a Polacy
            mają
            > aż dwa! I to może też odpowiedź na to, czy możemy być oryginalni w Europie...
            > B :)
            Polska jako kraj nieustajacego Swieta Panstwowego? No nie jestem przekonany,
            czy o taka oryginalnosc mi chodzi.....
            Choc jak porownuje Polske z innymi znanymi mi krajami, to sadze ze pracujemy i
            tak duzo w porownaniu do rozpaskudzonych spoleczenstw krajow rozwinietych. To
            znaczy: sa tacy co nic nie robia, ale sa rzesze Polakow zasuwajacych w sposob
            wrecz morderczy....
            Powyzsze uwagi moze niezbyt odkrywcze, ale od goraca bialko sie scian, a mozg
            to tez bialko!
            • daria13 Re: Patriotyzm? 07.06.05, 08:49
              Na fali rozważań o globalizacji, amerykanizacji i unifikacji w ogóle,
              pomyślałam o czymś, co dziś możemy nazwać tożsamością narodową, a kiedyś
              nazywało się takim śmiesznym, dziś już nieco wręcz staroświeckim słowem -
              patriotyzm. I tak się zastanawiam, komu jest on dziś potrzebny. My chyba
              jeszcze znamy to określenie z autopsji, zwłaszcza odłam nieco starszy;
              uczestnictwo w manifestacjach antykomunistycznych, wylanych sporo łez w trakcie
              pacyfikacji tychże gazem łzawiącym, itp. Znamy też z pierwszej ręki opowieści
              wojenne naszych żyjących jeszcze rodziców i dziadków. Nasze dzieci znają to
              pojęcie już tylko z podręczników i książek Sienkiewicza, Mickiewicza i innych.
              Myślę, że do ich młodych, chłonnych umysłów to jeszcze dociera, ale jakby coraz
              słabiej. Jestem ciekawa, jakiego patriotyzmu uczą się dzieci (o ile w ogóle się
              uczą) w krajach, których historia nie była aż tak pokkręcona jak u nas. A jaką
              tożsamość narodową czują dzieciaki z Waszych mieszanych małżeństw? I teraz
              najważniejsze pytanie: czy to staroświeckie pojęcie jest jeszcze w ogóle komuś
              dzisiaj potrzebne?
              W moim odczuciu jedyną, szczątkową formą patriotyzmu, o jaką warto jeszcze
              zabiegać, jest to, żeby nasze dzieci, które prawdopodobnie los rozrzuci po
              całym świecie, nie musiały się w przyszłości wstydzić, z jakiego kraju
              pochodzą one i ich rodzice, i żeby umiały opowiadać o swoim kraju i swoich
              korzeniach bez zażenowania.
              Pytanie tylko, czy będzie to możliwe, kiedy prezydentem zostanie pan K. i
              wprowadzi na dłużej takie rządy w Polsce, jakie sprawuje obecnie w Warszawie. A
              jeśli w wyborach wygrają moherowe berety? Uff, strach pomyśleć;(
              Pozdrawiam:)
              Ps.
              Przepraszam, że znowu o dzieciach, ale chodziło tu o kontekst przyszłych
              pokoleń w ogólności:)))
              • braineater Re: Patriotyzm? 07.06.05, 09:27
                Hmmmmm - patriotyzm?

                Jak dla mnie w sumie dość puste słowo na stronie słownika języka polskiego.
                Patriotyzm wymaga chyba pewnej dawki dumy i, no tak, megalomanii, a ja dumnie i
                megalomańsko podchodzę tylko i wyłącznie do siebie - nie jestem tego w stanie
                rozciągnąć na większą ilośc jednostek.

                Bo czy ja się czuję dumny z bycia Polakiem?
                Czy Wy się z tego powodu czujecie jacyś inni?

                Bo wydaje mi się, acz nie chcę uogólniać, że raczej nie - i nie dotyczy to
                mojej jakiejś tam niechęci do polskości jako takiej, bo chyba te same objawy
                miałbym będąc Francuzem, Niemcem, czy Czechem - ot, miałbym może więcej
                argumentów za tym by być dumnym, ale nie zmienia to jednak faktu podstawowego,
                że podchodzenie do narodowości jako cechy dystynktywnej, wyróżnika i źródła
                wiedzy o człowieku, zawszeć jakieś mi się takie płaskie wydawało.

                Może to związane jest z tym, że w odróżnieniu od Was, Polski jako kraju
                okupowanego przez Polaków nie pamiętam zbyt dobrze i nie było to coś o co
                musiałem walczyć, albo z czym musiałem sie ukrywać. Familię i owszem mam jakoś
                tam narodowo wkręconą, acz dziwną, jak to na Śląsku zreszta bywa - bo w końcu
                mam się czuć Niemcem lub Żydem po pradziadkach, polskim Niemcem po dziadkach,
                Polakiem po rodzicach, czy Ślązakiem, bo tu mieszkam? Jakoś z tego garnituru
                etykietek żadna mi zbytnio nie pasuje i z żadną nie czuje się jakoś szczególnie
                związany.

                Stąd też nie widzę może aż tak negatywnie tej homegenizacji kultury, która Wam
                zdaje się dość mocno uwierać. Być może nie zakocham się w kuchni
                MacDonaldsowej, nie dam sobie wytatuowac loga Nike na brzuchu ani nie zacznę
                smigać Chevroletem, ale już komputer prędzej kupię z Apple niż z Optimusa, na
                film raczej pójde europejski lub azjatycki niż polski, muzyki raczej także w
                większosci z innych regionów świata słuchał będę a podstawowym składnikiem
                mojej literackiej diety jednak nadal będą teksty obcokrajowe. A jeśli będę
                chciał Was kiedyś w pueblo ugościć to tez Was raczej uczestuję hiszpańskim
                winem i grecką sałatką z fetą niż polską wódką i bigosem.

                Tylko, że to wszystko jest kwestią bardziej własnego smaku i gustu, niż
                wychowania w modelu patriotycznym.

                I chyba nie moge sie zgodzić z doktorem, że nie jestem targetem - jestem, tyle,
                że dośc niszowym:)Targetem dla wydawnictw, targetem dla producentów muzyki i
                filmow (acz tu targetem jestem raczej niesfornym i głównie pirackim:); dla
                producentów wina targetem jestem wraz żoną doskonałym i tak samo, tym razem
                sam, jestem doskonałym celem marketingowym dla wszelakiego rodzaju nowinek z
                dziedziny osobistej elektroniki - palmtopy, mp3 playery, nootebooki itd. być
                może nie zarobią na mnie wielkie koncerny odziezowe, bo ubieram się w
                szmatexach, wielkiego urobku tez nie będzie miał na mnie producent exkluzywnych
                pokarmów albo mistrz robienia wedlin staropolskich tudzież producenci
                samochodów (brak prawa jazdy i ogólna niechęc do przemieszczania się w
                nienaturalnym tempie - rower to jest pojazd na miarę człowieka:), ale parę osób
                zawsze na mnie zarobi.

                Od etykietki targetu, tak jak i od MAcDonalds'a i kilku innych przedsięwzięc
                globalnych raczej nie uda nam się już uciec - może to smutne, ale
                jakkolwiekbyśmy się opierali, zawsze znajdziemy się w kręgu zainteresowań
                jakiegoś marketingowca.

                Pozdrowienia:)
                • daria13 Re: Patriotyzm? 07.06.05, 09:59
                  Ale mi bynajmniej nie chodziło o to, żeby jeść tylko bigos, czy chodzić
                  wyłacznie na polskie filmy (to zakrawałoby już chyba na masochizm;) i nie o to,
                  żeby być dumnym, bo też nie bardzo jest obecnie z czego, ale przynajmniej, żeby
                  się nie wstydzić, a jak tak dalej pójdzie w naszym życiu polityczno-społecznym,
                  to może się zdarzyć, że na pytanie o pochodzenie, Twoje dzieci będą wolały
                  wybrać jednak opcję niemiecką na przykład;(. A to już byłoby naprawdę smutne.
                  Pozdrawiam
                  • braineater Re: Patriotyzm? 07.06.05, 10:10
                    To żaden wstyd
                    To raczej obojętność + niechęć do zestawu pojęc, które ukrywają się pod
                    stereotypem "Polak"
                    A dzieci mogą sobie wybrać jakąkolwiek narodwośc i zestaw kulturowy jaki będą
                    tylko chciały, byleby to nie był paszport z Krainy Idiotów.
                    Pozdrowienia:)
                    • nienietoperz Re: Patriotyzm? 07.06.05, 12:47
                      Alez sie dyskusja zapedzila!
                      Mialem ochote juz wczesniej napisac przy okazji ogolnych zachwytow nad tym, ze
                      nowe pokolenia odlaczaja sie od tradycji martyrologicznej, zrzucaja ciezar
                      narodowy, flage bialo-czerwona i jada na ryby. Wszystko pieknie, jesli przed
                      oczyma mamy wizje tychze pokolen czytajacych Viana, Cortazara, Kadare,
                      Mahabharate i Faulknera - ale co to ma wspolnego z rzeczywistoscia?
                      W moim przypadku liceum 91-95 oznaczalo np., ze czytanie Mickiewicza bylo juz
                      nie tyle poddawaniem sie establishmentowi towarzysko-nauczycielskiemu, co raczej
                      aktem buntu. Nie oznacza to, ze polonistka lekko krzywiaca sie na tradycje
                      narodowa proponowala cos innego, a juz zdecydowanie nie oznaczalo to, ze
                      moi rowiesnicy globalnie rzucali sie na wyzej wspomniane lektury.
                      Moim zdaniem nie ma szansy znalezienia wlasnego miejsca w rzeczywistosci
                      kulturowej na zasadzie - cokolwiek, gdziekolwiek, jakkolwiek. Moze przebywanie
                      za granica szczegolnie sprzyja klarownej identyfikacji
                      swoich korzeni. Jezyk, jak braineater niegdys wspominal, jest, przynajmniej dla
                      mnie, kwestia nie do przeskoczenia - mozna go sprawnie uzywac, ale juz zawsze
                      pozostanie podzial na swoj i inne. I jakos sobie nie wyobrazam wychowania bez
                      naszych romantykow, bez Lalki, bez Gombrowicza. `Swiadomosc martyrologiczna' i
                      kwestia zmierzania sie z nia bedzie mi zawsze towarzyszyc, ale nie widze tu
                      wielkiego problemu. Im bardziej znajomi Anglicy sa nowoczesni, lewicowi,
                      oczytani, etc., tym bardziej kwestia imperialna wraca do nich wieczorami, wali
                      mlotkiem w czolo, kaze sie usprawiedliwiac, tlumaczyc, byc dumnymi i cokolwiek
                      jeszcze. Mitologia amerykanska (cokolwiek prozaiczniejsza, bo i historia
                      krotsza i chyba latwiejsza) rozwija sie w najlepsze; i nie mam tu na mysli
                      wylacznie kultury masowej.

                      Patriotyzm - alez oczywiscie, dlaczego dyskutujemy na forum tutaj, a nie gdzie
                      indziej, dlaczego los kina polskiego obchodzi nas bardziej niz
                      bulgarskiego, dlaczego moherowe berety zalamuja nas na Marszalkowskiej a nie na
                      Grantham Street? Moze znow perspektywa odlegla wplywa mocno na moje odczucia w
                      tej sprawie - tu na pytanie skad jestes i co to znaczy trzeba odpowiadac innym
                      (i sobie) bardzo regularnie. Choc odlaczony od przesadow emocjonalnotradycyjnych
                      broch pewnie sie nie zgodzi.


                      Moj zawod jest w pewnym sensie optymalnie miedzynarodowy - nie wymaga ani
                      wielkich funduszy, ani szczegolnej sprawnosci jezykowej. Ludzie podrozuja tam i
                      z powrotem miedzy kontynentami i zmieniaja uczelnie, niemniej jednak pojecie
                      `szkoly polskiej' czy `szkoly wroclawskiej', funkcjonuje powszechnie - wszystko
                      wiaze sie z ciagloscia kontaktow ludzkich. I tu Polacy wstydzic sie specjalnie
                      swojego kraju nie musza.

                      W kwestii targetow - nienietoperze komorki nie maja, ubrania (przynajmniej czesc
                      meska) kupuja pod przymusem, rowery uzywane, ale jakims tam (mozno
                      nieskoordynowanym) targetem pewnie sa - wydaja na schroniska mlodziezowe,
                      koncerty, plyty, ksiazki, etc.

                      Uff, dla wszystkich, ktorzy zdolali dotrzec do konca serdeczne pozdrowienia,
                      Wasz nnntpz

                      P.S. Zeby sie tak zupelnie nie unarodowic, idziemy sobie w czwartek posluchac
                      Tori Amos. A co!
                      • daria13 Re: Patriotyzm? 07.06.05, 14:03
                        Dotarłam do końca i to z wielkim ukontentowaniem:) Właśnie takiej odpowiedzi mi
                        brakowało. Pozytywnej, ale i rzeczowej. Nie pamiętam już niestety, kto z nas
                        napisał tu o potrzebie posiadania korzeni, jako gwarancji poczucia
                        bezpieczeństwa. Wiem, że brzmi to górnolotnie i wierzcie mi,że rozumiem
                        wszystkie uwagi sceptyczne, zwłaszcza w świetle ostatnich zjawisk zachodzących
                        w naszym życiu publicznymi i w świetle stereotypów dotyczących Polaków i
                        polskości, ale mnie takie wykorzenienie jednakowoż nieco przeraża i na swój
                        staroświecki sposób chcialabym, aby dalsze pokolenia, o ile może nie muszą być
                        dumne, to jednak nie powinny się wstydzić swojego pochodzenia.
                        Dziękuję Ci nasz kochany Nienietoperzu - podniosłeś mnie nieco na duchu:)
                        Pozdrawiam serdecznie i proszę o wrażenia po koncercie Tori:)
                        • braineater A ja sobie spór 07.06.05, 14:16
                          pokontynuuję:)

                          bo cały czas staram się dowiedzieć, czemu nasze, wasze, ich dzieci, powinny być
                          dumne z czegos, co kompletnie od nich nie zależy i na co nie maja najmniejszego
                          wpływu?

                          Czy w takim bądź razie mam byc dumny z tego, że mam 174 cm wzrostu?
                          Że włosy mam lekko ryszawe?

                          Przecież nijak na to nie zasłużyłem ani tego sobie nie wybierałem. Tak jak i
                          narodowości czy faktu urodzenia się chłopcem. Więc dlaczego ta duma?

                          że Chopin, że Skłodowska, że matematycy co Enigmę rozgryźli?

                          Przecież ja z nimi nie mam nic wspólnego...

                          że piękne krajobrazy, miła (czasem:) oku architektura, że Wisła i Tatry?

                          Przecież inni mają tyle samo, jak nie więcej, do pokazania...

                          Więc nadal nie wiem - czemu duma, na jakich podstawach oparta i, przede
                          wszystkim - po co, do czego to jest potrzebne, lub, omijając pragmatyzm,
                          dlaczego ma to być aż tak ważne?

                          A już najmniej rozumiem, czemu to zakorzenienie miałoby dawać poczucie
                          bezpieczeństwa. Przecież im mniej Cie wiąze tym łatwiej niebezpieczeństw
                          unikać - tak mi się przynajmniej wydaje. Chyba, że chodzi tu o potrzebę, której
                          nie potrafię zrozumieć także w religiach, czyli mozliwośc odwołania się do
                          czegoś ponadludzkiego, do jakiegoś jednoczącego abstraktu - tylko, co to daje?

                          Pozdrowienia:)

                          Na relacje z Tori również czekam niecierpliwie:)
                          • dr.krisk O dumie narodowej slow kilka... 07.06.05, 14:42
                            Co do dumnego obnoszenia polskosci po swiecie - dumy nijakiej z bycia Polakiem
                            nie odczuwam, ani wstydu tez nie. Moj zwiazek z polskoscia to przede
                            wszystkim "jezyk, w ktorym mysle", jak zgrabnie ktos powiedzial. No i poczucie
                            wspolnoty historii np. z panem braineaterem, a nie z panem Pierantonio
                            Ficcarelli. Slozy mnie w oczach nie staja ze wzruszenia, jak wysiadam na Dworcu
                            Centralnym stolicy ojczyzny mej, albo jak nasze kochane zolnierzyki maszeruja
                            na defiladzie kuczci. W ogole kuczci nie lubie.

                            Jako osobnik wykorzeniony przez historie i zlych ludzi ze wszystkiego co
                            czlowiek miec powinien stwierdzam jednak, ze zazdroszcze np. moim wloskim
                            przyjaciolom - wlasnie ich korzeni. Pochodzenia z konkretnego miejsca
                            (miasteczko z ktorego pochodzi moja rodzina spalone zostalo przez zwycieska
                            Armie Czerwona w ramach doswiadczen pirotechnicznych), poczucia osadzenia i
                            jakiejs przynaleznosci. Nie zebym paluchy obgryzal z rozpaczy, ze jestem taki
                            znikad, ale czasem sobie mysle ze przyjemnie byloby byc skads..... Zwlaszcza w
                            pozniejszym nieco wieku wielosc mozliwych scenariuszy zaczyna doskwierac.
                            Dla moich porzadnych mieszczanskich przodkow oczywiste bylo kim sa, i kim beda.
                            Sadze nawet, ze podobne dylematy nie przychodzily im do glowy. Ja, przechodzac
                            powoli w smuge cienia, dalej nie moge sie zdecydowac. Chyba wiec pozostane
                            dalej everymanem-jedermanem: czyli nikim.
                            KrisK
                          • daria13 Re: A ja sobie spór 07.06.05, 14:54
                            Żeby wytłumaczyć mój wywód dotyczący poczucia bezpieczeństwa w kontekście
                            korzeni musiałabym odwołać się do kwestii wychowywania dzieci, a trochę się
                            boję Brocha, ale co mi tam. Dziecko czuje się bezpieczne i szczęśliwe, kiedy
                            odgrywają się w jego otoczeniu pewne stałe rytuały, kiedy zasypia zawsze w
                            swoim łóżeczku z tą samą przytulanką. Wszelkie zmiany burzą jego spokój i
                            właśnie poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że podobnie rzecz ma się z naszymi
                            korzeniami; z jednej strony mobilność z pewnością jest cechą praktyczną, ale z
                            drugiej strony mozliwość powrotu do kraju rodzinnego, do rodziny, dawnych
                            przyjaciół, wydaje mi się potrzebna człowiekowi, właśnie po to, żeby nie czuł
                            się wyobcowany. Nie musisz z tego korzystać, ale powinieneś mieć świadomość, że
                            taka możliwość istnieje i że może kiedyś będziesz mimo wszystko chciał pokazać
                            komuś bliskiemu, niekoniecznie dzieciom, miejsca, gdzie się urodziłeś,
                            wychowałeś, bawiłeś. Ot, taka podróż sentymentalna. Być może skłonność do
                            takich sentymentów przychodzi z wiekiem, a już na pewno jest związana z tym, że
                            jestem kobietą i to raczej z tych uczuciowych. Może Ciebie to nigdy nie będzie
                            dotyczyło. NIe wiem. Tak się tylko wymandrzam:)))
                            Kurcze, przypomniał mi się ostatni Kundera, może jednak nie mam racji:(
                            Pozdrawiam:)
                            • braineater Re: A ja sobie spór 07.06.05, 15:13
                              Jedno stwierdzenie - to raczej musi być związane z wiekiem - patrz post dr
                              KrisKa, patrz Twoja wypowiedź.
                              Co do rytuałów dzieciństwa, to wydaje mi się jednak, że bardziej jest to
                              związane z rodziną niż ojczyzną, że jeśli tęsknisz, to do ludzi bardziej niz
                              miejsc.
                              A co do znajomych, przyjaciół itd, to, i znów róznica wieku wychodzi, ja nie
                              jestem miłosnikiem spotkań i pogaduszek i w zupełności mi wystarcza jak mam ich
                              w zasięgu maila czy telefonu ostatecznie - a to mam juz zagwarantowane
                              praktycznie wszędzie, więc zerwanie tych kontaktów nie grozi mi raczej. Wiem,
                              że argument o 'kontakcie z zywym człowiekiem' jest istotny i mocno
                              niepodważalny, ale znowu - z większością moich znajomych i przyjaciół,
                              kontaktujemy sie via net - czy to czat czy maile czy skype a spotykamy się
                              nader rzadko. I jakoś jest tak, że da się te kontakty praktycznie całkowicie
                              usieciowić - choć, podejrzewam dla większości z Was nie jest to wymarzony
                              substytut zycia towarzyskiego.:)
                              A poczucie wyobcowania jest mi niezbędne do bycia braineaterem i bardzo to
                              lubię:)

                              Pozdrowienia:)
                              • dr.krisk Re: A ja sobie spór 07.06.05, 15:42
                                braineater napisał:

                                > Jedno stwierdzenie - to raczej musi być związane z wiekiem - patrz post dr
                                > KrisKa, patrz Twoja wypowiedź.
                                Niestety - to prawda. Sam z rozbawieniem obserwuje zmiany jakich doswiadczam z
                                uplywem lat. A wczoraj usmialem sie nizle - w jednym ze klepow zobaczylem
                                wywieszke: "znizka 15% dla seniorow". Sprawdzilem wiek - mieszcze sie. Ja -
                                seniorem! Zaraz skojarzenia: klub seniora "Zloty Wiek", panienki ustepujace
                                miejsca w autobusie, jubileusz pracy zawodowej.. o rany.....
                                Po powrocie do domu musialem sie zdezynfekowac wewnetrznie po tym Wstrzasie,
                                totez dzis jestem senny i melancholijny.



                                > A co do znajomych, przyjaciół itd, to, i znów róznica wieku wychodzi, ja nie
                                > jestem miłosnikiem spotkań i pogaduszek
                                A tu sie sie zgodze - spotkan i pogaduszek nie cierpie. Wole krotkie kontakty
                                intensywne, niz takie ciepelko towarzyskie. Raczej powracam do miejsc niz do
                                ludzi. Zreszta ludzie pomarli, wyjechali, znikneli. Sklep mojej energicznej i
                                rozesmianej ciotki dziala dalej, ale nikt w nim na moj widok nie zbiega z
                                wrzaskiem radosci. Magiczne miejsca mojego dziecinstwa zniknely. Tylko
                                blotnista rzeczka nad ktorej brzegiem budowalem moje porty i wodowalem statki z
                                kory plynie dalej. Rownie brudna i blotnista jak kiedys.
                                Wszystko plynie...
                                To efekt dzisiejszej melankolii & bolu glowy. Laknienie tez wzmozone.
                                KrisK
                              • daria13 Re: A ja sobie spór 07.06.05, 15:48
                                Po pierwsze wypraszam sobie te ciągłe wycieczki w stronę mojego wieku, bo
                                dottore jako mężczyzna i to wyjątkowy mężczyzna:) pewnie nie przywiązuje do
                                tego wagi, ale ja, w przeciwieństwie do Beaty, jestem taka bardziej drażliwa w
                                kwestii wieku;). Wiem, wiem, sama zaczęłam, ale na przyszłość, proszę trochę
                                delikatniej;)
                                Po drugie sama, mimo podeszłego wieku, jestem bardzo daleka od lubienia
                                pogaduszek, wręcz przeciwnie, moje kontakty towarzyskie ograniczam do minimum,
                                bo weekendy zdecydowanie wolę spędzać w gronie najbliższych, dla których mam
                                stanowczo za mało czasu w tygodniu, albo jeszcze lepiej z książką, ewentualnie
                                na spacerach z psem. Mój charakter pracy powoduje to, że jestem narażona na
                                zbyt liczne kontakty z ludźmi, więc po pracy zdecydowanie od nich uciekam.
                                W mojej wypowiedzi, chodziło mi raczej o posiadanie poczucia, że takie kontakty
                                są zawsze możliwe, niekoniecznie wykorzystywane, ale możliwe, gdyby naszła nas
                                nagle, mimo wszystko ochota. Swoja drogą, jest to jednak jakoś trochę smutne,
                                że wystarczają nam wyłącznie kontakty w sieci, ale to temat na osobną dyskusję,
                                więc nie rozwijam tymczasem.
                                Zaintrygowała mnie Twoja deklaracja potrzeby wyobcowania. Czy możesz
                                wytłumaczyć, co rozumiesz pod tym mianem, bo mi się jednakowoż nie kojarzy to
                                zbyt pozytywnie. Oryginalność, potrzeba samotności, czasami owszem, ale
                                wyobcowanie? Explein jorself, pliz:)
                          • nienietoperz A ja sobie kontynuacje sporu 07.06.05, 15:26
                            kontynuowac bede. Nie chodzi o poczucie dumy i wzrostu, o zachwyt nad soba i
                            okolica. Z rozwazaniami z czego to ja sobie moge sie cieszyc, a z czego nie, bo
                            na to wplywu nie mam raczej radzilbym ostroznie, niewiele na tym i tak smutnym
                            swiecie pozytywnego by nam zostalo. Mysle raczej o tak trafnie przywolanym przez
                            dottore fakcie doswiadczenia zbiorowego, metnej wspolnocie historii, jezyka i
                            miejsca. Jasne, ze Chopin nie sprawia, ze mam lepszy sluch muzyczny, a gryzienie
                            Enigmy nie powoduje, ze na imprezach blyskotliwe riposty az tlocza mi sie do
                            glowy. Jesli chodzi o kontakt z ludzmi, to tez jasne, ze coraz latwiej jest go
                            uzyskac z oddali - ale to chyba nie ma zwiazku z dyskusja (gdyby mialo to juz
                            dawno na zbity pysk byscie mnie padre zabanowali za to, ze moj adres nie konczy
                            sie na .pl). Jakos trudno mi uwierzyc, ze nigdy w latach braineaterowej mlodosci
                            gornej i chmurnej klimaty moze nie jackowokaczmarskie ale chociazby
                            kazikowostaszewskie sie nie pojawily? I nie bylo mu nigdy zal, ze nawet jak
                            obcojezyczni znajomi Gombrowicza lubia, to i tak 3/4 sensow nie maja szans
                            zrozumiec?

                            (Zauwazylem skadinad pewna nielogicznosc w braineaterowej wypowiedzi- skoro i
                            tak `nie mam nic wspolnego`, ergo - nie obchodzi mnie, to skad nuta zalu, ze
                            inni maja wiecej do pokazania?)

                            Dario, ogolnie dzieki za wsparcie. Tak trzymac! Dzieciom sonety Mickiewicza
                            czytac, (nie tlumaczac bron Boze, ze wielki bo polski, o co Cie zreszta nie
                            podejrzewam). Choc jak sie broch obudzi za Atlantykiem, to moze byc nielatwo :-)

                            Tak czy inaczej proponuje patriotycznie w tym tygodniu szklaneczke zubrowki
                            kazdemu wychylic, zamiast wrednie tluc obce alkohole bez przerwy.
                            Pozdrowienia,
                            nntpz
                            • braineater Re: A ja sobie kontynuacje sporu 07.06.05, 15:56
                              nienietoperz napisał:

                              Jakos trudno mi uwierzyc, ze nigdy w latach braineaterowej mlodosc
                              > i
                              > durnej:) i chmurnej klimaty moze nie jackowokaczmarskie ale chociazby
                              > kazikowostaszewskie sie nie pojawily?

                              Tuście, acan, utrafili bo i owszem Staszewski itd czyli polisz pank rulez:)ale
                              kurcze, tą nuta sentmentu 'o czwartej nad ranem, wszystkie chodniki itd" to
                              jakos nigdy się przejąć nie umiałem - ot, po prostu koles wyśpiewuje to co
                              dookoła widzę, ale ma inny sposób na rozwiązanie tego problemu - bliżej mi
                              chyba do "Nie lubię już Polski" niż do "Ławeczki" czy "Wódki". Zresztą czy u
                              Staszewskiego ten patriotyzm jest aż tak zauważalny?

                              I nie bylo mu nigdy zal, ze nawet jak
                              > obcojezyczni znajomi Gombrowicza lubia, to i tak 3/4 sensow nie maja szans
                              > zrozumiec?

                              A tuście utrafili nieco mniej, bo akurat najlepszą debatę na temat Gombrowicza
                              przeprowadziłem kiedyś, via sieć oczywiście, z pewnym Argentyńczykiem,
                              rozmiłowanym w nim i Borghesie nieprzytomnie wręcz i naprawdę, tu nie chodzi o
                              to, że dla niego pewne sensy są mniej czytelne lub po prostu nieinteresujące,
                              tylko o to, że jego czytanie Gombro było tak kompletnie odmienne od mojego czy
                              np od tego czego mnie uczono about pan Witold, że było samą radochą tę wersję
                              poznawac i ze swoją porównywać.

                              > (Zauwazylem skadinad pewna nielogicznosc w braineaterowej wypowiedzi- skoro i
                              > tak `nie mam nic wspolnego`, ergo - nie obchodzi mnie, to skad nuta zalu, ze
                              > inni maja wiecej do pokazania?)

                              Znowu troszkę nie tak, bo "nie mam nic wspólnego" bynajmniej nie miało się
                              równać, że nie obchodzi mnie to. Wielki szacunek dla wszystkich twórców i istot
                              ważnych w naukowo kulturalnym rozwoju ludzkości i obojetnośc na to skąd są i
                              czym prócz twórczości się zajmowali (chyba, że problem narodowościowy cechą
                              dystynktywną takiej twórczości jest, ale takich rzeczy raczej nie czytuję). A
                              nuta żalu, jesli wyczuwalna to niezamierzona. Oczywiście można to rozdrobnić po
                              derridiańsku, czyli, że nie ma nieświadomego pisania, ale naprawdę nie
                              chciałem:)
                              >
                              > Tak czy inaczej proponuje patriotycznie w tym tygodniu szklaneczke zubrowki
                              > kazdemu wychylic, zamiast wrednie tluc obce alkohole bez przerwy.

                              A tu się przekonac nie dam i do kolacyjki jednak tradycyjnie wino otworzę:)

                              > Pozdrowienia,
                              > nntpz
                              >
                              • nienietoperz Re: A ja sobie kontynuacje sporu 07.06.05, 17:09
                                Gratulacje dla braineatera za wylapanie gornej - jakos tak durnej nie chcialo mi
                                przejsc przez klawiaturowe gardlo w odniesieniu do tak zacnego zalozyciela :-)

                                Staszewski to dla mnie patriotyzm w formie krystalicznej, niewatpliwie daleki od
                                apelowo-zadetego.

                                Ad zubrowka - czy w miejscach innych niz Lodz tez na okreslenie opisanego przez
                                Darie zestawu funkcjonuje (funkcjonowalo) wdzieczne okreslenie `szarlotka'?
                                (w Nottingham pracowicie propagujemy nazwe 'apple pie').
                            • dr.krisk Popieram absolutnie i w calej rozciaglosci!! 07.06.05, 16:00
                              nienietoperz napisał:

                              > Tak czy inaczej proponuje patriotycznie w tym tygodniu szklaneczke zubrowki
                              > kazdemu wychylic, zamiast wrednie tluc obce alkohole bez przerwy.
                              > Pozdrowienia,
                              > nntpz
                              >
                              Tu sie przychylam w stopniu graniczacym z upadkiem! Whiskacze i burbony sa
                              niezle i pozywne, ale zubrowka swoj urok ma tez! Ino strasznie droga tutaj, a
                              ja kupuje alkohole kierujac sie wylacznie cena. Taki mam system w zyciu.

                              Wracajac zas do owej metnej mieszaniny historii, wspomnien i wzruszen co nas
                              Polakami czyni - to chyba tak wlasnie jest. Nie bohatyry polegle, nie
                              Kosciuszko pod Raclawicami, ale sciezki dziecinstwa, mlodosci, komputer Odra
                              1325, lody Bambino, sklepy Peweksu, wlasnoreczne rycie wykopow pod fundamenty
                              domu, pierwszy samochod (126P oczywiscie!), drugi samochod, czwarty samochod,
                              pogrzeb ciotki Marii, jakies wakacje w gorach..
                              To wszystko zlepione i pomieszane razem sprawia, ze owszem - bez problemu i
                              chetnie moglbym mieszkac za granica, ale ten bagaz zawsze bede taszczyl ze
                              soba.
                              KrisK
                              • daria13 Re: Popieram absolutnie i w calej rozciaglosci!! 07.06.05, 16:16
                                Żubrówka z sokiem jabłkowym! Może banalnie, ale ja lubię.
                                Właśnie taka żubrówka choćby, wyłącznie polski specyfik! Flaków też chyba
                                nigdzie tak nie przyrządzają, choć ponoć istnieje jakaś grecka potrawa
                                zbliżona:)
                                Bardzo podoba mi się koncepcja patriotyzmu poprzez sentymenty. I o to chodzi!
                                Jestem nieopisanie ciakawa, co na te nasze dyskusje odpowie Broch, już się
                                boję:))
                                Pozdrowienia:)
                                • dr.krisk Re: Popieram absolutnie i w calej rozciaglosci!! 07.06.05, 16:21
                                  daria13 napisała:

                                  > Żubrówka z sokiem jabłkowym! Może banalnie, ale ja lubię.
                                  Ja zas konsumuje (uwielbiam to slowo!!!!) zubrowke wylacznie saute.

                                  > Właśnie taka żubrówka choćby, wyłącznie polski specyfik! Flaków też chyba
                                  > nigdzie tak nie przyrządzają, choć ponoć istnieje jakaś grecka potrawa
                                  > zbliżona:)
                                  Flaki po wlosku to trippa - ale kudy jej do naszych.....


                                  > Bardzo podoba mi się koncepcja patriotyzmu poprzez sentymenty. I o to chodzi!
                                  > Jestem nieopisanie ciakawa, co na te nasze dyskusje odpowie Broch, już się
                                  > boję:))
                                  Opierniczy nas straszliwie, ale co tam. Za ten zgryzliwy, starczy ton to go
                                  lubie!

                                • staua Re: Popieram absolutnie i w calej rozciaglosci!! 07.06.05, 17:09
                                  W Rumunii tez sa flaki (dlatego tutaj, gdzie o rumunskie restauracje trudno, moj maz pedzi do polskiej
                                  przy kazdej okazji, zeby te flaki wlasnie zjesc. Dolewa tylko do nich pelno octu).
                                  Nie jestem patriotka, uwazam, ze z nasza "kultura wysoka" nie jest zle w kregach, w ktorych zawsze
                                  byla ona odbierana, naturalnie, ze nie wsrod wszystkich. A na pewno jej tworcy nie rezygnuja. Pisalam
                                  kiedys o wizycie Gardzienic w Nowym Jorku ("Elektra", super awangardowe przedstawienie). na Forum
                                  Polki w Stanach, gdzie napisalam przed, ze mozna kupowac bilety (dosc tanie), nie bylo zadnego
                                  odzewu. Jednak sala byla pelna, nie Polakow niestety.
                                  Dla mnie polskosc jest czyms podobnym do tego, co napisal doktor w ostatnim poscie. Nie
                                  Gombrowicz, nie wlasnie "wysoka" kultura, bo ta jest miedzynarodowa i raczej dotyczy ogolnego
                                  poziomu rozmowcy, niekoniecznie narodowosci (o Kieslowskim i Miloszu moge rozmawiac w roznymi
                                  ludzmi), ale to, ze ktos rozumie, czym byla dla nas czekolada z okienkiem, "Mis" i dowcipy w stylu "Leci
                                  Brezniew, Reagan i Gierek samolotem... czy cos w tym stylu.
                              • beatanu Re: Popieram absolutnie i w calej rozciaglosci!! 07.06.05, 16:56
                                Przyłączam się do poparcia (aczkolwiek żubrówki, którą nota bene lubi mój mąż,
                                nie trawię. Alkoholowo wesprę swojskim ginem lubuskim)
                                Przyszłam z pracy i nie wiem od czego zacząć, bo tyle wątków w wątku...

                                dr.krisk napisał:
                                Nie bohatyry polegle, nie
                                > Kosciuszko pod Raclawicami, ale sciezki dziecinstwa, mlodosci, komputer Odra
                                > 1325, lody Bambino, sklepy Peweksu, wlasnoreczne rycie wykopow pod fundamenty
                                > domu, pierwszy samochod (126P oczywiscie!), drugi samochod, czwarty samochod,
                                > pogrzeb ciotki Marii, jakies wakacje w gorach..
                                > To wszystko zlepione i pomieszane razem sprawia, ze owszem - bez problemu i
                                > chetnie moglbym mieszkac za granica, ale ten bagaz zawsze bede taszczyl ze
                                > soba.

                                Jak najbardziej, drKrisku, dario i nienietoperzu! I spontanicznie dopisałabym
                                do tej listy bez końca bagażu do taszczenia: dobranocki i piosenki i wierszyki
                                z dzieciństwa zapamiętane... Rok temu, na tarasie hoteliku w Barcelonie, na
                                którym to tarasie radośnie raczyłam się hiszpańskim winem z koleżankami-z-pracy-
                                uczestniczkami-konferencji-międzynarodowej-bardzo-poważnej tak bardzo wyraźnie
                                uświadomiłam sobie, jak ważne jest to wspólne doświadczenie, owa mętna
                                mieszanina rzeczy różnych... Koleżanki (Szwedki) zaczęły przypominać sobie
                                programy dla dzieci (ach, to nieznane dzisiejszej młodzieży jednolite
                                doświadczenie JEDNEGO programu TV!), śpiewać piosenki, recytować wierszyki,
                                zaśmiewać się do rozpuku podczas gdy ja czułam się coraz bardziej obco... I
                                coraz bardziej tęskniłam do "Jacka i Agatki" - chociaż ich w dzieciństwie nie
                                cierpiałam, wolałam zdecydowanie mniej ugłaskanych Balbinę i Ptysia...Owszem,
                                również i w Szwecji dzieciaki oglądały NRD-owskiego "Piaskowego Dziadka",
                                niektóre rzeczy kojarzyłam z powtórek, oglądanych przez moje córki - ale to nie
                                było MOJE, POLSKIE wspomnienie z dzieciństwa.

                                Ale jak to się ma do patriotyzmu? Czy to jeszcze na temat?

                                Już tutaj niedawno na TWA napisałam, że czuję się Polką na tyle, na ile mam
                                ochotę. Wybiórczo. Podobnie jak Szwedem czuje się mój mąż, czyli tak nie do
                                końca... A dzieci? (uwaga, będzie o dzieciach) - przekazujemy im tyle narodowej
                                tożsamości, na ile sami posiadamy... Przekazałam dziewczynom język i jestem z
                                tego dumna (bo nie zawsze tzw. "darmowa nauka języka" w domu jest czymś lekkim,
                                łatwym i przyjemnym.) Ale nie zrobiłam (czy robię to) z pobudek patriotycznych
                                (jeżeli tak, to nieuświadomionych) - raczej z wygody i z przekonania, że tylko
                                w języku ojczystym najpełniej potrafię wyrazić uczucia i opisać
                                świat... "Kocham cię" brzmi dla mnie bardziej prawdziwie niż "Jag älskar dig" (
                                i tutaj przpomniały mi się dyskusje zażarte z kolegą, Skandynawem mieszanym, 10
                                lat młodszym, studiującym w Anglii, związanym z Brytyjką pochodzącą z
                                Bangladeszu, osiadłym w Brukseli... Sporo argumentów przytoczonych tutaj przez
                                braineatera i święte przekonanie, że bez korzeni można żyć, że wyznawanie
                                miłości w języku obcym nie różni się niczym od takiegoż w języku matki...)
                                Moje córki siłą rzeczy bardziej czują się Szwedkami niż Polkami, ale są
                                świadome swojej "inności" i "dwoistości", nie ukrywają jej, a Szesnastoletnia
                                H. jest wręcz z tego powodu dumna... Czy to już patriotyzm?

                                Pozdrawiam gorąco (ze zrozumiałych względów gorąco-patriotyczno-podobnie)
                                B :-)
                                • braineater and now... 07.06.05, 18:31
                                  znaczy po godzinie odkomputrowania musze odpowiedzieć wszystkim na wszystko.:)
                                  Ale godzina zmarnowaną nie była bom po drodze do domu, przy okazji kupowania
                                  kolacji kupił nowego Shuty'ego i "Ojcobójstwo" Martina Pollacka. Co skwitowane
                                  zostało, że nawet jakbym szedł do zakładu pogrzebowego to wróciłbym z jakąs
                                  nową ksiązką...

                                  Daria
                                  - wyobcowanie - potrzeba samotności, to na pewno, fatalnie się czuję jesli
                                  kilka godzin dziennie nie mogę być sam (co na szczęście akurat zapewnia mi
                                  aktualnie praca). Punkt drugi - megalomania, czyli moja ulubiona moja cecha:)
                                  opierająca się na zasadzie, by nigdy nie dac się wpakowac w zdanie zaczynające
                                  się od "jesteś taki, jak...". Punkt trzeci - wrodzona potrzeba wyróżniania się,
                                  bycia obok i na przekór - wbrew mysli moich rodziców, to nie przechodzi z
                                  wiekiem, wręcz się nasila. Punkt czwarty - mocna świadomośc własnej
                                  jednostkowości i biologiczny wręcz opór przed "należeniem", "byciem w"
                                  i "zgadzaniem się z". Punkt piaty - niechęc do tłumów, zamykająca się w
                                  stwierdzeniu, że gdzie jest więcej niż dwie osoby, tam mnie nie ma. Punkt
                                  szósty - generalna niechęc do ludzi. I to by było na tyle wiwisekcji
                                  braineatera:)

                                  Beata, Staua, KrisK, Toperz (mam nadzieję, że zachowałem wszystkie wymogi
                                  formalne dotyczące hierarchii wieku i pci:)

                                  -sentymenty...No i co ja wam powiedzieć?

                                  Że za moich czasów telewizja była już taka jak wszędzie - disney i anime, że
                                  słuchałem tych samych boysbandów co przeciętny dzieciak w Europie, że uczyłem
                                  sie pierwocin angielskiego z Ulicy Sezamkowej, że przytulanką był Kubus
                                  Puchatek, że pierwszym i jedynym do dziś autorytetem był Batman, że pierwszą
                                  lektura, która powaznie zryła mi psyche była Townsedowa i cykl o Adrianie Moole?

                                  I to sa dla mnie sentymenty dzieciństwa, tyle, że w odróznieniu od Waszych, ja
                                  je dziele z kilkuset milionami ludzi w moim wieku w całym zachodnim świecie. I
                                  naprawdę czasmi czuję sie bliższy ludziom z którymi gadam na na komiksowych
                                  forach i czatach w Stanach albo Niemcom z którymi gram w Counter Strike po
                                  sieci, bo wychowywały nas te same media i mamy te same skojarzenia, niz mojemu
                                  o 5 lat starszemu bratu, który ma totalnie inne doświadczenia, totalnie inne
                                  wspomnienia z dzieciństwa. Może to trochę smutne, ale ja i moi rówieśnicy
                                  jesteśmy raczej dziecmi globalnej wioski, niż małej ojczyzny.

                                  Pozdrowienia:)
                                  • dr.krisk Misiu zloty! 07.06.05, 18:43
                                    braineater napisał:

                                    > Beata, Staua, KrisK, Toperz (mam nadzieję, że zachowałem wszystkie wymogi
                                    > formalne dotyczące hierarchii wieku i pci:)
                                    >
                                    > -sentymenty...No i co ja wam powiedzieć?
                                    >
                                    > Że za moich czasów telewizja była już taka jak wszędzie - disney i anime, że
                                    > słuchałem tych samych boysbandów co przeciętny dzieciak w Europie, że uczyłem
                                    > sie pierwocin angielskiego z Ulicy Sezamkowej, że przytulanką był Kubus
                                    > Puchatek, że pierwszym i jedynym do dziś autorytetem był Batman, że pierwszą
                                    > lektura, która powaznie zryła mi psyche była Townsedowa i cykl o Adrianie
                                    Moole
                                    > ?
                                    >
                                    > I to sa dla mnie sentymenty dzieciństwa, tyle, że w odróznieniu od Waszych,
                                    ja
                                    > je dziele z kilkuset milionami ludzi w moim wieku w całym zachodnim świecie.
                                    I
                                    > naprawdę czasmi czuję sie bliższy ludziom z którymi gadam na na komiksowych
                                    > forach i czatach w Stanach albo Niemcom z którymi gram w Counter Strike po
                                    > sieci, bo wychowywały nas te same media i mamy te same skojarzenia, niz
                                    mojemu
                                    > o 5 lat starszemu bratu, który ma totalnie inne doświadczenia, totalnie inne
                                    > wspomnienia z dzieciństwa. Może to trochę smutne, ale ja i moi rówieśnicy
                                    > jesteśmy raczej dziecmi globalnej wioski, niż małej ojczyzny.
                                    >
                                    > Pozdrowienia:)
                                    Eee tam... Nie chodzi nam o doswiadczenia "medialne" (czyli to co ogladalismy w
                                    dzieciectwie) ale o to wszystko czym nasiaka czlowiek zyjac. I tylko czesc z
                                    tych doswiadczen jest wspolna ze wzgledu na ogladanie tych samych filmow i
                                    sluchanie tej samej muzyki. Coby tu nie kombinowac, kazdy zyje na jakiejstam
                                    ulicy (a nie na wszystkich ulicach swiata), otoczony jakimistam ludzmi, i chcac-
                                    niechcac: nasiaka.
                                    Moze ten sentymentalny patriotyzm (zreszta slowo "sentymentalny" chyba nie
                                    calkiem oddaje o co tu chodzi) lepiej nazwac "wspolnota jezyka i miejsca"?
                                    No i nie wmowisz mi, ze jestes w stanie czynic takie wdzieczne lamance jezykowe
                                    w innych jezykach niz polski!
                                    KrisK
                                    • braineater Re: Misiu zloty! 07.06.05, 18:55
                                      co do języka to juz pisąłem - to jest jedyne pole jednoczące i absolutanie masz
                                      dottore rację, że nie byłbym i nigdy nie będę w stanie osiągnąc takiej
                                      perfekcji i precyzji jak w tym języku. 100% zgoda. Natomiast miejsce - i tu
                                      wywód mógłby byc długi, ale sie ograniczę:) miejsce wygląda tak, że w niczym
                                      nie przypomina tego samego miejsca sprzed lat 10 nie mówiąc juz o dwudziestu
                                      czy więcej. Katowice są permanentnym placem budowy, i sporych elementów
                                      architektonicznych z mojego dzieciństwa juz po prostu ni ma - więc jakoś nie
                                      jestem szczególnie przywiązany.
                                      Przy czym, bo spór moze nam sie rozwlec w nieskończoność i zapętlić na ament,
                                      ja racjonalnie pojmuje Wasze argumenty, jestem sobie w stanie wyobrazic radośc
                                      płynącą z takich wspomnień, natomiast, jako szczaw i młodzieniaszek po prostu
                                      im sie nie poddaję:)Przyjdzie pewnie czas, że zatęsknię za batonikiem Prince
                                      Polo czy smakiem paluszków Lajkonik, ale nie teraz.
                                      Pozdrowienia:)
                                      • dr.krisk A jednakowoz bede sie upieral! 07.06.05, 19:18
                                        Nie o wspomnienia rzewne tu chodzi, nie o tesknoty do miejsc sentymentalnych
                                        (choc tez troche), ale o prosty fakt ze zyje sie w okreslonym miejscu i czasie.
                                        Przejawiasz charakterystyczna dla mlodszego (od mojego) pokolenia wiare, ze
                                        rzeczywistosc wirtualna jest rownie wazna jak ta za oknem. Moze zreszta tak i
                                        troche jest, ale niepostrzezenie dla ciebie samego ksztaltowany jestes przez
                                        widok pana Anatola Piernatka (emeryta) wyprowadzajacego pieska siku, przystojna
                                        fizys Leppera Andrzeja gloszacego kres rozkradania Polski, urocza wiadomosc, ze
                                        oto niejaki Dariusz (pesudo "Ryju") oddal sie w rece, oraz caly ciag drobiazgow
                                        skladajacych sie na to, kim jestes.
                                        Mozesz oczywiscie wmawiac sobie, zes dziecko swiata na batmanie wykarmione, ale
                                        nic z tego! Nie uciekniesz, nie uciekniesz....
                                        I ty dr KrisK oddalil sie podspiewujac.
                                        • beatanu Ponieważ jesteśmy na forum 07.06.05, 21:22
                                          na którym wielbić i uwielbiać wolno bez granic, pozwalam sobie na akt adoracji
                                          wobec drKriska - autora postu na który odpowiadam. Perełka do oprawienia w
                                          ramki!

                                          I już.

                                          (Obśmiałam się jak pszczoła :))))
                                          B rozbawiona
                                        • broch Re: A jednakowoz bede sie upieral! 07.06.05, 21:45
                                          Generalnie powyzsze jest objawem grzybienia, przynajmniej w moim przypadku, bo
                                          coraz trudniej przyzwyczaic sie do nowej, kompletnie innej Polski, szczegolnie
                                          gdy widze Ja tak rzadko.
                                          Generalnie z wyraznym niepokojem obserwuje u siebie rosnaca tolerancje na
                                          "sentymenty". Jeszcze troche to zaczne podspiewywac motyw przewodni z "Wakacji z
                                          duchami"@#^%*&@

                                          Ale, braineaterze, kazdy mlody Amerykanin, to przede wszystkim Amerykanin,
                                          korzenie nawet u najmlodszego pokolenia sa widoczne.

                                          "Uwaga dzieci"
                                          Dlugo by na ten temat pisac, w sumie ni to pies ni wydra.
                                  • daria13 Re: and now... 07.06.05, 21:30
                                    Mój drogi kolego B.! Mimo olbrzymiej przepaści wieku i różnicy w niektórych
                                    poglądach, nie wiesz jak dobrze Cię pojmuję. Nie przyznaję się do tego
                                    publicznie, ale największą zniewagą pod moim adresem, byłoby gdyby ktoś
                                    powiedział o mnie, że jestem pospolita. Mój mąż znając moją fobię, kiedy już
                                    naprawdę chce mi dogryźć mówi, że jestem zwykłą babą. O, tu moje ego cierpi już
                                    niepomiernie. Z pewnością moja dążność do bycia wyjątkową nie jest tak silna
                                    jak u Ciebie, ale też lubię czasami zabłysnąć oryginalnością;)
                                    A jednym stowarzyszeniem, do jakiego należę i to z dużą satysfakcją, a przede
                                    wszystkim frajdą jest TWA:)
                                    Pozdrawiam:)
                                    • beatanu Hmmm 07.06.05, 21:45
                                      daria13 napisała:

                                      Z pewnością moja dążność do bycia wyjątkową nie jest tak silna
                                      > jak u Ciebie, ale też lubię czasami zabłysnąć oryginalnością;)

                                      A ja myślałam, że tylko "czwórki ze skrzydełkiem 3" tak mają ;)
                                      Dla niezorientowanych - vide wątek sąsiedni pt. śmieciowisko

                                      Podobno lubiąca się obnosić ze swoją wyjątkowością B :-)
                                      • daria13 Re: trochę źle się wkleiło 07.06.05, 21:51
                                        Mój post zaczynający się od słów: "mój drogi kolego B." był skierowany do ojca-
                                        założyciela i odnosił się do jego wynurzeń na temat wyobcowania. Zapomniałam
                                        wkleić cytat, sorry:)
                                      • daria13 Re: Hmmm 07.06.05, 22:00
                                        Albo rzeczywiście lubisz się obnosić i dlatego zamiast obśmiać się jak norka,
                                        obśmiałaś się jak pszczoła, albo zapominasz już trochę polskie powiedzonka:)
                                        A propos uwielbienia dla dottore, celem rozweselenia w wątku Śmieciowisko
                                        zamieszczę fragment autorstwa drKriska z całkiem innej dyskusji, który
                                        najbardziej chyba mnie rozśmieszył i usatysfakcjonował, a który niestety trafił
                                        na mur niezrozumienia przez resztę,nie bójmy się użyć tego słowa, skretyniałych
                                        maniaków, ale to osobna historia. Muszę ino poszukać:)
                                        • beatanu Re: 08.06.05, 00:30
                                          daria13 napisała:
                                          > Albo rzeczywiście lubisz się obnosić i dlatego zamiast obśmiać się jak norka,
                                          > obśmiałaś się jak pszczoła, albo zapominasz już trochę polskie powiedzonka:)

                                          Chyba jedno i drugie :)
                                          Ale to z pszczołami, to autentyczne! Zasłyszane jeszcze w latach 80-tych, nie
                                          pamiętam w jakiej sytuacji, może lokalne, nowohuckie? W każdym razie używane
                                          przeze mnie od czasu do czasu.

                                          Owszem, odklejone, podobnie jak przed chwilą obejrzany kolejny film pana
                                          Kaurusmäki "La Boheme", nowoczesna współczesna wersja opery Pucciniego, ale ja
                                          uwielbiam takie klimaty...

                                          Dobranoc!
                                          B
                                    • marysiastadniczenko Re: and now... 07.06.05, 22:30
                                      a bo TWA to się zrobił był zjazd róznych frików z kilku stron świata i tu się
                                      nie należy, tu się bywa & bryluje, zadając szarmu. Ot po prostu klubik, a i
                                      owszem snobistyczny, tyle, że akurat tutaj, nikt nikogo do niczego nie
                                      przekonuje, nikt do niczego nie namawia, nikt niczego nie lansuje i nikt nikogo
                                      od głąbów nie wyzywa - czyli po prostu oaza:)
                                      Pozdrowienia:)
                                      • braineater aaaaaaa 07.06.05, 22:31
                                        to u góry, to żona mnie przelogowała:)
                                      • daria13 Re: and now... 07.06.05, 22:38
                                        Hej, jak fajnie jest spotkać kogoś całkiem nowego!
                                        Uwielbiam określenia: frik, brylować, a już zadawać szarmu - po prostu poezja.
                                        Świetnie się Marysia wpasowała ze stylistyką:)
                                        A z tą oazą to tak nie do końca prawda, bo zdarzają się tutaj małe spięcia, a
                                        właściwie spiątka, ale takie niegroźne. Wiem co mówię, bo sama jestem,niestety
                                        ich uczestniczką. Ale może gdyby ciągle było tak oazowo, to byłoby za nudno:)))
                                        Pozdrawiam serdecznie i dzięki za sympatyczne podsumowanie:)
                                      • dr.krisk Wszystko, tylko nie snobistyczny!!! 08.06.05, 00:38
                                        marysiastadniczenko napisała:

                                        > Ot po prostu klubik, a i
                                        > owszem snobistyczny,

                                        A skad - gdzie tam my snoby! Poczciwe ludzie jestesmy, oczytani, inteligentni i
                                        niezwykli w swej skromnosci.
                                        Pozdrowienia dla Marysi!
                                        KrisK
                                        • nienietoperz Re: Wszystko, tylko nie snobistyczny!!! 08.06.05, 12:41
                                          dr.krisk napisał:

                                          > marysiastadniczenko napisała:
                                          >
                                          > > Ot po prostu klubik, a i
                                          > > owszem snobistyczny,
                                          >
                                          > A skad - gdzie tam my snoby! Poczciwe ludzie jestesmy, oczytani, inteligentni i
                                          >
                                          > niezwykli w swej skromnosci.

                                          A na snobow patrzymy z pogarda i poczuciem wyzszosci.
                                          nntpz
                        • quarantina Re: Patriotyzm? 08.06.05, 09:14
                          Wielce mnie zainteresowała dyskusja o patriotyzmie. Nie ma chyba znaczenia
                          gdzie się wstrzelę ze swoim postem. Żałuję jedynie, że nie posiadam tak
                          lekkiego pióra i wyrobionego stylu, jak większość tu piszących. Ale co mi tam.
                          W patriotyzmie nie o to chodzi:)
                          Przeczytawszy Wasze posty dochodzę do smutnego wniosku, że wcale, ale to wcale
                          nie wiem, co tak naprawdę znaczy patriotyzm. To najlepiej świadczy o tym, że
                          chyba patriotką nie jestem. Gdzieś już na tym forum wspominałam o swoim braku
                          poczuciu korzeni, związku z narodem i jego kulturowym dorobkiem. Zastanawia
                          mnie jednak, czy to poczucie, a właściwie jego brak ma jakiś związek z
                          patriotyzmem. Czy patriotyzm to odczuwanie sentymentów, nostalgii, korzeni, czy
                          czego tam jeszcze. Dochodzę do wniosku, że chyba nie tylko o to chodzi.
                          Osobiście zapomniałam, że patriotyzm dotyczy przede wszystkim społecznej sfery
                          mojego życia. Odczucia wobec ojczyzny (dawno nie używałam tego słowa) są moją
                          prywatną sprawą, natomiast moje zachowania społeczne nie, i to one mogą być
                          kwalifikowane jako patriotyczne bądź nie. Oczywiście, że uczucia mają kolosalny
                          wpływ na zachowanie, ale mogę też (i zazwyczaj to robię) kierować się
                          racjonalnymi kryteriami.
                          Wydaje mi się, że patriotyzm jest jak najbardziej racjonalną postawą, z której
                          wynika sensowne działanie na rzecz dobra tego, a nie innego kraju. To są moje
                          osobiste przemyślenia i dystansuję się w nich do patriotyzmu rozumianego
                          tradycyjnie jako romantyczne uczucie wyssane z mlekiem matki.
                          Myślę, że pojęcie to, jak wiele innych, ewouluje. Nie znaczy jednak, że całkiem
                          traci sens.
                          Cóż może być przejawem patriotyzmu dzisiaj? Myślę i myślę...
                          Rezygnacja z diet poselskich i innych przywilejów finansowych, np.
                          W mniejszej skali: ???
                          pozdr.:)

                          -wywalą mnie stąd, w końcu mnie wywalą-
                          • dr.krisk A juz bylo tak przyjemnie... 08.06.05, 19:24
                            Juz sie zgodzilismy, ze to tylko sentymenta rozmaite & wspomnienia, a tu
                            przychodzi (spozniona) quarantina i o obowiazkach i dzialaniu na rzecz wspomina!
                            Ja skromnie sadze, ze wystarczaloby abysmy byli przyzwoitymi obywatelami.
                            Poslowie moze niech nawet pobieraja te diety, ale niech zasuwaja w komisjach,
                            czola marszcza, mozgi wytezaja aby wyborcow zadowolic!
                            Rejtany rozmaite polskie niech podniosa sie z podlogi, pozapinaja koszule (bo
                            sie jeszcze przeziebia) i zaczna kombinowac jak tu byt swoj oraz innych
                            poprawic. Zeby drogi byly gladciejsze, pociagi czyste, dzieciaki po wsiach
                            nakarmione i slabizowac nauczone....
                            Nie jest to pomysl szczegolnie porywajacy, ale podoba mi sie wizja Polski jako
                            kraju moze biednego, ale sympatycznego.
                            Jest taka piosenka Starszych Panow, nie pamietam tytulu, ale tekst wzruszajacy:

                            Dobranoc.
                            Dobranoc, ojczyzno.
                            Już księżyc na czarnej lśni tacy.
                            Dobranoc.
                            l niech ci się przyśnią
                            pogodni, zamożni Polacy,
                            Że luźnym zdążają tramwajem,
                            Wytworną konfekcją okryci,
                            l darzą uśmiechem się wzajem,
                            l wszyscy do czysta wymyci,
                            l wszyscy uczciwi od rana
                            Od morza po góry, aż hen.
                            Dobranoc.
                            Ojczyzno kochana,
                            Już czas na sen

                            I to wlasnie o to mi chodzi.
                            KrisK
                            • beatanu Re: A juz bylo tak przyjemnie... 08.06.05, 21:27
                              Płytę z półki odkurzyłam, piosenka (piękna!) tytuł ma prosty "Już czas na sen"
                              No i kurka siwa, znów się zrobiło tak sentymentalnie. Ratunku!!!

                              B bezradna wobec zalewu wspomnień i z bólem krzyża spowodowanym całodziennym
                              pieleniem poletek kilku i sadzeniem kapusty, odmiana późnawa, jesienna.
                              :-)
                              • dr.krisk Re: A juz bylo tak przyjemnie... 08.06.05, 21:54
                                beatanu napisała:

                                > Płytę z półki odkurzyłam, piosenka (piękna!) tytuł ma prosty "Już czas na sen"
                                > No i kurka siwa, znów się zrobiło tak sentymentalnie. Ratunku!!!
                                >
                                > B bezradna wobec zalewu wspomnień i z bólem krzyża spowodowanym całodziennym
                                > pieleniem poletek kilku i sadzeniem kapusty, odmiana późnawa, jesienna.
                                > :-)
                                Zazdroszcze, albowiem moj bol krzyza spowodowany jest dlugotrwalym
                                przesiadywanie w pracy. Wolalbym juz te kapuste, zwlaszcza w odmianie poznawej,
                                jesiennej! A potem zbiory jesienne.. ech, wyjsc na pole kapusty jesiennym
                                rankiem, kose dobrze wyklepac, i ciach.... a tu lany kapusty klada sie rowno. Z
                                tylu zona wierna podbiera plon, a dzieciska wiaza w snopy... U gory skowronek
                                radosne trele wywodzi, zyc nie umierac...
                                Cos chyba gadam od rzeczy.
                                KrisK
                                • daria13 Re: I nadal jest przyjemnie, nawet bardzo! 08.06.05, 22:36
                                  Szanowny doktor nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak ja szanownego doktora
                                  lubię!!!!!!!
                                  Już nie cicha, ale bardzo otwarta wielbicielka D.
                                  • beatanu Re: I nadal jest przyjemnie, nawet bardzo! 08.06.05, 22:45
                                    daria13 napisała:

                                    > Szanowny doktor nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak ja szanownego doktora
                                    > lubię!!!!!!!
                                    > Już nie cicha, ale bardzo otwarta wielbicielka D.

                                    To już my som dwie! (przynajmniej na tym forum, bo na innych, to kto drKriska
                                    wie...)
                                    B :-)

                          • beatanu jeszcze o patriotyźmie 08.06.05, 21:24
                            Strasznie fajne masz przemyślenia. Tak łatwo wejść w kanał sentymentalizmu... a
                            Ty mnie z niego wyrwałaś. Jeszcze o tym wszystkim pomyślę.

                            > Cóż może być przejawem patriotyzmu dzisiaj? Myślę i myślę...
                            > Rezygnacja z diet poselskich i innych przywilejów finansowych, np.
                            > W mniejszej skali: ???

                            A może kupowanie nabiału z lokalnej mleczarni (Jezu, są jeszcze takie?)
                            zamiast naszpikowanych chemią jogurcików zza granic wielu? I ekologicznie
                            (krótsze transporty) i może patriotycznie (przy okazji patriotycznie lokalnie?)
                            też...

                            Pozdrawiam serdecznie :)
                            • quarantina Re: jeszcze o patriotyźmie 09.06.05, 08:32
                              Ponieważ lubimy (my Polacy) nowinki, idea "fair trade" jako obcobrzmiąca
                              mogłaby się u nas przyjąć. Trzeba by ją tylko trochę przerobić pod kątem
                              produkcji krajowej. Żartuję sobie oczywiście.
                              Kupowanie produktów tzw. krajowych na pewno miałoby sens, tylko powiedz mi
                              beatkonu, skąd mam wiedzieć ile mleka z polskiej krowy jest w ww jogurciku?
                              • beatanu Re: jeszcze o patriotyźmie 09.06.05, 09:20
                                quarantina napisała:

                                > Ponieważ lubimy (my Polacy) nowinki, idea "fair trade" jako obcobrzmiąca
                                > mogłaby się u nas przyjąć. Trzeba by ją tylko trochę przerobić pod kątem
                                > produkcji krajowej. Żartuję sobie oczywiście.

                                Ale z takich żartów mogą się zrodzić fajne pomysły! No, chyba, że faktycznie
                                ironizujesz ostro, bo niby jak wdzięcznie brzmiąca angielska nazwa ma się do
                                np. istniejącej już fundacji "Teraz Polska" ?(www.terazpolska.pl/)

                                A tak a propos "fair trade" i kojarzącej mi się od razu sieci sklepów z
                                kosmetykami "The body shop", to obawiam się, że jeszcze za wcześnie w Polsce na
                                takie nowinki. A może się mylę? Może dużo się zmieniło, odkąd jakieś dziesięć
                                lat temu przyczytałam parę prześmiewczych felietonów (Pilcha? Stommy?) o
                                zaangażowaniu kobiet na Zachodzie - a to właśnie w pomoc zgwałconym Bośniaczkom
                                w byłej Jugosławii, a to w kupowanie wyplatynach przez Tanzanijki koszyczki itd
                                itp.

                                > Kupowanie produktów tzw. krajowych na pewno miałoby sens, tylko powiedz mi
                                > beatkonu, skąd mam wiedzieć ile mleka z polskiej krowy jest w ww jogurciku?
                                >

                                Nie wiem... Ufać temu co napisane na opakowaniu? Zaangażować się w ciągle
                                jeszcze raczkujący w Polsce ruch konsumencki i żądać wiarygodnej informacji o
                                składnikach produktu i kraju ich pochodzenia?
                                Wiem, rozbisurmaniłam się w Szwecji. Tutaj zawsze mogę poczytać, co skąd, czy
                                zawiera np. żelatynę, której moja córka-wegetarianka nie je, wybrać między
                                jagnięciną lokalną a tą z Nowej Zelandii, kupić jabłka szwedzkie albo
                                argentyńskie (ha! najczęściej kupuję polskie! Wbrew zasadzie, że najpierw to,
                                co wyrosło najbliżej. Czy to też przejaw patriotyzmu, czy tylko głupie
                                sentymenty?)
                                A co o tym wszystkim przepisy unijne, do których Polska przecież musi się
                                stosować? Sorry, tyle pytań wkurzających, tak z rana...

                                Pozdrawiam serdecznie :)

                                • quarantina Re: jeszcze o patriotyźmie 09.06.05, 10:22
                                  Tak, na fanaberie typu "fair trade" mogą sobie pozwolić bogate społeczeństwa.
                                  Produkty z tym logo są o wiele droższe od "zwykłych". Ale podobałoby mi się
                                  snobowanie (a propos) w tym kierunku. W Polsce większość konsumentów(jak sądzę,
                                  bo skąd tak naprawdę mogę wiedzieć) kieruje się zasobnością portfela. A ta, jak
                                  wiadomo różni się od średnich zachodnich.
                                  Fundacja "teraz Polska" może i ma szczytne założenia, ale czy widziałaś co
                                  oferuje? Kilka serków na krzyż.
                                  Niestetyż, osobiście jem i kupuję, to co lubię, a to nie zawsze ma związek z
                                  rodzimą produkcją. Wręcz chyba przeciwnie. Ale teraz, kiedy zajrzałam na
                                  stronę "teraz Polska" poszukam takiego, a nie innego serka. Bez żadnej ironii.
                                  pozdrawiam :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka